Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (2): « Pierwsza [1] 2 Następna > Ostatnia »
Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,663
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

Motto (dedykacja własna dla Tomtura): "Tomaszu, nie wiem czy dobrze zrobiłeś, że dajesz się ze mną na górskie wyczyny. Ja mogę Ci tylko zaoferować pot, krew, obtarcie i zakwasy. Jedynie co zyskasz to umyta głowa, czyste płuca i zahartowane serce."
Mała Fatra. Dla wielu polskich turystów już bardzo znane pasmo górskie na Słowacji. Jednak myślę, że to tylko pół prawdy a to tak, jak Mała Fatra dzieli się na dwie różne połowy przedzierającym się Wagiem.
Krywańska MF - ta część, która jest popularna i za granicami Słowacji. Mamy tutaj szczyty jak W. F. Krywań (najwyższy), W. Rozsutec (ponoć najpiękniejszy na Słowacji) dalsze znane wyzwania - Stoh, Chleb, M. F. Krywań, Suchy, ... Dalej można podziwiać Tiesnawy, Zbójnicki Chodnik, Dolina Vratna itd.
Luczańska MF - też już powoli odkrywana przez polskich turystów, ale tylko tych co lubią poszaleć na deskach. Do tego służy kompleks nartostrad na Martinskich Holach. Jednak góra Klak (ostatni) i rzesza licznych kopczyków między nim i Martinkami, to istne dzieło przyrody, raj dla indywidualistów kopczykowych.
Decyzja odwiedzenia Luczańskiej MF zapadła już w zeszłym roku, kiedy ta Krywańska była przedreptana i trzeba było dokończyć napoczęte dzieło, żeby jaki pominięty kopczyk się nie obraził. Pierwej chcieliśmy przejść tylko luczańską część, ale pewne sprawy niektórych bibowiczów zaprzyczyniły, że trzeba było zahaczyć i o część krywańską, co nie ubyło bibie na krasie.
Pozytywa Luczańskiej MF:
- prawdzwy raj dla turystów lubiących dreptać samotnie; tutaj nikt nie musi marudzić, że jakieś cepry mu przeszkadzają na drodze,
- dla niespokojnych turystów, którzy lubią zbaczać ze szlaku i mają to gdzie indziej zabronione; tutaj można sobie chodzić gdzie nogi poniosą i nikt nam to nie wytyka,
- dla tych co lubią dreptać po kopczykach z całym dobytkiem, jest tu sporo miejsc dostosowanych do biwakowania (ognisko, woda), nikt z ludzi (ani tych z odznaką) nie przegania,
- fajny trening i wyzwania dla kopczykowych masochistów.
Negatywa Luczańskiej MF:
- dużo trzeba przejść dolinami nim się wyjdzie albo zejdzie z głównego grzbietu (oprócz dojechania autkiem na Chatę na Martinkach i na Faczkowską Przełęcz),
- dla lubiących wygodnie się wyspać w łóżeczku i dobrze napchać brzuch jest do dyspozycji tylko Chata na Martinkach i oberża na Faczkowskim
- szlak między Martinkami i Klakiem w razie deszczu przemoczy każde ubranie tzw. na zmokłą kurę,
- sporo utraty ciężko nabytej wysokości (górska huśtawka).

Dane techniczne:
DOBA : 18.5. - 21.5.2012
PRZESTRZEŃ: Mała Fatra - (1) Snilowskie Siodło - Chata pod Chlebem - Krywanie - Chata pod Suchym; (2) Chata pod Suchym - Streczno - Kryżawa - Chata na Martinkach; (3) Chata na Martinkach - W. Luka - Siodło pod Uplazem - Rajecka Lesna; (4) Faczkowska Przełęcz - Klak - Wriczańskie Siodło - Rajecka Lesna.
OBIEKTY (do spania): Chata pod Suchym (6,40 EURO), Chata na Martinkach (13 EURO), Górski hotel Klak (11 EURO).
ODLEGŁOŚĆ (obliczona z mapy): 13 km (500 m przewyższenia), 22 km (1100 m przewyższenia), 25 km (500 m przewyższenia), 13 km (670 m przewyższenia)
CZAS: 5:20 godz., 8:20 godz., 8:45 godz. i 6:00 godz. (wg mapy)
SUBI EKTY:
w kolejności alfabetycznej - Gosia3czek, Mallaidh, Mieciur (3 dni), Stasiu i Tomtur (4 dni).

18.5.10.2012, dzień pierwszy
Cała ekipa, czterech chłopa + jedna kobiecina, dociera do punktu zbiorczego na samym końcu Doliny Vratna. Prawie zawczasu. Kolelka linowa na Snilowskie jest jeszcze (już) czynna. Ku zadowoleniu Tomtura ostrzeżenie Bogdana się nie sprawdziło. Chyba trudy podróży dały się wszystkim we znaki, ponieważ przedsięwzięcie niektórych uczestników drałować do gory po własnych poszło wniwecz. Pokonanie grawitacji kolejką linową nie było darmowe - każdy był szczuplejszy o 8,50 EURO. Dopiero na werandzie górnej stacji kolejki był czas na integrację i przedłożenie planów szturmowych.
   
Ciekawe tylko, dlaczego Tomtur wyglądał jakby nie należał do naszej ekipy? uhm Czyżby dał się na nowy, lepszy etap życia? Zaoszczędziliśmy trochę czasu i możemy z tego powodu jeszcze odskoczyć na Chatę pod Chlebem. Taka rozgrzewająca przechadzka. Nic to nikogo nie kosztuje.
   
Obok chaty zinteresował mnie pewien nowy objekt.
   
Wyglądało to jak kadź na rekiny. Czyżby w chacie przeszli na wytworne jedzenie i podawali płetwy z rekina? Nie. Była to po prostu sauna. Ale w tym okresie to raczej wyglądało na kryokomorę, ponieważ na dnie kadzi był jeszcze lód. Nastał czas na poważniejsze sprawy. Wielki K na nas już czeka a za nim długa kolejka więcej albo mniej znanych kopczyków.
   
Wyjście na Wielkiego K (1708,7 m) to podstawa. Od Snilowskiego to niespełna 200 m. Dla nas bułka z masłem. Nawet się nie zapociłem. Pierwszy w tym dniu i zarazem najwyższy wierzchołek w MF przywitał nas ochoczo. Jeszcze było gdzie, niegdzie widać resztki śniegu po lodowych ogrodnikach, ale słońce zaczynało wzmacniać swoją przewagę. I tak miało być do końca naszej wyprawy.
    - widok na ścieżkę wiodącą do chaty, grzbiet od Chlebu po Stieny, w tyle Chocz
Na wierzchołku zbytnio nie balangujemy. Raczej taki grzecznościowy postój, żeby K się nie obraził. Kolejka nieprzejdzionych kopczyków jest jeszcze długa. Numery dwa i trzy to Piekielnik (1609,3 m) i Mały K (1708,7 m).
   
Z Piekielnikiem mam swoje zamiary. Przed trzema laty na podobnej bibie tutaj wznikło zdjęcie, które było zarówno zagadką. Ciekawi mnie jakie różnice są między nimi.
       
Piekielnik ma na wieki swoje miejsce w naszych planach. Bibowicze lubią patrzeć w jego "piekielną" odchłań. No, wtedy wznikają bizarne zdjęcia. Po Piekielniku czas na mój ulubiony kopczyk - Mały K. Podczas schodzenia z P jest jeszcze widoczny, ale później z siodła Bublen zasłaniają go już dwa garby.
   
Wyjsćie na Małego to już indywidualna sprawą każdego trampowicza. Tutaj nie przenikają rzesze świątecznych turystów, dla których maksymem jest dojście na Wielkiego, lekko dostępnego z górnej stacji kolejki. Ludzka lawina kieruje się potem w przeciwległą stronę - na Chleb albo na chatę. Mały K jest po prostu taki balzam na duszy.
   
Podejście na niego nie przekracza średniej równi pochyłej. Można za kroku podziwiać dalekie widoki, zwłaszcza do Turczańskiej Kotliny. Z jego wierzchołka nam również pierwszy raz pokazuje się pełny widok na następne kopczyki do przejścia - cztery, pięć i sześć - Stratenec (1512,6 m), Białe Skały (1448 m) i Suchy (1467,8 m).
   
Nasza ekipa zarządza sobie większy postój. Nigdzie nam się nie śpieszy. Dzisiejszy dzień jest przeznaczony do rozruszania stęgniętych kości. Trasa jest ku temu wyznaczona. Powolne wyjścia i powolne zejścia. Ta dziczyzna ma przyjść dopiero w następne dni. Zejście od Małego to jeszcze większa sielanka. Można pełną piersią wchłaniać całą tą przestrzeń. Ci, co znają te okolice, wiedzą co chcę przez to powiedzieć.
   
Po przeforsowaniu Stratenca dochodzimy do ważnego miejsca - siodła Vrata.
    - Mały K
Z powyższego zdjęcia proszę czytelników zapamiętać dwa czasy - ten, co przeszliśmy (na Snilowskie 2:45) i ten, co nam został do zejścia (Streczno 3:30). Będą później potrzebne dla porównania w drugiej części MF. W siodle przychodzi nam diabelska myśl. Wypróbować skrót, który omija Białe Skały i Suchy. Mnie ten skrót odpowiadał, ale pozostali bibowicze mniej lub więcej coś niespokojnie mamrotali pod nosem. A kiedy skrót nas na swym końcu wyplunął w siodle Przysłop, wszyscy wywalili się ze zmęczenia w trawie. Gdyby nie bliskość Chaty pod Suchym, to by się w tej trawie chyba wywalali do dziś. Nie wiem co ich tak zmęczyło? Przecież to była taka miodowa przechadzka. innocent
   
Na szczęście samotna nazwa chaty poderwała by i umarłego do ostatniego wysiłku. Dla mnie też bliskość lokalu gastronomicznego zawsze działa pobudzająco. Jak bym do żył wlał świeżą krew. Po 7 godzinach marszuty (z odpoczynkami) dochodzimy do pierwszej bazy noclegowej.
   
Co można dalej opisywać. Prawdziwi górole mają na czas od dojścia do noclegowni aż do przyjęcia w łóżeczku pozycji horyzontalnej swoje ustalone standartowe czynności. Tylko nie wiem dlaczego druh Tomtur chciał mermomocą iść na nocną wachtę, kiedy chata się na noc zamykała. Big Grin
   
Tego scenariusz nie przewidywał.
Dobranoc.

Cdn. Następny dzień - W dwóch pionach od chaty do chaty



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-05-2012 11:35 PM przez Stasiu.

25-05-2012 11:34 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,663
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #2
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

19.5.10.2012, dzień drugi

Dzisiejszy dzień to inna kawa. Nareszczie coś ekscytującego. Będę dreptał, gdzie i moja noga jeszcze nie była. Co za uczucie, kiedy człowiek nie wie co go czeka. Poranne wstawanie i śniadanko jest spożywane w dobrym nastroju. Pogoda znów zaprasza do górskich wędrówek. Jedyny problem to, że trzeba 700 m w dół i potem 1100 m pod górkę. My jesteśmy twardziele i nawet takie przeszkody nam nie zepsują radości z kopczykowania. Wręcz na odwrót, z wdzięcznością podnosimy rzuconą rękawicę. Od Chaty pod Suchym patrzymy na przeciwległe kopczyki.
    - z lewej Martinki, w środku Minczol, w prawo Polom i gdzieś w dole Streczno
    - Martinki i Minczol
W dali na Martinkach widoczne nartostrady. W miejscu, gdzie się kończą jest Chata na Martinkach. Z powodu tego, że nikt nie wybudował mostu linowego, trzeba nam najpierw zejść do Streczna. Jeszcze ostatnie spojrzenie na nasz przybytek
   
i możemy się puścić w dół. Na zejście wybieramy czerwony szlak, jest ładniejszy. Można po drodze podziwiać meandry Wagu i odwidzić Starhrad. Niebieski szlak prowadzi zboczem Pleszela i nic ciekawego nam nie oferuje.
    - meandry Wagu i przeciwległe Rakytie (741,1 m)
Rakytie się wydaje taki nieznaczący kopczyk. Jednak później poznałem, że nie jest aż taki niewinny. Odwiedziny Starhradu to podstawa. Fajne widoki do doliny Wagu. Szkoda tylko, że wandale nie poszanowały tego dzieła i przed paru wiekami go wyplenili, zostawiając dla nas tylko ruiny.
   
Wandali w tym kraju było chyba sporo, ponieważ po następnej 1 godzinie dreptania pojawia się następna ruina zamku - Streczno. Na szczęście ten nie jest dzisiaj w planie zdobywania. Jego zostawiamy sobie na kiedy indziej. My zdobywać będziemy inne (kopczykowe) fortece.
   
Kiedy widzimy zamek jest jasne, że już jesteśmy w Strecznie. Jedna z legend o Janosiku mówi, że w jednej z gospód w Strecznie był pojmany z powodu zdrady jednego współtowarzysza. Janosik dzielnie walczył i trzymał się na nogach. Dopiero, jak mu pod nogi nasypali groch, to się pośliznął i wtedy go dopadli. My mamy nadzieję, że sypanie grochu w tutejszych gospodach nie przetrwało do teraźniejszości i nam raczej naleją piwo. Mnie, kiedy przybliżyliśmy się do mostu przez Wag, przypomniał się następny film: ?O jeden most za daleko? i akcja zajęcia mostu w Nijmegen
   
Mieliśmy szczęście. My most zforsowaliśmy bez obstrzału nieprzyjacielem.
   
Jeszcze przed ponownym wyruszeniem na bezludzie trzeba było spełnić dwa zadania. Dopełnić wory prowiantem a siebie nawodnić. Jeżeli się nawodnić, to najlepiej w knajpie ?U Wodnika? (informacja dla Mirka - zaraz przy moście).
   
Była to też okazja do snucia dalszych planów i obmyślania strategii jak najlepszego wyjścia na Martinki. Wtedy padło pamiętne zdanie Tomtura, które jest godne do zapamiętania: ?Takie kopczyki nie pokonuje się na trzeźwo?. Jeszcze dobrze, że nikt z obecnych nie miał odwagi dostosować się do Tomturowego zalecenia. Dalszą diabelską pokusą było wysłanie kierowcy po autko i wywieźć tyłki z całym dobytkiem wprost na Chatę na Martinkach. Na (nie)szczęście kierowca - Mieciur - nie był już czysty. Dlatego nie pozostało nam nic innego, jak zdać się na własne nogi. To, że mieliśmy być zaraz na początku poddani próbie wytrymałości serca i objętości płuc, dowiedzieliśmy się niebawem. Jeszcze pod zamkiem droga asfaltowa była miodzio. Jednak, kiedy szlak zbaczał w las, postawił się przed nami pion. Inni to chyba tak nie odczuwali, ale ja tych pierwszych 250 m wysokościowych nie mogłem wydychać. Istna ściana płaczu. Podejście na siodło Rakytie (708,6 m) będę jeszcze długo pamiętał. Podejrzewam, że ten kryzys to była taka mała zemsta Tomtura, ponieważ nie dostosowałem się do jego rady w jakim stanie się ma te kopczyki przedreptywać. Na scczęście wszystko się raz kończy i siodło Rakytie nas wita odnowioną wiatą.
    - na prawo Polom z pomnikiem i siodło Jaworina (967,6 m), nasz następny cel podczas wędrówki na Martinki
Odpowiednie miejsce do nawrócenia ciała do stanu bytelności. Następna próba - dojście do siodła Jaworina - odbyła się ku mojemu zadowoleniu już bez kryzysu tlenowego. Z siodła zbaczamy do pomnika (10 min), który jest postawiony na pamiątkę żołnierzy Słowackiego Powstania Narodowego broniących Przesmyku Streczno i okolicznye kopczyki przed wojskami niemieckimi, atakującymi od strony Żyliny i chcących się przedrzeć do Martina.
   
Chwila wytchnienia i już zabieramy się do ponownego wyruszenia na szlak. Tym razem do szybkiego poderwania się na nogi nas zachęcił widok na już znaczący cel - góra Minczol (1363,9 m). Znaczący, bo to jest pierwsza ?hola? i pierwszy kopczyk należący do grupy Martinek od strony Streczna. No i wysokość jest już spora. Ciekawe, że podczas podchodzenia tutaj kryzys nie miałem, ale i tak Gosia pokazała nam plecy drałując pod górkę jak maszyna parowa i to na przekór wyruszyłem od pomnika z wyprzedzeniem. Największe podejście trwa 1300 gosinych kroków (przeliczała).
   
Z radością patrzyłem, że już nie jesteśmy tam gdzieś w dole i czekają nas tylko lepsze, kopczykowe chwile. Po dojściu na Uplaz (jedna z odnóg Minczola) nareszcie się nam otwiera górski, długo oczekiwany, pejzaż.
   
Minczol widać na parę wydechów a przekaźniki na Kryżawie (1456,7 m) i W. Luce (1475,5 m) też się już na nasze odwiedziny gotują. Tylko ten Klak... jakoś wciąż za daleko. W siodle Okopy zahaczamy znowu o kawałek historii.
   
Tylko ten zapomniany artylerzysta mi nie pasuje do tej okolicy. No i nareszczie samotny Minczol. Wnet uwalnia się w nas komleks japońskiego turysty. Zbiorowe pstrykanie. Ja też biorę w tym udział.
    - wsteczny widok na Uplaz i w dali na kopczyki Krywańskiej MF
Małe zadanie dla wszystkich. Czy ktoś zauważy gdzie jest Chata pod Suchym? Kto nie widzi, wrzucam następujące foto w większym przybliżeniu.
   
Co za radość patrzeć na miejsce, gdzie się jeszcze rano było i po pionie w dół i do góry ocknąć się na drugiej stronie. Kto by pomyślał, że już ma wszystko za sobą, to się grubo myli. Trzeba jeszcze sporo dreptać, żeby dojść na Kryżawę. Te przekaźniki nie i nie się przybliżyć.
   
Nie na darmo się temu miejscu mówi Długa Luka (Łąka). Każdy kopczykowiec wie jak długo się ciągnie wtedy czas, kiedy się po całym dniu dochodzi do celu. I to może być całkiem płaski szlak. Jeszcze przed odwiedzeniem Kryżawy
   
czekał nas ciekawy moment. Po przedrzeniu się pasmem kosówki, do ścieżki się nam postawił mur. Chwilę się zastanaiwliśmy co tu robi i w którą stronę pójść dalej. Obraliśmy kierunek w prawo. Był to dopbry wybór. Niebawem wyszliśmy z kosówki na wolną przestrzeń Kryżawy (dobrze widoczne na filmiku w relaci ?Wideoteka zakręconego górołaza?). Okazało się, że mur ochraniał cały kompleks budynków przekaźnika. Kosówką dochodzi się jakby z tyłu i chyba nie chciano, żeby jakie górole plątały się po kompleksie. Na Kryżawie zbytnio się nie zatrzymujemy, tylko takie to grzecznościowe pozdrowienie, parę foteczek i spadamy niżej do Chaty na Martinkach. W. Luka musi poczekać do następnego dnia.
   
Chatę osiągamy o 18:15 po 9,5 godzinach marszuty (z odpoczynkami). Następuje schroniskowa klasyka kwaterowo-gastronomiczna (był gulaszek kociołkowy). Na więcej, niż dnia poprzedniego, jest aplikowana komfortowa higiena ciała. Pod Suchym jest się z nią ilekroć na bakier. Wieczorny program, jak to wieczorny program. Tylko nie wiem dokąd się tym razem wybierał Tomtur.
   
Może chciał straszyć zakwaterowanych gości?
Dobranoc.

Cdn. Następny dzień - Antytomturowym szlakiem i Rajeckoleśną Doliną po raz pierwszy



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
27-05-2012 08:03 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
yoter

*****


Postów: 1,087
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: May 2009
Status: Offline
Post: #3
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

No to niezły początek mieliście! Przed relacjami z kolejnych dni trochę boję się o Tomtura Smile Czekam na cd.



góry to początek nieba
28-05-2012 02:44 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,837
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #4
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

Ładną pogódkę mieliście. Wink

Stasiu napisał(a):
Ciekawe tylko, dlaczego Tomtur wyglądał jakby nie należał do naszej ekipy? uhm

Nie poczęstowaliście Tomtura piwem -co wyraźnie widać na tym zdjęciu:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=45592
a na tym jeszcze wyraźniej. Wink
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=45627



28-05-2012 07:43 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,837
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #5
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

Stasiu napisał(a):
Cdn. Następny dzień - Antytomturowym szlakiem i Rajeckoleśną Doliną po raz pierwszy

Co dalej ? Co dalej -Stasiu ?
Co to znaczy Antytomturowy szlak ?



29-05-2012 12:36 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
gabi82

*****


Postów: 1,086
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2010
Status: Offline
Post: #6
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

Relacje Stasia jak zwykle można tylko pochwalić, czego On nie lubi uhm ale co poradzić , że można znaleźć tu i praktyczną informację, i refleksyjne motto, i ciekawie skonstruowaną treść, akcję, i zdjęcia odzwierciedalające Waszą dobrą zabawę. Fajnie było zobaczyć zmęczone Wasze twarze! Wink Stasiu, czekam na dalszą część tej opowieści...


30-05-2012 08:46 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Piotr A.

*****


Postów: 609
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2007
Status: Offline
Post: #7
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

Super relacja z przyjemnością przeczytałem czekam na dalszy ciąg Stasiuok


30-05-2012 05:21 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,663
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #8
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

20.5.10.2012, dzień trzeci
Na początku chciałbym wyjaśnić co to takiego "antytomturowy szlak". Ogólnie jest znane, że Tomtur nie lubi chodzić pod górkę i z górki. On lubi dreptać po równym chodniku. No i dzisiejszy szlak (oprócz początku) to była prawdziwa górska huśtawka - do góry, w dół, do góry ... - połączona z karuzelą - takich wiele "S" połączonych ze sobą. No i trzeba sobie przedstawić Tomtura jak musiał cierpieć. Rano jednak wstajemy w dobrym nastroju. Jesteśmy jeszcze w nieświadomości co nas czeka. Pogoda nas rozpieszcza i nie mamy powodu się starać co to będzie. Gdzieś w mózgownicy jest jednak ułożony jeden czas, który zaznaczyłem w poprzedniej wyprawie. Jest to czas do przejścia z W. Luki na Klak 9:40. Jeżeli doliczymy dojście z chaty na W. Luke (0:30) i z Klaka na Faczkowskie (1:30), to mamy 11:40 godz. czystego czasu dzisiaj do przejścia. To chyba dla takich dziadków jak ja z Tomturem jest nie do osiągnięcia. Mallaidh jeszcze nas prowokuje i mówi: "Jeżeli panowie to dzisiaj przejdziecie, to się Wam będę kłaniał do kónca". Na razie o tym jeszcze nie myślimy i cała piątka startuje na dalszą trasę. Dojście do W. Luki nie sprawia dla nas zbytnich problemów.
   
Na wierzchu znów wszyscy wyciągają aparaty i pstrykają na wszystkie strony świata. Mnie najwięcej interesuje widok na w dali widoczny nos Klaka.
   
Jak się tam na niego wchodzi? Nigdze nie widać znaczącego grzbietu, tylko zmieć kopczyków i dolin. No, jeszcze do tego później powrócimy, kiedy staniemy oko w oko z nastałą sytuacją. Żeby nie był tylko Klak na zdjęciach, wrzucam jeszcze jedno znaczące foto z W. Luki.
   
Widzimy przekaźnik na Kryżawie i za nim w oddali Pilsko i Babią. W prawo dobrze widoczne nasze znajome Krywanie. Wyruszamy dalej. Czeka nas druga część "holi", które kończą się na Górnej Luce. Najpierw docieramy na kopczyk o znaczącej nazwie Veterne (1441,6 m) Dojście do niego to coś takiego jak Połoniny w Bieszczadach.
   
Tylko ten Klak w oddali... Na Veternym kończy się płaskość i zaczyna się pierwszy zhuśt. Na razie jeszcze taki niewinny na Górną Lukę (1299,4 m).
    - G. Luka od Veternego
Ja z Tomturem zasuwamy ile się da. Mamy jeszcze spory zapas sił i niewiedzy. Trójca sądecka raczej się ostrzeliwuje foteczkami, ponieważ oni nie mają takich wygórowanych celów. Im się nie śpieszy, będą wracać dzisiaj do domu. G. Luka nas niebawem wita i pozwala nam chyba ostatni ładny widok na W. Lukę i Veterne.
   
Na G. Luce nasza miniekipa musi się rodzielić. Sądeckich wiatr spycha do doliny i do domu. Nas dwóch niesie w stroną Klaka. Tutaj też kończą się Martinki. Hole zamieniają się w las. Przyroda postanowiła z nami zagrać w ciuciubabkę. Jak było widać z W. Luki, Klak był w dali widoczny a przed nim nasadzona zmieć kopczyków. Od teraz trasa przechodziła przez tą zmieć. Niezliczoną ilość razy się wychodziło 10, 20 lub 50 m, czasami 100 lub 200 m. Potem znów to samo się schodziło. Dalszym utrudnieniem był i przebieg trasy w pozycji horyzontalnej. Na większości pasm górskich główny grzbiet trzyma się raczej w liniiprostej. Tutaj Klak był na wprost, ale chodnik raz zbaczał w prawo i potem znów w lewo. Wypisywał sobie parę dużych "S". I to wszystko schował w lesie. To była ta zabawa w ciuciubabkę. Tylko niekiedy las się zmiłował i pokazał nam widoki, ale tylko dlatego, żeby pokazać dalsze kopczyki i Klaka, który się wcale nie przybliżał.
   
W lewo widzimy Hnilicką Kiczerę (1217,6 m), na którą za chwilę mieliśmy wejść (rzecz jasna jeszcze trzeba dreptać sporo w lewo), następnie zejść na Uplaz, ten kopczyk w środku i znów w lewo na Skałki (też widoczne na zdjęciu) i dopiero potem szerokim łukiem szlak powoli skręca w prawo i przez Ostrą Skałę (na prawo przed Klakiem) prosto na Klaka. Podejście na Hnilicką Kiczeraę nas trochę postraszyło, ale przy włączonym mieciurowym autopilocie wogóle nie rozmyślałem o pokonywaniu grawitacji. Góra ta ma jeszcze jedno znaczenie. Hnilicka Kiczera jest w połowie drogi między W. Luką i Klakiem. Można to wizualnie porównać.
       
Optymista by powiedział, już tylko połowę a pesymista, jeszcze połowę. Tutaj dajemy większy postój. Po dłuższym czasie możemy się znów kochać widokami. No i czas na małą nagrodę w postaci napoju turystycznego. Dzięki Mieciurze za podarunki. Faktycznie uratowały nam życie. Schodzenie z HK to fajna zabawa. Tych 200 m wysokościowych do siodła było niemal w pionie. Jest to dalszy kandydat na miano wyciskacza tchu, potu i krwi. Koniecznie będzie trzeba jeszcze raz przejść tą trasę, ale w odwrotnym kierunku. Jeżli tutaj nie wypluję płuca, to już chyba nigdzie. My szliśmy w dół i mieliśmy szczęście, że było sucho. Gdyby było mokro to z całą pewnością by to było po d...e. Siodło pod Hnilicką Kiczerą nie mogę wyminąć w opisie.
   
Sporo się o nim pisze jako o miejscu idealnym do biwakowania. Woda jest niedaleko (2 min), są tu prymitywne ławeczki i ognisko można zrobić. Kiedy tam przyszliśmy, to jeszcze z paleniska się kurzyło. Wypróbowaliśmy źródełko, ponieważ zasoby wody pitnej były już na minimum. Faktychnie miłe miejsce. Następny kopczyk - Uplaz (1084,8 m) - nie robił na nas zbytniego wrażenia. Jedynie mogę zaznaczyć, że znów skręcamy o 90 stopni od pomyślnej prostopadłej do Klaka i z tąd ładnie się prezentuje akurat opuszczona przez nas HK.
   
Większe znaczenia od Uplaza ma jego opodal położone siodło. Jak opisywałem pierwszy dzień, chciałem by zapamiętano czasy marszuty do pewnych punktów z siodła Vrata. Było to na Snilowskie 2:45 godz i do Sreczna 3:30 godz. Teraz dla porównania mamy czasy w Siodle pod Uplazem W. Luka 6:00 i Klak 4:20.
   
I to jest ta odmienna twarz Luczańskiej MF, gdzie trzeba do znaczącego celu dreptać około dwa razy dłużej. Na podstawie danych szlakowskazu robimy weryfikację naszej taktyki w strategii przejścia trans Streczno - Faczkowskie. Jest 14:45 i dochodzimy do wniosku, że nam zaczana brakować czasu na normalne dojście do celu (jeszcze 6 godz czystego czasu). Może gdyby jaki misiu się pojawił, to by nas zmusił do zmiany tempa i częstotliwości przebierania nogami i na wskutek tego czas by się nam skrócił. Jednak jak na ujmę żadnego gospodrza nie było w pobliżu. Ostatecznie decydujemy się na zejście do doliny i przenocowanie w chatowej osadzie Żiar. Następny dzień dokończymy naszą wędrówkę. Mieliśmy możliwość dzisiaj przekroczyć cień chłopców z piaskownicy i nie udało się. Jeszcze nie nadszedł ten odpowiedni czas. W osadzie dostajemy jednak kopa. Ponoć nie ma wolnych miejsc do spania. Mnie się jednak wydaje, że oni nie są przychylnie nastawieni na tego rodzaju turystów jak my. Dwa typki z worami, zmachane, śmierdzące i chcą tylko przenocować. Dla nich się opłaca zielona szkoła albo tygodniowi rekreanci. Nic innego nam jednak nie pozostaje, jak dreptać dalej do wylotu Doliny Rajeckoleśnej. Jeszcze spojrzenie na nasz opuszczony grzbiet przez pryzmat napoju chmielowego
   
i trzeba się przesunąć do dalszego punktu. Czeka nas 5 km asfaltem. Po 8,5 godzinach jesteśmy na przystanku autobusowym w Rajeckiej Leśnej i tutaj kończy się dzisiejsza wędrówka. Na Faczkowskie dojeżdżamy już wygodnie autobusem. W sam raz. Na spałaszowanie kolacji mamy ostatnią godzinkę. Po 20 zamykają karczmę i potem by nam pozostało tylko pastwisko. Noclegownia w hotelu Klak oferuje dla nas odpoczynek na wysokim poziomie.
Dobranoc.

Cdn. Następny dzień - Połączenie dokonane i Rajeckoleśną Doliną po raz drugi.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
31-05-2012 09:22 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,837
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #9
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

Stasiu napisał(a):
Na początku chciałbym wyjaśnić co to takiego "antytomturowy szlak". Ogólnie jest znane, że Tomtur nie lubi chodzić pod górkę i z górki. On lubi dreptać po równym chodniku. No i dzisiejszy szlak (oprócz początku) to była prawdziwa górska huśtawka - do góry, w dół, do góry ... - połączona z karuzelą - takich wiele "S" połączonych ze sobą. No i trzeba sobie przedstawić Tomtura jak musiał cierpieć.


Sad
Stasiu -jednostajnie równo a jednocześnie honornie wysoko (c.a 4500m)-jest podobno na Wyżynie Tybetańskiej....
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wy%C5%BCyna...a%C5%84ska
Może zatem w tamte rejony ? uhm
Minus- hospudki są rzadziej porozrzucane na ewentualnych trasach.Rolleyes



01-06-2012 06:05 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,663
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #10
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

Akurat tak dobre dla Tomtura. Ja wolę marudzić na naszych kopczykach. Jest blisko i na nasze gospódki nie dam dopuścić. Toungue



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
01-06-2012 07:25 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 17,663
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #11
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

21.5.10.2012, dzień czwarty
Dzisiaj kończy się już nasze wędrowanie po MF. Trochę jest mi z tego smutno, że znowu trzeba między cywilizację i do pracy. Jak ja zazdroszczę Mirkowi. Młodszy ode mnie i już na emeryturze. Powróćmy jednak do rzeczywistości. Jednak jeszcze nas czeka chwila prawdy. Klak stoi uśmiechnięty. Dopiero teraz jest dostatecznie blisko.
   
Przed więcej jak miesiącem tutaj z Tomturem byliśmy i wiem co nas czeka. Trzeba tylko wydreptać na Rewań (na zdjęciu ten w prawo) i potem już trasa miodzio. Wyruszamy na trasę wcześnie, ponieważ wieczór trzeba spędzić w gronie rodziny. Żegnamy się z Faczkowskim
   
i jesteśmy porwani przez Rewań. Po trzech dniach jestem już solidnie zahartowany w podejściach, dlatego prawidłowym tempem zaliczam poszczególne metry wzniesienia. Co więcej, lubię pionowe podejścia podchodzić zygzakiem i tak jest właśnie tutaj. Siodło Rewania dopadam zatem bez większych problemów.
   
Kiedy tu byliśmy wczesną wiosną, na grani było jeszcze sporo śniegu. Czas od czasu człowieczyna zapadał się aż po krocze. Teraz nas czekała biesiadna leśna ścieżyna. Między drzewami przeświecał nochal Klaka.
   
Odwiedziny tego wierzchołka były dla mnie oczekiwanym, ale trochę smutnym zakończeniem. Od teraz będziemy zbliżać się już tylko do celu. Nawet pogoda się z tego zasmuciła, niebo odwiedziły chmury i powiało zimnym wiatrem. A mnie się tak nie chciało schodzić z kopczyków.
   
Robiłem jeszcze ostatnie zdjęcia i przy tym wspominałem na te kopczyki, które przez ostatnie dni postawiły się nam na drodze. Została do odwiedzenia tylko najbliższa Ostra Skała.
   
Przez trzy dni z wielu z nich patrzałem na Klaka. Teraz patrzałem z niego na te wszystkie. Taki widok mógł mnie tylko cieszyć, ponieważ było nam dane przy ładnej pogodzie i dobrym kolektywie poznać nowe miejsca i odwiedzić liczne wzniesienia. Opuszczamy Klak i szerujemy do tej ostatniej - Ostrej Skały (1220,1 m). Na tym kopczyku przypomniało mi się jeszcze jedno spostrzeżenie w tej części MF. Na szlaku dominowały dwie rośliny. Na holinach to była rzecz jasna czarna borówka (Vaccinium myrtillus). Było jej tyle, że w Strecznie jeden tubylec, kiedy dowiedział się, że idziemy na Martinki, powiedział, że tam się chodzi w lipcu i to z wiadrami. Bo kopczyki są do tego, żeby zbierać to cudo natury a nie chodzić tylko tak sobie. Dobry pomysł, tylko nie wiem co na to powiada misiu, kiedy mu jakieś zwierzę, poruszające się na tylnych łapach, ujada ze stołu głowne lipcowe danie. W zalesionych miejscach dominowała inna roślina, może lepiej powiedziane, że było ją czuć - niedźwiedzi czosnek (Allium ursinum).
   
No i na Ostrej Skale było go najwięcej, aż drażnił dziurki w nosie. Nie wiem, ale nigdzie nie przeczatałem czy niedźwiedzi czosnek jest lubiany przez misia albo raczej swym zapachem go odradza. Wiem tylko, że jest często używany przez ludzi (kuchnia leśna) i ma lecznicze właściwości. Kiedy Tomtur skosztował kawałek listka, to ponoć mu się odbijało czosnkiem cały dzień. Z Ostrej Skały dochodzimy do ładnego Wriczańskiego Siodła (1018,6 m).
   
Znowu dogodne miejsce na biwak. Woda, ławeczki. Trzeba zachować to w pamięci. Patrzymy na drogowskaz. Granią do Siodła pod Uplazem przez Skałki jest 2:20 + 2:45 do Rajeckiej Lesnej. Teraz mamy 11:00 tzn. do celu dotrzemy dopiero po 16-tej. W takim wypadku w domu będziemy gdześ w nocy. Nie będę dłużej przeciągał. Można to powiedzieć w skrócie. Wymiękamy i postanawiamy zejść wprost do doliny. Tam, przy styku żółtego i niebieskiego szlaku dokonujemy połączenia Streczna z Faczkowskim. Szkoda tylko, że połączenie nie jest pełnowartościowe, ponieważ nie było dokonane główną granią. Zakończenie górskiej części świętujemy znowu w osadzie Żiar, gdzie nas poprzedniego dnia nie ugoszczono łóżeczkiem. Ponowne drałowanie asfaltem 5 km do Rajeckiej Lesnej nie zasługuje na zbytnią uwagę. Na autobus, który miał rozpocząć nasz powrót do domu, nie trzeba było czekać długo. Szkoda tylko, że zabrakło czasu na odwiedziny największego poruszającej się szopki na Słowacji i nie było odwagi wypróbować tutejsze źródło mineralne.

Zakończenie: Jak już pisałem, odwiedziny tej "drugiej" MF mogę z całego serca polecić szerokiej wiarze turystycznej. Zwłaszcza dla turystów szukających spokoju i ciszy. No i lubiących przesypiać pod gołym niebem. Ja na pewno tu za niedługo wrócę i spróbuję ponownie przejść cały grzbiet. Tylko że w odwrotnym kierunku - od Faczkowskiego po Streczno a mooże aż do Zazriwej.

I to już koniec relacji z kolejnej biby. Dziękuję za uwagę. Do zobaczenia na następnej (W. Fatra albo N. Tatry albo coś ze Sudetów).



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-06-2012 07:25 PM przez Stasiu.

02-06-2012 07:23 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,837
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #12
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

Ładnie to Stasiu opisałeś i przybliżyłeś szerzej różne zakątki Małej Fatry. A że aura dopisała---> rozumiem, że czterodniową wędrówkę można uznać za udaną. ok



02-06-2012 07:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,552
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #13
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

Byla ta to udana wycieczka ,dzięki uczestniką Big Grin



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
02-06-2012 09:50 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,837
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #14
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

tomtur napisał(a):
dzięki uczestniką Big Grin

Żeby nie było tak idealnie...
Sam przyznasz, że przy większej ilości forumowiczek-to można by było urządzić jakieś tańce. A tak co ? uhm
Organizator następnej imprezy weźmie zapewne to niedociągnięcie pod uwagę. Toungue



02-06-2012 09:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,552
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #15
RE: Tam, gdzie misie dają dobranoc - Mała Fatra od Krywania po Klak, majowa biba 2012

Doktore a gdzie ty byłes jak cię nie było



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
02-06-2012 10:03 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: