|
Jak to było na kursie...
|
| Autor |
Wiadomość |
Anna
   
Postów: 417
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2008
Status:
Offline
|
Jak to było na kursie...
Nie wiem dlaczego,ale niesamowicie ciężko było mi się zabrać za sklecenie tej relacji.Jednak Edzia systematycznie wierciła mi dziurę w brzuchu o napisanie paru słów.Dzięki Edzia za kopa
Dwa lata potrzebne mi były żeby dotrzeć na planowany kurs zimowy Ciągle coś stawało mi na przeszkodzie, ale w tym roku wiedziałam,że nic nie może pokrzyżować mi planów.Nawet tegoroczne skąpe ilości śniegu nie odstraszyły mnie przed wyjazdem.
Termin kursu 26.03-29.03.2010.
Ilość osób ku mojemu zdziwieniu 7,w tym nasza trójka z Wrocławia. Spodziewałam się więcej, tym bardziej że na wcześniejszych tegorocznych kursach było zatrzęsienie ludzi.Można powiedzieć że kurs odbył się w kameralnym gronie:-)
Piątek-dzień pierwszy.
Dojście do Murowańca zajęło nam masę czasu,warunki tego dnia były nie najlepsze.Pomimo znacznego obciążenia ciężkimi plecakami, wiatr bawił się nami jak chciał.Co chwilę miotało nami na każdą stronę.Dotarliśmy na ok.15, tam szybkie rozładunki sprzętowe,sprawy organizacyjne, meldunkowe i o 17 pierwsze spotkanie z resztą ekipy kursantów.Dowiadujemy się,że pieczę przez cały czas kursu będzie sprawował nad nami Dębsiu.Reszta dnia to zapoznanie z podstawowymi sprawami asekuracyjnymi,dopasowywanie sprzętów i plan na jutrzejszy dzień.
Sobota-dzień drugi.
Wspinaczka na lodospad nad Zmarzłym Stawem.Ze względu na pogodę było trochę obaw o stan lodu i możliwość wejścia,ale na miejscu okazuje się,że wszystko wygląda jak należy, więc można zacząć działania w lodzie.Kiedy pierwszy raz rzuciłam okiem na to gdzie mam wejść,pomyślałam sobie w duchu,że słabo to widzę później jednak załapałam niesamowitego bakcyla i teraz twierdzę,że to niesamowite wrażenia-i oby takich więcej
Niedziela-dzień trzeci.
Wyprawa na grań.W planach wyjście na Wierch Pod Fajki.
Podejście w dolnej części po zlodowaciałym śniegu nie nastręcza nam trudności.Im wyżej jednak, tym więcej pojawia się "jeżdżących" kamieni. Widoki póki co są rewelacyjne,ale nie ma czasu na robienie zdjęć,ponieważ co chwilę jesteśmy poganiani przez naszego instruktora.Ciągle słyszymy"nie pijemy teraz, nie robimy zdjęć, idziemy,dziewczyny nie zatrzymujemy się,Anka kurde schowaj to picie"Co to ma być??????? przez chwilę myślę.Zaczynam być zła, jednak na koniec dnia stwierdzam,że taka taktyka była najlepsza.Bo gdyby tak każdy z nas co chwilę rozkładał się ze sprzętem,robił zdjęcia, postoje na odpoczynek, to wejście na samą górę byłoby tylko marzeniem ściętej głowy
Powoli drepcząc pod górę intensywnie wpatruję się w grań Granatów, bo wieść niesie, że w tamtym rejonie działać ma w tym samym czasie znany wrocławski wspinacz , Azaghal Byłam ciekawa jak sobie poradzi ktoś taki jak on,dysponując tak wielkim bagażem górskich doświadczeń Niestety, im wyżej szlam,tym większa mgła zakrywała całkowicie to widowisko. Przez moment było tylko słychać jak ktoś na grani Granatów wszczynał lamenty i przysięgał na głos,że już nigdy sam na grań nie pójdzie ...Ale to nie mógł być chyba on.....
Przed wejściem na samą grań wiążemy się oczywiście, mając okazję wypróbować nabyte umiejętności;-)Idziemy z kolegą jako pierwsi.Jest rewelacyjnie, tylko tutaj już widoków brak,mleczne chmury są wszędzie-przynajmniej jakiś plus dla tych, którzy mają problemy z lękiem wysokości-a mamy w śród nas niestety taką osobę.Ponieważ tempo wejścia mamy niezłe,musimy długą chwilę czekać na resztę która do nas dochodzi.Siedząc tam na górze stwierdzam,że takie wejścia to coś dla mnie, czuję się jak ryba w wodzie, szkoda tylko że widoków brak-byłyby dla nas piękną nagrodą.Szykując się do zejścia,każdy narzeka że teraz to się zacznie mordęga.Sama mam obawy,bo wiem że zawsze lepiej mi się wchodzi niż schodzi. Okazuje się jednak,że zejście idzie nam sprawnie,póki nie dochodzimy do wspominanych,ulubionych "jeżdżących"z z nami kamieni. Ponieważ daję się wrobić w niesienie lin,schodzenie z ciężkim plecakiem w pozycji pochylonej,z czekanem u stoku jest męką.Ślizgam się co chwilę po kamieniach przeklinając w duchu brak śniegu-chociaż gdyby był to każdy upadek mógłby się skończyć niezłą jazdą.I tak w pewnym momencie zaliczam niekontrolowany zjazd po kamieniach w dół-ułamki sekundy,było gorąco, do tej pory nie wiem co mnie wyhamowało.Na szczęście skończyło się tylko na paru siniakach na siedzeniu Po dojściu do części śniegowej ćwiczymy dupozjazdy i tak w sekund pięć jesteśmy na dole.Dalej szybkie przejście przez staw i kierunek schronisko.Wieczorem zgodnie stwierdzamy,że był to rewelacyjny dzień.Zawsze kiedy będę spoglądać ku Wierchowi pod Fajki będą mnie nękać;-)niesamowite wspomnienia.
Poniedziałek-dzień czwarty.
Uczymy się wyciągania innych ze szczeliny, budowania stanowisk w śniegu-którego tutaj prawie całkowicie brak.Z perspektywy dni poprzednich o tym dniu myślałam,że będzie nudnawy-bo jakich wrażeń może dostarczyć wejście na pagórek niedaleko Murowańca???Nic bardziej mylnego, później okazuje się że ten dzień to masa ciekawych doświadczeń i jeszcze więcej śmiechu, przy tekstach w stylu "Anka,co się tak guzdrzesz?? wiąż te węzły,bo ja tu zamarzam w szczelinie "
Podsumowując, każdy z nas był zadowolony z kursu,który jak to zwykle bywa minął w oka mgnieniu.Poznaliśmy fajnych ludzi,nauczyliśmy się paru ciekawych rzeczy i nabraliśmy apetytu na wiele zimowych wędrówek.Mam nadzieje,że dużo jeszcze takich przed nami:-)
|
|
| 13-04-2010 12:59 AM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 13-04-2010 04:42 AM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
Trenujcie, trenujcie, szkolcie się a będzie Wam dane . Ja też miło wspominam kurs ( marzec 2009 ). Miałem tam ciekawą przygodę z Dębsiem. Ogólnie mówiąc gościem wnerwiającym i lekko chamskim. My co prawda też byliśmy chamscy. Docieramy pod lodospad no i wyjście w górę. Czekan, noga, czekan, noga, itd ... A mi się zapomniało , że to nie boisko piłkarskie i raczej nie za mocno trzeba nogami pracować. No tak jak walnełem z prawicy w lód to tak ponad pół metra kwadratowego lodu odpadło. Prosto Dębsiowi na klatę . Na pewien czas zamilkł. Swoją drogą to ja parę minut później skończyłem tam "karierę" bo odnowiła mi się paskudna kontuzja w prawym barku. A na lewicy nie miałem zamiaru polegać.
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 13-04-2010 06:11 AM |
|
 |
Edyta85
    
Postów: 2,589
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
no wreście pojawiła się relacja 
Kurcze szkoda że ja na kursie nie miałam możliwości jakiegoś konkretnego wyjścia graniowego
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
|
|
| 13-04-2010 10:36 AM |
|
 |
azaghal
  
Postów: 52
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2010
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
Relacja zawiera pełno pomówień i insynuacji . Poza tym miło się czytało
|
|
| 13-04-2010 08:18 PM |
|
 |
Edyta85
    
Postów: 2,589
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
jakich pomówień 
nie wspomniane było że tajemniczy Azaghald spał w tym samym pokoju, tylko tak wcześniej wpadł w objęcia morfeusza że Ania nie zdążyła sie z nim przywitać i go poznać
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
|
|
| 13-04-2010 09:50 PM |
|
 |
azaghal
  
Postów: 52
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2010
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
nie wspomniane było że tajemniczy Azaghald spał w tym samym pokoju, tylko tak wcześniej wpadł w objęcia morfeusza że Ania nie zdążyła sie z nim przywitać i go poznać Big Grin
Ja bym odwrócił sytuację. Gdy ja się rano szykowałem na front, to Ania jeszcze chrapała...
|
|
| 14-04-2010 10:21 AM |
|
 |
Edyta85
    
Postów: 2,589
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2008
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
zawsze tak masz, że wszystko na opak
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
|
|
| 14-04-2010 11:56 AM |
|
 |
Sylwester
    
Postów: 5,035
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
przy okazji sprawdzę czego się Anna naumiała
|
|
| 14-04-2010 10:01 PM |
|
 |
Anna
   
Postów: 417
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2008
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
Miałem tam ciekawą przygodę z Dębsiem. Ogólnie mówiąc gościem wnerwiającym i lekko chamskim. My co prawda też byliśmy chamscy.
Bardzo różne opinie słyszałam o nim przed kursem. Co prawda jest krzykliwy i gada czasami bez ogródek co mu do głowy przyjdzie , ale muszę przyznać,że na naszym kursie spasował i wywarł ogólnie całkiem pozytywne wrażenie
Edzia, A Ty nie narzekaj Ciągle ostatnio jeździsz w góry,więc wszystko przed Tobą koleżanko
|
|
| 14-04-2010 10:08 PM |
|
 |
Anna
   
Postów: 417
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2008
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
przy okazji sprawdzę czego się Anna naumiała 
hehe, to trzeba szybko zorganizować tę okazję, póki coś jeszcze pamiętam [/u]
Im dalej, tym gorzej i postępująca skleroza może mnie ogarniać
|
|
| 14-04-2010 10:46 PM |
|
 |
bober37
    
Postów: 1,194
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2008
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
Hej. No fajowy kursik ) Nie wiem co wszyscy chcą od Dębsia ale ja mam dobre wspomnienia, piłem z Nim i z Waldkiem bro w styczniu w Murowacu i obaj nie nagannie się zachowywali )
Życie jest za krótkie....więc po cholerę być przeciętnym człowiekiem.... Kazimierz Kutz
|
|
| 16-04-2010 12:12 PM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
Również z nimi piłem. Co nie zmienia faktu, że czasami lekko przeginal i niektorym ( mi nie ) to przeszkadzało. Taki ma chłop styl bycia.
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 16-04-2010 12:26 PM |
|
 |
paaulo
snow addict
    
Postów: 1,625
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
Pięknie. Gratuluję kursu.
Tylko zdjęć coś mało. Dasz się namówić na więcej?
Kurcze szkoda że ja na kursie nie miałam możliwości jakiegoś konkretnego wyjścia graniowego
Ja niestety też.
|
|
| 19-04-2010 10:07 AM |
|
 |
Anna
   
Postów: 417
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2008
Status:
Offline
|
RE: Jak to było na kursie...
|
|
| 20-04-2010 06:57 PM |
|
 |