![]() |
|
Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Wersja do druku +- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum) +-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18) +--- Forum: Beskidy, Bieszczady, Góry Świętokrzyskie (/forumdisplay.php?fid=20) +--- Temat: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. (/showthread.php?tid=3894) |
Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Mallaidh - 16-08-2011 11:11 PM No i nadarzyła się w końcu okazja na kopce. Na trzy dni nawet - to pierwszy raz od majowej biby w NT. Przynajmniej dla mnie. Cel? Beskid Śląski oraz Beskid Śląsko-Morawski w Czechach. A także trójstyk granic polskiej, słowackiej i czeskiej. Dlaczego tam? Po pierwsze primo - bo nas tam nie było, czy to zły powód? ![]() Drugie primo, to zbieranie pieczątek do zabawy w MOT - Międzynarodową Odznakę Turystyczną przyznawaną za zdobycie wybranych punktów w trzech sąsiednich krajach. (dla zainteresowanych info: http://www.pttk.wisla.pl/MOT.html ) W czteroosobowym składzie: gosia3ek, miecur, ja oraz nowa Forumowiczka JustynaR - wyruszyliśmy w sobotni poranek. Znaną trasą: Nowy Sącz - Przełęcz Knurowska - Nowy Targ - Czarny Dunajec - Namestowo - Przełęcz Glinka - Rajcza wpadamy w Beskidy. (Takie widoczki cieszyły oko z Knurowskej) [attachment=39865][attachment=39866] Cel pierwszy - polski punkt w trójstyku - Jaworzynka. Szybko załatwiamy sprawę i kierujemy Poldka ku Wiśle, a dokładniej do przysiółka Łabajów, skąd wyruszymy na Wielki Stożek. Po uiszczeniu opłaty za parking u podchmielonego gospodarza placu wyruszamy szlakiem zielonym. Oj stromy ten kopiec, stromy. Siódme, a może ósme poty wylaliśmy nań w południowym słońcu. Tęsknym wzrokiem spoglądałem na wolno poruszające się krzesełka kolejki na Stożek. Niestety, nie dla psa kiełbasa . Honor wziął górę i na szczyt wleźliśmy o własnych kończynach . W schronisku meldunek, bo tu mamy nocleg, coś na ząb z własnego prowiantu (oni chyba ogłupieli z tymi cenami!!! 27 zł za schabowy to ja mogę dać w Chacie pod Rysami!!! ) , zostawiamy bagaże i ruszamy na drugą stronę pasma. Ot, lekkie 10 km do Czantorii - to kolejny punkt do zdobycia. No ale potem trzeba będzie tu wrócić. ![]() Schodząc ze Stożka Wielkiego na Stożek Mały już mi się nie podobał ten Śląski. Co to za cholerne podejście! Przecież ja tu padnę na pysk w drodze powrotnej, bynajmniej nie po to, by podeprzeć się zębami. No ale słowo się rzekło, kobyłka u płota, idziemy. [attachment=39867][attachment=39869] Jest około 14.00, więc upał zelżał i idzie się całkiem przyjemnie. Mijamy Soszów, schronisko, [attachment=39868] (ładny pisuar, ale nie dosięgłem )górną stację kolejki, kilkadziesiąt osób, kilkaset much i znów wytracamy wysokość do marnych 684 m na Przełęczy Beskidek . A ta górka z wieżą na głowie szczerzy się do nas z uśmiechem . 995 metrów, ponad 300 przewyższenia. Cholera, znowu mi się zagrzało w mózgu. To nie zdrowe. Charczeliśmy, skuczeliśmy, ale wyszliśmy! A tam co? Wylęgarnia stonki! To ja tu lecę z wywalonym ozorem 10 kilosów a te laski w laczkach wywożą d*** (czemu tu są te kropki!!!) kolejką?! Dlaczego nikt mi nie powiedział, że tu na każdą górę można tyłek wywieźć, tylko lezę samemu jak w średniowieczu jakimś.![]() Na znak protestu głosujemy nogami na schronisko po stronie czeskiej. Przyjemne również dla żołądków jak i portfeli. Oraz wątroby. Pycha. [attachment=39870] Włazimy jeszcze na wieżę (a czemu tu nie ma windy jak w cywilizowanych krajach? ), focimy to tu to tam [attachment=39871] [attachment=39872] i pora wiązać sznurówki do drogi. Kolejna dyszka przed nami, tym razem dla urozmaicenia, w przeciwnym kierunku. Znów ta przełęcz, znów ten Szoszów, znów ta mucha mi do oka wpadła i znów miałem stan przedzawałowy pod Stożkiem. Żyć nie umierać. Zjeść coś, umyć się i paść na ryj. W końcu weekend wypoczynkowy w pełni. Trzeba mieć siły na jutro. A jutro będzie gorzej. C.D.N. RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - PiotrekDz - 17-08-2011 07:37 AM Naturalna kostka zapachowa http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachment.php?aid=39868 No dobre, dobre
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Łukasz - 17-08-2011 07:48 AM Mallaidh napisał(a): A jutro będzie gorzej.
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Sokół - 17-08-2011 07:51 AM Fajnie, fajnie, panoramka z Czantorii świetnie Ci wyszła. Stożek to Stożek, sama nazwa wskazuje, co Cię tam czeka. I tak mieliście szczęście (chyba), bo jeśli poszliście tradycyjnie szlakiem polskim, to mieliście pół biedy. Niebieski czeski szlak się nie patyczkuje, tylko prowadzi wąską ścieżką na wprost ku szczytowi. Można wypluć płuca. RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Mallaidh - 17-08-2011 08:10 AM Sokół napisał(a): Fajnie, fajnie, panoramka z Czantorii świetnie Ci wyszła. Stożek to Stożek, sama nazwa wskazuje, co Cię tam czeka. I tak mieliście szczęście (chyba), bo jeśli poszliście tradycyjnie szlakiem polskim, to mieliście pół biedy. Niebieski czeski szlak się nie patyczkuje, tylko prowadzi wąską ścieżką na wprost ku szczytowi. Można wypluć płuca.
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - mieciur - 17-08-2011 05:48 PM Czekam na dalszy ciąg Faktycznie, ceny na Stożku mnie lekko przeraziły :/ Co mi się podobało ? a to, że w tych górach dosłownie co godzinę drogi jest jakieś schronisko, bar itd. RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - JustynaR - 17-08-2011 10:40 PM Hmm..ładnie...z cepra się chyba jakoś wybroniłam bo w klapkach nie chodziłam i jakoś o własnych siłach na te kopczyki się wdrapałam- choć przyznam pierwsze podejście na Stożek przyprawiło mnie o nie mała zadyszkę, z warszawki uratowało mnie zamieszkanie za tablicą Warszawa- co prawda niewiele bo jakies 500m, ale zawsze za, a teraz "nie zrzeszona"... Nie jest łatwo..
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Mallaidh - 17-08-2011 11:14 PM Budzikom śmierć! Wszystkim, a szczególnie tym co budzą przed południem! ![]() No dobra, wstaję. Gosia mówi, że ładny wchód słońca i trzeba zrobić zdjęcie... To niech idzie, przeca umie pstrykać . Ja wstaję nieco później i napotykam pierwsze trudności tego dnia. Pojawiły się na zejściu z górnej półki łóżka. Ściana zupełnie nie ubezpieczona. Lufa na dół tak z półtorej metra. Drabinki brak. Pewnie odpadła, zardzewiały złom. Muszę opuszczać się na rękach w poszukiwaniu dogodnych stopni. Gosia asekuruje mnie z dołu. Gdyby nie to - pewnie roztrzaskałbym się o płytki pcv. ![]() Potem jeszcze te strome schody. Schodzę powoli, ale w sam raz by załapać się na poranne mleczko przed schroniskiem. [attachment=39877] Śniadamy, pijamy, pakujemy swój dobrobyt i opuszczamy progi budynku. No i w dół do auta. Moje nogi jakieś takie nie swoje, nie dlatego, że nie śmierdzą, ale jakieś takie ... drewniane. Staczamy się na parking gdzie zapełniamy poloneza plecakami równocześnie prowadząc dyskusje z parkingowym. Poważne, o życiu, o bezrobociu w Beskidach, o rybach w Jeziorze Rożnowskim. Morał jest taki, że wokół same sku... No to jedziemy do Wisły. Po zagazowaniu poloneza odwiedzamy muzeum Adama Małysza. Gospodarza nie było, zastaliśmy jedynie parę kilo szkła, złomu i wazonów na kwiaty (ileż on tego nazbierał!!) oraz narty i kombinezony. Chcieliśmy ubrać w nie mieciura, bo trenujemy go na następcę Adama M. (wiecie, niczym się nie różnią, idealne warunki fizyczne, a jeszcze gdyby miał wąsy... ), niestety, nie udało się. Nie pocieszenie kierujemy pojazd do Ustronia, a z niego na wyniosły szczyt - Równicę. Mamy tam do odebrania pieczątki i naklejki do naszej kolekcji. Szczyt zdobywamy klasycznie - wjeżdżając nań samochodem. Odczekujemy chwilę w kolejce do parkingu, płacimy 6 zł i możemy atakować schronisko. Dystans od auta do niego to jakieś 100 metrów. Zabrałem więc plecak (myślałem też nad kijkami), bo wszystko może się zdarzyć. W schronisku (że tak powiem), naklejek niet, więc tylko pieczęć firmowa i kolejne 100 metrów do auta. Ot, cała eskapada. Aha, nie wiem tylko, po co te tysiąc ludzi tam też było? Nic za darmo nie dawali, a ruch jak na Krupówkach. Może ktoś mnie oświeci? Z Równicy jedziemy w dół, naprzeciw cudnemu korku do Ustronia i odbijamy na Triniec. Stamtąd do wsi Tyra, skąd będziemy atakować kolejne dwa cele: Mały Jaworowy i Ostry. Wschodzimy w piękny las szlakiem żółtym, w zasadzie cały czas drogą do schroniska. Wyjeżdża tam również krzesełko, ale jak zwykle, Bóg, Honor, Ojczyzna i takie tam wzięły górę pieszo. Na szczycie popas, pokarm i napój. Widoki dość takie se nawet, było widać Tatry. Nie omieszkałem uwiecznić basenu, chyba w remoncie? Tu widok z kibelka męskiego, kabina druga: [attachment=39878] Z Małego Jaworowego trzeba było się wdrapać na Jaworowy (nie Wielki, po prosty zwykły). A dalej granią za szlakiem niebieskim i czerwonym przez Smrcinę na halę pod Ostrym. Trasa raptem 11km, bardzo przyjemna, prawie płaska, w dorodnym lesie świerkowym. Razem z mieciurem podziwialiśmy mnogość tras biegowych i planowaliśmy przyjazd tu zimą. Ku uciesze własnej i utrapieniu gosia3ka. Schornisko osiągnęliśmy tuż przed 18.00. W samą porę, bo jak się okazało, kuchnia właśnie zamykała, a załoga zbierała manatki do domu. Zamówiliśmy więc co popadnie z menu, przy okazji spłukując się z prawie wszystkich koron. Były polewki (po kapustowej mnie znów przegoniło), ser smażony, haluszki bryndzowe i jakiś Radegast dla posmarowania podniebienia. Gdy z trudem kończyliśmy posiłek, chatar poprosił nas czy byśmy nie zostali sami w schronisku przez 1-2 godziny, kiedy on pojedzie po nową załogę w doliny. Prosił też, by nikogo nie wpuszczać do budynku. No spoko, mówimy, i tak po 19 zostajemy gospodarzami schroniska na Ostrym. Super sprawa! Nikogo w okolicy, a my możemy delektować się smakiem chmielu w towarzystwie zachodzącego słońca. [attachment=39879] Nie na długo jednak. Jak na złość, po chwili przychodzą dwie osoby, a potem jeszcze kolejne. Wszyscy żądni piwa i jadła. Ja zamknąłem się w budynku, a pozostali tłumaczyli przybyłym zaistniałą sytuację. Niestety ci nie bardzo chcieli dać za wygraną i poczęły się drobne awantury i dobijanie do drzwi. W końcu przybysze oddalili się, co wykorzystaliśmy na wpuszczenie reszty naszej ekipy do schronu. Tak oto staliśmy się zaciekłymi obrońcami schroniskowego baru. Za trzeźwość waszą i naszą! Gospodarze przyjechali dopiero po 22.00. A chwilę później już witaliśmy się z Morfeuszem. EDIT: czwartą uczestniczką wycieczki była JustynaR, nasz nowy narybek, o której zalogowaniu się już wcześniej zapomniałem. Mea culpa.
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - mieciur - 18-08-2011 06:26 PM Widzę, że Justyna już się upomniała o swoje Maćku, czekam na opis ostatniego dnia - pisz dalej świetnie Ci idzie. Nasza nowa forumowiczka dawała radę i chyba się jej nawet podobało...?
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - JustynaR - 18-08-2011 09:49 PM Dziękuję Maćku za sprostowanie i Mieciurze za dobre słowa - podobało, się, podobało.. ale następnym razem bez ksiazeczki i zbierania naklejek a przynajmniej pieczątek się nie ruszam bo po dryłowaniu pod górę widok autobusu na szczycie może inaczej powalić..
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Stasiu - 25-08-2011 10:05 PM Mallaidh napisał(a): (...) a dokładniej do przysiółka Łabajów, skąd wyruszymy na Wielki Stożek. Po uiszczeniu opłaty za parking u podchmielonego gospodarza placu wyruszamy szlakiem zielonym. Oj stromy ten kopiec, stromy. Siódme, a może ósme poty wylaliśmy nań w południowym słońcu. Tęsknym wzrokiem spoglądałem na wolno poruszające się krzesełka kolejki na Stożek. Niestety, nie dla psa kiełbasa
. Honor wziął górę i na szczyt wleźliśmy o własnych kończynach .
Jak już pisał Falco, Stożek jest stożkiem. Mallaidh napisał(a): (...) zostawiamy bagaże i ruszamy na drugą stronę pasma. Ot, lekkie 10 km do Czantorii - to kolejny punkt do zdobycia. No ale potem trzeba będzie tu wrócić.
![]()
Tyle lat chodzę po tych kopczykach i nikdy mnie jeszcze nie napadła myśl zrobić sobie stylem dowolnym trasę Stożek-zejście na Mały-wyjśćie na Soszów-zejśćie na Beskidek-wyjście na Czantorię- i potem to samo w odwrotnym gardzie. Nie pomijając wcześniejsze wyjście na Stożek. Ale mnie kręciło czytając tą część. Mallaidh napisał(a): (...)Na znak protestu głosujemy nogami na schronisko po stronie czeskiej. Przyjemne również dla żołądków jak i portfeli. Oraz wątroby. Pycha.
Ciekawi mnie czym Was zaujęło czeskie schronisko, od lat zamknięte i oferujące marny bufet. mieciur napisał(a): (...)Co mi się podobało ? a to, że w tych górach dosłownie co godzinę drogi jest jakieś schronisko, bar itd.
No widzisz kochany Mieciurze, i tak my tu żyjemy. Mallaidh napisał(a): (...)Z Równicy jedziemy w dół, naprzeciw cudnemu korku do Ustronia i odbijamy na Triniec. Stamtąd do wsi Tyra, skąd będziemy atakować kolejne dwa cele: Mały Jaworowy i Ostry.
Maciek, teraz uważaj co opisujesz. Wkraczasz na moje święte tereny. Mallaidh napisał(a): (...)Trasa raptem 11km, bardzo przyjemna, prawie płaska, w dorodnym lesie świerkowym. Razem z mieciurem podziwialiśmy mnogość tras biegowych i planowaliśmy przyjazd tu zimą. Ku uciesze własnej i utrapieniu gosia3ka.
Bo wkroczyliście na tereny prawdziwego Edenu dla biegaczy. Tutaj zimą mają zakazany wstęp typki, które nie mają na nogach przyklejonych dwóch patyków. Trasy się robią maszynowo i można polecieć tak aż do Mostów k/Jabłonkowa. Pycha. Jasne, że wyjście na Jaworowy pokonuje się kolejką. Mallaidh napisał(a): (...) Były polewki (po kapustowej mnie znów przegoniło), ser smażony, haluszki bryndzowe i jakiś Radegast dla posmarowania podniebienia.(...)
Ja nie wiem dlaczego każdy testuje kapustową. Tak, jak w Polsce testuje się w schroniskach żurek, tak w Czechach testuje się czosnkową. RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - gosia3ek - 26-08-2011 05:46 AM ja jadłam czosnkową Stasiu : pychota![]() trasę kto wymyślał hmmm zgadnij powodem takiego a nie innego jej doboru był m.in. fakt, że nam się dojazd opóźnił i na przejeżdżanie pod czantorię i pokonywanie pasma z ciężkimi plecakami mogłoby nam braknąć czasu![]() a na czantorii pałaszowałam langosza, jednego z lepszych jakie w życiu jadłam :
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Łukasz - 26-08-2011 06:42 AM Jak Wy tak o kulinariach to napiszę, że w barze obok Dierów piwo piłem. Radegasta niejakiego. RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - gabi82 - 30-08-2011 02:10 PM (Takie widoczki cieszyły oko z Knurowskej) coś nie mam szczęścia do oglądania Tatr w takiej odsłonie, a szkoda... ani na Babiej ani na Rysiance mi się to nie udało ![]() Oj stromy ten kopiec, stromy. Siódme, a może ósme poty wylaliśmy nań w południowym słońcu. Tęsknym wzrokiem spoglądałem na wolno poruszające się krzesełka kolejki na Stożek. Niestety, nie dla psa kiełbasa. Honor wziął górę i na szczyt wleźliśmy o własnych kończynach. i to jest postawa prawdziwego górołaza ? nie ma nic piękniejszego niż u schyłku własnych sił zobaczyć jaką drogę się pokonało, właśnie mimo przeciwności, zmęczenia czy nawet czasami monotonni... fajnie wycisnąć z siebie siódme, a może i ! ósme poty, bo każdy pokonany metr daje satysfakcję, sprawia radość... pod koniec dnia padasz na pysk i wiesz po co żyjesz, albo cieszysz się , że jeszcze żyjesz Cholera, znowu mi się zagrzało w mózgu. To nie zdrowe. Charczeliśmy, skuczeliśmy, ale wyszliśmy! A tam co? Wylęgarnia stonki! To ja tu lecę z wywalonym ozorem 10 kilosów a te laski w laczkach wywożą d*** (czemu tu są te kropki!!!) kolejką?! Dlaczego nikt mi nie powiedział, że tu na każdą górę można tyłek wywieźć, tylko lezę samemu jak w średniowieczu jakimś. ![]() Samobójcą jeszcze nie jestem ale masochistą chyba troszkę ![]() Co mi się podobało ? a to, że w tych górach dosłownie co godzinę drogi jest jakieś schronisko, bar itd. ale w plecaku i tak pewnie swoje żelastwo z płynem targałeś ![]() Moje nogi jakieś takie nie swoje, nie dlatego, że nie śmierdzą, ale jakieś takie ... drewniane. czyli było dobrze, fajna wyrypa - bo takiego łażenia inaczej nazwać nie można BRAWO!ps. troszkę zdjęć poskąpiliście
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - mieciur - 30-08-2011 08:02 PM gabi82 napisał(a):
ale w plecaku i tak pewnie swoje żelastwo z płynem targałeś
![]()
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Mallaidh - 30-08-2011 08:44 PM Pasuje dokończyć relację .Ostatni dzień mamy krótszy o kilkugodzinny powrót więc do dyspozycji mamy czas do południa. Po śniadanku zmykamy spod Ostrego w stronę Poldka szlakiem żółtym. Wpierw w ładnym świerkowym lesie, potem po zmienionym przebiegu szlaku, drogą szutrową przez kilka kilometrów. Polonezik drzemał jeszcze w porannej mgle. Szybkie wpakowanie się do środka i już pędzimy w stronę domu, czyli ... na zachód. Troszkę nam kierunek się obrócił, bo zaplanowaliśmy jeszcze jeden szczycik, za który rozdają nagrody = Prasiva. To ponad 700 metrowy gigant na zachodnim ramieniu Jaworowego. Planujemy zdobyć go po piracku. To znaczy, szybko i znienacka podpłynąć do wroga i dokonać abordażu na jego pokład z bliskiej odległości. Banalne, prawda? Z mapy wnikało iż droga podchodzi prawie pod szczyt i do końca jest raptem 1-2 kilometry. Rozpędzony Poldosław huknął jak z armaty do góry, czwórka, trójka, dwójka, jedynka...no i d***. Wstecznym cofamy na jakiś płaski kawałek pola, bo nagle szutrówka nachyliła się o za dużo stopni. A Poldki to nie kozice przecież. Zostawiamy go więc w cieniu i na lekko ruszamy do ataku. Ach co to była za walka! Krew, po i łzy lały się strumieniami, a trup much słał się gęsto. Ten niski skurczybyk był bardzo stromy, jednak w końcu, po kilkunastu minutach poddał się naszym stopom. Opromienieni wpadliśmy na szczyt i nagle... Przecieramy oczy, dwa razy nawet, bo przed nami stoi wielki żółty autokar. Jak on tu wiechał, ktoś pyta, może helikopterem, myślę? I nagle widzimy gładziutki dywanik z asfaltu prowadzący z parkingu gdzieś w dół. No nie ! To już jest skandal! Czy my nawet na głupi pagór z parkingiem musimy wyjść o własnych nogach jak małpy? A na górze jeszcze wodę pić, jak zwierzę? Eee.. . Po tej refleksji, podbijamy pieczątki i staczamy się w dół do czekającego w cieniu Poldosława. Obieramy kierunek na Słowację, a przed Cadcą skręcić na północ chcąc dojechać na słowacki trójstyk, potem przejść na czeski. Jedziemy sobie, jedziemy i nagle zonk. Minęliśmy dawno skręt na Zwardoń! Wracać się nie ma czasu, za duża strata, odłożyliśmy więc 3styki na inny czas i pognaliśmy przez Kysuckie Beskidy ku Podhalu. Powiem szczerze, że piękne koreczki mijaliśmy po drodze w ten wolny poniedziałek. Ludzi wszędzie musiało być jak mrówków. A pomyśleć, że my mieliśmy całe schronisko na Ostrym do swojej dyspozycji! Tyle. Ma ktoś jakieś zdjęcia?
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Stasiu - 30-08-2011 09:26 PM Dobrze Wam tak. Wybierać się na Dzki Zachód bez przewodnika Gdybyście na mnie poczekali, to zaliczycie wszystkie kopczyki a tak się tarmosicie gdzieś po polach. Drugim razem trzeba się zgłosić do gospodrza. Ciekaw jestem, skąd Wy na tą Praszywą jechaliście Taki mały kopczyk, gdzie pod samo schronisko wiedzie asfalt. I Trójstyk też lipa. Chociaż będziecie musieli przyjechać jeszcze raz i mam nadzieję, że znajdę sobie czas na Was. ![]() Ale i tak się fajnie czytało. Bo najlepsze są relacje z terenów, które znam i piszą je ślepy z jednookim.
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - JustynaR - 30-08-2011 10:40 PM Tak, tak..służę pomocą- ja mam jakieś dwa zdjęcia z podejścia na Prasive i z samego szczytu jak to opisałeś Maćku zdobytego w pocie czoła- ze nie było z niego widać żadnego kojącego serce widoku to uwieczniłam na nim schronisko. [attachment=40281][attachment=40282] RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - Łukasz - 31-08-2011 08:13 AM Mallaidh napisał(a):
A Poldki to nie kozice przecież.
RE: Tour de Beskidy - u styku trzech granic. - mieciur - 31-08-2011 09:01 PM Pani Łukaszu, nie rozumiem za bardzo aluzji A przy okazji kategorycznie dementuje plotkę jakoby Poldolotowi jedynki zabrakło - po prostu droga się skończyła ! Faktycznie ostatni dzień to był raczej powrót, ale i tak wspólnymi siłami udało się większe korki ominąć i dość sprawnie dojechać do domu ale cena za to było wysoka - trzeba było zostawić Beskidy i powrócić w doliny... |