Odpowiedz  Napisz temat 
Po górach na pograniczu CZ_SK
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 16,665
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  Po górach na pograniczu CZ_SK

Po górach na pograniczu CZ/SK

Znane powiedzenie mówi: "Cudze chwalicie, swego nie znacie". Mnie od młodych lat chodziło po głowie, jakie by to było przedreptać szlaki górskie w pobliżu granicy CZ/SK, które właściwie znajdują się na "moich" terenach, gdzie Tomtur nie ma prawa żądać wizy. Zawsze jednak nawiedzały mnie inne wabienia górskie i tą anabazę górską odkładałem na później. Jednak w tym roku (2020) położenie planet, słońca i księżyca i na dodatek wywianie wszystkich forumowiczów GŚ z mojego zasięgu, zapaliło we mnie chęci wypróbować jak się porządnie (nie tylko jedniodniowe wycieczki) chodzi po "naszych" górach. Jestem świadomy tego, że dla forumowiczów GŚ z Polski, chodzenie po takich krzaczorach to jest strata górskiego czasu (życie górskie jest takie krótkie) i niegodne nawet zarejestrowania. Jednak dla mnie ta eskapada ma wartość i trzeba trochę załatać dziurę w pisaniu relacji na stronach GŚ "po" koronie. Jeszcze dodam, że nie mam na razie zbytnio wolnego, żeby cały odcinek od trójstyku PL/CZ/SK aż po trójstyk A/CZ/SK przejść za jednym zamachem i dlatego zaplanowałem go przejść na więcej etap.

Etap 1 - Od Mostów po Lideczko, 3 - 6 lipca 2020

Należało się rozpoczynać od Herczawy na Trójstyku, jednak to bym musiał w pracy zebrać jeden dzień wolnego i też ile razy można przechodzić odcinek Herczawa - Girowa - Mosty. Jest piątek i tak mogę normalnie kończyć w pracy. Wskakuję w Karwinie do pociągu, w Cieszynie dołącza Tomasz (aha, zapomniałem dodać, że nie poszłem sam, ale towarzystwa mi dotrzymywał mój syn, z zawodu przewodnik, w tym czasie bez pracy z powodu pandemii koronawirusa) i w Mostach nas o 16:00 wywalają na peron.
   
Mosty ze swoją słynną przełęczą, która zawsze coś dzieliła. Dzisiaj tym dzielidłem jest to, że w naszą stronę rozpoczynają się Beskidy Morawsko-Śląskie (BMŚ). W odwrotnym kierunku jest pasmo Girowej i nie wiadomo czy to jest już Kisucka Wierzchowina, czy Beskid Śląski. Dzisiaj nas czeka tylko mała rozgrzeweczka. Podejście do Kamiennej Chaty pod Wielkim Połomem. Tylko 5 km i 402 m wysokości. Trasa ogólnie znana i sporo forumowiczów filipkowych spotkań ją przedreptało.
   
Wydaje się, że nic nowego nie można oglądać, ale jednak pozory mylą. Na zdjęciu widzimy ładne dalekie widoki (no, z powodu warunków pogodowych wszystko się nam nie odsłania), ale wogóle nie miały być. Tutaj był las, ale go już nie ma. Tutaj jeszcze urzęduje kornik (nie mylić z koronawirusem). Dzięki niemu widzimy w dole Mosty i na pierwszym planie Zielony. Kopczyk, którym przechodzi szlak z Jabłonkowa na Girową. Tą na prawo nie widać. W tyle za Zielonym prześwituje Bagieniec. Taaak. To jest ten kopiec, gdzie braterstwo filipkowe też dreptało i nawet chciało tam zimą opiekać jakieś mięsiwo (na razie bez rezultatu).
   
Tutaj na tym zdjęciu z Bagieńca widzimy kopce w odwrotnym gardzie. W przedłużeniu nosa Wojtka jest W. Połom i na lewo Skałka (gdzie teraz dreptamy). Między Wojtkiem i Rychem ten Zielony kopiec. Rycho zasłania Girową. My teraz dochodzimy do Skałki.
   
Wszędzie cicho i pusto. Aczkolwiek nie było potrzeby odpoczywać, jednak ze zasady trzeba gdzieś uczcić rozpoczęcie wyprawy, kiedy na dworcu się nie dało. Zwłaszcza, że bar na chacie jest tylko do naszej dyspozycji i znudzona pani szefowa chętnie nam naleje napój turystyczny. Między chatą Skałka i Kamienną to już taki spacerek wieczorny. Jedyna zmiana, to więcej wyciętego lasu i nowy, nowoczesny wyciąg narciarski na Sewerce (no, na tej z tym basenem co jest ...).
   
Kiedy dochodzimy do naszej dzisiejszej noclegowni - Kamiennej, jest jasne, że z podziwiania zachodu słońca z wieży widokowej są nici. Jak tak dalej pójdzie, to będzie trzba za parę lat wyciąć drzewa lub dźwignąć wieżę, inaczej będzie dobrze widoczna tylko łąka pod nią. Raczej mamy farta. Po dojściu na chatę zaczło lać. To był już jednak ostatni deszcz na całej późniejszej trasie. Na chacie jest trochę luda, raczej urlopowiczów, ponieważ można tutaj dojechać autem. Tomasz idzie wcześnie spać, wiadomo, musi odpocząć od trzech dzieci. Ja jeszcze chwilę wsłuchuję się w opowiadania dochodzących stołowników i ze zmierzchem też daję wyrka. Dobranoc.

Cdn. Od Skalnej po Kminek Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
12-07-2020 07:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,665
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #2
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

Sobota. Rano wstaję przed zapowiadanym wschodem słońca. Jednak poprzednie deszczowe dni zostawiły w powietrzu sporo wilgodności i nie mam szans na dalekie widoki. I to próbuję wykorzystać wieżę widokową.
   
Pozostaje mi ponownie zająć pozycję leżącego strzelca. Na chatach śniadanie jest podawane dopiero od 8:00. Tak akurat dla świątecznych turystów. Nam się palą stopy, słońce grzeje 3 godziny a my jeszcze grzejemy stołki swoim tyłkiem.
   
Wspólne foto mini wyprawy przed wyruszeniem na trasę. Towarzystwo nam chociaż robi tablica ofert. Nas dzisiaj czeka najdłuższa trasa - niespełna 32 km. Pierwszy cel to Wielki Połom (1067 m). Jednak wczoraj sobie odrobiliśmy podejście i dlatego od Kamiennej Chaty czeka nas tomturowy szlak. Najpierw dohaczamy się do granicy i następnie wierzchołek.
   
Tutaj nic się nie zmieniło. Suche drzewa stoją, jak stały przed trzemi laty. Widoków brak. Zaliczamy punkt i od razu dajemy dalej. Zejście jest strome. Czeka nas Kaplica pod Murzynkowym Wierchem.
   
Jestem zaskoczony sporym taborem taborników z namiotami. Wnet mi przyszło na myśl, że i GŚ by tu mógł zawitać w celu ponocowania na tutejszej łące. Warunki do tego typu odpoczynku są idealne. Woda (wyśmienita), kibelek (suchy) i możliwość rozpalenie ogniska, czym z upieczeniem mięsiwa nie będzie problemów. Kosztowanie wody i pozostawiamy taborników w wstawaniu do dzisiejszego dnia. Ja z Tomaszem pędzę dalej. Teraz to już większa niewiadoma dla mnie. Kolejny cel to Mały P. Szlak jeszcze więcej podobny do tomturowego.
   
Kopczyki, jak Murzynkowy, Burkowy, Czuboniów, trawersujemy. Jedynym utrudnieniem na trasie są częste bajorka w całej i nawet większej szerokości chodnika. Dla nas pieszych to jeszcze jakoś się udaje przejść, ale bikerzy muszą się sporo namęczyć, żeby sporą część błotka nie zabrać ze sobą nalepionego na biku lub własnych plecach. Co nie chcemy trawersować to Mały Połom. Pozaszlakowo wychodzimy.
   
Jednak coś nie tak. Pisano, że wiedzie na niego wydrteptany chodnik. Tutaj chyba nie. Tylko borówczoki. No, nic. Dajemy krzaczorowo. Po przejściu pola bitewnego w postaci borówczoków, wywróconych drzew i innych pułapek, dochodzimy do grani Małego (1061 m) a tu nas wita festowny chodnik. Później sobie uświadamiamy, że na Małego trzeba granią już od skrzyżowania na Czuboniowie.
       
Mały Połom zasługuje na małe historyczne zatrzymanie. Tutaj po Wielkiej Wojnie miał się znajdować Trójstyk PL/CZ/SK. Ten tu faktycznie był 11 miesięcy przed wybuchem tej Drugiej Wojny. Zejście z Małego jednakowe, jak z Wielkiego. Strome, graniczące z dupozjazdem. Dopinamy się do szlaku, który Małego trawersuje i profil trasy się znów zmienia. Ekscelentny chodnik nas prowadzi do Białego Krzyża.
   
Widok na zamknięty hotel Kysuca (po słowackiej stronie). Jest jasne, że dobre czasy ma już za sobą. Niespełna połowa trasy za nami i pora napełnić zgłodniałe żołądki. Chęci by były, ale to samo ma ny myśli sporo luda, które się na tym miejscu zebrało. Nie dziwota, można tutaj dojechać autkiem, rowerem i blisko też są Visalaje, gdzie dojeżdża autobus. Po krótkim postoju decydujemy o dalszym kontynuowaniu trasy. Daleko nie idziemy, ponieważ Biały Krzyż ma też swoje historyczne znaczenie.
   
Na zdjęciu widać źródło Czarnej Ostrawicy, no raczej młakę. Czarna Ostrawica i dalej Ostrawica kiedyś tworzyła granicę między Śląskiem a Morawami. Przy źródle dochodziła jeszcze granica Węgier, co tworzyło kolejny historyczny trójstyczny punkt. Górna część zdjęcia pokazuje węgierską część, lewy okraj Śląsk i prawy okraj Morawy. Źródło znajduje się kawałek pod drogą wiodącą na Biały Krzyż. Opuszczamy to przegęszczone miejsce i robimy kolejne skrócenie trasy. Drapiemy się na górkę Sulov.
   
Kolejne mini lackowe podejście. Teraz na Sulov podchodzimy, kiedy oba Połomy schodziliśmy. Mini jest też punkt widokowy na Wilczej Skale, która jest już płaską granią po drugiej stronie Sulova.
   
Widoki, widokami, ale my wciąż jesteśmy głodni. Trzeba przedreptać leśną drogą (na tym odcinku nam chaszcze nie grożą), żeby wypróbować ofertę kolejnej zagrody.
   
Jest nią osada Dorocianka. Górska osada na granicy z chatą (zielony dach) o tej samej nazwie. Tutaj pierwotnie planowałem nocleg, ponieważ osada ma swój klimat, ale po złączeniu poszczególnych odcinków przejścia w jedną całość nam to jakoś czasowo nie wychodziło. Chata też kipiała życiem, chociaż tutaj większość luda zagospodarowała się na zewnątrz. Korzystamy z wolnych miejsc w wewnątrz i zamawiamy zupki. Ja zelniaczkę, Tomasz kolejny raz czosnkową (podczas wyprawy testował, gdzie podają najlepszą) - patrz zdjęcie na codziennych z 4.7.2020. Jest 14:30 i nam trzeba dalej nieść plecaki. Wydaje się, że już tyle tego za nami, ale do Kminka jeszcze tak daleko. Tu trzeba podejść, tu szlak nas znów zmusza do zejścia, tam lasek, dalej jakieś małe osady. Tak nam się to cyklicznie zmienia. Osadą - Konieczna - przechodzi droga ze Starych Hamrów do Turzówki. Jednak głucho wszędzie i cicho wszędzie. Prawdziwa konieczna. Ta nam przygotowała kolejne podejście. Ten za zmuszenie nas do większego wysiłku odmienił ładnym widokiem.
   
W tle widzimy dwie granie. Ta pierwsza, dobrze widoczna, nam odkrywa pasmo Grunia, który kończy się za połową szerokości zdjęcia z dobrze widocznym górskim hotelem Biały Krzyż. Z drugiej grani, którą sporo zakrywa pasmo Grunia, widzimy Łysą, Trawnego i kończymy zupełnie w prawo na Małym Połomie. Taaak! Tam gdzieś dopołudnia dreptaliśmy powoli przechodząć do Białego Krzyża.
   
Nie mogłem się oprzeć, żeby nie pokazać tego zdjęcia. Ujęcie jest posunięte w prawo i widać od Białego Krzyża po (nawet) Wielki Połom. Mógłbym tak dalej pokazywać kolejne ujęcia widokowe, ale nie chcę czytelnika zanudzać. Charakter trasy wciąż taki sam. Dochodzimy do kolejnej osady - Bobek.
   
Sporo domków tak zwanych "lufciorzy", to jest ludzików, którzy tutaj dojeżdżają na weekendy. Ten mi się akurat podobał. Koniec dzisiejszej trasy zaczyna być dla mnie niekończący. Drepczemy i drepczemy. Kolejna osada - Hluchanka - jeszcze 3 km do celu. Wysilam wzrok, kiedy zobaczę upragnioną chatę.
   
Wiem, że te widoczne kopczyki nas czekają dopiero jutro. To musi gdzieś być. Najpierw słyszymy w lesie dźwięk muzyki. Trochę nas to wychyla z równowagi. Żeby jaka impreza się szykowała. Na szczęście nie. To tylko parę osób bez muzyki nie mogło gonić za piłką.
   
Nareszcie! Mamy 18:20 i po 10 godzinach od Kamiennej Chaty jesteśmy na Chacie Kminek. Jedna ciekawostka ze zdjęcia. Chata jest na Słowacji, basen w Republice Czeskiej. Ulga w postaci prysznica i obfitej kolacji. Wieczorny scenariusz ten sam. Tomasz idzie odpoczywać, ja z napojem turystycznym jeszcze chwilę wchłaniam atmosferę schroniska. Dobranoc.

Cdn. Od Kminka po Portasz



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
17-07-2020 08:40 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,725
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #3
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

Stasiu napisał(a):
Wnet mi przyszło na myśl, że i GŚ by tu mógł zawitać w celu ponocowania na tutejszej łące. Warunki do tego typu odpoczynku są idealne. Woda (wyśmienita), kibelek (suchy) i możliwość rozpalenie ogniska, czym z upieczeniem mięsiwa nie będzie problemów.


I ja nie widzę problemów. Patelnia i pojemnik marynaty przyjmuję na swoje plecy;P

Nie wiem czy się starzeję czy jak, ale zgodnie z upływem czasu schodzę coraz niżej ponad poziom morza z preferencjami.
Za niedoświadczonego zupełnie liczyły się tylko skaliste szczyty, potem przechodziłem stopniowo w pasmo kosodrzewiny i skał, a obecnie najchętniej poszedłbym właśnie takim górskim lasem z polanami.

No i koniecznie to miejsce na ogniskoSmile



Hej ho, zwariowana przygodo!

Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-07-2020 09:10 PM przez szewczyczek.

17-07-2020 09:10 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,665
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #4
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

Wojtek, no to mialeś dreptać z nami. Ja jestem wygodny i wolę spanie w schronisku, jednak większość mijanych prawdziwych turystów niosło z sobą cały swój dobytek. Spanie pod niebem lub namiotem nie ma tutaj problemów. Smile
Co do Kapliczki pod Murzynkowym to się musimy umówić na koniec lata. TOPR ż bym zebrał swoje bebechy noclegowe.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
18-07-2020 10:45 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,725
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #5
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

Nie ma problemu, szczerze, to od dłuższego czasu zawsze się u nas marynuje przynajmniej półtora kilo schabu, jakoś taki nocleg przetrwamyWink



Hej ho, zwariowana przygodo!
18-07-2020 05:27 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
grizzly

*****


Postów: 778
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2013
Status: Offline
Post: #6
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

No Nareszcie cos sie dzieje na drugiej polkuli. ok


19-07-2020 02:11 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,725
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #7
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

To dopiero luźne planyToungue



Hej ho, zwariowana przygodo!
19-07-2020 01:16 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,206
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #8
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

Cytat:
Mostach nas o 16:00 wywalają na peron.

znany nam ten pociąg ok

Cytat:
Tutaj nic się nie zmieniło. Suche drzewa stoją, jak stały przed trzemi laty

forumowo, a dokładnie filipkowo to byliśmy w 2014... 6 lat jak z bicza strzelił.

Cytat:
Pozaszlakowo wychodzimy.

nie wierzę, Ty Stanisławie pozaszlakowo, juz nie będzie wytłumaczenia Wink

Cytat:
Ten mi się akurat podobał.

czekamy aż sobie taki kupisz i będziemy nawiedzać innocent

O Tomtur już by w tym basenie czeskim od razu sie wykąpał, no może by buty zdążył zdjąć Wink

Wędrowanie z namiotem po takich miejscach ok od czasu do czasu by się przydała jakaś łysa górka z widokiem jak np Barania.



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
20-07-2020 04:18 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,665
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #9
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

Paweł, domek w górach w tym życiu już sobie nie kupię. Sad Poczekam aż Tomtur wygra w totka i potem mnie zaprosi. Smile
W Beskidach pozaszlakowo jestem usprawiedliwiony. To nie park narodowy. Przyznam, że i w tym parę razy zgrzeszyłem.
Co do biwakowania na gołym wierzchołku, też by się coś znalazło.
Co do filipkowych wycieczek, to faktycznie czas niemiłosiernie ucieka.kwasny



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
20-07-2020 05:34 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,665
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #10
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

Niedziela. Rano nie mam możliwości gdzieś na kopczyku przywitać słońce i dlatego to robię tylko z okna naszej kwatetry.
   
Kolejne niecierpliwe czekanie na start. Śniadanie, jak zwykle, o 8:00. Chyba jedyny mankament naszej wyprawy. Tutejsze schroniska nie mają wyrozumienia dla turystycznych dreptaczy. Pozostaje im czekać lub nosić żradełko ze sobą albo po drodze zbierać leśne płody. Dla rozgrzewki nas czeka przejście do górskiego siodła Bumbalka, gdzie przechodzi jedna z głownych dróg z Morawy na Słowację. Po drodze ciekawe widoki.
   
Kto by powiedział, że nam się będą prezentować znane nasze kopczyki gdzieś od Bumbalki. No, kto je pozna? Kto pomyślał, że po lewej ręce od Tomasza jest Bagieniec i po prawej ręce Barania Góra, to ma rację. Fajnie tak popatrzeć na "nasze" kopczyki. Na Bumablce mieliśmy plan wypić w motoreście kawkę. Tylko, że był zamknięty. W typicznym sklepie nad granicą (wszyscy wiedzą, co w takim sklepie oferują) kupujemy tutejsze frgale, żeby gdzieś po drodze dopasować je do kawy.
   
Opuszczając Bumbalkę bez kawowego dopingu (na napój turystyczny jeszcze za wcześnie) zarazem po morawskiej stronie opuszczamy Beskidy Morawsko-Śląskie i zahaczamy o Pogórze Hostyńsko-Wsecińskie. Ale faktycznie tylko zahaczamy, ponieważ po wyjściu na Trojaczkę i zejściu do Przełęczy Makowskiej, opuszczamy też te górki i po słowackiej stronie Wierchowinę Kysucką. Czekają na nas Jaworniki.
   
Inne góry, jednak charakter pochodu ten sam. Trochę górskiej huśtawki i mogło by się powiedzieć, że nawet nudnawo. Z tego letargu mnie często wyrywa mijanie grupek turystów, po których poznać, że wędrują z całym dobytkiem i śpią pod gwiazdami. Takim służą chaty tylko do wygodnego napicia się piwka. Rzecz jasna, że tutaj ten obrząd ma swoją kulturę.
   
Lemeszna (950 m). Kończymy rozgrzaniem się Jawornikami i po ostrym zejściu do siodła czeka nas główna partia tych gór.
   
Z tego miejsca granica zaczyna prowadzić stokiem i górne partie Jawornika należą Słowacji. Na grań powraca dopiero na Małym Jaworniku. Ta dysproporcja sięga do historii. Spory o wytyczenie granicy sięgają do XVI wieku. Ostatnie próby wytyczyć granicę granią były prowadzone po rozdzieleniu republiki w 1993 roku. Bez rezultatu. Dlatego teraz parę kilometrów będziemy dreptać czyście po słowackiej stronie. Co z Lemesznej zeszliśmy, to było trzeba było znów wydreptać.
   
Co można pisać? Drepta się lasem i coraz częściej z górskich łąk (tutaj się kiedyś wypasało owce i suszyło siano) widać daleko do krainy. Widzimy Łysą ze Smrkiem. Zbliżamy się do kolejnego ważnego półmetku.
   
W dali pokazują się chaty w górskim ośrodku Kasarnie (Koszary). Leżą one na stoku pod Wielkim Jawornikiem. Osada ma swoją historię tak, jak ma swoją historię wytyczanie granicy. W osadzie był wybudowany ośrodek do strzeżenia granicy między Węgrami i Morawą. W roku 1833 były tutaj wybudowane dla wojska nawet koszary (kasárna). Stąd jej nazewnictwo. Wtedy na Węgrzech wybuchła epidemia cholery i wojsko miało pilnować granicy, żeby choroba się nie rosprzetrzeniła na Morawy. No i dzisiaj z tego mamy spory ośrodek narciarski i turystyczny. Chociaż mi się wydaje, że lepsze czasy ma już za sobą.
   
Siodło Butorki. Pierwotnie mieliśmy w planie dalej dreptać granią na Wielki J., ale zew bazy wypoczynkowej był silniejszy i w końcu postanowiliśmy trochę zejść z trasy. Zahaczamy o Górski Hotel Fram.
   
Jak już uprzednio pisałem, że osada ma swoje lepsze czasy za sobą, mogę tylko potwierdzić nawet z oferty hotelu. Ten jest dla przechodzących turystów zamknięty i do dyspozycji jest tylko bar. Ten pękał pod naporem turystów pieszych, rowerowych i samochodowych. Kultura wypicia napoju turystycznego minimalna. Jednak było trzeba dopełnić i inne składniki, które woda nie zawiera i dlatego wytrwaliśmy tutaj. Dajemy też po kawce. Trzeba koniecznie wypróbować borówkowe frgale niesione od Bumblki. Po zmotywowaniu dajemy na krechę nartostradą z powrotem na grań. Wielki Jawornik (1072 m).
   
Widzimy dalszy przebieg trasy z kopczykami Stratenec, Mały Jawornik i Makyta. Ta ostatnia to już jutrzejsze dreptanie. Odcinek Wielkiego J. może się pochlubić sporymi widokami, które nas dotychczas oszczędzały. Z tego powodu jest też sporo luda (staraliśmy, żeby nie byli w kadrze) i to rowerowego. Elektryki przeważały. To jest jednak przyszłość. Z mego punktu widzenia by jednak mogło dojść do oddzielenia pieszych od kołowych.
   
Na Małym J. po ponad 10 km trasy granica powraca na grań. Stąd to już klasyczne dreptanie z oczekiwaniem końcówki. Chata Portasz ma się niebawem objawić. Trochę historii. Portasz to był członek uzbrojonej jednostki wołoskiej, które od XVII wieku pilnowały granicę między Węgrami i Morawą. Powodem było nasilenie się ataków pojedynczych grup naruszycieli granicy w okresie wojny 30-letniej i później, które w ten czas walczyły przeciwko Habsburgom.
   
Co innego doadać. Dzisiaj to mieliśmy ciut bliżej. 28 km i 9 godzin dreptania jest za nami. Chata Portasz jest festowna i sporo zaludniona. Latem tutaj przebiegają obozy dla dzieci i dlatego tutaj w czasie posiłku jest huczno. O nasaniu wieczornej atmosfery chaty mogę tylko marzyć. Dobranoc.

Cdn.... Z Portasza do Lideczka



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
29-07-2020 08:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,125
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #11
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

Stanisław co do domku, Tomtur pokój już maRolleyes



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
30-07-2020 07:30 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: