![]() |
|
Szumawa smutna i nieznana - Wersja do druku +- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum) +-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18) +--- Forum: Sudety (/forumdisplay.php?fid=24) +--- Temat: Szumawa smutna i nieznana (/showthread.php?tid=7070) |
Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 14-01-2016 09:17 PM Szumawa - smutna i nieznana W jesieni 2015 miałem okazję pobywać 2 tygodnie w górach nazwanych Szumawą. Niniejszą relację chciałbym napisać trochę dla mnie nietradycyjnym sposobem. Coś między przewodnikiem, historycznymi wsuwkami i własnymi spostrzeżeniami. Wiem, że większość polskich turystów w ogóle nie wie gdzie się te góry znajdują i nie mają zamiaru tracić czas na ich odwiedzenie. Sudety znają tylko w paśmie Jesioników-Karkonoszy-Izerów. Kiedy jadą na południe w Alpy to o Szumawę nie zahaczą, ponieważ jadą ma trasie Berlin i Norymberg lub Katowice i Wiedeń. Nawet Fazik, tirowiec, zna raczej przejścia graniczne Rozvadov, Folmavę lub Dolní Dvořiště, które są mimo obszar Szumawy, niż takie Železná Ruda lub Strážný. Ja sam Szumawę odwiedziłem tylko raz, podczas studiów, to było za głębokiej komuny, gdzie już 50 km przed granicą w pociągu byliśmy legitymowani przez pograniczników. Z drugiej strony mam sporo kolegów, którzy służyli w wojsku właśnie u tego typu jednostki. Jednak wierzę, że moja relacje kogoś zainteresuje i może zapuści się w Sudety po drugiej stronie Republiki Czeskiej (RC). Szumawa - 140 km długie pasmo gór rozciągające się na południowozachodniej granicy Czech. Granicę tutaj tworzą jeszcze Bawaria i Górna Austria. W najszerszym miejscu ma szerokość 45 km. W stronę Czech góry powoli opadają, na drugą stronę granicy jest już więcej stromo. Sam to zauważyłem i nazwałem je "Płaskie Góry". Wygodą jest, że miejsca wyjściowe są na wysokości 600 - 800 m i potem lekko pod górkę się wyjdzie na wierzchołek. Prawdziwy raj dla Tomtura! Ten by miał Szumawę odwiedzić obowiązkowo. Klimat jest tutaj raczej surowy - zimno i wilgotno. Nawet latem często występują przymrozki. Źródło (raczej dwa) ma tutaj najdłuższa czeska rzeka - Wełtawa. Na płaskowyżu jest sporo torfowisk i te też przyczyniają się do chłodnego klimatu. Trzeba dodać, że Szumawa to jedne z najstarszych gór w Europie. Szumawa należy do grupy gór wzajemnie pospajanych nazwą jako Sudety. Nie jest to jednak jakieś pasmo górskie. Polskiemu turyście nazwa Sudety kojarzy się z górami na pograniczu Polski i Czech. Najwięcej są znane Jesioniki i Karkonosze. W RC jest Sudetami nazwany cały obszar górski (praktycznie po całym obwodzie Czech), gdzie zamieszkała niemiecka mniejszość narodowa. Kolonizatorzy niemieccy osiedlali się tutaj w dwu falach - w XIII stuleciu na zaproszenie czeskich królów i panów, którzy potrzebowali cywilizować górskie lasy, ponieważ pierwotni obywatele osadzali się w dolinach przy rzekach i potem w XV wieku, kiedy trzeba było zaludnić wymarłe tereny po wojnie 30-letniej. Wzajemne współżycie między kolonizatorami niemieckimi i pierwotną ludnością czeską powoli zostało naruszane, zwłaszcza podczas wzrostu nacjonalizmu w XIX stuleciu. W końcu to wygradowało w czasach II WŚ, kiedy niemiecka mniejszość opowiedziała się za hitlerowskimi Niemcami i dalej znanymi okolicznościami. Po wojnie doszło do kolejnego ekscesu. Mniejszość niemiecka w liczbie około 2,6 miliona ludzi była przymusowo wysiedlona. Trzeba zaznaczyć, że to było około 25% ludności ówczesnej Czechosłowacji. Na omawianym pograniczu w wielu przypadkach były naraz wysiedlone całe wioski. Na Szumawie do dziś poznać, że osiedlanie opuszczonych miejsc nie zawsze było spowodowane pozytywnymi zamiarami nowych przybyszów. Szumawa ma kolejną tragiczną epizodę. Była częścią i największym symbolem "zadrutowanej" Czechosłowacji w przeciągu lat 50 - 80 XX stulecia. Tutaj się kończył świat socjalizmu i tam dalej następował "zły" kapitalizm. W całym paśmie granicy z Austrią i Republiką Federalną Niemiec w głąb kraju było ustanowione pasmo graniczne, gdzie można było wchodzić tylko miejscowym i to na specjalne zezwolenie. Jeszcze przed właściwą granicą były wybudowane podwójne lub nawet potrójne zasieki z drutu kolczastego tzw. ściana sygnalizacyjna, która po naruszeniu powodowała wszczęcie alarmu. [attachment=72465] - replika ściany w osadzie Buczyna koło Kwildy Tutaj już oprócz pograniczników już nie miał nikt dostępu. Ten, kto by przeszedł przez zasieki, miał jeszcze sporo metrów do osiągnięcia granicy i był często wychwytywany. Do wychwytywania uciekinierów używano nie tylko samych pograniczników z psami, ale były zakładane pola minowe, gniazda karabinów maszynowych i inne przeszkody. W miejscach mniej dostępnych (naprz. w pobliżu osady Hamry) stosowano najbrutalniejszy sposób. SUP - samostaně utočící pes (samodzielnie atakujący pies). Te psie bestie nie były nikim ćwiczone i karmione tylko surowym mięsem. Psie budy były usytuowane tak, że kiedy uciekinier naruszył pierwszy zasiek drutu kolczastego, dochodziło do samowolnego otwarcia budy i dwa aż trzy psy wybiegały między druty. Nic żywego nie miało szans. Było to rozrywane przez te psie bestie. Po fakcie pogranicznicy w specjalnych ubiorach wciskali z powrotem psy do budy. Od tego brutalnego sposobu jednak ustąpiono w 70 latach XX stulecia z powodu częstego poranienia samych pograniczników. Dzisiaj na szczęście pograniczników już nie ma. Wymienili ich turyści, którzy mogą nawet odwiedzać miejsca po drugiej stronie granicy. Tak, jak w Dolomitach mamy pewną historię z I WŚ i fanów do odnawiana tej pamięci, tak i na Szumawie jest odnawiana ta smutna pamięć po wysiedleniu Niemców i nieszczęsnych 40 lat drutu kolczastego. Dla mnie, lubiącego historię z górami w tle, prawdziwe duchowe żniwo. Na zakończenie tego wstępu jeszcze dodam chyba już ostatnią smutną informację. Te przepiękne dzikie lasy zostały w najwięcej chronionych miejscach (jest tutaj park narodowy) sporo zniszczone przez huragan Kiryl w roku 2007 i co nie zniszczył huragan, to dobił kornik drukarz. W górnych partiach gór można zobaczyć całe połacie martwego lasu w postaci wystających kikutów pni dawnych drzew. Ponieważ jesteśmy w parku narodowym, ochraniarze środowiska postanowili las pozostawić swojemu losowi z nadzieją, że przyroda sobie ponoć sama poradzi. Nie dochodziło tutaj do wycinki, którą znamy z naszych Beskidów. Kto będzie miał rację? Tego się ja już chyba nie dożyję, ale młodsi się o tym dowiedzą. Cdn... relacja już ze samotnej wędrówki dołożona fotografiami.
RE: Szumawa smutna i nieznana - mirek - 15-01-2016 08:04 AM Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy relacji i foty,pisz dalej o historii tego regionu, historia a zwłaszcza historia okresu z przed I wojny jak i okres międzywojenny i II wojna mnie bardzo interesuje. RE: Szumawa smutna i nieznana - Red-Angel - 15-01-2016 09:05 PM Najpierw zgodzę się, że Szumawa jest mało znanym rejonem czeskich gór. Sam kiedyś się zastanawiałem czy w nie pojechać, ale wybrałem Rudawy Czeskie. A teraz z czymś się nie zgodzę. Szumawa nie jest częścią Sudetów. Tak samo jak zdanie "Szumawa należy do grupy gór wzajemnie pospajanych nazwą jako Sudety. Nie jest to jednak jakieś pasmo górskie. (...) W RC jest Sudetami nazwany cały obszar górski (praktycznie po całym obwodzie Czech)" - Mam wrażenie, że to co Ty nazwałeś Sudetami, powinno nosić nazwę Masywu Czeskiego (Česká vysočina). Bo I Sudety i Szumawa należą do Masywu Czeskiego - jednostki geologicznej. RE: Szumawa smutna i nieznana - watażka - 15-01-2016 10:27 PM Takie zasieki jak na zdjęciu miałem i ja koło swojego domu nosiło to miano "sistiema" a broniło to nam Polaczkom wstępu do mlekiem i miodem płynącej krainy ZSRR. Oj rzeczywiście tragiczny, a może tragikomiczny czas naszej nie tak odległej historii. RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 15-01-2016 11:57 PM Red-Angel napisał(a):
A teraz z czymś się nie zgodzę. Szumawa nie jest częścią Sudetów. Tak samo jak zdanie "Szumawa należy do grupy gór wzajemnie pospajanych nazwą jako Sudety. Nie jest to jednak jakieś pasmo górskie. (...) W RC jest Sudetami nazwany cały obszar górski (praktycznie po całym obwodzie Czech)" - Mam wrażenie, że to co Ty nazwałeś Sudetami, powinno nosić nazwę Masywu Czeskiego (Česká vysočina). Bo I Sudety i Szumawa należą do Masywu Czeskiego - jednostki geologicznej.
Wiesz Red, ja się prawie starałem jakoś informować, że Sudety to nie jest jakieś pasmo górskie jak naprz. Karpaty. Chyba źle się wyraziłem. W Czechach nazewnictwo Sudety jest pojmowane od obszaru, gdzie do II WŚ zamieszkiwała mniejszość niemiecka. Może mogłem powiedzieć, że Szumawa należy do Masywu Czeskiego ze względu geologicznego, gdzie jednak są i góry gdzie nie zamieszkiwała w/w mniejszość. Chciałem raczej kłaść większy nacisk na wzgląd etnograficzny. Sudeccy Niemcy zamieszkiwali i na Szumawie.
RE: Szumawa smutna i nieznana - Red-Angel - 16-01-2016 12:45 AM Sudety to jest pasmo górskie. Fakt, w Czechach ponoć mówi się Sudety na ten region, jednak w Polsce występuje on pod nazwą Kraj Sudecki (niem. Sudetenland) i co do tego nikt się już nie przyczepi Bo nazwa Sudety dla Polaków ma jedno konkretne określenie - pasmo górskie.
RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 16-01-2016 01:09 PM Dzięki jednak za przypomnienie. O Masywie Czeskim się mówi tylko w środowisku zaawansowanych. Normalny czeski śmiertelnik raczej kojarzy ten obszar ze Sudetami. ![]() Jeszcze dzisiaj lub jutro wsunę kolejną część. Jest tego sporo, ponieważ swoje przeżycie przekładam przewodnikiem, co nie jest mym pospolitym sposobem pisania relacji.
RE: Szumawa smutna i nieznana - Oliwka - 16-01-2016 09:11 PM Ciekawa historia, co prawda smutna, ale dobrze jest wiedzieć co się kiedyś działo. Podoba mi się przedstawienie kilku tematów. Czekam na cd.
RE: Szumawa smutna i nieznana - swiru - 17-01-2016 03:24 AM Zapodaj cd. bo się strasznie zajarałem. Dzięki za tak interesującą pierwszą część. Historia nie zawsze jest łatwa i przyjemna ale pouczająca. Historia magistra vitae. RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 17-01-2016 07:15 PM Na pograniczu trzech państw Pierwsze moje kroki prowadzą do najwięcej na południe wysuniętych gór Szumawy. Jedna z najcenniejszych lokalit. W tym celu dojeżdżam pociągiem aż na samą granicę do zanikniętej osady Nové Údolí (Neuthal/Nowa Dolina). Kiedyś osada miała z 250 obywateli, jednak niedawne czasy spowodowały jej zanik. Tutaj było można przejechać się pociągiem z Czeskich Budziejowic aż do Passau. Jednak za komuny ludność wysiedlono, pociągi kończyły w niedalekim 5 km położonym Stożcu i dalej na granicę jeździły tylko kontrolowane pociągi manipulacyjne po drewno. Parę metrów torów było wyrwanych. Wiocha Haidmühle już położona w Niemczech dalej funkcjonowała. Jednak w 1974 po niemieckiej stronie aż do miasteczka Jandelsbrunn (18 km) tory wyrwano. Dzisiaj się to okazuje jako błąd. Czesi po opadnięciu stalowej kurtyny obnowili trasę aż do Nowej Doliny. Nawet paru zapaleńców ze spółki Pošumavské jižní dráhy (Poszumawskie Koleje Południowe) wybudowało 105 m torów aż na samotną granicę, czym wytworzono najkrótszą międzynarodową kolej. W sezonie można się przejechać historycznym pociągiem a dla kolejowo zapalonych przejechać się na drezynie. W sezonie można wykupić bilet i przejechać się aż do samotnego Passau. Na odcinku bez torów po niemieckiej stronie kursuje autobus. Wspomnę, że na miejscu jest jeszcze muzeum nietradycyjnie umieszczone w wagonach i gospoda o znaczącej nazwie Wagon. [attachment=72479][attachment=72480] W tych miejscach wpływa do Czech Studená Vltava (Kalte Moldau/Zimna Wełtawa), która się tworzy 3 km za Haidmühle połączeniem trzech potoków. Ja jednak nie mam zbytnio czasu na odwiedzenie tego miejsca, pobuszowania w Haidmühle i wypróbowania piwka w Wagonie. Mam sporo do przejścia i wyruszam z kopyta. Jest grubo po 9:00 a mnie czeka więcej jak 30 km. Na szczęście startuję na wysokości 800 m. To mi się w Beskidach nie może przytrafić. Moim pierwszym celem jest osiągnięcie wierzchołka o nazwie Třístoličník 1311 m (Dreisesselberg/Trójstolicznik). [attachment=72481] Po drodze zatrzymuję się przy pomniku Josefa Rosenauera. Był to inżynier leśnictwa i geodezji za czasów M. Teresy i Józefa II. Od młodości służył u panów szumawskich włosności ze Schwarzenberga. Ten zaprojektował tzw. Schwarzenberský plavební kanál (spływowy kanał Schwrzenberga). Pomnik jest w miejscu, gdzie kanał się rozpoczynał. Pierwsza część kanału miała długość ponad 40 km i służył na spławianie drewna opałowego do samotnego Wiednia. Był czynny od 1793 do 1962 roku. Jeszcze podam jedną daną techniczną - przeciętny spadek wynosił 2,5 promila (2,5 mm na 1 m długości). Za komuny kanał był w wielu miejscach poniszczony lub zaniesiony, aczkolwiek jest uznany za pamiątkę techniczną. Jednak znów zapaleńcy przyłożyli rękę do dzieła i obnowiono 11 km kanału. [attachment=72482] Dalej daję nura w las. Tutaj cykliści nie mają dostępu i o tej porze roku jestem sam. Po chwili dochodzę do słupków z niebieskim paskiem oznaczających granicę Czech z Bawarią. [attachment=72483] Lasu nie użyję sobie długo. Na stoku Trzystolicznika rozpoczyna się ta smutna wichrowo-kornikowa przygoda. [attachment=72484] - w dali widać od lewej Boubín (1362 m) i Bobík (1264 m) O Boubinie i jego puszczy będę pisał później. Niebawem wyjdę na główną grań. Tam, po bawarskiej stronie, czeka na mnie schronisko. [attachment=72485][attachment=72486] Byłem przygotowany na wariant, że ze znanych powodów schroniska będą tylko po drugiej stronie. A ja tak lubię schroniska odwiedzać. Z tego powodu przezornie zaopatrzyłem się w twardą walutę. Najpierw jednak wychodzę na pobliskie skałki, które zwiększają pole widzenia. Z niecierpliwością oczekuję widoki na Alpy. Najpierw musiałem się przedrzeć przez rozjuchaną dziatwę. Nie wiem jak dzisiaj przebiega nauka w szkołach. Za moich szkolnych czasów to byliśmy na wycieczce w górach raz w roku. Teraz mi się wydaje, że dziatwa ma więcej wolnego niż wysiadywanie w ławkach na lekcjach. Z wierzchołkowych zdjęć pokażę trzy. Dwa w stronę Bawarii. [attachment=72487][attachment=72488] Na pierwszym dobre oko zobaczy alpejskie wierzchołki oddalone około 150 km. Widok nie jest powalający, jednak dla napełnienia duszy wystarczające. W dali jest widoczny więcej znany Watzmann (2713 m). Daremnie wypatruję mojego znajomego Dachsteina (też można go ponoć z tego miejsca zobaczyć). Na drugim zdjęciu jest widok w stronę bawarskich nizin i widać już raczej industrialną społeczność. [attachment=72489] Z trzeciego ujęcia widać na czeską stronę. Tem mi przypomina, że pora też odwiedzić pobliski punkt gastronomiczny. Jest 11:30 i czas coś wypróbować. Oprócz rozjuchanej dziatwy, jest tylko paru turystów. Duże schronisko jest raczej puste, co jest dla mnie korzystne. Mam zasadę, że trzeba zawsze skorzystać z oferty. "Das Fräulein" podaje mi jadłospis. Przebieram tylko w nisko nakładowych pozycjach i wybieram nazwy według mego ograniczonego słownika. Wzrok kieruję do działu "Suppe". Pierwszą "gulaschsuppe" wyłączam, mam dosyć swojej. Interesuje mnie inna propozycja. Było tam coś napisane i dołączone "...Würstchen und Semmel". Coś z parówką i bułką może być. Do tego rzecz jasna napój turystyczny z Bawarii. [attachment=72490] I taki był efekt mojego zamówienia. To "coś" była zupa grochowa. Smakowała fajnie i na przekór tego, że mnie kosztowała około 5 Euro. No cóż, na górach trzeba się umieć poświęcić. Czas jednak wyruszyć dalej. Czeka mnie graniówka z widokami na obie strony. [attachment=72491][attachment=72492] Kopczyki są w stylu tomturowego kolcok/iglok/szpilok. Drugie foto jest wstecznym widokiem na przed chwilą opuszczone schronisko. Kiedyś las, teraz widoki. I człowieku wybieraj co jest lepsze. Kolejnym punktem docelowym jest odwiedzenie Trojmezí 1325 m (Dreisessel/Trójmiedzy). Jak sama nazwa napowiada, jest to punkt styku trzech granic. Jeszcze nim tam dojdę, staram się zrobić przybliżone zdjęcie już prędzej wspominanego Watzmanna. [attachment=72493] Ta kraina w dole to już Górna Austria, aczkolwiek jeszcze drepczę po granicy czesko/bawarskiej. Samotny trójstyk jest płytkim siodłem. Nic zaskakującego w płaskich górach. [attachment=72494][attachment=72495] Jest to mój trzeci osiągnięty trójstyk. Na mój wiek to mało, muszę nad tym popracować. Takie miejsca też mają swój urok. Od teraz zaliczam czesko/austriacką granicę. Gdzieś dalej mam napotkać dzisiejszy najwyższy punkt, najwyższy szczyt czesko/austriackiej Szumawy i piąty najwyższy w całej Szumawie - Plechý 1378 m (Plöckenstein/Plechy). Dreptanie jest wciąż takie same. Iglastą scenerią. Dla mnie coś nowego i dlatego się nie nudzę. [attachment=72496] Odkrywa się Plechy. Dzisiaj to góra z widokami na wszystkie strony. Jeszcze niedawno temu był zaleśniony. W Internecie znalazłem parę zdjęć z przed 10 laty. Ta skałka była zanurzona w lesie. https://cs.wikipedia.org/wiki/Plech%C3%BD Trochę odpoczynku mi nie zaszkodzi. Otwierają się nowe widoki. Alpejki są jednak co raz mniej widoczne. [attachment=72497] Z tego powodu wzrok kieruję do następnego celu. Z racji lepszego widoku schodzę trochę niżej. Tam, gdzie żółty szlak skręca nad Plešné jezero 1089 m (Jezioro Plechy). [attachment=72498] Normalnie bym tutaj skręcił w lewo nad jezioro (nie to co jest widoczne, to jest jezioro zaporowe na Wełtawie - Lipno) i po jego odwiedzinach powoli szukał cywilizacji do wieczornej integracji i spania. W sumie jeszcze by to było 8 km. Jednak jestem tutaj też jako tropiciel śladów Jetika i jeden jest na Smrčině 1338 m (Hochficht/Świerczyna) i szkoda go tam zostawić. Na fotografii to jest ten kopczyk przede mną, tam gdzie widać nartostradę. Suma sumarum tam i z powrotem do tego miejsca to jest jeszcze dalszych 6+6 km. Spostrzegam jak by Świerczyna była z innych gór. Huragan ją nie dotknął i kornik nie miał szans. [attachment=72499] Schodzę do siodła zwanego Austriacka Droga (1020 m). Tutaj można przejechać na rowerze z Czech do Austrii i odwrotnie. W danej chwili jest tutaj pusto. Za sobą zostawiłem iglaste góry i teraz znów wędruję w normalnym lesie. Na szczęście na Szumawie nie ma misiów i dlatego w pod wieczór mogę czuć się wyluzowany. Widoki ponownie otwierają się dopiero na przedwierzchołku Świerczyny - Hraničník 1283 m (Reischelberg/Granicznik). [attachment=72500] Z lewej widzimy górę Plechy, na prawo już raz wspominane Boubin i Bobik. W środku, daleko w tyle są kolejne wierzchołki Szumawy. Tam będę wędrował za parę dni. Na właściwy szczyt muszę jeszcze trochę podreptać. Samotny wierzchołek niczym specjalnie się nie wyróżnia. [attachment=72501] Praktycznie jestem na jednym końcu Szumawy. Z tego miejsca ku południowemuwschodzie teren powoli się obniża, żeby we Wyższobrodzkim Przesmyku opuścił te góry. Jeszcze z innej strony jest znana Świerczyna. Raczej jej austriacki imiennik - Hochficht. Jest to ponoć duży i znany ośrodek narciarski (w 80 latach odbywały się tutaj nawet dwa Puchary w narciarstwie alpejskim). Widziałem górne stacje. W październiku jest tam cicho i pusto, jak to zwyczajnie bywa w takich ośrodkach. Zastanawiam się nad tym absurdem. Z jednej strony zaraz przy granicy ludziska jeździli sobie na nartach lub turyści odwiedzali schronisko (to na Trzystoliczniku), z drugiej strony gdzieś 2 - 3 km w dół od granicy były druty, gdzie można było być zastrzelonym. Czas mnie nagli. Trzeba mi z powrotem powrócić do połowy stoku Plechiego. Czeka mnie przedostatni cel - Jezioro Plechy. Jedno z ośmiu (po czeskiej stronie jest ich pięć) polodowcowych jezior. Z czasowych powodów nie idę górną ścieżką (musiałbym z wierzchołka). Ponoć jest z niej ładny widok na jezioro. Ja drepczę dolną ścieżką i jezioro mi się odkrywa dopiero, kiedy do niego dochodzę. [attachment=72502] Jezioro Plechy kiedyś służyło do nawadniania spływowego kanału Schwrzenberga. Za komuny do roku 1978 miała tutaj siedzibę 14. kompania Straży Granicznej w byłym schronisku. Potem kompanię przeniesiono do niższych miejsc, ścianę sygnalizującą też niżej i jezioro zostało za drutami osamotnione. Po jednym turystycznym następuję do ostatniej fazy tego dnia. Trzeba mi zejść do wiochy Nová Pec (Nowy Piec). Tam mam zarezerwowany nocleg. [attachment=72503] Jak o noclegu mowa, to jeszcze podam jedną informację dla amatorów spania pod gwiazdami. W Parku Narodowym Szumawa są w odstępach jednodziennego pochodu w pobliżu głównego szlaku porobione "awaryjne pola noclegowe". Są to miejsca, gdzie można legalnie zanocować pod warunkiem, że tylko na jedną noc, bez rozpalenia ogniska i tylko w dobie od 18:00 do 9:00. Ma to swą wygodę. Nie trzeba długo dreptać do doliny. Jedno takie widzimy na zdjęciu trochę niżej pod jeziorem. Drugie takie widziałem na początku w Nowej Dolinie. [attachment=72504] Inną charakterystyką Szumawy są długie wyasfaltowane drogi rowerowe. Są to byłe drogi, którymi pogranicznicy jeździli do służby. Długie i łagodne. Co jest idealne dla cyklistów, nie musi być też dobre dla piechurów. Takie dreptanie 5 km pod koniec dnia sporo odbija stopy i turyście się czas wydłuża. U celu jestem po 19:00 już o zmroku. O tym, że nocowałem w chałupie podobnej tej z Filipki, to już inne dzieje. Zaznaczę tylko, że rozmawiałem z miejscowymi, w kuchni przy piecu z dodatkiem żywej wody własnej tamtejszej produkcji, do późnych nocnych godzin. [attachment=72505] Od bawarskiego napoju turystycznego informuję, że cdn.... RE: Szumawa smutna i nieznana - watażka - 17-01-2016 08:56 PM Stasiu nieźle nadreptałeś tej jesieni za tymi Yetikami, i miejsca jak widać nie koniecznie oblegane przez turystów odwiedziłeś, oj czuję że dowiemy się o wielu ciekawych nieznanych nam górkach w Czechach. Czy zawsze sam byłeś, czy może znajdywałeś kompanów??? RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 17-01-2016 09:06 PM Na Szumawie dreptałem sam. To samo mi się trafiło w listopadzie w Izerach. Wypada mi się poskarżyć.
RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 17-01-2016 10:13 PM Kto zna trochę czeski język i jest zainteresowany, to przedkładam strony Internetowe gdzie można przeczytać, jak to wyglądał z tym pociągiem manipulacyjnym do Nowej Doliny: http://opona.lahvista.cz/vlakem_za_draty.html I jeszcze jedna strona. Jak funkcjonowała sygnałka (ściana sygnalizacyjna) i służby letnie i zimowe jednej kompanii: http://opona.lahvista.cz/slouzim.html RE: Szumawa smutna i nieznana - yoter - 19-01-2016 10:36 AM Z Twojej relacji Stasiu aż tak smutno się nie prezentuje. Dzieje tych stron zakręcone. Czekam na cd. RE: Szumawa smutna i nieznana - tomtur - 19-01-2016 07:06 PM Kiedy
RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 20-01-2016 08:41 PM Polednik - uszy skierowane na zachód Kolejnym miejscem, które chciałbym opisać są odwiedziny góry Poledník 1315 m, która na kilkanaście lat była tajemniczą górą. Najlepszym punktem wyjściowym jest o niewiele mnie tajemnicza wioska Prášily. Żeby się do niej dostać trzeba zjechać z głównej drogi i około 4 km jechać otwartą pustą krainą. Bardzo mi to przypomniało Bieszczady. Kto ma większą fantazję i patrzy na amerykańskie horrory, to niektóre zaczynają tak, jak bohater jedzie pustą krainą i potem skręci na polną drogę, gdzie jest jeszcze więcej pusto i przyjedzie do niby bezludnej wiochy. Tam zaczynają potem odgrywać horrowe sceny. Tak ja się czułem. Do Prašil jeździ w tygodniu trzy razy autobus, w letnim sezonie jeszcze jest dodany cyklobus. Inaczej trzeba autkiem. Przed II WŚ wioska i z przyległymi osadami miała około 1300 obywateli. Aż na kilkanaście Czechów sami Niemcy. Po skończeniu wojny wszystkich wysiedlono. Ludność napływowa nie miała powiązania z tymi górami i raczej doszło do kradzież poniechanego majątku. Osady zanikły i w samych Prašilach zniknęła cała infrastruktura. Co nie dokonali złodzieje, to dokonało wojsko. Od 1948 roku okolice były wcielone pod poligon wojskowy. Ludność (pozostało ich około 50) miała trudne warunki. Nikt nie mógł się swobodnie poza wioską poruszać. Za druty można było tylko wychodzić za pozwoleniem i pod nadzorem. Kiedy odbywały się ćwiczenia to dzieci nie mogły chodzić do szkoły (w Prašilach szkoła zanikła) i obywatele byli zdani na swoje zasoby. Poligon wojskowy pełnił jeszcze jedną uboczną funkcję. Jako by chronił przed ujawnieniem niedalekiego objektu wojskowego na Poledniku. Wioska była z trzech stron otoczona sygnałką. [attachment=72569] Z Prašil mam tylko jedno zdjęcie. Na nim widać to, co pozostało z kościoła. Taki sam los czekał też i normalne gospodarstwa. Dzisiaj Prašily starają się pełnić głównie rolę turystycznej osady. Może w letnim sezonie jest tutaj więcej turystów. Jednak kiedy ja tu byłem to sporo ich tu nie było. Raczej to wyglądało, że tych paru to potomkowie byłych wysiedlonych obywateli, którzy teraz przyjechali popatrzeć na miejsce, gdzie żyli ich dziadkowie lub rodzice. Jednak podobało mi się tu. Była tu gospoda i dostatek miejsc noclegowych. W Prašilach się nie zatrzymuję (dla mnie to nie jest czynność standardowa), ponieważ mnie czeka dzisiaj 28 km. Jak to tutaj bywa, piony są zastąpione poziomem i dreptaniem sobie jakichś beskidzkich 15 km tutaj niczego nie osiągniemy. Po drodze na Polednik mam w planie odwiedzić kolejne polodowcowe jezioro - Prašilské. [attachment=72570] Do jeziora można dwiema drogami. Turystyczną i rowerowo-inwalidzką. Ja wybieram turystyczną. Jezioro samo od siebie niczym się nie różni od pozostałych. [attachment=72571] Jest tutaj cisza i spokój. Tylko kaczki domagają się, żebym podzielił się z nimi drugim śniadaniem. Jestem jednak nieugięty. Jedzenie pozostawiam na Polednika w południe. Kawałek pod jeziorem kończy się "wygodna" trasa turystyczna i od teraz mnie czeka dreptanie rowerowym szlakiem. [attachment=72572] Z niecierpliwością wyczekuję co mi ten Polednik zaoferuje. Zwłaszcza, że po paru dniach zachmurzonej Szumawy, mam słoneczną pogodę i mogę liczyć na jako takie widoki. Las znów ubiera strój szpilkowy. Tylko coś mi w nim nie pasuje. [attachment=72573] Ta wieża nie jest drzewem martwego lasu. To jest ten dzisiejszy mój główny cel. Już nie mogę się doczekać. Co nowego z tajemniczej historii mi Polednik zaoferuje. [attachment=72574] Dochodzę do objektu, który formalnie 20 lat nie istniał. Z całego objektu pozostała tylko wieża widokowa, która pełniła funkcję radaru. Budynki obsługi były po przyjęciu przez park narodowy wyburzone. Jaka była historia tego miejsca? Polednik do końca II WŚ nie miał specjalnego znaczenia. Zalesiona góra nie miała nawet żadnej wieży widokowej. Dopiero po wybudowaniu żelaznej kurtyny. We wrześniu 1968 roku była zakończona budowa całego strategicznego objektu wojskowego pod nazwą TOPAS. Załoga prowadziła radiowy nasłuch o promieniu kilkaset kilometrów w kierunku południowym aż południowo-zachodnim. Takich miejsc nasłuchowych było na całej granicy z RFN pięć. W tym czasie wyposażenie elektroniczne było nowoczesne i mieściło się w drewnianej przybudówce widocznej w górnej części wieży. Z jednej strony warunki nasłuchowe były idealne, z drugiej jednak strony dostępność była utrudniona. Zwłaszcza zimą problematyczna. Trzeba przypomnieć, że to był objekt utajony, gdzie w mapach nie był w ogóle wyznaczony i drogi przebiegały inaczej. Zimą było raczej normalne, że pokrywa śnieżna wynosiła 2 m i więcej i na domiar jest to jedno z najchłodniejszych miejsc w republice. Temperatura zimą może być o 20 stopni niższa niż gdzie indziej. Obsługa zimą była często odcięta od świata i zdana na samych siebie do czasu, kiedy była zamieniona. Koszary obsługi były dopiero w Kaszperskich Górach (cca 25 km). Ochrona lotnicza (helikoptery) były umieszczone na lotnisku wojskowym w Zhůří (w linii prostej 15 km). Wieża ma 37 m wysokości, gdzie jest umieszczony taras widokowy. Trzeba do niego dotrzeć po 227 schodach. Widok jest całych 360 stopni. Za dobrych warunków pogodowych są widoczne Alpy. Ja nie miałem tego szczęścia. [attachment=72575] - w dali na zachód widać najwyższy W. Jawor 1456 m (Gr. Arber) [attachment=72576] - na południe dominanta W. i M. Roklan 1453 m i 1399 m (Gr. und Kl. Rachel) Kiedy patrzę do aplikacji PeakFinder, to miał by być widoczny Dachstein (oddalony 180 km) i nawet takie znane góry jak Großvediger czy Gran Pilastro (oddalone ponad 230 i 270 km). No i to jest powód, żeby Polednika odwiedzić do doby kiedy sprawdzę czy to prawda. W drewnianych przybudówkach wieży znajduje się dzisiaj (3 piętra) muzeum. [attachment=72577][attachment=72578] Na koniec informuję, że w pobliżu jest też, już wcześniej wspominane, "awaryjne miejsce noclegowe". Po wymiecieniu wszystkich kątów i posileniu się (już bez kaczek) opuszczam to miejsce. Trzeba mi pełnić plan i odwiedzić jeszcze dalsze miejsca. Kolejnym jest góra zwana Oblík 122 m (Obły?). Chyba nie jest częstym celem turystów, ale ja tam miałem kolejny ślad. [attachment=72579][attachment=72580] Widoki były ładne. Polednik prezentował się w pełnej krasie. Powoli dzień schyla się ku końcowi. Trzeba myśleć na nocleg. Tradycyjnym asfaltem schodzę do cywilizacji. Po drodze odwiedzam jeszcze miejsca jak Javoří pila (Jaworza Piła). [attachment=72581] Miejsce Roklańskiego potoku, gdzie znaleziono stopy praczłowieka. W nowodobej historii stała tutaj piła, gajówka i później gospoda z miejscami noclegowymi. Od 1950 tu gospodarowali pogranicznicy 6. kompanii SG i przebiegała tutaj sygnałka. Dzisiaj to miejsce jest puste. Dalszym celem po drodze do miejsca noclegowego było odwiedzenie charakterystycznego dla Szumawy miejsca, jakich jest wiele. Wierzchołkowe torfowiska z jeziorkami. Tym razem to była Tříjezerní slať (Trójjeziorne torfowisko). [attachment=72582] Nie można wszystkiego tego piękna opisać, trzeba to widzieć. Po torfowisku przebiega ścieżka edukacyjna. No i ostatnim celem jest odwiedzenie byłej leśnej kaplicy - Hauswaldkapelle koło Srní. [attachment=72583] Pozostały tylko jej zarysy. Można zgadywać, kto ją zburzył. Obok jest ponoć lecznicze źródło na wzrok. Rzecz jasna, że wypróbowałem. Efekt jest taki, że będę musiał tutaj powrócić i kurację powtórzyć. Na koniec wędrówki jeszcze wypada wspomnieć o jednej kulturowo-technicznej pamiątce - kamienny most przez Vchynicko-Tetowski kanał. [attachment=72584] Jest ich na całym odcinku kanału 10. Nie będę już zanudzał. O 18:00 jestem we wiosce Srní o podobnych losach jak Prášily. Mam tutaj rezerwowany nocleg w jednym pensjonacie za ludowe ceny. Problemem jest jednak odwiedzić jakąś gospodę i posilić się. Wszystkie mną napotkane są zamknięte. Jedyny lokal to duży hotel. Nic mi nie pozostało, jak wykorzystać jego oferty. Ceny są nastawione dla turystów spoza żelaznej kurtyny. Kolacja jeszcze cenowo obstojna, ale 50 koron za napój turystyczny powoduje mi cierpkość w moich ustach. Jeszcze, że mają darmowe połączenie ze światem. [attachment=72585] Spod wieży widokowej na Poledniku pozdrawia Stasiu i nie wie czy jeszcze cdn...
RE: Szumawa smutna i nieznana - Oliwka - 21-01-2016 11:27 AM Super się czytało. W ogóle ta Jetikowa impreza bardzo mi się podoba. Stasiu, nie każ się prosić, pisz dalej, śmiało
RE: Szumawa smutna i nieznana - watażka - 21-01-2016 03:43 PM wysokości szczytów podobne jak w Bieszczadach, ale na zdjęciach jakieś takie wypłaszczone, a ten las to dla mnie woła o pomstę do nieba
RE: Szumawa smutna i nieznana - yoter - 21-01-2016 09:03 PM Polednik - rzeczywiście powiało grozą. I do tego te lasy... Smutna Szumawa. RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 22-01-2016 08:01 PM Dla lepszej orientacji, trasa pierwszego opisu: http://mapy.cz/turisticka?planovani-trasy&x=13.8810499&y=48.7880767&z=13&rc=9fMLOxRoUj9feLoxRNf59fXbyxR-1j9fgQkLB&rl=Sto%C5%BEec%20ev.%C4%8D.%2010%2C%20Sto%C5%BEec%2C%20384%2044%2C%20okres%20Prachatice&rl=48%C2%B044'13.392%22N%2C%2013%C2%B055'15.408%22E&rl=48%C2%B046'40.632%22N%2C%2013%C2%B052'3.886%22E&rl=48%C2%B046'40.327%22N%2C%2013%C2%B055'56.788%22E&rp=%7B%22criterion%22%3A%22turist2%22%7D&ri=0 No i trasa drugiego opisu: http://mapy.cz/turisticka?planovani-trasy&x=13.4329473&y=49.0610840&z=14&rc=9eCfKxTShGjE1xTIqwep8csS9eMIhdFMjjQcn-SzxT4Beea1eyIic0mHL&rl=49%C2%B06'18.570%22N%2C%2013%C2%B022'45.190%22E&rl=49%C2%B04'31.629%22N%2C%2013%C2%B024'6.300%22E&rl=49%C2%B03'50.586%22N%2C%2013%C2%B023'42.623%22E&rl=49%C2%B03'12.153%22N%2C%2013%C2%B026'33.978%22E&rl=49%C2%B02'30.206%22N%2C%2013%C2%B028'6.771%22E&rl=49%C2%B04'13.964%22N%2C%2013%C2%B028'8.927%22E&rl=49%C2%B04'3.640%22N%2C%2013%C2%B027'39.727%22E&rl=Srn%C3%AD%2023%2C%20Srn%C3%AD%2C%20341%2092%2C%20okres%20Klatovy&rp=%7B%22criterion%22%3A%22turist2%22%7D&ri=0 RE: Szumawa smutna i nieznana - yoter - 22-01-2016 08:43 PM Usytuowanie rzeczywiście w sam raz do podsłuchiwania sąsiadów. RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 25-01-2016 05:07 PM Mam coś ruchomego z pierwszej relacji: https://www.youtube.com/watch?v=aPHrcZjqAkk RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 25-01-2016 10:19 PM Kvilda - ciekawy tego najchłodniejszego miejsca W minionej relacji kończyłem w wiosce Srni, gdzie rozpoczynam kolejną wędrówkę. Żeby tradycja niby najchłodniejszego miejsca w Czechach została tradycją to rano mamy ujemną temperaturę. Mnie to nie przeszkadza. Grunt, że mam słoneczną pogodę. Z rana mnie czeka odwiedzenie Klostermanowego widoku w osadzie Sedlo (Siodło) i systemu elektrowni wodnej Vydra. Woda z rzeki Vydra (Wydra), raczej z Vchynicko-Tetowskiego kanału, jest zwiedziona do zbiornika retencyjnego. [attachment=72638] Potem już podziemnym kanałem do komory wyrównawczej tzw. zamku wodnego po drugiej stronie góry. [attachment=72639] Komora to żelbetonowy walec o średnicy 6,5 m i wysokości 15 m (czytelnik niech sobie obliczy objętość walca i tym ilość litrów wody). Pełnienie komory jest automatyczne i zdalnie kontrolowane. W końcu już nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rurami wysokociśnieniowymi woda spadała do o 240 m niżej położonej elektrowni. [attachment=72640] Turbina Francisa ma moc 3,2 MW. Na tyle techniki, ponieważ mogę niektórych już zanudzać. Ale tak mi wyszło. Elektrownia jest w miejscu gdzie i ja schodzę, żeby wyjść na trasę. Čeňková Pila (Czeńkowa Piła), jak już sama nazwa mówi, kiedyś tutaj pan Czeniek tnął drewno. W tym miejscu dwie rwące górskie rzeki - Vydra i Křemelná łączą się w jedno i tworzą rzekę Otava (dla tych co lubią poruszać się na łodziach to wyzwanie), która po 111,7 km blisko miasta Písek wlewa się do Wełtawy. Ostatnie kilometry to jest raczej zlewisko zapory Orlík. [attachment=72641] Od teraz ja będę przechadzał się w górę rzeczki Vydry. Zawsze myślałem, że chłodno jest gdzieś akurat w takiej roklinie. Tutaj to nie jest prawdą. Jest też zimno, jednak wyżej bywa jeszcze zimniej. Nic mi nie pozostaje tylko sprawdzić dlaczego tak jest. Spacerek obok takiej rzeki daje mi znów czas pozostania sam na sam ze swymi myślami. W sezonie chyba tutaj jest sporo spacerowiczów. Jednak teraz jestem sam jak kołek w płocie z rzeką, która kiedyś była nawet złotodajna. [attachment=72642] Mijam Chatę Turnera, gdzie planowałem odpoczynek i wyrwanie z samotności przy kufelku napoju turystycznego. Jednak dla takich samotników nie ma potrzeby otwierać budy. Mam nadzieję, że chociaż po wyjściu z rezerwatu Vydra znajdę otwarty jaki wodopój obok campingu (bardzo znany) Antýgl. Tutaj też nici z tego. Muszę się zaspokoić własnymi zasobami jak w jedzeniu, tak i w piciu. [attachment=72643] Trzeba mi też myśleć, że nie jestem zmotoryzowany i muszę dotrzeć na czas na autobus, który też nie jeździ każdą chwilę. Z tego powodu opuszczam rzeczkę Vydrę (szkoda bo mogłem odwiedzić znaną wioskę Modravę) i wyruszam już więcej do góry obok Hamerskiego Potoka. Jedno z najpiękniejszych miejsc Szumawy. Krótki, też kiedyś złotodajny potok wypływa z Mezilesní slati (Międzyleśna młaka/mokradło). [attachment=72644] Na Szumawie to jest częstym zjawiskiem, kiedy potoki tworzą się na nagórnych mokradłach. Nie tak, jak u nas, kiedy woda wycieka gdzieś z małych źródełek i powoli tworzą potoczek. Tutaj od razu z gigantycznej gąbki wycieka duży strumień. [attachment=72645] Z powodu dołowania złota wznikła osada Horská Kvilda (Górska Kwilda). Dzisiaj stare domy zostały przebudowane na honośne domy bogatych osiedleńców. Sporo takich ucieka z miejskiej aglomeracji i szuka spokoju z widokami na panieńską przyrodę. Sporadycznie szukają swojego miejsca i hodowcy bydła. Napotkałem na taką jedną fermę z dosyć nietypową rasą. [attachment=72646] Skotský náhorní skot (Szkocka rasa wyżynna/Higland cattle) - to nietypowa rasa w tych rejonach, jednak w nowoczesnych warunkach hodowlanych tutaj uzasadniona. Jesteśmy w najchłodniejszym miejscu Czech, gdzie temperatura jest często o 20 stopni niższa niż w innych miejscach. Przymrozki występują i latem. [attachment=72647] Po drodze z tej górskiej do normalnej Kvildy (chociaż i ta jest w górach) odwiedzam kolejną młakę/mokradło - Jezerní slať (Jeziorna młaka). W tym miejscu wyobrażam sobie ile wody zatrzymuje coś takiego. I tutaj napada mnie jeszcze jedna myśl. Czy to akurat nie jest powód, że ta woda jest czynnikiem, który latem ochładza powietrze a zimą tworzy drugą Syberię? [attachment=72648] Dzisiaj mam w nogach tylko 24 km i kończę swoją wyprawę na Kvildzie. Czekaniem na autobus doganiam swoje zaległości w poznawaniu miejscowej gastronomii w przytulnej karczmie. Nareszcie! Nie chce mi się to miejsce opuścić, jednak muszę na jeden dzień. Jest jednak ku czemu wracać. Dalej od Kvildy powoli unosi się grzbiet ku granicy, tam gdzieś jest źródło Teplé Vltavy (Ciepła Wełtawa) i tego mi nie wypada sobie odpuścić. [attachment=72649] Pozdrawiam o Klostermanowego widoku i informuję, że tą anabazę z Szumawy muszę jeszcze przedłużyć o opisanie odwiedzin źródła Ciepłej Wełtawy. I jeszcze mapa trasy: http://mapy.cz/turisticka?planovani-trasy&x=13.5474723&y=49.0428288&z=14&rc=9eSD5xTN6NH0kDH5bNhzAiSSxTE0Hmon3Xjib0chXgr-1Ft&rl=Srn%C3%AD%2025%2C%20Srn%C3%AD%2C%20341%2092%2C%20okres%20Klatovy&rl=49%C2%B06'5.633%22N%2C%2013%C2%B028'48.085%22E&rl=49%C2%B06'25.104%22N%2C%2013%C2%B029'38.219%22E&rl=49%C2%B03'34.035%22N%2C%2013%C2%B030'44.448%22E&rl=49%C2%B03'8.805%22N%2C%2013%C2%B033'18.557%22E&rl=49%C2%B02'25.769%22N%2C%2013%C2%B034'28.389%22E&rl=Kvilda%2018%2C%20Kvilda%2C%20384%2093%2C%20okres%20Prachatice&rp=%7B%22criterion%22%3A%22turist1%22%7D&ri=0 RE: Szumawa smutna i nieznana - tomtur - 26-01-2016 06:11 AM Mi by się podobały te tereny
RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 26-01-2016 06:00 PM tomtur napisał(a): Mi by się podobały te tereny
![]()
Tomaszu, wystarczy powiedzieć tylko słowo. Wrzesień lub październik w tym roku. RE: Szumawa smutna i nieznana - tomtur - 26-01-2016 06:41 PM Pomyślimy
RE: Szumawa smutna i nieznana - hemlighet - 26-01-2016 09:29 PM W końcu nadrobiłam zaległości Bardzo ciekawa relacja Stasiu, w szczególności ten historyczny wstęp. Szumawę znałam praktycznie tylko z nazwy ze studiów, nie miałam pojęcia, że ma za sobą tak mroczną przeszłość. Samo pasmo piękne, bardzo różnorodne. Najbardziej spodobały mi się te jeziora otoczone lasem, coś właściwie niespotykanego w polskich Beskidach. Szkoda zniszczonych lasów, ale takie prawa przyrody niestety. I do tego te widoki na Alpy. Mam nadzieję, że kiedyś i mi uda mi się podreptać tamtymi szlakami. I skoro nie ma misiów, może skorzystać też z awaryjnego miejsca noclegowego ![]() Czekam na kolejną porcję opowieści i zdjęć
RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 27-01-2016 06:13 PM Hemli, Ty bohemistka, jesteś druga po Tomturowi, która odwiedzenie Szumawy ma obowiązkowe. Szykuję się do kolejnego opisu.
RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 27-01-2016 10:26 PM Ciepła Wełtawa - źródło bez wody, Książęce Połoniny - pola bez księcia Kolejny dzień rozpoczynam tam, gdzie skończyłem dzień poprzedni. Na Kvildzie. Wędruję dalej w stronę granicy. [attachment=72684] Słoneczna, mroźna pogoda, bo jak tutaj inaczej? Idę sobie w górach, po płaskich górach. Żeby się rozgrzać, to trzeba iść szybko, ponieważ pionów tutaj nie ma. [attachment=72685] Moim pierwszym dzisiejszym celem jest odwiedzenie źródła Ciepłej Wełtawy. Na odwrót od tej Zimnej (wspominałem w pierwszej relacji) ma to być normalne źródło. Na razie na zdjęciu, w miejscu zwanym Hraběcí Huť (Huta Hrabiny), widać jak malutki strumyk winie się przez pole. Miejsce to jest oddalone od Kvildy 0,5 km i od roku 1846 do wysiedlenia funkcjonowała tutaj kuźnia. Za czasów komuny miejsce to było niedostępne z powodu pasa granicznego. Trochę dalej już na odludziu jest tablica informacyjna. [attachment=72686] Ta nas informuje, że zaraz za Kvildą rozpoczynał się pas graniczny dla normalnych śmiertelników niedostępny (czarna kreska), dalej w stronę granicy, około 3 km, była nam dobrze znana sygnałka (czerwona krecha). Na tablicy jest jeszcze brunatną krechą wyznaczony płot elektryczny (6000 V), który tam stał w latach 50 i pierwszej poł. lat 60 jeszcze przed wybudowaniem sygnałki. [attachment=72687] Na zdjęciu widać powoli zarastającą przesiekę, gdzie prowadziła sygnałka. Dzisiaj to wygląda absurdalnie, kiedy najważniejsza rzeka Czech miała swoje źródła niedostępne z powodu polityki światowej. Źródło Zimnej W. było na stronie zła a źródło Ciepłej W. na obszarze niczyim. Na szczęście mogę teraz tutaj dreptać bez obaw, że będę rozstrzelany. [attachment=72688] Powoli wyczuwam, że źródło gdzieś tutaj jest. Ma być blisko drogi. Tam dalej jest granica. Nareszcie. Tablice informują mnie, że jestem przy źródle. Ale co to. Ono jest, ale wyschnięte. [attachment=72689][attachment=72690] Tylko Wełtawa smutno stoi z kluczami. To są skutki suchego lata 2015 roku. Nawet takie wodonośne tereny wysychają. Jaka szkoda. Czytam na informatorze, że niedaleko stąd w średniowieczu wydobywano tutaj srebro i faktyczne źródło jest w jednej ze sztolni. Woda potem prądzi kanałem wytworzonym przez ludzi wywierając przy drodze. Woda ponoć ma lecznicze właściwości. Zawiera sporo srebra, co według legendy ma wpływ na męską potencję. Jaka zaprzepaszczona okazja! Przed dwoma dniami w jednym źródle obmywałem oczy i teraz mogłem się podleczyć w innej sprawie. No nic, nie zostanę na suchu. Napajam się ze swojego poczciwie przyniesionego źródła wody żywej. [attachment=72691] Wędruję dalej i wnet napotykam graniczny szlak, który w tym miejscu muska tylko granicę. Dochodzę do kolejnej tablicy informacyjnej. [attachment=72692] Z niej wyczytuję, że stoję w miejscu, przez które przebiega europejska ścieżka rowerowa nr. 13 nazywana Ścieżką Kurtyny Żelaznej. Jest to budowana trasa rowerowa, która kopiuje granicę rozdzielonej niedawno Europy. Prowadzi ona od Morza Barentsa na norwesko-rosyjskiej granicy i prowadzi aż do Morza Czarnego na bułgarsko-tureckiej granicy. Ma ona całkiem 7000 km i w Czechach jest tego 491 km. Kiedy się przybliży zdjęcie, to na lewo widać jej przebieg przez 20 państw. Jaka fajna alternatywa do PCT w Stanach. Na ścieżce skręcam kawałek w prawo. Podchodzę pod Czarną Górę, gdzie ma być miejsce alpejskiego widoku. [attachment=72693] Ze zdjęcia widać, że na Alpejki mogę sobie zostawić chętki. Widać tylko parę kopczyków po bawarskiej stronie Szumawy. Po odpoczynku i wyczyszczeniu myśli, kawałek wracam i kieruję się w stronę osady Bučina 1200 m (Buchwald/Buczyna), najwyżej położona osada w Republice Czeskiej. Po wojnie tutaj zamieszkiwało więcej jak 300 obywateli. Później osadę czekał podobny los, jak wszystkie co zostały za drutami, wysiedlenie i zburzenie. [attachment=72694] Dzisiaj powoli domy się odbudowują. Jest tu nawet hotel, który jako jedyny w Czechach oferuje alpejski widok. [attachment=72695] Właściciel hotelu postawił replikę sygnałki, którą prezentowałem na początku. [attachment=72696] Faktycznie, miejsce, które ma emocjonalny nabój. Dalekie widoki, miejsca, gdzie widać resztki dawnych domów, nowe domy i ta sygnałka. Pod Buczyną rozpościerają się Knížecí Pláně (Fürstenhut/Książęce Połoniny). Wioskę założył książę Schwarzenberg w roku 1792. Miała wybudowaną całą infrastrukturę. Jednak znów ten sam los. [attachment=72697] Dzisiaj po wiosce pozostał cmentarz odnowiony potomkami pierwotnych obywateli i krzyż postawiony w miejscu zburzonego kościoła. Nowo powstała ferma z hodowlą bydła i owiec. Oferują tutaj noclegi i jadło. Po marnym wyczekiwaniu na księcia (raczej to zadanie dla dziewczyn, ja bym miał wyczekiwać na księżniczkę na białym koniu) opuszczam graniczny szlak i schodzę do wioski Borová Lada. Wioska miała szczęście, jest usytuowana poniżej Kvildy na toku Ciepłej W. i pas graniczny przebiegał obok. Ostatnim moim zadaniem jest pozbieranie śladów w okolicy. Wydrapuję się na pobliski kopczyk Vyhlídka bez widoków i odwiedzam Chalupskou slať (Chałupską młakę) bez chałup pokonując je kłusem, ponieważ trzeba mi zdążyć na autobus, który jest ostatnią szansą sprowadzić mnie tego dnia do cywilizacji. Z tego powodu nie robiłem w końcówce też żadnych zdjęć. Kończę po przebyciu 23 km. [attachment=72698] Pozdrawia Stasiu pogrążony w myślach patrząc z alpejskiego widoku pod Czarną Górą w daleką przyszłość. RE: Szumawa smutna i nieznana - Frodo - 30-01-2016 01:06 PM Fantastyczna relacja! ![]() Przeczytałem jednym tchem i było mi bardzo smutno, że to już koniec. Teraz bardzo bym chciał zobaczyć te wszystkie miejsca na własne oczy
RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 30-01-2016 04:18 PM Frodo, to jeszcze nie koniec, jednak faktycznie to są najlepsze relacje. Mam jeszcze w myślach opisać okolice Żelaznej Rudy i Boubin. Naordynowałem sobie przerwę. Może i ruchome obrazki wrzucę.
RE: Szumawa smutna i nieznana - yoter - 31-01-2016 10:33 PM Stasiu napisał(a): Pozdrawia Stasiu pogrążony w myślach patrząc z alpejskiego widoku pod Czarną Górą w daleką przyszłość.
RE: Szumawa smutna i nieznana - Oliwka - 02-02-2016 08:21 AM Wędrówki pełne różnorodnych refleksji: historycznych, przyrodniczych, technicznych, politycznych. Niektóre pełne bólu (brak wody w źródełku), inne z iskierką nadziei (księżniczka na białym koniu) . Dobra pozycja do czytania i oglądania, ![]() Może się powtórzę ale czekam na cd
RE: Szumawa smutna i nieznana - Stasiu - 07-02-2016 12:50 PM Zapomniałem do ostatniej relacji dodać plan trasy dla tych co są zainteresowani: http://mapy.cz/turisticka?planovani-trasy&x=13.6085757&y=48.9862964&z=13&rc=9egF9xSstubkNxSe1lmuNeJZ9erL9mWKhQ6icGfG8fDH&rl=Kvilda%2026%2C%20Kvilda%2C%20384%2093%2C%20okres%20Prachatice&rl=48%C2%B058'22.663%22N%2C%2013%C2%B033'2.526%22E&rl=48%C2%B058'4.814%22N%2C%2013%C2%B035'38.643%22E&rl=48%C2%B059'18.229%22N%2C%2013%C2%B039'6.440%22E&rl=48%C2%B059'53.320%22N%2C%2013%C2%B039'32.482%22E&rl=48%C2%B059'44.070%22N%2C%2013%C2%B039'15.294%22E&rp=%7B%22criterion%22%3A%22turist2%22%7D&ri=0 RE: Szumawa smutna i nieznana - Pablo - 09-02-2016 06:01 PM Jeszcze nie czytałem.. ale to nadrobię
|