Odpowiedz  Napisz temat 
Tatry na zimowej bibie 2020
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 16,420
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Tatry na zimowej bibie 2020

Motto (dedykacja własna dla wszstkich dobrej woli bibowiczów): "Uczestnictwo na forum aktywne czy jałowe, pisanie relacji o własnych przeżyciach, czy w postaci przewodnika lub co gorsza dla własnych korzyści, nigdy nie osiągnie takiego poziomu co dreptanie i posiedzenie na bibach. Każda relacja przepadnie gdzieś w głębinie oceanu innych relacji, wspólne spotkania zaczynają się nam odsuwać w szarą jednolitą całość innych spotkań, ale nigdy nie odejdzie w niepamięć, że się znało ludzi, których łączyła górska pasja. Za parę miesięcy zapomnimy o czym rozmawialiśmy, ale o tym, że nam było dobrze, nie zapomnimy nigdy. Z tego miejsca trzeba podziękować jak tym co idą ze swoją skórą na targowisko i organizują te wspólne spotkania, tak i tym co mają odwagę i chęci uczestniczyć w tych spotkaniach."

Zawsze, kiedy mówię swoim znajomym, że jadę zimą w Tatry, to patrzą na mnie z niedowierzaniem. W Tatry, zimą? Te są przecież zamknięte, jest zimno, niebezpiecznie i sporo śniegu. Brrr! Latem to tak, ale zimą? Jednak jest to dla mnie ulubiona pora roku w Tatrach. No i spanie w Chochołowskiej, gdzie pytanie: "Ile razy można wejść na Grzesia?", zaczyna przeistaczać się w pasję. Jak było i co przeżyliśmy spróbuję z własnego kąta widzenia zaznajomić czytelnika.

Dane techniczne:
DOBA : 21. - 23. 2. 2020 to główny termin; jednak Fazik był już w T 19, kolejna trójka 20 i dla odmiany czwórka pozostała w T do 24.
PRZESTRZEŃ: Tatry Zachodnie, Dolina Chochołowska i okoliczne góry, były też Tatry Wysokie z Kozim.
OBIEKT (do spania): Schronisko w Dolinie Chochołowskiej jako główna baza; bibowicze spali też w Roztoce i w Piątce.
ODLEGŁOŚĆ: To już istny harmider chodzenia po kopcach, tworzyły się grupki i podgrupki, każdy sobie chodził na ile go było stać; podstawowy wyczyn można określić to dnia 1 - podejście do schroniska ze Siwej 7,5 km, dzień 2 - wyjście na Wołowiec i na zad 13,5 km i dzień 3 - powrót do Siwej 7,5 km; w programie uskuteczniło się też podejście na Kozi, okrążenie Chochołowskiej w relacji Grześ - Wołowiec - Jarząbczy - Kończysty - Trzydniowiański i ponoć odwiedzenie Doliny Kościeliskiej lub Ornaku (tutaj bez dokładnych informacji).
SUMA PODEJŚĆ: wycieczka zborowa - dzień 1 - 350 m, dzień 2 - 1176 m, dzień 3 - 78 m.
CZAS (według zegarka i bez odpoczynków): dzień 1 - 1:50, dzień 2 - 6:05, dzień 3 - 1:40,
OSOBY:
- forumowe - Anetta, Bogusia, Dawid88, Fazik, Gosia3ek, Fazik, Hemli, JarekRZ, Malwina, Mieciur, Pablo, Pandzia, Pedro, Stasiu, TomaszRT, Tomtur, Yoter
- goście - Bożenka

Przedprolog, środa - Fazik w osamoceniu

Mogę tylko w skrócie co wiem. Fazik ostatnio daje czadu w chodzeniu po Tatrach i dlatego jeszcze, kiedy pozostali finiszują gdzieś na swoich stanowiskach pracy, on drażni nas fotografią z jajecznicowego śniadania na Roztoce. Tam zostawia zbędne bambetle i wyrusza do Piątki, jego pierwszej bazy noclegowej. Co wiem, to że zimowe podejście pod Piątką jest oblodzone i będzie czekał na wsparcie kolejnych bibowiczów w gramoleniu się na Kozi w następny dzień. O dalszej aktywności Fazika są przechwycone tylko prześwity w skąpe informacje.

Prolog, czwartek - w czwórkę na Kozi

W ten dzień również ja wkraczam do akcji. Wesoły pociąg nocą uprowadza mnie do Popradu. Kiedy Fazik w Piątce obraca się w łóżku na drugi bok, to ja wskakuję w wesoły autobus i jadę w stronę Łysej Polany. Lubię ten czas, kiedy przygoda dopiero stoi przed nami otworem i jesteśmy w oczekiwaniu. 7:00 i sznuruję mocniej buty na Łysej.
   
Kontakt telefoniczny i otrzymuję pozytywną wiadomość. Pandzia i Yoter już mnie niecierpliwie wyczekują na Palenicy. Później nasza trójka będzie ścigała Fazika w podchodzeniu na Kozi. Na razie planujemy śniadanko w Roztoce. W duchu fazikowym, daję tą samą jajecznicę. Pozytywne nastawienie do wyprawy wiedzie wpierw przez żołądek bibowicza. Mamy tutaj zarezerwowany nocleg i dlatego też pozbawiamy się zbędnych bambetli.
   
Jest 9:00 i czas wyruszyć do głębi gór. Piątka jest dla nas jasnym celem. Na Kozi mamy chętki. Przez noc trochę dosypało śniegu, który przykrył dotychczasowy wylodzony szlak. Dolina Roztoki momentalnie nie wymaga użycie szpilek/kolczyków. W tym czasie otrzymujemy wiadomość z górnego piętra od Fazika, że z nami lub bez nas o 10:15 wychodzi w odwiedziny Koziego. No, sporo nam nie dał czasu. My się jeszcze gramolimy gdzieś w dolnych partiach w lesie i czeka nas strome podejście pod Piątkę, a Fazik nam nie daje czas ani przestrzeń, żeby go dogonić.
   
Miało prześwitać słońce, ale nie prześwitało. Dochodzimy do dolnej stacji kolejki towarowej i od teraz zaczyna się prawdziwa zimowa anabaza. Dla stabilności podejścia do schroniska już trzeba wejść w szpilki. Na co się mają nosić w plecaku, kiedy na nich czeka praca.
   
Nie wiem dlaczego zawsze widać schronisko, ale żeby do niego dojść, to trzeba się jeszcze namęczyć. I właśnie to na czekało. Dla mnie po długim okresie leniuchowania muszę sobie przypomnieć o co tu właściwie chodzi z tym chodzeniem po górach. Nie trzeba mi długiego wspominania. Moje całe ja zaczyna wnet przypominać maszynę parową. Nie tak silną, ale tym jak wypuszcza parę.
   
Nasza trójka dochodzi o 11:45 do Piątki, czym podstawowa część naszej zabawy jest spełniona, ale nienapełniona. Godzina jest jeszcze młoda i to nas pogania do pognania za Fazikiem.
   
Ładujemy się w szpilki i hura!! na Kozi. Początkowy entuzjazm jest po dojściu na rozdroże pod Kozim od razu sprażony. Na to białe coś mamy wyjść? Tak to pan Kozi nam się przedstawił w swoim białym płaszczu. No, spróbujemy. Świeży śnieg jest jak grzęskie błoto. Człowieczyna się stara iść do przodu, jednak przyroda mówi nie. W takich warunkach następuje klasyczne "dreptanie kapusty". Myślami jesteś w przodzie a ciało jest niemal wciąż na tym samym miejscu. Chociaż z tym samym pomysłem wejścia na Kozi nie byliśmy (oprócz Fazika) sami i jako tako widzimy wydreptany trop.
       
Walczyliśmy z tym około 1,5 godziny. Jednak mi nie było w tym dniu dane stanąć na wierzchołku. Przyczyną było moje lenistwo i z tym związany brak wyczucia. Już chyba gdzieś pod grzbietem trzeba było przejść kolejne pionowe grzęzawisko. Nogi w szpilkach znów ujeżdżały. Zamiast dawno wymienić kijki za czekan, ja wciąż na upartego posługiwałem się kijkami. I musiała przyjść kara. Moja stabilność nie utrzymała się na granicy przyciągania ziemskiego i poleciałem w odwrotnym kierunku niż chciałem dreptać. Wskutek czego doszło do dupozjazdu. Tak około 50-80 m. Kiedy jechałem w śniegowej pierzynie zaliczyłem darmowy kurz w hamowaniu tego zjazdu. I to kijkami, ponieważ czekan był na plecaku. Co ciekawe, miałem nawet czas na przemyśleniu o obowiązku zgięcia nóg w kolanach, kiedy się ma szpilki na nogach. Teoria teorią, ale w praktyce nie tak łatwo to dotrzymać. Kiedy już powoli wyhamowałem, to zahaczyłem szpilkami i pod Kozim wywinąłem kozła, co w następstwie przedłużyło moją darmową jazdę.
   
Na zdjęciu, między skałkami jest widoczny ślad mojej jazdy. Po tej niewymuszonej jeździe odniechciało mi się znów drałować do góry. Dlatego w tym dniu z naszej czwórki ja tam nie byłem. Później mi było trochę żal, że jeszcze nie powalczyłem o względy Koziego, zwłaszcza, że po zejściu ze zbocza, nad jeziorami słońce zaczynało przedzierać się przez chmury.
   
Przed 16:00 dochodzę do schroniska. Nie było mi dane stać na wierzchołku, to chociaż teraz miałem czas na nassanie atmosfery schroniska. Długo mnie tu niebyło. Zaskoczyła mnie względna pustość we wnętrzu. Może to tak nie wyglądało, może Fazik powie jak było wieczorem, ale ja to tak czułem. Po godzinie dochodzi cała trójka. To dobrze, ponieważ się trochę obawiałem. Godzina dla chodzenia w takich warunkach już nie była młoda i nam trzeba było jeszcze zejść do Roztoki. Zbytnio się nie obzygaliśmy dawaj na zad. Strome zbocze pod schroniskiem jeszcze nam się udaje zejść bez czołówek. Lesisty odcinek zaliczamy już z dreptaniem nocną romantyką z gwiazdami nad głowami i czołówką na głowie. Przyznam, że mnie się ta romantyczna końcówka ciągnęła nieuprośnie. O 19:00 zgłaszamy się jednak w schronisku. Wieczorem komercyjne pogawędki we czwórkę przy stole. Brakowało tylko świec. I że był Tłusty Czwartek to krepliki/pączki miały z nami swoje miejsce. Szkoda, że na koniec dnia Fazik nam nie dał powodu do złośliwej radości. Nie miał z nami spać w pokoju, ale... spał. Z tej przyczyny uratował nieznanych gości od bezsennej nocy.
   
Pandzia, Yoter i Fazik życzą dobranoc ze zbocza pod Piątką.

Cdn...Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-03-2020 07:09 PM przez Stasiu.

01-03-2020 07:08 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,478
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #2
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

Widzę że w spisie obecnych pojawiłem się dwa razy Smile
Co do mojego wędrowania w Lutym po Tatrach to trzeba "podziękować" mojej robocie, nie znajdywali dla mnie zajęcia to wykożystałem swój czas na bytność w moich ukochanych zimowych Tatrach i kiedy tylko się dowiedziałem że mogę śmiało jechać na bibę z przedłużoną obecnością zaraz to uczyniłem, w piątce wieczorem nie było zbyt gwarnie ale pełno, zato w nocy nikogo na ławach. Miałem plan wyjść na Kozi w nocy na wschód słońca ale jak o 3 wyszedłem na kontrolę stanu rzeczy okazało się że dosypało około 30 cm. Białego i ślad jest skutecznie zasypany, wróciłem więc męczyć współlokatorów pokoju Wink nikt tym razem nie mażekał.
Wcześniejsze wyjście na Kozi było dobrym posunięciem , z moim tempem Janusz spotkał mnie na szczycie kilka minut po moim wejściu i razem smakowaliśmy sukces szczytowania.
Potem już było jak Stasiu opisał, zejście do Piątki, szybkie spakowanie moich bambetli, przy czym zostawiłem w pokoju klapki które na szczęście obsługa znalazła i trzyma w przechowaniu Smile szybki żurek i wspólne zejście do Roztoki.
Rozgwieżdzone niebo zapowiadało piękny następny dzień, niestety pogoda nie była dla nas zbyt łaskawa.
                       



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
01-03-2020 08:01 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,420
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #3
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

Dzień pierwszy, piątek - zebranie na Chochołowskiej

Miał padać śnieg, to padał. Nieprzyjazna prognoza pogody zawsze się sprawdza.
   
Żegnamy się z Roztoką, żeby powitać Chochołowską. Wczoraj jeszcze były jakieś plany zrobić coś więcej, jak drałowanie doliną, jednak Kozi dał mieszczuchom we znaki i odpuściliśmy sobie bezmyślnych wyczynów. Z Roztoki na Palenicę się szło jak pod prąd. Jest piątek a tu tłumy i końskie sanki. Trzeba się dosłownie przedzierać, żeby nas ten ludzki nurt nie porwał w odwrotną stronę do MOKO. Na Palenicy zostawiamy ten wigor swojemu losowi i pomykamy na drugi okraj Tatr. Siwa Polana. Nasza czwórka rozrasta się w siódemkę. W tym samym czasie na parking na Siwej dojeżdża Tomtur z Bożenką i Hemli. Od razu robi się raźniej. Niecałych osiem kilometrów nudnego drałowania będzie możliwość w większej mierze sobie urozmaicić ten czas.
   
Ja zwłaszcza zapamiętałem eliksir Hemli, który zamiast pokrzepić nas na duchu, zwalał z nóg. Później się dowiadujemy, że takie dziady, jak my, miały to zlikwidować.
   
Tutaj widzimy Yotera i zwłaszcza Fazika, którzy na pewno czują to samo jak ja. Dobrze, że mamy kijki. Na szczęście to już Polana Ch. i do schroniska rzut butem turystycznym. Jest 15:14 i osiągamy cel dzisiejszego dreptania.
   
Nie mogę pojmać, gdzie się cały dzień wałęsaliśmy, że tak późno dochodzimy do schroniska. Wystarczy godzinka i zajmujemy strategiczne miejsce w sali przed jadalnią. W między czasie dochodzi kolejna wiara forumowa.
   
Schronisko jest znane nieuprośnym zamykaniem jadalni o godzinie 20:00 a my nie mamy w planie o takiej porze kłaść się spać. Długo się nie widzieliśmy i jest sporo tematów do omówienia. Żeby nie mówić z głodu, każdy wyciąga na stół swoje specjały.
   
Dobrze, że jeszcze nie mamy okresu postnego, ponieważ Wujek by nie był zadowolony z tego repertuaru pokarmu. Wieczór nam zleciał szybko. Siedzieliśmy długo, niektórzy baaardzo długo, nie baczyć na fakt, że nas jutro czeka kolejne dreptanie po górach. Ale wiadomo, syndrom pierwszego wieczoru biby GŚ jest zawsze do niepokonania.
   
Tym razem dobranoc życzy Fazik z miną jakby zażył kolejną dawkę eliksiru od Hemli.

Cdn.... Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
04-03-2020 08:40 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,595
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #4
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

Tomek powtarzał nie raz: "po co wodę nosić":P



Hej ho, zwariowana przygodo!
05-03-2020 07:45 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,478
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #5
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

szewczyczek napisał(a):
Tomek powtarzał nie raz: "po co wodę nosić":P


To nie była woda... to był płynny ołów, zaraz w nogi szło..



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
05-03-2020 08:53 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,062
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #6
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

Cdn.... No i kiedy????



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
08-03-2020 04:43 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,478
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #7
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

tomtur napisał(a):
Cdn.... No i kiedy????


Nie poganiaj artysty, cierpliwości.
Ucz się pisać takie pełne relacje, odciążysz Stasia Toungue



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
08-03-2020 07:13 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,420
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #8
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

tomtur napisał(a):
Cdn.... No i kiedy????


Robi się. Jednak pełno innych spraw na głowie. Na razie jestem na Grzesiu. Toungue



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-03-2020 10:33 PM przez Stasiu.

08-03-2020 10:32 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,420
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #9
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

Dzień drugi, sobota - dreptanie w okolicy Chochołowskiej

Najważniejszy bibowy dzień. Wszyscy mają obowiązek opuścić schronisko, nie ma taryfy ulgowej. Są tylko podziały na grupki. Jedni chcą wycisnąć na maksa dreptanie po okolicy, inni lajtowo w stylu Grześ to podstawa i jeszcze inni postanowili wymiatać inne zakamarki. Do koordynacji tego harmideru grupowego trzeba było ustalić lidera.
   
Do tej roli samozwańczo ustalił się Paweł. Koordynowanie ludźmi to jego pasja.
   
Tych punktualnych wypuścił na trasę, na spóźnialskich czekał z zegarkiem w ręku. Nie wiem jaką karę ustalił dla spóźnionych. W wojsku robiono pompki lub przysiady, tutaj chyba najwięcej wychowawczą karą by był obowiązek pójść spać po dobranocce. Potem taki następnym razem nie będzie rano wylegiwał. Mnie się wydaje, że nikogo nie było trzeba specjalnie wyganiać ze schroniska. Pogoda była taka, że sama wyciągała. Co tu opisywać o podejściu na Grzesia. Ten odcinek można podzielić na trzy części. Najpierw podejście lasem dla uzyskania temperatury chodu, potem lewy i prawy trawersik, gdzie odkrywają się pierwsze nieśmiałe widoki,
   
z dojściem do ścieżki z przełęczy i końcówka już z pełnym widokiem.
   
Jak przystało na lidera grupy, Paweł dreptał ostatni. W razie czego był przygotowany tych spomalających wesprzeć w gramoleniu szturchaniem kijkiem w tyłek. Ponoć skutkuje. Aha! Jedynym wyjątkiem był Fazik, ten tworzył samoistną jednostkę wspinaczkową. Suma summarum po 1,5 godzinie wyczekujemy na wierzchołku Grzesia.
   
Pamiątkowe foto, żeby ustalić kto wtedy z gromady bibowej był w naszej grupie na Grzesiu. Może raz zrobię ekspozycję zdjęć uczestników poszczególnych odwiedzin tego kopca na różnych bibach. No tak, ale co dalej. Mamy młodą godzinę i wracać z powrotem by było grzechem. Patrzymy w siną dal. Oczywistym celem są narzucający się w dali kolejni uwodziciele - Rakoń i Wołowiec.
   
Rzecz jasna, że w oddali są dalsze konkurujące objekty. Od teraz też musimy się liczyć z wiatrem. Ostatnio nam często towarzyszy ten rozmar pogodowy na graniowych przejściach. Czeka nas Długi Upłaz i obowiązek wejścia w szpilki.
   
Anetta nam pokazuje jak się sprawnie ma tańczyć w takich butach. W tym roku są Tatry skąpe na śnieg. Jeszcze na dodatek jest sporo wywiany tworząc lodowatą krustę.
   
Na zdjęciu widać, że wcale nie było pusto na szlaku i sporo innych miało te same myśli w głowie co my. Czas się dłuży na Długim Upłazie. Jednak ja w tym czasie zaczynam na nowo odżywać. Wywiane są wszystkie dolegliwości wczorajszego, raczej nawet dzisiejszego ponocowania. A wszystkiemu jest winien nasz dzisiejszy lider. Dobrze wiedział, że gromada potrzebuje się wyspać a on wywabił paru nieszczęśników (w tym i mnie) do gawędzenia do późnej nocy. No, ale teraz jestem znów gotowy do akcji.
   
Rakoń nas przywitał kolejną porcją wiatru. Słońce jest w zenicie i nasza grupa zaczyna się drolić na dwie podgrupy. Jednym wystarczą te wygibasy i postanawiają wracać, drudzy mają jeszcze mało wiatrzyska za karkiem i dają dalej na Wołowiec. Tutaj trzeba już więcej uważać. Wiatr lubi zbijać z nóg i trochę większy podmuch wytraca nas z równowagi. Wyszliśmy i jest dobrze. Cała szóstka uwieczniła się nad rozstajnikiem.
   
Było też klasyczne wywalanie się brzuchem na jakimkolwiek podłożu białogłowych.
   
Honor naszych bibowiczek musiały odleżeć Hemli i Anetta. Widać, że swój obowiązek przyjęły z powagą sobie własną. Słońce poposzło o godzinę dalej i w myśl słów piosenki grupy Dwa plus jeden "To, co się da, podziel na dwa, bez namysłu dziel" nasza podgrupa droli się znów na dwie podpodgrupki. Pedro i Dawid mają jeszcze i tutaj mało i decydują się na okrążający powrót przez Jarząbczy i Kończysty. Ja już dawno wiem, że nie radno zadzierać z młodymi i moja decyzja zapada jasno. Wracam do schroniska po zadmuchanych/zafukanych śladach z pozostałymi - Anetta, Hemli i Yoter. Schodząc z Wołowca wiatr nam więcej przedmuchuje. To mi jednak nie przeszkadza zrobienie paru zdjęć.
       
Każdy może sobie przypomnieć co za kopczyki się prezentują na zdjęciach. Nie opomnę dodać jeszcze jedno, gdzie uczestnicy są owijani latającym śniegiem.
   
Po zejściu z Wołowca była brana pod uwagę też możliwość zejścia z przełęczy wprost do Doliny Chochołowskiej. Był nawet widoczny chodnik. Jednak szybko ten wariant wypuściliśmy z myśli. Czekały by nas mniejsze widoki i stabilność śnieżnego stoku nie wykazywała zbytniego zaufania. Droga powrotna, to już dreptanie na pamięć. Nie trzeba się starć co nas dalej czeka.
   
Hemli wykorzystuje to wyluzowanie na trasie i sprawdza po telefonie męża czy on spełnił wszystkie plany na budowie domu, ponieważ ona swój dzisiejszy plan - wyjście na Wołowiec - spełniła. Jak ten czas leci. Mamy 14:45 i jesteśmy ponownie na Grzesiu a Grzesia nie ma.
   
Jest tylko Yoter, który się cieszy, że teraz już tylko w dół. Ja później odczuwam, że to zejście się znów sporo mi dłużyło. Ten dzisiejszy Grześ dawał jakoś we znaki. Jeszcze na otwartym stoku pod wierzchołkiem spotykamy znaną tatrzańską góralkę.
   
Ta, zamiast nas posilić oscypkiem i odprowadzić zbolałych do schroniska, pozostawiła nas swemu losowi i poleciała za swym celem. Nawet nie zdążyliśmy jej powiedzieć, że Grzesia na wierzchołku nie ma. Jest 16:30 i koło się zamyka. Jesteśmy z powrotem w schronisku. Po doprowadzeniu się do podoby w stanie normalnym i dopełnieniu wydanej energii, ponawiamy wieczorne rozmowy. Oprócz napotkanej uprzednio tatrzańskiej góralki - Gosia3ka - dołączają do naszej gromady jeszcze Malwina i Mieciur. Zakończenie wycieczki jest dokonane o godzinie 19:00, kiedy dwa okrążniki dochodzą do schroniska.
   
W wieczornej rozmowie uczestnicy mogli się podzielić (znów?) tym razem swoimi własnymi przeżyciami z dzisiejszego dnia. Szkoda tylko, że Górskiemu Światu nie udzielono głosu.
   
Tym razem Yoter na tle Kominiarskiego zasługuje życzyć czytelnikowi dobranoc.

Cdn...uhm



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
09-03-2020 10:17 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,062
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #10
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

Tomtur z Bożena też zdobyli Grzesia żeby nie było to był nasz cel    



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
10-03-2020 08:54 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,420
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #11
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

Dzień trzeci, niedziela - tylko już powrót

Jak z tytułu wynika, to wszyscy by mieli pojechać do domu. Jednak tak nie było. Czwórce - Fazik (rzecz jasna) i Paweł, Bogusia, Anetta - spodobało się i zostali do poniedziałku. Dla nich pozostało do wypracowania jeszcze jedno zadanie w związku z podchodami po szlaku górskim. Reszta na luzie drałowanie do Siwej.
   
Szkoda, że na zdjęciu pożegnalnym nie ma kolejnej czwórki - Tomasza, Jarka, Lidzi i Janusza, którzy pognali wcześniej do cywilizacji za swoimi sprawami. Z drugiej strony patrząc, to by się na zdjęcie chyba już nie zmieścili. Miejsce pod schodami schroniska trzeba by było poszerzyć.
       
Reszta braterstwa wyruszyła w drogę powrotną. Oprócz Fazika (rzecz jasna). Ten, jak już pisałem, tworzył osobistą jednostkę specjalną. Chodził, gdzie chciał i kiedy chciał. Najpierw zostająca trójeczka się z nami pożegnała przy rozstaju na Iwanicką. Mieli swoje plany. Co osiągnęli? Tego nie wiem, nie pochwalili się. Jeszcze dobrze, że w miejscu pożegnania się z nimi nie było ciekłego ołowiu (jak Fazik odnotował) od Hemli. Jeszcze by nas musieli zwozić końmi. A tak kontynuowaliśmy dalej po swoich. Turlanie się w dół na Siwą dla większości było zarazem pożegnaniem się ze śniegiem tej zimy. Siwa Polana. Jak przystało na zakończenie naszej wędrówki w tych okolicach, grillowany oscypek z żurawiną smakował.
   
Też kosztowałem. Jednak dla mnie jest taki jakiś babski, za słodki. Musiałem sobie kupić na dokładkę z boczkiem (do teraz nie wiedziałem, że i tak podawają miejscowe góralki). Ten już był prawdziwy, chłopski.
   
Co dodać na koniec? Wystarczy popatrzeć na wyśmiane buzie szczątki ekipy. Nie trzeba dalej żadnych słów.

Epilog, poniedziałek - powrót resztki ekipy do domu

Nic o tym nie napiszę. Mnie tam nie było i informacji też żadnych nie mam. Chyba powrócili szczęśliwie do domu, ponieważ dali znać na forum.


Zakończenie: Trochę tak nietradycyjnie. Zakończenie opisywania naszej biby zbiegło się z coraz większymi ograniczeniami ze względu rozszerzającej się pandemii koronawirusa. W danej chwili (niedziela 15.3.2020, 12:00) jest nawet przypuszczana możliwość, że w CZ (nie wiem jak w PL) będzie ogłoszona cało republikowa kwarantanna. To znaczy tylko do pracy i potem do domu. W takich chwilach, kiedy jesteśmy ukurodomowieni, możemy ocenić, że mamy coś, na co można w tych domowych pieleszach miło wspominać i oglądać foty lub filmy. Dzięki wszystkim za towarzystwo i, miejmy wiarę, do zobaczenia wkrótce na następnej.... ( dla Hemli trochę ćwiczenia z czeskiego, po czesku mówi się - " na brzkou schledanou").

K O N I E C



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
15-03-2020 01:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,595
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #12
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

Duża frekwencja Pań na wyjeździe. Panowie widać częściowo ukurodomowieniToungue



Hej ho, zwariowana przygodo!
15-03-2020 08:30 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,420
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #13
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

Nie ma się czemu dziwić. Zamiast chłopy gonić po kopcach, to postanowili budować domy i wygnali same białogłowe na kopce, żeby nie przeszkadzały na budowli. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
15-03-2020 10:05 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,142
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #14
RE: Tatry na zimowej bibie 2020

No i pięknie dziękujemy za relację! Oby, jak napisałeś, wirus nam nie przeszkodził w kolejnym spotkaniu!



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
15-03-2020 10:26 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: