Odpowiedz  Napisz temat 
Granią Niskich Tatr - niespełniony cel - wiosenna biba 2019
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 15,878
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Granią Niskich Tatr - niespełniony cel - wiosenna biba 2019

Granią Tatr Niskich - niespełniony cel - wiosenna biba 2019
Motto (dedykacja własna dla współtowarzyszy na trasie - Bogusi, Marychy, Pablo, Pedra i Tomtura): "Często sobie stawiam sarkastyczne pytanie: Ile razy można wyjść na ten sam kopczyk? Jednak w sprawie przejścia grani Niskich Tatr wszelaki uśmiech mi zamarza na ustach. Po raz trzeci mi się nie udało na jeden zaciąg osiągnąć cel na odcinku Telgart - Donovaly. Tym razem powaliła mnie pogoda, plecak i jakieś dziwne uczucie spowalniające nogi, które nie pozwalało mi dotrzymać stanowionych czasów przejścia. Jednak doborowe towarzystwo trzymało mnie na duchu. Mogę tylko zaznaczyć: Ja wrócę! Muszę. Ponoć, kto nie przeszedł grań NT, ten nie zna Słowacji"
Grań Niskich Tatr. Miała by być w rozpisie górskich wypraw każdego poważnego wędrownika. 92 km i 4900 m przewyższenia. Można ją przejść w przeciągu kilkanaście godzin (górscy twardziele) lub 5 dni. My mieliśmy plan na 6 dni. Chcieliśmy odczuć smak noclegu w Hadielskim Siodle. Jednak wszystko było całkiem inaczej. I jak to w końcu było? Postaram się coś o tym napisać.
Dane techniczne:
DOBA : 30.4. - 3. 5.. 2019
PRZESTRZEŃ: Niskie Tatry, grań (NT)
OBIEKT (do spania): Andrejcova, Ramża, Chata gen. Sztefanika
ODLEGŁOŚĆ: dzień 1 - Telgartr - Kralova Hola - utulnia Andrejcova (15,8 km); dzień 2 - utulnia Andrejcova - Wielka Wapienica - Zadna Hola - utulnia Ramża (19,5 km); dzień 3 - utulnia Ramża - Czertowica - Chata gen. Sztefanika (14,8 km); dzień 4 - Chata gen. Sztefanika - Czertowica (7,9 km).
SUMA PODEJŚĆ: dzień 1 - 1249 m, dzień 2 - 1012 m, dzień 3 - 985 m, dzień 4 - 175 m
CZAS (według mapy): dzień 1 - 6:34, dzień 2 - 7:18, dzień 3 - 5:57, dzień 4 - 2:32
OSOBY:
- forumowe - Bogusia, Marycha, Pablo, Pedro, Stasiu, Tomtur
- goście - 0 ludzi, 0 misiów

Dzień pierwszy, wtorek - najwyżej

Zaczynamy w skromnej obstawie - ja, Bogusia, Pablo i Pedro i to w nietypowym miejscu. Na Donovalach, naszej planowanej mecie.
   
Zostawiamy autka swemu losowi. Do punktu startowego nas dowiozą środki transportu publicznego. Trochę jestem podenerwowany. Połączenia są wyliczone na "knap" i wystarczy jedno opóźnienie i dostaniemy się do czasowego pressingu. Mamy przecież jeszcze tyle do przejścia i wyjścia a tu trzeba nam przejechać całą długość NT. Jednak nie musimy być poddani kolejnej próbie obciążenia i na czas (około 11:00) stawiamy się w Telgarcie na linii startowej.
   
Poszli. Jeszcze przed wyjściem obchodzimy poszczególne zajezdnie w celu tradycyjnego ustalenia ostatnich niedociągnięć. Wszędzie pozamykane. Musi nam wystarczyć skromny sklepik.
   
Ostatnie punkty programu ustalamy na skraju cywilizacji. Od teraz wchodzimy do krainy, gdzie gospodarzą inni. Bibowicze wyglądają zadowoleni. Są we swoim żywiole. Jednak prognoza pogody na to dzisiejsze popołudnie nie budzi zadowolenia. Naprzeciw jadą z wodą i to zmrożoną.
   
Chmury nad Telgartem są tego dowodem. Trzeba nam wejść na 1946 m wysoką Królową NT. Profil trasy jest do tego dostosowany. Nie daje nic za darmo.
   
Od razu płuca i serce (mówię za siebie) idą na całego. Naczynia krwionośne dostarczają energię i tlen do mięśni. Jest to początek i jest na razie z czego brać. Obciążenie worem (zważone w domu 18 kg) też nie daje pewnego postoju w nogach. 1050 m przewyższenia dla stołkowego urzędasa i na dodatek po zimowym bambelaniu, to jest nie lada wyzwanie. W jednej trzeciej podejścia, gdzieś nad Hornymi Pasenkami, podejście jakby trochę się wypłaszczyło. Szlak teraz prowadzi chodnikiem pod linią elektryczną, która napaja prądem stację przekaźnikową na wierzchołku.
   
Wypłaszczenie jest jednak wykupione wodą. Wodą opadową i wodą grawitacyjną. U góry otworzyli kurki i też jedna z odnóg potoka Zubrovica (nazwa mi coś przypomina, ale raczej nie próbowałem) wybrała sobie akurat nasz chodnik. Ciaptanie w wodzie (staram się wymijać) zaczyna powolutku napierać na warstwę impregnacyjną butów. Kolejny trzecinowy etap podejścia się kończy. Kończy się też las i rozpoczyna się goła połać. Odpoczynek i schronienie przed deszczem szukamy pod daszkiem (2x1 m) wejściowych drzwi budynku, w którym nadziemna linia przechodzi w podziemną.
   
Bibowicze już mają inny charakter twarzy (Bogusia się nie liczy, ta zawsze będzie się na zdjęciach uśmiechała i gdyby trakarze spadały z nieba). Kiedy człowiek wyjrzał spoza węgła budynku, to w dali zobaczył balustradę drogi technicznej prowadzącej na wierzchołek. To znaczy, że byliśmy blisko.
   
Jednak to nie oznaczało koniec naszego zmagania. W gulaszu pogodowym do deszczu dochodzi stąpanie po płatach śnieżnych. Nie powiem, że było ślisko. Takie śnieżne błotko odnosi spory sukces w naruszeniu bariery impregnacyjnej i goretexowej naszych butów. Końcowe podejście jest dla mnie niekończące.
   
Mgła zasłania moich współtowarzyszy idących więcej w przodzie. Wiem, że tam gdzieś jest budynek przekaźnika ze swoim pomieszczeniem przeznaczonym do odpoczynku strapionych turystów. Jest 15:00 i po 3,5 godzinach zmagania (aż tyle?) wchodzimy do pomieszczenia na odpoczynek.
       
Czytelnik niech sobie nie myśli, że tam mieliśmy jaki komfort cieplny. Ten radiator za plecami Pedro nie był podłączony do życiodajnej energii cieplnej. Ciekawe myślenie tutejszych gospodarzy. Ratować biednych w nędzy, ale nie znów tak bardzo. No, jednak na bezrybiu i rak ryba i dlatego jesteśmy wdzięczni za to pomieszczenie. Zadanie z geometrii jest dzisiaj łatwe, ale nieuprośnie. Mamy w przestrzeni wykreślić dwa odcinki i te potem przejść. Odcinek z punktu A (Telgart) do punktu B (Kralova Hola) mamy wykreślony. Teraz nam trzeba wykreślić ten z punktu B do punktu C (Andrejcova). Ten jednak nie osiągniemy siedząc w awaryjnym pomieszczeniu na Kralovej. Trzeba w plener. Zwijamy menele i wyruszamy. Na zewnątrz deszcz jest, mgła jest. Wychodzimy spoza budynku przekaźnika i dostajemy po buzi lodowatym wiatrem. Przed dwoma miesiącami na Małej Fatrze wicher miał być i był, ale tutaj nie miało go być, ale był. Nie tak powalający. Jego skuteczność tkwiła w zamianie kierunku opadu deszczu. Z pionu przeszedł w poziom.
   
Jakby próbował się przedostać pod nasze kurtki i spodnie. Na szczęście ubrania miały lepszą dynamikę ochrony przeciwdeszczowej niż buty. "No pasarán", toto hasło hiszpańskiej wojny domowej, mogę pózniej wypowiedzieć na końcu dzisiejszej wędrówki w stosunku walki deszczu z moją kurtką. Był to jej pierwszy poważny test.
   
Cała grań od Kralovej po Bartkową była pod znakiem pogodowej zgryzoty. Tak by się chciało oglądać widoki, a tu w mózgownicy kręci się tylko jedna myśl. Jak najszybciej już być w ciepełku utulni. Kiedy się deszczu nie udało przedostać przez kurtki, to podczas schodzenia z Bartkowej mieliśmy naszykowane kolejne śnieżne pola z powalonymi drzewami.
   
Buty tworzyły najsłabszy punkt ochrony przed wodą. Już teraz czułem wymoczone nogi i tym schodzeniem to było jeszcze "potuplowane".
   
Końcówka. Pozostaje nam przejść kopczyk Andrejcova i tam gdzieś za nim jest nasza utulnia. Jest 18:45 i po więcej jak 7,5 godzinach wchodzimy pod zbawienną strzechę utulni.
   
Dobrze, że przed nami tam była już grupka młodych ludzi, którzy się uporali z piecykiem i w pomieszczeniu było napalone. Kwaterowanie. Ja wybieram ciasnotę, ale ciepło. Bogusia, Pablo i Pedro wybierają raczej chłodniejszą przestrzeń. Przebrać się do suchego jest pierwszym zadaniem. Kolejne czynności to już bułka z masłem. Mamy też swój kącik.
   
Uśmiech powraca na usta. Ciepło rozchodzi się po całym ciele i w końcu wysusza odmoczone nogi. Wieczorne posiedzenie i rozmowy to balsam na duszy. Zwłaszcza w takim kultowym miejscu jak utulnia Andrejcova. Jedno jednak w tym dniu zostało niespełnione. Z powodu deszczowej pogody nie mogliśmy sobie opiec kiełbaski.
   
Ja i Paweł pozdrawiamy czytelnika z utulni Andrejcova.

Cdn....Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-05-2019 06:10 PM przez Stasiu.

06-05-2019 06:09 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
Granią Niskich Tatr - niespełniony cel - wiosenna biba 2019 - Stasiu - 06-05-2019 06:09 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: