![]() |
|
opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Wersja do druku +- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum) +-- Forum: Górskie tematy (/forumdisplay.php?fid=1) +--- Forum: Dyskusje na górskie tematy (/forumdisplay.php?fid=10) +---- Forum: Ogólne (/forumdisplay.php?fid=42) +---- Temat: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... (/showthread.php?tid=461) |
opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Ustrik - 02-05-2007 03:25 PM Ostatnio wędrujęsobie po internecie i czytam wspomnienia o wielkich polskich podróżnikach, zdobywcach tych najwyższych, najmniej dostępnych i znancyh szczytów. O ludziach, dla których góry stały się powietrzem, i którzy poświęcili im wszystko ... jak się okazuję w wielu przypadkach nawet własne zycie. Tyle się mówi o wypadklach w Tatrach. Chciałbym, żeby ten watek był miejscem wspomnień, szacunku i bezwzględnego podziwu dla tych Polaków, którzy zginęli gdzieś tam daleko pośród lodu i skał. proponuję zacząć od postaci arcymistrza i wielkiego guru wszystkich wielkich podróżników. Jerzy Kukuczka Ur. w 1948 roku w Katowicach Zm. 24.X w 1989 roku odpadając z płd. Ściany Lhotse w Himalajach Zafascynował się górami podczas wyprawy na skałki w okolicy Podlesić. Od tamtej pory próbował swoich sił na coraz to bardziej wymagających podejściach. Wolał wspinaczkę niż treningi podnoszenia ciężarów, za co go wyrzucono z klubu. Kiedy się ożenił pojechał na podóż poślubną w Alpy, a żona na Mazury. Całe jego życie naznaczone będzie tak daleko idącej pasji. W Tatrach zasłynął ze swojej determinacji. Był pionierem przechodząc jako pierwszy zimą „direttissimę” północno-wschodnią ścianę Małego Młynarza i drogę Bidermana na wschodniej ścianie Młynarczyka. Potem wziął udział w zawodach w Dolomitach, gdzie wraz z kolegami otworzył nową drogę na Torre Trieste. Włosi będący pod sporym wrażeniem ochrzcili tą trasę Direttissima delli Polacci. Potem było już coraz wyżej. Podczas jednej z wypraw spadł na niego spory głaz. Trafił do włoskiego szpitala. Po kilku dniach lekarza nakazali mu bezwarunkowy powrót do domu, jednak Jerzy Klukuczka dołączył do kolegów i otworzył nową drogę na Cima del Bancon. Jak każdy człowiek musiał pracowac i zarabioać na życie. Jednak jego zaangażowanie sprawiło iż został zwolniony. Nie przeszkodziło mu to w wyprawie na Kohe Tez (Hindikusz). Choroba jednak przeszkodziła mu w zdobyciu szczytu. Kiedy się podkurował, koledzy zeszli. On natomiast doprowadził do ponownego wyjścia na szczyt i tymsamym przekroczył 7000 m. Jego ambicje się na tym nie skończyły. Ruszył po ośmiotysięczniki. Pierwszym miał być Nanga Parbat (8125). Niestety nie udało się i osiągawszy wraz z Marianem Piekutowskim 7950 m. zawrócili. Dopiero pod dwóch latach osiągnął swój cel. Magiczną ósemkę pokonał 4 października 1979 roku wchodząc na Lhotse. Na szczyt, wraz z Andrzejem „Zygą” Heinrichem, Januszem Skorkiem i Andrzejem Czokiem, wszedł „drogą normalną” – zachodnią flanką, od lodowca Khumbu. Następnego roku koledzy zaatakowali Everesta. On musiał zostać w domu, ze względu na nadchodzące dziecko. Szybko jednak dołączył do reszty i zdobył dach świata wraz z Andrzejem Czokiem. Potem 8000’ków przybywało. W 1981 roku zupełnie nową drogą i w dodatku samotnie (!!!) zdobył Makalu (8463). Rok potem wraz z Wojciechem Kurtyką zdobyli Broad Peak (8047). W następnym roku zdobył wciągu 2 tygodni dwa osmiotysięczniki: Gasherbrumy I i II ponownie z Kurtyką. Wówczas pochwycił pomysł Reinholda Messnera o zdobyciu „korony himalajów”. W 1985 ponownie zaatakował Nanga Parbat i jako pierwszy Polak (wspólnie z Andrzejem Heinrichem i Sławomirem Łobodzińskim) 13 lipca zdobył ten szczyt. Dwa dni później sukces osiągnęły 3 damy, o których koniecznie też trzeba tutaj napomnić: Anna Czerwińska, Wanda Rutkiewicz i Krystyna Palmowska. Wcześniej zdobył Dhaulagiri i Cho Oyu. W styczniu 86 zdobył Kangchenjungę, a w lipcu słynne Czogori (K2). Niedługo potem Manaslu (8156). Kukuczka ma już 12 szczytów. O tej porze Messner miał już wszystkie. Ale w wysokogórskich wyczynach nie chodzi o to, kto pierwszy. Chodzi oto, żeby wógóle zdobyć szczyt. W 87 ruszył na Annapurne . Po wielu trudnościach zdobył ją 3 lutego wraz z Arturem Hajzerem. Byli przytym pierwszymi Polakami, którzy tego dokonali. Zodstał jeszcze jeden szczyt. Ostatni w drodze do wielkiego triumfu - Shisha Pangma (ok. 8013). Nie obyło się bez kłopotów. Czas wyprawy się przełużył i trzebabyło walczyć o dłuższe pozwolenie. Kiedy to sięudało 18 września 1987 Kukuczka zdobył Koronę Hilmalajów. W 1989 roku ruszył na południową scianę Lhotse. Ponad 8000 metró odpadł od ściany. Lina nie wytrzymała i pękła. Jerzy Kukuczka został pochowany w lodowej szczelinie, chyba najodpowiedniejszym miejscu. Dokonała sięironia losu, bo oto bowiem pierwszy ośmiotysięcznik Kukuczki stał się też jego ostatnim. (*) RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Ustrik - 24-05-2007 05:24 PM Jan Długosz W latach 1950. Jan Długosz, wśród kilkuset swoich wspinaczek, dokonał kilku skrajnie lub nadzwyczaj trudnych pierwszych wejść w Tatrach, w tym zimowych, szczególnie w basenie Morskiego Oka. Wymienić należy przede wszystkim: pierwsze wejście lewą częścią północno-wschodniej ściany Kazalnicy Mięguszowieckiej (z Czesławem Momatiukiem, 19-21 lipca 1955); pierwsze wejście środkiem ściany Mnicha, tzw. Wariant "R" (z Andrzejem Pietschem, 12-13 października 1955); pierwsze zimowe wejście środkiem północno-wschodniej ściany Kazalnicy Mięguszowieckiej (z Czesławem Momatiukiem, Andrzejem Pietschem i Marianem Własińskim, 6-8 marca 1957); pierwsze samotne wejście zimowe północną ścianą Wielkiego Szczytu Mięguszowieckiego (28 marca 1957); pierwszą direttissimę do sanktuarium Kazalnicy (z Maciejem Popko, 15 lipca 1958); pierwsze wejście zimowe na Buczynową Strażnicę Kominem Pokutników (z Ryszardem Berbeką, Maciejem Baranowskim i Zdzisławem Jakubowskim, 19 marca 1958). Jan Długosz kilkakrotnie wspinał się w Alpach. Powtórzył dwa skrajnie trudne przejścia (Petit Dru zachodnią ścianą; Le Grand Capucin wschodnią ścianą) a w dniach 27-29 sierpnia 1961 wraz z Anglikami Chrisem Bonnigtonem, Donem Whillansem i Ianem Clough?em dokonał pierwszego wejścia na Mont Blanc środkowym Filarem Freney?a. Był to ostatni nierozwiązany wielki problem wspinaczkowy w Alpach, najwyższa i najodleglejsza ściana stopnia VI (skrajnie trudna) w Europie. Pod koniec lat 50. Jan Długosz wspinał się także w Kaukazie i w Pirynie. (Wówczas nie było jeszcze polskich wypraw w Hindukusz, nie mówiąc już o Himalajach.) Jan Długosz interesował się literaturą, malarstwem, muzyką i filmem; był utalentowanym pisarzem, zafascynowanym walką z samym sobą w górach, metafizycznym obcowaniem z wszechobecną tam w mgnieniu oka śmiercią. Janek Długosz, zdobywca najtrudniejszych ścian, schodząc trywialną drogą z Zadniego Kościelca po szkoleniu komandosów wojskowych, popełnił tę jedną pomyłkę wspinacza, o którą tak łatwo podczas łatwego schodzenia. Najprawdopodobniej skoczył na oblodzony, ruchomy głaz i poleciał wraz z nim. To, co było kiedyś jego ciałem, leżało w Żlebie Drewnowskiego. Jan Długosz-"Palant" (ur. 12 lipca 1929) zginął mając prawie dokładnie 33 lata. Leży na Pęksowym Brzyzku, starym zakopiańskim cmentarzu, niedaleko muru, pod szpiczastym głazem, przyniesionym spod Kościelca. (*) (tekst A. Kobosa ze strony http://www.zwoje-scrolls.com) RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - dr.Etker - 24-05-2007 09:23 PM Wawrzyniec "Wawa" Żuławski ur.14.02.1916 w Zakopanem,zginął 18.08.1957 w masywie Mont Blanc spiesząc na ratunek-zaginionemu w górach Stanisławowi Grońskiemu. Taternik,alpinista,ratownik górski.Utalentowany muzykolog i kompozytor,profesor Wyższych Szkół Muzycznych w Łodzi i Warszawie.W czasie II wojny Światowej członek Armii Krajowej ,uczestnik Powstania Warszawskiego.Taternictwo uprawiał od 1932 r,przed wybuchem wojny dokonał wspólnie z towarzyszami wędrówek tatrzańskich licznych I przejść m.inn:Mięguszowiecki szczyt Wielki pn-wsch filarem(1935),Mały Młynarz pn ścianą(1935),Łomnica wsch ścianą(1935),a w zimie Lodowy Szczyt przez Śnieżną Dolinę(1935),Cubrynę pn-wsch ścianą(1935),w czasie okupacji niemieckiej ze zrozumiałych względów bywał okazjonalnie w Tatrach-dokonując m.inn II wejścia drogą Orłowskiego na Galerię Gankową(1943r z T.Orłowskim),co było równocześnie pierwszym przejściem całej drogi jednym ciągiem.Po wojnie szereg osiągnięć taternickich-nowe drogi na Wyżnim Zabim Szczycie(1948,1949),Kapałkowej Strażnicy(1952),Lodowym Szczycie(1953) i innych. Od 1936 r czynnie uprawia alpinizm-uczestnicząc w wyjazdach Klubu Wysokogórskiego w Alpy w latach:1936,1937,1938(jako kierownik),w latach powojennych w 1947,1956,1957. Autor wielu książek i artykułów o tematyce górskiej-jak "Wędrówki alpejskie"(1939),"Skalne lato"(1957),Niebieski krzyż(1946),"Sygnały ze skalnych ścian"(1954),"Tragedie tatrzańskie"(1956). Aktywnie działał w strukturach ówczesnego Klubu Wysokogórskiego-będąc w latach1956-57 prezesem KW ,reaktywowanego dzięki przede wszystkim jego zabiegom. Wawrzyniec Żuławski-choć nie był członkiem TOPR-uczestniczył ochotniczo w wielu akcjach ratowniczych na terenie Tatr Polskich i Słowackich. "Partnera się nie zostawia,nawet jeśli jest już tylko bryłą lodu"-zginął w Alpach wierny słowom które głosił-szukając kolegi będącego już tylko bryłą lodu... Był za życia legendą taternictwa polskiego-krótka i sucha notka biograficzna nie zawsze w pełni oddaje postać,zatem zacytuję za Grażyną Wojsznis-Terlikowską-która tak scharakteryzowała Wawę: "Należał do tych nielicznych ludzi,którzy już faktem swego istnienia wzbogacają życie innych.Niełatwy do zdefiniowania,skomplikowany i prosty jednocześnie,wszechstronnie utalentowany,pełen wdzięku,o zamyślonych oczach i sceptycznym uśmiechu,głęboko uczuciowy...Zawsze naturalny...Nawet najbardziej niezwykłych czynów,wymagających męstwa,ofiarności i siły,czasem heroizmu,dokonywał od niechcenia,lekko z uśmiechem... Zakończę wierszem czeskiej malarki,taterniczki Bozeny Mrhovej: Car temnych mraku nad horami, cernava skaliska trci z nich. Pod nimi jasny pruh do korun limb se dere, na balvan zulovy pada. Kdo vsechno vi,kdo v pravde se verit zdraha, ze Wawo Ty musel odejit. Tatry-zula-slunce a zar, Tatry-trvdost-kamene,chlad, Hudba-pisen-modravych oci jas, Wawa-slovo-hrejivy pocit kras. Malo kdo umel tak milovat- Wawu-Tatry-Wawa. Odesel,nevrati se zpatky- Kdo uveri,viru nenasel. RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - KasiaA - 25-05-2007 11:36 AM Piękny dział. Przypomniały mi sie takie słowa Kukuczki" Panie, nie pozwól nam zginąć w dolinach RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Fazik - 17-06-2007 01:19 PM "Nie chcę umierać, ale nie mam nic przeciwko śmierci w górach. Jestem z nią obeznana, byłoby to dla mnie łatwe po tym wszystkim, co przeżyłam. Większość moich przyjaciół czeka tam na mnie, w górach.." Wanda Rutkiewicz - Błaszkiewicz ur 4 lutego 1943r. [attachment=3615] Zaginęła 12 lub 13 maja 1992r. podczas ataku szczytowego na Kanczendzongę. Wraz z Carlosem Carsolio 12 maja o w pół do czwartej wyruszyli w górę z obozu IV na 7950 m. Po dwunastogodzinnej wspinaczce w głębokim śniegu Carsolio stanął na wierzchołku. Schodząc napotkał Wandę na wysokości ponad 8200 metrów. Mimo braku sprzętu biwakowego (miała jedynie namiot) zdecydowała się przeczekać noc i kontynuować wejście następnego dnia. Jej ciała nie odnaleziono. W 1994, jako jedna z trzech pierwszych osób została odznaczona (pośmiertnie) Medalem im. Króla Alberta I, przyznawanym za wyjątkowe zasługi górskie przez King Albert Memorial Foundation. Znaczące przejścia: 1968 – wschodni filar Trollryggenu w Norwegii z Haliną Krüger-Syrokomską (pierwsze przejście kobiece, siódme w ogóle), 1970 – Pik Lenina w Pamirze, jej pierwszy siedmiotysięcznik, 1972 – Noszak (7492 m) w Hindukuszu, 1973 – północny filar Eigeru w zespole kobiecym, 1975 – kierowniczka i organizatorka kobiecej wyprawy na Gasherbrumy - 11 sierpnia – zdobycie dziewiczego Gasherbruma III (7946 m) wspólnie z Alison Chadwick-Onyszkiewicz, Januszem Onyszkiewiczem i Krzysztofem Zdzitowieckim; jest to rekord wysokości pierwszego wejścia z udziałem kobiet, - 12 sierpnia – zespół kobiecy osiągnął Gasherbrum II, 1978 – północna ściana Matterhornu zimą w zespole kobiecym, - 16 października 1978 – Mount Everest, jako pierwszy Polak i Europejka, trzecia kobieta na szczycie świata,Wanda Rutkiewicz zdobyła Mount Everest tego samego dnia którego Karol Wojtyła został wybrany na Papieża. Jan Paweł II przyjmując później alpinistkę (wręczyła mu wówczas kamyk z Everestu oprawiony w srebro), na audiencji skomentował ten fakt mówiąc "Dobry Bóg tak chciał, abyśmy tego samego dnia zaszli tak wysoko" 1985 – Aconcagua w Andach południową ścianą w stylu alpejskim. 15 lipca 1985 – Nanga Parbat, wraz z Krystyną Palmowską i Anną Czerwińską, ścianą Diamir (pierwsze wejście czysto kobiece), 23 czerwca 1986 – K2 (jako pierwsza kobieta i pierwszy Polak), 18 września 1987 – Shisha Pangma z Ryszardem Wareckim, 12 lipca 1989 – Gasherbrum II, 16 lipca 1990 – Gasherbrum I z Ewą Panejko-Pankiewicz, 26 września 1991 – Cho Oyu samotnie, 22 października 1991 – Annapurna południową ścianą, samotnie. 13 maja 1992 r.? Kangczendzonga (8598 m)? Po wypadku na Elbrusie w 1981 r. ponad dwa lata chodziła o kulach. Nie przeszkodziło jej to już w 1982 r. zorganizować kobiecej wyprawy na K2, choć była krytykowana za upór. Pod najtrudniejszym szczytem świata o kulach pokonywała poprzecinany szczelinami lodowiec Baltoro. Zdobyła osiem z czternastu ośmiotysięczników: Mount Everest, Nanga Parbat, K2, Shisha Pangma, Gasherbrum II, Gasherbrum I, Cho Oyu i Annapurnę. "My, alpiniści, kochamy życie tym mocniej, im bliżej jesteśmy chwili, kiedy możemy je utracić. Nikt nie idzie w góry, aby w nich zginąć. Ale jeśli wystawia się w górach życie na ryzyko, jest to tylko miarą wielkości pasji". Taka właśnie pasja zaprowadziła i ją po raz ostatni na szczyt. RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Ustrik - 18-06-2007 10:05 AM (*) RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Sylwester - 26-10-2007 06:53 AM http://turystyka.interia.pl/wiadomosci/news/jerzy-kukuczka-alpinizm-jak-szachy,1000182 RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - tomtur - 26-10-2007 04:54 PM Izba pamięci Jerzego Kukuczki mieścisię w Istebnej Wilcze w domu jego dziadków ,prowadzi je jego żona. Polecam. Do wianuszka wspomnień... <'> - mar.an - 10-05-2009 09:53 PM Moi Drodzy, pozwalam sobie założyć nowy temat, poświęcony pamięci Tych, którzy życie swoje związali z górami, a którym w tych górach przyszło pozostać. Na zawsze. Będą to zapewne znani taternicy, alpinićsi, ludzie gór... Ci, dla których góry były całym życiem, albo znaczną jego częścią. W ostatnich dniach odszedł znany polski alpinista, wieloletni prezes i członek władz Łódzkiego Klubu Wysokogórskiego. Niecały rok temu w górach Tien Shan - próbując zdobyć Khan Tengri - zginął jeden z moich wykładowców, Mateusz Oleksy. Niesamowity, energiczny i charyzmatyczny człowiek, z którym o górach - również podczas pokazów slajdów z wypraw, odbywających się w którejś z salek wykładowych - można było rozprawiać godzinami. Członek AGH. Gazeta Wyborcza opublikowała w miniony weekend takie oto wspomnienie o Mateuszu...[attachment=21883] Zamieszczam powyższy artykuł i słowo wspomnienia, ponieważ śmierć kogoś, kogo się znało osobiście, dotyka jakoś mocniej... RE: Do wianuszka wspomnień... <'> - Sokół - 11-05-2009 04:35 PM Cóż, na każdego przyjdzie czas. Na niektórych zdecydowanie za wcześnie. Coś jest w tym, że nie myśli się o ryzyku idąc w góry. Chociaż czasem miałem małego pietra. To coś jak z kopalnią. Gdybyśmy codziennie mysleli o tym, co nas tam może na dole spotkać, chyba nikt z nas o zdrowych zmysłach nie zjechałby na dół. Ale jakoś w kupie jest raźniej, gadamy o czymkolwiek, żeby zagłuszyć strach. A on jest... Wbrew pozorom... szczególnie, gdy idziemy z chłopakami tam, gdzie są szczególne warunki.... odpręża, trzęsie, obudowa pęka, śruby z zamków strzelają... Ale ludzie nadal zjeżdżają... i tak samo będą wspinać się, mimo wszystko. Niektórzy będą mieli szczęście, niektórym zabraknie... RE: Do wianuszka wspomnień... <'> - Sylwester - 11-05-2009 05:03 PM Jest - był juz temat o tym o czym pisze Mar.an i Sokół, z tego co pamiętam to nazywał się on"o tych co w śniegach i lodach zostali" albo jakoś tak, założył go z 200 lat temu Ustrik ... RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Sylwester - 24-07-2010 04:27 PM Najszczersze wyrazy współczucia Magdaleno przyjmij proszę kondolencje z powodu tragicznej śmierci męża nic Ci Go nie zastąpi, ale trzymaj się proszę Nika http://zielonagora.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,8154195,Lubuscy_taternicy__Odszedl_wspanialy_czlowiek.html RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Agnieszka.S - 24-07-2010 05:12 PM [*] Wyrazy współczucia.. RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - gosia3ek - 24-07-2010 06:09 PM Nika, chyba nie ma słów które Cię teraz pocieszą... trzymaj się Dziewczyno !!! jesteśmy z Tobą. najszczersze kondolencje. RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Pedro - 24-07-2010 07:10 PM Nika, ta informacja jest pewnie szokiem dla wszystkich tu obecnych szczere kondolencje, wyrazy współczucia... Bądź dzielna! RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Tenshi - 24-07-2010 09:09 PM Nika proszę przyjmij wyrazy mojego najszczerszego żalu i współczucia z powodu tragicznej śmierci męża. RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - bober37 - 24-07-2010 09:37 PM Nika składam Ci wyrazy współczucia. Trzymaj sie RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Stasiu - 24-07-2010 09:56 PM Zawsze obawiam się, kiedy usłyszę wiadomość o tragedii, która wybirze kogoś z naszych Forumowiczów albo ich bliskich. Tutaj trudno znaleźć słowa pocieszenia. Można tylko współczuć. Burza w górach jest dla mnie zawsze najgorzym przejawem pogodowym. Tutaj na nic się nie przydadzą umiejętności i cecha charekteru. Tutaj jesteśmy wybrani. Współczuję, Nika.
RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - marycha - 24-07-2010 10:09 PM ...brak slow... czesc Jego pamieci... ['] Nika - trzymaj sie! Jestesmy z Toba! RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - nika - 24-07-2010 11:38 PM Dziękuję wszystkim za kondolencje. Sylwester zdążył poznać mojego Męża Bartosza. Minął tydzień od Jego śmierci a ja wciąż w to nie wierzę i nie mogę się z tym pogodzić i nie pogodzę nigdy. Tydzień wcześniej braliśmy ślub, to był nasz miesiąc miodowy... Chciałabym mimo ogromnego bólu napisać kim był Bartek i jak doszło do wypadku... może to przyniesie mi odrobinę ulgi. Bartek był wspaniałym mężem - moją drugą połową... te same cele i marzenia, rozumieliśmy się bez słów. Wykładał na uczelni, lubiany przez wszystkich, sumienny. Był Prezesem i współzałożycielem Klubu Wysokogórskiego w Zielonej Górze. Naszą wspólną pasją która nas połączyła były góry i wspinanie. Bartek był bardzo rozważnym i doświadczonym Taternikiem - prawdziwym człowiekiem gór. Wspinał się 15 lat i to było jego życie. W sobotę 17 lipca wybraliśmy się z Murowańca wraz zdrugim zespołem przyjaciół na Zamarłą Turnię. Nie była to pierwsza wspinaczka na tej ściane - miał to być rozwspin przed Wilekimi ścianami Łomnicy i Ganku. Pogoda rano była piękna - lampa. Wyszliśmy bardzo wcześnie by nie podchodzić w upale. Na ścianie było już kilka zespołów. Koledzy poszli na Lewych Wrześniaków a my na Prawych Wrześniaków. Podczas 3 pierwszych wyciągów pogoda była piękna, choć zaczęły zbierać się chmury i gdzieś w oddali słychać było pomruki burzy. Wszystko przebiegało sprawnie. Pod kopułą szczytową nie mogliśmy znaleść wariantów wyjściowych więc zdecydowaliśmy wyjść ostatnim wyciągiem Dorgi Klasycznej. Gdy zaczynałam prowadzić (zostało 30 metrów do szczytu) Pod koniec wyciągu zaczęło kropić, a do stanu doszłam już w deszczu - wszystko trwało zaledwie 10 min. Bartka ściągnęłam już w ulewie przechozącej w grad. Przed nami, jakąś minutę, na drugą srtonę zjechał jeden zespół. Następni mieliśmy być my. Niestety burza już szalała. Bartek wziął cały szpej i kazał się rozwiązywać do zjazdu. Nie było czasu na myślenie... Rozwiązałam jedną żyłę i zaczynałam drugą kiedy uderzył w nas piorun, a dokładniej prosto w Bartka jak się później dowiedziałam... Mnie zrzuciło na ściane południową gdzie najpierw zaczepiłam się na plecaku (wiedziałam że lina jest luźno położona) Wołając o pomoc słyszałam iż ktoś po mnie idzie, alewisząc głowąw dół wiedziałam że plecak pusci... i puścił... Zatrzymałam się z liną owinientom wokół nogi która jakimś cudem zaklinowała się między skałami... Blisko był zespół robiący Klasyczną i jeden z chłopaków mnie uratował. Spadłam poniżej stanu Od ostatniego wyciągu Klasycznej - 30m. Pozostało czekać na Śmigło. Nie wiedziałam czy coś mam połamane ale od uderzenia pioruna miałam drentwą lewą stronę ciała. Bartek nie miał tyle szczęścia, Spadł na taras po północnej stronie Zamarłej. Przytomny odtransporowwany do szpitala, zmarł po wielogodzinnej reanimacji na skutek obrażeń wewnętrznych. Przed śmiercią zdążył zapytać się o mnie - wiedząc że żyje uśmiechnął sie... Ja z wypadku cudem wyszłam cało, bez żadnych złamań, potłuczona i pozszywana ale to nic poważnego. W ścianie zostało wiele zespołów, lejąca się woda uniemożliwiła im ewakuację. Topr zwiózł wszystkich... Uważam iż tam na górze powiniśmy zginąć oboje, los nie powinien nas rozdzielać. Zabrano mi ogromną część mnie i sens mojego życia - Bartka... Ale obiecałam Bartkowi iż spełnie wszystkie jego marzenia których on spełnić nie zdążył. Nie winię za to gór - znaleźliśmy się nie w tym miejscu i nie w tym czasie. Zabrakło nam 5 minut by żyć... Pytania co by było gdybyśmy wybrali inną Drogę, zrobili coś szybciej lub wolniej będą się pojawiać zawsze, ale to już nic nie zmieni, nic nie zwróci życia mojej największej miłości - Bartkowi. Bartek zawsze chciał zginąć w górach, bo jak mówił "na śmierć w górach trzeba sobie zasłużyć" - tylko zrobił to o 50 lat za wcześnie... Sensu nabierają teraz dla mnie słowa "śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". My z Bartkiem nie zmarnowaliśmy ani jednego dnia, nasza miłość była ogromna i niepowtarzalna... RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Pablo - 25-07-2010 10:36 AM Szczere wyrazy współczucia Nika
RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Mallaidh - 25-07-2010 01:49 PM Każde słowo wydaje się za małe w tej chwili...więc przyjmij tylko: najszczersze kondolencje. I wielki szacunek za Twój wpis. RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - lapikus - 25-07-2010 03:32 PM Nika! Piękne epitafium złożyłaś na nasze ręce w hołdzie Bartkowi. Zawarta jest w nim cała kwintesencja sensu istnienia waszego związku, który formalnie istniał bardzo krótko, ale za to w pamięci pozostanie już na zawsze. Ciężko będzie wytrwać w przekonaniu, że z biegiem czasu wszystko się unormuje i powróci do normalności. To praktycznie nierealne. Życzę Ci jednak, aby pamięć o Bartku nie zakłóciła Twoich relacji z rzeczywistością i pozwoliła na dalsze funkcjonowanie w realnym świecie. Jesteście sobie przeznaczeni, ale nikt nie wie, kiedy znów będziecie razem. Kiedy to jednak nastąpi, znów będziecie szczęśliwi. Trzymam za Was kciuki!
RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Fazik - 25-07-2010 05:32 PM Osz.... słów mi brak Trzymaj się Nika, jesteśmy z tobą
RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - mirek - 25-07-2010 06:55 PM Nika,choć go nie znałem bardzo Go mi żal. A Ty dziewczyno trzymaj się,Jesteśmy z Wami.
RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - PiotrekDz - 25-07-2010 06:55 PM Wyrazy współczucia ode mnie. RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - maciek - 25-07-2010 08:38 PM Smutek i żal. Nie będę się powtarzał i tylko przypomnę moje słowa sprzed roku: http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=1902&pid=56699#pid56699 RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Gandzia1 - 25-07-2010 09:28 PM nika napisał(a): Sensu nabierają teraz dla mnie słowa "śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". My z Bartkiem nie zmarnowaliśmy ani jednego dnia, nasza miłość była ogromna i niepowtarzalna...
RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - fabrykadrwin - 25-07-2010 09:57 PM Smutek i żal. Szok i niedowierzanie. Brak słów, bo cóż można powiedzieć... Trzeba żyć - ale jak... Dasz radę, wierzymy w to wszyscy. RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Dawid Way - 26-07-2010 02:32 PM Nika, przyjmij również ode mnie wyrazy współczucia. Liczę, że mimo wszystko wrócisz szybko w góry, aby spełnić niedokończone marzenia Bartka i swoje... RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - maciek - 11-06-2011 06:12 PM Jeden z najlepszych polskich wspinaczy - Paweł Wyrwa zmarł kilka dni temu po długiej chorobie. http://www.goryonline.com/Pawel_Wyrwa_1978_2011,10236,354,0,0,F,news.html http://www.pawelwyrwa.pl/ Chociaż śmierć nie spotkała Go w Górach, to chyba nie szkodzi, by informację o jego odejściu zamieścić właśnie w tym temacie. Wszyscy, którzy Go znali i tak będą Go z Górami kojarzyć, gdzie tak naprawdę pozostał. RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - nika - 13-06-2011 07:00 PM Witam wszystkich! Może to nie odpowiednie miejsce by o tym pisać, ale skoro są tu moje posty i tragiczna historia życia, więc postanowiłam dać znać co dzieje się u mnie. Minął prawie rok od śmierci Bartka - wciąż go wspominam i wciąż mam wrażenie że czuwa nade mną. Przez ten rok bez męża, rok przemyśleń i żalu postanowiłam iść dalej. Swoje życie w pełni związałam z górami. Kończę studia, zakończyłam kurs instruktora wspinaczki skałkowej i chcę podjąć pracę w tym kierunku. Jedyne moje marzenie to WSPINAĆ SIĘ! Chcę tą pasją zarażać innych. Powoli spełniam marzenia Męża... puszczają coraz trudniejsze drogi, coraz większe ściany... Proszę Was o pamięć o moim mężu - zasługuje na to ![]() Ps. Potrafię się już uśmiechać
RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Stasiu - 13-06-2011 07:23 PM Nika, często jestem myślami o Tobie, co porabiasz i jak Ci się powodzi. Dzięki, że dałaś o sobie znać. Wnet jest człowiekowi lepiej, kiedy słyszy słowa człowieka, który musi się targać z takim ciężkim losem. Powodzenia i daj o sobie czasem wiedzieć.
RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - Pablo - 23-02-2012 08:35 PM Pewnie już wszyscy wiedzą ale chyba nikt nie wspomniał na forum, nie zginął w górach ale na pewno wart jest wspomnienia w tym dziale. Józef Uznański... http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11201320,Jozef_Uznanski_nie_zyje__Byl_legenda_TOPR_i_AK__Zmarl.html RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - dr.Etker - 23-02-2012 09:05 PM Pablo napisał(a): wart jest wspomnienia w tym dziale.
Józef Uznański...
Kurier tatrzański, przewodnik, toprowiec.Kilka słów przypomnienia m.inn o działalności w czasie okupacji: RE: opowieści o tych, którzy pośród lodu i skał zostali na wieki... - maciek - 20-05-2012 01:58 PM "Niewybaczlnym błędem w życiu G. Mallory - zaginął na Mt. Everest w 1924 roku |