Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat
Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Wersja do druku

+- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum)
+-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Forum: Górski Świat (/forumdisplay.php?fid=21)
+--- Temat: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 (/showthread.php?tid=4875)


Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 16-12-2012 11:00 PM

Zdjęcia mojego kolegi z jego pirenejskiego trekkingu tak bardzo mnie kiedyś zauroczyły, że nie miałam żadnych wątpliwości, że jak tylko pojawią się okoliczności sprzyjające to pojadę w Pireneje. Plan udało się zrealizować w 2011 roku razem z moją koleżanką Kasią, która podobnie jak ja lubi się poszwendać po górach.
Ponieważ właściwie nic nie wiedziałam o Pirenejach zaczęłam od czytania na ich temat, żeby jakoś się do tego wyjazdu przygotować. Pomocny okazał się przewodnik ?Sklepu Podróżnika?. Opisy tras w nim zawarte określały ich stopień trudności oraz sugerowane wyposażenie. Ponieważ nie mamy doświadczenia wysokogórskiego a jednak chciałyśmy znaleźć się chociaż troszkę wyżej niż zwykle decydujemy że spróbujemy zdobyć Pico de Posets (3375 m n.p.m.) - oczywiście najłatwiejszą drogą przez Canal Fonda.
W górach chcemy oczywiście spędzić kilka dni i pochodzić po Masywie Posets. Trasy planujemy w oparciu o mapę: Editorial Alpina ?Posets Perdiguero Valles de Benasque, Estós y Chiastau? w skali 1:25000. Na mapie nie ma podanych czasów przejść ale do mapy jest dołączony mini przewodnik z dokładnym opisem szlaków w językach: hiszpańskim, angielskim i francuskim.
Ponieważ jedziemy tylko we dwie nasz kobiecy rozsądek bierze górę i decydujemy się na noclegi w schroniskach a nie namiocie. To zdecydowanie determinuje przebieg naszego trekkingu. Zabieramy jednak małe alumatki no i oczywiście śpiworki na wypadek gdyby przytrafił się jednak jakiś nieplanowany nocleg pod chmurką lub w cabanie czyli takiej pasterskiej szopie. Naszym punktem przesiadkowym w drodze w Pireneje jest Barcelona, postanawiamy więc spędzić także kilka dni w tym mieście.


Dzień 1: Wrocław - Barcelona

Długo wyczekiwany dzień wyjazdu w końcu nadchodzi. Sukcesem udaje się zakończyć pakowanie, które podlegało pewnym ograniczeniom ze względu wymogi samolotowe. Efektem są dwa plecaki ok. 40 litrów, które lecą jako bagaż podręczny oraz jedna wspólna walizka o maksymalnej dopuszczalnej wadze (chyba 15kg), która wędruje do luku bagażowego. Myślę, że jest to całkiem niezły wynik ja na dwie kobitki, które lecą w sumie na 10 dni i muszą zabrać rzeczy górskie no i oczywiście wszystkie babskie miejskie drobiazgi i gadżety, które mogą się przydać w zdobywaniu Barcelony Wink
A tak wyglądały Pireneje z lotu ptaku (tzn. samolotu)[attachment=49782]
Z lotniska jedziemy do naszego hostelu, zostawiamy bagaże i idziemy podegustować co nieco łącząc to oczywiście z szybką nauką języka.
[attachment=49783]

Dzień 2: Barcelona - Pireneje (Schronisko Estós)
Rano porzucamy miejską część bagażu w hostelowej przechowalni i zaczynamy przemieszczać się w kierunku gór Smile
Naszym celem jest miejscowość Benasque ? baza wypadowa w Pireneje, a dla nas początek trekkingu. Z Barcelony jedziemy tam autobusem z przesiadką w Barbastro. Podróż zajmuje ok. 4,5 godziny.
Na mapie wygląda to tak [attachment=49784]
A nasze plany na przemieszczanie w Masywie Posets przedstawiają się następująco [attachment=49785]
Wychodzimy z Benasque (1140 m n.p.m.) - różowa kropka na mapie - w kierunku Schroniska Estós (1895 m n.p.m.), szlakiem zaznaczonym przeze mnie na mapce różową linią.
Początek naszej drogi wygląda bardzo obiecująco [attachment=49786]
Im dalej tym widoki robią się coraz piękniejsze [attachment=49787]
Stąd też wysyłamy pierwsze i zarazem ostatnie smsy do cywilizacji bo jak się okazało w górach nie było zasięgu i przez 3 dni, dopóki nie dotarłyśmy pod Posets nie było z nami kontaktu.
Mijamy także 'krowy milka' z dzwonkami na szyi [attachment=49788] które wywołują we mnie lekką obawę związaną z ewentualnym bliskim spotkaniem z hiszpańskim byczkiem. Stado jest na szczęście po drugiej stronie rzeki i raczej nas nie widzi. Pojedyncze sztuki, które spotykamy na swej drodze nie są agresywne. Patrzą na nas ale my staramy się je mijać obojętnie i na wszelki wypadek nie patrzeć im w oczy.
Po pewnym czasie docieramy do Cabany del Turmo [attachment=49789]
[attachment=49790]
Po ok. 5 godzinach marszu docieramy do naszego celu. Zaczynamy oczywiście od uzupełnienia płynów w pięknych okolicznościach przyrody siedząc na tarasie schroniska z którego roztaczają się takie widoki
[attachment=49791] [attachment=49792] [attachment=49793]
W budynku schroniska nie ma łazienki i takie schodki trzeba pokonać aby dotrzeć do toalety i umywalek [attachment=49794]
Prysznic natomiast to kamienna, surowa dobudówka zamykana drewnianymi drzwiami dostępna oczywiście z zewnątrz. Całkiem to sprytnie zostało pomyślane bo przez szczeliny między ścianą, drzwiami i daszkiem podczas kąpieli można było podziwiać górskie widoki. Ku naszemu zaskoczeniu była ciepła woda więc prysznic był prawdziwą przyjemnością. Jedynym mankamentem okazała się para wodna która skutecznie zasłaniała widoki. (niestety nie mam żadnego zdjęciaSad)
A tak wygląda schronisko w całej okazałości [attachment=49795]
Wieczór spędziłyśmy zastanawiając się jak będzie wyglądała jutrzejsza droga na Pico Gias (3002 m n.p.m.), która prowadziła mniej więcej tak [attachment=49796]
Te pionowe ściany wydawały nam się dość trudne do sforsowania...
cdn


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - dr.Etker - 16-12-2012 11:17 PM

Pięknie się zapowiada. Są mapki i linie tras wpisane w zdjęcia. ok


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 16-12-2012 11:33 PM

Dzień 3: Schronisko Estós (1895 m n.p.m.) - Pico Gias (3002 m n.p.m.) i z powrotem
Tego dnia mamy w planie wejście na Pico Gias (trasa pomarańczowa na mapce).
Według przewodnika na szczyt powinnyśmy dotrzeć w ok. 3,5 godziny. Wstajemy rano Jemy słodkie hiszpańskie śniadanko pozostawione dla nas w głównej sali przez opiekuna schroniska, który postanowił, że nie będzie wstawał tak wcześnie jak my.
Na początku droga jest łatwa a przebieg szlaku oczywisty i jednoznaczny. Szybko więc docieramy do miejsca gdzie wyrastają przed nami pionowe ściany na które patrzyłyśmy poprzedniego dnia siedząc na tarasie przed schroniskiem.
Wyglądało to tak [attachment=49797]
Miałyśmy spory dylemat co dalej robić. Chodziłyśmy więc tam gdzie się dało z nadzieją, że pokaże się jakieś oznaczenie szlaku. Jakieś - to znaczy mały kopczyk ułożony z kilku kamieni. Chodzimy i napotykamy kolejne przeszkody np. takie [attachment=49798][attachment=49799]
Udaje nam się nawet pokonać kilkanaście centymetrów w górę !!! Smile. Robi się jednak zbyt niebezpiecznie. Skały są śliskie a my kompletnie nieprzygotowane do takiej drogi. Postanawiamy posiedzieć chwilę tam gdzie jakoś udało nam się wejść a potem wrócić do schroniska i jednak poszwendać się po niższych partiach. Ze "stanowiska", które udało nam się założyć mamy bardzo ładny widok [attachment=49800]
Tym bardziej trudno nam wykonać krok w kierunku zejścia. Po jakimś czasie jednak wilgotne, zacienione skały robią swoje i ruszamy aby troszkę powygrzewać się na słońcu.
W ostatniej chwili Kasia zauważa mały kamienny kopczyk ułożony na kamieniu, który opływa wartko spływający z gór potok. Okazało się, że był to najprawdopodobniej jakiś ciek okresowy, który skutecznie nas zmylił. Przekraczamy go w najbardziej dogodnym miejscu i zadowolone idziemy dalej. [attachment=49801]
Warto było bo dalej droga nie jest już trudna a widoki coraz piękniejsze [attachment=49802] [attachment=49803]
Po pewnym czasie docieramy do jeziora Ibón de Gias Inferior (2538 m n.p.m.) [attachment=49804]
Odpoczywamy tam chwilę, robimy zdjęcia i ruszamy dalej [attachment=49805] [attachment=49806]
Nad nami niestety zaczynają zbierać się chmury. Gdy jednak zaczynamy słyszeć pomruki nieba zarządzamy odwrót [attachment=49807] [attachment=49808]
Pico Gias tym razem nie chciał nas gościć.
W trybie przyspieszonym znalazłyśmy się na łączce tuż nad schroniskiem. Burza odeszła więc decydujemy się trochę tam posiedzieć. Po chwili jednak znowu nadciągają ciemne chmury [attachment=49809] Schodzimy więc do schroniska. [attachment=49810]
Tego dnia pojawiło się w schronisku więcej turystów. Ze względu na deszcz wszyscy siedzieliśmy w sali głównej. Gdy burza w końcu do nas dotarła wszyscy, pomimo ulewnego deszczu wyszli przed schronisko. Każdy znalazł sobie kawałek ściany, do której przylgnął aby zmieścić się pod okapem by jednak zmoknąć jak najmniej. Podziwialiśmy burzę.
To była moja pierwsza burza w górach i zrobiła na mnie piorunujące wrażenie Smile
Huk był niesamowity ? tego się nie da opisać.
Bardzo się cieszyłam że mogę sobie to widowisko podziwiać w schronisku. Na szlaku pewnie tak bardzo by mi się nie podobało.

Dzień 4: Okolice Schroniska Estós
Kolejny dzień traktujemy bardziej 'lajtowo'. Idziemy szlakiem GR11 (główny szlak pirenejski biegnący przez całe Pireneje od Morza Śródziemnego po Zatokę Biskajską) - trasa granatowa na mapce. Próbujemy też znaleźć szlak prowadzący na Pico Gias od drugiej strony. Niestety nie natrafiamy na żadne małe kamienne kopczyki, które sugerowałyby właściwą drogę. Przemieszczamy się w kierunku błękitnego nieba [attachment=49811] A za plecami mamy [attachment=49812] chmury nad Masywem Aneto. Po drodze mijamy różne twory natury [attachment=49813] i ludzi [attachment=49814]
Dziwny to widok bo w drodze na Gias nie spotkałyśmy nikogo. Główny szlak pirenejski okazał się dość popularną drogą. Ciągle przemieszczamy się w kierunku błękitu ale żeby nie było nudno tym razem po śniegu [attachment=49815]
Gdy docieramy do przełęczy Puerto de Chistau (2577 m n.p.m.) coraz więcej chmur jest nad nami i znowu słychać jakby delikatne pomruki nieba gdzieś daleko. [attachment=49816] [attachment=49817] [attachment=49818]
Pamiętając wczorajszą burzę decydujemy się na powrót tą samą drogą. [attachment=49819] [attachment=49820] Robię więc kilka fotek ślicznych niebieskich kwiatków, którymi usiana jest łąka [attachment=49821]
Moja beztroska troszkę zaskoczyła moją towarzyszkę. Kasia pozwala mi jednak dokończyć fotografowanie pirenejskiej roślinności jedynie w delikatny sposób okazując swoje zniecierpliwienie związane z wizją burzy na szlaku. Gdy jesteśmy już całkiem blisko schroniska nieoczekiwanie spotykamy mieszkańca gór [attachment=49822]
Tym razem także Kasia wyjmuje swój aparat.
Prawdopodobieństwo burzy spadło więc udaje my się na dalsze szwendanie po okolicy. Przechodzimy na drugą stronę rzeki i poznajemy tamtejsze pochyłości terenu.
cdn


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Pablo - 16-12-2012 11:45 PM

http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=49821 goryczka śniegowa? Doctore?

Zaraz zabieram się za czytanie ok


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - dr.Etker - 16-12-2012 11:59 PM

Pablo napisał(a):
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=49821 goryczka śniegowa? Doctore?

Możliwe.
Choć bardzo podobna jest wiosenna (gentiana verna). uhm
Na forum goryczek mają podobny dylemat. Rolleyes Big Grin
http://www.bio-forum.pl/messages/3280/102923.html

W każdym bądź razie Fidelio mi imponuje. Burza jej nie zmogła by się pochylić nad kwiatem z rodziny tych najpiękniejszych górskich. CoolRolleyes


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 17-12-2012 12:12 AM

Nie spodziewałam się panowie, że jesteście takimi znawcami (i w związku z tym chyba także wielbicielami) kwiatów ok
Były też różowe [attachment=49823] Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - dr.Etker - 17-12-2012 12:20 AM

fidelio napisał(a):
Nie spodziewałam się panowie, że jesteście takimi znawcami (i w związku z tym chyba także wielbicielami) kwiatów ok
Były też różowe Smile

Nooo wieesz- kobiety są jak kwiaty. Trzeba się na nich choć trochę znać. Big Grin
To różowe - to rojnik.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Rojnik_%28ro%C5%9Blina%29
Bardzo niewymagające-jak ktoś ma ambicję na kwiatki balkonowe- a nie ma czasu zajmować się nimi. Wink


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Pablo - 17-12-2012 01:29 PM

Na kwiatach znam się mało, na kobietach jeszcze mniej Huh

Ale do rzeczy, po pierwsze ładne góry, po wtóre fajnie jest odkrywać nowe miejsca, tym bardziej, że zmusza Cię to do zagłębienia się w topografię terenu, mapa 1:25000 już z tych dokładniejszych, do tego szukanie kopczyków/szlaku, fana zabawa, mi by się podobało ok

A z Pirenejami nie jest tak podobnie jak np w Alpach, czerwiec najbardziej burzliwy i trzeba do godzin południowych opuścić szczyty?


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Stasiu - 17-12-2012 04:49 PM

fidelio napisał(a):
Nie spodziewałam się panowie, że jesteście takimi znawcami (i w związku z tym chyba także wielbicielami) kwiatów ok
Były też różowe Smile

Wiesz Fidelio, znawcami to oni są tylko niektórymi kwiatami. giggle Głównie tymi, które się dają w jakimś stopniu macerować w alkoholu. Korzeń goryczki+borovička to istne dzie
o natury. Smile
Co do wyprawy, to jestem szczęśliwy, że koniecznie mogę poczytać sobie coś innego niż Karpaty z Taterami w czele albo Alpejkami. Mam tylko słowa uznania do tej Waszej wyprawy. Nie często kobieciny Waszego wieku zapuszczają się w Hiszpanii w Pireneje. Raczej pozostają na plażach Morza Śródziemnego. ok


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 17-12-2012 04:59 PM

ależ mi też się bardzo podoba szwendanie po nieznanym terenie z mapą w ręku Smile
Jeśli chodzi o burze, to rzeczywiście piszą, że od połowy czerwca do sierpnia pojawiają się bez ostrzeżenia i bywają gwałtowne.
Jednak ponoć pomimo wszystko czerwiec jest najprzyjemniejszym miesiącem w Pirenejach. Lipiec i sierpień bywa po prostu zbyt gorący. Wrzesień ponoć też jest ok.
Nam się jednak spieszyło na wakacje więc padło na czerwiec Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 17-12-2012 05:10 PM

Stasiu napisał(a):

fidelio napisał(a):
Nie spodziewałam się panowie, że jesteście takimi znawcami (i w związku z tym chyba także wielbicielami) kwiatów ok
Były też różowe Smile

Wiesz Fidelio, znawcami to oni są tylko niektórymi kwiatami. giggle Głównie tymi, które się dają w jakimś stopniu macerować w alkoholu. Korzeń goryczki+borovička to istne dzie
o natury. Smile
Co do wyprawy, to jestem szczęśliwy, że koniecznie mogę poczytać sobie coś innego niż Karpaty z Taterami w czele albo Alpejkami. Mam tylko słowa uznania do tej Waszej wyprawy. Nie często kobieciny Waszego wieku zapuszczają się w Hiszpanii w Pireneje. Raczej pozostają na plażach Morza Śródziemnego. ok


Ja tak coś czułam, że z tymi kwiatkami to musi być jakieś drugie dno ... giggle
Nie wiem tylko czy będą zadowoleni, że ich tak zdemaskowałeś na forum (?)
A jeśli chodzi o kobiety w Pirenejach, to rzeczywiście spotkałyśmy chyba tylko trzy, a na Posets to wędrowałyśmy z samymi mężczyznami.


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - paulina - 17-12-2012 07:37 PM

Burze czy nie burze, piękny czas trafiłyście, bo tak cudnie zielono w tych górkach było:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=49786
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=49787
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=49811
, że aż mi się zielono przed oczami zrobiło blink Smile

Czekam na cd. Twej wspominkowej opowieści Fidelio, bo miło się czyta o miejscach, których człowiek sam nie odwiedził Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Tenshi - 17-12-2012 09:59 PM

Fidelio, Ty oglądałaś zdjęcia kolegi, które Cię tak zauroczyły aby wybrać się w Pireneje. Natomiast ja, oglądając Twoje zdjęcia i czytając relację, jeszcze bardziej umacniam się w przekonaniu, że kiedyś i ja tam będę stąpać, tym bardziej że znajdują się tam trasy Camino. Bueno Cool


P.S.
Doktore, co do uprawy tego rojnika na balkonie, nie miałabym pewności uhm Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Stasiu - 17-12-2012 10:19 PM

Czuję, że się nam forumowe społeczeństwo pod wpływem różnych relacji rozleci po świecie. Taki ten syndrom Edyty. Chyba zmienię zdanie co do pisania relacji o Taterach. Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - dr.Etker - 17-12-2012 10:33 PM

Tenshi napisał(a):
Doktore, co do uprawy tego rojnika na balkonie, nie miałabym pewności uhm Smile

Eee.... dlaczego ?
Rojnik w doniczce sobie świetnie poradzi. Odporny na suszę, wymagań odnośnie jakości gleby w zasadzie brak. Wink
Zauważ-że w Tatrach często zajmuje miejsca -gdzie nawet trawa już nie chce rosnąć.Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Tenshi - 17-12-2012 10:44 PM

dr.Etker napisał(a):

Tenshi napisał(a):
Doktore, co do uprawy tego rojnika na balkonie, nie miałabym pewności uhm Smile

Eee.... dlaczego ?
Rojnik w doniczce sobie świetnie poradzi. Odporny na suszę, wymagań odnośnie jakości gleby w zasadzie brak. Wink
Zauważ-że w Tatrach często zajmuje miejsca -gdzie nawet trawa już nie chce rosnąć.Smile

Tylko czy zakwitnie, na balkonie? Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - dr.Etker - 17-12-2012 10:51 PM

Tenshi napisał(a):

dr.Etker napisał(a):

Tenshi napisał(a):
Doktore, co do uprawy tego rojnika na balkonie, nie miałabym pewności uhm Smile

Eee.... dlaczego ?
Rojnik w doniczce sobie świetnie poradzi. Odporny na suszę, wymagań odnośnie jakości gleby w zasadzie brak. Wink
Zauważ-że w Tatrach często zajmuje miejsca -gdzie nawet trawa już nie chce rosnąć.Smile

Tylko czy zakwitnie, na balkonie? Smile

Ooo-tak.
Justynko-----> na wiosnę kierunek sklep ogrodniczy i zakup rojników w przeróżnych odmianach.Kwitną w miesiącach lipiec-sierpień.Smile
Przykład i kilka porad praktycznych:
http://www.magazyndomowy.pl/skalniak-w-donicy/

Prawdziwym wyzwaniem są inne rośliny górskie- np.goryczki.


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 18-12-2012 01:24 AM

Bardzo dziękuje Wam za miłe słowa Smile

Dzień 5: Schronisko Estós (1895 m n.p.m.) - Schronisko Angel Orus (2115 m n.p.m.)
Budzimy się rano i niestety okazało się, że pogoda sprzyja nam coraz mniej - na zewnątrz jest mgliście i mokro. Nie jesteśmy zadowolone. To jest dzień naszego przemieszczania się do drugiego schroniska. Zastanawiamy się czy nie zmienić planów i nie iść drogą z którą na pewno nie będziemy miały problemów. Decydujemy się jednak działać zgodnie z planem (zielona trasa na mapce) i pomimo ograniczonej widoczności idziemy szlakiem, o którym w przewodniku pisano, że miejscami jest słabo oznaczony i łatwo się zgubić. Zakładamy, że jak będzie bardzo źle to zawsze można wrócić i plany siłą rzeczy zmienić jeszcze bardziej Smile
Już na samym początku okazało się, że wczorajsze rozpoznanie terenu po drugiej stronie rzeki było bardzo pomocne. We mgle, w której się poruszałyśmy niektóre kopczyki mogłyby umknąć naszej uwadze gdybyśmy nie widziały dnia poprzedniego. Wzdłuż poziomic, po zalesionym terenie przemieszczamy się dość szybko i po 1,5 godziny osiągamy pierwszy charakterystyczny punkt, w którym jeszcze możemy zdecydować aby pójść inną drogą.
Cabana de Batisielles i jeziorko Ibonet de Batisielles. Cabana okazała się wyglądać zupełnie inaczej niż te które mijałyśmy pierwszego dnia. [attachment=49846]
Jeziorko pomimo, że znajdowało się bardzo blisko nas, było prawie zupełnie niewidoczne. Jednak nagle nad nami zrobiła się "dziura w niebie" i mogłyśmy zobaczyć trochę więcej.
[attachment=49847] [attachment=49848] [attachment=49849] [attachment=49850]
Decydujemy, że idziemy dalej zgodnie z planem. Trawers się skończył i teraz będzie już tylko pod górkę aż do jeziora Ibón de la Pllana i przełęczy Collada de la Pllana (2702 m n.p.m.). Dalej niestety będzie trzeba zejść do schroniska Angel Orus (2115 m n.p.m.)
Można powiedzieć, że w dalszej drodze szczęście nam sprzyja i właściwie cały czas mamy nad sobą "dziurę w niebie". To zdecydowanie ułatwia orientację w terenie i podążanie właściwą drogą, która generalnie wyglądała tak (nie jest trudna ale zgubić się łatwo) [attachment=49851]
Wypatrywanie kopczyków ułożonych z kamieni w tym gruzowisku bywało trudne, a było jeszcze trudniejsze gdyby nie nasza "dziura w niebie" Smile
Po intensywnym podejściu osiągamy wypłaszczenie. Zgodnie z mapą powinno tu być całkiem spore jezioro Ibón Gran de Batisielles. Niestety nic nie widać. [attachment=49852]
Idziemy dalej trochę po omacku. I nagle "nasza dziura" znowu była nad nami i mogłyśmy lepiej przyjrzeć się temu co nas otaczało.
[attachment=49853] [attachment=49854] [attachment=49855] [attachment=49856] [attachment=49857] [attachment=49858]
Podążamy dalej szlakiem, który od tego momentu był oznaczony dodatkowo kolorowymi biało-czerwonymi drewnianymi palikami.
Zbliżamy się do góry, która zauroczyła mnie jak żadna inna ? Aguiles de Perramó. Jak się okazało są to trzy szczyty, które "nakładają się" na siebie w perspektywie. Zdjęcia tego niestety nie oddają ale skała miała dość niecodzienny kolor. Może to kwestia światła i tych chmur ? nie wiem, ale była niesamowicie majestatyczna, dostojna i jakby magiczna.
[attachment=49859] [attachment=49860] [attachment=49861] [attachment=49862] [attachment=49863]
Wspominam ją dodziś.
Dalsza droga na chwilę stanęła pod znakiem zapytania. Przed nami znowu pojawiła się, wyglądająca na pionową, ściana. Przypominała nam trochę tą z którą męczyłyśmy się w drodze na Pico Gias. [attachment=49864]
Idziemy dalej trzymając się szlaku z przekonaniem że jakoś musi tam się dać wejść w rozsądny sposób.
Kolorowe paliki niestety znikają i pojawiają się małe kopczyki kamieni. To dość strome podejście, gdzie rzeczywiście potrzebne były ręce, pokonujemy więc raczej intuicyjnie wyznaczając kierunek - szukając przede wszystkim bezpiecznej drogi. Tak naprawdę było tylko jedno bardziej trudne miejsce, które rzeczywiście trochę napędziło nam strachu. Po pewnym czasie jesteśmy na górze. [attachment=49865] [attachment=49866] i podążamy dalej za małymi stożkami kamieni wyznaczającymi szlak. Trasa prowadzi dalej pod górę ale ściany nie są aż tak pionowe [attachment=49867] [attachment=49868]
Miejsce, w którym się znalazłyśmy było bardzo specyficzne. Do użytku wewnętrznego nazwałyśmy je z Kasią "księżycowym krajobrazem". Otaczały nas skały i chmury. Podczas całego przejścia nie spotkałyśmy ani jednego człowieka. Całości dopełniała dziwna akustyka tego miejsca i świadomość, że najprawdopodobniej jesteśmy tam tylko my. To wszystko wywołało w nas odmienne odczucia. Kasia nie czuła się tam bezpiecznie - ja wręcz przeciwnie. Dla mnie było to coś nowego, czego nie znałam i miałam wielką ochotę poznać Smile na szczęście Kasia była moim 'osobistym rozsądkiem' Smile
Czasem chmury znikały i nad nami pojawiało się błękitne niebo. Jednak dalekie widoki nie były nam dane tym razem.
[attachment=49869] [attachment=49870] [attachment=49871] [attachment=49872] [attachment=49873]
Mijamy kolejne jeziora (Ibón de la Pllana i Ibón de Grist) i zaczynamy schodzić. Teren jest łatwy i nie przysparza już żadnych trudności. Zmęczenie daje się jednak we znaki. Jeden moment nieuwagi i ląduję jedną nogą po kolano w potoku, który trzeba było jakoś "przeskoczyć". Potok, który mnie pokonał wyglądał tak [attachment=49874]
Z mokrą stopą dreptanie nie było już tak przyjemne. Na szczęście w oddali widać już było schronisko. [attachment=49875] [attachment=49876]
Decydujemy się na dłuższy postój i chwilę suszenia. Okazuje się też, że w końcu mamy zasięg i można wysłać kontrolne smsy do domu.
Wydaje się, że dalsza droga nie zajmie nam już dużo czasu. Jednak puste przestrzenie mają to do siebie, że trudno jest ocenić odległość bo brak jest punktów odniesienia.
Na zdjęciu ten prostokącik na środku to dach Cabany de Llardaneta. Jest porównywalnej wielkości do tego małego kopczyka ułożonego z kamieni, który wyznacza szlak. Na tym zdjęciu fajnie widać jak mylący jest brak perspektywy zbieżnej, do której przywykliśmy w mieście. Cabana wydawała się być na wyciągnięcie ręki, jednak dotarcie do niej zabrało nam zaskakująco dużo czasu (dziś już nie pamiętam ile). Była jak punkt, który oddala się w miarę naszego przybliżania.


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 18-12-2012 01:29 AM

Dzień 5: ciąg dalszy

[attachment=49877]
Po pokonaniu dość długiego płaskiego odcinka czekało nas jeszcze ostre, kamieniste zejście w dół i w końcu, dość zmęczone dotarłyśmy do schroniska.
[attachment=49878] [attachment=49879]
Schronisko Angel Orus w porównaiu do Estós okazało się 'jakby luksusowe'. W każdym pokoju była łazienka !!! Pewnie dlatego był tam taki tłum ludzi. Wszystkie miejsca były zajęte (98 łóżek). Zmęczone postanowiłyśmy tradycyjnie uzupełnić płyny na tarasie. [attachment=49880]
Po kolacji szybko poszłyśmy spać by rano ochoczo wstać i wyruszyć na Posets (jak większość ludzi ze schroniska).

(małe pytanie techniczne: czy jest ograniczona ilość zdjęć, które można umieścić w jednym poscie? W poprzednim zniknęła mi funkcja "Nowy załącznik" więc tak trochę głupio wyszło że dzień 5 jest w dwóch postach)


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Stasiu - 18-12-2012 02:22 PM

fidelio napisał(a):
(...)(małe pytanie techniczne: czy jest ograniczona ilość zdjęć, które można umieścić w jednym poscie? W poprzednim zniknęła mi funkcja "Nowy załącznik" więc tak trochę głupio wyszło że dzień 5 jest w dwóch postach)


Tak, jak zniknie "Nowy załącznik" to nie można w danym poście już wkładać foty. Trzeba się tego trzymać.
Co do 5 dnia wędrowania mogę ująć w jednam zdaniu: "Dzięki Ci Boże za te okienka z nieba". ok


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - TomaszRT - 18-12-2012 08:48 PM

fidelio napisał(a):
małe pytanie techniczne: czy jest ograniczona ilość zdjęć, które można umieścić w jednym poscie?


dwadzieścia sztuk na jeden post z tego co pamiętam.. baardzo fajna wycieczka.. i fajnie się czyta relację.. ale.. o 13:30 rano to się śpi a nie zdjęcia na forum wstawia.. Toungue


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Stasiu - 18-12-2012 09:07 PM

TomaszRT napisał(a):
(...) i fajnie się czyta relację.. ale.. o 13:30 rano to się śpi a nie zdjęcia na forum wstawia.. Toungue

Trochę tutaj nie pojmuję uhm 13:30 to jest po południu a nie rano. Poniektórzy mogą sobie utnąć małą drzemke, to prawda. Toungue Fidelio to nocny ptak. O w pół do drugiej w nocy jest dla niej najlepsza pora do pisania relacji. Ty tak, Pablo, nie robisz? giggle


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 18-12-2012 11:09 PM

Dzięki za odpowiedzi w kwestiach technicznych - teraz już wszystko jasne ok

Zabieram się do pisania, ale coś czuję, że tym razem sen mnie zmorzy nieco szybciej Smile
zobaczymy


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Pablo - 19-12-2012 04:07 PM

Przez tą dziurę w niebie ktoś nad Wami czuwał ok
Grań Aguilles de Perramo nie kusiła by podejść bliżej Rolleyes
Na jednym zdjęciu sprzed schroniska jakiś zwierz pasie się na skale, czy to może osiołek transportowyuhm

Czekamy na następny dzień relacji, widać po żółtej linii, że będzie szczytowanie Big Grin


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Stasiu - 19-12-2012 06:15 PM

Pablo napisał(a):
(...)
Czekamy na następny dzień relacji, widać po żółtej linii, że będzie szczytowanie Big Grin


Trochę się obawiam, że ta żółta linia się za wcześnie kończy. Żeby tym razem nie było niebiańskiego okienka. uhm Jednak bądźmy dobrej myśli co nam fidelio przygotuje. Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 19-12-2012 07:01 PM

Pablo napisał(a):
Przez tą dziurę w niebie ktoś nad Wami czuwał ok
Grań Aguilles de Perramo nie kusiła by podejść bliżej Rolleyes
Na jednym zdjęciu sprzed schroniska jakiś zwierz pasie się na skale, czy to może osiołek transportowyuhm

Czekamy na następny dzień relacji, widać po żółtej linii, że będzie szczytowanie Big Grin


oj tak - do dziś dziękujemy za Oko Opatrzności !

do Aguilles de Perramo zbliżyłyśmy się bardziej niż widać było na zdjęciach bo tak prowadził nas szlak, ale zdobywanie grani nawet nie przyszło nam wtedy do głowy Smile

może to i był osiołek transportowy, ale nie nasz ...


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 19-12-2012 07:54 PM

Dzień 6: Ze schroniska Angel Orus (2115 m n.p.m.) na Pico de Posets (3375 m n.p.m.) i z powrotem.
Ten dzień to była chyba nagroda za te poprzednie. Dostajemy w prezencie bezchmurne niebo ? idealną pogodę aby wejść na Posets - drugi co do wysokości szczyt w Pirenejach. Najwyższy to Pico de Aneto ? 3404 m n.p.m. w Masywie Maladeta.
Wyruszamy wczesnym rankiem tak jak większość osób wybierających się tego dnia na Posets. Najpierw idziemy w zwartej grupie ? jakby pielgrzymka, ale po pewnym czasie każdy podąża już swoim tempem [attachment=49884]
Pierwsza część drogi nie jest trudna, możemy więc spokojnie rozglądać się dookoła i popatrzeć na to co wczoraj było zasłonięte chmurami.
Ze zdumieniem patrzymy też na efekty działania sił natury.[attachment=49885] (bo chyba raczej nie zrobili tego wkurzeni kibice Wink)
Myślę, że za ?bramę? stanowiącą początek wejścia na Pico de Posets można uznać Canal Fonda ? krótką dolinę położoną pomiędzy Diente de Llardana i Tuca Alta. Jest to miejsce w którym dość długo leży śnieg. [attachment=49886]
Dalsza droga na szczyt prowadzi południową granią zwaną Espalda de Posets.
Poruszanie się po śniegu w obszarze niezacienionym nie stanowi większego problemu. Dylematy pojawiają się gdy trzeba pokonać odcinek, do którego jeszcze nie dotarło słońce. [attachment=49887]
Z tego miejsca kilka osób zawróciło do schroniska. Jednak nie my Smile My popatrzyłyśmy przed siebie, zobaczyłyśmy pana, który bez raków daje radę i zdecydowałyśmy, że idziemy. Pozostali ludzie przygotowujący się do dalszej drogi z zaciekawieniem pytali skąd jesteśmy. Gdy usłyszeli, że z Polski przyjmowali naszą niezachwianą chęć podążania dalej, tłumacząc ją sobie faktem, że jesteśmy obeznane ze śniegiem Smile Generalnie raczej nie dało się nas nie zauważyć bo byłyśmy chyba jedynymi kobietami idącymi tego dnia na Posets.
Początek był całkiem OK. Nasze stopy idealnie wpasowywały się w ?stopnie? uformowane ze zamarzniętych śladów naszych poprzedników, którzy pewnie dzień wcześniej przemierzali ten odcinek. Kasia szła pierwsza i wręcz idealnie wybierała drogę. Kijki okazały się w tej sytuacji dużą pomocą. Jednak w pewnym momencie, gdy kąt nachylenia stoku troszkę się zwiększył, a wcześniej pozostawione ślady nie stanowiły już stabilnych ?stopni? mężczyzna idący przed nami zatrzymał się i ? zaczął zakładać raki.
Chciałabym widzieć wtedy nasze zdziwione miny Smile
My niestety nawet nie pomyślałyśmy o rakach, chociaż można było je wypożyczyć w schronisku. Ze względu na okoliczności przemieszczałyśmy się wolniej. Pojawiały się więc pytania czy iść dalej i jak w ogóle będzie wyglądało zejście.
Nagle pojawili się przy nas dwaj duzi mężczyźni w rakach ? i po prostu zaczęli nas asekurować. I w ten oto sposób ? noga za nagą ? noga przy nodze - udało nam się pokonać najtrudniejszy odcinek ! Smile Jak tylko wyszłyśmy z zacienionego obszaru śnieg (niezamarznięty) nie stanowił już problemu. Oczywiście postanowiłyśmy uwiecznić to miejsce na zdjęciach.
[attachment=49888] [attachment=49889] [attachment=49890][attachment=49891] [attachment=49892]
Kolejny dłuższy postój robimy przy Dienta de Llardana [attachment=49893] [attachment=49894] [attachment=49895]
Kończy się wędrowanie po śniegu i zaczyna zdobywanie 'właściwego' szczytu. Początek drogi na szczyt wygląda tak [attachment=49896] a kolejne etapy tak [attachment=49897] [attachment=49898]
Ostatni odcinek grani niestety nas pokonał. Wiatr, coraz węższa grań i luźne kamienie pod stopami sprawiają, że w pewnym momencie nie robimy już kolejnego kroku. Zbliżamy środek ciężkości naszych ciał do stabilnych skał i robimy zdjęcia z pozycji siedzącej.
Widok w kierunku Masywu Aneto [attachment=49899] [attachment=49900]
Widok na zachód w kierunku Picos de Baguenola o de Grist w lewym dolnym rogu widać ostrą grań wspomnianego już wcześniej Diente de Llardana [attachment=49901]
Pozostałych zdjęć nie jestem pewna więc nie będę na wszelki wypadek pisać co na nich widać, żeby nie wprowadzać w błąd [attachment=49902] [attachment=49903]
Cieszymy oczy widokami i schodzimy [attachment=49904] [attachment=49905] [attachment=49906] [attachment=49907] [attachment=49908]
Śnieg nie jest już zmrożony i zejście okazuje się być dobrą zabawą.
Widok na rzekę Torrente de Llardaneta [attachment=49909] i na górujące nad nią Forcau Alto i Forcau Baixo [attachment=49911]
Docieramy na brzeg rzeki i odpoczywamy w słońcu [attachment=49912] Podobnie jak inni [attachment=49913] Ciężko się zmotywować ale trzeba ruszać. Po drodze spotykamy kolejnych 'tambylców' [attachment=49914]
W schronisku wieczorkiem pijemy winko z naszymi 'górskimi dobroczyńcami', dzięki którym rano pokonałyśmy odcinek zmrożonego śniegu. Dostajemy od nich na pamiątkę małe kamyki przyniesione przez nich z samego czubka Posets, od którego jak twierdzą, dzieliło nas kilkanaście/kilkadziesiąt metrów. Ich zdaniem odcinek który dzielił nas od szczytu był dużo łatwiejszy niż to co do tamtego momentu udało nam się przejść. My jesteśmy jednak odmiennego zdania Smile
Ależ te góry są subiektywne ...
cdn.


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Stasiu - 19-12-2012 08:52 PM

Szkoda, że się nie udało. Ale i tak mieliście fajnie.Consola Może lepiej, gdyby jaki przewodnik, znany terenu, pociskał do przodu. Myślę, że brakowało Wam odpowiedniej pobudzającej osoby. ok


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - maka - 19-12-2012 09:02 PM

Góry i śnieg to jest to co mnie kręci najbardziej ok
Te zielone okularki to masz czadowe Wink


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 19-12-2012 09:45 PM

Stasiu - ale my jesteśmy baaaardzo zadowolone !!!
Raczej nie rozpatrujemy tego w kategoriach "udało - nie udało" czy "sukces - porażka".
... ale jednak dziś czuję pewnego rodzaju niedosyt ...
Generalnie spędziłyśmy fajny czas w pięknych górach Smile
Być może gdyby był z nami ktoś bardziej zdecydowany to wdreptałybyśmy na sam czubek. Fakt faktem, że czasem mówiłyśmy, że jednak trzeba było zabrać kolegów - czułybyśmy się wtedy pewniej.
Ale taki 'wynajęty -obcy przewodnik' to jednak raczej nie dla mnie - jakoś tak wolę się sama zgubić albo iść tam gdzie dam radę niż tak dreptać za ekspertem. No chyba że to jest ktoś znajomy.

Maka - noooo.... ja też uwielbiam swoje zielone okularki ok


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Stasiu - 19-12-2012 10:20 PM

Fidelio, ja nie miałem na myśli zabranie na "babską" wyprawę takiego zakłócającego elementu jak "chłopa" albo wynajęcie płatnego przewodnika. Sama przecież opisałaś, że w dwóch momentach - pierwszy, kiedy jeden turysta przed Wami trasował kierunek na lodowcu i drugi, kiedy dwaj ze szpilkami pomogli Wam z opresji. Tutaj była możliwość zahaczenia się tych dobrych ludzi. Chyba to więcej przeżywam, niż Wy. Ja znam to uczucie, kiedy się człowieczyna cieszy z udanej wyprawy, ale gdzieś w kątku duszy tkwi to niedociągnięcie. Ostatnio miałem takie dwa. Pierwsze, to odwiedzenie Siodła Barana bez odwiedzenia jego Rogów z przyczyn, jak by powiedzieć uhm, nieprzewidywanych do końca i drugie, to sama wiesz, to były Karkonosze. Z oboje wycieczek jestem maksymalnie zadowolony, chociaż nie dopięliśmy tego ostatniego guzika do końca. sweatingbullets


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - dr.Etker - 19-12-2012 10:21 PM

fidelio napisał(a):
Generalnie spędziłyśmy fajny czas w pięknych górach Smile

Dokładnie. ok
Po zdjęciach widzę-że czerwcowe burze odpuściły na czas tej jakże widokowej wędrówki.
Relację przeczytałem z przyjemnością. Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 19-12-2012 10:48 PM

Stasiu napisał(a):
Fidelio, ja nie miałem na myśli zabranie na "babską" wyprawę takiego zakłócającego elementu jak "chłopa" albo wynajęcie płatnego przewodnika. Sama przecież opisałaś, że w dwóch momentach - pierwszy, kiedy jeden turysta przed Wami trasował kierunek na lodowcu i drugi, kiedy dwaj ze szpilkami pomogli Wam z opresji. Tutaj była możliwość zahaczenia się tych dobrych ludzi. Chyba to więcej przeżywam, niż Wy. Ja znam to uczucie, kiedy się człowieczyna cieszy z udanej wyprawy, ale gdzieś w kątku duszy tkwi to niedociągnięcie. Ostatnio miałem takie dwa. Pierwsze, to odwiedzenie Siodła Barana bez odwiedzenia jego Rogów z przyczyn, jak by powiedzieć uhm, nieprzewidywanych do końca i drugie, to sama wiesz, to były Karkonosze. Z oboje wycieczek jestem maksymalnie zadowolony, chociaż nie dopięliśmy tego ostatniego guzika do końca. sweatingbullets


No tak - spotkałyśmy dobrych i pomocnych ludzi na trasie - to bez dwóch zdań !
Jednak w tych dwóch przypadkach to my się czułyśmy pewnie i miałyśmy poczucie, że damy radę, a na górze tę pewność straciłyśmy i nie byłoby rozsądne angażowanie osób trzecich w swoją niepewność - tak mi się wydaje, że byłoby to nieodpowiedzialne.

Miło mi bardzo, że to tak przeżywasz Hug

Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem!
Staram się akceptować rzeczywistość taką, jaka jest. Nie ma potrzeby jej oceniać. (choć to czasem trudne)

Jednak fakt faktem, że niedosyt jest i coś tak w środku wierci Smile (więc chyba wiem o czym mówisz) ... ale jutro też jest dzień i kolejne szczyty do zdobycia.


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 19-12-2012 10:50 PM

dr.Etker napisał(a):

fidelio napisał(a):
Generalnie spędziłyśmy fajny czas w pięknych górach Smile

(...)
Relację przeczytałem z przyjemnością. Smile


Dzięki Doktore za dobre słowo Smile
... ale to jeszcze nie koniec, jeszcze trochę Was 'pomęczę' - ale to już same nudy będągiggle


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 07-01-2013 10:59 AM

Dzień 7: Ze schroniska Angel Orus do cywilizacji
Niestety nasz pobyt w górach dobiega końca. Rano pakujemy plecaki, jemy śniadanie i rozpoczynamy nasz powrót do cywilizacji. Nasi znajomi z Posets proponują nam transport ale my decydujemy, że spokojnie zejdziemy sobie do Bensaque (czerwona trasa na mapce) żeby jeszcze popatrzeć na góry. Schodzimy wzdłuż doliny rzeki obok wodospadu Cascade d'Espigantosa [attachment=50010] [attachment=50011]
Jest nam naprawdę trudno wracać... i jeszcze jedno spojrzenie na góry [attachment=50012]
Docieramy do Benasque i od razu postanawiamy zafundować sobie nagrodę [attachment=50013]
W jednej z knajpeczek spotykamy grupę Hiszpanów, których poznałyśmy na szlaku. Wymieniamy kilka zdań po czym wsiadamy do autobusu, który z przesiadką w Barbastro zawiezie nas do Barcelony.

Pozostałe trzy dni
Nie jesteśmy z tego zadowolone. Zgiełk miasta trochę nas przytłoczył... a Barcelona, w której spędziłyśmy jeszcze trzy dni trochę rozczarowała.
Szwendamy się przypadkowo wybieranymi uliczkami dniem [attachment=50014] i nocą [attachment=50015] [attachment=50016] ,żeby zobaczyć nie tylko to co w przewodnikach.
Odwiedzamy oczywiście różne knajpeczki, żeby popróbować tego co w Hiszpanii najlepsze [attachment=50017]
Moimi faworytami są: gazpacho (chłodnik pomidorowy), różnego rodzaju tapas (przekąski) z naciskiem na te, które zawierają oliwki oraz suszone pomidory, bocadillos z jamón (kanapki z szynką serrano), soki wyciskane ze świeżych owoców no i oczywiście winko Smile
Na straganach na Las Ramblas (głównej ulicy Barcelony) oglądamy turystyczne gadżety [attachment=50018]
Odwiedzamy także 'obowiązkowe' punkty Barcelony: Sagrada Familia, Prak Guell, Muzeum Picassa, Magiczną Fontannę. Miejsca te oczywiście oblegane są przez 'dzikie tłumy'.
Docieramy również do miejsca, w którym z racji naszego zawodu wyuczonego i wykonywanego, po prostu nie mogło nas zabraknąć ? Pawilon barceloński Ludviga Miesa van der Rohe [attachment=50019] [attachment=50020] [attachment=50021] [attachment=50022] [attachment=50023]
Ostatniego dnia robimy 'owocowe zakupy' i spędzamy cały dzień na plaży. [attachment=50024]

PODSUMOWANIE
Pireneje mnie oczarowały i z pewnością jeszcze tam pojadę, ale już z dodatkowym wyposażeniem: raki, żeby pewniej stąpać po lodzie oraz namiot, żeby nie musieć tak kurczowo trzymać się trasy i czasu przejścia pomiędzy schroniskami. Poza tym ze względu na miejscami słabo oznaczone szlaki można się pogubić i stracić trochę czasu na szukanie właściwego kierunku, a wtedy noc pod chmurką może okazać się koniecznością.
Kusi mnie także szlak "od morza do oceanu" ale to już wyprawa na ok. 1,5 miesiąca.
Zdecydowanie zmieniłabym tylko proporcje między czasem spędzonym w górach i w mieście - trzy dni w Barcelonie to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza po Pirenejach. Chodząc ulicami Barcelony mówiłyśmy o tym, że jednak w górach jest lepiej Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - maka - 07-01-2013 01:28 PM

Ja powiedział bym że w górach jest zdecydowanie lepiej Big Grin


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 07-01-2013 04:09 PM

No niby tak ... ale jak jestem w nowym mieście to jednak trudno jest mi się oprzeć pokusie spenetrowania jego uliczek, poszukania lokalnych knajpeczek, żeby sobie popróbować nowych specjałów i popatrzeć jak życie się toczy. Ale chyba jednak trzeba to planować przed górami, bo potem trudno jest wrócić do cywilizacji i przyzwyczaić się do turystów tak z dnia na dzień Smile


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - Stasiu - 07-01-2013 09:46 PM

Ja bym w Barcelonie odwiedził maksymalnie Camp Nou i jakiś mecz ligowy Barcy. unsure
Fidelio, dzięki. Jednak przejście od oceanu do morza jest wciąż tylko dla mnie w marzeniach. Też bym tak chciał. Sad


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 08-01-2013 10:08 AM

uhm a ja o Camp Nou nawet nie pomyślałam Shy
mam nadzieję, że się za bardzo nie 'naraziłam' męskiej części forumowiczów (chociaż kobiety - kibice pewnie też się znajdą)Wink

Stasiu - ja wierzę, że marzenia się spełniają !ok


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - TomaszRT - 08-01-2013 10:45 AM

fidelio napisał(a):
No niby tak ... ale jak jestem w nowym mieście to jednak trudno jest mi się oprzeć pokusie spenetrowania jego uliczek, poszukania lokalnych knajpeczek, żeby sobie popróbować nowych specjałów i popatrzeć jak życie się toczy.


nowym mieście, nowym miejscu.. to jest bardzo ważny element każdego wyjazdu..
ok

ja szczególnie lokalne browary lubię zwiedzać..
Big Grin


RE: Pireneje hiszpańskie - Masyw Posets - czerwiec 2011 - fidelio - 08-01-2013 10:50 AM

... a ja winiarnieRolleyes