Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat
Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Wersja do druku

+- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum)
+-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Forum: Beskidy, Bieszczady, Góry Świętokrzyskie (/forumdisplay.php?fid=20)
+--- Temat: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. (/showthread.php?tid=3894)


Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Mallaidh - 16-08-2011 11:11 PM

No i nadarzyła się w końcu okazja na kopce. Na trzy dni nawet - to pierwszy raz od majowej biby w NT. Przynajmniej dla mnie.

Cel? Beskid Śląski oraz Beskid Śląsko-Morawski w Czechach. A także trójstyk granic polskiej, słowackiej i czeskiej.
Dlaczego tam? Po pierwsze primo - bo nas tam nie było, czy to zły powód? Toungue
Drugie primo, to zbieranie pieczątek do zabawy w MOT - Międzynarodową Odznakę Turystyczną przyznawaną za zdobycie wybranych punktów w trzech sąsiednich krajach. (dla zainteresowanych info: http://www.pttk.wisla.pl/MOT.html )

W czteroosobowym składzie: gosia3ek, miecur, ja oraz nowa Forumowiczka JustynaR ok - wyruszyliśmy w sobotni poranek. Znaną trasą: Nowy Sącz - Przełęcz Knurowska - Nowy Targ - Czarny Dunajec - Namestowo - Przełęcz Glinka - Rajcza wpadamy w Beskidy.

(Takie widoczki cieszyły oko z Knurowskej)
[attachment=39865][attachment=39866]

Cel pierwszy - polski punkt w trójstyku - Jaworzynka. Szybko załatwiamy sprawę i kierujemy Poldka ku Wiśle, a dokładniej do przysiółka Łabajów, skąd wyruszymy na Wielki Stożek. Po uiszczeniu opłaty za parking u podchmielonego gospodarza placu wyruszamy szlakiem zielonym. Oj stromy ten kopiec, stromy. Siódme, a może ósme poty wylaliśmy nań w południowym słońcu. Tęsknym wzrokiem spoglądałem na wolno poruszające się krzesełka kolejki na Stożek. Niestety, nie dla psa kiełbasaSad. Honor wziął górę i na szczyt wleźliśmy o własnych kończynachkwasny.
W schronisku meldunek, bo tu mamy nocleg, coś na ząb z własnego prowiantu (oni chyba ogłupieli z tymi cenami!!! 27 zł za schabowy to ja mogę dać w Chacie pod Rysami!!! pokey) , zostawiamy bagaże i ruszamy na drugą stronę pasma. Ot, lekkie 10 km do Czantorii - to kolejny punkt do zdobycia. No ale potem trzeba będzie tu wrócić. blink
Schodząc ze Stożka Wielkiego na Stożek Mały już mi się nie podobał ten Śląski. Co to za cholerne podejście! Przecież ja tu padnę na pysk w drodze powrotnej, bynajmniej nie po to, by podeprzeć się zębami. No ale słowo się rzekło, kobyłka u płota, idziemy.
[attachment=39867][attachment=39869]
Jest około 14.00, więc upał zelżał i idzie się całkiem przyjemnie. Mijamy Soszów, schronisko,
[attachment=39868]
(ładny pisuar, ale nie dosięgłem Shy)
górną stację kolejki, kilkadziesiąt osób, kilkaset much i znów wytracamy wysokość do marnych 684 m na Przełęczy Beskidekunsure. A ta górka z wieżą na głowie szczerzy się do nas z uśmiechemDevil.
995 metrów, ponad 300 przewyższenia. Cholera, znowu mi się zagrzało w mózgu. To nie zdrowe.
Charczeliśmy, skuczeliśmy, ale wyszliśmy! A tam co? Wylęgarnia stonki!kwasny To ja tu lecę z wywalonym ozorem 10 kilosów a te laski w laczkach wywożą d*** (czemu tu są te kropki!!!) kolejką?! Dlaczego nikt mi nie powiedział, że tu na każdą górę można tyłek wywieźć, tylko lezę samemu jak w średniowieczu jakimś.Huh
Na znak protestu głosujemy nogami na schronisko po stronie czeskiej. Przyjemne również dla żołądków jak i portfeli. Oraz wątroby. Pycha.innocent
[attachment=39870]
Włazimy jeszcze na wieżę (a czemu tu nie ma windy jak w cywilizowanych krajach?Rolleyes), focimy to tu to tam
[attachment=39871]
[attachment=39872]
i pora wiązać sznurówki do drogi. Kolejna dyszka przed nami, tym razem dla urozmaicenia, w przeciwnym kierunku. Znów ta przełęcz, znów ten Szoszów, znów ta mucha mi do oka wpadła i znów miałem stan przedzawałowy pod Stożkiem. Żyć nie umierać. Zjeść coś, umyć się i paść na ryj. W końcu weekend wypoczynkowy w pełni. Trzeba mieć siły na jutro.

A jutro będzie gorzej.


C.D.N.


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - PiotrekDz - 17-08-2011 07:37 AM

Naturalna kostka zapachowa http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=39868
No dobre, dobre Big Grin


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Łukasz - 17-08-2011 07:48 AM

Mallaidh napisał(a):
A jutro będzie gorzej.


Cieszy mnie to innocent

P.s. Co do tych 27 zł. W Morskim i w Słoweni jest taniej. Przemyślcie to na przyszłość.


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Sokół - 17-08-2011 07:51 AM

Fajnie, fajnie, panoramka z Czantorii świetnie Ci wyszła. Stożek to Stożek, sama nazwa wskazuje, co Cię tam czeka. I tak mieliście szczęście (chyba), bo jeśli poszliście tradycyjnie szlakiem polskim, to mieliście pół biedy. Niebieski czeski szlak się nie patyczkuje, tylko prowadzi wąską ścieżką na wprost ku szczytowi. Można wypluć płuca.


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Mallaidh - 17-08-2011 08:10 AM

Sokół napisał(a):
Fajnie, fajnie, panoramka z Czantorii świetnie Ci wyszła. Stożek to Stożek, sama nazwa wskazuje, co Cię tam czeka. I tak mieliście szczęście (chyba), bo jeśli poszliście tradycyjnie szlakiem polskim, to mieliście pół biedy. Niebieski czeski szlak się nie patyczkuje, tylko prowadzi wąską ścieżką na wprost ku szczytowi. Można wypluć płuca.


Dzięki.
Tak, szliśmy polskim, na niebieski spojrzałem z góry i zakręciło mi się w głowie - tam był pion !!! blinkSamobójcą jeszcze nie jestem Smile


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - mieciur - 17-08-2011 05:48 PM

Czekam na dalszy ciąg Smile Faktycznie, ceny na Stożku mnie lekko przeraziły :/
Co mi się podobało ? a to, że w tych górach dosłownie co godzinę drogi jest jakieś schronisko, bar itd.


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - JustynaR - 17-08-2011 10:40 PM

Hmm..ładnie...z cepra się chyba jakoś wybroniłam bo w klapkach nie chodziłam i jakoś o własnych siłach na te kopczyki się wdrapałam- choć przyznam pierwsze podejście na Stożek przyprawiło mnie o nie mała zadyszkę, z warszawki uratowało mnie zamieszkanie za tablicą Warszawa- co prawda niewiele bo jakies 500m, ale zawsze za, a teraz "nie zrzeszona"...Smile Nie jest łatwo..Smile


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Mallaidh - 17-08-2011 11:14 PM

Budzikom śmierć! Wszystkim, a szczególnie tym co budzą przed południem!Boxing
No dobra, wstaję. Gosia mówi, że ładny wchód słońca i trzeba zrobić zdjęcie... To niech idzie, przeca umie pstrykaćblink.

Ja wstaję nieco później i napotykam pierwsze trudności tego dnia. Pojawiły się na zejściu z górnej półki łóżka. Ściana zupełnie nie ubezpieczona. Lufa na dół tak z półtorej metra. Drabinki brak. Pewnie odpadła, zardzewiały złom. Muszę opuszczać się na rękach w poszukiwaniu dogodnych stopni. Gosia asekuruje mnie z dołu. Gdyby nie to - pewnie roztrzaskałbym się o płytki pcv. Scary

Potem jeszcze te strome schody. Schodzę powoli, ale w sam raz by załapać się na poranne mleczko przed schroniskiem.
[attachment=39877]
Śniadamy, pijamy, pakujemy swój dobrobyt i opuszczamy progi budynku. No i w dół do auta. Moje nogi jakieś takie nie swoje, nie dlatego, że nie śmierdzą, ale jakieś takie ... drewniane.
Staczamy się na parking gdzie zapełniamy poloneza plecakami równocześnie prowadząc dyskusje z parkingowym. Poważne, o życiu, o bezrobociu w Beskidach, o rybach w Jeziorze Rożnowskim. Morał jest taki, że wokół same sku...
No to jedziemy do Wisły. Po zagazowaniu poloneza odwiedzamy muzeum Adama Małysza.
Gospodarza nie było, zastaliśmy jedynie parę kilo szkła, złomu i wazonów na kwiaty (ileż on tego nazbierał!!) oraz narty i kombinezony. Chcieliśmy ubrać w nie mieciura, bo trenujemy go na następcę Adama M. (wiecie, niczym się nie różnią, idealne warunki fizyczne, a jeszcze gdyby miał wąsy... ), niestety, nie udało się.
Nie pocieszenie kierujemy pojazd do Ustronia, a z niego na wyniosły szczyt - Równicę. Mamy tam do odebrania pieczątki i naklejki do naszej kolekcji. Szczyt zdobywamy klasycznie - wjeżdżając nań samochodem. Odczekujemy chwilę w kolejce do parkingu, płacimy 6 zł i możemy atakować schronisko. Dystans od auta do niego to jakieś 100 metrów. Zabrałem więc plecak (myślałem też nad kijkami), bo wszystko może się zdarzyć. W schronisku (że tak powiem), naklejek niet, więc tylko pieczęć firmowa i kolejne 100 metrów do auta. Ot, cała eskapada.
Aha, nie wiem tylko, po co te tysiąc ludzi tam też było? Nic za darmo nie dawali, a ruch jak na Krupówkach. Może ktoś mnie oświeci?
Z Równicy jedziemy w dół, naprzeciw cudnemu korku do Ustronia i odbijamy na Triniec. Stamtąd do wsi Tyra, skąd będziemy atakować kolejne dwa cele: Mały Jaworowy i Ostry.
Wschodzimy w piękny las szlakiem żółtym, w zasadzie cały czas drogą do schroniska. Wyjeżdża tam również krzesełko, ale jak zwykle, Bóg, Honor, Ojczyzna i takie tam wzięły górę pieszo. Na szczycie popas, pokarm i napój. Widoki dość takie se nawet, było widać Tatry. Nie omieszkałem uwiecznić basenu, chyba w remoncie? Tu widok z kibelka męskiego, kabina druga:
[attachment=39878]
Z Małego Jaworowego trzeba było się wdrapać na Jaworowy (nie Wielki, po prosty zwykły). A dalej granią za szlakiem niebieskim i czerwonym przez Smrcinę na halę pod Ostrym. Trasa raptem 11km, bardzo przyjemna, prawie płaska, w dorodnym lesie świerkowym. Razem z mieciurem podziwialiśmy mnogość tras biegowych i planowaliśmy przyjazd tu zimą. Ku uciesze własnej i utrapieniu gosia3ka.
Schornisko osiągnęliśmy tuż przed 18.00. W samą porę, bo jak się okazało, kuchnia właśnie zamykała, a załoga zbierała manatki do domu. Zamówiliśmy więc co popadnie z menu, przy okazji spłukując się z prawie wszystkich koron. Były polewki (po kapustowej mnie znów przegoniło), ser smażony, haluszki bryndzowe i jakiś Radegast dla posmarowania podniebienia. Gdy z trudem kończyliśmy posiłek, chatar poprosił nas czy byśmy nie zostali sami w schronisku przez 1-2 godziny, kiedy on pojedzie po nową załogę w doliny. Prosił też, by nikogo nie wpuszczać do budynku. No spoko, mówimy, i tak po 19 zostajemy gospodarzami schroniska na Ostrym. Super sprawa! Nikogo w okolicy, a my możemy delektować się smakiem chmielu w towarzystwie zachodzącego słońca.
[attachment=39879]
Nie na długo jednak. Jak na złość, po chwili przychodzą dwie osoby, a potem jeszcze kolejne. Wszyscy żądni piwa i jadła. Ja zamknąłem się w budynku, a pozostali tłumaczyli przybyłym zaistniałą sytuację. Niestety ci nie bardzo chcieli dać za wygraną i poczęły się drobne awantury i dobijanie do drzwi. W końcu przybysze oddalili się, co wykorzystaliśmy na wpuszczenie reszty naszej ekipy do schronu. Tak oto staliśmy się zaciekłymi obrońcami schroniskowego baru. Za trzeźwość waszą i naszą!
Gospodarze przyjechali dopiero po 22.00. A chwilę później już witaliśmy się z Morfeuszem.



EDIT: czwartą uczestniczką wycieczki była JustynaR, nasz nowy narybek, o której zalogowaniu się już wcześniej zapomniałem. Smile Mea culpa.


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - mieciur - 18-08-2011 06:26 PM

Widzę, że Justyna już się upomniała o swoje Smile Maćku, czekam na opis ostatniego dnia - pisz dalej świetnie Ci idzie. Nasza nowa forumowiczka dawała radę i chyba się jej nawet podobało...? Smile


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - JustynaR - 18-08-2011 09:49 PM

Dziękuję Maćku za sprostowanieSmile i Mieciurze za dobre słowaSmile - podobało, się, podobało..Rolleyes ale następnym razem bez ksiazeczki i zbierania naklejek a przynajmniej pieczątek się nie ruszam bo po dryłowaniu pod górę widok autobusu na szczycie może inaczej powalić..


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Stasiu - 25-08-2011 10:05 PM

Mallaidh napisał(a):
(...) a dokładniej do przysiółka Łabajów, skąd wyruszymy na Wielki Stożek. Po uiszczeniu opłaty za parking u podchmielonego gospodarza placu wyruszamy szlakiem zielonym. Oj stromy ten kopiec, stromy. Siódme, a może ósme poty wylaliśmy nań w południowym słońcu. Tęsknym wzrokiem spoglądałem na wolno poruszające się krzesełka kolejki na Stożek. Niestety, nie dla psa kiełbasaSad. Honor wziął górę i na szczyt wleźliśmy o własnych kończynachkwasny.

Jak już pisał Falco, Stożek jest stożkiem. Big Grin I Beskidy Śląskie i Morawsko-Śląskie to nie Sądeckie. Toungue

Mallaidh napisał(a):
(...) zostawiamy bagaże i ruszamy na drugą stronę pasma. Ot, lekkie 10 km do Czantorii - to kolejny punkt do zdobycia. No ale potem trzeba będzie tu wrócić. blink

Tyle lat chodzę po tych kopczykach i nikdy mnie jeszcze nie napadła myśl zrobić sobie stylem dowolnym trasę Stożek-zejście na Mały-wyjśćie na Soszów-zejśćie na Beskidek-wyjście na Czantorię- i potem to samo w odwrotnym gardzie. Nie pomijając wcześniejsze wyjście na Stożek. Ale mnie kręciło czytając tą część. sweatingbullets Ciekawi mnie, kto wymyślał plan trasy Toungue Za karę Was czeka pod koniec listopada Filipka stojąca tak na uboczu. Kiedy nie będzie śniegu, to i autkiem można wyjechać. ok

Mallaidh napisał(a):
(...)Na znak protestu głosujemy nogami na schronisko po stronie czeskiej. Przyjemne również dla żołądków jak i portfeli. Oraz wątroby. Pycha.innocent

Ciekawi mnie czym Was zaujęło czeskie schronisko, od lat zamknięte i oferujące marny bufet. Sob Ostatnio Falco bał się tam zamówić kapustową, którą tak bardzo lubi pałaszować. Wink

mieciur napisał(a):
(...)Co mi się podobało ? a to, że w tych górach dosłownie co godzinę drogi jest jakieś schronisko, bar itd.

No widzisz kochany Mieciurze, i tak my tu żyjemy. Big Grin

Mallaidh napisał(a):
(...)Z Równicy jedziemy w dół, naprzeciw cudnemu korku do Ustronia i odbijamy na Triniec. Stamtąd do wsi Tyra, skąd będziemy atakować kolejne dwa cele: Mały Jaworowy i Ostry.

Maciek, teraz uważaj co opisujesz. Wkraczasz na moje święte tereny. Boxing

Mallaidh napisał(a):
(...)Trasa raptem 11km, bardzo przyjemna, prawie płaska, w dorodnym lesie świerkowym. Razem z mieciurem podziwialiśmy mnogość tras biegowych i planowaliśmy przyjazd tu zimą. Ku uciesze własnej i utrapieniu gosia3ka.

Bo wkroczyliście na tereny prawdziwego Edenu dla biegaczy. Tutaj zimą mają zakazany wstęp typki, które nie mają na nogach przyklejonych dwóch patyków. Trasy się robią maszynowo i można polecieć tak aż do Mostów k/Jabłonkowa. Pycha. Jasne, że wyjście na Jaworowy pokonuje się kolejką. ok

Mallaidh napisał(a):
(...) Były polewki (po kapustowej mnie znów przegoniło), ser smażony, haluszki bryndzowe i jakiś Radegast dla posmarowania podniebienia.(...)

Ja nie wiem dlaczego każdy testuje kapustową. Tak, jak w Polsce testuje się w schroniskach żurek, tak w Czechach testuje się czosnkową. innocent Ten, który nie jest przyzwyczajony, zamawia kapustową tylko na zaparcia. O Radegaście proszę z powagą. Wiele razy mi uratował życie. pokey Nie jest to "jakieś" piwo. Jednak noclegu na Ostrym Wam bardzo zazdrościłem.


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - gosia3ek - 26-08-2011 05:46 AM

ja jadłam czosnkową Stasiu ok: pychotaSmile

trasę kto wymyślał hmmmToungue zgadnijToungue powodem takiego a nie innego jej doboru był m.in. fakt, że nam się dojazd opóźnił i na przejeżdżanie pod czantorię i pokonywanie pasma z ciężkimi plecakami mogłoby nam braknąć czasuSad

a na czantorii pałaszowałam langosza, jednego z lepszych jakie w życiu jadłam ok:


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Łukasz - 26-08-2011 06:42 AM

Jak Wy tak o kulinariach to napiszę, że w barze obok Dierów piwo piłem. Radegasta niejakiego.


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - gabi82 - 30-08-2011 02:10 PM

(Takie widoczki cieszyły oko z Knurowskej)

coś nie mam szczęścia do oglądania Tatr w takiej odsłonie, a szkoda... ani na Babiej ani na Rysiance mi się to nie udało kwasny

Oj stromy ten kopiec, stromy. Siódme, a może ósme poty wylaliśmy nań w południowym słońcu. Tęsknym wzrokiem spoglądałem na wolno poruszające się krzesełka kolejki na Stożek. Niestety, nie dla psa kiełbasa. Honor wziął górę i na szczyt wleźliśmy o własnych kończynach.

i to jest postawa prawdziwego górołaza ? nie ma nic piękniejszego niż u schyłku własnych sił zobaczyć jaką drogę się pokonało, właśnie mimo przeciwności, zmęczenia czy nawet czasami monotonni... fajnie wycisnąć z siebie siódme, a może i ! ósme poty, bo każdy pokonany metr daje satysfakcję, sprawia radość... pod koniec dnia padasz na pysk i wiesz po co żyjesz, albo cieszysz się , że jeszcze żyjesz Wink

Cholera, znowu mi się zagrzało w mózgu. To nie zdrowe.
Charczeliśmy, skuczeliśmy, ale wyszliśmy! A tam co? Wylęgarnia stonki! To ja tu lecę z wywalonym ozorem 10 kilosów a te laski w laczkach wywożą d*** (czemu tu są te kropki!!!) kolejką?! Dlaczego nikt mi nie powiedział, że tu na każdą górę można tyłek wywieźć, tylko lezę samemu jak w średniowieczu jakimś.


giggle

Samobójcą jeszcze nie jestem

ale masochistą chyba troszkę Big Grin

Co mi się podobało ? a to, że w tych górach dosłownie co godzinę drogi jest jakieś schronisko, bar itd.

ale w plecaku i tak pewnie swoje żelastwo z płynem targałeś Toungue

Moje nogi jakieś takie nie swoje, nie dlatego, że nie śmierdzą, ale jakieś takie ... drewniane.

czyli było dobrze, fajna wyrypa - bo takiego łażenia inaczej nazwać nie można Rolleyes clap BRAWO!

ps. troszkę zdjęć poskąpiliście Wink


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - mieciur - 30-08-2011 08:02 PM

gabi82 napisał(a):
ale w plecaku i tak pewnie swoje żelastwo z płynem targałeś Toungue


A właśnie, że nie ! Powiem więcej - nie miałem ani jednego piwa Big Grin
Miałem miesiąc trzeźwości zafundowany pośrednio przez takiego jednego czworonożnego potwora Big Grin


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Mallaidh - 30-08-2011 08:44 PM

Pasuje dokończyć relacjęShy.

Ostatni dzień mamy krótszy o kilkugodzinny powrót więc do dyspozycji mamy czas do południa. Po śniadanku zmykamy spod Ostrego w stronę Poldka szlakiem żółtym. Wpierw w ładnym świerkowym lesie, potem po zmienionym przebiegu szlaku, drogą szutrową przez kilka kilometrów. Polonezik drzemał jeszcze w porannej mgle. Szybkie wpakowanie się do środka i już pędzimy w stronę domu, czyli ... na zachód.

Troszkę nam kierunek się obrócił, bo zaplanowaliśmy jeszcze jeden szczycik, za który rozdają nagrody = Prasiva. To ponad 700 metrowy gigant na zachodnim ramieniu Jaworowego. Planujemy zdobyć go po piracku. To znaczy, szybko i znienacka podpłynąć do wroga i dokonać abordażu na jego pokład z bliskiej odległości. Banalne, prawda? Z mapy wnikało iż droga podchodzi prawie pod szczyt i do końca jest raptem 1-2 kilometry.
Rozpędzony Poldosław huknął jak z armaty do góry, czwórka, trójka, dwójka, jedynka...no i d***. Wstecznym cofamy na jakiś płaski kawałek pola, bo nagle szutrówka nachyliła się o za dużo stopni. A Poldki to nie kozice przecież. Zostawiamy go więc w cieniu i na lekko ruszamy do ataku. Ach co to była za walka! Krew, po i łzy lały się strumieniami, a trup much słał się gęsto. Ten niski skurczybyk był bardzo stromy, jednak w końcu, po kilkunastu minutach poddał się naszym stopom. Opromienieni wpadliśmy na szczyt i nagle...

Przecieramy oczy, dwa razy nawet, bo przed nami stoi wielki żółty autokar. Jak on tu wiechał, ktoś pyta, może helikopterem, myślę? I nagle widzimy gładziutki dywanik z asfaltu prowadzący z parkingu gdzieś w dół. No nie ! To już jest skandal! Czy my nawet na głupi pagór z parkingiem musimy wyjść o własnych nogach jak małpy? A na górze jeszcze wodę pić, jak zwierzę? Eee..
.
Po tej refleksji, podbijamy pieczątki i staczamy się w dół do czekającego w cieniu Poldosława. Obieramy kierunek na Słowację, a przed Cadcą skręcić na północ chcąc dojechać na słowacki trójstyk, potem przejść na czeski. Jedziemy sobie, jedziemy i nagle zonk. Minęliśmy dawno skręt na Zwardoń! Wracać się nie ma czasu, za duża strata, odłożyliśmy więc 3styki na inny czas i pognaliśmy przez Kysuckie Beskidy ku Podhalu.

Powiem szczerze, że piękne koreczki mijaliśmy po drodze w ten wolny poniedziałek. Ludzi wszędzie musiało być jak mrówków. A pomyśleć, że my mieliśmy całe schronisko na Ostrym do swojej dyspozycji!

Tyle. Ma ktoś jakieś zdjęcia?blink


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Stasiu - 30-08-2011 09:26 PM

Dobrze Wam tak. Wybierać się na Dzki Zachód bez przewodnika Toungue Gdybyście na mnie poczekali, to zaliczycie wszystkie kopczyki a tak się tarmosicie gdzieś po polach. Drugim razem trzeba się zgłosić do gospodrza. Ciekaw jestem, skąd Wy na tą Praszywą jechaliście uhm Taki mały kopczyk, gdzie pod samo schronisko wiedzie asfalt. giggle I Trójstyk też lipa. Chociaż będziecie musieli przyjechać jeszcze raz i mam nadzieję, że znajdę sobie czas na Was. fiuuuu
Ale i tak się fajnie czytało. ok Bo najlepsze są relacje z terenów, które znam i piszą je ślepy z jednookim. ok


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - JustynaR - 30-08-2011 10:40 PM

Tak, tak..służę pomocą- ja mam jakieś dwa zdjęcia z podejścia na Prasive i z samego szczytu jak to opisałeś Maćku zdobytego w pocie czoła- ze nie było z niego widać żadnego kojącego serce widoku to uwieczniłam na nim schronisko. [attachment=40281][attachment=40282]


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Łukasz - 31-08-2011 08:13 AM

Mallaidh napisał(a):
A Poldki to nie kozice przecież.


Ty jeszcze żyjesz ?


RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - mieciur - 31-08-2011 09:01 PM

Pani Łukaszu, nie rozumiem za bardzo aluzji Smile
A przy okazji kategorycznie dementuje plotkę jakoby Poldolotowi jedynki zabrakło - po prostu droga się skończyła !
Faktycznie ostatni dzień to był raczej powrót, ale i tak wspólnymi siłami udało się większe korki ominąć i dość sprawnie dojechać do domu ale cena za to było wysoka - trzeba było zostawić Beskidy i powrócić w doliny...