Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (2): « Pierwsza [1] 2 Następna > Ostatnia »
Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry
Autor Wiadomość
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,465
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #1
Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Dzień I

Weekend zaczynamy już w piątek wieczór. Tym razem padło na Wielką Fatrę. Z Rzeszowa to nie tak blisko, a wyjeżdżam dopiero po 19. Po godzinie jazdy zabieram Dawida i jedziemy dalej z planem przespania się gdzieś po drodze. A dokładniej w namiocie. W radiu straszą, że na Podhalu będzie to zimna noc. Tak gdzieś do -16. No dobrze, tylko gdzie rozbić ten namiot? Myślę i myślę a tu już prawie granica. Po wjechaniu do Jabłonki przychodzi mi nagle jedna myśl. Miejsce wyjścia zielonym szlakiem od południa na Babią Górę. Tam też jedziemy. Biała Babia wyłania się nam z mroku nocy i mgieł zalegających w dolinie. Po chwili wyraźne jej kontury nadają miejscu świetny klimat.

Godzina 23.00. Ostatnią wioskę i światła cywilizacji zostawiliśmy kawałek za sobą. Przejeżdżamy przez lasek i zajeżdżamy na niewielki, pusty i dość dobrze odśnieżony parking. Jesteśmy u podnóża Babiej Góry. Dalej leśna droga jest już nieodśnieżona. Po bokach drogi i dookoła parkingu wznoszą się całkiem spore zaspy. Z jednej strony las, z drugiej dość luźno rosnące świerki. Wszystko przykryte skrzącą się bielą, odbijającą mocne księżycowe światło. Widoki bajkowe. Śnieg poza paroma tropami zwierzęcymi jest niemal nie ruszony.

Wspomniany księżyc jest niemal w pełni i świeci wprost na nas. Jest tak jasno, że zastanawiam się czy w ogóle usnę. Dookoła cisza. Tylko z lasu obok szumi potok, który pomimo niskich temperatur płynie dość żwawo. Termometr w samochodzie pokazuje -12 stopni. W świetle księżyca i czołówek rozkładamy namiot. Pod butami śnieg skrzypi aż miło. Jest bezwietrznie więc rozłożony namiot po prostu kładziemy na ziemi. Szkoda czasu rano na zbędne operacje. Czas na spanie. O 4.00 pobudka, śniadanie i dalej w drogę. Nasz plan to być o samym poranku już na miejscu. Dobranoc.

cdn



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
13-02-2020 09:17 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,405
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Online
Post: #2
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Na razie czekam na ciąg dalszy. Wielka F. jest moją ulubioną destynacją i dlatego z niecierpliwością czekam co tam zdreptaliście. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
14-02-2020 08:18 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,587
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #3
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Kliszy nie wziąłeś?Toungue
Bez zdjęć nawet lepiej można sobie tą nocną, zimową jasność wyobrazićSmile



Hej ho, zwariowana przygodo!
14-02-2020 10:36 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,465
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #4
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Rankiem stawiamy się w miejscowości Vysne Revuce. Droga dostępna publicznie kończy się w tym miejscu. Na placyku na którym zawracają lokalne autobusy zostawiamy samochód. Nie bardzo tu widać innych turystów. Jedynie po pewnej chwili obserwujemy dwóch skiturowców przygotowujących się do wyjścia..

Jesteśmy głęboko w dolinie. Wioska powoli budzi się do życia po dość mroźnej nocy. Pierwsze osoby idą do miejscowego sklepiku. Z kominów domów widać jeszcze dym unoszący się pionowo do góry. Jest bezwietrznie. Nad nami bezchmurne niebo. Zapowiada się bardzo obiecująco.

Ruszamy. Szlak ten przemierzam nie pierwszy raz. Może trzeci lub czwarty nawet? Dawno mnie tu jednak nie było. Od samego początku, regularnie z upływem szlaku zdobywamy kolejne metry w pionie. Początkowo śniegu jest mało. Nawet w głowie pojawia się pytanie "jak to tak"? Raptem dwa dni wstecz była przecież w Wielkiej Fatrze lawinowa trójka. A tu co widzimy? 5-10 cm śniegu. No nic to, zobaczymy co będzie wyżej.

   

Widoki szybko przychodzą. Z prawej samotny, wystrzelający w górę Rakytov. Z lewej masywny Ostredok połączony grzbietem z całą grupą innych, podobnych sobie wierzchołków. Całość tworzy swego rodzaju biały mur zamykający pewien wycinek otaczającego krajobrazu. Chwilami przed nami rysuje się też odmienny od reszty, skalisty Czarny Kamień. Śniegu jest już więcej, pewnie tak gdzieś do kolan albo i lepiej.

           

Dalsza trasa biegnie długimi halami z przeplatającymi się odcinkami leśnymi. Na horyzoncie widać już strefę w której drzewa są ośnieżone i zmarznięte. Nie mogę się już jej doczekać. Nietknięty śnieg, przysypane drzewa. W takim słońcu zawsze wygląda to bardzo widowiskowo.

               
           

Dochodzimy do charakterystycznego punktu jakim jest szałas tuż pod przełęczą. Wciąż jest niemal bezwietrznie. Pogodowo istna sielanka. Słońce grzeje tak, jakby był koniec marca. Aż się nie chce się dalej iść. Pięknie. Daleko na horyzoncie, szczególnie w kierunku południowo-wschodnim, widzimy pozostawione w dole mgły. Fajnie to wygląda. Tym razem odcięcie od mgieł jest w postaci niemal równej, poziomej kreski. A my jesteśmy powyżej niej.

       

Ostatnie podejście. Ploska to z pewnością najbardziej rozległy szczyt jaki w ogóle znam w górach. Nawet jak już się na niego niemal wejdzie to zostaje jeszcze kilkaset metrów do jego niewyraźnej kulminacji. Widoki pierwsza klasa 360 stopni dookoła. Co do ludzi to trochę ich się już pojawiło ale nie można mówić o jakichkolwiek tłumach.

           

Ze szczytu schodzimy na stronę południowo-zachodnią. To tutaj spotkamy najwięcej osób w dniu dzisiejszym. Po zejściu na pierwszą przełęcz zanurzamy się na chwilę w las. Pięknie zaśnieżony las. Ścieżka biegnie w pobliżu grzbietu. Chwilami wije się w lesie to w lewo to w prawo. Tutaj parę razy zapadamy się nawet po udo. Ogólnie nie jest jednak źle, jeśli trzymać się wydeptanej ścieżki. Co chwila wychodzimy na kolejne polany. Słońce dalej jest wysoko. Teraz wypatrujemy już powoli miejsca naszego noclegu. Ma to być Szałas pod Ostrym. Swego rodzaju niewielka choć dobrze wyposażona utulnia. Oczywiście jak na obiekt bezobsługowy.

           
               

Na ostatniej przełęczy przed Ostrym Wierchem, skręcamy w prawo. Po chwili wyłania się za załomem oczekiwany szałas. Jednak... na pewien czas jesteśmy nieco zdezorientowani. Pod szałasem stoi ze 30-40 osób. Hm... Choć do głowy przychodzi, że przecież wszyscy nie mają prawa się zmieścić do środka. Pewnie pójdą dalej... Postanawiamy przeczekać ten tłum. Wyciągamy palnik, gotujemy wodę. Dziś na obiad liofilizat - kasza kus kus z warzywami. Nawet smaczne.

   

Tymczasem widać, że grupa zbiera się powoli do odejścia. Choć chyba nie wszyscy. Skoro się przerzedziło to wchodzimy do środka. A tam w środku fajny klimat. Jakby się cofnąć w czasie przynajmniej o 30 lat. Piec kaflowy, stara kuchnia na drewno. A poza tym sporo garnków, sztućców i co tam kto zostawił z jedzenia i przypraw. Są nawet jakieś książki i karty do gry. Jest też łóżko piętrowe z dostawionym normalnym łóżkiem. Okazuje się jednak, że dół szałasu jest już zajęty. Ma tu nocować 5 osób. Dla nas zostaje miejsce na poddaszu.

Gramolimy się zatem po zewnętrznej drabince na górę i zajmujemy dwa materace. A w zasadzie zostawiamy na nich trochę niepotrzebnych do dalszej wędrówki rzeczy. Nasz dalszy plan zakłada bowiem zachód słońca na Ostredoku. Nie spieszymy się. Jest stosunkowo wcześnie. Przed wyjściem spędzamy jeszcze chwilę z dwójką Czechów. Robimy herbatę i coś zakąszamy.

Wychodzimy na zewnątrz. Teraz czeka nas podejście pod górkę przez las. Dość krótki to jednak odcinek. Po chwili znajdujemy się już na w pełni otwartej przestrzeni. Pojawia się wiatr. Taki umiarkowany. Okazuje się, że na szczycie będziemy sporo za wcześnie. Wygląda również, że będziemy sami.

           
           

Słońce jest jeszcze sporo nad linią horyzontu ale nie daje już ciepła. Zimno staje się bardzo odczuwalne. Ubieram wszystko co mam ze sobą. Mimo to stojąc czy spacerując po szczycie człowiek i tak marznie. Robię sporo zdjęć ale zimno jakie panuje sprawia, że myślę już tylko o jak najrzadszym wyciąganiu dłoni z rękawicy w obawie przed odmrożeniami.

Tuż przed zachodem dochodzą jeszcze trzy osoby. Po chwili patrzymy jak pomarańczowa kula chowa się gdzieś daleko na zachodzie za ostatnimi górkami. Z drugiej strony świata, jak oszalały świeci księżyc w samiutkiej pełni.

               

Po godzinie od wejścia na szczyt zaczynamy schodzić. Co chwila rozglądam się jeszcze po okolicy. Niesamowicie lubię takie zimowe klimaty. Mróz, śnieg, białe przestrzenie dookoła. Nie widać stąd też zbyt wielu oznak cywilizacji w dolinach. No i cisza. Nie licząc wiatru i skrzypiącego śniegu pod butami. Pomimo zapadającej nocy widać też całkiem nieźle wiele pasm górskich łącznie z Tatrami Wysokimi. Bardzo jasna noc. Absolutne odrealnienie od codziennej pracy, obowiązków, miasta. Intryguje niesamowicie księżyc, w pełni okrągły, nisko nad horyzontem...

       

Chwilami przystaję i próbuję dziesiątek zdjęć moim kompaktem, aby uchwycić ten niesamowity krajobraz z księżycem. A ten wydaje się być jakby zaraz za załomem grzbietu, po drugiej stronie niewielkiego pasma drzew. Jak z bajki.

   

Na ostatni odcinek załączamy czołówki. To kolejna z rzeczy którą lubię w górach. Nocne wędrówki mają swój klimat. I to jeszcze wędrując w śniegu.

Docieramy z powrotem do szałasu. Oceniamy sytuację i wygląda na to, że nikt nowy nie dotarł. Szykujemy zatem kolację przy stole. Przy okazji trochę rozmów polsko-czeskich. Oprócz nas są sami Czesi.

   

Nagle otwierają się drzwi. Na nocleg przyszły kolejne cztery osoby. Wydaje się jednak, że jest jeszcze wystarczająco miejsca na poddaszu. Musimy natomiast trochę się przeorganizować. No i lepiej żeby już nikt więcej nie przychodził.

Wracamy do stołu. Upływa może dziesięć minut. Ponownie otwierają się drzwi. Pierwsza osoba w progu krzyczy wyraźnie "five". No to myślę sobie "mamy problem". Razem jest nas już chyba szesnaście czy osiemnaście... No ale trzeba jako sobie poradzić. Dalsza reorganizacja nie idzie już tak łatwo ale koniec końców pozwala znaleźć miejsce dla wszystkich. Parę osób nie będzie miało zbyt wygodnie tej nocy. Ja mam jednak fajnie. Warto było przyjść wcześniej do szałasu.

Czas iść spać. Na poddaszu temperatury niemal na pewno są wyraźnie ujemne. Niemniej w grubym śpiworze puchowym szybko robi mi się przyjemnie i bardzo ciepło. Po dwóch ostatnich krótkich dla mnie nocach zasypiam niemal od razu. Być może pozostali po mnie nie zasypiają już jednak równie szybko Wink

cdn



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
15-02-2020 11:46 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Oliwka

*****


Postów: 1,560
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2013
Status: Offline
Post: #5
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Dobry tytuł dałeś do swojej relacji. Faktycznie, jak się czyta opisy i ogląda Twoje zdjęcia, to człowiek zanurza się w tej opowieści i czuje jak w zimowej bajce.
Fota z księżycem pomiędzy drzewami - MAJSTERSZTYK ok


16-02-2020 06:36 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,464
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Online
Post: #6
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Poszły chłopaki po bandzie ok
Nie wpadł bym na taki wyjazd, fajna sprawa.
Ja chyba bardziej jak letnie wolę zimowe wędrowanie, jest coś magicznego w śnieżnej przestrzeni, w tym lodowo - śnieżnym pejzażu.



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
16-02-2020 08:25 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,050
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #7
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Tak tereny znajome ,chatke te z wiem gdzie jest ,te spanie w sniegu mnie troche martwi uhm
Tak zeby chodzic zima po górach kupiłem narty i odtąd chodzenie nocą przy czołówce zimową porą jest dla mnie naj większą radością ,brakuje mi jednak drugiego wariota co by zemną chodziłSad



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
16-02-2020 08:53 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
TomaszRT

*****


Postów: 1,609
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status: Offline
Post: #8
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Zacna przygoda, fotki ładne.. ale.. bez nart?
Big Grin


16-02-2020 09:06 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,465
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #9
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Spanie jak szybko się zaczęło tak szybko się skończyło. Od zaśnięcia minęło 7 godzin. Jest 4:00 rano. Wszyscy dookoła jeszcze śpią albo próbują spać. My jednak zbieramy się. Pakowanie i w drogę. Wschód słońca chcemy przywitać na Plosce. To z półtorej do dwóch godzin stąd. Tym bardziej licząc postój na śniadanie.

Na zewnątrz schodzimy po drabince. Zamykamy pokrywę włazu wejścia na poddasze. W oczy uderza od razu jak jasna jest to noc. Wyraźnie widać masywne, zaśnieżone zbocze i grzbiet podnoszący się w stronę Ostredoka. Na lewo od niego podnosi się zalesiony Ostry Wierch w postaci piramidki.

       

Rozpoczynamy wędrówkę po naszych wczorajszych śladach. Zmrożony śnieg dużo lepiej trzyma na powierzchni niż wczoraj za dnia. Zatrzymujemy się na pierwszym niewybitnym szczycie. Znajdująca się tutaj polana pozwala na dalekie widoki w kierunku wschodnim. Idealne miejsce na pierwsze "śniadanie".

Nie zostajemy tu jednak długo. Nie chcielibyśmy aby wczesna pobudka poszła na marne. Musimy zdążyć na wschód. Mijamy znane nam z wczoraj odcinki... Kilka polan, zaśnieżony las, parę zejść i podejść. Choć teraz tendencja szlaku jest zdecydowanie bardziej w dół niż w górę. Ploskę widzimy z niemal każdej polany po drodze.

Jak to zwykle w górach, żeby rozpocząć kolejne podejście trzeba najpierw zejść w dół. Trochę metrów tracimy zatem. Co zrobić, takie hobby Wink

Po dojściu na najniższą przełęcz uderza w nas wiatr. Nie jest on może bardzo silny, nie utrudnia chodzenia. Sprawia jednak, że od razu zakładam kominiarkę i kaptur na głowę oraz dodatkową warstwę ubrania. Teraz zaczynamy dość długie podejście. Idzie nam nawet dość sprawnie.

Docieramy na Ploskę. Rozpoczyna się jakiś pierwszy niewyraźny brzask na wschodzie. Znów jesteśmy za wcześnie. Podobnie jak wczoraj przed zachodem. Z pewnością zatem wymarzniemy. Ten kto był na Ploskiej wie, że poszukiwanie tam strony zawietrznej to jak poszukiwanie krokusów w styczniu na Polanie Chochołowskiej.

   

Widoki jednak ujmują. Oprócz świetnej widoczności i iście zimowych scenerii, dodatkowy seans zapewniają mgły płynące z dolin na grzbiety. To oczywiście nie koniec ich wędrówki, bo po drugiej stronie gwałtownie opadają kierując się w stronę kolejnych dolin i kolejnych szczytów. Jest jednak i minus tego zjawiska. Widać, że mgły stale podnoszą swój pułap. Niedługo zatem mogą wtargnąć i na nasz wierzchołek. Czyżby miały nam odwołać dzisiejszy wschód słońca?

           

Na szczycie jesteśmy sami. Nie widać aby ktoś tutaj podchodził. Wydaje się natomiast, że ktoś jest na oddalonym kilka kilometrów dalej Rakytovie. To tam zauważyliśmy światełko czołówki.

Z zimna rozpoczynamy uprawianie intensywnej wędrówki po szczytowej, rozległej kopule. Jak później dowiaduję się z zapisów GPS, robię na szczycie dodatkowe półtora kilometra dystansu. Dzięki temu robi się trochę cieplej.

Robi się też coraz to jaśniej. Zgodnie z obawami, chwilami mgły zasnuwają nasz wierzchołek. Po chwili odsłaniają widoki po to, by później przykryć nas na jeszcze dłużej. Kiedy ten wschód? Już wiemy, że będzie nieco opóźniony. Słońce będzie się musiało podnieść na tyle, żeby wychylić się zza grzbietu Wielkiej Chochuli, choć na szczęście odległej. Czekamy...

Ponownie rozpoczyna się walka z aparatem. Szybkie wyciągnięcie dłoni z rękawicy, zdjęcie lub krótka seria zdjęć i szybkie jej schowanie z powrotem. Trudno mi ocenić jaka była temperatura odczuwalna ale obstawiałbym, że minus kilkanaście. Mijają długie chwile. Musiałbym dopisać jeszcze kolejne kilka akapitów żeby oddać jak bardzo ciągnął się nam czas na tym szczycie... Ze względu na zimno i brak istotnego ruchu oczywiście. Wiem jednak, że później takie chwile wspomina się z wielkim sentymentem.

           

Po około 70 minutach oczekiwania na wierzchołku, widzimy wreszcie fragment słońca na horyzoncie. Teraz już szybko idzie. Za chwilę jest cała kula. Pomarańczowe barwy to jednak nie tylko słońce ale i pobliskie szczyty i podświetlone na pomarańczowo mgły. A te w dalszym ciągu dość intensywnie przemieszczają się pomiędzy dolinami. Większość spektaklu dane jest nam oglądnąć.

                   

Kiedy już kula ewidentnie wznosi się ponad wspomnianą Wielką Chochulę, zbieramy się w dalszą drogę. Idziemy się ogrzać do Schroniska pod Boryszowem. Schodząc ze szczytu czuję, że wiatr wzmaga się coraz to bardziej. To na dziś wieczór i noc zapowiadana jest kulminacja siły wiatru. Kilkanaście godzin później na Kasprowym porywy sięgają 180 km/h.

           

Robi się dzień. Ludzi spotykamy jednak dopiero przy samym schronisku. Wchodzimy do środka. Tutaj planujemy zjeść już takie normalne śniadanie. Kuchnia mnie jednak rozczarowuje. Jedyne co mogą mi podać to kapuśniak. No nic, biorę. Kolejna osoba też jest niezadowolona. Chce napełnić wrzątkiem dwa litrowe termosy. Jest to możliwe za "jedyne" 8 Euro...

Po śniadaniu zbieramy się w dalszą drogę. Planujemy wejść na pobliski Boryszow. Szybkie podejście dość stromym grzbietem i zboczem. Śniegu jest tu całkiem sporo. Wiatr w dalszym ciągu się wzmaga. Widoki już nie imponują tak jak wczoraj. Przejrzystość znacznie się pogorszyła.

       

Po dość szybkich zdjęciach na szczycie, zakładamy raki i schodzimy w dół. Przy tym nastromieniu i w tym śniegu, dają one dużo większą kontrolę nad kolejnymi krokami. W niecałą godzinę jesteśmy z powrotem przy schronisku. Osłonięci od wiatru siadamy chwilę na pobliskiej ławie. Jakiś sprite i czas wracać w stronę samochodu.

       

Po zejściu na przełęcz pod schroniskiem rozpoczynamy trzecie podejście od trzeciej strony na Ploską. Taki hat-trick Wink Teraz wiatr powoduje już zadymki śnieżne w pobliżu grzbietu przenosząc śnieg ze strony nawietrznej na zawietrzną. Na Ploskiej podejmujemy decyzję co do dalszego planu. W warunkach pogarszającej się przejrzystości powietrza postanawiamy zejść tak, jak tu wczoraj weszliśmy. Na Rakytov jest za daleko aby wrócić o sensownej godzinie do Rzeszowa. Pośrednia opcja - czyli tylko za Czarny Kamień spowoduje, że będziemy mieli później sporo kilometrów asfaltu, a nowych widoków nie za wiele.

   

Schodzi się szybko. Widać, że słońce od wczoraj "pomogło zrzucić" śnieg z wielu świerków. Na jednej z niższych polan robimy sobie ostatni, może z 15 minutowy postój i relaks. W panoramie stąd dominuje głównie nasz wczorajszy Ostredok. Sporo już oddalony od nas. Przed oczami pojawiają się obrazki z wczorajszego zachodu, wędrówki przy pełni księżyca, noclegu w szałasie czy dzisiejszego oczekiwania na wschód słońca.

   

Schodzimy dalej w stronę wioski. Na ostatnim odcinku gwałtownie spada ilość śniegu. Przy samochodzie jesteśmy o 13.30. Z jednej strony wcześnie ale dla nas to już 9,5 godziny od pobudki. Teraz przed nami dość długi powrót. Z obiadem i postojem w korkach, do Rzeszowa dojeżdżam dopiero coś około 20.00. Podsumowując był to świetny wyjazd. Oby takich jak najwięcej.

----

Do zobaczenia na górskich ścieżkach!



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
16-02-2020 11:21 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,587
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #10
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Pedro napisał(a):
... Po dwóch ostatnich krótkich dla mnie nocach zasypiam niemal od razu. Być może pozostali po mnie nie zasypiają już jednak równie szybko Wink
...


Jaka by poprzednia noc nie była to i tak zasypiasz zanim oczy zamknieszDevil
Przy takich nocach zimą to tylko bez latarek, latarki psują klimatSmile



Hej ho, zwariowana przygodo!
16-02-2020 04:33 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,405
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Online
Post: #11
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Ciekawe, że wybraliście ryzykowną opcję spania w Szałasie pod Ostrym i że nawet było całkiem pełno. Ja bym jednak wybrał Chatę pod Boriszowem, ponieważ latem miejscowi przepędzają z szałasu, kiedy oni się tam ładują. Zimowe przejście Wielkiej F. też mam długo w głowie, ale faktycznie na nartach. Ponoć jest fantastyczne. Może ten czas szybko nadejdzie.
Inaczej wycieczka bardzo pociągająca. Chodzenie z czołówkami mi przypomniało zeszłoroczne dreptanie na Salacyn i Siwy. Smile Wchodzenie trzy razy z rzędu na Ploską też dobrze działa na psychikę.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-02-2020 05:38 PM przez Stasiu.

16-02-2020 05:37 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,465
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #12
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Chata pod Boryszowem to by była ostateczność. Chcielismy właśnie coś bardziej jak biwak. Wypadła wersja z szałasem jako pośrednia. Lubie noclegi w schroniskach ale to inna kategoria po prostu.

No i w tym szałasie jeszcze nie spałem a pod Boriszowem tak Smile



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)
16-02-2020 06:14 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,141
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #13
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Mega zacne foty ok
W końcu można było poczuć prawdziwą zimę.

Stasiu, to kiedy te narty? W takich warunkach, to faktycznie najlepsza opcja.



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
16-02-2020 09:09 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tratina

*****


Postów: 1,071
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2010
Status: Offline
Post: #14
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

Śniegu rzeczywiście niewiele, podobnie jak na Babiej. Widoki Piękne, szczególnie z tymi chmurami, ten sam księżyc, wschód i zachód, Idealne okno pogodowe między bardzo mroźną a bardzo wietrzną nocą - było CUDNIE, wiatr niewielki - czegóż chcieć więcej.

Sympatycznie i bajkowo się czytało! ok Brawo WY ! Ciekawa przygoda.

p.s. i w końcu trochę relacji poszło Wink



"Nie ma chyba trudniejszej do zniesienia choroby górskiej, niż brak Gór"
R. Messner
16-02-2020 09:33 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,464
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Online
Post: #15
RE: Zimowe opowieści z Wielkiej Fatry

tratina napisał(a):
p.s. i w końcu trochę relacji poszło Wink


Fakt, jeden weekend trzy destynacje ok



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
16-02-2020 10:01 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: