Temat zamknięty  Napisz temat 
Strony (26): « Pierwsza < Poprzednia 1 2 [3] 4 5 6 7 Następna > Ostatnia »
Ostatnio przebyte wyprawy
Autor Wiadomość
fasmac
(crazy dancer) i Oleńka
*****


Postów: 738
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2006
Status: Offline
Post: #31
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

No i po weekendzie. Swój plan zrealizowałem co prawda  tylko w połowie, zaliczam go jednak do udanych, chociaż zapowiadało się dużo gorzej. Czym bliżej wyjazdu kurczyła się nam ekipa. Rafał urodził wspólnie z żoną syna – został usprawiedliwiony, Robert, chłop jak dąb  na dwa dni przed wyjazdem przeziębił się straszliwie – straciliśmy tragarza, natomiast Sławek, współtowarzysz wyprawy na Rysy niefortunnie dzień przed wyjazdem nadepnął na sześciocentymetrowy gwóźdź - chodziły słuchy, że było to samookaleczenie.
Nie wspomnę już o tym, że żona Tomka sugerowała żeby sobie także coś zrobił.
No, ale jednak udało nam się skręcić czteroosobową ekipę i zamiast luksusowym busikiem wyruszyliśmy w trasę sprytną, małą Pandziorką. Wystartowaliśmy o godzinie 6.15 z Tychów, co okazało się być czasem trochę późnym. Na domiar złego Zakopianka została zamknięta. W końcu  dotarliśmy do Palenicy i dokładnie o godzinie 10.37 wyruszyliśmy na szlak.  
Mnóstwo turystów czekających na transport do Morskiego Oka, mnóstwo w drodze, jednak udaje nam się równomiernym tempem maszerować do Wodogrzmotów Mickiewicza. Mija nas konny tramwaj, a widok turystów rozlewających do kubków rozgrzewający napój typu Finlandia sprawie, że oczy Tomka nabierają jakiegoś innego wyrazu. Teraz ten wzrok kieruje się na mnie, z początku złośliwy potem błagalny i już mogę w nim czytać „A oni mogą, a ja nie???”. Parę minut wcześniej zabroniłem koledze zapakowania do plecaka rozgrzewacza.
Parę zdjęć przy Wodogrzmotach i skręcamy w prawo na szlak do Doliny Pięciu Stawów. Tu na szczęście okazuje się, że turystów jest znacznie mniej. Idziemy spokojnym tempem, robimy więcej przystanków na pamiątkowe fotografie (jest to pierwszy raz pozostałej trójki) więc droga trochę się dłuży. Pogoda piękna, świeci słońce, parę chmurek na niebie a po porannej mgle ani śladu. Docieramy w końcu do Wielkiego Stawu i robimy sobie dłuższą przerwę na lunch. Odwracam wzrok w kierunku Doliny Roztoki, która nagle została objęta gęstymi chmurami. Minęła może minuta, dwie, a już cała Dolina Pięciu Stawów w chmurach. Nie można było dostrzec drugiego brzegu stawu. Oj, niedobrze pomyślałem. Strasznie.
Zabraliśmy się jednak za lunch. Na szczęście minęło może dziesięć minut i niebo znowu odsłoniło się przed nami. Mogłem w końcu pokazać moim towarzyszom cel naszej wyprawy.
Zaskoczenie było duże. "No to trzeba w poniedziałek zadzwonić po urlop na żądanie, bo przecież tam nie dojdziemy do jutra" – stwierdził Damian. Jednak nikt z moich przyjaciół nie poddał się i po czterdziestu pięciu minutach przerwy ruszyliśmy dalej. Czym wyżej tym widoki coraz piękniejsze. Coraz mniej ludzi na szlaku, właściwie mijamy się tylko z turystami schodzącymi w dół. Jest już prawie trzecia. Zaczynamy odczuwać pierwsze oznaki zmęczenia. Damian narzeka na biodro, Tomek na kolano, a Magda, no cóż Magda nas zaskoczyła. Mknie pod górkę jak młoda kozica i tylko od czasu do czasu przystaje abyśmy mogli do niej dołączyć. Tomek już zdążył nadać jej prześliczną ksywkę „Cyborg”. O 15.30 jesteśmy przy łańcuchach. Po chwili mijamy starszą parę idącą w górę, która zrobiła na nas ogromne wrażenie. Właściwie mężczyzna, który w wieku gdzieś około siedemdziesiątki i z zaawansowanym Parkinsonem wdrapywał się powoli z dużym spokojem pod górkę. Pełny szacunek dla tych Państwa. Mam nadzieję, że jak dożyję tego wieku będę chociaż w połowie tak sprawny. Dość niespodziewanie docieramy do przełęczy i widok zapiera dech w piersiach, coś pięknego. Przed nami potężny Mięguszowiecki Wielki Szczyt, za nim Wysoka i Rysy na tle błękitnego nieba. W dole widać wody Czarnego Stawu, oraz fragment Morskiego Oka. Odwracamy wzrok do tyłu, gdzie możemy podziwiać Orlą Perć oraz Dolinę Pięciu Stawów w kolorach jesieni.
Po kilkunastu minutach na bezdechu, zmęczeni koledzy spoglądają wzrokiem w kierunku Morskiego Oka i prowadzącej do niego Ceprostrady. Ja jednak patrzę w prawo. Przecież to nie koniec wycieczki, został jeszcze Szpiglasowy Wierch. Informuję kompanów, że zamierzam wejść na górę i że dogonię ich po drodze lub spotkamy się w Morskim Oku. Tomek stwierdza, że idzie ze mną, po czym pozostali także decydują się wejść. Po drodze zamieniamy parę zdań z bardzo miłą starszą parą, po czym po chwili jesteśmy na szczycie.
Dalszy ciąg przepięknych widoków, z promieniami słońca odbijającymi się w Ciemnosmerczyńskim Stawie i nawet na chwilę zza chmur odsłania się Krywań. Parę zdjęć, chwila oddechu i trzeba schodzić. Na górze coraz zimniej i wietrznie no i powoli słońce opada coraz niżej. Następnym razem pozostanę dłużej żeby podziwiać zachód słońca, jednak dzisiaj już wracamy. Schodzimy powoli w kierunku Morskiego Oka spoglądając na Mnicha, o który opierają się ostatnie dzisiaj promyki słońca, sprawiając, że ten monumentalny szczyt nabiera złotego koloru. Do schroniska docieramy już o zmroku. Wokół schroniska nie ma żywej duszy. Dociera do nas tylko stłumiony hałas stołujących się w schronisku turystów. Damianowi udaje się w końcu zobaczyć nie zamarznięte Morskie Oko; wszystkie jego dotychczasowe wypady w Tatry miały raczej charakter narciarski a nie turystyczny, podobnie jak Magda. Tomek był pierwszy raz w Tatrach. Wszyscy zmęczeni ale bardzo zadowoleni. W schronisku wypijamy po piwku, próbujemy kwaśnicy (znacznie smaczniejsza niż na Krupówkach) oraz szarlotki. Powrót w ciemnościach do Palenicy odbywa się już w grupie ośmioosobowej. Okazało się, ze tylko ja byłem w posiadaniu latarki, chociaż planując wyprawę uprzedzałem każdego o konieczności zabrania ze sobą pewnych sprzętów. Po zjedzeniu pysznej, sytej kolacji w nowym zajeździe w Małym Cichym (zasmażane ziemniaczki, kaszanka i zasmażana kapusta – rewelacja) docieramy około godziny 22.30 do kwatery.
Z planów dotyczących imprezy z grillem i piwkiem zostały tylko dwa piwka w łóżku.
Następny dzień został ułożony turystycznie pod Tomka, który pierwszy raz odwiedził Zakopane i którego śmiało tego dnia można było nazwać Cyborgiem (dotyczy ruchów jakie udawało mu się wykonać zakwaszonymi nogami).
No i właściwie to wszysko. Podsumowując wyprawa bardzo udano, towarzystwo doborowe, pogoda rewelacyjna.

Pozdrawiam wszystkich




Załączone pliki Miniatury
                       

Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-10-2006 02:48 PM przez fasmac.

17-10-2006 01:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Ustrik

*****


Postów: 1,182
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2006
Status: Offline
Post: #32
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

bardzo fajna wyprawa i po zdjęciach śmiało moge pozazdrościc pogody Smile
ja to wolę nawet jak coś pójdzie "nie tak". Zawsze to jakas przygoda będzie. Oczywiście mam na myśli drobne wykroczenia jak na przykład te latarki. Wkrótce zamierzam z paroma osobami wybrac się na dziką wyprawe 3 dniową z czego tylko 1 dzień będzie zaplanowany a reszta zalezec będzie od kaprysu i wyniku nieuniknionych kłótni (jak zwykle) Big Grin



-No, ale po co ty tam leziesz?
-No bo tak i już.
17-10-2006 04:04 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,504
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #33
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

A mi z kolei Fasmac przypomniałeś niemal całą moją wycieczkę (tę na której się wzorowałeś ponoć Smile ). Pogoda rewelacja, chmury które raz zasłaniają trochę raz wszystko odsłaniają to dodatkowy walor moim zdaniem i dodają "smaku" wycieczce. No i mało ludzi na szlaku to jest niezwykle istotne. Domyślam się że znajomym się spodobało i będą jeszcze kiedyś chcieli z Tobą jechać? Smile



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
17-10-2006 04:10 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Ustrik

*****


Postów: 1,182
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2006
Status: Offline
Post: #34
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

aha, chciałbym jeszcze nawiązać do starszych państwa wędrujących po górach. Rzeczywiście należy im się ogromny szacunek i podziw że mimo wieku wybierają się na takie wyprawy. Niestety bywa to bardzo ryzykowne. Ostatnio jak peneterowałem Bieszczad słyszałem i widziałem śmigłowiec nad szczytami. Nie przywiązałem doń szczególnej wagi. Okazało się, że pewien 68 letni pan dostał ataku serca wychodząc gdzieś na Krzemień. Widziałem jednego takiego pana i być może to był on zważywszy, że nie wielu było w ten dzień turystów.Z tego co się dowiedziałem potem, goprowcy i przypadkowi turyści próbowali go reanimowac ale bez skutku. człowiek ten wybrał się sam na wycieczkę zostawiając ponoc żonę i wnuka w Ustrzykach Dolnych. Tragedia.

Inny ciekawy przypadek spotkał mnie w Ustrzykach. Jestenm narciarskim ratownikiem i zimą siedzę na wyciągach w UD. Kiedy śniegu brak obstawiamy trasy różnych zawodów czy to w biegach górskich, czy kolarstwie. Raz były u nas mistrzostwa Polski w biegach górskich. stałem z kolegą na zboczach Kamiennej Laworty - góra mała, ale stroma. W dodatku padał deszcz. Wraz z młodszymi na życzenie biegli też se rekreacyjnie mastersi, czyli dziadki i babcie. w pewnym momencie podbiegł do nas taki właśnie pan i postanowił se odetchnąć i pogadac chwilkę. Okazało się, że był po 3 zawałach i miał pod spodem rozrusznik. "musze uwazac chłopaki, to już nie to co 10 lat temu". tak powiedział. zapisałem se to nawet na komórce, żeby nie zapomnieć tego człowieka.
gały nam wyszły i miały problem z droga powrotną. to był dopiero cyborg Smile szacunek i podziw do końca życia dla tego pana. cos niesamowitego. powiedział nam jeszcze żbysmy żyli chwilą czy coś w tym stylu. sami wiecie co o tym myślec Smile



-No, ale po co ty tam leziesz?
-No bo tak i już.
17-10-2006 04:24 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
spoko
rock spires hunter


Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Niedostępny
Post: #35
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

Ciekawy opis i piękne zdjęcia .Ja sam przeszedłem tym szlakiem ale w odwrotnym kierunku bez wchodzenia na Szpiglasowy.Nie bardzo jednak rozumiem turystów którzy wychodzą późno na szlak z reguły po południu zaczyna padać deszcz Ja osobiście wolę wstac wcześniej i z reguły wyruszam na szlak między 6 a 8  gdy wracam  po drodze spotykam tych wspinających sie.Często pytających czy daleko jeszcze. A po niedługim czasie nadciąga deszcz lub burza.Współczuję im.Sad



Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
17-10-2006 06:50 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Sylwester

*****


Postów: 5,035
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status: Offline
Post: #36
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

"z reguły po południu zaczyna padać deszcz Ja osobiście wolę wstac wcześniej i z reguły wyruszam na szlak między 6 a 8  gdy wracam  po drodze spotykam tych wspinających sie" - Spoko skąd ta reguła?
W górach pada wtedy kiedy chce, a stwierdzenie o opadach popołudniowych jest tak samo zwodnicze jak suche wrześnie ... mogą być, ale czy są - to inna sprawa. Ja też wolę wychodzić na szlak wcześnie, ale za to zazwyczaj idę na maxa z potencjalnym kimaniem na trasie, pewnie nie spotkałeś mnie w późnopopołudniowych godzinach wchodzącego tam skąd Ty schodziłeś, bo ja najwyżej bym Cię pozdrowił, o drogę raczej nie zapytam - teraz podsumowanie: napisałem ten post, gdyż chciałbym byśmy nie generalizowali, przecież nikt nie ma wyłączności na jedyny prawidłowy, czy najlepszy  sposób górołażenia ... róbmy swoje, cieszmy się tym co jest, a jutro będzie - /bo przecież musi być/ - lepsze


Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-10-2006 07:37 PM przez Sylwester.

17-10-2006 07:24 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
spoko
rock spires hunter


Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Niedostępny
Post: #37
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

Witam Sylwester wydaje mi się ,że poruszyła Cię moja wypowiedź .Ja pisząc o tym że po południu z reguły występuje deszcz mam na myśli większe jego prawdopodobieństwo.Wg roczników meteorologicznych ,które przeglądalismy na studiach.(geograficznych )dla Zakopanego suma opadów popołudniowych jest 2 razy większa niż do południa.Jest to zjawisko typowe związane z wysokimi górami.Ale może jestem też pod wrażeniem przeczytanej w ubiegłym roku książki (nie pamiętam dokładnie tytułu i autora) o tragediach tatrzanskich .Autor uczestnik wielu wypraw ratunkowych(przedwojennych) wielokrotnie pisze o niefrasobliwości turystów wyruszających późno na trasy których zastawały w górach nagłe załamania pogody i kończyło to się często  tragicznie .A odnośnie drugiej sytuacji  ztym pytaniem czy daleko .To nie jest to oczywiście powszechne.ale sporadyczne .Myślę ,że czasem taka osoba chce coś zagadać .Czasem widząc zbliżającą się burzę ma rozterkę czy iść dalej czy wracać .A czasem jest to brak kondycji.Ja sam raz sprowadzałem pewną panię która nagle poczuła lęk wysokości i zaczęło się jej kręcic w głowie Innym razem ok 1km od Morskiego Oka w okolicach dawnego parkingu jakiś chłopak prosił mnie aby przekazać jego grupie która już była przy schronisku ,że nie może dalej iść  chyba jakieś kłopoty sercowe.
A uczucie współczucia o którym pisałem chyba nie jest negatywne Chciałbym aby każdy mógł przeżyć to piękno gór w jak najlepszych warunkach.
Bardzo piękna puenta w twoim poście .Taka pełna optymizmu..Pozostańmy właśnie takimi optymistami .Pozdrawiam Smile



Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
18-10-2006 08:22 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Sylwester

*****


Postów: 5,035
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status: Offline
Post: #38
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

I właśnie dlatego wybrałem to forum - równiez pozdrawiam, ale z ... pracy


18-10-2006 08:24 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Olka

****


Postów: 333
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #39
RE:  Ostatnio przebyte wyprawy

fasmac napisał(a):
Mija nas konny tramwaj, a widok turystów rozlewających do kubków rozgrzewający napój typu Finlandia sprawie, że oczy Tomka nabierają jakiegoś innego wyrazu.



Taki widok psuje mi humor na cały dzień, chętnie pozrzucałabym tych ludzi z wozu albo dopakowała jeszcze raz tyle i zaprzęgła woźnice a nie konia Sad


Cytat:
Po chwili mijamy starszą parę idącą w górę, która zrobiła na nas ogromne wrażenie. Właściwie mężczyzna, który w wieku gdzieś około siedemdziesiątki i z zaawansowanym Parkinsonem wdrapywał się powoli z dużym spokojem pod górkę. Pełny szacunek dla tych Państwa. Mam nadzieję, że jak dożyję tego wieku będę chociaż w połowie tak sprawny.


Ja mam nadzieje, ze w ogóle dożyje takiego zacnego wieku Smile

Ustrik napisał(a):
Rzeczywiście należy im się ogromny szacunek i podziw że mimo wieku wybierają się na takie wyprawy. Niestety bywa to bardzo ryzykowne.


Ja tam bym wolała zemrzeć w bandziochu, na perci niż np na szpitalnym korytarzu.


Spoko napisał(a):
z reguły po południu zaczyna padać deszcz Ja osobiście wolę wstac wcześniej i z reguły wyruszam na szlak między 6 a 8


Ja się pod tym podpisuję, bardzo często pogoda łamie się popołudniu.
I ja tam ok 15.00 np wole być na dole.
No oczywiście pomija kwestie taką, ze czasami wycieczka jest zaplanowana na 17 godzin i nijak się nie da zejść na 15.00 Wink

Albo chce się przebiwakowac na Krzyżnym (Krzyżenem-jak powinnam napisać?)


18-10-2006 11:38 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
fasmac
(crazy dancer) i Oleńka
*****


Postów: 738
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2006
Status: Offline
Post: #40
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

Znajomi byli zachwyceni tą wyprawą i myślę, że znalazłem współtowarzyszy na kolejne wyprawy. Już nawet pytają mnie o następną - to odpowiedź na pytanie Pedra.
Jeśli natomiast chodzi o czas to oczywiście jestem zwolennikiem wczesnego wyjścia na szlak, przez co podobno całą trasę do Zakopanego byłem delikatnie zmierzły. Myślę, że jeszcze przynajmniej przez miesiąc koledzy będą mnie witać hasłem "gdybyśmy wyjachali wcześniej !!!!!". No ale niestety wybierając się w grupie czasem trzeba iść na kompromisy.

Pozdrawiam wszystkich


18-10-2006 02:55 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,504
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #41
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

Ja oczywiście też wolę wyjść najwcześniej jak się da. Dla mnie mobilizacją jest nietylko pogoda, która częściej załamuje się popołudniu. Wychodząc wcześnie rano, unika się tłoku na szlakach. Wówczas nawet w Tatrach, chociaż przez pierwszych parę godzin można cieszyć się wędrówką samemu, bądź w towarzystwie niewielu turystów. Ponadto świt w górach i wczesny poranek jest niezwykle piękny (choć często bardzo zimny Smile ) No i na koniec, wychodząc wcześniej ma się więcej czasu na podziwianie widoków, robienie zdjęć, przejście dłuższej trasy i ogólnie korzystaniem tego że się jest w górach.

Olka: ja tam polonista nie jestem i choć nie wiem czy używam tego poprawnie to zawsze jednak mówię o Krzyżnem.



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
18-10-2006 03:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Ustrik

*****


Postów: 1,182
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2006
Status: Offline
Post: #42
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

ano własnie, nie tylko pogoda wpływa na to, że wcześniej lepiej. zawsze miło jest wspiąc się na jakąs wychodnie bez pośpiechu Smile prawdziwa przygoda wtedy sie kroi.



-No, ale po co ty tam leziesz?
-No bo tak i już.
18-10-2006 03:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Olka

****


Postów: 333
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #43
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

Szefie dzięki za podpowiedź Wink


18-10-2006 05:25 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
rob
Rob
****


Postów: 207
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #44
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

Fajna wycieczka fasmac i na zdjecia miło popatrzeć.


Jezeli chodzi o łazikowanie po górach to preferuje ranne wstawanie 5-6



W górach jest wszystko co kocham...
18-10-2006 10:21 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Ustrik

*****


Postów: 1,182
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Sep 2006
Status: Offline
Post: #45
RE: Ostatnio przebyte wyprawy

Połonina Wetlińska - cel mojej wczorajszej wyprawy. Plany były inne. Niestety nagłe przyjście zimy sprawiło, że musieliśmy się ograniczyć do jednego dnia oraz innego szlaku. Podstawowym problemem stał się brak samochodu. Musieliśmy zatem kombinować.
Był ze mną mój stary kolega zwany Biernasiem. A tak to się zaczęło:
rano ok. 6 byłem u niego pod domem, mimo że umówiliśmy się  gdzie indziej. autobus do Zatwarnicy był o 6 40. od niego idzie się na dworzec 30 minut. Wlókł się niemiłosiernie i musiałem go poganiać rzucając patykami w okna jego kuchni. Wkońcu wylazł z chałupy, ale było już 20 po. Zły mu mówię, że nawet za talent Mandaryny nie dojdziemy tam na czas. On odparł, iż autobus jest o 6 55. Dobra. Oczywiście okazało się, że był w błędzie i odjeżdżającą Zatwarnicę widzieliśmy z daleka. Nie zastanawialiśmy się długo by postanowić łąpać stopa - najlepszy sposób na podróżowanie po Bieszczadach. Doszliśmy tak na sucho aż do wsi Jałowe. Wtedy zaczął sypać śnieg. Momentalnie wszystko wkoło stało się blade. Wkońcu zatrzymał się pewien znajomy pan z Ustrzyk. Pytanie: dokąd jedziecie? Odpowiedź: w góry. Reakcja: Zwariowałeś! Ale mimo to nas wziął. Jechał dosc daleko na szczęście i wysadził nas przed Lutowiskami. Ledwo wyszliśmy z samochodu a tu zatrzymał się drugi - maluszek. Była to sympatyczna pani nauczyciel z Wetliny. W ten oto sposób znaleźliśmy się w Wetlinie pod Poł. Wetlińską. Sypało już fest, ale mrozu nie było strasznego.
Ruszyliśmy żółtym szlakiem na Przełęcz Orłowicza. Dotarliśmy tam dość szybko. Tempo mieliśmy wysokie. Minęliśmy jakichś turystów co strasznie się wlekli. Po godzinie i 15 min. byliśmy już na skraju lasu. Stamtąd migiem dotarliśmy na przełęcz (zdjęcie 1). Po chwili przerwy skierowaliśmy swój wzrok i kroki nw zachód w stronę Smerka. Połonina wyglądała cudownie. Nasza wyprawa świadczy o tym, że niezależnie gdzie i kiedy zawsze miejsca nawet najbardziej nam znane mogą zmienić całkowicie wygląd stając się jakby czymś innym. Ciemno piaskowe trawy wysokie rosnące na połoninach utrzymały swą barwę. w połączeniu z bielą podłoża i mgiełką padającego śniegu utworzyły krajobraz niecodzienny. Do tego dochodzą jeszcze wypiętrzone grzbiety i biała ścieżka jako długa linia wzdłóż. Mimo braku widoków na szeroką skalę odczuliśmy pełną satyswakcję z naszego wyjścia. Krajobraz przypominą piankę z dobrze zrobionej capuccino. Był bardzo mleczny i delikatny. Wiatr wiał srogi, ale poetyka otoczenia zachowała spokój i głębię. Długa połonina wydała się bardzo kameralna i tajemnicza (2, 3, 4). Magia tego wszystkiego tkwiła paradoksalnie (dla niektórych) w braku widoków. Idąc ciągle odkrywaliśmy nowe oblicza tego klimatycznego obrazu, które były dla nas ukryte za mgłą śnieżną.

Na Smerku byłem wczoraj po raz drugi. Za pierwszym razem lało strasznie i wcale nie miałem przyjemności być wtedy w górach. Widoczność była fatalna, a nawet bardzo fatalna. Stąd miałem też problemy z orientacją idąc w śniegu. Nie widzieliśmy dalej niż na 10, 20 metrów. Takwięc idąc w stronę Smerka postanowiliśmy zejść trochę ze szlaku i pójść skrótem. Jak się okazało nie był to skrót. Wyszliśmy na bardzo tajemnicze skały, któych nie ma na mojej mapie (?), a jest to mapa bardzo szczegółowa i dokładna. Widzieliśmy w trawie ubitą małą ścieżkę, więc skierowaliśmy się na nią uznając ją za owy skrót (5). Skałki na górze były niezwykłe. Najciekawsze jest to, że nie miałem o nich żadnego pojęcia! Nazwaliśmy to górą widmo. Formacje skalne, które tam powstały są bardzo różnorodne w kształty i dośc strome (6, 7). Oczywiście nie byłoby to wycieczką w moim stylu jakbym się na jakąś nie wspiął Wink (8, 9). Zimno było mi w łapki. Rękawiczki złę se dobrałem tym razem. Musiałem wspinać się gołymi rękami, ale chęć przygody była ważniejsza od wygód. Byliśmy świadomi, że znajdowaliśmy się na terenie objętym ochroną. Dlatego szliśmy ciągle grzbietem po skałach unikając deptania roślin. Dalej znaleźliśmy pewną dość dużą jak na Bieszczady szczelinę (10). Niopodal niej znaleźliśmy dużą dziurę pod głazami, którą śmiało można nazwać niewielką pieczarą głęboką na 3, 4 metry, czyli pieczarką Wink Oczywiście nie mogło być inaczej - w środku były puszki po piwie itp. Ze względu na brak czasu zostawiliśmy je. Poza tym, żeby je wydostać potrzebny by nam był jakiś spory kij, albo ktoś mały, gdyż pieczarka ta byłą bardo wąska i wejście do środka oznaczało by spory wysiłek. Bycie tam doprawdy okazało siębyćprzygodą. Dzięki ogranoczonej widocznosci mogliśmy poczuć atmosferę odosobnienia tego miejsca i jego wyjątkowości - jak na bezludnej wyspie.

Poszliśmy dalej. Pojawiło się pytanie - gdzie jest ten Smerek? Okazłąo się, że Biernaś obdarzony lepszym wzrokiem zauważył w oddali we mgle krzyż. Szczerze mówiąc nie wiem gdzie byśmy zaszli gdyby go nie zauważył, ponieważ był on już za nami. Skót zatem doprowadził nas nieco za daleko. Musieliśmy się wrócić kawałek. Wkońcu trafiliśmy na Smerek (1222,5 m.) Krzyż był cały oblodzony (11). Wiało tam nie miłosiernie. Siła podmuchu była w stanie zwiać nas obu w dół, więc nie zasiedzieliśmy się na Smereku. Wróciliśmy szlakiem na przełęcz Orłowicza.

Następnie ruszyliśmy już prosto do Chatki Puchatka. Wiatr wiał ciągle i śnieg sypał drobny, ale intensywny. Klimat krajobrazu był niezmienny - pianka capuccino na bezludnej wyspie Smile. Bezludnej w cudzysłowiu, gdyż parę osób spotkaliśmy. Musieliśmy ich jednak wyminąć. strasznie szli wolno. Niektórzy z nich poubierani byli jak alpiniści i szli w rakach (!!!) Śniegu nie było wcale tak dużo jakby mozna było przypuszczać. Można było trochę zwiększyć tempo. Takwięc wymijając wszystkich torowaliśmy szlak. Szło nam całkiem sprawnie (12, 13, 14). Wkońcu doszliśmy do Chatki Puchatka (15). Krótki posiłek - po paróweczce i cherbatka. W śrdoku były już dwie osoby co przyszły z drugiej strony. Jakiś czas potem doszli ci, których zostawiliśmy w tyle. Zrobiło się strasznie "turystycznie". Jedni wyciągnęli z plecaków całą kuchnię, inni zaczeli się wypytywac po kolei ludzi skąd i dokąd. Jedna para zmierzała do schroniska w Jaworcu. Człowiek, który się pytał najwyraźniej nie miał pojęcia gdzie to jest, ale i tak kiwał głową. Na potwierdzenie szukał potem tego schroniska na mapie w pobliżu Poł. Caryńskiej. Trochę się pomylił Smile Ciekaw w chwili obecnej jestem czy doszli do tego Jaworca, bo od chatki jest to kawał drogi. Była to godizna około 14 i szczerze mam wątpliwości, czy doszli tam przed zmrokiem. Schroniska poza sezonem są niemalże wymarłe i bez telefonicznego uprzedzenia są po prostu zamknięte. Dla tego mam nadzieję, że ci ludzie przewidzieli tę okoliczność i załatwili sobie schronisko. Nie siedzieliśmy tam długo. Po chwili wyszliśmy i ruszyliśmy w dół. Z chatki do Brzegów Górnych jest godzina drogi. krótko? bo stromo. Bardzo stroma ścieżka prza las po kamieniach. Na szczęście były tam barierki i można było się przytrzymać. Zaśnieżone szlaki górskie to rzecz na której trzeba bardzo uważać. Przysypane kamienie, niekiedy bardzo sliskie, stanowią poważne zagrożenie. Część z nich jest ruchoma i o wypadek nie trudno, dla tego barierki przy tym zejściu towarzyszą spacerowiczom niemalże cały czas. Jednak zanim weszliśmy do lasu z ostatnich traw na połoninie wypłoszyliśmy niechcąco sarenkę. Wyglądała bardzo pięknie chopając po wysokiej trawie. Szkoda, że jej nie wyczaiłem wcześniej. Byłoby ładne zdjęcie. Jeszcze mały skok w bok na skałki przy szlaku (16) i na dobre weszliśmy do lasu. Szlismy tam bardzo wolno ze względu na owe zagrożenia. Na dole byliśmy szybciutko. Przy lesie zarasta stara polana. Rosną na niej miejwięcej 1,5 metrowe iglaki. Ich ciemna zieleń + kolor trawy i śnieg utworzyły ciekawy zestaw barw. Aż chuknąłem sobie zdjęcie (17, 18). Rosły tam też dzikie róże, które Biernaś zajadał. Mnie one nie smakują blee. Raz trafiłem na jedną słodką. Spotkaliśmy tam też parę, kóra pytała nas o zdanie w kwestii szlaku. Odechciało im się wychodzić na Wetlińską i pytali się nas jak ze szlaku czerwonego prowadzącego do Brzegów dojść na szlak żólty kierujący w dół do przeł. Wyżnej i knajpy U Górala (nie mylić proszę z przeł. Wyżniańską). skierowaliśmy ich wzdłóż lasu na zachód. Trudno by im było nie trafić Smile

I doszliśmy do Brzegów. Zaskoczyło nas, ze nie jedzie stamtąd żaden autobus poza sezonem!! jest to duży błąd moim zdaniem. Mieliśmy dwie drogi do wyboru - skierować się na Ustrzyki Górne i dojść na 17 50 na autobus do domu, albo na Dwerniczek i dojść na autobus z Zatwarnicy, albo przynamniej na drogę główną. Wybraliśmy tą drugą opcję. Wcześniej jednak poszliśmy na cmentarz i cerkwisko w Brzegach. Jest to bardzo stary cmentarz i duży. Pierwsze wzmianki o cerkwi w Brzegach pochodzą z XVI w. Ciekawostką są nagrobki ozdobione archaicznymi wzorami. Nie są tak stare na jakie wyglądają. Wzornictwo takie tłumaczy się przywiązaniem ludności bojkowskiej do tradycji ojców i przeszłosci (19, 20). Niedaleko przystanku jest dom i sklep. Otwarty był w sezonie, ale właścicielka mieszkająca w tym domu sprzedała nam napój który został jej po sezonie (ważny do 2007 Smile ). Zdarła z nas 5, ale ile moża pić roztopiony śnieg? Wink
Kierunek - Dwerniczek. 9 km. Pani sklepowa powiedziała, że to taka sama droga co do górnych. Rozstrzygnęliśmy prawdopodobiństwo złapania stopa tu i tam. Doszliśmy do wniosku, że jest tak samo niskie. Poszliśmy więc. Musieliśmy przyśpieszyć nieco aby dojść do Nasicznego przed zmrokiem. Droga prowadząca z Dwerniczka do Brzegów Górnych została świeżo wyremontowana i można powiedzieć, że jest doskonała. Ruch na niej jednak znikomy. Raz jechał jakiś van firmowy ale w stronę Brzegów. Kierowca popatrzył się na nas dość dziwacznie. Liczyliśmy że będzie wracał tą samą trasą. po 4 kilometrach natrafiliśmy na dom. Mieszka w nim taki samotny pan. Wyszedł do nas. Czekał na nas pod domem. Okazało się, że trzeba mu było anteną pokręcić, gdyż telewizor źle odbierał. Zrobiliśmy to migiem. Wyszedł potem i chciał z nami gadać. Wcześniej rozmawialiśmy z kolegą o "Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną". Obawy zrodziły się absurdalne, ale klimat też się zrobił. Na szczęście wracał ten van i się nam zatrzymał. Gdyby nie on to szanse na inną okazję były marne, oj marne. Uroki autostopu po Bieszczadach Smile
Facet jechał do Rzeszowa przez Ustrzyki Dolne. Przyjeżdżamy do domu a tu zima. śniegu tyle co w Brzegach. Mieliśmy sporo szczęścia, ze facet nas wziął, bo ...
dopiszcie sobie sami Smile teraz zdjęcia:



-No, ale po co ty tam leziesz?
-No bo tak i już.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-11-2006 02:45 PM przez Ustrik.

03-11-2006 02:27 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Temat zamknięty  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: