Wielikimi krokami zbliża się koniec tygodnia, z amerykańska zwany weekendem. ostatnie 8 dni spędziłem w Krakowie. Przez cały prawie czas myślałem o pwrocie i pójściu gdzieś w góry (i o egzaminach oczywiście też ) wszystko poszło dobrze i już moge planować wypad. Zacznę samotną wędrówką w sobotę rano w Cisnej. Będę musiał tam jakoś się dostać autobusem. Początek trasy będzie w miejscu wypadku śmigłowca sprzed lat. Stamtąd skieruję się na Jasło poprzez Małe Jasło. Nie byłem tam jeszcze i spodziewam się zobaczyc ciekawe widoki, gdyż szczyty są niezalesione. Z wysokości 1150 m. powinien być ładny widok na Smerek i Wetlińską. Z Jasła skieruję się na Okrąglik. Jest to szczyt leżacy na granicy ze Słowacją. Będę szedł następnie na wschód przez Wielki Beskid aż na Rabią Skałę (inaczej Riaba Skałą). Jest tam bardzo ciekawe urwisko. Stamtąd czeka mnie spacer wzdłuż granicy Parku Narodowego poprzez Paportną i Sękową aż do doliny wewtlińskiej, gdzie zapewne napiję się piwka, albo czegoś cieplejszego z prądem w zależności od nastroju. Po tej jakże uroczej przerwie skieruje swoje nogi na Smerek (1222), gdzie zamierzam spotkać się z kolegami bieszczadnikami. Wówczas (zapewne po licznych sporach) bedziemy musieli wybrać jakieś miejsce na legowisko. Ułożyć się wygodnie i zasnąć by rano cieszyć się wschodem słońca. Co w niedzielę? To już zadanie dla kolegi. Ma mi przygotowac niespodziankę. Mam nadzieję, ze pogoda nie będzie złośliwa. Inaczej trzeba będzie prawdopodobnie zrezygnować z noclegu w lesie. Trzymajcie kciuki za powodzenie wyprawy. jak wszystko się uda, przedstawię foto relację
No no, całkiem fajnie Ci się zapowiada ten amerykański "weekend". Z tej trasy znam co prawda tylko odcinek od Cisnej po Okrąglik, no a dalej to dopiero Smerek. Wiem jednak że przy takiej pogodzie no i jesieni już panującej od niedawna będzie musiał to być niesamowity wypad.
Czekam więc na fotorelację bądź nawet relację słowną ze zdjęciami
Tutaj też informacja do wszystkich - pamiętajcie że wszystkie ciekawe relacje i fotorelacje mogę zamieścić na głównych stronach Górskiego Świata tak co by to w każdej chwili móc wrócić wspomnieniami do nich.
No i dobrego piwa życzę na dole (Ustrikowi i nie tylko)
niestety. Moje plany z róznych powodów diabli wzięli. Nie udało mi się zrealizować wyżej opisanej trasy. Musiałem się zadowolić jedynie wyjściem na Małą i Wielką Rawkę w sobotnie popołudnie. Było bardzo fajnie i dla tego opisze wam ten kócuitki wypadzik.
Zaczęło się wszystko około g. 14 30, jak dojechaliśmy samochodem na parking na Przeł. Wyżniańskiej. Przeżyliśmy swoisty szok, gdyz parking ten był niemalże cały zapełniony. Znaleźliśmy miejsce między samochodem z Pomorza a autokarem z Krakowa. Szczerze mówiąc nie widziałem jeszcze w Bieszczadzie tylu turystów na raz we wrześniu. Mało tego - tuż za nami zatrzymał się kolejny autobus pełen "niemców". Klapeczki, adidaski, dżinsy obcisłe i przewodnik wpatrzony w Rawki. Zgodnie z nasszymi przewidywaniami wycieczka zakończyła się na bacówce tuż przed wejściem do lasu. My poszliśmy, rzecz jasna, dalej. W naszą stronę nikt nie szedł, ale z góry szło mnustwo osób różnej płci i wieku. Nawet spotkaliśmy znajomych z Ustrzyk co to skarżyli się na tłok u szczytu góry. Ogarnął nas niepokój, ale postanowiliśmy się trzymać dobrej myśli, ze może jednak wiatr ich wszystkich zwieje i będziemy mogli porobić jakieś ładne zdjęcia.
Trasa na Małą Rawkę nie jest długa. Miejscami bywa stroma i kamienie bez namysłu osuwają się spod nóg. Dla mniej doświadczonych i wytrwałych postawili tam barierki do pomocy. Las, jak to las może stać się monotonny, ale górski potok płynący obok szlaku umila wyjście łagodnym swym szumem.
Wreszcie wychodzimy na "goliznę". Mój towarzysz Bohunem zwany wspominał czasy kiedy to nie pozwalano zarastać górskim łąkom. Dzisiaj zarasta je po mału jarzębina i buczyna co widac zwłaszcza na Rawkach.
Jak widac na zdjęciu Jesień jest już jedną nogą w Bieszczadzie. Zieleń pomalutku zanika pod naciskiem chłodu i silniejszych wiatrów. Trawiaste zbocza stająsię niby piaskiem pokryte. Wysokie źdźbła falują na wietrze mianiąc sięw złotych barwach.
Taki ukazał się nam widok. Niestety Powietrze pełne było pyłu co skutecznie blokowało obraz innych gór Bieszczadu. Słońce na szczęśie rekompensowało te braki swoim światłem skierowanym na Rawki.
Szczęściem naszym było także to, że szczyty opustoszały. Mozna by przypuszczać, że nikogo na nich wcześniej nie było. Dało to nam oczywiście sporo radości i możliwości na zrobienie ciekawych zdjęć.
Ruszyliśmy na Wielką Rawkę (1304). Wiatr wiał bardzo silny. Nieszczęśliwy był w ten dzień ten, tko odpowiednio się nie ubrał. Na szczęście miałem, jak zawsze, swój górski sweter i wiatrochron (kupiony za 30 zł ) Wicher karpacki zaoferował nam przecudowny spektakl, albowiem wiejąc w różnych kierunkach przechylał trawy raz w lewo raz w prawo co przy popołudniowym słońcu dało niezwykłe poetyckie doznanie.
Wreszcie, spokojnym krokiem doszliśmy do pozostałości saterej wierzy obserwacyjnej zbudowanej przez Austriaków. Zbliżające sięku snu słońce pięknie ją nam oświetlało.
Pełni wrażeń skierowaliśmy się dalej na rawkowe skały i granicę Polski z Ukrainą, gdzie przysiedliśmy chwilkę obok słupków granicznych. Jak widac na zdjęciu stan słupków ukraińskich pozostawia wiele do życznia.
Pogadaliśmy chwilę. Wypiliśmy piwko, zjedliśmy Princessę. Zarysował się nam plan podróży po ukraińskich wioskach bieszczadzkich, co jest moim marzeniem od pewnego czasu.
Mimo, że schowaliśmy się w ustronnym miejscu wicher zaczął nam doskwierać jakby chciał nas pogonić ze swojej połoniny. Udało mu się. Słońce było z minuty na minutę coraz słabsze. Chłód wdzierał się w różne zakamarki. Trzeba było wracać zwłaszcza, że po 20 musiałem być w chałupie. Wracając zszedłem nieco poniżej szlaku by zrobić zdjęciue pięknym rawkom i Pol. Wetlińskiej ze Smerekiem widocznym hen w oddali. Wszytskie skompane w podwieczornym słońcu.
Na koniec podróży zrobiłem zdjęcie słowackiej części Bieszczadów.
Z górki jak to z górki zeszliśmy migiem. Parking był już całkiem pusty. Na pożegnanie doszło do małej awantury z panią parkingową, po czym ruszyliśmy do Ustrzyk Dolnych - do domku.
hihi szkoła poczeka na razie odpoczywam sobie po ciężkim wrześniu.
niestety coś sięzapowiada, ze pogoda w październiku nie będzie sprzyjać udanym wycieczkom
budze się o 5:30. wychodzę na balkon. śłyszę ryk jelenia z pobliskiej łaki, a widzę mgłę a nad nią czyste niebo. myśl: idę w busz, nie ma bata. wybieram sięna kope bukowską. mam nadzieję,że będą fajne zdjęcia. pewnie będzie lało, ale co tam
ok, opisze teraz zainteresowanym Bieszczdami moją spontaniczną wyprawę. Pogoda się udała. Ludzi było nie wielu na szlaku, tylko woda szybko się skończyła i musiałem uzupełniać przy źródełku Ale po kolei.
Jak już napisłem obudziłem się o 5:30. Coś tam se zjadłem, popatrzyłem na pogodynkę, spakowałem się i jazda. Plan miałem dojechać do Wołosatego. Najwcześniejszy autobus z ustrzyk Dolnych tam jest o 7:40 (porażka!). Dla tego wyszedłem wcześniej. Była łądna mgiełka i chciałem porobić zdjęcia na ustrzyckim kirkucie. I tu spotkała mnie niespodzianka - ktośrobi porządek. powycinano drzewa, nagrobki z ziemi powyciągano... wreszcie ktoś się w urzędzie połapał, że o takie rzeczy trzeba dbać, ale to już inna bajka. Na dworcu czekała mnie oczywiście niespodzianka. Autobus nie jechał o 7.40, ale o 8.20. zdenerwowałem sie i postanowiłem łąpac stopa. Było to dość ryzykowne gdyż, o tej porze roku w tamtą strone mało kto jedzie, a jak już to z rzadka zabierają pasażerów bo i tych nie wielu. Ja miałem szczęście. Zatrzymał się jeden bardzo miły, starszy pan, który mnie podwiózł do Rabego. Rozmawialimy chwilę o Libii, w której ten pan spędził 10 lat, o Maroku do którego chciałbym bardzo pojechać, i o tym dla czego lubimy Bieszczady. Pogawętka skończyła się przy cerkwi w Rabem. Dalej do czarnej podwiozło mnie dwóch facetów, którzy nic nie gadali i słuchali płyty Ryszarda Rynkowskiego. Kawałeczek musiałem iść. Za czarną z 1,5 kilometra zatrzymał się tir co zmierzał do Lutowisk. Facet skarżył się na bieszczadzkie wzniesienia oraz na pogodę - albo syberyjskie mrozy, albo angielska mgła. Jadąc przez las między Czarną a Lutowiskami poranne słońce urzekło nas przebijając sięprzez drzewa i gęsta mgłę. W ruchu jest to widok bardzo magiczny i nastrojowy. W lutowiskach postanowiłem wyciągnąć kolegę z łózka i wziąść go ze sobą, ale nie dało się
i tak po kawałeczku dojechałem do Stuposian. Dalej to musiałem iść już pieszo. Wówczas zmieniły się trochę moje plany. Doszedłęm bowiem do leśniczówki w Widełkach. Postanowiłem tam zacząć wyprawę a nie w Wołosatym jak na poczatku planowałem. Z widełek prowadzi długi szlak przez las na Bukowe Berdo, a właściwie na Połoninę Dydiowską. Szedłęm sam, a jak idę sam to jestem dość bojaźliwy w lesie i ciągle miałęm oczy i uszy skierowane gdzieś w puszczę czy czasem jakiś misio się tam nie czai. no niestety, ale pod tym względem wyobraźnię mam nieokiełznaną. Jest to trochę dokuczliwe zważywszy na naturę niedźwiedzi i wogóle, ale prawdopodobieństwo jest. Zwłąszcza, że niedawno śłyszałem jak na Otrycie jakieś dziwewczyny po południu widziały dwa niedźwiedzie tego samego dnia. Spotkac misia to ja bym chciał ale przez lornetkę. Cóż, trzeba było iść. Na samym poczatku lasu jest most i pod nim płynie Wołosatka (zdjęcie 1). Niknęła ona w oddali we mgle, co tajkże było nastrojowe stonowane dodatkowo odgłosami rzeki. Chwilę potam znajdują się ciekawe ruiny jakiegoś mostu. Szczerze mówiąc nigdy nie słyszałem o nich, ale wyglądają na dawny most do wywozu drzewa z lasu. Stan zniszczenia pozwala określić,że są to dość stare pozostałości (zd. 2, 3, 4)
I tak to sobie szedłem przez las po drodzę mijając ładne skałki pokryte mchem (3) będace na wysokości ok. 1000 metrów. Wkońcu po ok. 1 h 30 min. spacerku (bo trasa bardzo łatwa) wyszedłem na połoninę. Niestety widoczność była dośc kiepska. W powietrzu były bardzo rzadkie chmury, które rozpraszaly światło na moją niekożyśc. trudno. Przynajmniej trawa na połoninie ładnie się złociła (4). Postanowiłem zejść troszkę ze szlaku w stronęmalutkiego urwiska i popatrzeć w dół na puszczę. Widok ładny, ale nie to przyciągnęlo moją uwagę. Wokół drobnych skałek leżało masę śmieci. Puszki po piwie, konserwach i papierki po różnych takich słodkościach. Przezyłem szok. Jak można być tak bezczelnym! ? Co gorsza, buteli i puszki poupychane były pod skałki, żeby ich niby nikt nie widział! Żeby tak robić trzeba być pozbawionym opcjii "myśl" w swoim komuterze. 0 szacunek dla przyrody, innych turystów a co za tym idzie samego siebie. Niestety najwyraźniej byli to tubylcy, bo pili ukraińskie najtańsze piwsko w plastikowych butelkach. turyści raczej takiego nie piją. Ruszyło mnie sumienie i wyciągfnąłem z plecaka siateczkę i wszystko wyzbierałem (5), i tak oto stałem się atrakcją turystyczną na szlaku Szedłem w swym białym sweterku i niebieska reklamówką rzucajac się w oczy każdemu. Tak więc zmuszony byłem wdawać sięw rozmowy z każdym turystą na szlaku. Na szczęście nie było ich wielu tego dnia.
Bukowe Berdo dzielące sięna kilka odrębnych połoninek, usypanych pojedyńczymi skałkami jest bardzo piękne. Widoki stamtąd są nieziemskie (6) Gdyby widoczność była lepsza ... na szczęście z czasem się poprawiała.
Rzecz która rzuca sięw oczy na Berdzie to stopień zdziczenia. Jarzębina pomału zaczyna panowac na jego zboczach. Niewątpliwie taki busz dodaje uroku połoninom, ale muszę powiedzieć, że park powinien powywalać te, które zarastają szczyty (7). Jeszcze kilka dobrych lat i całe Berdo takie będzie. Rozumiemn ideę zdziczania przyrody, ale w tym wypadku jest potrzebny niewielki kompromis. Gdy przeszedłem całe Bukowe Berdo i doszedłem do jego najwyższego punktu (1312 m) ujrzałem wspaniały widok na Krzemień, Kopę Bukowską i Halicz z Rozsypańcem itd. Fajne zdjęcia stamtąd mam z lata (8).
stamtąd było bardzo łatwe i przyjemne dojście do Krzemienia. I tu był p. zwrotny mojej wycieczki. szlak prowadził na dół do przeł. Goprowców pod Tarnicą. Ja postanowiłem przejść cały Krzemień. Jest to oczywiście nie mile widziane przez Park. Z szacunku dla przyrody nie szedłęm tak cąłkiem dziko tylko starym szlakiem wzdłóż grzbietu Krzemienia, który wciąż nie pozostał zarośniety.Tamtejsze skały są cudowne. Czułem się jak w Władcy Pierścieni
Naturalnie musiałem się ukrywać ja jakiś zbój z bandy janosika za skałami, żeby jakiś strażnik mnie nie wyczaił. Naturalnie przeszkadzał mi w tym niebieski worek pełen "skarbów". w Pewnym momencie usiadłem sobie tak na skałkach i oddałem się rozkoszy odpoczynku. Cisza, drobny wiaterek, czyste widoki (pogoda była już dośc dość), żadnych turystów - pięknie (9). W tym momencie jakiś piękny drapieżnik przeleciał nad Krzemieniam mieniąc się w słońcu. Był to widok niezwykły ubogacony "wrzaśnięciem" ptaka. Niestety nie umiem zbytnio ich rozpoznawac także nie wiem jaki to był. Powiem, że był dość niewielki. Wyraźnie widziałęm szpony i zakrzywiony dziób ptaka. Na pierwszym planie ptaszek i skały a w tle Halicz, Kopa i Rozsypaniec. mniam
Kiedy przeszedłem cały Krzemień (od 100 lat chciałem to zrobić ) musiałem wyczaić moment, żeby wejsć na szlak prowadzący na Halicz. Schowałem się zatem za skałami i zaczekalem aż przejdzie grupa turystów. Pytacie czemu sietak czaiłem? Otóżstrażnicy parku słyną z pobłażliwości i długich wykładów. Wolałem uniknąc tłumaczenia i głupich min.
tym oto sposobem szedłęm se na Halicz. Oczywiście znalazłem po drodzę pustą butelkę plastikową, której nikt dotąd nie chciał podnieśc, a widać było ,ze leżała trochę. Cóż ... władowałem ją do wora. Chwilę potem, przy drogowskazie na Halicz czmychnąlem na łąkę i skierowalem się na Kopę Bukowską (10). Tam też jest dawny szlak, ale go nie znalazłem. Musiałem isć tak bokiem po pierwsze, żeby nie być widocznym, po drugie żeby nie deptać wielu roślinek. Wtedy znalazłem pozostałość nie po szlaku, ale po starej trasie pasterskiej, którą widać na każdej z Połonon. Minie jeszcze wiele wiele lat zanim zarośnie. Kopa jest usłąna wielonma skałami, a trasę którą szedłem nie widać z żadnego ze szlaków. Mogłem iść psokojnie. Wreszcie doszedłęm na szczyt ( 1320 m zwana też Kamieniem). Pierwszy raz byłem na Kopie Bukowskiej. Nie stety stary czart Kopa z legendy musi jeszcze tam być bo padły mi baterie z paratu i udało mi sięzrobić zdjęcie jedynie w stronę Halicza (jakby kto chciał usłyszeć legfendę o starym Kopie, dajcie znać to ją napiszę). Mówię wam jaki stamtąd jest widok na wszytko. Krzemień i Bukowe Berdo są stamtąd przepiękne. Panorama byłąby że hoho łacząca i Tarnicę, Szeroki Wierch i Połoniny Caryńską i Wetlińską, ale Kopa dał mi popalić :/ No nic, mam bynajmniej motywację ,zeby jeszcze tam kedyś się wspiąc. Znalazłem tam oczywiście bardzo stary słoik upchany pod skałami, gdzie schowałem się przed wiatrem. Do wora. Potem zszedłm na trasę na Halicz, wylazłem na Halicz (bardzo łatwe podejście). Pogawętka o śmieciach (plus dwie dodatkowe butelki po piwie) i spowrotem. Tymrazem legalnie do przeł. Goprowców i na przeł. Sidło między Tarnicą a Szerokim Wierchem. Po drodze zatrzymałem siępod Krzemieniem przy źródełku żeby się napić, Było ono dość słabe i musiałęm chwilę zaczekać zanim się coś napełni. Dalej już prosto dp I przeł. potem trochępod górkę do II. Jest to dość strome podejście i byłęm już zmęczony. CXiężko sięsżło, ale dotarłem. Słońce kładło się już spac rzucając cień Tarnicy (przypominający siodło) na zbocze Krzemienia. Niestety nie mam zdjęcia przez Kopę. Na Tarnicę już mi się po raz któryś tam nie chciało wyłązić. Tylko w dół do Wołosatego. Oczywiście ostatni autobuś do ustrzyk Dolnych był o 17 40, a ja w Wołosatym byłem ok. 18.30. Musiałem więc zadzwonić po tatę żeby po mnie przyjechał bo szanse na stopa w tamtą stronę były bardzo marne. Podrzucił mnie tylko jakiś leśnik do Stuposian. Tam przyjechał mój father i za 30 min. byłem w chałupie
a oto zdjecia: