![]() |
|
Z historii gór - Wersja do druku +- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum) +-- Forum: Górskie tematy (/forumdisplay.php?fid=1) +--- Forum: Dyskusje na górskie tematy (/forumdisplay.php?fid=10) +---- Forum: Ogólne (/forumdisplay.php?fid=42) +---- Temat: Z historii gór (/showthread.php?tid=934) |
Z historii gór - maciek - 13-01-2008 10:29 AM Przejrzałem chyba wszystkie wątki i tematy i nie znalazłem. Pomyśłałem, że może warto otworzyć taki temat. Tyle wiemy o górach dzisiejszych. Czy zastanawiamy się, jak to się stało, że góry są takie, a nie inne? Jak wyglądało życie tutaj i turystyka kiedyś? Gdyby nie ludzie, zasłużeni dla gór, ich mieszkańcy i goście, którzy tu kiedyś żyli, gdyby nie ich dzieło tworzenia górskiej, nowej rzeczywistości, gdyby nie ich trud przybliżenia nam tych pięknych często niedostępnych zakątków, nie widzielibyśmy, nie przeżywalibyśmy tego wszystkiego, czym się dziś zachwycamy. To wszystko, a nawet więcej, zawdzięczamy komuś. Nie zapominajmy o nich! Przywołajmy z odległej przeszłości liczne postaci i ich dzieła. Nasze dziś w górach, to lata a nawet wieki obecności różnych ludzi tworzących ciekawą historię gór. My, na swój sposób, też bierzemy w tym udział. RE: Z historii gór - maciek - 13-01-2008 05:19 PM Ponieważ większość Forumowiczów jeździ w Tatry i nimi się interesuje, pomyślałem, że od nich (a konkretnie od Zakopanego) zacznę. "O powstaniu Zakopanego mówi podanie ludowe, iż w w czasach, kiedy Podhale pokrywały jeszcze nieprzybyte bory zapuścił się ku Tatrom pewien osadnik, szukający miejsca stosownego na osiedlenie się; napotkawszy na południowym stoku Gubałówki niewielką polanę - zakopał w niej kilka ziarn zboża dla przekonania się, czy zejdą i jaki plon wydadzą. Ponieważ zeszły one obficie i piękny kłos wydały - człowiek ów wykarczował trochę lasu pod uprawę roli, zbudował chatę i osiedlił się w tej okolicy na stałe, dając tym sposobem początek nowej osadzie, którą od zakopania ziarn Zakopanem nazwano." Tyle można przeczytać w "Przewodniku po Tatrach" autorstwa Janusza Chmielowskiego, wydanym w 1907 roku we Lwowie przez Księgarnię Polską Bernarda Połonieckiego. A może ktoś zna inną legendę, podanie lub historię? RE: Z historii gór - dr.Etker - 14-01-2008 05:45 PM Rafał Malczewski pięknie się rozpisywał o czasach pionierskich i trochę po,w historii Zakopanego.Polecam m.inn "Od cepra do wariata" i "Pępek Świata", niedawno były wznowienia. A i czasy Tytusa Chałubińskiego są mi bliskie emocjonalnie(belle epoque, a w szczególności okres fin de siecle) .Pochody w Tatry z towarzystwem, przy udziale przewodników,muzykantów i osób mających pieczę nad prowiantem i napitkiem... No i te watry , posiady wieczorne w głuszy,których legenda przetrwała do dziś...Czas w którym Odon Tery zdobywał Pośrednią Grań i Durny Szczyt, a Mor Dechy jako pierwszy zwiedzał Wysoką.... RE: Z historii gór - maciek - 14-01-2008 06:02 PM dr.Etker napisał(a): Rafał Malczewski pięknie się rozpisywał o czasach pionierskich i trochę po,w historii Zakopanego.Polecam m.inn "Od cepra do wariata" i "Pępek Świata", niedawno były wznowienia.
RE: Z historii gór - maciek - 16-01-2008 10:57 PM Czy wiecie, że najszybsze kolejowe połączenie na trasie Kraków - Zakopane funkcjonowało w latach trzydziestych XX wieku? Pociąg, nazywany "lux - torpedą", składający się tylko z jednego wagonu pierwszej klasy, z 56 miejscami siedzącymi, pokonywał tę trasę w dwie i pół godziny. Chyba do tej pory rekord ten nie został pobity. Obecnie najszybszy ekspres -"Tatry"- jedzie trzy godziny. Informacja zaczerpnięta z książki "Tatry międzywojenne" Jarosława Skowrońskiego. Wyd. Galaktyka 2003 rok RE: Z historii gór - Hella - 17-01-2008 08:22 AM maciek napisał(a):
Obecnie najszybszy ekspres -"Tatry"- jedzie trzy godziny.
RE: Z historii gór - maciek - 17-01-2008 08:58 AM Hella napisał(a): Maćku - skąd jedzie 3 godziny?
W lipcu jechałam ekspresem Tatry ( z Wa-wy ) i podróź zajęła nam 5.30 h.
RE: Z historii gór - dzienciol313 - 17-01-2008 10:23 PM Odnośnie dawnych wypraw w Tatry,gdy pierwsi pasterze wchodzili na nowo odkryte hale,a zbójnicy przełęcze, o górnikach pracujących w Tatrach i ich rodzinach,o wielkich tamtych czasów; pierwszych taternikach, bardzo dokładnie i dość rozlegle pisze M. Jagiełło w " Wołaniu w górach" Przedstawia on w tej książce przede wszystkim relacje z akcji ratunkowych ale także zwyczaje i podejście ówczesnych ludzi do turystyki górskiej. Ciekawie przedstawia także historie powstania i rozwoju TOPR-u. Kto nie czytał, to polecam
RE: Z historii gór - dr.Etker - 17-01-2008 11:00 PM dzienciol313 napisał(a): Ciekawie przedstawia także historie powstania i rozwoju TOPR-u.
Kto nie czytał, to polecam ![]()
Z pierwszej ręki "Na bezdrożach tatrzańskich"-M.Zaruski wyd II Lwów 1934(powojenne wznowienia są łatwiej dostępne). RE: Z historii gór - maciek - 18-01-2008 11:22 PM Orla Perć - historia powstania Orla Perć - słynny szlak tatrzański. Wszyscy go znamy. Ale jakie są jego początki? Jaka jest jego historia? Pomysłodawcą utworzenia tego szlaku był Franciszek Nowicki - profesor gimnazjalny z Krakowa, poeta. Swój projekt przedstawił on Towarzystwu Tatrzańskiemu 5 lutego 1901 roku. Trasę Orlej Perci wyznaczył w sposób następujący: od Wodogrzmotów Mickiewicza przez Wołoszyn, Krzyżne, Granaty, Kozi Wierch, Zawrat, Świnicę, Kasprowy Wierch, Czerwone Wierchy do Doliny Kościeliskiej. Po drodze miały powstać dwa schroniska: na Krzyżnem i w okolicach Kasprowego Wierchu. Tyle zakładał projekt. Do realizacji tego pomysłu przystąpił ksiądz Walenty Gadowski - profesor seminarium duchownego w Tarnowie, taternik (zdobywca Buczynowych Turni i Kozich Czub). Prace związane z trasowaniem i znakowaniem rozpoczęły się 16 lipca 1903 roku. Pierwszy odcinek, do przełęczy Krzyżne, zbudowano w trzy dni. Deszczowa pogoda i brak pieniędzy przerwały prace na kilkanaście dni. 10 sierpnia rozpoczęto budowę kolejnego odcinka do Granackiej Przełęczy, którą osiągnięto następnego dnia. I znowu przerwa: tym razem zawiedli ludzie przerażeni trudnościami no i kolejne problemy finansowe. 19 sierpnia ksiądz Gadowski ruszył w przeciwnym kierunku, z Koziego Wierchu w stronę Granackiej Przełęczy, którą osiągnieto dzień później. Trasownie kolejnego odcinka od Zadniego Granatu rozpoczęto w roku następnym. W dniu 19 czerwca wraz z Klimkiem Bachledą ksiądz Gadowski stanął na Zawracie. Prace przy budowie Orlej Perci obejmowały także tworzenie dojść do grani od strony Doliny Gąsienicowej, Doliny Pańszczycy i Pustej Dolinki. Sezony letnie w 1905 i 1906 poświęcono uzupełnieniom i zakładaniu ubezpieczeń na odcinku między Kozim Wierchem a Zawratem. I na tym zakończono trasowanie Orlej Perci. W roku 1932 Polskie Towarzystwo Tatrzańskie zamknęło na stałe odcinek od Polany pod Wołoszynem po Krzyżne, a w 1948 na kilka lat od Krzyżnego po Granacką Przełęcz. Źródło: "Z historii znakowanych szlaków w Tatrach Polskich" Władysława Midowicza. Wydawnictwo PTTK "Kraj" 1986 RE: Z historii gór - dr.Etker - 19-01-2008 09:58 PM Blisko 205 lat temu pan Townson odwiedził Łomnicę.Pozwolę sobie zaprezentować wybór z "Pamiętnika TT-tom.VIII" opisujący owe wydarzenie. Jestem pełen podziwu dla Roberta Townsona, jego pionierskich dokonań eksploratorskich-cnót charakteru(wykazał się dzielnością i hartem ducha -podejmując się wejścia na szczyt -mimo niefortunnej utraty istotnej części zapasów )Będąc w Tatrzańskiej Łomnicy staram się zawsze odwiedzić "Cafe Townson" by wyborną borovicką uczcić pamięć tego niezwykłego człowieka.
RE: Z historii gór - maciek - 19-01-2008 10:56 PM dr.Etker napisał(a): Blisko 205 lat temu pan Townson odwiedził Łomnicę.
RE: Z historii gór - dr.Etker - 24-01-2008 01:44 PM Znalezione w starych papierach(opis autorstwa R.Kordysa).Prawda, że inspirujące ? RE: Z historii gór - maciek - 24-01-2008 10:52 PM dr.Etker napisał(a): Znalezione w starych papierach(opis autorstwa R.Kordysa).Prawda, że inspirujące ?
RE: Z historii gór - dr.Etker - 24-01-2008 11:03 PM maciek napisał(a): O, tak! Właściwie należałoby zastanowić się nad wykorzystaniem tego opisu i spróbować tej drogi.
No to jesteśmy umówieni co do letniej wycieczki w Tatry Wysokie RE: Z historii gór - maciek - 24-01-2008 11:07 PM dr.Etker napisał(a): maciek napisał(a): O, tak! Właściwie należałoby zastanowić się nad wykorzystaniem tego opisu i spróbować tej drogi.
No to jesteśmy umówieni co do letniej wycieczki w Tatry Wysokie
RE: Z historii gór - maciek - 25-01-2008 08:36 PM Polsko-węgierski konflikt o Morskie Oko - rola profesora Oswalda Balzera Któż z nas nie jechał lub wędrował szosą z Zakopanego przez Jaszczurówkę, Zazadnią, Łysą Polanę do Morskiego Oka? Drogę tę wybudowano w latach 1892 - 1902 i nadano jej imię Oswalda Balzera - profesora Uniwerytetu Lwowskiego, historyka prawa, osoby niezwykle zasłużonej dla polskich Tatr, a szczególnie dla rejonu Morskiego Oka. Aby właściwie zrozumieć wagę jego zasług, należy pokrótce przypomnieć niezwykle długą i skompilkowaną, a nie zawsze do końca poznaną historię najdłuższego w dziejach Polski (trwającego około dziewięćset lat) konfliktu granicznego między Polską a Węgrami, toczącego się na terenie Tatr Wysokich i Spisza. Na początku XI wieku, słabo zaludnione tereny Spisza i tereny dzisiejszej Słowacji przyłączył do Polski Bolesław Chrobry. Tym samym przesunął on granicę państwa daleko na południe. Jednak w ciągu kilkunastu lat, pod naporem ludności węgierskiej, granicę ustalono na linii głównego grzbietu Tatr oraz doliny rzeki Hornad. Napór kolonizatorów węgierskich i sprowadzanych na teren Spisza Niemców był tak duży, że Polska szybko traciła tu swoje wpływy. Przez kilka następnych stuleci na skutek błędnych inerpretacji różnych aktów sprzedaży, samowoli właścicieli władających tymi terenami, a także innych decyzji, ziemie te przechodziły z rąk polskich do węgierskich i odwrotnie. Ekspansja Węgrów była jednak tak wielka, iż na początku XVII wieku po zagarnięciu Morskiego Oka i Doliny Rybiego Potoku zagrozili oni Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Po latach sporów, przedrozbiorową granicę polsko - węgierską ustalono na linii: Polski Grzebień - Dolina Białej Wody - Dolina Białki. Po zagarnięciu Spisza przez Austrię, granica przebiegała z Rysów przez Żabie, przy czym należy wspomnieć, że Węgrzy domagali się jej przesunięcia na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chlopkiem - srodek Morskego Oka - Rybi Potok. Do nasilenia sporu granicznego doszło w momencie, gdy w roku 1889 właścicielem dóbr zakopiańskich, Morskiego Oka i Doliny Rybiego Potoku został hr. Władysław Zamoyski. Rozpoczęła się wówczas prawdziwa wojna o Morskie Oko. Służba właściciela dóbr jaworzyńskich - Christiana Hohenlohego - wspierana przez żandarmerię węgierską dokonywała na tych terenach aktów przemocy i dewastacji. Taka sytuacja twała do 1901 roku, wywołując oburzenie w całym społeczeństwie polskim. W obliczu tego bezprawia sejm galicyjski, a także parlament węgierski postanowiły skierować całą sprawę do rozstrzygnięcia przez międzynarodowy sąd polubowny. Stronę polską reprezentowali: Aleksander Mniszek - Tchórznicki, Wiktor Korn i jako prawnik - obrońca strony polskiej prof. Oswald Balzer. Sąd obradował początkowo w Wiedniu (IV 1902), a później w Grazu (VIII 1902). Po wysłuchaniu obszernej, po mistrzowsku przeprowadzonej argumentacji prof. Balzera oraz po przeprowadzeniu wizji lokalnej nad Morskim Okiem (IX 1902), sąd wydał wyrok, przyznając Polsce (wówczas Galicji) całą Dolinę Rybiego Potoku i całe Morskie Oko, ustalając granicę polsko - węgierską na linii: Rysy - Żabie - Rybi Potok - Białka, czyli tak jak przebiega ona obecnie. Zakończył się w ten sposób wielowiekowy spór graniczny między Polską, a Węgrami. Należy wspomnieć, że wielką pomoc w zbieraniu dowodów i argumentów świadczących o polskości tego rejonu Tatr, odegrali członkowie Towarzystwa Tatrzańskiego: Stanisław Eljasz Radzikowski, Stanisław Ponikło, Leopold Świerz, prof. Stanisław Wróblewski i inni. Stojąc dziś nad Morskim Okiem zastanówmy się chwilę, wspomnijmy i podziękujmy profesorowi Balzerowi i innym, którzy przed stu laty walczyli dzielnie o zachowanie polskości tego przepięknego zakątka Tatr. Zródło: "To i owo o Tatrach" -Aleksy Siemionow-nakładem Teresy Caban 1993 r. "Dzieje Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego" - Władysław Krygowski - Wyd. PTTK "Kraj" 1988 r. "Z dziejów taternictwa" - Bolesław Chwaściński - Wyd. "Sport i Turystyka" 1980 r. "Wielka Historia Polski" tom I - praca zbiorowa - Wyd. Pinnex 1997 r. RE: Z historii gór - maciek - 26-01-2008 02:38 PM Wracając do wczorajszego postu nr 17, chciałbym dodać pewną ciekawostkę, ale dość ważną. Otóż podczas wizji lokalnej nad Morskim Okiem we wrześniu 1902 r. uczestniczył w niej mimo choroby prof.O. Balzer dzięki polskim góralom, którzy przynieśli go w lektyce. Poza tym, granica polsko - słowacka na krótko uległa pewnej korekcie w październiku 1938 roku i przesunięta została z Rysów na główną grań Tatr Wysokich. Polska weszła w posiadanie Tatr Jaworzyńskich. RE: Z historii gór - maciek - 02-02-2008 05:12 PM Sanktuarium Matki Bożej Jaworzyńskiej na Wiktorówkach Czy Góry to miejsce święte?... Myślę, że tak. Dla wielu z nas obcowanie z górami jest źródłem wielu przeżyć. Nie myślę tu tylko o przygodach i walorach przyrodniczych, ale o mistycznych doznaniach, które zdarzyć się mogą chyba każdemu. Patrząc na dzieło Stwórcy, na tę tajemniczą rzeczywistość, nie możemy oprzeć się pewnej refleksji nad otaczającym nas pięknem. Wielu z nas właśnie tu odnalazło odpowiedź na trudne, życiowe pytania. Krzyż na Giewoncie, kapliczka św. Jana na Polanie Chochołowskiej, Szlak Papieski, kapliczka Zbójnicka w Dolinie Kościeliskiej, pustelnia św. Alberta, klasztor Albertynek i wiele przydrożnych krzyży to przykłady, kóre niejako w sposób namacalny świadczą o uznaniu przez człowieka gór za miejsce święte. W Tatrach jest pewna szczególna okolica. To słynąca z przepięknych widoków Rusinowa Polana. To właśnie w tym miejscu w 1860 roku, małej czternastoletniej góralce - Marysi Murzańskiej - ukazała się Matka Boża. Z tym właśnie objawieniem wiąże się historia, niedaleko położonego w wiktorowskim lesie, sanktuarium Matki Bożej Jaworzyńskiej - Królowej Tatr. Pod koniec XIX wieku wybudowano tu niewielką kapliczkę, w której umieszczono figurę Matki Bożej. W 1902 r. zbudowano drugą w kształcie szałasu pasterskiego, której żywot, na skutek pożaru, był krótki. Od 1910 roku na Wiktorówki zaczęły docierać pielgrzymki górali, a także wędrowali do tego miejsca turyści. Wówczas figura Matki Bożej umieszczona była w skrzynce w kształcie kapliczki i zawieszona na pniu drzewa. W 1921 roku wybudowano nową kaplicę, którą powiększono 11 lat później. W dniu 2 lipca 1932 odprawiono w niej pierwszą Mszę świetą. Już w tamtych latach pojawiły się wieści o wysłuchanych przez Matkę Bożą prośbach i o uzyskanych łaskach. W roku 1936, po kolejnym niszczącym żywiole (burzy śnieżnej), wybudowano nową, solidną kaplicę, którą poświęcono dwa lata później. W okresie niemieckiej okupacji figurę Matki Bożej przeniesiono do Bukowiny, skąd powróciła na Wiktorówki w lipcu 1945 roku. W nowej, polskiej i niełatwej dla ludzi wierzących rzeczywistości, duszpasterstwo na Wiktorówkach rozwinęło się na wielką skalę, tak, iż po rozbudowaniu kaplicy w 1957 roku utworzono tu duszpasterski ośrodek turystyczny, a opiekę nad nim objęli księża marianie, a później dominikanie. Sprawują oni swą pieczę nad tym miejscem do chwili obecnej. Rozwijający się kult Matki Bożej Jaworzyńskiej, zwanej Królową Tatr, sprawił, że do miejsca tego, przez cały rok wędrują górale oraz liczne grupy turystów. Zwłaszcza w okresie odpustów można tu spotkać setki, a może nawet tysiące ludzi. Ja też byłem tu kiedyś na takich uroczystościach 15 sierpnia. Każde maryjne święto jest okazją do pielgrzymowania na to miejsce. Myślę, że tak jest właśnie i dziś, w Święto Matki Bożej Gromnicznej. W 1958 o. Paweł Kielar założył księgę pamiatkową, w której wpisują się pielgrzymi - górale i turyści. Oto jeden z tych wpisów. "Nie uwierzyłam Matko, że tu się objawiłaś. Przebacz mi, że jestem małej wiary, często odchodzę od Boga i od Ciebie. Jestem przy Tobie, gdy czegoś potrzebuję - czy ja w ogóle wierzę? Nie wiem. Może całe moje życie jest grą? Przebacz mnie grzesznej." Aśka 22 III 1983r. Źródło: "Królowa Tatr" - opracowanie Marcina Babraja OP Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikańskiej "W drodze" Poznań 1987 RE: Z historii gór - spoko - 03-02-2008 11:43 AM Do tego co Maciek napisał dopowiem ,że niezależnie od rasy czy wyznań wielu szukało i szuka znajdywało i nadal znajduje tę świętość swojego rodzaju sacrum w górach Wiele osób szukając samotności i bliższego kontaktu z Bogiem tutaj w górach budowali swoje eremy czy klasztory..Wspaniałym takim miejscem są wiszące klasztory na skałach W Meteorze W Grecji .Czy też na półwyspie Athos,gdzie powstała republika mnisia. (kobiety nie mają tam wstępu)Urzeczeni urodą tego miejsca wielu znanych twórców ,aktorów muzyków (głównie z USA) przytłoczeni ciężarem i stressem codziennego życia .Przywdziewało mnisie habity by wieść takie życie mnisie w tych klasztorach na górze Athos.Oczywiście czasem po kilku latach wracali z powrotem do hollywood.Obecnie Mnisi tych klasztorów z większą uwagą patrzą na tych "Tymczasowych mnichów" i bardziej prześwietlają potencjalnych przyszłych mieszkańców. PS Maciek napisz coś o historii Krzyża na Giewoncie.Czytałem to kiedyś ale uleciało mi z pamięci.Historia powstania jak i sposobu wyniesienia i montażu bardzo ciekawa RE: Z historii gór - Pablo - 03-02-2008 01:44 PM spoko napisał(a): ....Czy też na półwyspie Athos,gdzie powstała republika mnisia. (kobiety nie mają tam wstępu)Urzeczeni urodą tego miejsca wielu znanych twórców ,aktorów muzyków (głównie z USA) przytłoczeni ciężarem i stressem codziennego życia .Przywdziewało mnisie habity by wieść takie życie mnisie w tych klasztorach na górze Athos.Oczywiście czasem po kilku latach wracali z powrotem do hollywood...
RE: Z historii gór - maciek - 03-02-2008 02:58 PM Pablo napisał(a): A tak w ogóle to współczuję ludziom, którzy szukając Boga, chcąc się pomodlić muszą zwracać się do kruchych przedmiotów, stworzonych ludzką ręką, niezauważając jaka wielka świątynia ich otacza, stworzona przez Boga czy naturę (jak kto woli nazywać).
RE: Z historii gór - Pablo - 03-02-2008 05:19 PM Ogólnie rzecz biorąc jestem przeciwny jakiejkolwiek ingerencji ręki ludzkiej w otoczenie naszych pięknych gór i innych ostoi przyrody, jakimi są niewątpliwie wszystkie Parki Narodowe, pod jakimkolwiek pretekstem, nawet takim jak wyżej napisane. To jest po prostu moje subiektywne zdanie na ten temat. Bardzo podobają mi się stare (bo mówimy tu cały czas o historii) kościoły, kaplice i cmentarze, ale pobudowane w jakiś miejscowościach, pięknych wsiach z drewnianą architekturą. Kiedyś poruszany był już podobny temat, dotyczył budowania "pięknych", wielkich, metalowych krzyży na szczytach gór. Ciekawe jak by to wyglądało jak byśmy na każdym szczycie, dajmy na to w Tatrach (puściłem wodze wyobraźni) zbudowali taki "piekny" (metalowa kratownica) krzyż jak na Giewoncie, moim zdaniem co by to nie było, nie ozdobi gór ani ich nie uszlachetni... to długi temat, można o nim porozmawiać np. w schronisku tak online zbytnio się nie da.Pozdrawiam Cię Maćku, nie miałem na myśli nikogo urazić, szanuję innych poglądy, Spoko też ma grubo inne zdanie na ten temat niż ja ...tak po prostu myślę i już... koniec tego offtopa RE: Z historii gór - maciek - 03-02-2008 05:59 PM Pablo napisał(a): Ogólnie rzecz biorąc jestem przeciwny jakiejkolwiek ingerencji ręki ludzkiej w otoczenie naszych pięknych gór i innych ostoi przyrody, jakimi są niewątpliwie wszystkie Parki Narodowe, pod jakimkolwiek pretekstem, nawet takim jak wyżej napisane.
RE: Z historii gór - Pablo - 03-02-2008 06:29 PM Tu masz rację z tymi schroniskami, mogły by być niżej, ale niestety potrzebuje ich moja fizyczność, w górach nie muszę dojść do jakiejś kapliczki czy krzyża by być bliżej Boga,... wystarczy mi wiatr na grani... to jest moje sacrum... RE: Z historii gór - dr.Etker - 03-02-2008 06:44 PM maciek napisał(a): Może kiedyś dokończymy naszą rozmowę "na żywo"
Z zainteresowaniem zapoznałem się z postami ciekawie rozwijającej się dyskusji RE: Z historii gór - spoko - 03-02-2008 06:48 PM Pablo Ja też muszę jednak dodać ponieważ odniosłeś się do mojego postu .Wiesz Ty potrzebujesz schroniska chcąc przebywać w górach Schronisko w niżej położone w zasadzie jest bezcelowe ponieważ robi się bardziej komercyjne i nie jest związane z prawdziwą turystyką górską ,Sens mają właśnie te schroniska najwyżej położone..I tak samo jak ty potrzebujesz tego schroniska tak inni poszukując takiego miejsca :sacrum " wznosili te klasztory aby mieli gdzie mieszkać i to jest całkiem naturalne. (to jest ich schronisko) I powiem szczerze że te klasztory stylem ,zadbaniem otoczenia są o wiele ładniejsze i bardziej w komponowane w góry niż schroniska,Nawiązując do tych klasztorów W Meteorze to powiem (ja osobiscie tak uważam ) ,Że jakkolwiek jest to miejsce ładne ,to te klasztory jeszcze bardziej je ozdabiają .Co się tyczy krzyży kapliczek Oczywiście myśmy już o tym dyskutowali ,Nie ma sensu budować na każdej górze Krzyża Bo jak to powiedział jeden ksiądz.Sama góra jest tak pięknym "Dziełem Bożym" ,że wybudowanie krzyża ani ją nie upiększy bardziej ani nie zeszpeci.Natomiast niewątpliwie jeżeli jakaś społeczność czuła potrzebę wyrażenia wotum wdzięczności poprzez wystawienie Krzyża,kapliczki na jakieś górze nie możemy tego negować .Na pewno nie szpecą one krajobrazu tak jak zwykłe podpory np koleki linowej a też się je buduje.(A to nie przeszkadza?) RE: Z historii gór - maciek - 03-02-2008 06:55 PM Pablo napisał(a): w górach nie muszę dojść do jakiejś kapliczki czy krzyża by być bliżej Boga,... wystarczy mi wiatr na grani... to jest moje sacrum...
RE: Z historii gór - Sylwester - 03-02-2008 07:05 PM http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=125&page=1 a jako podsumowanie ostatni post - wypowiedź Pedra RE: Z historii gór - Pablo - 03-02-2008 07:15 PM spoko napisał(a): ... zwykłe podpory np koleki linowej a też się je buduje.(A to nie przeszkadza?)
Przeszkadza jak cholera - do zlikwidowania RE: Z historii gór - maciek - 03-02-2008 08:00 PM Koniec dyskusji! Pozdrawiam wszystkich! Życzę udanego niedzielnego wieczoru. RE: Z historii gór - dr.Etker - 03-02-2008 10:06 PM No to może coś na rozluźnienie nastroju ![]() "Przeprawa po śniegu"-Walery Eliasz Radzikowski(ok.1910 r) Panie dokonujące ....plecozjazdu wyposażone są w alpensztoki(coś jakby dziadek dzisiejszego czekana).Dżentelmeni na załączonym obrazku-asekurują... ![]() Belle epoque-piękna epoka-w pełni się zgadzam z tym twierdzeniem
RE: Z historii gór - maciek - 08-02-2008 03:08 PM Mieczysław Karłowicz - rocznica śmierci Dokładnie 99 lat temu, 8 lutego, zginął w Tatrach Mieczysław Karłowicz, niezwykle barwna i zasłużona dla polskiego taternictwa postać, utalentowany kompozytor. Zapraszam Was w podróż w przeszłość. "Dnia 8 lutego - był rok 1908 - wczesnym rankiem wyruszył Karłowicz na nartach przez Boczań na Halę Gąsienicową. Szło mu o wypróbowanie podczas wycieczki nowego aparatu fotograficznego, który właśnie nabył w Warszawie.(...) Dzień zapowiadał się piękny, mróz trzymał tęgi, śnieg chrzęścił po nocnym stwardnieniu.(...) Olbrzymia półkula bezchmurnego nieba. Świat zalany bielą i złotem tak, że nie można na niego patrzeć; a z drugiej strony tak uroczy, że nie da się oczu odeń oderwać. Klasyczna piramida Żółtej Turni, gigantyczny trójkąt rozpięty z samej białości, wbija się wierzchołkiem w ciemnoniebieskie, aż granatowe niebo. Cisza jest w powietrzu, wielka cisza górskiego południa. Szczerzą się postrzępione zęby Granatów i Kozich Wierchów. Dzień jest zaiste wspaniały, biało - złoto - niebieski. Narciarz znalazł się w połowie wysokości zbocza Małego Kościelca, licząc od podnóża skał. Przekracza łagodną bulę w spadku grani, opuszcza wezbraną blaskiem południową stronę, już jest na stoku północnym. Stok jest górą stromszy, niżej rozsiada się szeroko. Widzi kępę kosówek na grzędzie spływającej z grani. Przetrawersuje ku nim poziomo i zjedzie ukosem w dół między kosówkami ku ścieżce letniej. Nagle śnieg ugiął się pod nim. Nie śnieg, ale cała góra w śniegu zadrżała. Zbocze ruszyło. Nogi uciekły narciarzowi w dół, cały śnieg zjeżdżał z nim, niezwykły szum przeszył powietrze. Lawina! Znał to groźne zjawisko, próbował narty skierować dziobami w dół, aby uciec szybciej od zesuwu lawiny i znaleźć się poza jej obrębem. Na próżno. Pokład śniegu zgarbił się, wypiętrzył, narty zaryły weń, człowiek upadł twarzą w śnieg, sunący strumień zdarł mu czapkę i czekan. Masa śnieżna waliła w dół, krusząc się w bryły, parła coraz szybciej do łożyska potoku. Już osiadła na dnie; twardy zbity pokład przeszedł nad człowiekiem, jak rzeka, nakrył go sobą i porwał. Człowiek przepadł w masie śniegowej bez śladu. Za chwilę uspokoiło się wszystko. Czas upadku lawiny nie przekroczył dwudziestu sekund. Słońce świeciło na bezchmurnym niebie. Stok Małego Kościelca ciemniał, odarty lawiną spod samego żlebu w grani, gdzie go podciął narciarz, aż poniżej letniej ścieżki. Dno potoku wypełnia świeże lawinisko. Tak rozgrywają sie tragedie górskie; w przeciągu dwudziestu sekund. I tak zginął Mieczysław Karłowicz, bez świadków w lutowe rozsłonecznione południe; jedna z najpiękniejszych postaci, jakie kiedykolwiek stąpały po szczytach Tatr. Odszedł w pańtwo ciszy, której tak pożądał, z której chciał dobywać akordy swej pieśni. Miał lat 34." Źródło: "Księga Tatr" - Jalu Kurek - fragmenty RE: Z historii gór - tomtur - 08-02-2008 04:52 PM Tak ładnie to Macieju opisałeś ,ale mam tu bardziej obszerniejsze opracowanie ,z opisami Zaruskiego i fotami ostatnimi wykonanymi przez Karłowicza .http://www.mati.com.pl/pinkwart/karlowicz/karlowicz.htm RE: Z historii gór - dr.Etker - 15-02-2008 07:23 PM Odnaleziono film z Polskiej Wyprawy na Nada Devi East z 1939 r. ![]() Więcej informacji tu: http://www.rp.pl/artykul/93322.html RE: Z historii gór - Aniap - 24-02-2008 08:06 PM Lubię tu zaglądać - tak ładnie piszecie Doktorze i Maćku o historii gór. Chcę dorzucić mały fragment z "W stronę Pysznej" Zielińskiego: "Odpoczynek u wylotu Koprowej. Cisza, pusto, nastrój wspomnień. Mimo woli liczy się, ile razy przechodziło się tędy i w jakiej kompanii. Z dawnej narciarskiej gromady tylu już ubyło... Zmienił się nawet krajobraz. Wyrąbano las u wylotu doliny. Nad huczącym potokiem rzucono nowy most z solidnych bali. - Może kiedyś zbudują tu autostradę i postawią stacje benzynowe... - mówi z goryczą Oppenheim." Nie zbudowali i to jest budujące! RE: Z historii gór - maciek - 25-02-2008 09:03 PM W tych dniach mija rocznica uruchomienia kolejki linowej na Kasprowy Wierch. Wielu z nas, myślę, choć raz pewnie skorzystało z tej atrakcji naszych Tatr, więc chyba warto przypomnieć historię jej powstania. Budowę kolejki rozpoczęto 1 sierpnia 1935 roku i już 21 lutego ukończono wszystkie prace. 26 lutego miał miejsce pierwszy kurs do Myślenickich Turni, a 15 marca kolejka poraz pierwszy wjechała z turystami na Kasprowy Wierch. Więcej na stronie: http://www.pkl.pl/?szablon,subdoc,pol,glowna,1308,0,doc_1461_29,32,1308,29,historia_kolei,ant.html RE: Z historii gór - maciek - 07-03-2008 05:43 PM Tragedia na Małym Jaworowym Szczycie w 1910 roku (część pierwsza) (część druga zamieszczona jest w poscie nr 46) Kiedy wyruszamy w góry, nasze serca są pełne radości. Idziemy na spotkanie z dziką naturą. Nasze zmysły żądne niezapomnianych wrażeń wyostrzają się, by chłonąć całą swą mocą piękno i czar, których ciągle nam za mało. Przeżywamy prawdziwe święto i pragniemy, by trwało ono w nieskończoność. Ale czy choć przez chwilę zastanawiamy się nad tym, że być może, gdzieś na górskim szlaku los sprawi, że nasza wielka radość w jednej chwili zamieni się w tragedię... Podczas jednej z moich tatrzańskich wycieczek mogłem doświadczyć tego dramatycznego i przerażającego uczucia, gdy wędrujący ze mną towarzysz uległ poważnemu wypadkowi, który mógł zakończyć się śmiercią. Pamiętam ten dzień do dziś w najdrobniejszych szczegółach. Jednak nie o tym zdarzeniu chcę teraz pisać. Pragnę przypomnieć Wam jedną z największych tatrzańskich tragedii, która rozegrała się w Dolinie Jaworowej, na jednym z najtrudniejszych szczytów. [attachment=8756] Dolina Jaworowa Jest piątek 5 sierpnia 1910 roku. Dwaj młodzi, świetnie przygotowani, dobrze zapowiadający się taternicy, studenci politechniki lwowskiej: Stanisław Szulakiewicz i Jan Jarzyna podejmują próbę zdobycia Małego Jaworowego Szczytu od północy, pokonując trzystumetrową , niedostępną ścianę drogą , którą nikt wcześniej nie wspinał się. Tak oto opisuje ten dzień współuczestnik tamtej wyprawy Jan Jarzyna. (fragmenty wywiadu, jakiego w 1960 roku udzielił Ewie Kossak - dziennikarce "Przekroju") [attachment=8758] Jaworowe Szczyty "I ruszyliśmy w ścianę. Staszkowi początkowo coś ciężko szło. Wydawało mi się, że myślami jest gdzieś bardzo daleko. [...] Wspinaczka początkowo była dość prosta. Staszek jednak szedł słabo, prawie cały czas jako drugi. Próbowałem całe to przedsięwzięcie obrócić w żart, żeby nie urazić jego ambicji. Usiłowałem wytłumaczyć mu, że jak na pierwsze przejście tej ściany, to dzień nie jest sposobny ku temu. Ale Staszek szedł naprzód . Natrafiliśmy na bardzo stromy komin i po długim, mozolnym wspinaniu osiągnęliśmy piarżystą platformę. Do szczytu brakowało jakieś 250 metrów. Było południe. Mały wypoczynek. Popatrzyłem ku szczytowi: te ostatnie metry, to była gładziuteńka skała. Nie ma co taić: wiedzieliśmy, że to nie będzie takie łatwe. Z góry zasnuwała nas powoli mgła, gdyż cały czas było pochmurnie. [...] Znów szedłem pierwszy, a Staszek asekurował. Trzeba go było przy tym widzieć. Jaki był skoncentrowany i uważny. Stał pode mną jakieś pięć metrów niżej. Łączyła nas lina, byliśmy nią złączeni. Szedłem wyżej. Każdy centymetr to była długa walka: ledwo było o co zahaczyć, uchwycić ręką, postawić nogę, podciągnąć się i znów szukać nie istniejących prawie na tej pionowej ścianie chwytów. Miałem przed sobą nagą, gładką skałę. Było po pierwszej. Znalazłem wtedy dobry chwyt skalny pod prawą ręką. Zluzować prawą, ten sam chwyt lewą. I znów poszukać wyżej nowego i wspiąć się wyżej. Skurcz w przegubie. Jakby sztywność w palcach. To nie do wiary: człowieka chce się jak najmocniej trzymać, a widzi własną dłoń, która rozwiera się i puszcza chwyt.[...] Lecę głową w dół [...] przeleciałem koło Szulakiewicza, Jezus Mario to nie ja, więc on żyje, łomot ciała upadającego o skałę, lecimy oboje? [attachment=8759] Miejsce wypadku (szczyt po prawej stronie, w górnej partii) Budziłem się. Głowa w dół, ręce w dół. Leżałem na wąskiej, stromej półeczce. Jęk. To nie ja jęczałem. Patrzyłem w dół, w tę ciemną otchłań pode mną i dziwiłem się, że nie widzę tam siebie. Obudził mnie wreszcie ucisk w pasie. Lina. Więc to ona nas zatrzymała .Żeby tylko się teraz nie zsunęła z bloku skalnego, na którym zawisłem. Znów jęki. Powoli obracałem się na bok, podpierając się na okrwawionych palcach. Żeby nie zsunąć się głową w tę czarną czeluść. Podczołgałem się ku linie przewieszonej przez skałę. Po jednej stronie, u jednego końca liny byłem ja, po drugiej stronie skały, u drugiego końca liny musiał wisieć Staszek. Popatrzyłem w górę. No, przeleciałem, powiedzmy trzydzieści metrów. On chyba mniej, stał niżej ode mnie, więc koło piętnastu.[...] On leżał twarzą do skały "Bolą mnie krzyże i łokieć" - wyjęczał. Podsadziłem go. "Ja nie chcę schodzić". Poczekamy. Ileż trzeba mieć siły w płucach, aby dmuchać w sygnałową świstówkę. Zmęczyłem się wkrótce. Bolały mnie płuca. To na nic się nie zda. W taką pogodę nie ma pewnie tutaj nikogo. Nikt nas nie słyszy. Zasuwały nas tymczasem gęstniejące mgły i deszczowe chmury. Siedziałem przy nim godzinę, może dwie, nie mógł się ruszać. Musiałem coś postanowić. Za niego i za siebie. Wyjście było jedno: zostawić go tutaj i sprowadzić jak najszybciej pomoc. Zginiemy obaj, jeśli zaskoczy nas tutaj noc. Musiałem go zabezpieczyć liną. Przez pół i pod pachami przywiązałem go do ściany, żeby nie spadł. Nogi wsadziłem mu do plecaka. Zostawiłem jedzenie. Dwie tabliczki czekolady i pięć jabłek. Spod skały kapała woda. Nabrałem jej do kubka. Wyjąłem chusteczkę. Różki zawiązałem na cztery węzełki i nasadziłem chusteczkę na cypel skalny, mocno, żeby wiatr jaj nie zerwał. Miał to być znak rozpoznawczy. Nic więcej nie mogłem zrobić. Zacząłem wspinać się w górę, z powrotem do miejsca, z którego odpadłem od skały, żeby schodzić znanym już szlakiem. W jednym miejscu poznałem ten chwyt skalny, który wbrew mojej woli puściły maje palce. Jak oparzony zacząłem schodzić w dół. [...] I oto nadeszła gradowa burza. Zwały gradowin. Cała ściana zamieniła się w kaskady wody, w szczelinach pełno było lodu z gradu. Woda wlewała się po karku za kołnierz, a wylewała się bucikami. Dwukrotnie leciałem, cudem tylko udało mi się zatrzymać. Wreszcie doszedłem do ostatniego cypla. Pod nim leżał zwał zlodowaciałego śniegu. Pomiędzy ścianą skały a lodem wytopniała szczelina, która rozwierała się na około trzy metry i wchodziła w głąb ściany. Z tego występu skalnego, znajdującego się jakieś dwa, trzy piętra nad szczeliną, nie mogłem zjechać po linie, bo dostałbym się w pułapkę bez wyjścia. Zdecydowałem się więc skoczyć z tego występu, tak aby przelecieć nad szczeliną i zatrzymać się nogami na stromo opadającym po drugiej stronie zlodowaciałym śniegu. Udało mi się to. Zacząłem jednak jechać po tym zlodowaciałym śniegu coraz szybciej. Bałem się, że jak skończy się śnieg, to rzuci mnie na piargi i poharata mnie okrutnie. Rzuciłem się więc na plecy, palcami rąk hamowałem jak to tylko było możliwe, a przy spotkaniu z piargiem wyskoczyłem i szybkim biegiem opanowałem szybkość. Stanąłem wreszcie. Odpocząłem. Na całym ciele miałem gęsią skórę. Wreszcie upragnione maliniaki. Znalazłem nasze worki. Wyrwałem ze swojego worka pelerynę. I tu zaczęła się gonitwa .Doliną do wsi Jaworzyna idąc i biegnąc na przemian. Musiałem mieć wtedy gorączkę, bo miałem różne przywidzenia. Na zakręcie zdawało mi się, że nad lasem widzę jakiś zamek. Coraz to inne zjawy przychodziły. Otrząsnąć się z tego i biec dalej i szybciej, do Morskiego Oka, do telefonu. Przechodziłem pod Młynarzem. Pamiętam piękny czerwony refleks zachodu słońca na jego ścianach. Wydawało się, że cały szczyt, to stopione żelazo." Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, Jarzyna dotarł do schroniska nad Morskim Okiem i powiadomił Tatrzańskie Pogotowie o wypadku. Naczelnik - Mariusz Zaruski szybko zorganizował ekspedycję ratunkową, tak, iż w nocy, z piątku na sobotę, góralskimi furami wyruszyła grupa ratowników i taterników w stronę Doliny Jaworowej. Wśród nich znajdował się Klimek Bachleda, Aleksander Znamięcki, Roman Kordys i Stanisław Zdyb. Na drugą część opowieści, opisującą akcję ratunkową, zapraszam wkrótce. (post nr 47) Opracowując ten tekst (część pierwszą i drugą) korzystałem z następujących źródeł: 1) "To i owo o Tatrach" tom III - Aleksy Siemionow, nakładem Teresy Caban 1993. Książka ta zawiera wywiad z Janem Jarzyną opublikowany w "Przekroju" w 1960 roku. 2) "Księga Tatr" - Jalu Kurek, wyd. "Iskry" - 1972 rok. 3) "Tragedie tatrzańskie" - Wawrzyniec Żuławski, wyd. "Sport i Turystyka" - 1956 rok. 4) "Z dziejów taternictwa" - Bolesław Chwaściński, wyd. "Sport i Turystyka" - 1980 rok. 5) "Najpiękniejsze szczyty tatrzańskie" - Janusz Kurczab, Marek Wołoszyński", wyd. "Sport i Turystyka" - 1991 rok. 6) "Wołanie w górach" - Michał Jagiełło, wyd. "Oficyna Przeglądu Powszechnego" - 1991 rok. 7) "Dzieje Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego" - Władysław Krygowski, Wydawnictwo PTTK "KRAJ" - 1988 rok. 8) "Zakopiańskim szlakiem Mariusza Zaruskiego" - Maciej Pinkwart, Wydawnictwo PTTK "KRAJ" - 1983 rok. 9) "Tatry Wysokie" - Przewodnik taternicki tom XV i XVI - Witold Paryski, wyd. "Sklep Podróżnika" - 1993 rok. Autorem zdjęć jest Bartek Pedryc, któremu bardzo dziękuję za ich udostępnienie.
RE: Z historii gór - Pedro - 08-03-2008 01:07 PM Dzięki Maciek za przybliżenie historii i szczegółów dotyczących tamtych wydarzeń. Oczywiście czekam na ciąg dalszy. PS. Tekst napisany rewelacyjnie - napracowałeś się... RE: Z historii gór - maciek - 08-03-2008 01:56 PM Pedro napisał(a): Dzięki Maciek za przybliżenie historii i szczegółów dotyczących tamtych wydarzeń. Oczywiście czekam na ciąg dalszy.
PS. Tekst napisany rewelacyjnie - napracowałeś się...
RE: Z historii gór - Gandzia1 - 08-03-2008 03:11 PM Dreszcz mi przeszedł -działaj prędzej z tą akcją ratunkową bo tam na ścianie umiera człowiek. Ale powiem że gdyby nie ten wypadek to nikt nie zastanawiał by się co się konkretnego działo tego 5.08.1910r. (w 1913 urodziła się dopiero moja babcia.) RE: Z historii gór - Agnieszka.S - 08-03-2008 04:01 PM Dzięki Maćku za przybliżenie tej historii, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, napracowałeś się trochę, aby dać nam to przeczytać..Pozdrawiam Cię serdecznie! RE: Z historii gór - dzienciol313 - 08-03-2008 04:37 PM Ładnie napisane Maćku. Czytałem o tym wypadku w książce M. Jagiełło ale już dość dawno. Czekam na dalszą część opowieści o akcji, w której udział brali najznakomitsi ratownicy tamtych czasów... RE: Z historii gór - dr.Etker - 08-03-2008 06:24 PM Maćku-piękne przybliżenie z historii Tatr. W załączniku opis zdarzeń zamieszczony w "Taterniku" Nr 4. z dnia 15 sierpnia 1910. r RE: Z historii gór - paulina - 08-03-2008 06:48 PM Maciek, fajnie, że przypominasz takie historie. Pobudzają wyobraźnię i miło jest przenieść się w te odległe czasy. Myślę, że druga część dopiero zmrozi krew w żyłach, szczególnie tym którzy jeszcze tej historii nie znają. Wszyscy czekamy z niecierpliwością na cz.II. pisz, pisz...
RE: Z historii gór - maciek - 08-03-2008 06:50 PM Tragedia na Małym Jaworowym Szczycie w 1910 roku (część druga) (część pierwsza zamieszczona jest w poscie nr 38) Jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem, Jarzyna dotarł do schroniska nad Morskim Okiem i powiadomił Tatrzańskie Pogotowie o wypadku. Naczelnik - Mariusz Zaruski szybko zorganizował ekspedycję ratunkową, tak, iż w nocy, z piątku na sobotę, góralskimi furami wyruszyła grupa ratowników i taterników w stronę Doliny Jaworowej. Wśród nich znajdował się Klimek Bachleda, Aleksander Znamięcki, Roman Kordys i Stanisław Zdyb. Jarzyna mimo ogromnego zmęczenia i odniesionych obrażeń powrócił nocą pod ścianę Małego Jaworowego Szczytu, by wskazać ratownikom miejsce tragedii. Spotkał się z nimi rankiem 6 sierpnia. "Zdałem sprawę Zaruskiemu i wręczyłem mu plany tej ściany. Chciałem iść z nimi. [...] Zaruski i jeszcze ktoś nie chciał się absolutnie na to zgodzić. Twierdzili, że jestem bardzo zmęczony. Oni weszli w ścianę i podzielili się na dwie grupy. Ja wszedłem na przeciwległe zbocze i stamtąd obserwowałem podejście" Zajrzyjmy teraz na strony "Księgi Tatr" Jalu Kurka, by prześledzić dramatyczną akcję ratunkową. "Chmury zasłaniały horyzont. Dzień wstał posępny, słotny, padał śnieg pomieszany z deszczem.[...]. Biły pioruny. W każdym żlebie huczała siklawa. Toczyły się kamienie wypłukiwane z łożysk. Lało się z turni i z nieba.[...]". Trzyosobowa grupa (Bachleda, Zaruski, Zdyb) wspinała się "po silnie spękanych płytach, czepiając się czubkami palców ich szczerbin.[...] Weszli na platformę zasłaną wielkimi blokami, przesutą żwirem. Tu zatrzymali się na chwilę we trójkę, usiłując rozejrzeć się w sytuacji. Deszcz padał..[...]Zwinąwszy dłonie przy ustach, nawoływali. Na powtarzane sygnały Szulakiewicz nie dawał żadnych odpowiedzi, a z powodu mgły nie można go było wypatrzyć". Dalej przez nachylony kominek dostali się na rozległa półkę. Strugi wody wlewały im się przez rękawy i za kołnierze. Przemoczeni, zmarznięci wspinali się po płycie z ukośnym zacięciem. Wreszcie usłyszeli ciche wołanie Szulakiewicza. Ratownicy wśród strug deszczu i walących piorunów, przy ograniczonej widoczności nie potrafili dokładnie określić miejsca, z którego dochodził jego głos. "Około godziny pierwszej w południe wskutek zacięcia się o głaz liny łączącej Klimka z Zaruskim i Zdybem góral odwiązał się od niej, puścił jej koniec i szedł odtąd nie asekurowany z dołu.[...] Fizyczne siły wyczerpywały się wskutek przemęczenia, bezsenności, wysiłku; reszty dokonywała nieustanna lodowata kąpiel. [...] Klimek, przeszedłszy w prawo jakie pięćdziesiąt metrów, wstąpił na grzędę, posuwając się nią w stronę, z której, jak mu się wydało, wśród szumu deszczu i ciurkania wód dochodziło wołanie." W tym czasie członkowie drugiej grupy (Znamięcki i Kordys) dotarli do Zaruskiego i Zdyba. Sytuacja stawała się beznadziejnie trudna. Klimek, ponad ich głowami parł nieustannie sam naprzód, a pozostali ratownicy, wyraźnie osłabieni fizycznie i psychicznie nie byli w stanie iść dalej. Zaruski, czując się odpowiedzialny za ratowników, mając do wyboru śmierć Szulakiewicza, albo śmierć wszystkich, podjął niełatwą decyzję o zaprzestaniu poszukiwań. Tylko Klimek nie usłuchał rozkazu naczelnika. Nie usłuchał, albo nie usłyszał. Osiągnąwszy skalną półkę, zwaną obecnie Klimkową Ławką, odwrócił się do pozostających niżej ratowników i dał im tylko znaki rękoma, że zmierza w kierunku grani, przez którą spróbuje przejść na drugą stronę szczytu. Po drodze chciał jeszcze zajrzeć do żlebu, by sprawdzić, czy właśnie stamtąd dochodzi głos Szulakiewicza. Gdy zniknął za skalnym grzbietem, po krótkiej chwili dał się słyszeć huk ogromnej kamiennej lawiny. Zbliżał się wieczór. Wśród niekończącej się ulewy, czterech ratowników, wyczerpanych tak bardzo, że ledwo sił im starczało na powrót, schodziło w stronę dna doliny. Gdzieś w ścianie, przebywał Szulakiewicz, którego ciche wołanie zagłuszał ciągle podający deszcz. Jego głos słabnął z każdą chwilą, aż zupełnie ucichł. Powróćmy na chwilę do wywiadu Ewy Kossak z Janem Jarzyną. "Na drugi dzień, a był to siódmy sierpnia 1910 roku pogoda była znów nieszczególna. Oni, zmęczeni po nocy spędzonej w skale, zaczęli schodzić. Wtedy ja pojechałem do Zakopanego, żeby zorganizować nową ekspedycję ratunkową. Nazajutrz byłem wraz ze świeżą grupą u stóp Jaworowego." W poniedziałek rano Zaruski wyznaczył cztery grupy, poszukujące prawdopodobnie już martwego Szulakiewicza. Pogoda nadal była niesprzyjająca, mglista i niestabilna. Ratownicy natrafiali na wiele przeszkód, zanim znaleźli się w pobliżu miejsca wypadku. Dalej czytamy w "Księdze Tatr": "Ochotnicy ze wschodniej grzędy zauważyli poniżej kopczyka, gdzieś o 30 metrów nad głową idącego przodem Zdyba, coś podobnego do chustki Szulakiewicza. Wobec tego Zaruski komenderuje pierwszej trójce trawers w lewo, kierując poszukiwania w tę stronę. Alarm okazał się jednak fałszywy, zawrócono więc ku miejscu pierwotnemu, zaznaczonemu na szkicu Jarzyny. On sam z doliny, za pomocą telegrafu wzrokowego upewniał ratowników co do prawidłowości i kierunku drogi. Przejście dwóch żeber zajęło im sporo czasu; na końcu trzeciego żebra powinien znajdować się Szulakiewicz. Na wielokrotne nawoływania nie było odpowiedzi.[...] Rzucono z góry linę, pierwsza partia związała się z drugą. Zdyb, który nie miał asekuracji z dołu przy trawersie, odwiązał się od liny i na polecenie naczelnika pozostał na miejscu. Szło ich więc teraz czterech. Przeszli przez żebro w kolejności: Lesicki, Marusarz, Tylka, Zaruski. Przekroczywszy krawędź, zobaczyli przed sobą Szulakiewicza, już martwego". (Miejsce jego odnalezienia jest nazwane przez taterników Pościelą Szulakiewicza.) "Spoczywał u podnóża olbrzymiego, skrzesanego pionowo urwiska w szczytowej części ściany, wklinowany w szczelinę pomiędzy urwiskiem a wielkim głazem, na który nałożona była pętla - w pozycji półsiedzącej, z twarzą opartą o blok. Obok były rozrzucone dwa worki turystyczne, dwie pary trzewików skalnych i inne drobiazgi. Żywności nie było wśród rzeczy. Śmierć, jak należało sądzić, nastąpiła z zamarznięcia, prawdopodobnie w nocy z soboty na niedzielę podczas burzy śnieżnej".. Po odnalezieniu zwłok, ratownicy zaczęli przygotowywać je do transportu. Ze względu na miejsce odnalezienia, nie było to proste zadanie. Znoszenie ciała, przy ciągle złych warunkach atmosferycznych, również było karkołomnym przedsięwzięciem. Ratownicy napotykali na szereg trudności, tak iż późnym poniedziałkowym wieczorem, po zabezpieczeniu zwłok zostawili je w skale. Ze względu na zmęczenie wszystkich członków ekspedycji, Zaruski postanowił czekać na nowych ludzi z Zakopanego, którzy zajęliby się zniesieniem ciała Szulakiewicza, co nastąpiło dopiero wczesnym popołudniem w środę, dziesiątego sierpnia. [attachment=8847] Ratownicy znoszą ciało Szulakiewicza (zdjęcie z "Księgi Tatr" J.Kurka) Niepokojącym stał się brak wieści o Klimku. Zaruski przypuszczał na początku, że ten doskonały przewodnik i znawca Tatr, umiejący poradzić sobie w wielu trudnych sytuacjach i warunkach, po przejściu na południową stronę szczytu wrócił do Zakopanego. Do środowego wieczora nie dotarła jednak żadna pomyślna i pewna wiadomość o Klimku. Stało się oczywistym, że góral zaginął. Następnego dnia, w czwartek z powodu ciągłych opadów deszczu i dużego zamglenia, wszyscy powrócili do Zakopanego. W piątek zebrała się szesnastoosobowa grupa ratowników i ochotników z niezmordowanym Mariuszem Zaruskim na czele, która jeszcze tego dnia, późnym popołudniem wyjechała w rejon Małego Jaworowego Szczytu na poszukiwania Klimka. Rankiem trzynastego sierpnia ruszyły do akcji cztery grupy, z których dwie przeszukiwały północną ścianę, trzecia rejon samego wierzchołka, a czwarta penetrowała południową stronę szczytu, od strony Doliny Staroleśnej. Około południa grupa kierowana przez Stanisława Zdyba, w żlebie opadającym z Hakowatej Przełęczy zauważyła ciało nieżyjącego przewodnika. Ze względu na odległość wszystkich grup od wskazanego miejsca, stosunkowo późną porę dnia oraz duże zachmurzenie, wróżące nowe opady deszczu, podjęto decyzję o zejściu na dno doliny na nocleg. W niedzielę czternastego sierpnia, w stronę żlebu, kryjącego zwłoki Klimka wyruszyły dwie grupy ludzi. Olbrzymia ulewa i zamglenie nie pozwoliły jednak na dotarcie do miejsca tragedii. Deszcz ustał dopiero nad ranem w poniedziałek. Wówczas trzyosobowa grupa ratowników, przy silnym wietrze i przenikliwym zimnie (miejscami skały były oblodzone) podjęła kolejną próbę wejścia w ścianę. Po pokonaniu niezliczonych trudności dotarli na miejsce tragicznego upadku. (Miejsce odnalezienia Klimka zwane jest Klimkowym Kominem). Taki oto opis znajdujemy w "Księdze Tatr" : "Leżał na dnie żlebu, przywalony głazem. Ciało było straszliwie zmasakrowane, nie do poznania. Z głowy pozostała tylko krwawa miazga, ręce i nogi połamane. Ubranie w czasie upadku zdarte z ciała, spodnie i bielizna potargane na strzępy. Buty, popękane, zleciały ze zmiażdżonych stóp i tak je obok znaleziono. Przyczyną śmierci był upadek z wysokości około dwustu metrów. Odpadł od skały pośliznąwszy się prawdopodobnie na trawiastej półeczce pod przewieszoną ścianką w odległości kilkudziesięciu kroków od miejsca na żebrze, gdzie widziano go ostatni raz. Zginął w sobotę 6 sierpnia, między godziną drugą a trzecią po południu, w czasie gdy inni uczestnicy wyprawy ratunkowej znajdowali się jeszcze w ścianie. Według wszelkiego prawdopodobieństwa żył jeszcze wtedy i Szulakiewicz". Jeszcze tego samego dnia, do wieczora zniesiono ciało Klimka na dno doliny. Po dokonaniu oględzin przez komisję sądowo - lekarską, złożono zmaltretowane zwłoki do trumny i pod osłoną nocy, przy świetle pochodni, przetransportowano je do Jaworzyny. Następnego dnia rano, dzwony jaworzyńskiego kościółka żegnały króla przewodników tatrzańskich, udającego się w swoją ostatnią powrotną drogę do Zakopanego. [attachment=8763] Dolina Jaworowa - ostatnia droga Klimka Wielu historyków, do dzisiaj uważa akcję ratunkową na Małym Jaworowym Szczycie za najcięższą w dziejach taternictwa. Przy skrajnie niesprzyjających, jak na tę porę roku warunkach, przez dziesięć dni, około trzydziestu ratowników i ochotników z narażeniem własnego życia toczyło nierówną walkę z niedostępnym szczytem i z rozszalałymi żywiołami. Zginął młody, doświadczony taternik, zginął niosący mu pomoc dzielny, pełen poświęcenia ratownik. Tragedia ta rozeszła się głośnym echem w całej Polsce. Środowisko taterników, głęboko poruszone tym wydarzeniem, przez długi czas nie mogło otrząsnąć się z szoku. Ten sierpniowy dramat wyznaczył koniec pewnej epoki w polskim taternictwie. Późniejsze eksploracje Tatr nabrały już nieco odmiennego charakteru. Było to zapewne związane również z burzliwymi zmianami, jakie wkrótce miały miejsce w całej Europie, spowodowanymi pierwszą wojną światową. [attachment=8764] Opracowując ten tekst (część pierwszą i drugą) korzystałem z następujących źródeł: 1) "To i owo o Tatrach" tom III - Aleksy Siemionow, nakładem Teresy Caban 1993. Książka ta zawiera wywiad z Janem Jarzyną opublikowany w "Przekroju" w 1960 roku. 2) "Księga Tatr" - Jalu Kurek, wyd. "Iskry" - 1972 rok. 3) "Tragedie tatrzańskie" - Wawrzyniec Żuławski, wyd. "Sport i Turystyka" - 1956 rok. 4) "Z dziejów taternictwa" - Bolesław Chwaściński, wyd. "Sport i Turystyka" - 1980 rok. 5) "Najpiękniejsze szczyty tatrzańskie" - Janusz Kurczab, Marek Wołoszyński", wyd. "Sport i Turystyka" - 1991 rok. 6) "Wołanie w górach" - Michał Jagiełło, wyd. "Oficyna Przeglądu Powszechnego" - 1991 rok. 7) "Dzieje Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego" - Władysław Krygowski, Wydawnictwo PTTK "KRAJ" - 1988 rok. 8) "Zakopiańskim szlakiem Mariusza Zaruskiego" - Maciej Pinkwart, Wydawnictwo PTTK "KRAJ" - 1983 rok. 9) "Tatry Wysokie" - Przewodnik taternicki tom XV i XVI - Witold Paryski, wyd. "Sklep Podróżnika" - 1993 rok. Autorem zdjęć jest Bartek Pedryc, któremu bardzo dziękuję za ich udostępnienie.
RE: Z historii gór - Sylwester - 08-03-2008 07:03 PM Pięknie Maciek, dzięki. RE: Z historii gór - paulina - 08-03-2008 07:11 PM A to się mój sąsiad rozkręcił w pisaniu! Pierwszej części nie skończyłam jeszcze dobrze czytać, a tu już nam drugą zaserwował ! Dzięki Maciek, ciekawa jestem co szykujesz w następnej kolejności... ? pozdrawiam serdecznie RE: Z historii gór - spoko - 08-03-2008 07:38 PM Piękny przykład bohaterstwa ratowników . Ale zawsze w takich sytuacjach nachodzi mnie pytanie -Dlaczego.? Dlaczego musieli zginąć wspinacze ,ratownicy w miejscu, które pokochali ,w górach. Miłość i śmierć .Wydaje mi się to takie niesprawiedliwe. Czasem rodzi się bunt w człowieku. Ale cóż mogę na to. Nie jestem od oceniania tego stanu .Pozostaje pokora i wiara że Opatrzność będzie tam w górach nade Mną nad Nami wciąż czuwała .... RE: Z historii gór - maciek - 09-03-2008 12:09 PM spoko napisał(a): ...Pozostaje pokora i wiara że Opatrzność będzie tam w górach nade Mną nad Nami wciąż czuwała ....
RE: Z historii gór - maciek - 10-03-2008 09:35 PM Post scriptum do "Tragedii na Małym Jaworowym Szczycie w 1910 roku" (post nr 38 i 46) Słów kilka o Klimku Bachledzie [attachment=8848] Klimek Bachleda (zdjęcie z "Księgi Tatr" J.Kurka) Klimek Bachleda urodził się w 1849 roku na Bachledówce koło Kościeliska. Od najmłodszych lat, jako nieślubne dziecko, szedł przez życie sam, służąc u bogatych gospodarzy. Jako młody chłopak, w okresie epidemii cholery zajmował się grzebaniem zwłok. Kiedy w Tatry zaczęli przyjeżdżać turyści, brał udział w wielu wyprawach najpierw jako tragarz, a później jako znany już i ceniony przewodnik ? opiekun. Posiadał niezwykły zmysł orientacji i dar wyszukiwania przejść w niedostępnym terenie. Znał Tatry jak mało kto. Dlatego szybko otrzymał tytuł przewodnika pierwszej klasy. Wędrował po górach z wieloma znanymi postaciami tamtych czasów; z Chałubińskim, Karłowiczem i innymi. Jako pierwszy stanął na wielu tatrzańskich szczytach, między innymi; na Staroleśnym Szczycie z Kazimierzem Przerwą ? Tetmajerem, Tadeuszem Żeleńskim (Boyem) i innymi w 1892 roku, na Ganku z Władysławem Kleczyńskim w 1895 roku., na Rumanowym Szczycie z Januszem Chmielowskim w 1902 roku. Kiedy w 1908 roku zrodził się pomysł stworzenia organizacji ratunkowej, Klimek wraz z Mariuszem Zaruskim, Mieczysławem Karłowiczem i innymi brał czynny udział w powołaniu tej instytucji do życia. Tragiczna śmierć Karłowicza (post nr 33) sprawiła, że prace nad zrealizowaniem tego zamiaru nabrały tempa i dzięki datkom polskiego społeczeństwa, w dniu 29 października 1909 roku powstało Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Mariusz Zaruski doceniając zasługi, niezwykłą osobowość Klimka oraz umiejętności taternickie właśnie jemu chciał powierzyć naczelnikostwo Pogotowia. Klimek jednak z wrodzoną skromnością nie przyjął tej propozycji. Zgodził się natomiast zostać zastępcą Zaruskiego. Tragiczna śmierć króla przewodników tatrzańskich wstrząsnęła całym polskim społeczeństwem. W jego pogrzebie uczestniczył kilkutysięczny tłum ludzi. W całym Zakopanem biły dzwony w kościołach. W pierwszą rocznicę śmierci Klimka, w Dolinie Jaworowej, na olbrzymim głazie, niedaleko Żabiego Stawu, została umieszczona pamiątkowa tablica ufundowana przez Akademicki Klub Turystyczny we Lwowie. Zaprojektowana ona została przez zakopiańskiego rzeźbiarza Wojciecha Brzegę. Uroczystego odsłonięcia dokonał Mariusz Zaruski. Kiedy w 1936 roku utworzono pod Osterwą Tatrzański Symboliczny Cmentarz, tablicę tam właśnie przeniesiono, gdzie pozostaje do dziś. [attachment=8849] Chciałbym na koniec przytoczyć słowa Bolesława Chwaścińskiego zawarte w jego książce zatytułowanej "Z dziejów taternictwa". Tak on pisze o Klimku Bachledzie: "Jego prawość charakteru budziła powszechny szacunek, a ogromne doświadczenie górskie sprawiało, że był autorytetem dla taterników. Jego jako jedynego przewodnika, poproszono w 1902 roku na naradę w sprawie podniesienia polskiego taternictwa. Wysokie poczucie obowiązku, dobrowolnie na siebie przyjętego, kazało mu w północnej ścianie Małego Jaworowego Szczytu przejrzeć jeszcze przed odwrotem żleb, w którym znalazł śmierć. Klimek Bachleda przeszedł do dziejów Tatr nie tylko jako największy przewodnik, ale także jako przykład ofiarności człowieka, niosącego w ciężkich warunkach rozszalałej przyrody górskiej pomoc drugiemu..." To już koniec opowieści sprzed stu lat. Dziękuję za cierpliwość. Dam Wam teraz trochę odpocząć od tych powtórek z historii.
RE: Z historii gór - Agnieszka.S - 10-03-2008 10:17 PM maciek napisał(a):
To już koniec opowieści sprzed stu lat. Dziękuję za cierpliwość. Dam Wam teraz trochę odpocząć od tych powtórek z historii.
![]()
RE: Z historii gór - dr.Etker - 10-03-2008 11:12 PM I znowu znakomity rys historyczny Maćku .Klemens Bachleda jest tak znaczącą postacią w dziejach taternictwa , że pozwolę sobie dołączyć skan z eseju wspomnieniowego Janusza Chmielowskiego("Taternik" Nr5/1910 z 1 listopada 1910 r)
RE: Z historii gór - dr.Etker - 10-03-2008 11:16 PM c.d RE: Z historii gór - maciek - 10-03-2008 11:19 PM dr.Etker napisał(a): ...pozwolę sobie dołączyć skan z eseju wspomnieniowego Janusza Chmielowskiego("Taternik" Nr5/1910 z 1 listopada 1910 r)
RE: Z historii gór - dr.Etker - 10-03-2008 11:28 PM maciek napisał(a): dr.Etker napisał(a): ...pozwolę sobie dołączyć skan z eseju wspomnieniowego Janusza Chmielowskiego("Taternik" Nr5/1910 z 1 listopada 1910 r)
Ach...znalezione w starych papierach domowych RE: Z historii gór - maciek - 10-03-2008 11:34 PM dr.Etker napisał(a): Ach...znalezione w starych papierach domowych
I ja cenię te czasy poniekąd pionierskie-czasem tak sobie marzę-jak by to było miło zwiedzić jako pierwszemu jakiego Batyżowieckiego a na wierzchołku odkorkować węgrzyna zakupionego za kilka grajcarów na dole... :rolleyes:![]()
RE: Z historii gór - dr.Etker - 26-03-2008 06:58 PM Coś dla Stasia i nie tylko ![]() 1.Zgodnie z opisem poniżej zdjęcia. 2.(cyt)...Biegnie ze szczytów wzrok na dalekie szczyty i grzbiety,na łąki ,pastwiska i lasy, na doliny, w których przysiadły wioski i wioseczki.I czy z Tatr wysokich, czy z niewielkich wzgórz beskidzkich, zawsze widok ze szczytu daje ową radosną pewność, że piękny jest świat i warto go zwiedzać i poznawać.(Widok z Wielkiego Połomu na Mosty- Zaolzie). żródło: "Góry Wołają- wędrówka z obiektywem od Olzy do Czeremoszu". Księgarnia "Książka" Aleksander Mazzucato we Lwowie 1939 r Wydawca:Tatrzańskie Towarzystwo Narciarzy w Krakowie !939 (z prywatnych zbiorów) RE: Z historii gór - Stasiu - 26-03-2008 10:03 PM Dzięki wszyskim za kawałek historii. Wciąż jestem mile zaskakiwany, jak te nasze góry wyglądały przed niedawnem. Osobiste podziękowania Doktorowi za historyczne fotografie z Beskidów RE: Z historii gór - maciek - 31-03-2008 09:51 PM ŚWIĘTY KRZYŻ Góry Świętokrzyskie należą do najstarszych na kontynencie europejskim. Jedną z kulminacji, należącego do nich pasma Łysogór, jest Łysa Góra zwana też Łyścem. Już w VIII wieku Łysa Góra była jednym z największych na terenach Polski ośrodków kultu pogańskiego, rozwijającego się od I wieku n.e. Według Jana Długosza oddawano tu cześć bóstwom związanym z siłami przyrody. Do dziś zachował się tu magiczny, kamienny krąg. Po przyjęciu chrześcijaństwa przez Mieszka I, na Łysej Górze utworzono prowadzoną przez Benedyktynów misję. Na temat dokładnej daty przybycia zakonników nie ma pewnej informacji. Istnieją źródła, a właściwie legenda, podająca, że już żona Mieszka I - Dąbrówka sprowadziła zakonników na te tereny. "Kronika Wielkopolska" zawiera informacje, że w 1103 roku, za czasów księcia Bolesława Krzywoustego, fundacji klasztoru dokonał komes Wojsław. Według tradycji benedyktyńskiej, potwierdzonej przez Jana Długosza, założycielem klasztoru był w 1006 roku Bolesław Chrobry. Z tą datą, jak i postacią, związana jest osoba św. Emeryka , syna króla Węgier - św. Stefana. Królewicz Emeryk, będąc gościem na dworze Bolesława Chrobrego, brał udział w polowaniu, zorganizowanym na jego cześć. Ścigając okazałego jelenia, został oślepiony blaskiem podwójnego krzyża, znajdującego się między jego rogami. Gdy odzyskał wzrok, ujrzał anioła, który polecił mu pozostawić na Łysej Górze relikwie Drzewa Krzyża Świętego, z którymi przybył do Polski. Stąd bierze się też nazwa klasztoru oraz gór. Opowieść ta wyjaśnia również genezę symbolu Gór Świętokrzyskich, jakim jest jeleń z benedyktyńskim krzyżem między rogami. Od wieku XII do czasu wojen ze Szwecją, Święty Krzyż z relikwiami Drzewa Chrystusowego był najważniejszym miejscem pielgrzymek w Polsce. Pielgrzymowali tutaj królowie (Władysław Jagiełło przed bitwą pod Grunwaldem), magnaci i przedstawiciele wszystkich warstw społecznych. Okres świetności świątyni przypada na wiek XV i XVI. Od czasów "potopu", opactwo zaczęło podupadać: najpierw za sprawą pustoszącego cały kraj szwedzkiego zaborcy, a w roku 1777 dopełnił dzieła zniszczenia pożar. W ciągu trzydziestu lat odbudowano całość zabudowań w nowej, barokowo -klasycystycznej formie, lecz w 1819 roku zaborcy ostatecznie zlikwidowali klasztor, grabiąc go ze skarbów. Pozostał sam kościół, który mimo trudnych dla Polaków czasów nadal, choć już nie na tak wielką skalę, spełniał swą rolę miejsca pielgrzymkowego. Podczas powstania styczniowego w 1863 roku zabudowania klasztorne stanowiły miejsce kwaterunkowe dla walczących oddziałów gen. Mariana Langiewicza. W 1882 roku rosyjski zaborca urządził tu jedno z najcięższych więzień. Ten ponury okres w historii Świętego Krzyża trwał do czasów II wojny światowej, podczas której Niemcy utworzyli tu obóz zagłady dla sowieckich jeńców. Obecnie od roku 1936 opiekunem części klasztoru jest Zakon Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Klasztor świętokrzyski na przestrzeni wieków był i do tej pory jest wielkim skarbcem narodowej kultury. To tu w średniowieczu znajdowało się skryptorium z bogatymi zbiorami. Stąd pochodzi najstarszy zabytek języka polskiego: "Kazania Świętokrzyskie", które zostały wywiezione w okresie rozbiorów do Rosji, a tam odnalazł je u schyłku XIX wieku prof. Aleksander Bruckner (obecnie przechowywane są one w Bibliotece Narodowej w Warszawie). W kościele znajdują się liczne XVIII i XIX- wieczne obrazy i polichromie o tematyce religijnej. Na szczególną uwagę zasługuje XVII -wieczna barokowa kaplica rodu Oleśnickich. W jej krypcie grobowej znajdują się w oszklonych trumnach zmumifikowane zwłoki Oleśnickich i księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. W klasztornych zabudowaniach mieści się Muzeum Przyrodniczo -Leśne Świętokrzyskiego Parku Narodowego ze swą bogatą ekspozycją. Jednak największym skarbem świętokrzyskiego klasztoru są drzazgi Drzewa Chrystusowego Krzyża. Przechowywane są One w pancernym tabernakulum marmurowego ołtarza kaplicy Oleśnickich. Pięć małych, drewnianych kawałków relikwii umieszczono w srebrnym relikwiarzu o kształcie owalnego słońca, oprawionym w złotą, ozdobną blachę. Co rok odwiedza Święty Krzyż około 150 tys. pielgrzymów. Wielu z nich podąża Drogą Królewską z Nowej Słupi, którą przed wiekami pielgrzymował król Władysław Jagiełło. Źródło: 1) "Cuda Polski Miejsca Święte" A.W. Kaczorowski, Wyd. Publicat 2007 2) "Góry Świętokrzyskie"- przewodnik - R. Garus, Wyd. Express Map 2007 3) "Ilustrowane dzieje Polski" praca zbiorowa, Wyd. Ryszard Kluszczyński 2000 4) 'Wielka historia Polski' tom I - praca zbiorowa, Wyd. Pinnex 1997 RE: Z historii gór - dzienciol313 - 31-03-2008 10:07 PM Bardzo ciekawa historia Maćku,zresztą jak wszystkie, które nam przytaczasz ![]() Dziękuje ![]() Mile zakończony dzień
RE: Z historii gór - maciek - 12-04-2008 09:14 PM OSTATATNIA GAŹDZINA RUSINOWEJ POLANY Aniela z Nowobilskich Kobylarczykowa (1897 - 1985), czyli "nasza Babka" - tak zwykli mówić o niej turyści oraz ojcowie i bracia dominikanie z pobliskich Wiktorówek (patrz post nr 19), którzy przybywali na Rusinową Polanę. Wraz ze swoim mężem Ludwikiem Kobylarczykiem (Dziadkiem) przychodziła latem na polanę, by zajmować się wypasem owiec i krów, ale nie tylko. Znana ze swej gościnności udzielała schronienia wędrującym po górach turystom. Przyjmowała ich w swoim szałasie - "Rysach", a po jego spaleniu zimą 1972 roku - w "Krywaniu". "Szczupła, z latami coraz drobniejsza wręcz filigranowa, ale zawsze nadzwyczaj sprawna, była postacią pełną godności, sprawiedliwej dobroci i wewnętrznego spokoju. Jeśli ustalonym autorytetem w sprawach wypasu i zbiórki siana był na Polanie Dziadek, i to do ostatnich chwil swego życia, to niezaprzeczalnie gaździną decydującą w dziedzinie "wiary, obycaju" i gospodarki szałaśnej pozostawała Babka. Ona nawiązywała kontakty z turystami garnącymi się do "Rysów" i "Krywania", które później często podtrzymywał swoiście filozoficznymi dysputami Dziadek. Ona również dysponowała "dudkami" za mleko, śmietanę, jajka i spanie "na sałasie", obracanymi na kawę, chleb, "gas do lampy" albo tajemniczą "naftę", którą starała się udobruchać "leśnickich" zagniewanych o jakieś tam drobne przekroczenie w postaci zbiórki suszu na opał bez asygnaty lub "wypaske krowy na huściokach". Drobne zlecenia Babki, załatwiane przez turystów "w mieście", dotyczyły zakupu trzonków siekier, szkieł do lamp naftowych, baterii, herbaty (zwłaszcza "we woreckach"), kolorowych kubeczków i nigdy nie używanych - chociaż skrzętnie gromadzonych - lekarstw. Taką pamiętamy Babkę, od lat nie zmieniającą się, niemal pomnikową. Kiedy witała turystów, polecała przyniesienie komuś wody z potoku (nie ominęło to nawet kardynała Wojtyły), narąbania "sajt" na opał, gdy nakazywała kaszlącym domownikom wypicie kubka ciepłego mleka, prosto od "Maliny", "Cisuli", albo "Bystrej". Bo zdaniem Babki, każda krowa dawała inne mleko - na picie i warzenie, na ser lub "na śklonki dla inksych" przechodzących koło szałasów. W chłodnej komorze "Rysów" stały liczne wiadra i bornie z udojem, których zawartości nie wolno było mieszać, no "bo jakzes to tak spaprać mlecysko"! Darzyła Babka przywiązaniem i nieograniczonym zaufaniem "swoich", to znaczy ojców i braci z kaplicy i tych, co się u niej zatrzymywali na dłużej. Znała wszystkich z imienia , potrzeb, obyczajów i możliwości - zwłaszcza finansowych. Wyrazem tego było kredytowanie długów za noclegi, pożyczanie pieniędzy "na to co byś se jesce pobela w sałasie", służenie "koronką" w braku własnego różańca - "straśnie źle widziała jej sie tako rzec". Wspominamy babcine prośby podczas modlitw wiernych: "co by jaszczomb kurcąt nie broł", "za syjćkie ptoski i wiewiórki na ślebodnym świecie zyjonce" , "zeby tys nie loło, bo by turyści nie przyichodzieli na polane" i wiele innych, czasem bardzo osobistych. Chętnie dzieliła się Babka różnymi góralskimi specjałami, które jej niekiedy przynosił z szałasu syn Władek. Gościnność w tym zakresie obowiązywała zresztą wszystkich. O to, by "kozdy cosi tom zjod" szczególnie troszczyła się, a wrzątek na herbatę zawsze miała w pogotowiu. Nawet w nocy czuwała przy wiecznie dymiącej kuchni, gdy ktoś nie wrócił z gór. Regulowała kolejność gotowania i coraz to komuś tam dokładała łyżkę smalcu z własnych, nigdy nie wyczerpujących się zapasów pod pryczą, stanowiącą jej strategiczny punkt obserwacyjny i sypialnię. Pod wieczór "brała się ku kaplicy". Nie sama, zawsze ze sporą gromadką podopiecznych. Dobrze pilnowała, aby nikt nie uchylił się od tego nie pisanego przecież zwyczaju. A miała swoje sposoby na obojętnych i opieszałych! Oj, miała! (...) Nadeszła taka chwila, gdy na Rusinowej Polanie zabrakło Babki, matkującej naszej turystycznej społeczności. W 1985 roku nie gazdowała już w szałasie. Puste pozostawało jej miejsce w kaplicy. Dożywała swoich dni w rodzinnym Groniu. Ale cięgle jeszcze była ruchliwa. Zaglądała do siostry Hanki, do wnuczek, sąsiadów. Dostrzegalnie traciła pamięć. Jej twarz nadal jednak się rozjaśniała na widok przyjaciół z Polany, których dobrze jeszcze rozpoznawała. Rada była "swoim" schodzącym do niej z gór. Czasem tylko nie mogła skojarzyć imienia z osobą. W spracowanych i coraz słabszych dłoniach ciągle trzymała nieodłączną "koronkę", jakby w niej znajdowała wsparcie, pomoc, ratunek.(...) Zaczęło się ostatnie lato...! W Groniu dawno zebrano siano i złożono w szopach. Suszono trawy. Pachnące kumaryną zwożono z łąk. Babka stawała czasem przy drodze i zapatrywała się wciąż jeszcze bystrymi oczami w pełne pożytku fury. Może sięgała wspomnieniami do tamtych czasów na hali, wypasu, składanych kop, szałaśnego gazdowania i codziennych spotkań. "na Witarówce" z Matką, której zawsze miała jakieś sprawy do przekazania. Zasłabła nagle 12 sierpnia. Lekarze byli bezradni. Wezwany następnego dnia proboszcz z Gronkowa zastał jeszcze Babkę świadomą i dziwnie spokojną. Przytomnie pożegnała się z synem, rodziną, przyjaciółmi. W wigilię Wniebowzięcia, przed południem, zakończyła swoją prawie osiemdziesięcioośmioletnią wędrówkę ziemską. Tradycyjne "ziele" zaniosła na odpust już TAM...!" Zaprezentowałem Wam obszerne fragmenty opowiadania Jacka Frejlaka, zatytułowanego "A watra nadal będzie płonąć", zamieszczonego w książce "Królowa Tatr" wydanej przez Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów "W drodze" - Poznań 1987. Dr Sylwester Jacek Frejlak był wybitnym biologiem - dydaktykiem w Instytucie Kształcenia Nauczycieli w Warszawie, autorem podręczników szkolnych i wielu publikacji w zakresie biologii i ochrony przyrody. Był też wielkim miłośnikiem Tatr, badaczem flory tatrzańskiej. Często korzystał z gościny Babki i wraz z innymi przybywającymi na Rusinową Polanę, tworzył swoistą wspólnotę - rodzinę, której "szefował". Zmarł w roku 1987 w wieku 54 lat. RE: Z historii gór - Agnieszka.S - 12-04-2008 09:18 PM Bardzo Ci dziękuję Maćku za powtórkę z historii, Góry Świętokrzyskie jak już wspominałam są bardzo bliskie memu sercu. Święty Krzyż bardzo...Pamiętam, że gdy miałam 4 lata Kaplica Oleśnickich zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a szczególnie trumna z ciałem Jeremiego Wiśniowieckiego. Jak już nie raz wspominałam Łysa Góra jest miejscem niezwykły, magicznym, owianym legendą, mistycznym.. RE: Z historii gór - Agnieszka.S - 12-04-2008 09:27 PM maciek napisał(a): OSTATATNIA GAŹDZINA RUSINOWEJ POLANY
RE: Z historii gór - spoko - 13-04-2008 11:14 AM Nie znałem tej historii a bardzo ciekawa .Na Rusinowej polanie byłem chyba dopiero gdzieś w 2000r .Szkoda ,że tak późno .Gdybym był wcześniej to może skorzystałbym z gościnności gaździny RE: Z historii gór - Aniap - 13-04-2008 11:43 AM Cieszę się Maćku, że dzielisz się z nami swą wiedzą i tym samym nas ubogacasz w takie szczegóły. Ja znałam tylko fragment dotyczący kardynała Wojtyły, a wg mnie ważne, by pamięć o właśnie takich ludziach gór nie zamierała! Dziękuję! RE: Z historii gór - paulina - 13-04-2008 05:52 PM Maćku, lubię takie opowieści. Super, że się z nami nimi dzielisz, serdeczne podziekowania !
RE: Z historii gór - Stasiu - 13-04-2008 06:01 PM Maciek górą Historie z gór bardzo lubię, głównie o tamtejszych ludziach. Maćku wyciągnij jeszcze coś, proszę .
RE: Z historii gór - maciek - 13-04-2008 06:30 PM maciek napisał(a): Kiedy witała turystów, polecała przyniesienie komuś wody z potoku (nie ominęło to nawet kardynała Wojtyły)
Aniap napisał(a): Ja znałam tylko fragment dotyczący kardynała Wojtyły...
RE: Z historii gór - maciek - 13-04-2008 07:34 PM Mam nadzieję, że zaszczepiłem w Was historycznego bakcyla .Fajnie, że zainteresowała Was ta opowieść. Na mnie osoba Babki zrobiła duże wrażenie i żałuję, że nie dane było mi ją poznać, chociaż słyszałem o niej jeszcze za jej życia.Strasznie lubię szperać w przeszłości, nie tylko górskiej. Pozdrawiam Wszystkich.
RE: Z historii gór - Stasiu - 18-04-2008 10:39 PM Trochę historii - Dinozaury w Dolomitach Trochę jest głucho na postach, i tak postanowiłem opisać krótką trasę za prehistorią. Nie musicie się obawiać nie będzie to żadna wycieczka do Jurskiego Parku. Jest to tylko wyprawa za śladami dawnego życia na obszarze Dolomitów. Kiedy byliśmy pod namiotem w kampingu Palafavera między górskimi kolosami Civetta i Monte Pelmo, podczas penetrowania mapy zauważyliśmy, że w pobliżu pod masywem Pelma jest miejsce oznaczone jako "Impromte dinosauri". Postanowiliśmy to miejsce odwiedzić. Ścieżka zaraz od kampingu stromo idzie w górę. Idziemy w lesie. Jest taka sama jak wiele innych w Beskidach albo Tatrach. Po pół godzinie mijamy pierwsze skrzyżowanie i po dalszej wychodzimy nad górną granicę lasu. Między kosodrzewiną pojawiają się piękne widoki. Odbijamy w lewo i teraz prawie poziomo idziemy dalszych 20 minut. Dalsze skrzyżowanie szlaków i tutaj to nad nami zobaczyliśmy. Duży głaz usunięty na zboczu. [attachment=10211] Na fotografii ten największy kamień. Dalszych 200 m wysokościowych i pół godziny. Jesteśmy na miejscu. Mam takie dziwne uczucie, kiedy pomyślę, że w tym miejscu przed kilka milionami lat miały biegać dinozaury. [attachment=10212] Na fotografii jestem ja na tle głazu, który niesie zkamieniałe stopy dinozaurów. [attachment=10213] Mój kolega zoolog Ivoš pokazuje zkamieniałe stopy na głazie, na prawo detail stopy i dłoni Ivoša. Wiem, że niektórzy będą zawiedzeni nad wielkością stóp, może oczekiwali ocisk samego Tyranosaura albo może nie warto było pokonywać wysokość 500 m dla parę dziur w kamieniu, ale ja jestem uniesiony, bo mogę dotykać prehistorię. [attachment=10214] Tutaj widać część tablicy informacyjnej (opisu nie fotografowałem bo nie umiem i tak po włosku). Na razie tyle z fajnej wycieczki. Po odpoczynku i małym posiłku wróciliśmy zpowrotem do kampingu. Widać, że nawet w Dolomitach można spędzić fajnie czas i nie musieć się wspinać na duże góry. P.S. Za dwa dni po w/w wycieczce byliśmy na przeciwległym kopcu i zrobiłem to zdjęcie. [attachment=10215] Widok na Monte Pelmo, między skałami i lasem w środku, w czarnym kółeczku, widać nasz kamień; u dołu fragment kampingu Palafavera. Głaz ten ponoć odłamał się od ściany Pelmetto. Bardzo przykro, że żywe dinozaury nie widzieliśmy. Może nam to wyjaśni Sylwester, ten jest przez smoki i inne gadziny ?
RE: Z historii gór - Sylwester - 18-04-2008 10:53 PM cyt. za Stasia: "Bardzo przykro, że żywe dinozaury nie widzieliśmy. Może nam to wyjaśni Sylwester, ten jest przez smoki i inne gadziny Huh?" Chcesz wyjaśnienia, proszę bardzo, po prostu nie nadszedł dla Ciebie jeszcze czas by zobaczyć gadzinę, ale pamiętaj, że co komu pisane to go nie ominie, więc nie poprzestawaj, a będzie Ci dane ... pozdrawiam
RE: Z historii gór - maciek - 19-04-2008 09:53 PM Stasiu napisał(a): Na fotografii jestem ja na tle głazu, który niesie zkamieniałe stopy dinozaurów.
RE: Z historii gór - Stasiu - 19-04-2008 10:17 PM maciek napisał(a):
Udana podróż w czasie!
![]() ![]()
RE: Z historii gór - paulina - 20-04-2008 08:44 AM Stasiu napisał(a): Mam takie dziwne uczucie, kiedy pomyślę, że w tym miejscu przed kilka milionami lat miały biegać dinozaury.
RE: Z historii gór - Pablo - 21-04-2008 11:02 PM Bardzo ciekawy artykuł z fotkami... zachęcam http://www.krakow.ptt.org.pl/archiwum/wolanie/nr32/tatry%20lat%20dawnych.html RE: Z historii gór - maciek - 22-04-2008 09:40 PM Pablo napisał(a): Bardzo ciekawy artykuł z fotkami... zachęcam
http://www.krakow.ptt.org.pl/archiwum/wolanie/nr32/tatry%20lat%20dawnych.html
RE: Z historii gór - maciek - 01-05-2008 07:50 PM Tak ostatnio powiało na Forum Andami, że pomyślałem sobie o napisaniu czegoś o tamtych stronach. Zapraszam więc na niesamowitą podróż PERUWIAŃSKĄ KOLEJĄ TRANSANDYJSKĄ ![]() Do 2006 roku, czyli do momentu uruchomienia kolei tybetańskiej, była najwyżej w świecie położoną linią kolejową. Uważana jest za jeden z technicznych cudów świata. Wielu podróżników i pasjonatów kolei zalicza ją do najpiękniejszych krajobrazowo szlaków. Pomysł zbudowania linii kolejowej łączącej położony nad Pacyfikiem port Callao z odległymi wschodnioandyjskimi dolinami zrodził się w 1825 roku. Człowiekiem, który się tym zainteresował był amerykański przedsiębiorca Henry Meiggs. W roku 1869 władze Peru podpisały z nim kontrakt na budowę linii kolejowej. Wielu specjalistów w dziedzinie budowy dróg żelaznych uważało ten pomysł wręcz za absurdalny i niemożliwy do zrealizowania. Meiggs mawiał: "wszędzie tam, gdzie dojdzie lama, można doprowadzić pociąg". "Don Enrique" - tak o nim mówili Peruwiańczycy -zaproponował opracowanie projektu i objęcie nadzoru nad budową transandyjskiej linii kolejowej polskiemu inżynierowi -Ernestowi Malinowskiemu. Ernest Malinowski urodził się prawdopodobnie w 1808 roku (dokładnej daty urodzenia nie poznano do tej pory). Jako młody oficer brał udział w powstaniu listopadowym. Po jego upadku wyjechał do Francji, gdzie studiował i ukończył Paryską Szkołę Dróg i Mostów. Do 1852 roku pracował we francuskim Korpusie Dróg i Mostów. Później wyjechał do Peru i tu pozostał do końca życia. Był niezwykle zasłużoną dla tego kraju postacią. Podczas wojny z Hiszpanią w 1866 roku, zajął się budową fortyfikacji w porcie Callao. Swoją wiedzę i doświadczenie inżynieryjne wykorzystał podczas budowy jednego z najpiękniejszych peruwiańskich miast -Arequipy. Zajmował się pracą naukową - był profesorem na uniwersytecie w Limie. Został uznany za bohatera narodowego. W dowód wdzięczności Peruwiańczycy wystawili mu pomnik w Limie. Zmarł w 1899 roku. Budowę linii kolejowej rozpoczęto w 1870 roku. Osiem lat trwała budowa pierwszego odcinka do miejscowości Chicla. W 1893 roku oddano do użytku drugą część linii, do miasta La Oraya., a w 1908 roku otwarto ostatni fragment do miasta Huancayo. Cała trasa liczy 335 kilometrów długości. Otwarcie tej linii kolejowej miało dla Peru ważne znaczenie gospodarcze. Transportowano tędy wydobywane w Andach kopaliny: minerały, złoto, srebro, cynk oraz drewno z Amazonii. Swoistą ciekawostką jest używanie tej drogi do transportu mleka z oddalonej od Limy o 90 kilometrów Doliny Matucana. Wykorzystując nachylenie torów, załadowane bańkami z mlekiem wagony były same, bez lokomotywy spuszczane w stronę stolicy. Ponieważ kilka takich kursów zakończyło się wypadkami, szybko zrezygnowano z tej formy niekontrolowanego przewozu. Przebieg tej trasy kolejowej jest niezmiernie atrakcyjny widokowo i momentami zapierający dech w piersiach. Tor biegnie po skalnych występach, trawersuje półki skalne nad przepaściami, wspina się na przełęcze. Dzięki wybudowanym 61 mostom, możliwym stało się przekraczanie licznych wąwozów i dolin. Wiele mostów i wiaduktów to praktycznie tylko tor, bez żadnych zabezpieczeń, wsparty na skomplikowanej konstrukcji, będącej arcydziełem myśli konstruktorskiej Ernesta Malinowskiego. Przejeżdżając po tych mostach, pasażer odnosi wrażenie jakby unosił się w powietrzu nad głęboką przepaścią. Na trasie wykuto w skale 63 tunele. W jednym z nich, mającym duże nachylenie, jadący ze zgrzytem kół pociąg osiąga maksymalną wysokość na trasie - 4818 m.n.p.m. Podczas dziewięciogodzinnej podróży, kierunek jazdy zmienia się jedenaście razy. Pociąg pokonuje liczne zakręty, niektóre mające nawet 180*, wspina się mozolnie pod górę, to znów wchodzi w ostre zjazdy. Tej niezwykłej, malowniczej podróży towarzyszy w dzisiejszych czasach ryk silników spalinowej lokomotywy (dawniej hałas parowozu oraz kłęby dymu i pary wodnej z niego wydobywającej się). W 1999 roku, na przełęczy Ticlio, niedaleko najwyżej położonego miejsca na linii transandyjskiej, odsłonięto pomnik upamiętniający jej projektanta i budowniczego, trochę zapomnianego w ojczystym kraju - Ernesta Malinowskiego. Źródło: 1) "Koleją przez świat"- przewodnik wzdłuż 30 najciekawszych tras kolejowych - Oficyna Wydawnicza "Multico" - Warszawa 1994. 2) "Wielka historia świata" tom XV - Wydawnictwo "Pinnex"- Kraków 2004. 3) "Wielka historia Polski" tom VI - Wydawnictwo "Pinnex" - Kraków 1999. RE: Z historii gór - Aniap - 02-05-2008 08:54 AM Kolejny kawałek historii z dalekich gór, ale z jakimże pięknym polskim akcentem! Niech wieje Andami czy innymi górami - ciekawie napisane, dobrze się czyta! Czekam na kolejne opowieści! Pozdrawiam! RE: Z historii gór - Agnieszka.S - 02-05-2008 09:28 AM Dzięki Maćku za kolejną, jakże ciekawą historię. Czytałam kiedyś o Erneście Malinowskim i słynnej peruwiańskiej kolei..Bardzo interesujące i jakże dla nas egzotyczne..Czekamy na następne powtórki z historii!!!! RE: Z historii gór - Pablo - 02-05-2008 10:02 AM sUPER... Maciek, ciekawa historia, oglądałem kiedyś o tej linii program, dawno dawno temu. Ponoć wagony wyposażone są w maski tlenowe dla co bardziej wrażliwych na wysokość. RE: Z historii gór - tomtur - 02-05-2008 10:18 AM Gdzieś czytałem że na uroczystości odsłoniecia była zaproszona polska delegadcja i w czasie odczytu jeden z ówczesnych ambasadorów luk którys konsulów nie wiem dokładnie parokrotnie mdlał i przemówienie za niego dokaczył jeden z wynajetych polskich podróżników który towarzyszył delegacji
RE: Z historii gór - maciek - 02-05-2008 04:31 PM Pablo napisał(a): ... oglądałem kiedyś o tej linii program, dawno dawno temu. Ponoć wagony wyposażone są w maski tlenowe dla co bardziej wrażliwych na wysokość.
Paweł, masz rację. Rzeczywiście, od 3000m.n.p.m. w wagonach pojawiają się specjalnie przeszkoleni pracownicy, którzy osobom cierpiącym na chorobę wysokogórską podają tlen.
RE: Z historii gór - Stasiu - 02-05-2008 09:00 PM Maćku po przeczytaniu Twojej relacji pomyślałem czy nie wyszperasz jakieś schematy tej trasy? RE: Z historii gór - maciek - 04-05-2008 10:07 AM Stasiu napisał(a): Maćku po przeczytaniu Twojej relacji pomyślałem czy nie wyszperasz jakieś schematy tej trasy?
Nie mam niestety takiego schematu. W książce, z której korzystałem jest tylko mapa trasy, ale jest ona wtrącona w tekst i przez to nie jest zbyt wyraźna. RE: Z historii gór - Agnieszka.S - 05-05-2008 05:43 PM Polacy i Andy-kilka słów ![]() W historii eksploracji gór Ameryki Południowej ważne miejsce zajmują Polacy. Stało się tak za sprawą dwóch wypraw alpinistycznych przeprowadzonych jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym, a zorganizowanych przez Koło Wysokogórskie przy Oddziale Warszawskim Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego. Obie ekspedycje miały charakter odkrywczo-naukowych i przyczyniły się do lepszego poznania badanych obszarów. Podczas ich przebiegu dokonano rozpoznania topograficznego nieskartowanych jeszcze terenów, przeprowadzono szereg badań i pomiarów meteorologicznych i medycznych, oraz zdobyto kilkanaście najwyższych a jednocześnie jeszcze dziewiczych szczytów w eksplorowanych obszarach. Pierwsza Polska Wyprawa w Andy odbyła się w latach 1933-34. Za cel obrano rejon górski Cordillera de la Ramada w Argentynie. Podczas ekspedycji grupa sześciu alpinistów-naukowców pod kierownictwem Konstantego Narkiewicza-Jodko zdobyta trzy dziewicze szczyty sześciotysięczne, w tym trzeci co do wysokości szczyt Ameryki Południowej - Mercedario. Najważniejszym osiągnięciem wyprawy było jednak wejście na najwyższy wierzchołek Ameryki Południowej Aconcaguę, nową drogą poprowadzoną północną ścianą poprzez lodowiec. Pamiątką tego osiągnięcia jest nazwa `Lodowiec Polaków`, nadana na cześć jego pierwszych zdobywców. W latach 1936-37 odbyła się Druga Polska Wyprawa w Andy. Kierownikiem czteroosobowej ekspedycji był Justyn Wojsznis. Tym razem za cel obrano niezbadany, wyżynny obszar Puna de Atacama, na granicy argentyńsko-chilijskiej. Wyprawa zakończyła się pierwszymi wejściami na 9 sześciotysięcznych szczytów, w tym drugi do wysokości w Ameryce Południowej - Ojos del Salado. Obie wyprawy przeprowadzone przez Polaków uznano za jedne najważniejszych przedwojennych osiągnięć alpinistycznych na świecie. RE: Z historii gór - dr.Etker - 06-05-2008 06:51 PM Agnieszka.S napisał(a): Pamiątką tego osiągnięcia jest nazwa `Lodowiec Polaków`, nadana na cześć jego pierwszych zdobywców.
Piękny przyczynek do eksploracji i historii poznania gór Ameryki Południowej przypomniałaś Agnieszko RE: Z historii gór - Agnieszka.S - 06-05-2008 07:02 PM Dziękuję za suplement Doktorze, bardzo ciekawe zdjęcia i mapki! Pozdrawiam
RE: Z historii gór - maciek - 06-05-2008 09:19 PM Agnieszka.S napisał(a): W historii eksploracji gór Ameryki Południowej ważne miejsce zajmują Polacy.
Polacy już chyba mają taką cechę, że wszędzie ich pełno. RE: Z historii gór - maciek - 08-05-2008 08:19 AM A dziś mija kolejna rocznica urodzin Stanisława Witkiewicza (ojca), wielce dla Zakopanego i dla Tatr zasłużonego Polaka. http://www.podhale.z-ne.pl/s,doc,pol,podhale,1441,0,21750,1,1441,stanislaw_witkiewicz.html RE: Z historii gór - maciek - 13-05-2008 08:03 AM Dziś wspominamy polską himalaistkę Wandę Rutkiewicz. http://www.zsp2wadowice.iap.pl/himalaje/wanda.php RE: Z historii gór - maciek - 29-05-2008 08:30 AM 55 lat temu sir Edmund Hillary i Szerpa Tenzing Norgay zdobyli najwyższy szczyt Ziemi. http://globtroter.onet.pl/40292,osoby.html RE: Z historii gór - Agnieszka.S - 29-05-2008 09:24 AM maciek napisał(a): 55 lat temu sir Edmund Hillary i Szerpa Tenzing Norgay zdobyli najwyższy szczyt Ziemi.
http://globtroter.onet.pl/40292,osoby.html
RE: Z historii gór - maciek - 15-06-2008 04:18 PM JAK TO KIEDYŚ PO GÓRACH WĘDROWANO część pierwsza Zajrzałem dziś do książki Stanisława Witkiewicza "Na przełęczy" i pomyślałem, że chyba warto przypomnieć Wszystkim jak przedstawiała się w dziewiętnastym wieku osoba przewodnika górskiego-bardzo ważna dla turystów, wędrujących wówczas po Tatrach A więc...poczytajmy razem ![]() " Przewodnik polski różni się tem od przewodników alpejskich lub szwabów z węgierskiej strony, że jest on istotnym TOWARZYSZEM , rzeczywistym OPIEKUNEM; jego ambicyją, honorem jest, żeby podróżnemu było jak najlepiej. Rzadki, prawie niebywały i okrywający hańbą wypadek, jest "ostawienie" pana, opuszczenie, niechęć. Nietylko wskazywanie drogi jest jego obowiązkiem. On prawie idzie za "pana", dodaje mu energii, utrzymuje w nim siłę, odwagę, dobry humor, myśli o tem, żeby on w porę jadł, pił i odpoczywał. Wodzenie po górach jest fachem, dziś już ujętym w pewien systemat i młodzi przewodnicy odbywają rodzaj terminu, chodząc z początku, jako "chłopi", tylko do noszenia ciężarów, przy starszych, doświadczonych, umiejących już "gazdować z panami". Dobry przewodnik, ma swoje i bardzo słuszne pojęcie o psychologii "pana". Wie on, że zawieszony nad przepaścią, albo postawiony nosem przy prostopadłej ścianie, na którą każą mu się wdrapywać, dólski człowiek gubi równowagę wewnętrzną i zewnętrzną i albo się zwali, albo też straci władzę w nogach ze strachu. To też Wojtek nigdy i niczem nie da poznać, że jest w kłopocie. Czasem, gdyby był sam, zdjąłby kierpce, przeżegnał się i wyszedłby po granicie pokrytym szklącą, lodową skorupą, ale w "panu" takie przygotowania mogą od razu zabić ducha; więc też wynajduje inne sposoby wydobycia się z matni, i podróżny, dopiero w domu, w Warszawie, nie śpiąc w nocy, gdy mu się przypomni śliski lód, na którym stał, ponad kilku tysiącami stóp głębi, dostaje paniki, chwyta się za materace łóżka, lub przez sen zaczyna wołać ratunku... To też tylko bardzo "płony" przewodnik pokazuje z daleka podróżnemu te ciężkie przeprawy, które go czekają. W wielkiej płóciennej torbie na plecach dźwiga on całe gospodarstwo: kilkudniowy zapas żywności dla siebie i dla pana, pledy, paltoty, koce potrzebne na noclegach, zapasowe buty, - odbiera od "pana" wszystko cokolwiek mu może ciężyć. W ręku niesie kotlik do warzenia "herby", herbaty, tak nadzwyczajnie ważnej i potrzebnej na wędrówkach. Silna ciupaga służy mu do oparcia się, do nacinania stupai w śniegu lub lodzie, do rąbania "sucharzy" lub kosodrzewiny na watrę." [attachment=11818] drzeworyt S.Witkiewicza Kto z Was reflektuje na takiego przewodnika i opiekuna zarazem? Ja chętnie przeniósłbym się w tamten czas. ![]() Źródło: "Na przełęczy" - Stanisław Witkiewicz - reprint wydania z 1891 roku. RE: Z historii gór - spoko - 15-06-2008 04:30 PM Maciek .Jako przewodnik czy klient? Heh ja bym mógł być za przewodnika ale bez dźwigania tobołów No musiałbym mieć jeszcze takiego "Chłopa" od dźwigania
RE: Z historii gór - paulina - 15-06-2008 05:48 PM maciek napisał(a):
Kto z Was reflektuje na takiego przewodnika i opiekuna zarazem? Ja chętnie przeniósłbym się w tamten czas.
![]()
RE: Z historii gór - maciek - 15-06-2008 06:59 PM paulina napisał(a): maciek napisał(a):
Kto z Was reflektuje na takiego przewodnika i opiekuna zarazem? Ja chętnie przeniósłbym się w tamten czas.
![]()
O, widzę, że mam w Tobie bratnią duszę. RE: Z historii gór - Agnieszka.S - 15-06-2008 07:15 PM Ja również dopisuję się do listy "bratnich dusz", które pociąga atmosfera z dawnych czasów! Dzięki Maćku! RE: Z historii gór - maciek - 14-07-2008 11:32 PM Jezioro Czorsztyńskie Na temat budowy zapory w Niedzicy i spiętrzenia wód Dunajca wiele przed laty już mówiono. Ta kontrowersyjna inwestycja na terenie Pienin budziła wiele emocji - miała swoich zwolenników i zagorzałych przeciwników. Od kilku lat na mapie Polski widnieje już niebieski zarys Jeziora Czorsztyńskiego. We wrześniu 1993 roku, wędrując po Pieninach, udało mi się wejść w pobliże tej budowy. Oto kilka zdjęć z tamtego okresu. [attachment=12844] Zabudowania Starego Czorsztyna, opuszczone przez jego mieszkańców. Miałem okazję przejść obok takiego budynku. Widok bardzo przygnębiający. [attachment=12845] Widok w kierunku zamku w Niedzicy. [attachment=12846] Olbrzymie ciężarówki kursujące po obecnym dnie jeziora. Średnica kół tych kolosów przekracza chyba dwa metry. Gdy nielegalnie przymykałem po terenie budowy, minął mnie jeden z takich "potworów". RE: Z historii gór - gosia3ek - 15-07-2008 03:10 AM co do budowy tego jeziora, ostatnio akurat znalazłam artykuł na ten temat i się zapoznałam dogłębnie. na razie piszę ogólnie i na szybko, jeżeli kogoś interesuje ta kwestia poszukam źródeł, bądź podam konkretniejsze dane generalnie ludności ze Starych Maniów (inaczej - wspomnianego przez Macka Starego Czorsztyna) obiecano, że jeżeli się przeprowadzą do Nowych - dostaną własny dom z ogrodem, oraz miejsce na inwentarz. jak to wygląda obecnie - wiecie, działki ok 2arów, domki identyczne i jeden przy drugim - traumatycznie tam wygląda. przed samym zalaniem jeziora na cmentarzu w Starych Maniowach przeprowadzano wykopaliska archeologiczne, został tam odkryty pokaźny zbiór biżuterii i innych obiektów wykopaliskowych. i tutaj taka moja konkluzja - musiały tam niezłe pieniążki "z ręki do ręki" przejść - zważywszy na ówczesną rzeczywistość - że archeolodzy dopuścili do zalania takiego "złotodajnego" terenu. i co jeszcze - generalnie po wybudowaniu zapory Dunajec stracił swój typowo "górski" charakter. jeziora są zanieczyszczone i zamulone, z powodu braków w projekcie na zaporze zbierają się śmieci... i na koniec - wiele się mówiło po wielkiej powodzi w 1997 roku o "zbawiennym" wpływie zapory w czorsztynie, i o tym, że uratowała ona wiele miast (m.in. moje) przed zalaniem otóż, wg najnowszych badań i symulacji okazało się, że fala powodziowa w okolicach Nowego Sącza(w przypadku gdyby zapora nie istniała)-byłaby wyższa o jedyne 5cm czy było warto?? odpowiedzcie sami. RE: Z historii gór - maciek - 15-07-2008 06:17 AM gosia3ek napisał(a): generalnie ludności ze Starych Maniów (inaczej - wspomnianego przez Macka Starego Czorsztyna)...
Dzięki za korektę. Pamięć ludzka jest zawodna. RE: Z historii gór - maciek - 27-07-2008 03:55 PM JAK TO KIEDYŚ PO GÓRACH WĘDROWANO część druga Jest to dalszy ciąg opisu dziewiętnastowiecznych tatrzańskich wycieczek, zawarty w powieści Stanisława Witkiewicza "Na przełęczy". Pierwsza część w poscie nr 94. Trzynastu takich przewodników i dziewięciu "panów" ruszało właśnie z kuźnic na wycieczkę, której kierunek wiadomy był tylko dowodzącemu. Była to wycieczka, jak ktoś mówił, "w wielkim stylu", przypominająca choć trochę , tłumne wyprawy prof. Chałubińskiego, w których uczestniczył cały "naród" chłopów i turystów. Byli tam ludzie rozmaitego wieku i powołania. Poeci i przedstawiciele większej posiadłości, śpiewacy przyrodnicy, malarze i ludzie bez fachu, aż do najnowszego kwiatu cywilizacyi: hypnotyzera; starzy taternicy szli obok nowicyuszów; - podobnież między przewodnikami od starych kłusowników aż do młodej gawiedzi, która poznaje góry tylko, chodząc na wycieczki, wszystko to ruszało bandą z Hamer, przy dźwiękach Orawskiego marsza. [attachment=13239] drzeworyt S.Witkiewicza Para skrzypiec, basy i gęśliki Sabały, na tle szumu potoku i ogromu gór, zdawały się tylko brzęczeniem wielkich komarów. Cicha ta, rozwiewna muzyka odpowiada temu nieokreślonemu uczuciu, z jakim się człowiek puszcza na taką wyprawę, - zwłaszcza jeżeli to pierwsza wielka wycieczka. Jest coś w tem coś z rekrutów, idących na niewiadome losy. [...] Ucichła muzyka, banda rozsypuje się w długi szereg i pnie się w milczeniu. Wśród pni rudawych, w leśnej ciemni świecą się białe postacie górali, rozchodzą się w spokojnem, chłodnem powietrzu błękitne smugi dymu fajek i papierosów. Monotonia tego lasu nuży gorzej, niż samo wdzieranie się na strome i śliskie zbocze. Górale znudzeni zaczynają śpiewać: Oj hory, nase hory, To nase kumory, Bukowe listecki, Nase podusecki [attachment=13240] drzeworyt S. Witkiewicza Źródło: "Na przełęczy" - Stanisław Witkiewicz - reprint wydania z 1891 roku. RE: Z historii gór - maciek - 04-10-2008 08:17 PM Nieczynne szlaki tatrzańskie Dziś, przy robieniu porządków w moich szpargałach, wpadała mi w ręce stara mapa Tatr z 1958 roku. Znalazłem na niej zaznaczone szlaki, w tym takie, które są już zamknięte. 1. Żółty szlak z Doliny Jaworzynki do Magurskiej Jaskini w Kopie Magury. 2. Zielony - z Przełęczy Karb pod Świnicką Przełęcz. 3. Niebieski - ze schroniska pod Ornakiem, przez Halę Pyszną na Pyszniańską Przełęcz. 4. Niebieski - z Przełęczy Iwaniackiej na Kominiarski Wierch. 5. Żółty - z Doliny Bobrowieckiej, przez Suchą Dolinę na Osobitą. 6. Zielony - z Liliowego na Zawory. 7. Czerwony - z Doliny Pięciu Stawów na Gładką Przełęcz. 8. Czerwony - z Doliny Piarżystej na Wrota Chałubińskiego. 9. Zielony - z Doliny Hińczowej na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. 10. Żółty - do Doliny Ważeckiej nad Zielony Staw Ważecki, odchodzący w połowie niebieskiego szlaku, wiodącego na Krywań. 11. Zielony - z Łomnickiego Stawu na Łomnicką Przełęcz. 12. Czerwony - znad Białego Stawu w Dolinie Białej Wody Kieżmarskiej , przez Przełęcz pod Kopą na Szalony Wierch i dalej granią Tatr Bielskich do Tatrzańskiej Kotliny (ciąg dalszy Magistrali). 13. Niebieski - ze schroniska pod Szarotką na Bujaczy Wierch. 14. Żółty - z Szerokiej Przełęczy na Płaczliwą Skałę. ....................................................................................................................................................... *Na temat nieczynnych szlaków możesz znaleźć informacje w poscie nr 101 autorstwa Galleahada w temacie "Górskie starocie": http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=1633&page=7 RE: Z historii gór - Mordimer - 04-10-2008 10:19 PM Aż żal, że te szlaki są już zamknięte. Dałoby to wiele nowych możliwości, a tak trzeba kombinować
RE: Z historii gór - Stasiu - 05-10-2008 11:12 AM Moje słowa Mordimerze. Ja ze względu na swój wiek, niektóre jeszcze legalnie!!! przeszedłem w latach 70 minionego wieku. ![]() Żebym nie naruszał przepisów, raczej wolę chodzić po alpejskich górach a Taterki odwiedzam z nonstalgii po minionych czasach. P.S. Dla Maćka. Mój wujek (dobry tatrolog) mi raz powiadał, że w okresie międzywojennym była wyznaczona trasa na Baranie Rogi a po wojnie jeszcze były wyznaczone szlaki na Gerlach i Łomnicę. Szlaki te zamknięto ponoć po paru wypadkach niedoświadczonych turystów, którzy masowo zaczynali odwiedzać ten zakątek .
RE: Z historii gór - Łukasz - 06-10-2008 06:14 AM maciek napisał(a): 2. Zielony - z Przełęczy Karb pod Świnicką Przełęcz.
Kiedyś koleżanka, goniąc męża , poszła tamtędy. Doszła. 12. Czerwony - znad Białego Stawu w Dolinie Białej Wody Kieżmarskiej , przez Przełęcz pod Kopą na Szalony Wierch i dalej granią Tatr Bielskich do Tatrzańskiej Kotliny (ciąg dalszy Magistrali). Szedłem częścią tego szlaku w tym roku. Do Zadnich Jatek. Bardzo wyraźne znaki na kamieniach. 14. Żółty - z Szerokiej Przełęczy na Płaczliwą Skałę. Cały szlak dalej wyraźnie wyznaczony. Dobrą mieli farbę ![]()
RE: Z historii gór - maciek - 09-10-2008 07:46 PM Nieczynne szlaki tatrzańskie ciąg dalszy. Temat nieczynnych szlaków tatrzańskich zainteresował kilku Forumowiczów, więc poszukałem jeszcze trochę wśród różnych książek i znalazłem - myślę - coś ciekawego. Oto lista pozostałych znakowanych szlaków z końca XIX i początku XX wieku, które już od kilkudziesięciu lat są zamknięte. Polskie Tatry Zachodnie. 1. Dolina za Bramką - Łysanki - Przełęcz w Grzybowcu - (znaki białe). 2. Wylot Doliny Strążyskiej - Samkowa Czuba - Jatki - Łysanki - Przełęcz w Grzybowcu. 3. Dolina Strążyska - Mała Dolinka - Żleb Warzęcha - Przełęcz Bacuch. 4. Mała Dolinka - Żleb Kirkora - Giewontowi Przełęcz - Giewont (szlak bardzo trudny, zamknięty z powodu licznych wypadków). 5. Kalatówki - Wrótka. 6. Hala pod Przysłopem - Dolina Miętusia (dno doliny, a nie jej wschodnie zbocze, jak to ma miejsce obecnie) - Wantule - Kobylarzowy Żleb - Małołączniak - (znaki zielone). 7. Kocioł pod Wielką Turnią w Dolinie Małej Łąki - Małołącka Przełęcz - (znaki żółte). 8. Brama Kraszewskiego - Hala Upłaz. 9. Lodowe Źródło w Dolinie Kościeliskiej - Zbójnickie Okna w Organach. 10. Kuźnice - Hala Goryczkowa - Przełęcz Goryczkowa nad Zakosy. 11. Dolina Starorobociańska - Baniste - Ornak. 12. Siwa Polana - Molkówka (szlak łączący Dolinę Chochołowską z Cichą Doliną Orawską). 13. Brama Kraszewskiego - Hala Stoły - Kominiarski Wierch - (znaki niebieskie). 14. Krzyż W. Pola - Dolina Smytnia - Kominiarski Wierch - Przełęcz Iwaniacka - Dolina Chochołowska - (znaki czerwone). Polskie Tatry Wysokie 1. Dolina Waksmundzka - Krzyżne - (znaki białe) 2. Polana pod Wołoszynem - Wołoszyn - Krzyżne - Kozi Wierch - Zawrat - (znaki czerwone - "Orla Perć"). Więcej szczgółów - patrz post nr 10 w temacie "Z historii gór". 3. Morskie Oko - Polana pod Żabiem (nie znakowana ścieżka, biegnąca po prawej stronie Rybiego Potoku, stanowiąca dogodne przejście w stronę Polskiego Grzebienia). 4. Schronisko w Roztoce - Wanta - Morskie Oko (stara droga do Morskiego Oka). 5. Początek grzędy pod Rysami - Niżnie Rysy - (znaki niebieskie). 6. Górna cześć Doliny Pańszczycy - Przełęcz Nowickiego - Dolinka Buczynowa - (znaki czerwone). Słowackie Tatry Wysokie 1. Waga - Wysoka - ( znaki czerwone). 2. Popradski Staw - Dolina Złomisk - Zmarzły Staw - (znaki żółte). 3. Dolina Koprowa - Dolina Niewcyrka - Wyżni Teryański Staw - ( ścieżka nie znakowana, ciesząca się olbrzymią popularnością, wiodąca do małego schroniska ). Masowe zamykanie szlaków miało miejsce w latach trzydziestych XX wieku i w okresie 1954 - 1974. Później dokonywano pojedynczych kasacji i jak pokazuje najnowsza historia, trwają one do dziś. Źródło: "Z historii znakowania szlaków w Tatrach Polskich" - Władysław Midowicz - Wydawnictwo PTTK "Kraj" - Warszawa - Kraków 1986. "Przewodnik po Tatrach część I - Tatry Zachodnie". - Janusz Chmielowski - Księgarnia Polska Bernarda Połonieckiego - Warszawa - Lwów - 1907. "Przewodnik po Tatrach część II - Tatry Wysokie (od Liliowego po Wagę)". - Janusz Chmielowski - Księgarnia Polska Bernarda Połonieckiego - Warszawa - Lwów - 1908. Niestety, nie mam kolejnych części przewodnika Janusza Chmielowskiego, z którego korzystałem przy opracowaniu zagadnienia, tyczącego słowackiej części Tatr. Jeśli ktoś z Was posiada jakieś źródło w tym temacie, to zachęcam do jego kontynuowania. ![]() ....................................................................................................................................................... *Na temat nieczynnych szlaków możesz znaleźć informacje w poscie nr 101 autorstwa Galleahada w temacie "Górskie starocie": http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=1633&page=7 RE: Z historii gór - jacko - 09-10-2008 09:03 PM Kilka tych rozwiązań bardzo by ułatwiło wędrówki ![]() Z drugiej strony dla dobra co niektórych i przyrody tatrzańskiej może faktycznie lepiej było je zamknąć... RE: Z historii gór - maciek - 16-10-2008 08:06 AM Trzydzieści lat temu, akurat w dniu wyboru Karola Wojtyły na papieża, Wanda Rutkiewicz jako pierwszy w historii Polak, jako pierwsza Europejka i jako trzecia na świecie kobieta stanęła na Mount Everest.[attachment=15962] Zdjęcie pochodzi z książki Artura Hajzera "Atak rozpaczy". http://commons.wikimedia.org/wiki/Image:Everest_-_Polish_International_Mt_Everest_expedition_99.jpg RE: Z historii gór - maciek - 01-11-2008 07:35 AM STARY CMENTARZ ZAKOPIAŃSKI NA PĘKSOWYM BRZYZKU... ...obok warszawskich Powązek, krakowskiego Cmentarza Rakowickiego, wileńskiej Rossy i lwowskiego Łyczakowa należy do najważniejszych polskich nekropolii. Fundatorem cmentarza był Jan Pęksa - zakopiański góral, który w 1848 roku podarował część gruntu parafii. Brzyzek - tak w góralskiej gwarze nazywa się stromy teren nad potokiem ( w tym wypadku nad Cichą Wodą). Stąd wywodzi się nazwa tego miejsca. Na cmentarzu spoczywają ludzie związani z Zakopanem, z Tatrami i z Podhalem, ludzie zasłużeni dla tych miejsc. Spoczywa tutaj odkrywca tych niezwykłych okolic - dr Tytus Chałubiński i jego wierny towarzysz - Jan Krzeptowski Sabała. Swoją mogiłę ma tu pierwszy proboszcz Zakopanego - ksiądz Józef Stolarczyk, pierwszy "dochtor", działacz społeczny - Andrzej Chramiec. Znajdziemy tu nagrobek Marii i Bronisława Dembowskich - badaczy podhalańskiej kultury ludowej. Leży tu legendarny taternik i alpinista, autor opowiadań taternickich - Jan Długosz. Spacerując po tym niezwykłym cmentarzu odnajdziemy tu grób Stanisława Marusarza - słynnego narciarza, czterokrotnego olimpijczyka, tajnego kuriera w okresie drugiej wojny światowej. Grób Heleny Marusarzówny - siostry Stanisława, która podobnie jak on była znaną zawodniczką narciarską, kilkakrotną mistrzynią Polski w konkurencjach alpejskich, łączniczką i kurierem na szlaku Zakopane - Budapeszt. Pochowany jest tutaj Stanisław Witkiewicz - malarz, literat, działacz społeczny, twórca zakopiańskiego stylu architektury, autor projektu kaplicy na Jaszczurówce, Domu pod Jedlami i Muzeum Tatrzańskiego. Spoczywa na Pęksowym Brzyzku Kornel Makuszyński - pisarz, poeta, autor wielu książek dla dzieci i młodzieży, twórca wielu felietonów , w których propagował Tatry i Zakopane. Spośród innych twórców należy wymienić pisarzy i poetów; Władysława Orkana i Kazimierza Przerwę - Tetmajera, mistrzów dłuta; rzeźbiarza i taternika - Antoniego Kenara, Władysława Hasiora, Antoniego Kenara. W 1994 roku pochowano tu Stanisława Mateję - Torbiarza i Janusza Kubicę - ratowników TOPR, którzy zginęli podczas wypadku śmigłowca "Sokół" nad Doliną Olczyską. Mają tu swoje pomniki -symboliczne groby - ludzie, którzy zmarli z dala od gór, a którzy swoje życie z nimi związali; Mariusz Zaruski - taternik, narciarz, malarz pisarz i poeta, twórca i pierwszy kierownik TOPR (zmarł w więziennym szpitalu w Chersoniu koło Odessy), Bronisław Czech - taternik, ratownik, wybitny narciarz - olimpijczyk, rzeźbiarz , więzień obozu w Oświęcimiu, gdzie zginął. W roku 1988 sprowadzono do Zakopanego na Pęksów Brzyzek prochy Stanisława Ignacego Witkiewicza , które złożono do mogiły ojca. Okazało się wkrótce, że przez pomyłkę pochowano w niej szczątki niezidentyfikowanej ukraińskiej kobiety. Na Cmentarzu Zasłużonych (bo i tak również określa się stary zakopiański cmentarz) znajduje się ok. 250 grobów. W 1931 roku urząd wojewódzki w Krakowie nadał mu status zabytku. *"Spokój wieczny tchnący z Pęksowego Brzyzka sprawia, że milkną tu nawet najbardziej hałaśliwe grupy wycieczkowiczów. Bo to jest miejsce niezwykłe, którego niepowtarzalnej atmosfery nikt i nic nie jest w stanie zakłócić. Nad tym niepowtarzalnym kawałkiem ziemi unosi się jeszcze duch starego Zakopanego, gęsty jak poranna mgła na tatrzańskim szlaku?" Źródło: "Ilustrowane dzieje Polski", praca zbiorowa - Wydawnictwo Kluszczyński - Kraków 2000. "Wielka Encyklopedia Tatrzańska" , Z. i W. Paryscy - Wydawnictwo Górskie - Poronin 2004. "Na Pęksowym Brzyzku"- artykuł Ł. Kaźmierczaka, opublikowany w "Przewodniku Katolickim" nr 33/2008.* Zdjęcia z cmentarza możecie znaleźć tu: http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=934&pid=69910#pid69910 RE: Z historii gór - maciek - 25-11-2008 11:08 PM PRZEJŚCIE GŁÓWNEJ GRANI TATR Główna grań Tatr składa się z trzech odcinków; - siedmiokilometrowa grań Tatr Bielskich - od Przełęczy Zdziarskiej do Przełęczy pod Kopą, - grań Tatr Wysokich licząca 26 km. (najtrudniejsza część) - od Przełęczy pod Kopą po Liliowe - grań Tatr Zachodnich - od Liliowego do Huciańskiej Przełęczy (42 km.) Różnica wzniesień, którą należy pokonać podczas przejścia całej głównej Grani Tatr wynosi około 25 km. Przejścia latem Pierwszej próby przejścia głównej Grani Tatr (ale we fragmencie), od Salatyńskiego Wierchu do Cubryny, w dniach 2 - 6 sierpnia 1902, dokonali Teodor Eichenwald i Ferdynand Rabowski z przewodnikami: Janem Bachledą - Tajbrem i Wojciechem Tylką - Suleją. W czerwcu 1931 roku Bronisław Czech, Zofia Stopkówna i Jan Gnojek wraz z przewodnikiem - Janem Krzeptowskim pokonali odcinek od Liliowego do Polskiego Grzebienia. Potrzebowali na to czterech dni. Kolejny wyczyn graniowy to znów sukces Polaków. W dniach od 24 lipca do 5 sierpnia 1934 roku Jan Staszel i Paweł Vogel wystartowali z Murania i po pokonaniu fragmentu grani Tatr Bielskich weszli na główną Grań Tatr i dotarli na Rysy. Wszystkie wymienione wyżej przejścia możliwe były po wcześniejszym przygotowaniu składów żywnościowych na grani. W lipcu 1946 roku (od 15 do 20), Adam Górka i Kazimierz Pasucha, omijając tylko cztery szczyty, bez uprzedniego zakładania składów żywnościowych przeszli jako pierwsi całą Grań Tatr Wysokich w kierunku od Przełęczy pod Kopą do Liliowego. Rekordowo szybkiego przejścia Grani Tatr Wysokich (3,5 dnia), w kierunku od Liliowego do Przełęczy pod Kopą dokonali w lipcu 1953 roku dwaj czescy taternicy: Radowan Kuchar i Bohumil Svatos. Pierwsze przejście całej Grani Tatr to sukces pięciu polskich taterników: Zbigniewa Hegerle, Jerzego Piotrowskiego, Zbigniewa Krysa, Ryszarda Wiktora Schramma i wspomnianego już wcześniej Jana Staszela. W dniach 3 do 13 września 1955 roku, omijając tylko sześć szczytów, ale bez uprzedniego zakładania składów żywnościowych na grani i bez udziału grup wspierających, przeszli w kierunku od Zdziarskiej Przełęczy do Huciańskiej Przełęczy. Dwa lata później kolejnego przejścia całej Grani Tatr, ale w odwrotnym kierunku dokonali Krzysztof Berbeka, Michał Gajewski i Ryszard Wawro. Po ominięciu ośmiu szczytów, przy pomocy grupy wspierającej, donoszącej żywność, w dniach od 2 do 9 czerwca powtórzyli wyczyn poprzedników z 1955 roku. W dniach od 27 sierpnia do 18 września 1960 roku, po raz pierwszy udało się dokonać absolutnie czystego przejścia Grani Tatr, czyli bez ominięcia żadnego szczytu ani turni. Zespół taterników w składzie: Marian Kruczek, Stanisław Obrochta, Józef Olszewski i Henryk Szot, korzystając z wcześniej założonych jedenastu składów żywnościowych i przy pomocy grupy wspierającej, wyruszył z Przełęczy Zdziarskiej, by po trzech tygodniach wędrówki ostrzem grani osiągnąć Huciańską Przełęcz. Przejścia zimowe Pionierami zimowych przejść graniowych są nasi południowi sąsiedzi. W grudniu 1953 roku Miloś Matras wraz z Jaroslavem Mlezakiem w ciągu dwunastu dni pokonali grań Tatr Wysokich od Liliowego do Przełęczy pod Kopą. Przejście w odwrotnym kierunku miało miejsce trzy miesiące później i odbyło się również bez udziału Polaków. Pierwsza próba pokonania Grani Tatr Wysokich zimą przez Polaków, miała miejsce na przełomie marca i kwietnia 1956 roku. Ośmioosobowa grupa krakowskich taterników wraz z kilkuosobową grupą wspierającą wystartowała z Przełęczy pod Kopą, by po dziewięciu dniach dotrzeć do Mięguszowieckich Szczytów. Tutaj, wskutek pogorszenia warunków pogodowych taternicy zostali zmuszeni do kilkudniowego postoju w rejonie Hińczowych Stawów. Ponowne wejście na grań zakończyło się fatalnie dla dwóch uczestników przejścia, których zginęli na zboczach Mięguszowieckiego Szczytu Pośredniego, porwani przez lawinę. Kolejna próba zimowego przejścia, tym razem już całej Grani Tatr, również zakończyła się niepowodzeniem. W kwietniu 1958 roku z Przełęczy Zdziarskiej wystartowały niezależnie od siebie dwa zespoły - warszawski i zakopiański, które w rejonie Czarnej Przełęczy, przy pogarszających się warunkach pogodowych i śniegowych, połączyły siły by już dalej prowadzić wspólną wyprawę. Niestety i tym razem lawina pokrzyżowała plany taterników. W okolicach Przełęczy koło Drąga zginęło dwóch uczestników ekspedycji. Dopiero w 1959 roku pełnym sukcesem zakończyła się wyprawa warszawskiego zespołu w składzie: Jerzy Krajski, Czesław Mrowiec, Kazimierz W. Olech, Andrzej Sobolewski, Szymon Wdowiak i Andrzej Zawada. W dniach od 27 marca do 14 kwietnia pokonali całą główną Grań Tatr, wyruszając ze Zdziarskiej Przełęczy. Podczas tego przejścia tylko dwóch uczestników pokonywało grań, podczas gdy pozostali wędrowali równolegle dolinami i łatwymi obejściami, tworząc w ten sposób ekipę transportową i wspierającą. Pierwsze przejście zimowe głównej Grani Tatr, ale w okresie kalendarzowej zimy, miało miejsce w styczniu 1978 roku. Trzech taterników z Zakopanego: Piotr Malinowski, Józef Olszewski i Krzysztof Żurek 14 stycznia rozpoczęło wędrówkę od Przełęczy Zdziarskiej, by po dziesięciu dniach, omijając kilka szczytów, osiągnąć wyznaczony cel. Całe przedsięwzięcie zasługuję na szczególny podziw, gdyż przejścia dokonano bez uprzedniego zakładania składów żywnościowych i bez udziału grup wspierających. Przejścia samotne W niewiarygodnie szybkim tempie pokonał całą główną Grań Tatr Krzysztof Żurek. Stało się to w dniach 21 - 23 czerwca 1975 roku. Taternik ominął po drodze tylko Targaną Turnię, Bartkową Turniczkę i Igłę w Banówce i korzystał ze składów żywnościowych i pomocy grupy wspierającej. Jeszcze tego samego lata, autorem podobnego wyczynu został Władysław Cywiński (15 - 18 lipca 1975 r.) Na szczególne uznanie zasługuje warszawska taterniczka i alpinistka Anna Czerwińska. W dniach 27 lipca do 2 sierpnia 1990 roku, bez zakładania składów żywnościowych i bez udziału grupy wspierającej pokonała całą Główną Grań Tatr. Przejście głównej Grani Tatr jest niezwykłym wyczynem, wymagającym świetnego przygotowania i ogromnej wytrzymałości. Nie wymieniłem wszystkich wypraw, gdyż opracowanie to stałoby się zbyt obszerne, a skupiłem się jedynie na pionierskich wyczynach taternickich na grani. Źródło: "Najpiękniejsze szczyty tatrzańskie" - Janusz Kurczab i Marek Wołoszyński - Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1991 "Wielka Encyklopedia Tatrzańska" - Zofia i Witold H. Paryscy - Wydawnictwo Górskie, Poronin 2004 "Grań Tatr" część I - Adam Piechowski - Wydawnictwo "Text"- Warszawa 1992 RE: Z historii gór - maciek - 27-11-2008 08:43 AM Dokładnie siedemdziesiąt lat temu - 27 listopada 1938 roku - żołnierze polscy wkroczyli do Jaworzyny Spiskiej, zajmując tereny leżące u podnóża Tatr oraz ich część. Tym samym granica ze Słowacją przesunięta została z linii Rysy - Żabie - Dolina Białki (czyli tak, jak przebiega ona obecnie) na główną grań Tatr, poprzez Polski Grzebień, Baranie Rogi, Płaczliwą Skałę, aż po Zdziarską Przełęcz. Stan ten utrzymał się do wybuchu drugiej wojny światowej. O tym, budzącym wiele kontrowersji wydarzeniu, obszerniej możemy dowiedzieć się z ostatniego numeru kwartalnika "Tatry". http://www.tatry.tpn.pl/ Przejęcie tych terenów było elementem przeprowadzanej w tamtych dniach korekty naszej południowej granicy, zapoczątkowanej 2 października 1938 roku zajęciem Zaolzia. W tym czasie doszło do podobnych zmian na korzyść Polski na Orawie, w rejonie Żegiestowa i Łupkowa. Wydarzenia te zaciążyły na stosunkach Polski ze Słowacją i Czechami. RE: Z historii gór - dr.Etker - 27-11-2008 09:25 AM http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5995360,Nacjonalizmy_strasza_w_Tatrach.html RE: Z historii gór - maciek - 27-11-2008 09:34 AM dr.Etker napisał(a): http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5995360,Nacjonalizmy_strasza_w_Tatrach.html
Cytat: Wejście wojsk polskich w 1938 r. to bardzo trudny temat na Słowacji. Musimy jednak rozliczyć się z historią, bo jesteśmy narodami, które żyją pod Tatrami obok siebie, do tego w Europie bez granic. Nacjonalizmy nie powinny rządzić tatrzańskim pograniczem - dodaje Laucik.
RE: Z historii gór - dr.Etker - 27-11-2008 10:32 AM maciek napisał(a): Cytat: Wejście wojsk polskich w 1938 r. to bardzo trudny temat na Słowacji. Musimy jednak rozliczyć się z historią, bo jesteśmy narodami, które żyją pod Tatrami obok siebie, do tego w Europie bez granic. Nacjonalizmy nie powinny rządzić tatrzańskim pograniczem - dodaje Laucik.
Mam raczej pozytywne wspomnienia z wizyt po słowackiej stronie Tatr . RE: Z historii gór - maciek - 27-11-2008 10:43 AM dr.Etker napisał(a): Mam raczej pozytywne wspomnienia z wizyt po słowackiej stronie Tatr .
Ja również. dr.Etker napisał(a): Tak czy inaczej-chciałbym zwrócić uwagę , że poruszane zagadnienia są nie tak jednoznaczne jak się czasem sugeruje-zwłaszcza na Słowacji..
Słuszne słowa.
RE: Z historii gór - dr.Etker - 27-11-2008 10:48 AM maciek napisał(a): dr.Etker napisał(a): Mam raczej pozytywne wspomnienia z wizyt po słowackiej stronie Tatr .
Ja również.
Oby tak było RE: Z historii gór - Sokół - 27-11-2008 07:01 PM maciek napisał(a): Niestety, nie mam kolejnych części przewodnika Janusza Chmielowskiego
RE: Z historii gór - Mordimer - 27-11-2008 07:08 PM Sokół napisał(a): maciek napisał(a): Niestety, nie mam kolejnych części przewodnika Janusza Chmielowskiego
RE: Z historii gór - Stasiu - 27-11-2008 08:11 PM dr.Etker napisał(a): Oby tak było
![]()
RE: Z historii gór - maciek - 27-11-2008 09:38 PM Stasiu napisał(a): Widzicie panowie a ja jestem żywym eksponatem, który całe życie jest z tym związany i nieustannie musi pogrążać się w tych wydarzeniach
![]()
Stasiu! Liczyłem na Ciebie, że zabierzesz dziś głos w tym temacie.
RE: Z historii gór - dr.Etker - 28-11-2008 04:29 PM maciek napisał(a): Stasiu! Liczyłem na Ciebie, że zabierzesz dziś głos w tym temacie.
No to i ja zabiorę głos w tym temacie- RE: Z historii gór - tomtur - 28-11-2008 05:11 PM Butelkowany 10 nie jest zły,ale,ale zimny :shy:
RE: Z historii gór - dr.Etker - 28-11-2008 05:18 PM tomtur napisał(a): Butelkowany 10 nie jest zły,ale,ale zimny
:shy:![]()
I w tym jest nadzieja RE: Z historii gór - Anna - 03-12-2008 10:44 PM Tak sobie czytam z historii gór i każdy z Was ?wyszperał?;-) ciekawy temat. Jeśli o mnie chodzi zawsze ciekawiła mnie historia znakowania szlaków górskich i dlatego poszukałam czegoś na ten temat bo dzięki szlakom górskim właśnie, możemy robić to co lubimy czyli górołazić;-I tak historia znakowania szlaków turystycznych w górach została zapoczątkowana pod koniec XIX wieku. Głównym pomysłodawcą znakowania szlaków stało się Towarzystwo Tatrzańskie( po ustanowieniu statusu ,zarejestrowane w 1874 roku), które za nadrzędną sprawę uznawało szerzenie wśród ludzi chęci do chodzenia po górach-i chwała im za to ![]() Chcąc osiągnąć zamierzony cel Towarzystwo musiało ułatwić ludziom pobyt w górach ,a co za tym idzie zapewnić schronienie i dzięki tej ideii zaczęto także budować pierwsze schroniska, co dalej skutkowało rozpoczęciem wytyczania ścieżek i szlaków turystycznych w górach w celach orientacyjnych. Pierwszy Polski szlak turystyczny wytyczono w 1880 roku, natomiast pierwszy szlak turystyczny w Tatrach w 1887 roku(z Toporowej Cyrhli przez Psią Trawkę, Waksmundzką Polanę i Wodogrzmoty Mickiewicza do Morskiego Oka). Miał on postać czerwonego paska, malowanego minerałem o nazwie cynobrem. Pierwsze szlaki w Beskidach Zachodnich zaczęły powstawać od 1893 r. w okolicach Klimczoka, Szyndzielni i Magurki( gdzie poniektórzy z Was niedługo tam będą) Oznakowała je niemiecka organizacja Beskidenverein. W 1894 r. organizacja ta wyznaczyła szlak na Babią Górę. Beskidenverein Towarzystwo Beskidzkie) ? niemiecka organizacja turystyki górskiej założona w 1893. Była pierwszą organizacją działająca na terenie polskich Beskidów.Natomiast pierwszy szlak w Beskidach wytyczony przez Towarzystwo Tatrzańskie powstał na drodze z Suchej Beskidzkiej przez Magurkę do Zawoi. W roku 1906 zaczęły powstawać kolejne szlaki wytyczane przez TowarzystwoTatrzańskie w okolicach Babiej Góry a następnie w Beskidzie Sądeckim. W latach 1925-1927 między Polskim Towarzystwem Tatrzańskim a Beskidenverein odbyła się tzw. wojna na pędzle. Członkowie PTT chcieli zapobiec monopolowi Beskidenverein na terenie Beskidów Zachodnich. Na porządku dziennym dochodziło do wzajemnego przemalowywania szlaków ![]() Pierwsze szlaki turystyczne w Polsce wyznakowało w górach Towarzystwo Tatrzańskie, następnie od 1920 roku prace te kontynuowało Polskie Towarzystwo Tatrzańskie wraz z Polskim Towarzystwem Krajoznawczym. A od 1950roku po połączeniu obu wyżej wymienionych nazw organizacji prace te prowadzi Polskie Towarzystwo Turystyczno - Krajoznawcze poprzez wyspecjalizowane komisje statutowe. Proces przekształcenia pierwszej ?jednopasowej? techniki znakowania , która obowiązywała praktycznie do 1914 roku na obecny wzór szlaku "trójpasowego" został dokonany po I wojnie światowej ,kiedy to zaczęto dodawać do pojedynczego znakowania drugi biały pasek.w W roku 1924 niejaki Feliks Rapf(działacz PTT) zaproponował szczegółową instrukcję znakowania i metodyki szlaków, która została wydana i zatwierdzona w 1935 roku i z niewielkimi zmianami i uzupełnieniami Obowiązuje do dziś. Szlaki dzielą się na: 1. piesze - nizinne i górskie; 2. narciarskie; 3. rowerowe; 4. konne; Do znakowania stosuje się 5 kolorów tj. czarny, czerwony, niebieski, żółty i zielony. UWAGA: Kolor szlaku pieszego nie oznacza jego trudności! Jak mylnie myśli wielu turystów. Osobiście sama tak myślałam jeszcze w czasach szkolnych wycieczek w góry;-) Natomiast dla odmiany kolor szlaku zjazdowego (nartostrady) jest wyznacznikiem trudności: zielony -- łatwy; niebieski -- bardzo łatwy; czerwony -- trudny; czarny -- bardzo trudny. Źródło: Internet. Trudniej było dotrzeć do książek na ten temat. O szlakach tatrzańskich książka pt: ? Z historii znakowania szlaków w Tatrach Polskich? Władysława Midowicza z 1986 roku. Książeczkę próbowałam zamówić w antykwariacie http://antykwariat.turnia.pl/showlist.php?in=14328&o=TATRY&k=INNE&i=14328&kl= Złożyłam zamówienie i czekam. W razie wyczytania nieścisłości, proszę o korektę lub uzupełnienie tekstu.Ps: Próbowałam dodać obrazki podstawowej grupy znaków, ale "rozjechały";-) się każdy w swoją stronę;-) Może komuś jednak się uda
RE: Z historii gór - maciek - 04-12-2008 09:42 AM ANNA napisał(a): Do znakowania stosuje się 5 kolorów tj. czarny, czerwony, niebieski, żółty i zielony.
Gdy rozpoczęto znakowanie szlaków, używano do tego cynobru, tak jak to wcześniej napisałaś i tylko tej farby. Pozostałe kolory, z oczywistych względów, weszły w użycie później. ANNA napisał(a): O szlakach tatrzańskich książka pt: ? Z historii znakowania szlaków w Tatrach Polskich? Władysława Midowicza z 1986 roku. Książeczkę próbowałam zamówić w antykwariacie
Bardzo fajna jest ta książeczka. Warto ją zdobyć. Powodzenia. RE: Z historii gór - Sylwester - 05-12-2008 07:54 PM http://www.jelonka.com/news,single,init,article,16913 http://pl.youtube.com/watch?v=hKIiLQpwBu8 RE: Z historii gór - maciek - 12-12-2008 05:14 PM Dwunastego grudnia 1860 roku urodził się w Szymborzu (obecnie dzielnica mojego rodzinnego miasta - Inowrocławia) Jan Kasprowicz - poeta - przedstawiciel okresu Młodej Polski, historyk, filozof, dziennikarz, wykładowca na Uniwersytecie Lwowskim. W swoich wierszach ukazywał piękno przyrody i krajobrazów Kujaw oraz Tatr, które ujrzał po raz pierwszy w roku 1892. "Olśniony urodą gór, wracał do nich corocznie. Widział w nich nie tylko piękno przyrody, ale i symbol znikomości człowieka wobec kosmicznych sił natury i widomy znak twórczej potęgi Boga. Tatry i Podhale, lud tatrzański i jego obyczaje były natchnieniem licznych utworów Kasprowicza, w tym wielu o niezwykłej piękności."* Cisza wieczorna Rozmiłowana, roztęskniona, Hen! Od wieczornej idzie zorzy Zamykać Tatry w swe ramiona. Przed nią zawiewa oddech boży: Wonie jedliczne i świerkowe Ze swych lesistych wstają łoży. A ona tuli jasną głowę Do Osobistej, by wraz potem Kłaść ją na piersi Giewontowe. Po reglach muśnie li przelotem, Czoło Świnniczne w żar rozpali I Hawrań zleje krwawym złotem. Tak mknąc po szczycie i po hali. Z ogniem tęsknicy ginie w dali... Trzy lata przed śmiercią, w 1923 roku, zamieszkał w okolicach Zakopanego, w domu na Harendzie. Tutaj też został pochowany, w grobowcu wybudowanym niedaleko domu. *Fragment posłowia Romana Lotha z tomiku wierszy Kasprowicza "Zaklęte Góry" RE: Z historii gór - maciek - 31-01-2009 08:53 AM MARIUSZ ZARUSKI W 1867 roku, a dokładnie 31 stycznia urodził się Mariusz Zaruski - osoba niezwykle zasłużona dla Tatr: pionier zimowego taternictwa, narciarstwa, taternictwa jaskiniowego i tatrzańskiego ratownictwa. Działacz społeczny i żołnierz walczący podczas pierwszej wojny światowej oraz wojny polsko - bolszewickiej. Literat i malarz, a w początkach swego niezwykłego życia postać mocno związana z morzem - żeglarz i marynarz. Słowem, sylwetka na wskroś wszechstronna - "człowiek Renesansu". Jako entuzjasta i propagator zimowego taternictwa organizował i brał udział w wielu wyprawach tatrzańskich, z których większość miała charakter pierwszych dokonań w tej dyscyplinie. Wypada wspomnieć tu o wejściach na: Rohacze, Osobitą, Kamienistą, Bystrą (pierwsze wejście na nartach), Eljaszową Turnię, Kondracką Przełęcz i Giewont, Liliowe, Tomanową Przełęcz. W Tatrach Wysokich jako pierwszy zimą stanął na Skrajnej i Pośredniej Turni, na Kościelcu (pierwsze wejście na nartach), na Zawracie, na Małym Kozim Wierchu i na wszystkich kolejnych szczytach Orlej Perci aż po Krzyżne. Dalej: Koszysta, Gęsia Szyja (pierwsze wejście na nartach), Mięguszowiecki Szczyt Czarny od północy, Niżnie Rysy. Poza tym brał udział w wielu innych zimowych i letnich ciekawych wejściach, powtarzając sukcesy swoich poprzedników: III wejście zimowe na Świnicę, III wejście latem południową ścianą na Zamarłą Turnię, V wejście zimowe na Skrajną Basztę, zimowe przejście na nartach przez Polski Grzebień. Towarzyszami Zaruskiego, podczas tych wypraw byli między innymi; Klimek Bachleda - przewodnik i przyjaciel, Mieczysław Karłowicz (jego śmierć w lawinie na zboczach Małego Kościelca w 1909 roku przyspieszyła prace nad organizacją TOPR-u). Do grona współuczestników tatrzańskich wędrówek i wspinaczek należeli również: przewodnicy - Stanisław Gąsienica Byrcyn, Jan Obrochta, Jędrzej Marusarz Jarząbek, Jakub Wawrytko starszy, a poza nimi: Gyula Komarnicki, Roman Kordys, Rafał Malczewski, Józef Oppenheim, Stanisław Zdyb i wiele innych znanych postaci tatrzańskiego świata. Spośród wszystkich dziedzin, w których Zaruski przejawiał wielką aktywność, na największą uwagę zasługuje działalność na polu ratownictwa górskiego. Zaruski był inicjatorem i założycielem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którego setną rocznicę powstania będziemy obchodzili w tym roku. Kierował największą i najcięższą w historii ratownictwa tatrzańskiego akcją ratunkową na Małym Jaworowym Szczycie w 1910 roku. Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe jest i pozostanie żywym pomnikiem Zaruskiego - największym dziełem jego życia. [attachment=19211] Mariusz Zaruski na Rohaczu Ostrym - fotografia Mieczysława Karłowicza* Źródło: "Na bezdrożach tatrzańskich" - Mariusz Zaruski - wstęp autorstwa Witolda H. Paryskiego oraz fotografia*- Wydawnictwo LTW, Łomianki 2007 "Zakopiańskim szlakiem Mariusza Zaruskiego" - Maciej Pinkwart - Wydawnictwo PTTK "Kraj", Warszawa - Kraków 1983 "Wielka Encyklopedia Tatrzańska" - Zofia i Witold H. Paryscy - Wydawnictwo Górskie, Poronin 2004 RE: Z historii gór - Pedro - 31-01-2009 11:28 AM Dzięki Maciek za przybliżenie historii. Jak zwykle wymyślisz coś ciekawego i opisujesz to na stronach forum ![]() Odnośnie zaś samego pana Zaruskiego, to choć nazwisko mi znane - to jednak z chęcią przeczytałem zebrane najważniejsze fakty z jego życia zebrane w jednym miejscu. RE: Z historii gór - maciek - 08-02-2009 08:57 AM Dzisiaj rozpoczynają się obchody Roku Mieczysława Karłowicza oraz 100-lecia TOPR-u. Znalazłem ciekawy artykuł o tym kompozytorze i taterniku, wielkim miłośniku Tatr: http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20090207&id=my11.txt RE: Z historii gór - bios - 08-02-2009 02:39 PM maciek napisał(a): Dzisiaj rozpoczynają się obchody Roku Mieczysława Karłowicza
RE: Z historii gór - Pablo - 09-02-2009 11:23 AM maciek napisał(a): Dzisiaj rozpoczynają się obchody Roku Mieczysława Karłowicza oraz 100-lecia TOPR-u. Znalazłem ciekawy artykuł o tym kompozytorze i taterniku, wielkim miłośniku Tatr:
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20090207&id=my11.txt
RE: Z historii gór - maciek - 09-02-2009 04:20 PM Smutna wiadomość. Legendarny kurier tatrzański- Stanisław Frączysty nie żyje. http://www.wprost.pl/ar/152741/Zmarl-Stanislaw-Fraczysty/ RE: Z historii gór - Gandzia1 - 13-02-2009 06:34 PM Kazimierz Przerwa-Tetmajer Ostatnio chodzi mi po głowie to (tak mnie to rozbraja że łzy same mi lecą -piękne): http://www.youtube.com/watch?v=3KfQ46P7o9M&feature=related A kiedy będziesz moją żoną, umiłowaną, poślubioną, wówczas się ogród nam otworzy, ogród świetlisty, pełen zorzy. Rozdzwonią nam się kwietne sady, pachnąć nam będą winogrady, i róże śliczne, i powoje całować będą włosy twoje. Pójdziemy cisi, zamyśleni, Wśród złotych przymgleń i promieni, pójdziemy wolno alejami, pomiędzy drzewa, cisi, sami. Gałązki ku nam zwisać będą, narcyzy piąć się srebrną grzędą i padnie biały kwiat lipowy na rozkochane nasze głowy. Ubiorę ciebie w błękit kwiatów, niezapominajek i bławatów, ustroję ciebie w paproć młodą i świat rozświetlę twa urodą. Pójdziemy cisi, zamyśleni, wśród złotych przymgleń i promieni, pójdziemy w ogród pełen zorzy, kędy drzwi miłość nam otworzy i któżby pomyślał napisał to nasz słynny miłośnik TATR : " Kazimierz Przerwa-Tetmajer (ur. 12 lutego 1865 w Ludźmierzu , zm. 18 stycznia 1940 w Warszawie) ? polski poeta, nowelista, powieściopisarz, przedstawiciel Młodej Polski; brat przyrodni malarza Włodzimierza Tetmajera. Uczęszczał do Gimnazjum św. Anny w Krakowie, gdzie przeniósł się w 1883 z rodziną. W latach 1884-1886 studiował na wydziale filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zadebiutował w 1886 poematem prozą Illa. Jest jednak prawdopodobne, że jego faktycznym debiutem była nowela pt. Rekrut (tekst zaginął). W 1888 Tetmajer zdobył nagrodę literacką za wiersz ku czci Mickiewicza, a rok później za wiersz ku czci Kraszewskiego. W latach 1888?1893 podjął współpracę z pismami "Tygodnik Ilustrowany", "Kurier Warszawski" i krakowskim "Czasem". Wydał osiem serii Poezji, z których najwartościowsze to druga (1894), trzecia (1898) i czwarta (1900). Nastrojowa poezja Tetmajera odpowiadała dekadentom i bohemie młodopolskiej. Mieszkając w młodości w Ludźmierzu, poznał dobrze Podhale, Spisz, Liptów i Tatry. Odbył wiele wycieczek w Tatry w latach 1881-1891 z bratem, Franciszkiem Henrykiem Nowickim, Karolem Podkańskim, Michałem Kirkorem, Klimkiem Bachledą, Tadeuszem (Boyem) Żeleńskim, Januszem Chmielowskim, Jerzym Żuławskim. W 1892 brał udział w pierwszym wejściu na Staroleśny Szczyt. Po 1896 z powodu problemów ze zdrowiem, nie zdobywał już szczytów Tatr, ale za to wędrował po dolinach tatrzańskich, a także po Podhalu . W 1902 taternicy nadali nazwę Przełęcz Tetmajera (Tetmajerscharte, Tetmajer-horhos, potem także Tetmajerovo sedlo) przełęczy między Gerlachem a Zadnim Gerlachem, a Towarzystwo Tatrzańskie nadało mu honorowe członkostwo. Zafascynowany góralskim folklorem napisał cykl opowieści Na skalnym Podhalu, ponadto epopeję tatrzańską Legenda Tatr, składającą się z dwóch części: Maryna z Hrubego i Janosik Nędza Litmanowski. W 1896 przebywał w Heidelbergu, pełniąc funkcję osobistego sekretarza Adama Krasińskiego. Podróżował po Włoszech, Szwajcarii, Francji i Niemczech. Po I wojnie światowej mieszkał w Krakowie, Zakopanem, wreszcie osiadł na stałe w stolicy. W 1918-1919 zainteresował się sporem polsko-czechosłowackim o granicę w Tatrach i na Podtatrzu, brał udział w przygotowaniach do plebiscytu na Spiszu i Orawie; napisał na ten temat broszurę pt. O Spisz, Orawę i Podhale (1919). Pełnił funkcję prezesa Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy Polskich (1921), a w 1934 został członkiem honorowym Polskiej Akademii Literatury. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia (utrata wzroku i nasilająca się choroba umysłowa, będąca efektem kiły) musiał wycofać się z życia społecznego i twórczości literackiej. Miał zapewniony byt dzięki ofiarności społecznej. W styczniu 1940 przetransportowany z Hotelu Europejskiego do Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie, gdzie po kilku dniach zmarł. Przyczyną zgonu (jak wykazała sekcja) był nowotwór przysadki mózgowej oraz niedokrwistość i niewydolność krążenia. Pochowano go wtedy zgodnie z jego życzeniem w grobie syna na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Obecnie spoczywa na zakopiańskim Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. Był przyrodnim, młodszym bratem Włodzimierza Tetmajera, a przez matkę, Julię z Grabowskich[1] kuzynem Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Mimo że kilkakrotnie był zaręczony (m.in. z Laurą Rakowską, z myślą o której napisał wiersz A kiedy będziesz moją żoną), nigdy się nie ożenił." inf z :http://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_Przerwa-Tetmajer RE: Z historii gór - maciek - 13-02-2009 10:56 PM Gandzia1 napisał(a): Ostatnio chodzi mi po głowie to...
Przedni pomysł z postem o Tetmajerze, zwłaszcza, że wczoraj minęła kolejna rocznica jego urodzin. I do tego ta muzyczna oprawa. RE: Z historii gór - maciek - 17-02-2009 07:32 AM Dwadzieścia dziewięć lat temu - 17 lutego 1980 - polscy alpiniści Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki dokonali pierwszego zimowego wejścia na Mount Everest. http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/8/8c/Mount_Everest_1980_winter_expedition.jpg&imgrefurl=http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Mount_Everest_1980_winter_expedition.jpg&usg=__OGhI-yz1bgnj7ckFhpUz_ms6j4I=&h=1127&w=821&sz=187&hl=pl&start=88&um=1&tbnid=2Hj0TxcTPXwHWM:&tbnh=150&tbnw=109&prev=/images%3Fq%3DMount%2BEverest%26start%3D72%26ndsp%3D18%26um%3D1%26hl%3Dpl%26lr%3Dlang_pl%26newwindow% 3D1%26rlz%3D1W1GPCK_pl%26sa%3DN RE: Z historii gór - maciek - 26-02-2009 10:17 AM W "Ilustrowanych dziejach Polski" znalazłem bardzo ciekawy rozdział, przedstawiający w ujęciu czysto historycznym zagadnienie, które większość z nas zna raczej z legend, baśni lub filmów. Usiłowałem streścić ten temat, by Was nie przetrzymywać przed monitorem komputera , ale nie udało się. Wszelkie próby kończyły się zubożeniem niezwykle ciekawej historii. Dlatego przedstawiam Wam cały rozdział z książki i jednocześnie zapraszam w odległe czasy, gdy na górskich ścieżkach i traktach siali postrach karpaccy zbójnicy.![]() "Z GÓRALSKĄ KOMPANIĄ NA ZBÓJ" W początkach XVI wieku zaczęła się awanturnicza i pełna barwnych wydarzeń historia zbójnictwa na terenie Karpat. Dokonania Janosika, Ondraszka czy Sebastiana Burego na stałe wpisały się w świadomość ludzi zamieszkujących tereny od Śląska po Huculszczyznę. Historia Harnasi i ich kompanów stały się nieodłącznym elementem folkloru i niejednokrotnie wyrażały powszechną tęsknotę za wolnością i sprawiedliwością. "Chodzenie na zbój" różniło się od zwykłej działalności przestępczej, było bowiem zjawiskiem skomplikowanym i zawierało w sobie elementy góralskiej tradycji oraz magii. Na szeroką skalę rozwinęło się w Karpatach dzięki dogodnym warunkom geograficznym oraz specyficznemu charakterowi góralskiej ludności. Rozmiar zjawiska i liczebność band spowodowały, że władze zostały zmuszone do wprowadzenia specjalnego ustawodawstwa. Schwytanych zbójników oddawano zazwyczaj pod sądy doraźne, następnie dokonywano publicznej egzekucji. Kary były niezwykle surowe: ćwiartowanie, łamanie kołem, wbijanie na pal, wieszanie za żebro, i bardzo skrupulatnie wymierzane. Najwięksi spośród zbójników umierali w męczarniach. Janosika, grasującego na terenie Spisza i Orawy, powieszono w 1713 roku za żebro, a Martyn Portasz, słynny z dokonań na Żywiecczyźnie, zanim zginął podobnie, został poddany torturom. Kat, specjalnie w tym celu sprowadzony z Krakowa, darł na nim pasy i obcinał mu ręce. Słynny śląski zbój Sebastian Bury zginął poćwiartowany. Niebezpieczeństwo zbójnickiego życia wykształciło specjalny kodeks postępowania oparty na solidarności i posłuszeństwie. Na czele grupy stał harnaś, zwany też hetmanem, jako jedyny wódz sprawujący władzę nieomal absolutną. Wcześniej musiał złożyć przysięgę na pistolety i krzyż: "Przysiengom Ci Matko Boska, Panie Jezu, św. Józefie, św. Michale i wy wszystcy świonci, że nikogo nie wyzdradze". Uzbrojeni w ciupagi, specjalnie preparowane pałki i pistolety ruszali zbójnicy na rabunek, który był podstawowym źródłem ich utrzymania. Rabowano wszystko, co dało się w szybki sposób spieniężyć. Na huculszczyźnie działał słynny Jura Ożenyk. W ciągu krótkiego, bo zaledwie kilkumiesięcznego zbójowania zgromadził liczne skarby. Nie sprzedawał ich, lecz systematycznie zanosił kochance. Zbójnicy z reguły płacili za żywność i to odróżniało ich od zwykłych przestępców. Łupami dzielono się sprawiedliwie, a część otrzymywali nawet ci, którzy z powodu ran lub choroby nie brali osobiście udziału w napadzie. Aby zadośćuczynić grzesznemu życiu, zdarzało się, że zbójnicy fundowali przydrożne kapliczki, a nawet kościoły. Nie przeszkadzało im to napadać na plebanie i parafie, choć celem o wiele atrakcyjniejszym były zazwyczaj żydowskie karczmy i zajazdy. Z reguły zbójnicy zadowalali się skromną zdobyczą. Rzadko niszczyli to, czego nie mogli zabrać. W "chodzeniu na zbój" sięgano często po pomoc sił nadprzyrodzonych, a magiczne obrzędy mogły, zdaniem zbójników, skutecznie unieszkodliwić przeciwnika. W tym celu smarowano tłuszczem palce u ręki nieboszczyka, następnie podpalano je. Wierzono, że jeden płonący palec skutecznie wyeliminuje z walki jednego przeciwnika. Nawet najsłynniejszy ze zbójników, Janosik, korzystał z podobnych praktyk, a mówiono, że niezwykłą siłę i zręczność zawdzięcza niewidzialnej koszuli oraz tajemnej mocy ukrytej w pasie. Aby zachować tężyznę fizyczną, zbójnicy stosowali specjalną dietę: podstawowym składnikiem była odpowiednio przygotowana baranina, gotowana z szafranem, ziołami i śmietaną, a także wyroby z owczego mleka. Osobnym elementem w zbójnickim życiu były kobiety, zwane w góralskiej gwarze frajerkami. Rzadko przynosiły harnasiom szczęście, częściej doprowadzały do ujęcia wielbicieli. Tak dostali się w ręce sprawiedliwości Janosik i Martyn Portasz. Bogaty w romanse był żywot Ondraszka, który zbójowanie rozpoczął po nieudanej próbie uwiedzenia mieszkającej na zamku hrabiny. Nie miał jednak szczęścia w doborze kompanów - jeden z nich, niejaki Juraszek, zabił go, a następnie dostarczył zwłoki na zamek, gdzie zostały poćwiartowane przez kata. Przypadki takie należały jednak do rzadkości, zdrada była bowiem największym wykroczeniem, jakiego można było dopuścić się wobec towarzyszy i zbójnickiego prawa. Działalności zbójników, szczególnie śląskich, przypisywano niekiedy pobudki patriotyczne. Prawdą jest, że podczas wojen ze Szwedami bandy opryszków bezlitośnie łupiły najeźdźców z Północy, choć nie była to walka z okupantem, jedynie próba zabezpieczenia wpływów ze zbójeckiego procederu. Jednak w tradycji ludowej fikcja często łączyła się z faktami historycznymi. Z czasem prowadziło to do gloryfikacji poczynań zbójników, jak w przypadku najsławniejszego z harnasiów, Janosika. Elementy zbójnickich zwyczajów (np. taniec), bogata symbolika stroju i zachowań odcisnęły swe piętno w kulturze górali karpackich. Życie na krawędzi śmierci, ale z poczuciem swoistej wolności, stało się inspiracją dla wielu ludzi pióra, a utwory Kazimierza Przerwy -Tetmajera, Stanisława Witkiewicza i Józefa Korzeniowskiego do dziś mają wiernych czytelników." Źródło: "Ilustrowane dzieje Polski" - praca zbiorowa, Wydawnictwo Ryszard Kluszczyński, Kraków 2000 RE: Z historii gór - dr.Etker - 26-02-2009 03:23 PM Piękne przypomnienie tego d.zapomnianego fachu-Maciek ![]() Ps. ... Można było by dorzucić znakomitą postać Kostki-Napierskiego ....
RE: Z historii gór - maciek - 01-03-2009 10:50 AM Pierwszego marca 1872 powstał pierwszy na świecie park narodowy w Yellowstone w Stanach Zjednoczonych. http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/29/Grand_Canyon_of_the_Yellowstone-Wyoming-USA.JPG http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/f4/Yellowstone_Nationalpark3.jpg http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/3a/Heart_Lake_1962.jpg http://www.youtube.com/watch?v=b-I_585Q3cA RE: Z historii gór - maciek - 13-03-2009 07:35 AM Trzynastego marca 1867 roku Rosja sprzedała Stanom Zjednoczonym Alaskę za 7 mln 200 tys. dolarów. Wkrótce okazało się, że ten piękny, górzysty rejon jest bogaty w surowce mineralne. Dwa lata temu dotarł tam Naczelny Wódz Górskiego Świata . Nie będę się więc zbytnio rozpisywał w tym temacie. Sami zobaczcie i przeczytajcie jak tam jest: http://www.gorskiswiat.pl/inneswiat/alaska/podroz.php RE: Z historii gór - Pablo - 13-03-2009 09:10 AM Maciek, chyba dołączysz do tzw. ekipy forum, jako oficjalny kronikarz
RE: Z historii gór - Gandzia1 - 14-03-2009 07:32 AM maciek napisał(a): Trzynastego marca 1867 roku Rosja sprzedała Stanom Zjednoczonym Alaskę za 7 mln 200 tys. dolarów. Wkrótce okazało się, że ten piękny, górzysty rejon jest bogaty w surowce mineralne.
RE: Z historii gór - bober37 - 16-03-2009 12:10 PM Wczoraj przypadkiem trafilem na dom jednego z naszych wieszczy Tatrzańskich a mianowicie na dom Mariusza Zaruskiego, oto jak wygląda:......... RE: Z historii gór - dr.Etker - 16-03-2009 06:29 PM bober37 napisał(a): Wczoraj przypadkiem trafilem na dom Mariusza Zaruskiego, oto jak wygląda:.........
RE: Z historii gór - bober37 - 17-03-2009 02:35 AM dr.Etker napisał(a): bober37 napisał(a): Wczoraj przypadkiem trafilem na dom Mariusza Zaruskiego, oto jak wygląda:.........
RE: Z historii gór - dr.Etker - 17-03-2009 10:36 AM bober37 napisał(a): I przy tej okazji zrodzil mi się w glowie ambitny plan a mianowicie? czy zna ktoś z Nas profesora Andrzeja Strumillo?ten pan to artysta malarz, podróznik itd...a co dalej to opowiem pózniej........
Słyszeliśmy RE: Z historii gór - Pablo - 22-04-2009 01:55 PM 61r. północna Eigeru http://www.wgorach.iap.pl/index.html?gal_id=5659&msg=1&lang_id=PL RE: Z historii gór - Galleahad - 23-04-2009 11:18 AM Piękne zdjęcia! Niestety w Białym Pająku Harrera o polakach jest bardzo niewiele. Szkoda, że historia nie pozwoliła nam na wcześniejsze podboje i ścian alpejskich i w szczególności gór wysokich. RE: Z historii gór - maciek - 06-05-2009 08:28 PM Jest już późny wieczór, dzieci poszły spać , a więc możemy sobie pozwolić na opowieści z dreszczykiem, czyli...Kryminalne historie tatrzańskie (w telegraficznym skrócie). W książce Aleksego Siemionowa zatytułowanej "To i owo o Tatrach", w tomie III natrafiłem na sensacyjny rozdział, zatytułowany "Morderstwa w Tatrach". Pierwszym urzędowo stwierdzonym takim wydarzeniem było zabójstwo Marianny Chramiec w styczniu 1858 roku, którą w bestialski sposób zamordowano, rozbijając jej głowę drągami. Ofiara prowadziła gospodę w Starych Kościeliskach. Sprawców nie wykryto. Głośną sprawą było zabójstwo Anny Tomery w lipcu 1960 roku, która została strącona w przepaść w rejonie Kasprowego Wierchu. Sprawcą okazał się mąż ofiary, którego skazano na dożywotnie więzienie. W październiku 1992 roku w Dolinie Bystrej, w Kuźnicach znaleziono zawieszone na drzewie ciało młodego, dwudziestotrzyletniego mężczyzny, którego wcześniej w okrutny sposób torturowano. Jak się okazało był on ofiarą gangsterskich porachunków. Nie będę się już więcej rozpisywał i podawał szczegółów tych okrutnych wydarzeń, które miały miejsce w Tatrach. Zainteresowanych odsyłam do książki, z której korzystałem. RE: Z historii gór - bios - 09-05-2009 10:01 PM W uzupełnieniu #103, #107, #125 załączam mapki ukazujące historię znakowania szlaków turystycznych w Tatrach po polskiej stronie. [attachment=21865][attachment=21866][attachment=21867] legenda do mapek: [attachment=21864] Skany z mapy opracowanej przez Witolda H. Paryskiego zamieszczonej w Atlasie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wydanie z 1985 roku. Miłego studiowania. Pozdrawiam
RE: Z historii gór - maciek - 10-05-2009 07:51 AM Rysiek, miałeś dobry pomysł. ![]() Faktycznie, jest to cenne uzupełnienie tematu nieczynnych szlaków.
RE: Z historii gór - maciek - 11-05-2009 05:34 AM Jedenastego maja 1944 roku żołnierze II Korpusu generała Władysława Andersa rozpoczęli natarcie na położone w Apeninach Środkowych wzgórze Monte Cassino, bronione przez oddziały niemieckich spadochroniarzy. Tydzień później wśród ruin klasztoru załopotała polska flaga i zabrzmiał hejnał mariacki. ![]() http://pl.wikipedia.org/wiki/Monte_Cassino RE: Z historii gór - maciek - 19-05-2009 09:44 PM Dziewietnastego maja 1978 roku polscy himalaiści Eugeniusz Chrobak i Wojciech Wróż jako pierwsi zdobyli południowy szczyt Kanczendzongi (8490 m n.p.m.). Akurat z tą rocznicą zbiegł się kolejny polski sukces w obrębie tego szczytu: http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=2004 RE: Z historii gór - maciek - 28-05-2009 09:07 AM Zagadkowa śmierć w Dolinie Jaworowej W dniu trzeciego sierpnia 1925 roku rozegrała się w Tatrach nie wyjaśniona do dziś, nieprawdopodobna tragedia. W godzinach południowych, ze schroniska Tery'ego w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich wyszła siedmioosobowa grupa turystów z zamiarem przejścia znaną i łatwą drogą przez Lodową Przełęcz i dalej Doliną Jaworową do Zakopanego. Mimo letniej pory, warunki były trudne: bardzo silny wiatr, zacinający deszcz, mgła i przenikliwe zimno. W okolicy Lodowego Stawu grupa rozdzieliła się. Trzech turystów - taterników postanowiło odłączyć się od opóźniającej marsz rodziny Kaszniców i iść szybszym tempem. Z Kazimierzem Kasznicą -wiceprokuratorem Sądu Najwyższego w Warszawie, jego żoną i dwunastoletnim synem pozostał młody, ale doświadczony taternik, student matematyki Uniwersytetu Jagiellońskiego - Ryszard Wasserberger. Po trzech godzinach od wyjścia ze schroniska cała czwórka stanęła na Lodowej Przełęczy. Przy ciągle fatalnych warunkach atmosferycznych (huraganowy wiatr, deszcz i grad) szybko opuścili grań i około godziny czwartej dotarli do Żabiego Stawu Jaworowego, gdzie zatrzymali się na krótki odpoczynek. Mieli już za sobą najtrudniejszy odcinek drogi. "I w tym właśnie momencie, kiedy wszystko miało odmienić się na lepsze, Kasznica osunął się na kamień. Powiedział, że iść nie może, że nie ma już sił... Żona zdrętwiała. Przeraził ją nie sens wypowiedzianych słów, lecz brzmienie głosu. Był to głos człowieka konającego z wyczerpania. Kasznicowa rzuciła się do Wasserbergera po ratunek. Był najsilniejszy z całej czwórki, liczyła na jego doświadczenie, wiedziała, że można mu zaufać. Lecz i z Wasserbergerem działo się coś dziwnego. Młody taternik, słynący wśród towarzyszy z niezwykłej wytrzymałości, znoszący znakomicie najbardziej parszywą pogodę, ledwo trzymał się na nogach. Na wezwanie Kasznicowej odpowiedział załamującym się głosem, że pomóc nie może, bo bardzo źle się czuje... Tragedia rozwijała się w błyskawicznym tempie. Jedyną osobą zdolną do działania była Kasznicowa. Mężczyźni i chłopiec ginęli w oczach. To, co się z nimi działo, było tym straszniejsze, że działo się bez żadnej dostrzegalnej przyczyny. Można podziwiać energię Kasznicowej. Znalazła w pobliżu wielki głaz dający osłonę przed wiatrem i deszczem. Zaprowadziła tam syna, potem Wasserbergera. Dała im po łyku koniaku i po kawałku czekolady. Z kolei wróciła do męża. Był prawie nieprzytomny. Wlała mu w gardło odrobinę koniaku i spróbowała przeciągnąć pod głaz, do syna i Wasserbergera. Był to trud ponad jej siły. Zostawiła męża, poszła do syna. Wasserberger bredził jak w gorączce. Wykonywał rękami jakieś nieskoordynowane ruchy. Chciał wstać. Kobieta z trudem utrzymywała go na miejscu. Kiedy atak minął, podeszła do męża. Zastała trupa. W tej chwili Wasserberger ostatkiem sił zdołał wstać na nogi. Zrobił parę kroków i upadł, łamiąc rękę i raniąc się w głowę. Dramat dobiegł końca. Pod głazem leżał martwy syn." Przerażona kobieta, sparaliżowana dziejącym się na jej oczach koszmarem była niezdolna do jakiegokolwiek logicznego działania. Przez noc, cały następny dzień i kolejną noc pozostała przy zwłokach. Dopiero w środę, piątego sierpnia rano zeszła w dół doliny i na Łysej Polanie powiadomiła o wszystkim naczelnika TOPR - M. Zaruskiego, który akurat znajdował się w tym rejonie. Jak to się stało, że dwóch mężczyzn, z których jeden był doświadczonym, zaprawionym w górskich trudach taternikiem oraz chłopiec, nagle, w ciągu kilkunastu minut zmarli prawie równocześnie? Dlaczego nic nie stało się kobiecie, która po przeżytym wstrząsie i w trudnych warunkach wytrzymała jeszcze dwa dni w nieprzyjaznym miejscu? Do dziś tajemnica ta nie doczekała się wyjaśnienia. Źródło: "Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe - Księga Wypraw Ratunkowych 1909 - 1937" - oryginalne zapisy Mariusza Zaruskiego i Józefa Oppenheima. Wydawnictwo Abaton, Łódź 1994. "To i owo o Tatrach" tom III ?-Aleksy Siemionow, Wydawnictwo Teresy Caban, Skawina 1993 " W stronę Pysznej" - Stanisław Zieliński. Wydawnictwo Zysk i Spółka, Poznań 2008 - *fragmenty RE: Z historii gór - Gandzia1 - 17-06-2009 06:14 PM Bardzo ciekawa historia. Z tego morał taki ,że nawet łatwe i popularne drogi w Tatrach mogą być niebezpieczne przy niesprzyjających warunkach pogodowych i tzw.innych nam nie znanych nie wyjaśnionych okolicznościach. A kobiety jak widać wiele wytrzymać mogą, ale też mają swoje granice wytrzymałości. RE: Z historii gór - maciek - 31-07-2009 06:05 AM 31 lipca 1953 zmarł w Zakopanem Kornel Makuszyński - poeta i pisarz, współautor pierwszego polskiego komiksu "Dziwne przygody Koziołka Matołka" . Związany z Zakopanem przez kilka ostatnich lat swojego życia i tu pochowany, na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. http://zakopane.z-ne.pl/s,doc,pol,zakopane,22101,1,1301.html RE: Z historii gór - maciek - 01-08-2009 06:45 AM Pierwszego sierpnia 1926 roku zmarł Jan Kasprowicz, poeta, dramaturg, filozof, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Od 1923 roku związany z Tatrami i Zakopanem, gdzie zamieszkał w willi na Harendzie aż do śmierci. Dziś mieści się tam muzeum jemu poświęcone, a opodal domu, w specjalnie zbudowanym grobowcu spoczywa jego ciało. http://www.bankier.pl/static/att/57000/1915141_ZakopanewillaKasprowicza.jpg Kasprowicz jest mi szczególnie bliski, gdyż jestem jego krajanem, o czym pisałem już kiedyś na Forum: http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=1038&pid=23769#pid23769 RE: Z historii gór - maciek - 05-08-2009 06:08 AM Piątego sierpnia 1772 roku w Petersburgu Rosja, Austria i Prusy podpisały konwencję rozbioru Rzeczypospolitej. Górzyste tereny Polski tj. południowa część województwa krakowskiego i sandomierskiego, prawie całe województwo ruskie i bełskie (w sumie ok 12% terytorium I Rzeczypospolitej), na ponad 140 lat przeszły we władanie Austrii. Złodzieje, psiakrew! ![]() http://wojtek.onlinesc.net/bebelno/grafika/bebelno_mapa_rozbior_3.png RE: Z historii gór - maciek - 06-08-2009 08:12 AM Ale się namnożyło rocznic w tym miesiącu. ![]() Szóstego sierpnia 1910 roku podczas akcji ratunkowej na Małym Jaworowym Szczycie zginął Klimek Bachleda - król przewodników tatrzańskich, ratownik, współżałożyciel TOPR-u. http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=8848 Na cmentarzu pod Osterwą znajduje się tablica pamiątkowa. http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=8849 RE: Z historii gór - bios - 06-08-2009 09:05 AM maciek napisał(a): Na cmentarzu pod Osterwą znajduje się tablica pamiątkowa.
Zdjęcie z 2007 roku: RE: Z historii gór - maciek - 08-08-2009 08:06 AM Ósmego sierpnia (według innych źródeł dziewiątego sierpnia) 1786 roku Jacques Balmat i doktor Michel-Gabriel Paccard, jako pierwsi zdobyli Mont Blanc. RE: Z historii gór - maciek - 09-09-2009 10:27 PM Zdopingowany przez Łukasza jego postem o Symbolicznym Cmentarzu pod Osterwą http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=2286&pid=69868#pid69868 uzupełniam zdjęciami mój zeszłoroczny post o Zakopiańskim Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku. http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=934&pid=41642#pid41642 [attachment=25772][attachment=25771][attachment=25773][attachment=25774][attachment=25775][attachment=25776][attachment=25777][attachment=25778][attachment=25779][attachment=25780] RE: Z historii gór - maciek - 12-09-2009 06:15 AM Dwunastego września 1941 w Pogórskiej Woli koło Tarnowa została rozstrzelana przez Niemców Helena Marusarzówna. http://www.zhr.pl/~mlp.16zdw/patronka.htm RE: Z historii gór - bios - 28-09-2009 09:41 PM Jerzy Rudnicki "Druciarz" ? (ur. 11 lipca 1931, zm. 12 lutego 1988) " ...... polski alpinista i taternik, były prezes Klubu Wysokogórskiego w Katowicach, instruktor i kierownik obozów taternickich, z zawodu inżynier mechanik. Okres największej aktywności taternickiej Druciarza przypada na lata 1950-1965. W 1956 r. jako pierwszy Polak wszedł na Elbrus[1], wspinał się w Alpach, odkrywał nowe drogi taternickie (np. na wschodniej ścianie Młynarczyka w 1960 r.), współuczestniczył w pierwszych zimowych przejściach najtrudniejszych tatrzańskich dróg (m.in. Jaworowe Turnie, Wielka Teriańska Turnia w Grani Hrubego). Druciarz przeszedł do historii polskiego taternictwa również dlatego, że był bohaterem wielu nieprawdopodobnych opowieści i wspomnień. Cechował go indywidualizm i specyficzny tryb życia. Sprzęt turystyczny, ubranie, zdezelowany motocykl, a nawet własną sztuczną szczękę naprawiał drutem ? co dało początek jego przezwisku. Nie stronił od alkoholu, nie dbał o konwenanse i higienę, żył według własnych zasad i reguł." http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Rudnicki Wspomnienia o "Druciarzu" można poczytać w książce "Zwyciężyć znaczy przeżyć" - Aleksander Lwow. Tutaj wspomnienia z wyżej wymienionej książki: http://www.goryonline.com/blogwpis-967 RE: Z historii gór - maciek - 15-10-2009 07:53 AM Z okazji setnej rocznicy powstania TOPR, Mennica Polska wybiła taką monetę okolicznościową. http://www.emonety.pl/product/2589_100-rocznica-powstania-topr-2-zl Nie chwaląc się, mam ją.
RE: Z historii gór - bober37 - 15-10-2009 10:01 AM Witaj Maciek ) też nabyłem tę monetę )
RE: Z historii gór - bober37 - 15-10-2009 10:26 AM Zdobyć górę rzutem oka Potrzeba było aż trzech wypraw , aby wykonac pierwsze fotografie z najwyższego szczytu europy. Auguste Rosalie Bisson i jego brat Louis Auguste szczycili się mianem nadwornych fotografów cesarza Napoleona II . Nudził ich jednak salonowy blichtr. Na koncie mieli juz reportarze z Alp. Postanowili porwać się na coś niezwyklego: zdobyć Mont Blanc i uwiecznić to na zdjęciach. Auguste zdecydował się na zastosowanie najnowoczesniejszego , choć skomplikowanego , mokrego procesu kolodionowego, w którym podłoże dla warstwy światłoczułej stanowi szklana płyta, dająca jaśniejszy i wyrażniejszy obraz. Niestety nigdy wcześniej nie sprawdzono go ani w rozrzedzonym górskim powietrzu , ani w niskich temperaturach. Poza tym była to metoda niezwykle czasochłonna:wykonanie zdjęcia wymagało 18 różnych czynności, a jego wyprodukowanie -natychmiastowej chemicznej obróbki. Do tego niezbędne było laboratorium,fotografom towarzyszyło więc aż 25 tragarzy, którzy oprócz 14 kilogramowego aparatu dzwigali też statyw, szklane płyty, chemikalia oraz namiot -ciemnię. Szczyt Mont Blanc zdobyto dopiero podczas trzeciej wyprawy, 24 lipca 1861 roku, uwieczniając widok na wysokości 4810m. Podczzas gdy zdjęcie było wywoływane, zabrakło wody do płókania. Zakładano, że będzie można topić śnieg za pomocą lamp, ale w tych warunkach paliły się bardzo małym płomieniem...Człowiek wyznaczony do pilnowania lamp zasnął. Tak samo następny, który go zastąpił. Ostatecznie pan Bisson osobiście zdołał uzyskać trochę cennej substancji. Pośpieszył do namiotu i dokońzył wywoływanie negatywu,-relacjonował magazyn ,,La Lumiere,,.Z tej wyprawy Auguste Rosalie Bisson przywiózł trzy zdjęcia, z następnej - kolejnych sześc, w tym dokumentujące samą wspinaczkę. Były doskonałe . I choć uczyniono milowy krok w fotografii udowodniono , że można fotografować powyżej granicy wiecznych śniegów, a zdjęcia obiegły cały świat, firma braci Bisson zbankrutowała. zródło info ,, Focus Historia,, i ich zdjęcie nad którym tak pracowali [attachment=27086]RE: Z historii gór - Galleahad - 15-10-2009 01:53 PM Czytałem o tym - jedno z największych przedsięwzięć fotograficznych. Podobnie było z Johnem Noelem, fotografem na dwóch wyprawach Mallory'ego, czy Vittorio Sellą. Brali oni nie tylko aparaty, statywy oraz później wynalezione teleobiektywy, ale też właśnie chemię i namioty służące za przenośne ciemnie. Zresztą jest to uzasadnione nie tylko procesem kolodionowym, ale po prostu względami praktycznymi. O wiele łatwiej było przetransportować w stanie nieuszkodzonym odbitki niż niewywołane szklane lub celofanowe klisze. RE: Z historii gór - bios - 16-10-2009 09:54 AM 110 lat temu 25 października 1899 pierwszy pociąg wjechał do Zakopanego. "Dzień 25 października 1899 r. pamiętnym będzie w dziejach rozwoju Zakopanego. W dniu tym Zakopane, dotychczas wieś odległa, w górach zapadła ma być połączona koleją ze światem szerokim, ma sie stać dostępną dla szerszego życia jakiem ten świat pulsuje." (Przegląd Zakopiański z dnia 26 października 1899) "Na dworzec! Tak, na dworzec kolejowy w Zakopanem. Stało się. To co przez czas tak długi wydawało się czemś niedościgłem, o co tyle sporów toczono, nad czem debatowano tak długo, co było tak upragnionem....... O godzinie 9-tej rano wychodzi z Zakopanego pociąg....... Na Chramcówkach cichych zwykle jeszcze o tej porze, ruch niezwykły..... .... Odjazd! Trąbka, świst donośny - ruszamy. Stary Giewont, dumający o przeżytych długich wiekach ze zdumieniem spopgląda na gadzinę jakąś nieznaną co u stóp jego się wije, ......... " (Z okien wagonu - Przegląd Zakopiański z dnia 2 listopada 1899) "Umieszczenie dworca kolejowego zbyt blisko Chramcówek juz teraz daje się odczuć w przykry bardzo sposób. ..... kłęby smrodliwego dymu rozchodzą się po tej do niedawna najładniejszej i najprzyjemniejszej ulicy." (Przegląd Zakopiański z dnia 9 listopada 1899) Przegląd Zakopiański można czytać w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej RE: Z historii gór - Arrow - 17-10-2009 06:41 PM Fajne artykuły o historii Polskiego alpinizmu (Tatry, Kaukaz, Alpy, Hindukusz): http://www.wspinanie.pl/serwis/keyword.pl.php?q=Historia%20polskiego%20wspinania RE: Z historii gór - maciek - 24-10-2009 09:06 PM Dwadzieścia lat temu zginął Jerzy Kukuczka- obok R. Messnera najwybitniejszy himalaista na świecie, zdobywca korony Himalajów. http://www.alpinizm.pl/pismo/gia/kukuczka.htm RE: Z historii gór - zyraf - 25-10-2009 10:45 AM maciek napisał(a): Dwadzieścia lat temu zginął Jerzy Kukuczka- obok R. Messnera najwybitniejszy himalaista na świecie, zdobywca korony Himalajów.
http://www.alpinizm.pl/pismo/gia/kukuczka.htm
RE: Z historii gór - lapikus - 25-10-2009 11:09 AM zyraf napisał(a): Ciekawe gdzie on znalazł taką żonę że go puściła w podróż poślubną w Alpy a sama pojechała na Mazury
Szukam takiej ![]()
RE: Z historii gór - zyraf - 25-10-2009 11:54 AM lapikus napisał(a): zyraf napisał(a): Ciekawe gdzie on znalazł taką żonę że go puściła w podróż poślubną w Alpy a sama pojechała na Mazury
Szukam takiej ![]()
RE: Z historii gór - Arrow - 25-10-2009 07:18 PM Będzie film o Kukuczce: http://katowice.naszemiasto.pl/wydarzenia/55047,powstaje-film-o-kukuczce,id,t.html arrow RE: Z historii gór - tomtur - 25-10-2009 07:41 PM Już kiedys pisałem , że w Istebnej jest izba pamieci Jerzego Kukuczki w domu jego dziadków prowadzony przez żone Cecylie .Wystawione sa tam pamiątki ,szpej ,jego sprzet , polecam odwiedziny . RE: Z historii gór - dr.Etker - 25-10-2009 08:14 PM zyraf napisał(a): Ciekawe gdzie on znalazł taką żonę że go puściła w podróż poślubną w Alpy a sama pojechała na Mazury
Szukam takiej ![]()
I tu trochę światła w tej sprawie: tomtur napisał(a): Już kiedys pisałem , że w Istebnej jest izba pamieci Jerzego Kukuczki w domu jego dziadków prowadzony przez żone Cecylie .
Dobra inicjatywa-jest co pamiętać.Osiągnięcia w górach wysokich-->niezwyczajne , a i postać mi bliska z powodu zamiłowania do ziela tytoniowego RE: Z historii gór - Arrow - 25-10-2009 10:17 PM >zamiłowania do ziela tytoniowego Ja też mam takie zamiłowanie ![]() To On też palił?? Jak widać nie przeszkadzało to mu być jednym z najwybitniejszych alpinistów. arrow RE: Z historii gór - maciek - 12-11-2009 09:23 AM Pierwsi ludzie w Tatrach Pierwsze ślady ludzkiej bytności w Tatrach pochodzą z III tysiąclecia p.n.e. W Dolinie Staroleśnej znaleziono miedzianą siekierkę, którą możemy obejrzeć w Muzeum Podtatrzańskim w Popradzie. Koło Nowego Smokowca odnaleziono ślady huty żelaza, pochodzącej z II-III wieku p.n.e. i ślady drogi prowadzącej do Doliny Wielickiej. Pierwszym odnotowanym świadectwem uprawianej turystyki w Tatrach jest konna wycieczka nad brzeg Zielonego Stawu Kieżmarskiego, w której wzięła udział Polka, księżna Beata z Kościeleckich Łaska wraz z mężem - hrabią spiskim Olbrachtem Łaskim. Wycieczka odbyła się 11 czerwca 1565 roku. Źródło: "Honorne wierchy Tatr" - Jerzy B. Miecznik - Wydawca: Instytut Lwowski, Warszawa, 2002. "Wielka Encyklopedia Tatrzańska" - Zofia i Witold Paryscy - Wydawnictwo Górskie, Poronin, 2004. RE: Z historii gór - Sokół - 12-11-2009 11:42 AM Arrow, Doktór, tu jest więcej takich, co lubią.... RE: Z historii gór - bios - 19-11-2009 09:45 AM Znalazłem w Podkarpackiej bibliotece cyfrowej Przewodnik po Beskidach Wschodnich. T. 1 cz. 1, Bieszczady http://www.pbc.rzeszow.pl/dlibra/docmetadata?id=2671&from=&dirids=1&ver_id=2701&lp=1&QI=!4734E50327DC7A1EF4F56CC24008E180-1 Przewodnik po Beskidach Wschodnich. T. 1 cz. 2, Gorgany http://www.pbc.rzeszow.pl/dlibra/docmetadata?id=2672&from=&dirids=1&ver_id=2702&lp=3&QI=!4734E50327DC7A1EF4F56CC24008E180-1 Przewodnik po Beskidach Wschodnich. T. 2, Pasmo Czarnohorskie http://www.pbc.rzeszow.pl/dlibra/docmetadata?id=2673&from=&dirids=1&ver_id=2703&lp=2&QI=!4734E50327DC7A1EF4F56CC24008E180-1 RE: Z historii gór - bios - 19-11-2009 10:23 AM W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej: http://www.sbc.org.pl/dlibra/docmetadata?id=oai:www.sbc.org.pl:11472&from=FBC Przewodnik na Czarnohorę i w góry Pokuckie Autor : Wajgiel Leopold (1842-1906). "Leopold Pogoń-Wajgiel urodził się w 1842 r. Po ukończeniu gimnazjum we Lwowie i nauk przyrodniczych w latach 1864-1868 w uniwersytetach Lwowskim i Wiedeńskim był przez 38 lat nauczycielem historii naturalnej w gimnazjach we Lwowie, Kołomyi, a od roku 1886 znowu we Lwowie. Miał bardzo szerokie zainteresowania, będąc równocześnie zoologiem, botanikiem, etnografem i pionierem turystyki. Pisał o płazach i gadach Galicji, o pająkach i wijach krajowych, o faunie zwłok ludzkich, rybołówstwie i minogu. W pracy pt. Stosunki zoogeograficzne Galicji (1895) dał pierwszą próbę rozmieszczenia zwierząt w tej części kraju, wyróżniając w nim trzy zasadnicze krainy: Niż, Wyżynę Podolską i Karpaty. Wylicza w niej charakterystyczne dla każdej z tych krain gatunki zwierząt, porównuje ich zespoły, uzasadnia ich genezę, a stosunki te zilustrował sposobem obrazowym na mapie. Wydawał wraz z Marianem Łomnickim i dr. Eugeniuszem Janotą miesięcznik ?Przyrodnik" (1871-1873), Redagował też sam przez krótki okres czasopisma ?Turysta" oraz ?Przyjaciel Młodzieży". Był bardzo cenionym, dbałym o rozwój fizyczny młodzieży pedagogiem. Założył w Kołomyi Żeńską szkolę średnią i był przez 12 lat jej dyrektorem. Brał udział w organizowaniu wystaw krajowych, na których demonstrował swoje zbiory zwierząt szkodliwych w rolnictwie. Założył Czamohorski Oddział Towarzystwa Tatrzańskiego. Był przez Dzieduszyckiego wysoko ceniony i prawdopodobnie zasilany jego finansową pomocą, gdyż złożył w Muzeum kolekcję płazów, gadów, wijów i pajęczaków. Zmarł we Lwowie 11 listopada 1906 r." (http://www.lwow.com.pl/dzieduszycki/dzieduszyccy4.html) RE: Z historii gór - maciek - 16-12-2009 06:33 AM Dziewięć lat temu, szesnastego grudnia 2000 roku w wieku dziewięćdziesięciu jeden lat zmarł Witold Henryk Paryski - z wykształcenia lekarz, a z zamiłowania wielki znawca Tatr, przewodnik i ratownik, działacz ochrony przyrody, taternik i alpinista, autor wielu prac o tematyce tatrzańskiej. Od 1922 roku uprawiał turystykę w Tatrach i na Podtatrzu. Brał udział w wielu pierwszych wejściach w towarzystwie znanych taterników (m.in. W. Birkenmajera, T. Orłowskiego, W. Żuławskiego i innych). Przez wiele lat był też członkiem TOPR, a w latach 1945-1946 jego naczelnikiem. W zakresie ratownictwa i taternictwa organizował i prowadził wiele kursów. Interesował się również historią Tatr i Podtatrza. Oprócz Tatr fascynowały go góry Ameryki Południowej. Brał udział w wyprawie alpinistycznej w Andy w 1936-1937 roku Wszystkie swoje obserwacje i badania oraz całe górskie doświadczenie opisał w wielu książkach i artykułach. Jest autorem wielu ważnych i cenionych pozycji o tematyce tatrzańskiej. Jego dziełem jest liczący dwadzieścia cztery tomy, szczegółowy przewodnik taternicki "Tatry Wysokie". Wraz z żoną - Zofią Radwańską- Paryską stworzył "Wielką Encyklopedię Tatrzańską". Bez wątpienia Witold H. Paryski zalicza się do grona osób wielce zasłużonych dla Tatr i Zakopanego. Akademickie Koło Przewodników Tatrzańskich w Krakowie w 2002 roku obrało Zofię i Witolda H. Paryskich za swoich patronów. Wspólna ich mogiła znajduje się na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. RE: Z historii gór - KasiaA - 16-12-2009 12:49 PM maciek napisał(a): Dziewięć lat temu, szesnastego grudnia 2000 roku w wieku dziewięćdziesięciu jeden lat zmarł Witold Henryk Paryski - z wykształcenia lekarz, a z zamiłowania wielki znawca Tatr, przewodnik i ratownik, działacz ochrony przyrody, taternik i alpinista, autor wielu prac o tematyce tatrzańskiej.
...
RE: Z historii gór - Pablo - 16-12-2009 01:26 PM KasiaA napisał(a): ...Co ciekawe, drogi opisane w 24 tomach WHP nie wszystkie zostały poznane przez Paryskiego. Zbierał on opisy dróg od taterników, znajomych po czym zebrał je i opracował pod postacią przewodnika. ...
Wspominał o tym niedawno w którymś z wywiadów Cywiński, który właśnie by uniknąć powielania błedów niektórych opisów zrobionych z relacji innych świadków, pisze topo tylko z tego co "pod własnymi nogami widział". Ale i dla tego pewnie opisu całych Tatr nie zrobi, jak w wykonaniu Mistrza, po prostu nie zdąży, ale jak sam mówi nie jest to jego celem.
RE: Z historii gór - maciek - 25-12-2009 09:47 AM Zupełnie przypadkowo po włączeniu telewizora natrafiłem na fajny program o przedwojennym uzdrowisku, określanym perłą Karpat, o położonym na ziemi lwowskiej Truskawcu. Powtórka dziś o 16.35 na TVP Polonia. Warto obejrzeć i poczuć klimat tego słynnego niegdyś polskiego kurortu. ![]() http://rzecz-pospolita.com/truskawiec0.php3 RE: Z historii gór - maciek - 07-01-2010 09:10 AM Dziś rano, w radiowej Jedynce usłyszałem wiadomość, o odkryciu w Górach Świętokrzyskich najstarszych na świecie śladów lądowych zwierząt czworonożnych. Były to stworzenia stojące na pograniczu świata ryb i płazów. Do tej pory, za najstarsze w tej kategorii uznawano o kilkanaście milionów lat młodsze ślady, pochodzące z Anglii. Podobno jest to odkrycie całkowicie zmieniające poglądy paleontologów na temat życia na naszej planecie. Więcej na ten temat będzie można posłuchać dziś w popołudniowej Jedynce. http://www.polskieradio.pl/wiadomosci/kraj/artykul130280.html Byłem kilka razy w Górach Świętokrzyskich, ale tych śladów nie zauważyłem. ![]()
RE: Z historii gór - maciek - 08-01-2010 05:23 PM Wczoraj minęła kolejna rocznica śmierci Ignacego Łukasiewicza-aptekarza, konstruktora lampy naftowej, pioniera przemysłu naftowego. Jemu pierwszemu na świecie udało się uzyskać drogą destylacji ropy naftowej, naftę. Mieszkał i pracował we Lwowie oraz na Podkarpaciu, w okolicach Krosna, gdzie umarł w 1882 roku (w Chorkówce). http://www.poland.gov.pl/Ignacy,Lukasiewicz,,6806.html Na temat okolic i pamiątek związanych z osiągnięciami Łukasiewicza napisał już wcześniej Bartek (patrz poniżej) http://www.gorskiswiat.pl/innegory/okolicekrosna/krosno.php a zwłaszcza w rozdziale "Skansen przemysłu naftowego w Bóbrce". RE: Z historii gór - Pedro - 08-01-2010 10:43 PM Maciek pozwoliłem sobie poprawić u Ciebie małą literówkę tzn. Charkówkę na Chorkówkę. Fajnie, że akurat o Łukasiewiczu wspomniałeś - to osoba bardzo związana z moimi rodzinnymi stronami. RE: Z historii gór - Pedro - 09-01-2010 12:06 PM W dniu dzisiejszym mamy rocznicę urodzin Janusza Chmielowskiego (09.01.1878 w Warszawie), jednego z wybitniejszych taterników, autora m.in. znanego 4-tomowego przewodnika po Tatrach mającego po raz pierwszy w historii polskiej literatury tatrzańskiej wymiar bardziej taternicki niż turystyczny. Z wykształcenia był inżynierem budowy maszyn oraz matematykiem. W latach 1906-1908 był nauczycielem w jednej ze szkół średnich we Lwowie, później pracował w Wilnie i Petersburgu, gdzie mieszkał do października 1923 roku. Następnie wrócił do Polski na Górny Śląsk. Kolejne jego losy obejmowały m.in. niemieckie obozy w 1944 roku w Pruszkowie i Skierniewicach. Od najmłodszych lat chodził po górach i uprawiał wspinaczkę. W wieku 14 lat (co przypadło w roku 1892) razem z Jakubem Gąsienicą-Szustkiem dokonali pierwszego odnotowanego wejścia na Mały Kozi Wierch. Z pośród innych wielu wybitnych osiągnięć i przejść można wymienić: - w 1903 roku, trzecie wejście na Ostry Szczyt (pierwsze bez przewodnika); - pierwszy zdobywca m.in.: Zadni Gierlach (1895), Poślednia Turnia (1898), Orla Baszta i Rumanowy Szczyt (1902), Zadni Mnich, Kaczy Szczyt i Czubata Turnia (1904), Niżnie Rysy, Wyżni Żabi Szczyt i Kościółek (1905), Żabi Mnich (1907), Żabia Lalka (1908); - w taternictwie zimowym dokonał pierwszego wejścia Żlebem Karczmarza na Gierlach (styczeń 1905) - poprowadzenie wielu nowych dróg taternickich w Tatrach Wysokich; - uprawiał też alpinizm w latach 1907 oraz 1913; W latach 1900-1931 ukazało się w różnych czasopismach tatrzańskich wiele jego artykułów, recenzji, opisów, biografii ludzi związanych z Tatrami. Wspomniany na początku czterotomowy przewodnik (1907-1912) odegrał również znaczącą rolę w tworzeniu nazewnictwa tatrzańskiego. Kolejne jego wydanie napisane już wspólnie z Mieczysławem Świerzem (1925-1926). Zmarł w wieku 90 lat (26.IV.1968 w Katowicach), niemal do końca zachowując pełną sprawność fizyczną i umysłową. Ostatnią swoją wspinaczkę odbył w wieku 80 lat na Grani Kościelca. Pięć lat później wszedł na swój ostatni "szczyt" Antałówkę. Źródło: "Wielka Encyklopedia Tatrzańska" - Zofia i Witold Paryski - Wydawnictwo Górskie, Poronin 2004 RE: Z historii gór - maciek - 17-01-2010 06:27 PM UFO nad Tatrami Siedemnastego stycznia 1979 roku po raz pierwszy nad Tatrami zaobserwowano UFO. Około szóstej rano nad zabudowaniami Instytutu Hydrometeorologicznego na Górnych Krupówkach widziano na niebie dwie świecące kule z niebiesko-fioletową poświatą, o średnicach mniejszych niż średnica Księżyca. Jedna z nich szybko zniknęła, a druga przesunęła się nad Świnicę, później poszybowała w stronę Kalatówek i dalej w stronę Tatr Zachodnich. Powyższe zjawisko na niebie w rejonie Kalatówek zauważono o tej samej porze w elektrowni wodnej w Kuźnicach. Towarzyszyły jemu zakłócenia w pracy elektrowni: wahania napięcia prądu, przedmioty metalowe zaczęły silnie iskrzyć, turbina wydawała z siebie niesamowity hałas, telefon przestał działać. W Zakopanem tego poranka nie działały radioodbiorniki, a zwierzęta wykazywały niepokój. Źródło: "To i owo o Tatrach" tom I - Aleksy Siemionow, wydanie nakładem autora, Kalwaria Zebrzydowska 1992 r. I co Wy na to?
RE: Z historii gór - Sylwester - 17-01-2010 06:34 PM wielkie mi halo, jakiś baca pewnie szukał zbłąkanej owiecki, no chyba, że to filance zerkały na szlaki, czy dużo ceprów po nich chodzi RE: Z historii gór - maciek - 07-02-2010 05:15 PM Na Jurze Krakowsko - Częstochowskiej, w jaskinii Stajna znaleziono szczątki neandertalczyka. To pierwsze takie znalezisko w Polsce. http://www.polskieradio.pl/nauka/strumiendanych/artykul134787_trzy_zeby__ktore_wstrzasnely_prehistoria.html RE: Z historii gór - Pedro - 14-02-2010 11:37 AM Czternastego lutego 1916 roku urodził się Wawrzyniec Żuławski - taternik, alpinista, ale również pisarz, kompozytor, muzykolog, działacz społeczny, żołnierz Armii Krajowej. Od najmłodszych lat był związany z górami. Urodził się w Zakopanem. Mając kilkanaście lat zajmował się już taternictwem i należał do czołowych, polskich taterników okresu międzywojennego i powojennego. Wraz z różnymi, sławnymi taternikami tamtego okresu (Z. Korosadowiczem, T. Orłowskim, Z. i W. Paryskimi, A. Puśkaśem.) dokonał licznych pierwszych wejść: Mały Młynarz północną ścianą, Łomnica wschodnią ścianą, Mięguszowiecki Szczyt północno-wschodnim filarem, Lodowy Szczyt środkiem wschodniej ściany. Jeszcze przed II wojną światową zainteresował się Alpami oraz działalnością organizacyjną w zakresie taternictwa i alpinizmu. Choć formalnie nie był członkiem TOPR, brał udział w wielu akcjach ratunkowych. Swoje wspomnienia z wypraw (także ratunkowych) opisał na łamach różnych czasopism oraz w książkach: "Skalne lato", "Wędrówki Alpejskie", "Tragedie tatrzańskie", "Niebieski krzyż", "Sygnały ze skalnych ścian". Żuławski był również kompozytorem i muzykologiem. Studiował w Warszawie, Toruniu, Paryżu. Był profesorem Wyższej Szkoły Muzycznej w Łodzi oraz w Warszawie. Zafascynowany górami i folklorem komponował utwory o tej tematyce: "Wierchowe nuty", kwintet fortepianowy, mazurki na fortepian. Podczas wojny walczył w szeregach Armii Krajowej, brał też udział w Powstaniu Warszawskim. Zginął osiemnastego sierpnia 1957 roku w masywie Mont Blanc, podczas akcji ratunkowej, przysypany przez lawinę lodową. Jego ciało pozostało w górach. Pamiątkowe tablice znaleźć możemy na Symbolicznym Cmentarzu pod Osterwą oraz na cmentarzu w Chamonix. Warto wspomnieć, że W. Żuławski urodził się i wychował w rodzinie o tradycjach taternickich. Jego matka-Kazimiera, ojciec-Jerzy (także poeta, pisarz, dramaturg) zajmowali się taternictwem i alpinizmem. Jego dwaj bracia: Marek i Juliusz, brat stryjeczny Jacek a także brat ojca również pochłonięci byli tą pasją. Źródło: "Zakopane przewodnik historyczny" - Maciej Pinkwart, Lidia Długołęcka-Pinkwart, Wydawnictwo Pascal (Bielsko-Biała 2006) "Wielka Encyklopedia Tatrzańska" - Zofia i Witold Paryscy, Wydawnictwo Górskie (Poronin 2004) RE: Z historii gór - zyraf - 14-02-2010 02:01 PM Warto dodac że zginął idąc po martwego przyjaciela. "Przyjaciela nie opuszcza się nigdy, nawet wtedy, gdy jest już tylko bryłą lodu" Czy to jest dosłowny cytat nie wiem, spotkałem też wersję "Partnera nie opuszcza się nigdy, nawet wtedy, gdy jest już tylko bryłą lodu" Tak czy siak sens cytatu jest ten sam...nie byle jaki sens A tak z ciekawostek inż. Nietyksza skonstruował radio: WAWA pierwsza radiostacja w GOPR nazwał ją tak właśnie na cześc Wawrzyńca Żuławskiego. Z kolei pierwsze przenośne radio: KLIMEK tego samego inż. zostało tak nazwane na cześc Klimka Bachledy - o tym gościu też pewnie słyszeliście
RE: Z historii gór - maciek - 14-02-2010 08:07 PM Pedro napisał(a): Swoje wspomnienia z wypraw (także ratunkowych) opisał na łamach różnych czasopism oraz w książkach: "Skalne lato"...
W książce "Skalne lato" W. Żuławski opisał jedną ze swoich wspinaczek tatrzańskich, którą, mając osiemnaście lat, odbył ze starszym bratem- Juliuszem na Hrubej Turni. O książce tej wspominałem niedawno w temacie literackim. Raz jeszcze Wam ją polecam. RE: Z historii gór - maciek - 17-02-2010 03:28 PM Jeśli ktoś ma ochotę posłuchać o tym, co działo się trzydzieści lat temu na szczycie Mount Everest, to polecam: http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/?id=21095 RE: Z historii gór - maciek - 01-03-2010 10:03 PM Co Chopin ma wspólnego z górami? ![]() Otóż ma. Jako człowiek wątłego zdrowia, przebywał na kuracji w sudeckim kurorcie - Dusznikach. http://www.duszniki.pl/?page=chopin_w_dusznikach A tak w ogóle to dziś przypada dwusetna rocznica urodzin naszego wielkiego kompozytora. Ciekawostka: Chopin uchodzi na świecie za najbardziej znanego Polaka. RE: Z historii gór - maciek - 10-05-2010 09:45 PM Trzy dni temu minęła 25 rocznica śmierci Adama Bahdaja, pisarza związanego poprzez swoją twórczość literacką z Tatrami i Podtatrzem. Urodzony drugiego stycznia 1918 roku w Zakopanem. Tu mieszkał przez dużą część swojego życia. W czasie II wojny światowej był jednym z kurierów tatrzańskich. Na podstawie własnych wspomnień i doświadczeń poruszył tematykę wojenną, tatrzańską i narciarską w książkach: "Droga przez góry", "O siódmej w Budapeszcie", "Order z księżyca". Te utwory posłużyły mu jako materiał do scenariusza serialu telewizyjnego "Trzecia granica". Znany jest także jako autor powieści dla młodzieży: "Wakacje z duchami", "Podróż za jeden uśmiech", "Stawiam na Tolka Banana", "Uwaga, czarny parasol" i wiele innych. RE: Z historii gór - PiotrekDz - 10-05-2010 10:02 PM maciek napisał(a): Znany jest także jako autor powieści dla młodzieży: "Wakacje z duchami", "Podróż za jeden uśmiech", "Stawiam na Tolka Banana", "Uwaga, czarny parasol" i wiele innych.
RE: Z historii gór - Stasiu - 11-05-2010 04:34 AM Taaak, to były zacne czasy, kiedy z edycji Klubu siedmiu przygód niemal wchłaniałem przygody opisywane w tych książkach. Wtedy jeszcze nie było komputerów i nawet przekomercjonakizowanej telewizji. Książka była głównym narzędziem przedostania się do świata przygód.
RE: Z historii gór - PiotrekDz - 11-05-2010 05:48 AM Ja byłem, i w sumie nadal jestem, fanem przygód Pana Samochodzika. Szczególnie tych pierwszych części jak "Skarb Atanaryka", "Uroczyszko" czy "Wyspa złoczyńców". Tylko szkoda, że tak spaprano nie które ekranizacje. "Tajemniczy dwór" to jakieś nieporozumienie a "Praskie tajemnice" to już kpina. Bronią się akurat te stare, czarno-białe: "P.S. i Templariusze" i "Wyspa złoczyńców". RE: Z historii gór - Sylwester - 11-05-2010 06:10 AM dla mnie hitem tamtych czasów były "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" zarówno w formie książkowej, jak i zekranizowanej ... bo kto nie pamieta: Hipollita Kwassa, Anatola Surmy, Pumeksa, Bulby, Chryzostama Cherlawego, czy Wieńczysława Nieszczególnego
RE: Z historii gór - Łukasz - 11-05-2010 06:14 AM "Niewiarygodne ... " to klasyk nad klasykami. Żądam wprowadzenia tego dzieła jako lektury licealnej. RE: Z historii gór - Sylwester - 11-05-2010 06:18 AM na YT nie ma Piegusa ... niestety, może kto ma na allegro, to nabędę / jak by powiedział mój syn hist/e/oryk / ps. wiedzieliście o tym: jakby, jak by Znaczenie słowa i pisownia Raz łącznie, innym razem oddzielnie ? taka pisownia nie zależy od widzimisię autorów wypowiedzi, ale od tego, w którym znaczeniu występuje to połączenie: ? jeśli jakby to synonim jak gdyby (jakby jest wtedy wyrazem porównawczym), konieczna jest pisownia łączna: Był jakby zmęczony i chory; Było tak cicho, jakby czas stanął w miejscu; ? jeśli jak by oznacza w jaki sposób (jak jest wtedy zaimkiem), konieczna jest pisownia rozdzielna: Zastanawiał się, jak by pomóc chorej ciotce. Zob. też -> by. RE: Z historii gór - PiotrekDz - 11-05-2010 06:21 AM Sylwester napisał(a): na YT nie ma Piegusa ... niestety, ...
RE: Z historii gór - PiotrekDz - 11-05-2010 06:24 AM Inne klasyki tez tam są
RE: Z historii gór - Sylwester - 11-05-2010 06:28 AM dzięki .... popatrzę w domu po obiedzie*, znaczy koło 17.30, pozdrawiam * bom teraz w robocie cholera RE: Z historii gór - maciek - 04-06-2010 09:21 PM Annapurna - pierwszy zdobyty ośmiotysięcznik. Sześćdziesiąt lat temu, trzeciego czerwca 1950 roku, po raz pierwszy w dziejach, ludzka stopa stanęła na szczycie ośmiotysięcznika, wyznaczając tym samym nowy rozdział w zdobywaniu górskich szczytów. Była to zasługa francuskich alpinistów z Mauricem Herzogiem na czele, jako kierownikiem wyprawy. W książce "Człowiek zdobywa Himalaje" Jana Kazimierza Dorawskiego (wybitnego taternika i alpinisty) znalazłem bardzo szczegółowy opis tamtej wyprawy i pomyślałem, że chyba dobrze by było przypomnieć Wszystkim o tym pionierskim wydarzeniu. Przygoda z Himalajami dla Francuzów zaczęła się trzydziestego marca 1950 roku. Spod paryskiego lotniska wystartowała ekipa wspinaczy, by po trzech dniach dotrzeć do Delhi. Stąd już w poszerzonym składzie wyruszono w stronę gór. Dwudziestego pierwszego kwietnia cały dziewięcioosobowy zespół wraz z grupą Szerpów dotarł do tymczasowej bazy w Himalajach - w miejscowości Takucha, położonej nad rzeką Kali Gandaki, między Dhaulagiri, a masywem Annapurny. Początkowo zamierzano wyruszyć na podbój tego pierwszego szczytu, lecz po nieudanej próbie znalezienia dostępu do masywu skierowano się w stronę Annapurny. Z dojściem do tej góry sprawa również nie przedstawiała się ciekawie. Naturalna droga od południa wyznaczona przez potok Miristi Khola, wypływający z olbrzymiego kotła wewnętrznego (właściwie doliny) otoczonego zawikłanymi graniami Annapurny, w pewnym momencie okazała się nie do przebycia z powodu niedostępnego kanionu. Żmudne obejście od północy, aż do miejscowości Manangbhot, również nie dało pożądanego efektu. Przejście do kotła wewnętrznego odkryto dopiero na przeciwległej do szczytu północno - zachodniej grani, poprzez jedną z przełęczy. Zejście na drugą stronę doprowadziło ekipę do lodowca Annapurny. W ciągu czterech dni przeniesiono obóz główny w rejon wewnętrznego lodowca, gdzie na morenie ustawiono go na wysokości ok.4900 m.n.p.m. Była już połowa maja, gdy rozpoczęto atak szczytowy, wybierając drogę filarem północno-zachodnim, między dwoma lodowcami. Wspinaczka tym wariantem okazała się jednak bardzo trudna i osiągnięto jedynie wysokość 6000 m.n.p.m. Zrezygnowano z dalszej wspinaczki ze wzglądu na liczne lodowe iglice, pionowe uskoki i inne przeszkody. Drugi atak poprowadzono od strony północnej. Tym razem droga wiodła przez lodowiec. Czas gonił, gdyż zbliżała się pora monsunowa i związana z tym zmiana warunków. Przesunięto obóz główny na wysokość 5100 m.n.p.m., a wkrótce powstał obóz II na wysokości 5900 m.n.p.m. Za tym miejscem zaczynała się duża stromizna, miejscami o nachyleniu ok. 70*, będąca również naturalnym torem lawin. Udało się pokonać ten trudny i niebezpieczny odcinek lodowca tak, że pod koniec maja na wysokości 6400 m.n.p.m. stanął obóz III. Dzień później, pięćset metrów wyżej gotowy był już obóz IV, z którego pierwszego czerwca wyruszyła grupa szturmowa w składzie: Maurice Herzog, Louis Lachenal i dwóch Szerpów: Ang Tharke i Sarke. Następnego dnia wędrując stromymi stokami ekipa dotarła na wysokość 7400 m.n.p.m. Tu, na nachylonym i oblodzonym terenie, na wyrąbanej, niewielkiej platformie ustawiono namiot. Była to ostatnia noc przed decydującym dniem. *** [attachment=31475] Następnego dnia, trzeciego czerwca o szóstej rano, w stronę szczytu wyruszyli już tylko dwaj Francuzi (Szerpowie wrócili do obozu IV). "Przed nimi widniała droga ku szczytowi - prosta i nietrudna. Wiodła stokiem firnowym, wprawdzie stromym, ale gładkim, bez szczelin lub seraków. Alpiniści sądzą, że asekuracja jest niepotrzebna, wyruszają więc bez liny, przy pięknej, bardzo mroźnej pogodzie. Tempo wspinaczki jest miarowe i dość szybkie. Odnoszą wrażenie, że podchodzą nie wolniej, niż na Mont Blanc. Kierują się prosto ku widocznemu z daleka żlebowi, werżniętemu w piramidę szczytową. Nie umieją potem wiele opowiedzieć o tych chwilach. Wydaje się, że maxiton zażyty w ilości niezbyt aptekarsko odmierzonej, wywarł ujemny efekt psychiczny - tego rodzaju środki pobudzające często tak działają - i wygasił w nich większość wspomnień. Herzog przyznaje otwarcie, że "pamięć tych wydarzeń zbladła - pozostały tylko nieliczne obrazy. Przypominam sobie dokładnie, jak wyszedłem naprzód na grań, a potem, zwróciwszy się w lewo, na nasz wierzchołek!" Było to wczesnym popołudniem. Moment zwycięstwa nie napełnił ich wcale nadmiernym uczuciem radości. Lachenal nie chciał zatrzymać się na szczycie ani na chwilę. Czuł, że nogi mu zamarzają i chciał czym prędzej uciekać w dół. Zdążyli zaledwie wykonać kilka zdjęć - niestety tylko swych postaci z chorągiewkami na czekanie. O panoramie szczytowej zupełnie zapomnieli. Przed odejściem Herzog podszedł jeszcze kilka kroków na skraj, by rzucić okiem na straszliwą zerwę południowej ściany, gdy tymczasem Lachenal zdążył zapuścić się już w żleb. Gorączkowy pośpiech, z jakim chciał nadrobić utracony czas, pomścił się na Herzogu natychmiast: podczas wciągania rękawic jedna z nich wymknęła mu się i poleciała szybko w dół stoku. Tak groźny przypadek nie przejął go wcale - nie uczynił nic, by uchronić się od odmrożenia. A miał w plecaku wełniane skarpety, które mógł wciągnąć na rękę. Gęste chmury ogarniają górę i zamykają widok. Zaczyna dąć silny wicher. Obaj wspinacze schodzą z całym pośpiechem, na jaki ich stać. Czują, że chodzi o życie." (Fragment książki "Człowiek zdobywa Himalaje" Jana Kazimierza Dorawskiego) *** Powrót ze szczytu do obozu V, w którym na zwycięzców czekali już dwaj towarzysze (Rebuffat i Terray), przebiegał w bardzo trudnych warunkach. Silny wiatr i chmury sprawiły, że alpiniści pobłądzili i rozstali się. Herzog dotarł do namiotu sam, jako pierwszy, a Lachenala odnaleziono leżącego na stoku, skrajnie wyczerpanego, bez czapki i rękawic, bez czekana i bez jednego z raków. Noc spędzona w V obozie to nieustanna walka z odmrożeniami rąk i stóp. Czwartego czerwca czterej wspinacze, w pogarszających się nieustannie warunkach pogodowych, schodzili w stronę obozu IV, błądząc wśród lodowych bloków, zapadając się w śniegu, a nawet wpadając do szczeliny lodowca, w której spędzili kolejną noc. Następnego dnia, z samego rana spotkali na swej drodze lawinę, a asekurujących Herzoga i Lachenala wspinaczy dopadła ślepota lodowcowa. Czterech wspinaczy, będących w strasznym stanie, wołających o pomoc, na szczęście odnalazła grupa z IV obozu. Próba dojścia do obozu trzeciego zakończyła się kolejną lawiną, z której cudem wszyscy wyszli cało mimo, że zmaltretowany i odmrożony Herzog został wtrącony do szczeliny w lodowcu. Ta dramatyczna droga powrotna przeciągała się w nieskończoność. To była prawdziwa walka o życie. Ratunek czekał na wszystkich w obozie drugim, do którego po wielu godzinach cała ekipa wreszcie dotarła. Herzogiem i Lachenalem zajął się lekarz wyprawy - dr Oudot. W spartańskich warunkach, przy świetle latarek próbował od razu ratować odmrożone ręce i stopy. Niestety, nie udało mu się to. Po kilkunastu dniach (już w czasie, gdy cała wyprawa opuściła masyw Annapurny i wędrowała wzdłuż rzeki Kali Gandaki w stronę granicy z Indiami, do której dotarła 7 lipca) lekarz zdecydował u obu alpinistów o amputacji palców stóp, a u Herzoga także o amputacji palców rąk. Trwająca ponad trzy miesiące wyprawa zwieńczona została zdobyciem pierwszego ośmiotysięcznika. Długo jeszcze trwały dyskusje co do stylu, w jakim tego dokonano. Największe zastrzeżenia budziło stosowanie dopingu. Zażywane przez Herzoga i Lachenala tabletki maxitonu owszem działały pobudzająco, ale też miały ujemny, oszałamiający wpływ na psychikę zdobywców. Tym należy tłumaczyć między innymi niektóre problemy, jakie wynikły w drodze powrotnej: trudności w ocenie realnego zagrożenia i będące tego rezultatem rozmiary odmrożeń, błądzenie wspinaczy, roztargnienie będące powodem ubogiej dokumentacji fotograficznej (brak panoramy szczytowej) i.t.p. Niewątpliwie jednak wyczyn Francuzów jest jednym z największych osiągnięć w historii himalaizmu. Skład wyprawy: Maurice Herzog - kierownik Louis Lachenal Jean Couzy Marcel Schatz Gaston Rebuffat Lionel Terray Marcel Ichac - operator filmowy Jacques Oudot - lekarz wyprawy Francis de Noyelles - pracownik ambasady francuskiej w Delhi Szerpowie: sirdar Ang Tharke Dawa Tondup Ang Dawa IV Ajiba Sarke Phu Tarke Aila Ang Tsering III Źródło: "Człowiek zdobywa Himalaje" , rozdział IX "Annapurna - pierwszy ośmiotysięcznik alpinizmu" - Jan Kazimierz Dorawski - Wydawnictwo Literackie Kraków 1957 Kilka zdjęć: Annapurna od strony północnej: http://www.expeterra.com/images/annapurna.jpg M. Herzog: http://www.everestnews.com/stories2007/pictures/ivan0410207.jpg L. Lachenal: http://www.alpinisme.com/BD/portraits/img_portraits/lachenal_identite.jpg RE: Z historii gór - Pablo - 09-06-2010 12:15 PM Trzecie zdjęcie - te odmrożone ręce - okropnie wygladają, wysoka cena utracić palce u wszystkich kończyn - za zapisanie się w historii jako "pierwszy"
RE: Z historii gór - maciek - 07-09-2010 05:57 PM Księżna Marianna Orańska Jako, że w te wakacje moje ścieżki zaprowadziły mnie w Sudety, zainteresowała mnie przeszłość tych gór. Przebywając w rejonie Masywu Śnieżnika i Gór Bialskich natrafiłem na ślady historii niezwykłej kobiety, której Ziemia Kłodzka wiele zawdzięcza. To księżna Marianna Orańska, córka króla Niderlandów Wilhelma Orańskiego, której dwusetną rocznicę urodzin obchodziliśmy w tym roku (stąd na Dolnym Śląsku bieżący rok nazwano jej imieniem). Była to bardzo mądra i nowoczesna jak na tamte czasy, kobieta. Jej zmysł gospodarczy i praktyczny sprawił, że na jej włościach, a więc: w Kamieńcu Ząbkowickim jak i na terenach tzw. klucza strońskiego oraz w rejonie Gór Bystrzyckich i Strachocinie rozwinął się przemysł, rolnictwo, turystyka (m.in. była fundatorką schroniska pod Śnieżnikiem) i lecznictwo udrowiskowe . Do dziś wiele zawdzięczamy jej przedsiębiorczości, pomysłowości i charytatywnemu gestowi. Jej mottem życiowym były słowa: "Nie przyszłam na świat, by żyć dzięki ludziom, ale by ludzie żyli dzięki mnie." Imieniem księżnej nazwano wiele miejsc w Kotlinie Kłodzkiej np. : Źródło Marianny, Droga Marianny, Mariańskie Skały, Marianówka, Hotel "Orański". http://www.marianna-miedzygorze.pl/web_images/Marianneprinsesdernederlanden.jpg http://www.naszesudety.pl/?p=artykulyShow&iArtykul=6767 Źródło: "Sudety" - przewodnik i atlas- N.Figiel, P.Klimek, K. Rostek - Wydawnictwo Bezdroża Sp. z o.o., Kraków 2009 [attachment=33394] Na zdjęciu Źródło Marianny w Kletnie. RE: Z historii gór - PiotrekDz - 07-09-2010 07:02 PM maciek napisał(a): Jej mottem życiowym były słowa: "Nie przyszłam na świat, by żyć dzięki ludziom, ale by ludzie żyli dzięki mnie."
RE: Z historii gór - maciek - 09-09-2010 01:33 PM Zagadkowa historia Sławkowskiego Szczytu Szóstego sierpnia 1662 roku w Tatrach i na Spiszu miało miejsce silne trzęsienie ziemi. Poprzedzone ono było gwałtowną burzą i ulewą, trwającą od dwóch dni, które na Spiszu spowodowały olbrzymią powódź. Zapisy Gaspara Haina w "Kronice Lewoczy" podają również, że w Tatrach, w rejonie Sławkowskiego Szczytu doszło do gigantycznego obrywu skalnego, w wyniku którego powstało wielkie jezioro. Miał się wówczas zawalić wierzchołek szczytu. Podobne informacje podają inne źródła: "Historia szkoły pijarów prowincji polskiej od roku 1642 do roku 1686" z Podolińca oraz księga handlowa Spiskiej Soboty. Kiedy dwa lata później na wierzchołek Sławkowskiego Szczytu wraz z towarzyszami wszedł Georg Buchholtz (pierwsze odnotowane wejście na ten szczyt) nikt nie zauważył na wierzchołku śladów rzekomej katastrofy, natomiast rzuciło się w oczy turystom masywne osuwisko na stoku Królewskiego Nosa. W "Kronice rodzinnej" Buchholtza czytamy: "...na skutek oberwania się chmury lub trzęsienia ziemi oderwała się skała wielka jak ceber. Rozwścieczony żywioł runął w dół stromym stokiem, kruszył skały, wyrywał z korzeniami potężne modrzewie i świerki, i pozostawił po sobie szeroką rynnę, której ślady do dziś nie znikły." O zagadkowym kataklizmie na Sławkowskim Szczycie wspominali jeszcze później inni osiemnastowieczni przyrodnicy i historycy (Karol Wegner, Christian Generish). W XIX wieku naukowcy - sejsmolodzy zaczęli ponownie analizować historię trzęsień ziemi w Karpatach. Wśród nich był Ludovit H. Jeitteles, który próbował udowodnić, że to właśnie Sławkowski Szczyt był do 1662 roku najwyższym szczytem Tatr. W roku 1921 geofizyk Frantisek Kolacek w swoich publikacjach przedstawił teorię, w myśl której kataklizm z 1662 roku spowodował, że Sławkowski Szczyt obniżył się o blisko trzysta metrów. Dziś większość naukowców neguje fakt , by doszło do tak gigantycznego obrywu skalnego. Niewątpliwie jednak w 1662 roku w Tatrach Wysokich i na Spiszu miała miejsce olbrzymia powódź wywołana kilkudniowymi intensywnymi opadami deszczu, które nasiliły znacznie procesy erozyjne i których efekt wzmocniło dodatkowo trzęsienie ziemi, z epicentrum pod Sławkowskim Szczytem. Źródło: Artykuł Wiesława Siarzewskiego zatytułowany "Śmiertelny oddech smoka", zamieszczony w numerze 3(13) kwartalnika "Tatry" z roku 2005. RE: Z historii gór - maciek - 04-11-2010 08:18 AM HURAGAN W TATRACH SŁOWACKICH - listopad 2004 roku Dziewiętnastego listopada 2004 roku w godzinach popołudniowych przewaliła się po południowej stronie Tatr olbrzymia wichura, która dokonała wiele zniszczeń w przyrodzie górskiej oraz infrastrukturze miasta Wysokie Tatry. Huragan narodził się nad Europą Zachodnią z zimnego arktycznego powietrza, któremu towarzyszyło powstanie bardzo głębokiego niżu. Front atmosferyczny wędrował z Niemiec przez Czechy i Polskę i towarzyszył mu szybki spadek ciśnienia z porywistym wiatrem, gwałtownym spadkiem temperatury. Kiedy dotarł do głównej grani Tatr, przepchnął na południową stronę olbrzymią masę powietrza, która niczym wodospad runęła na słowacką stronę nabierając ze spadkiem wysokości coraz większej mocy. Średnia prędkość wiatru wyniosła w Starym Smokowcu 120 km/godz. ( w porywach 170 km/godz.), a w rejonie Łomnickiego Stawu (Skalnate Pleso) odnotowano maksymalną wartość 230 km/godz. Huragan w czasie trzygodzinnego trwania, atakował dwukrotnie. Około godziny piętnastej przewalił się przez grań Czerwonych Wierchów siejąc zniszczenie w Dolinie Cichej i Koprowej. Nieco później przeszedł przez grań Tatr Wysokich od Zmarzłego Szczytu do Przełęczy pod Kopą. Powstał gigantyczny wiatrołom (vel'ka kalamita), przypominający krajobraz jak po wybuchu bomby atomowej, od Podbańskiej po Tatrzańską Kotlinę, o łącznej długości ok. 50 kilometrów, szerokości od 2,5 do 5 kilometrów, między poziomicami 900 a 1250 metrów n.p.m. o powierzchni ok. 130 km. kwadratowych. Wartość zniszczonego lasu oszacowano na 134 mld koron słowackich, objętość powalonego drewna na blisko 3 mln metrów sześciennych. Straty w zwierzynie były trudne do ustalenia, gdyż sporo zwierząt, tuż przed nadciągającym kataklizmem, uciekło w kierunku południowym. Miejscowości tworzące miasto Wysokie Tatry zostały odcięte od świata. Powalone drzewa zablokowały drogi, zniszczyły trakcję elektryczną kolejki dojazdowej, powywracały słupy telefoniczne i wysokiego napięcia. Zniszczeniu uległy drobne zabudowania. Przez kilka dni żywność i woda były dostarczane drogą powietrzną. Zginęły dwie osoby. Największym problemem stało się naruszenie równowagi w górskim ekosystemie leśnym. Powalone drzewa, mimo prac porządkowych trwających przez wiele miesięcy, stały się siedliskiem korników i grzybów, atakujących zdrowe drzewa. Ten proces niszczenia drzew trwa niestety do chwili obecnej i wszystko wskazuje na to, że przybiera na sile. Zaobserwowano to zjawisko na ocalałym drzewostanie w Dolinie Cichej, Tomanowej, Koprowej i innych. Szczególnie ucierpiały unikatowe pod względem zasobów leśnych Dolina Niewcyrki i Koprowica, które objęte są najwyższym - piątym - stopniem ochrony. Oprócz kornika dodatkowym czynnikiem degradującym lasy tatrzańskie są nasilona erozja i od kilku lat obserwowany niedobór wody. Mimo postępujących prac rekultywacyjnych zaplanowanych na najbliższe 20 - 30 lat, proces obumierania zdrowego lasu będzie przybierał na sile. Widać to już także po polskiej stronie Tatr. Niektórzy ekolodzy prognozują, że zupełnie zdrowy las, przy obserwowanych obecnie niekorzystnych tendencjach degradacyjnych, pojawi się w Tatrach (uwaga!) dopiero za 400 - 500 lat. Już teraz, patrząc ze szczytów, możemy zauważyć brązowiejące kępy martwych drzew, zaatakowanych przez kornika. Dramat, jaki zaczął się sześć lat temu wydaje się nie mieć końca. [attachment=34742] Na zdjęciu zaznaczono obszary leśne zaatakowane przez kornika. Źródło: Kwartalnik "Tatry" nr 1(11) 2005 - artykuły: "Huragan w Tatrach Słowackich" - autor Marek Grocholski, "Potęga przyrody" - autor Milan Koreń. Kwartalnik "Tatry" nr 1(15) 2006 - artykuły: "Słowacki huragan. Rok po..." - autor Marian Sturcel "Koszmarny sen..." - autor Zbigniew Ładygin. "Tatry" - wydanie specjalne nr 5(2010) - polsko - słowackie, artkuł "Obiekt ochrony w Cichej i Koprowej jest zagrożony" - autor Lenka Burdova. RE: Z historii gór - jacko - 05-11-2010 02:20 PM Hej! W maju 2005 byłem w słowackich Tatrach i widziałem opisany krajobraz. Większość drzew poskręcana jak korkociągi. Żadnej przydatności przemysłowej, jedynie opał. Widok przygnębiający RE: Z historii gór - maciek - 11-11-2010 08:26 AM Na temat Wacława Krzeptowskiego i kolaboracji niektórych górali z Niemcami w styczniowym numerze magazynu "Mówią Wieki" znajdziecie obszerny artykuł Damiana Markowskiego zatytułowany "Goralenvolk-anatomia zdrady". Tutaj jego początkowy fragment: http://www.mowiawieki.pl/artykul.html?id_artykul=2949 Akurat jutro mija kolejna, niechlubna rocznica powitania przez Wacława Krzeptowskiego generalnego gubernatora H. Franka w Zakopanem (12 listopada 1939). Można również posłuchać o tym: http://wiadomosci.wp.pl/title,Goral-ze-swastyka-w-klapie,wid,13979853,wiadomosc.html?ticaid=1d5fb RE: Z historii gór - bios - 11-11-2010 09:26 AM Parys napisał(a): Po zabiciu Krzeptowskiego Zborowski sie wystraszyl i po sasiedzku przekazal te dokumenty Naczelnikowi TOPR Openhaimowi,ktory jak wiemy zginal zastrzelony w napadzie rabunkowym,tylko ze z domu nic nie zginelo oprocz dokumentow!!Prawdopodobnie byla to lista wszystkich Konfidentow Gestapo,wiec kto mogl dokonac napadu??ci co na tej liscie byli!!Od lat nurtuje mnie jedno pytanie,dlaczego "Ogien"tolerowal poczynania Krzeptowskiego?
"Łup zdobyty na Krzeptówkach przedstawiał się skromnie: trochę żywności, parę sztuk odzieży, narty i buty narciarskie Rudej, mydło, grzebienie, kilka drobiazgów." Zginęło też trochę prześcieradeł przeznaczonych do domów wypoczynkowych na Groniku, które Oppenheim organizował. RE: Z historii gór - bios - 11-11-2010 09:35 AM Parys napisał(a): Wacek Krzeptowski ....... wielu ludzi dal aresztowac ale i wielu pomogl.
Włodzimierz Wnuk - "Byłem z Wami": RE: Z historii gór - bios - 11-11-2010 10:04 AM Polecam numer 1-2/2010 Biuletynu IPN. W wersji pdf: http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/24/11936/nr_122010.html Maciej Korkuć - Zgrupowanie "Ognia" str 46. RE: Z historii gór - bios - 11-11-2010 11:35 PM Parys napisał(a): Faktem jest ze jako pierwszy zamieszkal w dol.Zakopianskiej w przerobionym Szalasie Pawel Gasienica uwazany za nestora najstarszego Rodu Goralskiego,wykarczowal teren wokol zabudowania i nastepnie inni mowili ze Gasienica mieszka za-kopanym terenem,i to jest najbardziej prawdopodobna nazwa Zakopanego.
RE: Z historii gór - PiotrekDz - 07-12-2010 07:49 PM Teoretycznie nasze, wspólne, jako dobro narodowe (ale brzmi ).W rzeczywistości lobby zbijającego na nich kasę. Całkiem nie złą kasę. RE: Z historii gór - KasiaA - 07-12-2010 08:08 PM Parys napisał(a): A jak to jest z tymi Tatrami?? czyje One sa?? Panstwowe TPN,?? Nasze??? czy Gorali???
RE: Z historii gór - chief - 08-12-2010 02:50 PM Parys napisał(a): A jak to jest z tymi Tatrami?? czyje One sa?? Panstwowe TPN,?? Nasze??? czy Gorali???
ani Państwowe, ani TPN-u, ani Nasze, ani Górali...one były zanim człowiek się wykształtował, zmieniała się w nich już państwowość, właściciele, granice...i będą dalej, gdy gatunek ludzki w przyszłości wyginie/samounicestwi się. RE: Z historii gór - Johny - 08-12-2010 03:18 PM Parys...zawsze chciałem zapytać o to...zacina Ci się klawiatura?
RE: Z historii gór - Johny - 08-12-2010 03:23 PM Parys napisał(a): Johny napisał(a): Parys...zawsze chciałem zapytać o to...zacina Ci się klawiatura?
![]()
RE: Z historii gór - chief - 08-12-2010 03:25 PM Czy Ciebie Parysie nie niepokoi stan lasów we Wspólnocie?...ja pamiętam jak niegdyś wyglądało miejsce, gdzie kończył sie szlak papieski w Jarząbczej...a co jest teraz?..."pustynia". Zadnia Kopka od Lejowej, tez nie wygląda najlepiej. Oczywiście część drzew została usunięta w wyniku wiatrołomów/łamów...ale czy oby na pewno wszystkie? Co do gospodarzenia Tatr/Hal przez górali, to jak sie widzi zdjęcia z przed powstaniem Parku, a teraz, to też to daje do myślenia, szczególnie w rejonach piętra kosówki. Tak z ciekawości, to, jakie sprawy uważasz, ze TPN robi nieprawidłowo? RE: Z historii gór - chief - 08-12-2010 05:45 PM Parys napisał(a): Mysle ze drzewostan we Wspolnocie jest zadawalajacy,podobne zdanie maja Specjalisci z Ministerstwa
Cóż, specjaliści bywają różni: Parys napisał(a): aby las byl zdrowy trzeba wposcic do niego swiatlo,a na miejsce zcietych sadzic mlode
Ja przynajmniej w tym miejscu sadzonych młodników nie widziałem, co najwyżej porozrzucane samosiejki smreków i liściastych...porozrzucane. Takowy stan trwa tam od kilku lat. Parys napisał(a): W Zadniej Kopie poradzono sobie z wiatrolomem,zasadzono tam tysiace Buka,Jawora!!
To też nie takie proste, gdyż sporo tego terenu jest w piętrze regla górnego, a tam buki, czy Jawory, to nie bardzo. Parys napisał(a): ale jak wiesz byl okres ze calkowicie zakazano wypasu owiec w Tatrach,i jak sie okazalo po latach Byl to Blad!!!
Zgadza się Parys napisał(a): Rada stwierdzila ze aby bez uszczerbku na przyrodzie do Dol.Rybiego Potoku moglo dziennie wchodzic max.3tys.osob!!
Tak szczerze, to ja sobie tego za bardzo nie wyobrażam. Efek ograniczenia mógłby mieć skutki uboczne, gdyż ten tłum wszedłby w insze doliny, choćby na Halę. Parys napisał(a): wszystkie Grupy Zbiorowe do TPN powinne tez miec wyznaczony termin,bo to one najwiecej szkodza!!!
Nie sadzę, akurat najbardziej "gorący" okres tych grup jest w miesiącach, gdzie turystyka indywidualna jest sporadyczna. Inna sprawa, to te grupy ze względu, choćby śnieżnych, mają często ograniczony zasięg. Pozostałe, w inszych miesiącach, to nie jest ich aż tak dużo, bardziej przeważają turyści indywidualni.
RE: Z historii gór - chief - 08-12-2010 06:45 PM Parys napisał(a): Musisz wiedziec ze Swierk to nie naturalny drzewostan Tatrzanski,to mlode lasy licza sobie w granicach 80-100 lat,wlasnie,Buki,Jawory,Deby to naturalny las Tatrzanski
No, nie do końca...buki, czy Jawory, a także jodły sa naturalnym drzewostanem dla regla dolnego. W reglu górnym to juz naturalny bór świerkowy z niewielkimi domieszkami inszych drzew (jednak bez buka, czy jawora). Parys napisał(a): co sadzisz chief o zamykaniu terenow do wspinania??o likwidacji miejsc biwakowych PZA??
Nie wiem, dlaczego uważasz mnie za rzecznika TPN-u RE: Z historii gór - chief - 08-12-2010 09:10 PM Z tymi Żabimi, że są prywatne, to mnie zaskoczyłeś ![]() Sytuacja prawna w Tatrach jest dość skomplikowana. Np. pytałem sie kiedyś Skawińskiego, dlaczego TPN dopuścił do zniszczenia szałasu na Pol. Waksmundzkiej. Stwierdził, że teren należy do Parku, ale sam szałas do właścicieli prywatnych (często bardzo wielu spadkobierców). Sporo szałasów przez to poszło w niepamięć. RE: Z historii gór - chief - 09-12-2010 06:54 AM Trochę mnie źle zrozumiałeś. To nie, ze ktoś na cudzym stawiał szałas, ale chyba przejęte zostały na rzecz Parku tylko działki, a nie obiekt budowlany. Zniszczenie nie było w formie podpalenia, ani wysadzenia (zapewne pamiętasz bufet na Pisanej i jego "kasacja" na użytek filmu "Trójkąt bermudzki" ), po prostu zmarniał i "położył" sie naturalnie.Coś faktycznie było w tym, na rzeczy, gdyż sporo szałasów/szop, nieobjętych, jako obiekt zabytkowy, popadało w ruinę. Jednak tak chyba dwa lata temu, TPN bez zgody właściciela je remontował (np. w Dol. Chochołowskiej). Najbardziej szkoda tych szałasów, które sa poza szlakiem. Jednak były tez szałasy przeznaczone pod likwidację (naturalną), na tych polanach, które też miały być wg Parku zarastane. RE: Z historii gór - bios - 09-12-2010 08:54 AM Piszecie o podpaleniach szałasów,a mnie przypomniał się skandal podczas kręcenia filmu przez reżyserkę Judit Elek. Dla potrzeb filmu "Tutajosok" posmarowano kilka owiec łatwopalną substancją i podpalono je żywcem. Sceny te były kręcone chyba w okolicy Siwej Polany. RE: Z historii gór - chief - 09-12-2010 03:15 PM Tatry, są pewną unikatowa w tej części Europy enklawą przyrody ożywionej jak i nieożywionej. Na pewno należy je chronić. Górale zaś bywają różni (choć nie zawsze sie wie, czy ma sie do czynienia z góralem). Są tacy, co kochają Tatry i "krzywdy" by im nie dali zrobić...jednak sa tez tacy, co sie tam po prostu urodzili i sa one dla nich na zasadzie...bo są. Cześć górali nawet nie chodzi po Tatrach, a jak już to bardziej dolinki. Podhale jest miejscem turystycznym i wiele miejscowych tylko z tego sie może utrzymywać. Jest to zrozumiałe, jednak niektórzy, nieco przeginają i stawiają "gości" w charakterze "maszynki do mięsa/pieniędzy". Czasem sie to odczuwa i nie jest to zbyt przyjemne. Dlatego też, jak ktoś żąda swojej własności Tabularnej, na Hali, czy w inszym miejscu w Tatrach, to zachodzi pytanie...po co im to?, jak te tereny powinny być chronione. Przychodzą różne myśli, choćby te, że ktoś na swojej działce postawi budkę z żarciem/nowe schronisko/ itp...Dobrze wiesz, że sa tacy w Zakopcu, którzy chcieliby na Tatrach robić głównie interesy, niezależnie od tego, czy przez nie będą one niszczone (np. pomysł poprowadzenia tunelu do Dol. Cichej). RE: Z historii gór - maciek - 11-12-2010 09:44 PM Erupcja wulkanu Laki na Islandii, a wybuch Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Laki to wulkan szczelinowy w południowej Islandii. Kratery tego wulkanu tworzą pasmo górskie ciągnące się na długości ponad 25 km. Najwyższy ze szczytów wznosi się na wysokośc 818 m. n.p.m. W 1783 roku doszło do najpoważniejszej w historii Islandii erupcji wulkanicznej, trwającej aż osiem miesięcy. "Jej katastrofalne skutki związane były głównie z gazami wulkanicznymi, wydzielonymi w wyniku wypływu wielkiej ilości lawy. Gazy, przede wszystkim fluorowodór i dwutlenek siarki, utworzyły trującą "suchą mgłę", powodując śmierć połowy bydła oraz większości pogłowia owiec i koni na całej wyspie. W wyniku erupcji i spowodowanej przez nią klęski głodu straciło życie blisko 10 000 osób, co stanowiło około 20 % ludności Islandii. Toksyczne gazy dotarły nad Europę, powodując zniszczenie upraw i niekiedy smierć ludności w wyniku zatrucia. Chmura gazów wywołała silne efekty klimatyczne na całej pólkuli północnej, w tym liczne anomalie pogodowe (burze, silne opady gradu) i obniżenie średniej temperatury rocznej o 1*C, co dotkliwie odczuwano w Europie i Ameryce Północnej (zimne lato, wyjatkowo mroźna i długa zima). Pośrednim skutkiem erupcji i jej klimatycznych następstw był głód. Według niektórych źródeł, wywołane tymi zjawiskami niepokoje społeczne mogły przyczynić się do wybuchu rewolucji francuskiej w 1789 roku oraz do śmierci nawet dwóch milionów osób na całym świecie." Źródło: czasopismo "Zew Północy" nr 7, artykuł "Wulkany Islandii" autorstwa dra hab. Marka Awdankiewicza. (fragment) Wulkan Laki: http://histmag.org/grafika/nws/Lakagigar.jpg RE: Z historii gór - chief - 12-12-2010 08:33 AM Zdjęcia rewelacyjne. Ten wulkan i chmury mu towarzyszące, przypominają mi Mordor
RE: Z historii gór - maciek - 12-12-2010 11:07 AM Skoro Parys pokazał nam kwietniową erupcję Eyjafjallajökull, to przedstawię Wam kolejny fragment tekstu z tego samego artykułu, dotyczący właśnie tego wulkanu: "Do intrygujących problemów należą m.in. związki pomiędzy erupcjami sąsiadujących ze sobą wulkanów. W ostatnim czasie żywo dyskutowana była w mediach możliwość wybuchu Katli w następstwie położonego 20 kilometrów na zachód wulkanu Eyjafjallajökull. W ciągu ostatnich 1100 lat "Eyja" wybuchał trzy razy: w latach 1612, 1821-1823 i w roku 2010. Erupcje "Eyja" w XVII i XIX wieku miały umiarkowaną siłę - około 3 w skali VEI, lecz w krótkim czasie wyzwalały dziesięciokrotnie silniejsze erupcje potężniejszego sąsiada - wulkanu Katla. Cze erupcja "Eyja" w 2010 roku może wpisać się w ten historyczny trend?" RE: Z historii gór - chief - 12-12-2010 11:39 AM Jest to naturalny teren dla wybuchów wulkanów, więc Islandczycy, tak naprawdę żyja na bombie zegarowej. RE: Z historii gór - maciek - 12-02-2011 11:21 PM Ksiądz Józef Stolarczyk Dokładnie 195 lat temu, dwunastego lutego 1816 roku w Wysokiej koło Jordanowa urodził się ksiądz Józef Stolarczyk, pierwszy proboszcz w Zakopanem.-> http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/b0/Stanis%C5%82aw_Biza%C5%84ski_Ksiadz_Stolarczyk_1889.jpg Pod Tatry przybył w styczniu 1848 roku i pozostał tu przez czterdzieści pięć lat, aż do śmierci. Można powiedzieć, że to od momentu jego pojawienia się w Zakopanem, rozpoczęła się nowa epoka w dziejach tej wsi, a później miasta. Widząc olbrzymie zacofanie wśród górali przyczynił się do szerzenia wśród nich oświaty i zdobyczy cywilizacyjnych oraz do podniesienia stanu moralności. Przez swoją ofiarną działalność i stanowczość cieszył się dużym poważaniem. Przyczynił się również do spopularyzowania Zakopanego jako atrakcji turystycznej. Poprzez namawianie górali do wynajmowania domów letnikom, zorganizował w ten sposób pierwsze zaplecze turystyczne pod Tatrami. Świetnie jego sylwetkę i zasługi ukazał na stronach "Księgi Tatr" Jalu Kurek. Ksiądz Stolarczyk zajmował się również taternictwem. Znane są w tej dziedzinie jego pionierskie osiągnięcia: - jedna z pierwszych prób zdobycia Świnicy (wszedł na niższy, północno-zachodni wierzchołek w 1849 roku), - pierwsze turystyczne przejście Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem w 1861 roku, - pierwsze przejście szlaku od Czarnego Stawu na Rysy, obok Buli pod Rysami i dalej słynną "rysą" w 1865 roku. - pierwsze wejście na Baranie Rogi w 1867 roku, - pierwsze turystyczne przejście przełęczy między Baranimi Rogami, a Czarnym Szczytem w 1867 roku - przełęczy nazwanej później jego imieniem. Poza tym zdobył Wysoką, Lodowy Szczyt, Gierlach, wiele szczytów Tatr Bielskich i Zachodnich. Za swoją działalność społeczną i taternicką, za przyczynienie się do wykształcenia wśród górali wielu przewodników, Towarzystwo Tatrzańskie, którego był współzałożycielem, obdarzyło go w 1883 roku godnością członka honorowego. Jest autorem "Kroniki Parafii Zakopiańskiej (1848-1890)"- niezwykłego dokumentu o dziejach Zakopanego. Swoje górskie wspomnienia zawarł w krótkim dziele "Wycieczka na Szczyt Gierlachu" Na pamiątkę i w dowód uznania dla zasług księdza Stolarczyka, w nazewnictwie tatrzańskim i zakopiańskim znaleźć możemy: - wspomnianą wcześniej Przełęcz Stolarczyka, - Żleb Stolarczyka w masywie Gierlacha, - Kolebę Stolarczyka w Dolinie Ciężkiej, - Turnię Stolarczyka (pierwotna nazwa Zawratowej Turni) - Dom Turystyczny im. Ks. Józefa Stolarczyka (nieistniejące już schronisko w Zakopanem) - jedną z ulic w Zakopanem, nazwaną jego imieniem w 1985 roku Ksiądz Józef Stolarczyk zmarł 6 lipca 1893 roku z Zakopanem i został pochowany na Starym Cmentarzu na Pęksowym Brzyzku. [attachment=36542] Źródło: "Wielka Encyklopedia Tatrzańska" - Zofia. i Witold. Paryscy, Wydawnictwo Górskie, Poronin 2004 "Tatry. Sprawy i ludzie", tom I - "W kręgu Tatr"- Wiesław A. Wójcik, Wydawnictwo Tatrzańskiego Parku Narodowego, Zakopane 2008 "Zakopane. Przewodnik historyczny" - Maciej Pinkwart, Lidia Długołęcka-Pinkwart, Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała. RE: Z historii gór - Łukasz - 14-02-2011 07:27 AM Dodam, że ks. Stolarczyk zostawił po sobie sporo potomków
RE: Z historii gór - maciek - 15-02-2011 06:39 AM Ilekroć piszę post historyczny, podaję źródła, z których korzystam. ![]() Ciekawe Łukaszu, z jakiego źródła Ty korzystałeś, bo w dostępnych dla mnie pozycjach o takim szczególe nie przeczytałem. RE: Z historii gór - Łukasz - 15-02-2011 07:12 AM Z plotek miejscowych. RE: Z historii gór - maciek - 15-02-2011 08:32 AM Skoro to plotka, to przynajmniej wiem teraz, że nie należy tej informacji traktować serio. I nie mów mi, że w plotce tkwi odrobina prawdy. RE: Z historii gór - Łukasz - 15-02-2011 08:34 AM To w takim razie "przeszukam" mą pamięć i znajdę książkę gdzie o tym czytałem.
RE: Z historii gór - Łukasz - 15-02-2011 08:38 AM Sza sza > "Bywał więc ksiądz Stolarczyk wręcz nieostrożny... Poza tą, miał i inne wady. Z punktu widzenia dzisiejszych kryteriów kościelnych był zapewne człowiekiem zbyt "światowym". Porywczy, impulsywny i uparty, nie gardził dobrami i przyjemnościami doczesnymi. Wieść gminna przypisuje mu niestosowne jego duchownemu statusowi zainteresowanie płcią piękną, a przedstawiciele kilku zacnych zakopiańskich rodzin głoszą o sobie, że są w prostej linii potomkami dzielnego plebana. Może także zbytnio skupiał się na materialnej stronie swego zawodu - ale wiemy przecież, z jakiej biedy wyrósł." A o to cały artykuł : http://www.pinkwart.pl/stolarczyk/wstep.htm Oczywiście zacna to postać, wręcz wybitna. A że takie coś tam wyczyniał ...
RE: Z historii gór - maciek - 15-02-2011 10:23 AM Errare humanum est.
RE: Z historii gór - Łukasz - 15-02-2011 10:43 AM I nie nam Go oceniać
RE: Z historii gór - maciek - 04-03-2011 07:24 PM O początkach zimowego taternictwa. Prekursorami zimowego taternictwa byli Węgrzy i Niemcy. Pierwszego zimowego wejścia dokonał węgierski taternik Eduard Blásy, który w styczniu 1873 roku wszedł na Sławkowski Szczyt. Pierwszymi polskimi zimowymi taternikami byli Ludwik Chałubiński (syn dra Tytusa Chałubińskiego) i Karol Potkański. Więcej o zimowym zdobywaniu Tatr możemy przeczytać w styczniowo-lutowym numerze "Gór", w artykule Grzegorza Folty pt. "Początki taternictwa zimowego". -> http://www.goryonline.com/gory_Styczen_Luty_2011,103,212,0,0,Fnr,nr.html Sporo ciekawych informacji i zdjęć archiwalnych. Zachęcam Was.
RE: Z historii gór - Łukasz - 08-03-2011 07:03 AM Napomknę też o innym węgierskim "pierwszeństwie" w Tatrach. Na Żabim Koniu zdarzył się pierwszy stricte taternicki wypadek śmiertelny: w roku 1907 pod wierzchołkiem zginął wspinacz z Węgier, Jenö Wachter. RE: Z historii gór - maciek - 10-05-2011 05:43 PM Huculszczyzna - "Słowiańska Atlantyda" Takiego określenia dla regionu Karpat Wschodnich i Czarnohory użył Stanisław Vincenz - promotor i znawca tych terenów i kultury, pisarz i filozof, w którego czterdziestą rocznicę śmierci w Muzeum Narodowym w Krakowie zorganizowano wystawę zatytułowaną "Na wysokiej połoninie. Sztuka Huculszczyzny - Huculszczyzna w sztuce." Wystawa będzie czynna do 29 maja 2011 roku. Zgromadzono na niej eksponaty pochodzące z 30 muzeów, zbiorów prywatnych i bibliotek. http://www.muzeum.krakow.pl/Wystawy.18.0.html http://www.youtube.com/watch?v=-7HoWLSLjW8 *** Huculszczyzna od XIV wieku weszła w obręb Królestwa Polskiego za sprawą Kazimierza Wielkiego. Pozostała w granicach Rzeczypospolitej do 1772 roku, do momentu przejęcia jej przez Austrię. Po I perwszej wojnie światowej na krótko powstała Republika Huculska, na czele której stanął prezydent, zlikwidowana przez wojska rumuńskie. W okresie międzywojennym tereny te powróciły do Polski. Obecnie Huculszczyzna znajduje się w Zachodniej Ukrainie. Kulturowo i wyznaniowo był to prawdziwy tygiel, gdzie stykały się wpływy wołoskie, polskie, ukraińskie, węgierskie, żydowskie, cygańskie, słowackie, czeskie, ormiańskie i austriackie. Po II wojnie światowej na skutek sowieckiej polityki wyśledleńczej, tereny te zatraciły swój bogaty charakter. Doszło do zagłady "słowiańskiej Atlantydy". Źródło: Artykuł: "Kres Kresów" Natalii Budzyńskiej w 19 numerze "Przewodnika Katolickiego" z 8 maja 2011 roku. RE: Z historii gór - Łukasz - 22-07-2011 10:22 AM "Encyklopedia schronisk tatrzańskich" Janusz Konieczniak. Czytajcie a zmądrzejecie
RE: Z historii gór - maciek - 27-07-2011 02:43 PM Północna ściana Eigeru (Eigerwand) W dniach 21 - 24 lipca 1938 miało miejsce pierwsze udane przejście północnej ściany Eigeru. Dokonali tego dwaj Austriacy: Heinrich Harrer i Fritz Kasparek oraz dwaj Niemcy: Anderl Heckmair i Ludwig Vörg. Eiger (3970 m.npm) położony jest w północnych Alpach. Północna ściana tego szczytu to najtrudniejsza - obok północnej ściany Matterhornu i Filaru Walkera na Grandes Jorrases - i najbardziej niebezpieczna, nieprzerwanie stroma górska ściana w Europie, wznosząca się na wysokość ponad 1800 metrów. Kąt nachylenia waha się do 50 do 80 stopni. Położenie samej góry i specyficzny wklęsły kształt olbrzymiej jej ściany sprawia, że panują tam niezwykle trudne warunki atmosferyczne - często zatrzymują się na niej dzikie burze trwające nie raz kilka dni, szaleją śnieżyce, mają miejsce gwałtowne i obfite opady deszczu i gradobicia. Efektem tych zjawisk, samego ukształtowania i właściwości skał są częste śnieżne lawiny, kamieniopady i kaskady wodospadów. Znajdują się na północnej ścianie także olbrzymie pola lodowe, które alpiniści muszą przejść, by dostać się na wierzchołek. Najgroźniejszy jest tzw. Biały Pająk czyhający w górnej części ściany. Przez wiele lat nie było śmiałków, którym udałoby się przejść w całości tę "ścianę śmierci", czy "karuzelę diabła". Zginęło wielu dzielnych ludzi, zanim wspomnieni na początku alpiniści zdołali osiągnąć wierzchołek Eigeru od strony północnej (straszliwa śmierć Toni Kurza i jego kolegów, biwak śmierci Maxa Sedlmayera i Karla Mahringera). Liczne tragedie rozgrywające się na tym amfiteatrze groźnego Eigeru stały się powodem, dla którego rząd Szwajcarii, swojego czasu, wydał zakaz wspinania się od północnej strony (rzecz bez precedensu w historii alpinizmu). O tym wszystkim, o wielu wyprawach, o dramatycznych wydarzeniach, jakie rozegrały się na Eigerwandzie, o sukcesach, możecie przeczytać w książce autorstwa jednego z bohaterów tamtego przejścia - Heinricha Harrera, zatytułowanej "Biały Pająk", a także w książce "Zew ciszy" Joe Simpsona (autora słynnego "Dotknięcia pustki"). Obydwie te pozycje napisane są naprawdę bardzo ciekawie - są cennym dokumentem i czyta się je z zapartym tchem. Książka Simpsona została sfilmowana. W roli narratora występuje sam autor. Rewelacyjny film. *** Więcej znajdziecie tu: http://wspinanie.pl/serwis/200806/12eiger_historia.php RE: Z historii gór - hemlighet - 27-07-2011 02:52 PM Dobrze, że przypominasz Maćku. Książki naprawdę są godne polecenia. A Simpsona będzie można zobaczyć na żywo i posłuchać w tym roku we wrześniu podczas Spotkań z Filmem Górskim w Zakopcu
RE: Z historii gór - TomaszRT - 27-07-2011 08:55 PM hemlighet napisał(a): A Simpsona będzie można zobaczyć na żywo i posłuchać w tym roku we wrześniu podczas Spotkań z Filmem Górskim w Zakopcu
![]()
RE: Z historii gór - hemlighet - 27-07-2011 09:23 PM TomaszRT napisał(a):
A który weekend września ?
RE: Z historii gór - rafi86 - 29-07-2011 10:12 AM Film oglądałem, polecam wszystkim...obok Czekając na Joe najlepszy film związany z górami RE: Z historii gór - szewczyczek - 01-08-2011 07:08 AM Do chwili obecnej najlepsze wrażenie na mnie (wzruszenie do łez) wywarł obejrzany na "Dniach Lajtowych" Polskiego Klubu Alpejskiego film zrealizowany przez Wojciecha Kukuczkę pod tytułem "Lhotse - Rozgrywka Pokerowa" przedstawiająca wywiady polskich himalaistów, zdjęcia i podejście do "życia z górami" jego ojca. Nie wiem czy jest jakaś możliwość pozyskania tego filmu, ale jeżeli ktoś go zdobędzie, niech da znać. RE: Z historii gór - maciek - 04-08-2011 03:17 PM 25 lat temu, po zdobyciu K2, podczas zejścia zginął Wojciech Wróż http://wspinanie.pl/serwis/201108/03-Wojciech-Wroz.php http://www.gloswielkopolski.pl/fakty24/wielkopolska/434721,25-lat-temu-na-k2-zginal-poznanski-himalaista-wojciech-wroz,id,t.html?cookie=1 RE: Z historii gór - maciek - 21-08-2011 06:19 PM Krzyż na Giewoncie ma 110 lat http://www.polskieradio.pl/39/246/Artykul/421889,Krzyz-na-Giewoncie-ma-110-lat RE: Z historii gór - maciek - 23-11-2011 11:55 AM Jeśli ktoś interesuję się odległą historią peruwiańskich Andów, polecam książkę pt. "Wyprawa po tajemnicę Inków". Osadzona wśród andyjskich dolin i szczytów akcja książki przenosi czytelnika w mroczne czasy podboju tych terenów, w czasy konkwistadorów, inkwizycji, czasy zagłady wielkiej cywilizacji inkaskiej. Czyta się wspaniale. Niezwykle interesująca pozycja, ciekawie napisana. Gorąco polecam. http://eureka.osdw.pl/ksiazka/Gudelius-Claudia/Wyprawa-po-tajemnice-Inkow,54038700203KS RE: Z historii gór - Łukasz - 17-02-2012 07:50 AM 17.II.1980 - dwaj uczestnicy polskiej wyprawy narodowej - Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki - zdobyli zimą, po raz pierwszy w dziejach, Mount Everest. Jest okazja wznieść toast. RE: Z historii gór - Łukasz - 21-02-2012 07:12 AM 21.II.1936 - w Tatrach uruchomiono kolejkę linową na Kasprowy Wierch. Sto lat !!! RE: Z historii gór - maciek - 09-11-2013 04:58 PM Skarb Łysego Wzgórza Ludwikowice Kłodzkie to sudecka wieś położona między Kłodzkiem a Wałbrzychem. Znajduje się w niej sztucznie usypane wzgórze zwane Łysym Wzgórzem. Skąd ta nazwa? Otóż podczas II wojny światowej Niemcy prawdopodobnie chcieli coś w tym miejscu ukryć. Jaką tajemnicę skrywa w sobie Łyse Wzgórze, które z niewyjaśnionych powodów od kilkudziesięciu lat nie może pokryć się roślinnością? Film Bogusława Wołoszańskiego z cyklu "Skarby III Rzeszy" -> http://www.ipla.tv/Skarby-iii-rzeszy-skarb-lysego-wzgorza/vod-5696571 RE: Z historii gór - PiotrekDz - 09-11-2013 10:32 PM To są tematy które mnie kiedyś mocno wciągnęły. Są bardzo intrygujące, zagadkowe i chyba nigdy nie zostaną do końca wyjasnione. Kupiłem serię książek J.Lamparskiej właśnie na temat działalności hitlerowców na Dolnym Śląsku i związanych z tym zagadkami oraz dość dobre opracowanie M.Aniszwskiego ale już o samych G.Sowich i tym co one kryją. Polecam, bo książki wciągające a zarazem pomagające w zwiedzaniu nie których sudeckich pasm. Filmik obejrzę, choć możliwe ze sie z nim spotkałem bo wiele odcinków Wołoszańskiego na te tematy ("Skarby III rzeszy) widziałem. RE: Z historii gór - dr.Etker - 09-11-2013 10:39 PM PiotrekDz napisał(a): Kupiłem serię książek J.Lamparskiej właśnie na temat działalności hitlerowców na Dolnym Śląsku i związanych z tym zagadkami oraz dość dobre opracowanie M.Aniszwskiego ale już o samych G.Sowich i tym co one kryją.
Nie czytałem tych książek, ale jak znajdziecie "Pociąg z wolframem"... RE: Z historii gór - PiotrekDz - 12-11-2013 07:18 AM W tunelu nie byłem ![]() Ale jadąc kiedyś do/z Wałbrzycha (już nie pamiętam) to będąc juz w granicach miasta obserwowałem na stromych skarpach co były przy torach wlotu do tunelu o którym czytałem, że ponoć był. I było takie miejsce, wyraźnie od toru odchodziło kilku metrowe rozszerzenie prosto w skarpę w której też dość nienaturalnie znajdowało się coś jak by osunięcie terenu. O tym nawet w zwykłym przewodniku piszą w którym momencie jest, więc łatwo zobaczyć jadąc. W całej tej hitlerowskiej tajemnicy, o podziemnych fabrykach, tunelach i.t.d zastanawia mnie, dlaczego nikt nie próbuje tego zbadać całościowo jakimś super sprzętem. Bo przecież oczywiste jest, że prócz tych już znanych i częściowo udostępnionych na pewno jeszcze jest reszta, znacznie większa co wynika choćby z zapisków o zużyciu materiału przy budowach. Przecież sa metody, sprzęt, nie takie rzecz pod ziemią sie penetruje z powierzchni a tu jakoś nikt się nie kwapi. Oprócz zapaleńców poszukiwaczy ale oni mają ograniczone możliwości. RE: Z historii gór - maciek - 12-11-2013 08:25 AM PiotrekDz napisał(a): W całej tej hitlerowskiej tajemnicy, o podziemnych fabrykach, tunelach i.t.d zastanawia mnie, dlaczego nikt nie próbuje tego zbadać całościowo jakimś super sprzętem.
No właśnie, też tak się nad tym zastanawiam. RE: Z historii gór - dr.Etker - 13-11-2013 07:51 PM maciek napisał(a): PiotrekDz napisał(a): W całej tej hitlerowskiej tajemnicy, o podziemnych fabrykach, tunelach i.t.d zastanawia mnie, dlaczego nikt nie próbuje tego zbadać całościowo jakimś super sprzętem.
No właśnie, też tak się nad tym zastanawiam.
Na poniższym blogu jest próba wyjaśnienia powyższego zagadnienia. RE: Z historii gór - PiotrekDz - 13-11-2013 09:47 PM Ciekawe, zupełnie inne spojrzenie niż to które znałem dotychczas. RE: Z historii gór - dr.Etker - 13-11-2013 09:56 PM PiotrekDz napisał(a): Ciekawe, zupełnie inne spojrzenie niż to które znałem dotychczas.
Wieesz ... RE: Z historii gór - grizzly - 14-11-2013 02:27 AM Interesuja mnie Inkow skarby w Pienninach. Czy sa jakies wiadomosci na ten temat, czy ktos spenetrowal wrzystkie zakatki gor w pieninach. A moze jakas jaskinia zaslana glazem. kiedys spenetruje ten teren dokladnie. Tak mysle o tym. Jak to w polsce jest, czy to moje jest kiedy dotrze do tego skarbu. RE: Z historii gór - PiotrekDz - 14-11-2013 08:12 AM O Inkah w Pieninach jakaś legenda mi się kiedyś obiła o uszy, ale szczegółów nie pamiętam. Ale to chyba opowieść tego kalibru jak rzucony przez Kingę pierścień, który później wskazał w Polsce pokłady soli . Poszperaj w googlach, na pewno coś się znajdzie. dr.Etker napisał(a): Aniszewscy, Wołoszańscy wypłukują chleb codzienny z tego co napiszą i muszą być optymistycznie nastawieni.
![]()
Wiesz, to też nie można do końca porównywać bursztynowej komnaty itd do tego co jest n.p. w Górach Sowich. Bo tam faktycznie są te podziemne obiekty, częściowo można zwiedzać-polecam- więc istnieją na prawdę, są namacalne tu i teraz. RE: Z historii gór - dr.Etker - 14-11-2013 07:39 PM PiotrekDz napisał(a): Kwestia tylko tego, czy jest to wszystko co istnieje po Niemcach, bo nie zdążyli dokończyć budowy czy też istnieją nie dostępne, n.p. zawalone lub celowo ukryte przez Niemców gdy zwiewali.
Gość na tym blogu próbuje na zimno i bez wybujałej fantazji sprawę przedstawić, i dobrze! jednak co jakiś czas pojawiają się nowe odkrycia więc coś w tej ziemi jeszcze istnieje. Skarbów bym się jednak nie spodziewał , raczej złom, starą broń, urządzenia i.t.d.
Bezpośrednio po wojnie radzieccy ze "Smierszy" zapewne gruntownie przebadali sprawy. Lubowali się w pozyskiwaniu nowych technologii. RE: Z historii gór - PiotrekDz - 15-11-2013 11:11 AM dr.Etker napisał(a): Piotrze - widzę że temat Ci jest bliski.
![]()
Aż tak dobrze w tym nie siedzę, po prostu kiedyś jak byłem kilka razy w tej części Sudetów to się trochę tematem zainteresowałem, ale nie aż tak by biegle się orientować. RE: Z historii gór - maciek - 17-03-2014 12:10 PM Dziś późnym wieczorem na TVP Historia film o hrabim Władysławie Zamoyskim. http://www.teleman.pl/tv/Wladyslaw-Hrabia-Zamoyski-Pan-z-Wielkopolski-Wladca-Tatr-1020460 |