![]() |
|
Burza w górach - Wersja do druku +- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum) +-- Forum: Górskie tematy (/forumdisplay.php?fid=1) +--- Forum: Pytania i porady przed wyjściem w góry (/forumdisplay.php?fid=2) +--- Temat: Burza w górach (/showthread.php?tid=449) |
Burza w górach - Ewcia - 26-04-2007 01:32 PM Może dla niektórych odpowiedź na to pytanie wyda się oczywista,ale ja zbyt wielu doświadczeń w tej kwestii nie mam i w związku z tm chciałabym wiedzieć jak należy się zachować gdy na górskim szlaku zastanie nas burza. Rozumiem, że gdy mamy taką możliwość to po prostu nie pchać się dalej i schodzić w dół. Ale co gdy jesteśmy na szlaku szczytowym i do tego prowadzącego w dół niezły kawałek? Może wtedy po prostu lepiej przeczekać? A jeśli tak to jakie miejsce na to wybrać? RE: Burza w górach - Sylwester - 26-04-2007 02:08 PM http://www.trekking.com.pl/?czytaj=00054 - pzdr. RE: Burza w górach - dr.Etker - 26-04-2007 02:57 PM 1.zejść z grani ,szczytu w bezpieczne(tj.nie grożące odpadnięciem)miejsce(najlepiej trochę osłonięte od wiatru). 2.Unikać żlebów z cieknącą wodą,kominków,łańcuchów,klamer. 3.Usiąść najlepiej na plecaku-nie opierając się plecami o ścianę. 4.Wyłączyć telefon komórkowy. 5.Nie wpadać w panikę,nie biegać bez sensu(raz -ryzyko wystąpienia tzw.napięcia krokowego,dwa -przez nieuwagę i w pośpiechu łatwiej o błąd -szczególnie w trudnym terenie.) RE: Burza w górach - Pablo - 26-04-2007 03:05 PM d.E. jak z przewodnika, nic dodać nic ująć , no jeszcze żelastwo na sobie tez można gdzieś schowaćpozdrawiam RE: Burza w górach - dr.Etker - 26-04-2007 03:08 PM Wychodząc na szlak(im wcześniej-tym lepiej)-możemy sie natknąć na dwa typy burz: 1.te powstające na frontach atmosferycznych-są dośc dobrze przewidywane przez prognozy pogody i dość wcześnie można zaobserwować oznaki załamywania się pogody(trwają dość długo -czasem5-6h) 2.te rozwijające się wewnątrz masy powietrza(często spotykane letnie burze popołudniowe-krótkie zazwyczaj 1-2h)-zdecydowanie trudniej przewidywalne-choć wprawne oko jest w stanie zaobserwować wcześniej niepokojące zmiany w pogodzie. pozdro Ewcia RE: Burza w górach - dr.Etker - 26-04-2007 03:17 PM Ja osobiście -o ile jest możliwośc staram się dokładnie zapoznać z prognozą pogody kilka godzin przed wycieczką.Wyjście na szlak-jest wczesne(wcześniej niż otwierają bary w polskich schroniskach)-1.Jest mniej ludzi na trasie.2.Zmniejsza się ryzyko na znalezienie się tam wysoko w strefie burzy popołudniowej. Staram się obserwować rozwój sytuacji meteo(tempo i powstawanie cumulusów a następnie cumulonimbusów i takie tam inne)-jest to ciekawa wiedza i można się z nią zapoznać. RE: Burza w górach - Ewcia - 26-04-2007 08:30 PM Nie ma to jak konkretne rady Dzięki wielkie. A co do tej wiedzy to masz do polecenia jakąś ciekawą literature?
RE: Burza w górach - Ewcia - 26-04-2007 08:47 PM Ach ja to też jestem. Właśnie odkryłam że odpowiedż na moję pytanie znajduje się na stronach "górskiego świata". No cóż lepiej późno niż wcale. A powtarzanie tych zasad chyba też nie zaszkodzi. Pozdrawiam. RE: Burza w górach - dr.Etker - 26-04-2007 09:23 PM Ewcia-jeśli jesteś zainteresowana pogłębieniem wiedzy w temacie polecam artykuły z czasopism: 1."npm" 4/2003-Michał Książkiewicz-"Zdążyć przed burzą..."(Opis zjawiska jako takiego-łącznie z symptomami zapowiadającymi jego nadejście-b.ciekawe) 2."Tatry" lato 2004-Maciej Karzyński-"Broń Zeusa gromowładnego" Na stronach IMGW-znajdziesz ciekawy wątek na temat programu SAFIR 3000-systemu detekcji i lokalizacji wyładowań atmosferycznych.Aha-jeszcze jedno-załamanie pogody w górach to nie tylko wyładowania atmosferyczne,ale też czasem towarzyszący temu opad deszczu,gradu,śniegu,nagłe oblodzenie szlaku,gwałtowny spadek temperatury,porywisty wiatr, itp.Miłej lektury. RE: Burza w górach - brat - 27-04-2007 05:54 PM I jeśli już przyjdzie Ci siedzieć na plecaku czy kucać to trzymaj stopy i kolana razem bo tu też może wystąpić napięcie krokowe. Z resztą Treter o tym pisze. RE: Burza w górach - dr.Etker - 27-04-2007 07:26 PM brat napisał(a): I jeśli już przyjdzie Ci siedzieć na plecaku czy kucać to trzymaj stopy i kolana razem bo tu też może wystąpić napięcie krokowe. Z resztą Treter o tym pisze.
Dokładnie.Dodam jeszcze-że metalowe przedmioty -o ile się da odsunąć od siebie(np czekan),przedmioty z metalowymi końcówkami(np.kijki trekingowe,parasole)nie kierować ku górze.Ostrze ma ten sam potencjał co ziemia,a znajduje się np.2m nad nią.Pionowy gradient potencjału przed burzą sięga 100V na każdy metr wysokości-potencjał na czubku ostrza różni się aż o 200 od otaczającego. RE: Burza w górach - Ustrik - 29-04-2007 10:55 PM a jak to jest z dołami? słyszałem, że dobrze jest się schronić w jakimś zagłębieniu jak jest w pobliżu. czy to mit? RE: Burza w górach - dr.Etker - 30-04-2007 09:24 AM Ustrik napisał(a): a jak to jest z dołami? słyszałem, że dobrze jest się schronić w jakimś zagłębieniu jak jest w pobliżu. czy to mit?
Trudno powiedzieć-W górach zalecane jest szukanie schronienia jak najniżej-najlepiej głęboka dolina,dobrym miejscem są jaskinie..W lesie wg.teorii powinno się unikać polan i obszarów słabo zalesionych,gęsty drzewostan daje lepszą ochronę.
RE: Burza w górach - Sylwester - 30-04-2007 09:37 AM dot. pytania Ustrika uwaga, obniżenia terenu mają tendencje do zbierania wody i o ile z założenia taka "kryjówka" jest dobrym pomysłem, o tyle może stać się również pułapką ... RE: Burza w górach - Ustrik - 30-04-2007 10:28 AM no bo właśnie spotkałem się z taką teorią, że należy wejśc do takiego zagłębienia (oczywiście jeżeli brak w nim dostatecznie wody) i na środku mocno się skulić w kulkę. nie wiem właśnie czy to jakiś mit, czy co. podobno i tak najlepszym schronem jest samochód
RE: Burza w górach - maciek - 17-10-2008 07:11 PM Wspomnienie pewnej burzy. Jest sierpniowa, gorąca i parna noc. Leżę w łóżku i nie mogę zasnąć. Za mną trzy tygodnie wędrówek po Tatrach. W pamięci tyle wspomnień, tyle niezapomnianych widoków i przygód. Za oknem leje deszcz, słychać odgłosy nadchodzącej burzy. Gwałtowny błysk rozświetlający pokój, a po nim niemal natychmiastowe niskie, wibrujące w uszach uderzenia - niekończący się łoskot. Stoję na szczycie Krywania. Ciepła, słoneczna aura pozwala cieszyć się rozległym widokiem. W dole, na tle tafli jeziora dostrzegam czerwony, wolno przesuwający się punkt. Za chwilę przybiera on ludzki kształt - to samotny taternik, zwinnie wspinający się po skałach. Uważnie śledzę lekkie i pewne ruchy. Po niedługim czasie osiąga wierzchołek góry. Przyglądam się jego skupionej, trochę jakby smutnej i zamyślonej twarzy. Rozgląda się wokół uważnie, jakby czuł się trochę skrępowany i po krótkim odpoczynku kieruje się znakowaną ścieżką w stronę zejścia.[attachment=15967] Kolejny, rozszalały huk - burza przybiera na sile. Błyskawice, jedna za drugą, rozpruwają czarną, nocną materię nieba. Słychać groźną kanonadę. W lawinie szalejących, burzowych tonów trudno jest rozróżnić, który jest pierwszym, po rodzącej go błyskawicy, a który jest dziełem echa. Czuję, jak cała okolica trzęsie się od nagłych wyładowań żywiołu. Idę ostrożnie wąską, skalistą granią. Chwilami pomagam sobie rękoma, by nie stracić równowagi na chwiejących się miejscami kamieniach i nie runąć w przepaść. Po lewej stronie dostrzegam stary, nieco zardzewiały łańcuch. Nie budzi on mojego zaufania. Jeszcze parę granitowych skał oblepionych żółtymi porostami, gdzieś dalej kępki trawy i już jestem u celu mojej wędrówki. Stoję na szczycie Hrubego Wierchu. Kieruję wzrok ku rozłożystej Hlińskiej Dolinie, której dno przecięte jest wstęgą potoku i biegnącej w pobliżu ścieżki. Kilka dni temu szedłem tamtędy. To właśnie w tej dolinie, pod murem Hrubego rozgrywa się akcja ostatniego rozdziału "Tajemnicy Tatr" - książki, która między innymi, rozpaliła we mnie pasję wędrowania po górach. [attachment=15970] Silne podmuchy wiatru wzmagają się, a zacinający deszcz uderza w okienny parapet. Groźne pomruki cichnącej burzy ciągle przewalają się po dolinach i szczytach, próbując naruszyć ustalony przed wiekami porządek. Roziskrzone niebo, swym pulsującym światłem obejmuje całą, górską okolicę. W pochmurny dzień wygodną ścieżką wychodzę na Wagę. Wzrokiem szukam tego, którego znam tylko z albumowych fotografii i pocztówek. To Ganek - najpiękniejszy, moim zdaniem, spośród tatrzańskich szczytów. Jego kształtna postać, ze stromą, niemal pionową północną ścianą, która w szczytowej partii skrzesana jest przez mocny cios niewidzialnej ręki Stworzyciela, przypomina sylwetkę wędrującego, średniowiecznego pustelnika. Idealny, wykuty w skale kształt budzi pewien respekt, szacunek i mój podziw. [attachment=15971] Słychać już tylko jednostajny szum deszczu. Co pewien czas, poprzez basowe dźwięki, daje o sobie znać oddalająca się burza, jakby zawiedziona, że znów nie pokonała odwiecznej potęgi. Wśród tego nocnego spektaklu, zatopiony we wspomnieniach... zasypiam. Jutro, przez Polski Grzebień wracam do domu. RE: Burza w górach - Sokół - 12-05-2009 03:22 PM dr.Etker napisał(a): Jeśli czujesz,że podnoszą ci się włosy-jesteś w wielkim niebezpieczeństwie.
RE: Burza w górach - Sylwester - 12-05-2009 04:46 PM Jak to jak - włosami, przecież to proste
RE: Burza w górach - Mallaidh - 12-05-2009 04:47 PM Kiedyś pamiętam jak złapała nas burza na rajdzie - notabene - w Małej Fatrze - padliśmy na izolatorach w osłonietych miejscach by przeczekać, a miejscowi Słowacy machali nam łapkami ze swoim Ahoj spod najwiekszych świerków oczywiście rosnących pojedynczo...odważni na opak ![]() Wczoraj piękna burza przeszła nad Sączem, kadry nadałyby się do filmu katastroficznego jak nic! RE: Burza w górach - Zoe - 12-05-2009 05:37 PM Mallaidh napisał(a):
Wczoraj piękna burza przeszła nad Sączem, kadry nadałyby się do filmu katastroficznego jak nic!
RE: Burza w górach - Stasiu - 12-05-2009 06:34 PM Sylwester napisał(a): Jak to jak - włosami, przecież to proste
![]()
RE: Burza w górach - Sylwester - 12-05-2009 06:37 PM terefere, został irokezem, a nawet całkiem łeb ogolił i co koniec ... patrz szerzej, znaczy głębiej Stasiu, patrz w /ała/ pachwiny, tam będzie teraz miał burzowy barometr RE: Burza w górach - Smyk - 01-06-2009 12:55 AM dr.Etker napisał(a): ...dobrym miejscem są jaskinie.
Moje trzy grosze: RE: Burza w górach - Pablo - 01-06-2009 09:12 AM Smyk napisał(a): dr.Etker napisał(a): ...dobrym miejscem są jaskinie.
Moje trzy grosze:
Jest też wiadomo że: "W terenie skalnym trzeba wybrać miejsce odległe co najmniej o 1 metr (wskazane 15 metrów) od ściany." RE: Burza w górach - maciek - 23-06-2009 08:22 AM W zapiskach Mariusza Zaruskiego "Na bezdrożach tatrzańskich" znalazłem rozdział zatytyłowany... "Oberwanie się chmury" "Oberwanie się chmury w Tatrach dnia 8 lipca 1914 r. poczyniło ogromne spustoszenia. Szczególnie ucierpiały stoki Żabiego w okolicy Czarnego Stawu, gdzie pod działaniem szalejących potoków potworzyły się nowe grzędy i żleby. Kamienne lawiny niezwykłych rozmiarów pospadały wówczas w doliny, wyrywając z korzeniami stare drzewa, zdzierając poszycie kosówek i trawników. Zdarzyło się, że dnia tego dążyłem w towarzystwie dwóch osób od Czarnego Stawu ku Przełęczy pod Chłopkiem. Zaskoczeni burzą, ukryliśmy się pod głazem i przez parę godzin patrzyliśmy na majestatyczne widowisko przyrody. Przypomniały mi się wówczas podobne, ale smutniejsze obrazy sprzed kilku lat, ze Ścian Małego Jaworowego... W kilkanaście minut stoki gór pokryły się siecią białych nici - strumieni, pomiędzy którymi miotały się brunatne kaskady rozszalałych potoków. Ulewa z gradem wielkości orzechów i krwawym migotaniem piorunów wzmagała się z minuty na minutę, przesłaniając coraz bardziej widnokrąg. Gdy rzedły ciemności, widzieliśmy pod sobą Morskie Oko, zatłoczone kłębami chmur, jakieś szare i małe, jak kawałek ciemnej bibuły... Szum burzy i wód spadających potężniał chwilami do Beethowenowskich akordów; słychać było głuchy łoskot trzęsienia ziemi albo dalekich salw armatnich: to ruszały z gniazd swoich i ławą szły kamienne lawiny... Głazy wielkości metrowej lub parametrowe waliły żlebami, wlokąc za sobą rzeki mniejszych kamieni. W lasach na Żabiem padały smreki porwane kamiennymi falami, kosówki w tych nurtach plątały się jak nici pajęcze... W powrotnej drodze oglądaliśmy dzieło zniszczenia: nad Czarnym Stawem góry kamieni, ścieżka miejscami zrujnowana doszczętnie, w wielu miejscach wydarte nowe żlebiska; na polach śnieżnych na 1/2 metra piargów i piachu, który woda z gór zniosła." RE: Burza w górach - Tenshi - 22-07-2009 06:35 PM Najważniejsze to zachować spokój. Przeżyłam wiele burz, ale ta która spotkała mnie w ubiegłym tygodniu w Jesionikach wywołała we mnie strach. Podczas schodzenia z Pradziada (zostało mi do przejścia jeszcze 10 km) pogoda momentalnie się załamała; silna nawałnica i grad nie pozwalały iść dalej, a jedynym schronieniem były kosodrzewiny. Odizolować się od ziemi czymś suchym?, nawet najlepsza odzież nie jest nieprzemakalna
RE: Burza w górach - UlkaS - 24-09-2009 10:50 PM Dwa razy przeżyłam burzę w Tatrach na Granatach. Za drugim razem było ostro i jakoś tak nie miałam już okazji więcej tych granatów powtórzyć: Tuż przed wejściem na szczyty w momencie pojawiły się chmury i już było po widoczności. Nie minęła chwila i rozpętało się piekło. Pioruny zaczęły walić w odstępach kilkunastu sekund. To wyglądało tak jakby węże ześlizgiwały się ze skał. W pewnym momencie piorun uderzył w głaz około 1,5 m od nas. W ułamkach sekundy głaz stał się czerwony/biały i rozprysnął się w drobny mak. No może nie tak drobny... zważywszy jak bardzo nam dowaliło. Szczęściem - przygoda ta miała miejsce dawno temu - wtedy nikt nie widział jeszcze Gore-Texu. Mieliśmy na sobie takie grube płaszcze podbite gumą. I to nas w pewnym stopniu ocaliło przed uszkodzeniami. W takiej sytuacji nic właściwie nie można zrobić - szukaliśmy miejsca odsłoniętego i przykucnęliśmy - i tyle... Nie panikować - to słuszne. Piorun piorunem - a zrobić sobie krzywdę z powodu szalonej ucieczki czy miotania się... RE: Burza w górach - Sylwester - 25-09-2009 08:28 AM lepiej odsuń tego pioruna, bo 1,5 m, to 150 cm, a to trochę za blisko by przeżyć takie spotkanie RE: Burza w górach - Galleahad - 25-09-2009 08:44 AM Czytam sobie ten wątek i napiszę z własnego doświadczenia: w najgorszym miejscu burza złapała mnie pod wierzchołkiem Rysów jeszcze po polskiej stronie. Nie zastanawiając się, przebiegłem pod szczytem, żeby zejść na bezpieczną stronę słowacką do niedalekiej Chaty pod Rysami. Powrót do Polski godzinę po mokrych skałach i łańcuchach zdecydowanie nie zachęcał przy piorunach walących dookoła. Dlatego myślę, że trzeba być w wyjątkowo odsłoniętym miejscu, lub w miejscu bez możliwości szybkiego zejścia, żeby doszło do konieczności kucania i przeczekiwania burzy gdzieś w skałach. W praktyce najlepsze okazuje się szybkie zejście w bezpieczny teren. RE: Burza w górach - UlkaS - 25-09-2009 09:26 AM Sylwester napisał(a): lepiej odsuń tego pioruna, bo 1,5 m, to 150 cm, a to trochę za blisko by przeżyć takie spotkanie
RE: Burza w górach - Dawid Way - 25-09-2009 10:56 AM Mnie spotkała burza jak byłem na Kościelcu, więc schodziłem w trybie przyspieszonym... Na szczęście skończyło się tylko całkowitym przemoczeniem i "stawami" w butach
RE: Burza w górach - maciek - 26-09-2009 06:26 AM Pamiętam moment, w którym zostaliśmy uwięzieni na południowej ścianie Les Drus. Przeczołgaliśmy się obok szczytu. Nasze włosy stawały dęba w powietrzu, które stawało się coraz bardziej naelektryzowane, czuliśmy przerażenie na samą myśl, że wkrótce może wybuchnąć, a my byliśmy w samym środku. Bliscy paniki, zaczęliśmy po omacku przyspieszać, by oddalić się od grani i bliźniaczego szczytu. Burza, jak żywe stworzenie, uderzyła wściekle w linię szczytów i nieubłaganie wgryzała się w budulec góry. Gdy nerwowo pociągaliśmy liny, nasze kurtki szeleściły w naelektryzowanym powietrzu. Do naszych uszu docierały syki i trzaski, które stawały się nie do zniesienia. Czułem się bezradny, przerażony, byłem w stanie skrajnego załamania, chciało mi się płakać. Nagle potężna eksplozja przeszyła powietrze tuż obok nas, rozładowując napięcie. Patrzyliśmy w niemym zdumieniu. Pokaźny piorun koloru wypolerowanego złota iskrzył jasnymi błyskami, rzucającymi się na granie zakończone blankami. Zderzające się z falami dźwięku grzmoty stukotały w powietrzu i potrząsały mrocznym podbrzuszem burzy, ogień rozpalał groźne klucze ścigających się chmur. Wiatr podwyższał tonację, stawał się coraz bardziej piszczący i jadowity, walcząc zaciekle z górami. Co jakiś czas przeciskał się z impetem przez szczeliny, jak woda w czasie powodzi, która wpycha się między przęsła mostów; ryczał we wściekłym odwecie, dręczył niespokojne chmury, pchał je po niebie, póki się nie przemieniły w niebiesko-czarno-purpurowrą ścianę burzy. Zamierające słońce migotało jasno między gotującymi się cumulusami. Burza waliła w stoki górskie, porywając się na ich niewzruszoną trwałość. Wtedy wiaśnie niebo rozświetliło się przeszywającym, morderczym błyskiem, pozostawiając po sobie ciemność w moich pospiesznie przymkniętych oczach, a potem zmieniając się w krwistą purpurę zalewającą zaciśnięte powieki. Oddychałem nierówno, palce dygotały w migoczącym świetle. Zacisnąłem pięść, by ukryć przerażenie. Nieustannie nacierała na nas burza, w powietrzu czuliśmy zapach roztrzaskanych skał i strach zalatujący amoniakiem. Czekaliśmy skuleni w samym sercu kataklizmu, okrążeni przez ogień, światło i płomienie. Mimo to czułem, że jestem wybrany. Byliśmy niemymi obserwatorami, bezsilni i przerażeni. Wszystko wokół nas eksplodowało, a my staliśmy niewzruszeni, w ciszy, aż do momentu, w którym wydawało się, że zostaliśmy wciągnięci przez szaleńczy wir, obracając się bezradnie, nie będąc już ludźmi, nie odczuwając, wtopieni w żywioł, w nieodwracalne. Patrzyłem zahipnotyzowany na potężne siły przetaczające się wokół nas; znajdowałem się w samym epicentrum wybuchu, oglądając rozżarzone odłamki przeszywające raz po raz powietrze. Jakoś już z góry wiedziałem, że nic mi nie grozi, jakbym zyskał prawo uczestniczenia w tym widowisku aż do samego zakończenia. Wystrzeliwane w niebo głazy leniwie koziołkowały ku przypiekającemu słońcu. Rozdzierający grzmot pioruna tłumił odgłosy trzeszczenia rozbijanych skał jak sztormowa fala na jakimś gigantycznym morzu, załamująca się na kamiennej plaży. Tuż przy nas szalał grad, co jakiś czas atakując swymi piekącymi żądłami. Usadowiliśmy się na wąskiej, skalnej półce pokrytej lodem; cienka, srebrzysta skorupa lodu trzeszczała pod naszymi stopami przy każdym ruchu bądź zmianie pozycji. Strumyczki stopniałego lodu spływały po mojej szyi, lodowate żyły karmiły się ciepłem moich pleców. Nagle nastała głucha cisza. Burza oddaliła się w stronę horyzontu, groźnie pojękując. Śmiałem się do życia z wielką ulgą. W miejsce burzy pojawił się spokojny deszczyk oczyszczający niebo. W dali rozległ się kolejny grzmot, nieco stłumiony, zupełnie jak wystrzał armatni na odległym, zapomnianym polu bitewnym. Wiszący w powietrzu niepokój znikł bez śladu, pozostawiając w mojej pamięci jasność i czyste jak kryształ zdumienie. Zachodzące słońce zabarwiło pozostawione przez nawałnicę chmurki na pastelowo. Koniec burzy. Nadchodziła noc, szybko zapadł zmrok. Po raz ostatni orzeźwiłem się promieniami słonecznymi, by później upajać się gwiazdami, rozsianymi niedbale na aksamitnym, czarnym niebie, jak nikomu niepotrzebne perełki. Fragment powieści Joe Simpsona "Zew ciszy". RE: Burza w górach - Dariusz - 26-09-2009 02:30 PM Dawid Way napisał(a): Mnie spotkała burza jak byłem na Kościelcu, więc schodziłem w trybie przyspieszonym... Na szczęście skończyło się tylko całkowitym przemoczeniem i "stawami" w butach
![]()
RE: Burza w górach - dr.Etker - 26-09-2009 02:39 PM Dariusz napisał(a): W górach burza tak jak szybko przychodzi, tak i szybko przemija.
Oooooooooo ! RE: Burza w górach - Dariusz - 26-09-2009 03:33 PM dr.Etker napisał(a): A zawsze jest lepiej schodzić ku dołowi i po znanej ścieżce -max bez paniki.
![]()
jeżeli celem jest zostać porażony piorunem, to masz rację RE: Burza w górach - dr.Etker - 26-09-2009 03:48 PM Dariusz napisał(a): dr.Etker napisał(a): A zawsze jest lepiej schodzić ku dołowi i po znanej ścieżce -max bez paniki.
![]()
jeżeli celem jest zostać porażony piorunem, to masz rację
Jak uczą wypadki z Giewontu i ze Świnicy-punkty wysunięte i wywyższone ponad otoczenie-stanowią największe zagrożenie. RE: Burza w górach - Dariusz - 26-09-2009 04:02 PM dr.Etker napisał(a): Jak uczą wypadki z Giewontu i ze Świnicy-punkty wysunięte i wywyższone ponad otoczenie-stanowią największe zagrożenie.
idąc lub schodząc jest tak samo, ta dwójka porażona na Giewoncie schodziła, tam chyba jeszcze były łańcuchy, co stanowi dodatkowe zagrożenie. dr.Etker napisał(a): Dlaczego by nie-na widok zbliżającego się cumulonimbusa nie zejść na Przełęcz np.Kondracką ?
RE: Burza w górach - dr.Etker - 26-09-2009 04:10 PM Dariusz napisał(a): dr.Etker napisał(a): Jak uczą wypadki z Giewontu i ze Świnicy-punkty wysunięte i wywyższone ponad otoczenie-stanowią największe zagrożenie.
idąc lub schodząc jest tak samo, ta dwójka porażona na Giewoncie schodziła, tam chyba jeszcze były łańcuchy, co stanowi dodatkowe zagrożenie. dr.Etker napisał(a): Dlaczego by nie-na widok zbliżającego się cumulonimbusa nie zejść na Przełęcz np.Kondracką ?
RE: Burza w górach - maciek - 28-09-2009 03:42 PM Oto co na temat burz i piorunów można znaleźć w książce "Zanim pójdziesz w góry" autorstwa A. Jonaka, A. Matuszczyka, J.Silberringa i S. Urbańskiego (fragmenty) ---------------- W zależności od sposobu powstawania burze dzielą się na: a) burze cieplne, powstające w ciepłej porze roku, w czasie upalnej, bezchmurnej i bezwietrznej pogody. Od silnie nagrzanego przez słońce gruntu nagrzewa się powietrze i w miejscu bardziej intensywnego nagrzania tworzy się prąd wstępujący (komin termiczny). Wskutek parowania gruntu wzrasta wilgotność (robi się "parno") i powstaje wypiętrzona chmura kłębiasta o charakterystycznym kształcie ogromnego kalafiora. Po osiągnięciu przez tę chmurę odpowiedniej wysokości spada z niej (lecz nie zawsze) ulewny deszcz, a czasem grad. czemu towarzyszą wyładowania, elektryczne. Burze takie są krótkotrwałe (ok. 2 godzin), mają zasięg miejscowy, następuje po nich piękna pogoda. Większość z nich występuje w godzinach wczesnego popołudnia; b) burze konwekcyjne, powstające najczęściej na wiosnę i w początku lata, gdy nad nagrzany grunt napłynie wilgotne i chłodne powietrze polarnomorskie z północnego zachodu. Nawet przy dość niskiej temperaturze tworzą się wówczas chmury burzowe o znacznym zasięgu, dając przelotne opady i wyładowania elektryczne; c) burze frontowe - burze frontu chłodnego - tworzące się, gdy nadciągające chłodne powietrze wypiera w górę powietrze cieplejsze. Wzdłuż czołowej strefy tego chłodnego powietrza tworzą się potężne, wypiętrzone chmury, dając ulewne deszcze i wyładowania. Strefa burz przesuwa się, przynosząc znaczne nieraz ochłodzenie (aż do wystąpienia w górach opadów śniegu) oraz silne wiatry. Burze takie mogą wystąpić w ciągu całej doby. ---------------- Burze i pioruny Główne niebezpieczeństwa powstające podczas burzy w górach to porażenie piorunem i gwałtowna ulewa. Pierwszymi objawami mających nastąpić wyładowań atmosferycznych są: szybko postępujące zachmurzenie, mocniej wiejący wiatr, który następnie cichnie oraz słabe wyładowania (wśród turystów zwane pomrukami). W rejonach skalnych Tatr Wysokich, w obrębie grzbietów wyczuwa się powstawanie ładunków elektrycznych. Po zaobserwowaniu tych zjawisk należy możliwie szybko opuścić wierzchołki wzniesień i grzbiety górskie. Nie daj się zaskoczyć burzy na grani czy na wierzchołku. Najbliższym znakowanym szlakiem uciekaj przed burzą w dół! W górach piorun uderza najczęściej w pojedyncze szczyty i granie, na rozległych płaskich przestrzeniach uderzenie może nastąpić w każdy punkt wystający ponad poziom tego terenu. Z uwagi na to, że bezpośrednie uderzenie pioruna w człowieka zdarza się na ogół bardzo rzadko, większość porażeń ma miejsce z powodu tzw. napięcia krokowego lub powstania wtórnych napięć wzbudzonych wyładowaniem pierwotnym. Przy uderzeniu pioruna w grunt energia elektryczna rozpływa się we wszystkie strony od miejsca uderzenia. Część tego prądu może znaleźć drogę przez ciało człowieka (stopy, nogi) i właśnie wówczas występuje porażenie. Z tego względu im większe rozstawienie stóp w momencie bliskiego uderzenia pioruna, tym większe jest niebezpieczeństwo porażenia. Może również nastąpić przeskok iskry pioruna na człowieka od drzewa, ściany skalnej lub innego przedmiotu. Metalowe sprzęty i przedmioty (haki, młotek, czekan, puszki z konserwami itp.) nie ściągają jak się powszechnie uważa- piorunów. Mogą w nich jedynie tworzyć się silne prądy wzbudzone (indukowane) i dlatego lepiej jest odłożyć je na bok, chociaż niezbyt daleko od siebie. Pośrednim niebezpieczeństwem przy uderzeniu pioruna staje się jeszcze zjawisko gwałtownego nagrzania i wyparowania wody zawartej w gruncie, dając efekt wybuchowego wyrzucania tego gruntu lub urazów powstających od odłamków skalnych. Jeżeli zdarzy się tak, że będziemy musieli przeczekać główne nasilenie burzy w górach, to trzeba wybrać odpowiednie schronienie, które zapewni nam bezpieczeństwo. Jak już wspomnieliśmy, pierwsza rzecz to niezwłoczne opuszczenie partii szczytowych, grani lub grzbietów górskich oraz punktów wystających ponad otoczenie. W celu przeczekania burzy siadamy ze złożonymi razem i podciągniętymi pod siebie stopami na plecaku, linie itp. (stanowią izolację), nie opierając się plecami o zbocze lub skały. W terenie skalnym trzeba wybrać miejsce odległe co najmniej o 1 metr od ściany. W czasie przeczekiwania burzy w tym rejonie, a zwłaszcza w miejscu eksponowanym, należy zabezpieczyć się przed ewentualnym zrzuceniem przez przepływający podłożem prąd z wyładowania atmosferycznego. Dokonać tego można krótką pętlą asekuracyjną założoną w pasie lub na nogach, ale nie na klatce piersiowej (odsunięcie ewentualnie przepływającego po pętli prądu od serca). W czasie burzy nie chowaj się pod mokrą ścianę skalną i w płytkich zagłębieniach terenu. Przeczekując burzę, przyjmij pozycję kuczną ze złączonymi stopami! Do izolacji przed porażeniem prądem powierzchniowym można wykorzystać plecak ułożony metalowym stelażem na ziemi, gdyż metal ma mniejszą oporność niż ciało ludzkie. Duży, płaski kamień, na którym usiądziemy tak, aby zmieścić podkurczone nogi wraz ze stopami, jest także dobrym izolatorem, jeśli jest oddalony od sąsiednich skał i leży na ziemi lub na trawie. Podczas grupowego przeczekiwania burzy zalecane jest rozlokowanie się w stosunkowo dużym rozproszeniu, aby w przypadku uderzenia pioruna w jedno miejsce nie wszyscy, zostali porażeni, a osoby zdolne do udzielenia pierwszej pomocy mogły zawiadomić i sprowadzić ratowników GOPR. ---------------- 16 lipca 19.67 r. po ścieżce szlaku stokami Suchego Wierchu Kondrackiego, w czasie zbliżającej się burzy, szła matka z dwoma synami w kierunku Przełęczy pod Kopą Kondracką. Idąca przodem kobieta zauważyła w pewnej chwili błysk ognia, poczuła uderzenie w stopę i upadła. Jak się później okazało, jej but (była w skórzanych pionierkach) został częściowo zwęglony. Starszy syn, idący jako drugi, nie doznał żadnego urazu, ale jego aparat fotograficzny został doszczętnie rozbity. Młodszy syn, 12-letni Sławomir szedł jako ostatni. Gdy matka podbiegła do niego, nie dawał oznak życia, a fioletowe smugi na ciele chłopca wskazywały drogę przejścia pioruna. Myślę, że to, o czym we wcześniejszych postach była mowa, zostało zebrane, uporządkowane i rozszerzone o cenne informacje autorów.
RE: Burza w górach - Mallaidh - 28-09-2009 04:11 PM Bardzo pożyteczny tekst Maćku! Dziękuję! RE: Burza w górach - Smyk - 28-09-2009 06:08 PM Brawo, Maciek (na czołówkę wątku się to nadaje) Żeby tak jeszcze chciało się nam przeczytać, zrozumieć i zapamiętać... później wystarczy tylko pomyśleć i... być (czuć się) bezpiecznym/-ą Burza to tylko zjawisko fizyczne, a głowa turysty to... ho-ho (wcale to ni musi być tylko antena albo odgromnik dla gór )
RE: Burza w górach - Dawid Way - 29-09-2009 09:44 AM Dariusz napisał(a): Dawid Way napisał(a): Mnie spotkała burza jak byłem na Kościelcu, więc schodziłem w trybie przyspieszonym... Na szczęście skończyło się tylko całkowitym przemoczeniem i "stawami" w butach
![]()
RE: Burza w górach - maciek - 04-12-2009 09:59 PM W książce Stanisława Zielińskiego zatytułowanej "W stronę Pysznej" znalazłem taki oto opis burzy, niezwykle tragicznej w skutkach (chyba największej tego typu tragedii w Tatrach) która miała miejsce 15 sierpnia 1937 roku. "Pogoda dopisała. Sierpniowy skwar i błękitne, spłowiałe letnie niebo. Słońce spiekliwe, jak przed burzą, ale ani jedna chmurka nie zapowiadała nagłej zmiany. Lecz "murowana" pogoda w górach, jeśli się zmienia, to zmienia się koło południa. A w południe zebrało się na Giewoncie ze dwieście osób. Ciemne, burzowe chmury wylazły nagle z zakamarków nieba. Nad Giewontem niebo skłębiło się i poczerniało. Lunął deszcz i razem z deszczem rozpętała się burza pełna niezwykle silnych wyładowań elektrycznych. Zaskoczenie było zupełne. Zmiana pogody przyszła tak raptownie, że ludzie potracili głowy. Zamiast co sił w nogach zmykać jak najdalej od krzyża i grani i gdzieś w kosówce przeczekać nawałnicę, wszyscy, powodowani jakimś tragicznym instynktem, zbiegli się na szczycie, pod dwunastometrowym żelaznym krzyżem. W pewnym momencie oślepiający błysk poraził skuloną gromadę. Potężny huk wstrząsnął skałą i groźnym echem potoczył się po górach. Ludzie przypadli do ziemi. Świadkowie opowiadali później, że w ułamkowych odstępach czasu trzasnęło w Giewont co najmniej tuzin piorunów. Pioruny kruszyły skały i odłamkami raziły turystów. Skutki okazały się straszliwe. Kiedy już przewaliła się burza, szczyt Giewontu przedstawiał widok, jaki widuje się na wojnie, gdy pocisk artyleryjski rozerwie się wśród biwakującej piechoty. W odległości dziesięciu kroków od krzyża leżały zwęglone zwłoki doktora Leopolda Schonvogta i dudziarza Jana Mroza, syna słynnego grajka z Poronina. Zdarta z palców obrączka, spalona góralska spinka, stopiony zegarek i spalone koszule znaczyły drogę piorunu. Po drugiej stronie krzyża znaleziono martwego Kazimierza Banę, sprzedawcę słodyczy. Bana, dla ochrony przed deszczem, trzymał nad głową tacę pełną ciastek. Domyślano się, że metalowy pierścionek ściągnął piorun i spowodował śmierć ciastkarza. Brat Leopolda, Erwin Schonvogt, został odrzucony o sześćdziesiąt metrów od krzyża, a w chwili uderzenia piorunu znajdował się tuż obok brata. Mimo rychłej pomocy i przewiezienia do szpitala w Krakowie Erwin zmarł po dwutygodniowej walce ze śmiercią. Naliczono sto trzydzieści osób kontuzjowanych, poranionych lub porażonych piorunami. Członkowie Pogotowia zastali istne pobojowisko. Zaszokowani leżeli bez ruchu, niezdolni do wypowiedzenia słowa. Ranni powpełzali w kosówkę, kryli się w złomach skalnych, nie reagowali na wołania, bierni, otępiali czekali na śmierć. Szok był tak silny, że ludzie, którzy wyszli z nieszczęścia bez szwanku, leżeli z twarzami wciśniętymi w ziemię. Ratownicy musieli ich siłą stawiać na nogi i zmuszać do opuszczenia szczytu. Nikt dobrowolnie nie opuszczał kryjówek. Nikt z ocalałych nie mógł wykrztusić słowa ani zawołać przeszukujących Giewont ratowników. Akcja przeciągnęła się do zmroku. Z nastaniem zmierzchu na stacji kolejki w Myślenickich Turniach zapalono silne reflektory. W ich świetle do późnej nocy przetrząsano szczeliny, żleby i kosówki. Znajdowano bezwładne ciała, których jedyną oznaką życia były nerwowe dreszcze. Poszukiwania trwały długo, nikt nie wiedział, ilu turystów zaskoczyła burza. Wydawało się, że katastrofa na Giewoncie i wstrząsające wrażenie, jakie wywołała w całej Polsce, stanie się groźnym ostrzeżeniem na przyszłość. Okazało się jednak, że pamięć ludzka jest zawodna, że patrząc w bezchmurne niebo, nie sposób uwierzyć w katastrofalne skutki burzy w górach. Szczyt górski jest naturalnym piorunochronem, przyciąga pioruny z zadziwiającą skutecznością. Bywa, że burza jeszcze niby daleko, a na graniach i szczytach już się pojawia pulsujące iskrzenie. Turysta, który w tym czasie znajdzie się na szczycie, doznaje uczucia, jakby poddano go elektryzacji. "Włosy dosłownie stają dęba - strach też robi swoje - ciarki biegają po grzbiecie, a nad głową pojawiają się "ognie świętego Elma". Głowica czekanu zaczyna raptem łaskotać dłoń. Doświadczony łazik górski pozbywa się wtedy wszystkich metalowych przedmiotów i stara się jak najdalej odejść od szczytu i grani. Na zboczu - im niżej, tym lepiej - wyszukuje osłoniętą kryjówkę i tam czeka cierpliwie, aż niebo się uspokoi. Burza w górach to przeżycie dla ludzi o mocnych nerwach i ludzi obeznanych z górami. Wrażenie wstrząsające. Świat nagle ciemnieje. Skalne ściany potężnym echem wzmagają siłę grzmotów. Huczą całe góry. Huk paraliżuje wolę i obezwładnia ciało. Ogłuszony człowiek traci momentalnie orientację. Ulega złudzeniu, że pioruny biją nie z góry, lecz z boku, z dołu, ze wszystkich stron. Kto przeżył burzę w górach, wie doskonale, jak trudno utrzymać nerwy w karbach. Narastający łoskot, trzask kruszonych skał, hurkot spadających kamieni - wszystko to przewraca do góry nogami cały zdrowy rozsądek. Człowiek poddaje się panice i wtedy zachowuje się tak, jak zachowali się niedoświadczeni turyści na Giewoncie. Zrywa się z bezpiecznego miejsca i spieszy jak ćma do ognia." Źródło: "W stronę Pysznej" - Stanisław Zieliński - Zysk i S-ka Wydawnictwo - Poznań 2008 (fragment rozdziału "Giewont i poczciwe Wierchy") RE: Burza w górach - kapi151 - 03-01-2010 01:42 PM Bardzo fajny temat:-)Burza w górach jest bardzo niebezepieczna więc lepiej sprawdzać pogodę przed wyjściem. RE: Burza w górach - Stasiu - 03-01-2010 06:44 PM Kapi, dobrze rozumujesz, ale niekiedy nas burza złapie bez zapowiedzi pogody i wtedy trzeba być przygotowany. Wierz mi, to chyba najgorszy warunek pogodowy.
RE: Burza w górach - kapi151 - 03-01-2010 08:17 PM Wiem kiedyś burza mnie złapała pod Giewontem i nie było przyjemnie... RE: Burza w górach - dr.Etker - 03-01-2010 08:56 PM kapi151 napisał(a): Wiem kiedyś burza mnie złapała pod Giewontem i nie było przyjemnie...
Podobno kiedyś obowiązywała zasada ( RE: Burza w górach - Stasiu - 03-01-2010 09:12 PM dr.Etker napisał(a): kapi151 napisał(a): Wiem kiedyś burza mnie złapała pod Giewontem i nie było przyjemnie...
Podobno kiedyś obowiązywała zasada (
RE: Burza w górach - dr.Etker - 03-01-2010 09:15 PM Stasiu napisał(a): dr.Etker napisał(a): kapi151 napisał(a): Wiem kiedyś burza mnie złapała pod Giewontem i nie było przyjemnie...
Podobno kiedyś obowiązywała zasada (
Nie widzę w tym nic niezwykłego- RE: Burza w górach - kapi151 - 03-01-2010 10:16 PM Nie poprostu się pomyliłem byłem z tatą i uwaga nawet z mamą:-)Ale to było 5 lat temu i była to moja pierwsza większa wycieczka w Tatrach, ale później sobie to niepowodzenie odbiłem i zdobyłem wtedy wymarzony Giewont:-) RE: Burza w górach - dr.Etker - 03-01-2010 10:19 PM kapi151 napisał(a): ale później sobie to niepowodzenie odbiłem i zdobyłem wtedy wymarzony Giewont:-)
OK. RE: Burza w górach - kapi151 - 03-01-2010 10:25 PM Będe uważał:-) RE: Burza w górach - zyraf - 03-08-2010 08:53 PM http://www.wspinanie.pl/serwis/201008/03-burze-szkola-gorska-topr.php ciekawy film dydaktyczno-informacyjny Polecam bardzo
RE: Burza w górach - gabi82 - 04-08-2010 07:10 PM jako, że nie posiadam dużego doświadczenia w tym temacie, a w zasadzie zaczynam dopiero raczkować , mój post będzie miał formę podziękowań... myślę, że ów temat jest podstawą wiedzy jaką powinna posiadać osoba poruszająca się po górach. Dla mnie jako laika, który zaczyna dopiero swoją przygodę z górami (lepiej późno niż wcale ) szczególnie ważny - może z powodu charakteru, nadmiaru ostrożności lub po prostu rozwagi. W internecie można znaleźć wiele informacji na temat zasad bezpieczeństwa obowiązujących w górach, mimo to temat ten powinno się przypominać jak najczęściej. Osobom rzadko wędrującym po górach ciężko jest wyrobić nawyk racjonalnego, świadomego i kontrolowanego zachowania, i przestrzegania zasad bezpieczeństwa. Posiadając podstawową wiedzę w tym zakresie zapominamy często jak z niej korzystać w sytuacjach krytycznych, działamy intuicyjnie, odruchowo ? nie koniecznie właściwie, łamiąc nie rzadko podstawowe zasady bezpieczeństwa. Już niedługo przecierać będę szlaki górskie w nadziei, że pogoda dopisze, odświeżenie wiedzy na ten temat jednak nie zaszkodzi, a wręcz jest wskazane. Dzięki za wskazówki, oby zdobyta tu wiedza, jeśli zajdzie taka konieczność, została właściwie wykorzystana. Tego Wam życzę i sobie! ![]() p.s. Maciek , przytoczone przez Ciebie niektóre fragmenty literatury zapierają dech w piersiach, budząc poczucie respektu i pokory. RE: Burza w górach - bios - 16-08-2010 10:33 PM Szkoła Górska TOPR: http://www.topr.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=342&Itemid=137&PHPSESSID=dfc1bb8889f5fbec3fdd3b18f4d5e32e zyraf napisał(a): ciekawy film dydaktyczno-informacyjny
Polecam bardzo![]()
RE: Burza w górach - PiotrekDz - 17-08-2010 07:30 AM A wczoraj w TV coś wspominali, że na Giewoncie dwójkę turystów trafio od pioruna-że za blisko krzyża stali i przeszło na nich. RE: Burza w górach - Łukasz - 17-08-2010 07:31 AM No widzicie do czego krzyże prowadzą ... RE: Burza w górach - PiotrekDz - 17-08-2010 09:59 AM Gdyby harcerze pod Pałacem Prezydenckim postawili metalowy a nie drewniany to może inaczej by ta sytuacja się potoczyła
RE: Burza w górach - Łukasz - 17-08-2010 10:06 AM Udowodniono by później , że to Szatan przeobraził się w pioruny i "rozpędził obrońców". RE: Burza w górach - PiotrekDz - 17-08-2010 11:14 AM Myślę, że i tak by wyszło iż to rosyskie służby wszystko załatwiły. I żydokomuna oczywiście.
RE: Burza w górach - Łukasz - 17-08-2010 11:17 AM Wiadome siły stojące po wiadomej stronie. Te pioruny w Tatrach to też mi tak rosyjsko wyglądają. RE: Burza w górach - margit - 17-08-2010 11:32 AM To ja już wiem czemu nas burza dopadła w górach, starcie sił. Btw. Filmik świetny, szkoda, że go nie widziałam przed wyjazdem. Choć przyznaję, że w momencie kiedy podjęliśmy decyzję o zejściu w dół już żadne rozwiązanie nie było dobre. |