![]() |
|
Bieszczady expedition 2009 - Wersja do druku +- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum) +-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18) +--- Forum: Beskidy, Bieszczady, Góry Świętokrzyskie (/forumdisplay.php?fid=20) +--- Temat: Bieszczady expedition 2009 (/showthread.php?tid=2150) |
Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 20-07-2009 09:02 PM Witam Przygotowania do wyjazdu idą pełną parą ! pieniądze zresztą też no ale jakby nie było każdy zakup sprzętu to inwestycja w siebie i w przyszłość Dziś hasając radośnie po Kce w celu zabicia czasu zadzwonił telefon. Moje słońce pyta czy pomogę jej kupić buty - rewelacja pomyślałem, jest szansa dla tej dziewczyny ! Nie chce iść w trampkach na połoniny hehehe No i kupiliśmy pierwsze w życiu Kasi buty trekkingowe firmy La sportiva - nevady tzn Kasia kupiła Oczywiście sobie żartuje - mój skarb poważnie podchodzi do tematu a mimo to ciągle przejęty jako ten bardziej doświadczony cały czas się zastanawiam co jeszcze zrobić, kupić, zaplanować żeby wyjazd był ciekawą, miłą i aktywną formą wypoczynku ![]() No i tak pieniądze idą to na jakieś światło chemiczne - a żeby w namiocie było przyjemnie a to saperka do walki z niedźwiedziami albo do smażenia - najlepszy patent ! itd itp A w środę start ! W czwartek rano mamy zamiar wyruszyć z Wołosatego na Halicz potem Tarnica ![]() Postaram się przygotować jakąś relacje i zdjęcia z tego na pewno fantastycznego wyjazdu
RE: Bieszczady expedition 2009 - Stasiu - 20-07-2009 09:20 PM Fajnie Zyrafie. Tylko chuchaj na gorące, póki się tli. Jak się dziewczyna rozpali, to masz wygrane. Kupno bucików zobowiązuje. Teraz je trzeba wypróbować, no i używać. Myślę, że wpadła jak śliwka w kompot . Powodzenia w zdobywaniu, nie tylko, Bieszczadzkich szlaków
RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 20-07-2009 09:32 PM Stasiu napisał(a): Fajnie Zyrafie. Tylko chuchaj na gorące, póki się tli. Jak się dziewczyna rozpali, to masz wygrane. Kupno bucików zobowiązuje. Teraz je trzeba wypróbować, no i używać. Myślę, że wpadła jak śliwka w kompot
. Powodzenia w zdobywaniu, nie tylko, Bieszczadzkich szlaków ![]()
RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 22-07-2009 05:57 PM Wszystko przygotowane pozostało spakować kilka ostatnich rzeczy i sru Doszedłem do wniosku że lepiej jechać w nocy tak aby na 8/9 rano być w Bieszczadach nocleg w domu fajniejszy a i człowiek od razu po wyjściu z auta kości rozprostuje na szlaku ![]() rany rany ale jestem nakręcony - to że jadę w góry to jedno ale to że Kasi coraz bardziej się podoba to już sukces a jeszcze nie wyjechaliśmy z domu
RE: Bieszczady expedition 2009 - mieciur - 22-07-2009 06:03 PM No ja jednak gdybym miał możliwośc wyboru to wolałbym jechac wcześniej i gdzieś w schronisku sie wyspac. Bo jednak po dłuższej jeżdzie samochodem i do tego nieprzespanej nocy to będziecie zmięci i lekko zmuleni. Ale wiesz, coś za coś, nikt nie mówił że w górach jest łatwo lekko i przyjemnie... miłej wyprawy !
RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 11-08-2009 09:21 PM Trochę czasu już minęło od mojego i Kasiowego wyjazdu w Bieszczady ale coś niecoś w głowie jeszcze świta i oczywiście najważniejsze rzeczy spisane są w notesiku hehe ![]() Z racji tego że mamy w tym roku praktyki w pogotowiu ratunkowym i na szpitalnym oddziale ratunkowym do samego końca roku akademickiego nie byliśmy pewni gdzie i czy w ogóle pojedziemy na wakacje. Uczelnia miała problem dogadać się z PR czy SORami - jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę. I tak aż do sesji byliśmy zawieszeni w planach wakacyjnych bo nie wiadomo gdzie i w jakim terminie odbędą się praktyki. Gdy wreszcie mądrzy ludzie dogadali się ze sobą ustaliliśmy termin praktyk i tym samym wygospodarowaliśmy prawie 2 tygodnie luzu w lipcu Teraz pozostała kwestia dogadania gdzie jedziemy? Ja bardzo chciałem w góry Kasia nad morze. Rozpatrując wszystkie za i przeciw oraz szukając kompromisu ustaliliśmy (chyba w sumie bardziej ja ) że jedziemy w Bieszczady a na koniec wędrowania po górach spędzimy dzień/dwa nad Soliną ![]() To nasz pierwszy wspólny dłuższy wyjazd w góry więc stwierdziłem że bierzemy autko wrzucamy wszystko co wydaje się nam potrzebne bo i tak nosić tego nie będziemy. W praniu się okaże z czego na przyszłość można zrezygnować a co zabrać lub wymienić na inną rzecz. Tuż przed wyjazdem wybraliśmy się na drobne zakupy. Drobne to nam jednak zostały w portfelu po tych zakupach Spodnie, czołówka, jakaś bluza, buty, sandały, liofilizaty, jedzenie na pierwsze dni, przygotowanie mojego fietarii itd itp pochłonęły sporą ilość gotówki. Takie życie - większość rzeczy to jednak inwestycja długo falowa wszak buty, sandały, czołówka czy spodnie będą nam służyć dłużej Tak sobie to z Kasią ciągle tłumaczyliśmy patrząc na paragony ![]() Spakowani, zwarci i gotowi ruszamy na podbój Bieszczad w nocy z 22 na 23lipca. Startujemy około 3 w nocy na wschód - tam musi być cywilizacja (jak się okazało całkiem niezła ). Zaplanowana trasa: Kce-Krk-Bochnia-Brzesko-Tarnów-Pilzno-Jasło-Krosno-Sanok-Lesko-Baligród-Cisna-Ustrzyki Górne-Wołosate Chciałem podkreślić że do Krosna droga w bardzo dobrym stanie. A4 i opłaty zostawię bez komentarza natomiast reszta trasy na wysokim poziomie. Co jakiś czas droga się rozszerzała na dwa pasy i można było wyprzedzać Tiry i inne ciężarówki. W Okolicach Tarnowa bardzo ładny fragment autostrady. Przez większą część trasy droga jednopasmowa (tzn jeden pas w jednym kierunku ) ale z szerokim poboczem i jak kierowca jadącego wolniej auta używał mózgu to zjeżdżał i bez problemu można było się wyprzedzać. Od krosna droga już standardowa czyli raz lepiej raz gorzej i koleiny. W samych Bieszczadach znów wysoki standard dróg - byłem pod wrażeniem. Na wiaduktach ruch wahadłowy - trochę ucierpiały od wody ale dużo też nowych i wyremontowanych było. Jadąc przez pół polski niestety nie trafiliśmy na żaden ciekawy bar czy zajazd a MC w Krośnie otwarty dopiero od 8 więc pierwszy dłuższy postój zaliczyliśmy w Baligrodzie. Z trasy zauważył punkt informacji turystycznej. Zajechaliśmy wyskoczyłem i poszedłem zapytać o jakiś ciekawy zajazd w okolicy. Niestety wszystko otwarte od 10.00 a my w Baligrodzie zameldowaliśmy się tuż po 8 rano. Zostały nam kanapki. Wychodząc z punktu informacji dostałem oświecenia - przecież dziadek tu walczył. No i krok w tył. Tym razem przesympatyczną kobitkę męczę o jakieś muzea, pomniki opowiadam o dziadku który się tu gonił z UPA i w około 100 Polaków łoili 400 Ukrainców (Nasi górą ! ![]() ) W okolicy nie było jednak żadnego muzeum jedynie pomniki upamiętniające walkę i w samym Baligrodzie tuż obok punktu informacji mały skwer w którym stał czołg (ten sam model którym jeździł szarik i jego 4 koledzy ) Dostałem informatory turystyczne i płytę z filmem DVD z życzeniami dla dziadka - mam mu pokazać film żeby zobaczył jak teraz wyglądają tereny na których kilkadziesiąt lat temu zbyt łatwo można było stracić życie. Nie ma zajazdu to są kanapki Kulturalnie na ławeczce wcinamy kanapki popijając herbatką z termosu gapimy się na czołg. Po posiłku zrobiliśmy sobie zdjęcia przy tej śmiercionośnej machinie.Jak się dowiedziałem z opisu w Bieszczadach takie czołgi nie walczyły - walczył znacznie lżejsze. I taki nieduży czołg właśnie tutaj stał ale jak się okazało był to jedyny egzemplarz w Polsce więc go zabrano do muzeum w Poznaniu a na otarcie łez Baligród dostał znacznie większy czołg Ruszamy dalej. Cisna i postój na gofra ze śmietaną i jagodami a raczej na jagody z gofrem Tylleeee ich było Z fioletowym uśmiechem na ustach ruszamy w stronę Wołosatego. Fiestarii zmęczone po tak długiej jeździe ledwo ledwo pokonuje serpentyny i wzniesienia ale dzielnie wiezie nas do końca. W Wołosatym rozbijamy namiot przy "Hoteliku pod Tarnicą". Widoki kapitalne na samą Tarnicę Ceny jednak dość wysokie jak za osobę w namiocie - 15zł od osoby za noc. Na szczęście w cenie WC i prysznice z ciepłą wodą. Ciasne i tylko dwa ale dajemy radę. W hoteliku a raczej komunistycznym baraku kuchnia turystyczna w której można przygotować posiłki. A tuż na przeciwko bar w którym są rewelacyjne pierogi po Łomnicku 9zł mniam ! W barze/restauracji sympatyczny klimat. Zdziwił mnie fakt że w sezonie wakacyjnym (lipiec/sierpień - dziady nie liczą się z wakacyjnym wrześniem dla studentów ) do samego Wołosatego kursuje masę busików i PKS. W wakacje o dojazd nie trudno. Dzień 1 23.07.09 Po rozpakowaniu a raczej przepakowaniu, rozbiciu namiotu ruszamy w trasę. Trochę późno bo około 12.00 ale co tam ogarniemy temat Dziś zaplanowana pętla: Czerwonym szklakiem z Wołosatego na przeł Bukowską-Rozsypaniec-Halicz-Kopa Bukowska-Krzemień (szlak nie wchodzi na te dwa wzniesienia, trasa biegnie poniżej)-przełęcz GOPRowska-Tarnica i zejście niebieskim szlakiem do Wołosatego. Ja zabieram plecak do którego wrzucamy kurtki, picie, jedzonko i inne przydatne pierdoły. Do przełęczy Bukowskiej droga mało ciekawa, brak widoków ciągle w lesie się maszeruje i to jeszcze po drodze w pewnym momencie pojawia się nawet asfalt Plusem jest fakt że wysokość zdobywa się stopniowo i spokojnie w zasadzie nie ma żadnych ostrych podejść. Na przełęczy Bukowskiej zostawiamy na chwilę szlak i szturmem z przygodnie poznanym panem z Katowic zdobywamy granicę ! Nasz atak załamał się kilka metrów za granicą Ukraińską - tęsknota za ojczyzną nie pozwoliła nam maszerować dalej więc obfotografowaliśmy słupki graniczne i siebie co było nie zwykle trudne bo tego dnia wiatr wiał bardzo bardzo mocno. Widok na Ukrainę i Bieszczady Wschodnie taką radością mnie nakręcił że cały czas w głowie, duszy i sercu słyszałem i śpiewałem "Hej sokoły" Po kilkunastu minutach nielegalnego pobytu w strefie przygranicznej wróciliśmy na szlak i jeszcze na przełęczy Bukowskiej pod wiatą zrobiliśmy sobie jedzonko - pierwszy kontakt z liofilizatem marki travellunch - o tym pisałem już w osobnym temacie. W między czasie przewijali się różni ludzie i niestety stonka istnieje i w góry wychodzi...ten wątek przy większej ilości czasu chcę poruszyć w innym temacie więc na nim się nie będę teraz skupiał. Po posiłku który całkiem nieźle nas naładował ruszamy dalej. Wieje bardzo nie przypominam sobie żebym w takim wietrze w górach kiedyś maszerował. Ale napieramy do przodu. Nakręcony widokami i ciągle mrucząc pod nosem "Hej sokoły" strzelam aparatem to tu to tam aż nagle napis w aparacie informuje mnie że magazynek jest pusty - karta pamięci full masakra nie ma karty pamięci a pamięć aparatu już zapełniona. Na wojnie z taką rozrzutnością amunicji długo bym nie przetrwał Ratujemy się aparatem z kom ale co tu dużo mówić zdjęcia wychodzą średnie. Przez Rozsypaniec i Halicz przechodzimy w zasadzie bez zatrzymywania. Wiatr jest nieprzyjemny. Dosłownie 2/3min przerwy na obejrzenie widoków i dalej. Maszerując pod kopą Bukowską i Krzemieniem wiatr już nam tak nie dokucza - jesteśmy osłonięci przez Tarnicę. Tu zatrzymujemy się częściej podziwiając widoki i patrząc na szczyty na których chwilę temu byliśmy. Widoki niesamowite, wszystko wydaje się takie bliskie na wyciągnięcie ręki. Bardzo przeżywam w sobie piękno Bieszczad ale już coraz później się robi ludzi coraz mniej na szlaku słoneczko coraz niżej trzeba iść. Systematycznie tracimy wysokość. Do przełęczy GOPRowskiej z górki. W sezonie letnim jest tu baza terenowa - namiot w którym dyżuruje dwóch ratowników i zabezpieczają okolicę Tarnicy, Halicza. Trochę mnie korci żeby podejść przywitać się - w końcu z ratownictwem jestem związany a i z goprem już coraz bardziej (nie skromnie się pochwale że zakwalifikowałem się na kurs kandydacki w GJ GOPR który zaczyna się w najbliższy weekend) Kasia trochę kręci nosem. Ja widząc przez jakie trawy trzeba się przebijać w sumie też odpuszczam. Suniemy znów pod górę na przełęcz a stamtąd na Tarnicę. Jest już około 17-18 - pojęcia nie mam tak mi tu dobrze że przez całą drogę nawet nie spojrzałem na zegarek. Na Tarnicy jesteśmy sami w dwójkę. Podziwiamy na wschodzie Halicz, Rozsypaniec, całą połoninę Bukowską oraz Bieszczady leżące już na Ukrainie. Na zachodzie połoninę Caryńską i Wetlińską. Widać nawet Wielką Rawkę. Widoczność jest kapitalna - niebo idealnie błękitne, zero chmurek tylko ten wiatr chociaż już się wywiał i na Tarnicy nie było źle. Schodzimy jest już coraz później. W drodze na dół spotykamy znajomego księdza Kasi. Już wcześniej na szlaku go widzieliśmy ale Kasia nie była pewna czy to ta osoba o której myśli. Tutaj zdecydowała się zapytać i od słowa do słowa okazał się znajomym z ks. z Myszkowa. W trójkę schodzimy niebieskim szlakiem do Wołosatego. W sumie już się ściemnia. Do namiotu przychodzimy około 20-21. Prysznic, kolacyja i spanie. Miałem zamiar wybrać się na piwko do baru na przeciwko ale nocna jazda autem oraz wędrówka po górach trochę mnie z nóg ścięły. Na następny dzień wariant "lajt" muszę się wyspać po podróży - w końcu to są wakacje a góry mają mi sprawiać przyjemność a nie męczyć mnie. I tak minął pierwszy cudny dzień w Bieszczadach
RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 11-08-2009 09:30 PM Z racji tego że od 7 rano do 19 wieczorem szaleje w szpitalu prawie codziennie nie mam czasu napisać relacji od strzału. Po staram się w jakiś sensownych odcinkach zainteresowanym przedstawić mój i Kasi wyjazd w Bieszczady ![]() Mam też problem ze zdjęciami - wyskakuje mi komunikat że plik który chcę załadować jest zbyt duży. Jak na debiut z relacją wypadam średnio przeciętnie W wolnej chwili której jednak na horyzoncie nie widzę postaram się obrobić i wrzucić kilka zdjęć. Nie są najlepszej jakości ale może chociaż trochę przedstawią Wam jakie cudne widoki widziałem i co w związku z tym w serduchu przeżywałem ![]()
RE: Bieszczady expedition 2009 - magda.s.77 - 11-08-2009 09:52 PM Zyraf, jak na debiut wypadasz znakomicie, a brak zdjęć w pełni rekompensuje "lekkie pióro". Tylko żałować, że czas ogranicza Twoje możliwości pisarskie. Niemniej jednak, z przyjemnością poczekam na ciąg dalszy. A także zdjęcia, nawet i słabszej jakości, ponieważ dla mnie Bieszczady to wciąż dziewiczy, niezbadany rejon. RE: Bieszczady expedition 2009 - Anna - 11-08-2009 10:43 PM Żyraf, relacja w porządku,a że w odcinkach nic nie szkodzi-poczekamy.Bardzo jestem ciekawa zdjęć, bo Bieszczad nie znam w ogóle-muszę to kiedyś zmienić.Mam nadzieję,że uda Ci się jednak coś wkleić. a tak z innej beczki-to gratuluje coraz bliższej drogi ku szeregom GOPR-u
RE: Bieszczady expedition 2009 - Pedro - 12-08-2009 07:17 AM Zyraf opis się świetnie czytało, no i moje rodzinne Krosno się przewinęło sporo razy w relacji ![]() No ale najbardziej to mi się ten kompromis podobał: Cytat: Ja bardzo chciałem w góry Kasia nad morze. Rozpatrując wszystkie za i przeciw oraz szukając kompromisu ustaliliśmy (chyba w sumie bardziej ja ) że jedziemy w Bieszczady
RE: Bieszczady expedition 2009 - mieciur - 12-08-2009 03:16 PM Zyraf, bardzo fajna wycieczka i relacja Zazdroszczę Ci tych widoków z Tarnicy - ja dwa razy byłem i zawsze widziałem tylko chmury, mgły i wiatr a do tego deszcz ! No ale może do 3 razy sztuka Czekam na dalsze części. RE: Bieszczady expedition 2009 - lapikus - 12-08-2009 05:14 PM Zyraf! Widzę, że delikatna perswazja przyniosła oczekiwany przez Ciebie skutek, i w końcu Kasia dała Ci postawić na twoim. Nic nie wspominasz, żeby z tego powodu gnębiła Cię wymyślanymi dla siebie przywilejami i pozwoleniem marudzenia, to i przypuszczam, że zadowolona była. Relacja napisana z jajem - bez szowinistycznego podtekstu. Bardzo mi się podoba Twój luzacki i beztroski styl Znajdź w końcu czas i nie każ nam dłużej czekać na ciąg dalszy.
RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 13-08-2009 08:51 PM Ciesze się że podoba Wam się relacyja Dziś odwiedził mnie dziadek Pokazałem mu zdjęcia, opowiedziałem jak teraz wyglądają Bieszczady. Dziadek z kolei opowiadał mi o walkach. Chyba w rodzinie tylko ja jestem zainteresowany słuchaniem jego opowiadań - dwie córki i wnuczki raczej nie interesują się historią i losami wojennymi a ja jako jedyny wnuk ciekawy jestem co tam się działo. Dziś mi opowiadał o walce o której wspomniałem Wam wcześniej. Jak 400 Ukrainców o świcie napadło na ich obóz a Polacy w około 90 ich pogonili. Śmiać mi się chciało jak opowiadał że chorąży krzyczał że braknie amunicji a dziadek jak to dziadek nerwus odpowiedział "nie pierdol mi tu tylko pruj!" i tak dziadkowi zostało do dziś. Zawsze musi być po jego myśli hehe Kolejna ciekawa historia to gdy saperzy bawili się w namiocie - wyznaczali granicę i wysadzali drzewa na całym "winklu" od Krzemieńca po Halicz itd - a żołnierze byli przydzieleni jako ich ochrona. Z racji tego że mieli gorzej to kapral wpadł na pomysł co by postrzelać w las i porzucać granatami żeby saperzy się trochę przejęli. Więc pruli tak że aż saperzy wyskakoczyli z namiotu do rynsztoku się czołgać bo bezpiecznie. A jak się wystrzelali po lesie to pozbierali trochę łusek rozsypali po stronie Ukraińskiej i w gazecie po zatwierdzeniu przez specjalną komisję zostali pochwaleni że odparli atak UPA bez strat własnych - no może po za bólem brzucha ze śmiechu Lubie słuchać historie dziadka - jakoś skupia się na takich pozytywnych rzeczach w całym tym koszmarze. A wracając do relacyji Dzień 2 24.07.09 Dziś dzień "na relaksie". Spałem aż się wyspałem a raczej aż temperatura w namiocie nie wzrosła do temperatury podsmażania nas w śpiworach. Otwierając namiot aż buchnęła para hehe i naszym oczom ukazał się kolejny słoneczny dzień. Już nie taki wietrzny i pokazało się też parę chmurek które od czasu do czasu rzucały na nas cień. Po śniadanku i mozolnym przepakowaniu stwierdziliśmy że nie ma się co forsować, trzeba zregenerować siły po podróży i wczorajszej pętli oraz nabrać sił na następne dni - plany był ambitne. Busikiem jedziemy z Wołosatego do Ustrzyk Górnych - na busiki czeka się dosłownie kilka minut. Cena 4zł. W tych Bieszczadach dziwny mają taryfikator. Wszędzie płaci się 5zł bez znaczenia czy jedzie się z Wołosatego do Ustrzyk czy z Ustrzyk do Wetliny hehe. Z racji tego że gaduła ze mnie straszna a kierowca busa też był papla to zapłaciliśmy tylko albo i aż 4zł W Ustrzykach rzuciliśmy okiem po centrum, zagadaliśmy z miejscowymi co jest ciekawego w okolicy i stwierdziliśmy że ruszamy na naleśniki z jagodami "Zajazd pod Caryńską" super klimat, jedzenie też bardzo dobre i ceny nie wygórowane. Naleśnik z jagodami 9zł. Wieczorem otwierają bar ale o nim wspomnę później. Czekając na naleśniki usłyszałem jedną z piękniejszych piosenek w ostatnim czasie. http://w129.wrzuta.pl/audio/8LbHeNUb4sD/16_-_wedrujemy wzruszyłem się aż mnie ścisnęło w żołądku - paranoja myślę. "Twardym trzeba być a nie miętkim" ale Bieszczady i taka muzyka rozbroją każdego, mnie na pewno. Los naleśnikoś gitez ! Na pewno to wrócimy ( i wróciliśmy ). Trzeba się ruszyć w te nasze "spiętrzone marzenia". Jak już wspomniałem dziś dzień lajtowy więc i trasa nie jest super ambitna ale i tak sprawia nam dużo radości. Czerwonym szlakiem wracamy z Ustrzyk do Wołosatego przez Szeroki Wierch. Pauza: Dziadek przysiadł się i opowiedział mi kolejną historię. Tym razem jak stacjonowali w Baligrodzie i miał służbę na bunkrze. Z nudów bawił się CKM i przypadkiem puścił serię ponad leżącymi w trawie kolegami. Nie zacytuję jak bardzo po nim krzyczeli Przy wyjściu na szlak jesteśmy zahaltowani w celu pobrania opłaty. Od słowa do słowa że my biedni studenci doszliśmy do tego że można wykupić karnet na 4 wejścia (wejście ważne przez jeden dzień więc można oblecieć kilka górek) ważny przez 2 tygodnie od pierwszego skasowania koszt 13zł (ulgowe) na dwie osoby. Na początku odbijamy z szlaku na równolegle idąca ścieżkę dydaktyczną prowadzącą wzdłuż potoku Terebowiec - ścieżka ma dosłownie 200-300m i znów wracamy na szlak. Dziś już czuć podejście aczkolwiek jest to standardowy szlak bez ostrego parcia do góry. Jednak po wczorajszym spokojnym zdobywaniu wysokości czuć różnicę. Szlak jest znacznie ciekawszy - drzewa nie rosną tak gęsto jak na wczorajszej trasie przez to widać coś więcej niż tylko ścieżkę którą mamy przed sobą i już za sobą. Na trasie duża, nowa i ładna wiata. Przerwa na krakersika Po chwili dopada nas jakaś wycieczka więc nie zastanawiając się długo zbieramy zabawki i wynosimy się z tej piaskownicy. Góry są dla wszystkich ale nie wszyscy mi w tych górach odpowiadają więc ruszamy dalej do przodu. Stopniowo wychodząc z lasu i zdobywając wysokość widzimy Tarnicę przed sobą a za nami połonina Caryńska. Spokojnym krokiem suniemy do przodu pozdrawiając schodzących już turystów. Czasem człowiek nie nadążał odpowiadać jak przechodziła większa grupa Zatrzymujemy się co jakiś czas na dłuższą chwilę aby podziwiać widoki - dziś mi w duszy gra "Góry to ludzie którzy je niosą w plecaku " - wiatr jest zdecydowanie łagodniejszy a widoczność wciąż kapitalna. Dochodzimy do przełęczy pod Tarnicą tu dłuższa przerwa na kabanosa. Stąd już ruszamy tym samym niebieskim szlakiem którym szliśmy dzień wcześniej. W Wołosatym meldujemy się znacznie wcześniej niż w dniu poprzednim. Robimy sobie pyszną obiadokolacje - kuskus, kukurydza, tuńczyk, dużo radości i błysk w oku oraz wzajemne towarzystwo. Te wszystkie składniki powodują że wcinamy jedzonko aż nam się uszy trzęsą. W między czasie słyszmy miauczenie hmm Kasia wyszła przed barak zobaczyć o co kaman? Okazało się że tuż pod dachem żyje sobie kocia rodzina i nieszczęśliwy mały kotek wyskoczył z okienka na daszek znajdujący się tuż nad drzwiami a stamtąd biedaczek spadł Siedział za drzwiami i miauczał do kociej mamy a kocia mama z daszku miauczała do niego. No cóż trzeba wkroczyć i pomóc. Łapie malucha - fajna taka mała miałcząca kulka - stwierdziłem jednak że łatwiej mi będzie wejść na daszek bez niego a jak już się wdrapie to kociaka poda mi Kasia i dostarczę go do domu. Mały był na tyle sprytny że gdy przekazywałem go Kasi pitną ruchem jednostajnie wystraszonym bardzo przyśpieszonym w krzaki. Siedział tam potem z kocią mamą do wieczora i za żadne skarby nie chciał wyjść. Muszą sobie jakoś poradzić. Wierze w to że kocia mama w zębach wniosła go na górę. My tymczasem radośnie przepraliśmy dwie/trzy rzeczy rozwiesiliśmy je z nadzieją że kolejnego dnia będzie znów upał i położyliśmy się spać a naszym namiociku.
RE: Bieszczady expedition 2009 - mieciur - 14-08-2009 07:18 PM I kolejna część relacji Super to opisujesz, i bardzo przyjemnie się czyta. A te opowieści Towjego dziadka wręcz kapitalne, ehh sam chętnie bym posłuchał
RE: Bieszczady expedition 2009 - gosia3ek - 19-08-2009 09:00 AM żyrafie, czekam na ciąg dalszy. fajne te opowieści Dziadka Twojego, strasznie lubię słuchać historii z przeszlości i porównywać je z obecną sytuacją. i widooooki z Tarnicy miałeś... kawałek fotki chociaż wrzuć bo ciekawa jestem co tam widać
RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 25-08-2009 08:53 PM akuku jutro mam wolny dzień więc obiecuje że coś skrobnę. Ostatni tydzień byłem po za zasięgiem internetu - miałem intensywne szkolenie w GOPRe i zostałem ratownikiem kandydatem jedno z moich większych i ważniejszych marzeń się spełniło ale to dopiero początek "kariery" i dużo dużo jeszcze muszę się nauczyć, ćwiczyć itd itp żeby móc powiedzieć że jestem ratownikiem górskim na razie jestem "młody i zielony". Pierwszy etap za mną a teraz zobaczymy czy wystarczy mi zapału i samozaparcia Nawet nie wiecie jak mi się krzyczeć z radości chce !
RE: Bieszczady expedition 2009 - maciek - 25-08-2009 09:45 PM zyraf napisał(a): ...jedno z moich większych i ważniejszych marzeń się spełniło...[...]Nawet nie wiecie jak mi się krzyczeć z radości chce
! ![]()
Miło widzieć, jak komuś spełniają się marzenia. RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 26-08-2009 12:58 PM Wracając do relacyji Dzień 3 25.07.09 Relaksowo, piwkowo, koncertowy ![]() Pada.... A wieczorem jeszcze niebo było piękne widać było wszystkie gwiazdy. Skusiło nas to do przeprania kilku rzeczy a tym czasem pogoda nastawiła się na funkcję płukanie i się zacięła. Pranie ciągle się płucze a my zdegustowani pogodą człapiemy do baraku zrobić śniadanie. Jemy powoli, delektując się każdym kąskiem - może w tym czasie deszcz przejdzie. Niestety pada coraz mocniej. Po śniadanku i kręceniu się tu i tam bez celu, spakowaliśmy wszystko do auta w systemie fast packing został tylko namiot. Ciągle leje i leje coraz mocniej. Stwierdziliśmy że nie ma co w wielkim deszczu zbierać domku który ma nam służyć jeszcze przez parę dni i ruszyliśmy do baru 200m dalej Tutaj drugie śniadanie - Ja zamawiam pierogi po Łomnicku a Kasia pierogi z jagodami. Siedzimy i czekamy, czekamy i siedzimy. Pogadaliśmy trochę z naszymi sąsiadami z pola i baraku - najbardziej charakterystyczne były "dzieci kwiaty" Ekipa z Warszawki nastawiona do życia bardzo ekologicznie i wegetariańsko. Bałem się przy nich jeść pasztet co by zaraz w nos nie dostać hehe Sympatyczni ludzie przyjechali raczej tu wypocząć niż chodzić po górach aczkolwiek na parę kopczyków weszli ![]() Ciągle pada a z tej pipidówki trzeba się ruszyć. Zwijamy namiot - chyba największe oberwanie chmury a my kasujemy mieszkanko. Całe mokre fuu Tuż po zwinięciu pstryk i deszczu nima....normalnie cholery idzie dostać tak jakby ktoś nacisnął guzik od pilota i wyłączył deszcz. Cóż przenosimy się do Ustrzyk Górnych. Rozbijamy się przy Kremenarosie - schronisko PTTK które wg rankingu gazety NPM zajęło jedno z ostatnich miejsc. W mojej ocenie nie prezentują się tak źle jak było to napisane - z tego co wiem to zmieniła się ekipa zarządzająca Kremenarosem w między czasie. Ciekawy klimat, ceny przyzwoite - za dwie osoby za dwa dni + auto zapłaciliśmy 30zł przypomnę że w Wołosatym 30zł płaciliśmy za jeden dzień - nie ma limitu prysznicowania aczkolwiek na ciepłą wodę trzeba zapolować. Ogrzewanie przepływowe i jak zbyt duża wiara korzystała z wody to o ciepły prysznic było ciężko. Pogoda dalej mało ciekawa ale już przynajmniej nie pada. Rozbijamy namiot a w namiocie mokro. Przewidziałem taką przygodę i w ruch idą ściereczki pana Jana niezbędnego. 3/4 szmatki wchłaniające wodę wystarczą aby doprowadzić namiot do stanu super używalności - suche spanie to podstawa. W całej tej walce z deszczem moja kurtka coś zaczęła dziwnie się zachowywać i poczułem wilgoć od wewnętrznej strony rękawów - pewnie się spociłem pomyślałem i temat olałem a związana z tym przygoda wyjdzie niestety później . Dużo czasu straciliśmy na pakowanie w deszczu, rozbicie się, doprowadzenie namiotu do stanu używalności więc stwierdziliśmy że nie ma co pchać się już w góry. To są wakacje więc odpoczynek też nam się należy. Dwa zestawy obiadowe w Kremenarosie podnoszą nasze morale (jedzenie bardzo dobre i niedrogie - dwudaniowy posiłek 15zł) Po obiedzie ruszamy na miasto ! Obejrzeliśmy inny camping PTTK - jest ogromny jak na Bieszczady. Dużo ludzi i brak klimatu - mi się nie podobał. Dotarliśmy do małego skromnego muzeum "Zielony Domek". Muzeum to poświęcone jest Bieszczadom. Czynne jest od 17-19 w lipcu i sierpniu wstęp wolny. O godz 20.00 zostaliśmy zaproszeni na film o Bieszczadach - 3 części "wiosna i lato" "jesień" "zima" - trwał trochę ponad godzinę ale był bardzo ciekawy. W międzyczasie odwiedziliśmy też dyżurkę GOPR w Ustrzykach Górnych. Po filmie udaliśmy się do "Zajazdu pod Caryńską". Zajazd na poziomie piwnicy ma zrobiony ciekawy bar z małą sceną gdzie od czasu do czasu występują lokalne gwiazdy. Kasia zapisała w moim notesiku "19.00- koncert szarpidrutów" tak skwitowałem ogłoszenie wiszące przed zajazdem - jakaś garażowa kapela miała grać a ja wolałbym coś bardziej w klimacie Bieszczad. Jak się okazało szarpidruty nie dotarły a zamiast nich wystąpił zespół Widymo (http://www.widymo.pl/) Grzaniec dla Kasi, dla mnie zimne piwko plus ziemniaczane "talarki" i pieśni Karpat było to idealne zakończenie dnia.
RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 26-08-2009 02:56 PM Dzień 4 26.07.09 Obudził nas deszcz - znowu W tym szaleństwie jest metoda - Bieszczady skutecznie bronią się przed najazdem weekendowiczów na połoniny. Deszcz nie jest tak intensywny jak w dniu poprzednim więc zdecydowaliśmy się ruszyć w góry. Po śniadanku udajemy się na "dworzec centralny" 5-10min czekania i mamy busika do Brzegów Górnych. Stąd czerwonym szlakiem ruszamy na połoninę Wetlińską odwiedzić Chatkę Puchatka. Podejście ostre ciągle suniemy do góry. Pojawiają się kamienne stopnie - szybko zdobywa się wysokość. Godzina marszu i jesteśmy na górze. Pogoda do bani. Czasem słońce czasem deszcz - co kilka minut ściąga się i zaraz ubiera kurtkę bo każda przechodząca nad nami chmura zrzuca trochę deszczu. Wczoraj zignorowałem wilgoć po wewnętrznej części kurtki...niestety dziś chciałem "zrzucić" z siebie nadmiar wody i przetarłem ręką rękaw od kurtki. Ku mojemu zdziwieniu ta spieniła się.... łożesz Ty za dużo proszku było w praniu, kurtka się nie wypłukała i membranę szlak trafił mocniejszy deszcz a łona puszcza wodę Dobrze że to przelotne deszcze a nie oberwanie chmury. Sunąc na górę po pokonaniu 3/4 trasy około 50-100m od szlaku stał na polance duży, piękny jeleń. Ogromne poroże miał. W połączeniu z widokami za nim hmmm bajka. Szybko zrzuciłem plecak, myślę "ubiorę kurtkę i zrobię mu parę zdjęć". Niestety pan rogaty poczuł się urażony faktem że zamiast od razu sięgnąć po aparat (a raczej kom z aparatem) i robić mu zdjęcia jak pozuje ja śmiałem najpierw wyjąć i ubrać kurtkę. Zanim wycelowałem w niego aparatem pokazał mi swoją zadnią część ciała i podreptał w las. Hmm chyba uraziłem gwiazdora ![]() Maszerujemy dalej - widoki na połoninę Caryńską kapitalne. Jej czubek w chmurach wygląda fantastycznie. Postaram się później wrzucić kilka zdjęć. Po około kwadransie docieramy do schroniska. Ostatni raz w Chatce Puchatka byłem w 2005 roku. Od tego czasu trochę się zmieniło - troszeczkę powiększyli schronisko tzn przesunęli jedną ścianę przez co mieszczą się 3 lub 4 stoły więcej. Jedno się nie zmieniło - tłumy i ciasnota ale dzięki temu było w miarę ciepło Cóż do standardów europejskich daleko Ceny jako takie: 4zł czekolada, 5zł herbata z miodem, 2zł wrzątek do dużej menaszki. W trakcie posiłku debatujemy z Kasią co dalej. Ja bardzo chciałem iść dalej grzbietem połoniny na Przełęcz Orłowicza a stamtąd żółtym szlakiem zejść do Wetliny. Kasia zmarznięta i trochę zmoczona przez deszcz zdecydowanie przeciwstawiała się temu pomysłowi. Wolała zejść na dół żółtym szlakiem do Przełęczy Wyżniej. Biorąc pod uwagę pogodę i zupełny brak widoków może to i lepiej - wrócimy tu kiedyś na pewno pomyślałem. I zaczęliśmy schodzić żółtym szlakiem na dół mijając turystów i stonkę górską maszerująca z parasolami i fioletowymi palcami z zimna w sandałach....szkoda to komentować. W drodze na dół łapie nas mocny deszcz - chowamy się w lesie obok szlaku. Kurtka Kasi nie wytrzymuje i przecieka zupełnie. Na szczęście wziąłem ze sobą swoja starą kurtkę - coś czułem że miejski sprzęt Kasi nie wytrzyma oberwania chmury. Kurtka rozmiar XL wyglądała na Kasi jak sutanna ale przynajmniej z żadnej strony nawet od dołu deszcz Kasi nie ruszył Idziemy dalej. Na Przełęczy Wyżniej dosłownie chwilę po zejściu łapiemy PKS i jedziemy do Ustrzyk. Na miejscu ciepły prysznic, jedzonko i planowanie tras na najbliższe dni. Oczywiście uzupełnianie notesika ciąg dalszy - to dzięki niemu pamiętam tyle szczegółów z wyjazdu
RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 01-09-2009 11:01 AM Ale mi się ta relacja w czasie rozciągaaaaaa Dzień 5 27.07.09 Jak zwykle próbowaliśmy wstać o 7.00 rano i jak najwcześniej wyruszyć na szlak. Jak zwykle wstaliśmy później No może ja wstałem później - Kasia wstała wcześniej. W końcu udało mi się wyleźć ze śpiwora i poczłapać w stronę łazienki. Kasia w tym czasie poszła do sklepu po jedzonko - kochana kobieta warto takie zabierać w góry ![]() Nie wspominałem o tym wcześniej ale z dnia na dzień brakowało nam coraz bardziej kasy dojazd autem okazał się kosztowny a w pieniądzach na wyjazd nie uwzględniliśmy kosztu paliwa na drogę powrotną. Na szczęście w porę się zorientowałem i odłożyliśmy "żelazną gotówkę" Spowodowało to jednak małą dziurę budżetową w naszych finansach. Trzeba było kombinować i kalkulować jak tu przeżyć, wydając jak najmniej Jak to zwykle u studentów bywa, pieniądz w portfelu to zjawisko egzotyczne - pojawia się i równie szybko i niespodziewanie znika ![]() Po śniadanku kierujemy się na "dworzec centralny", który znajduję się około 500m od Kremenarosa. Ledwo pokonaliśmy połowę dystansu do busikowni a już zwinął nas jakiś kierowca i jedziemy do Wetliny. Po kilkunastu minutach jazdy i wymienieniu kilku zdań z kierowcą jesteśmy na miejscu. Żółty szlak na Przełęcz Orłowicza zaczyna się błotniście. W końcu weekend był deszczowy. Szlak przyjemny, podejścia nie za ostre a czasami odnosiło się wrażenie że idziemy po płaskim terenie więc "nogi mogły odsapnąć" przed kolejnym wyrywaniem do góry. Po wejściu na Przełęcz Orłowicza Kasia chciała zrobić przerwę na kanapkę ja jednak zniechęcony ogólnie panującym szumem, hałasem i dymem papierochów stanowczo się temu sprzeciwiłem. Masakra w takim towarzystwie robić przerwę...Łyk wody i ruszamy dalej. Czerwonym szlakiem maszerujemy na Smerek. Widoki na trasie kapitalne. Podejście też jakieś magiczne, idzie si bardzo lekko i przyjemnie Na szczycie dłuższa przerwa na kanapkę, wspólne zdjęcie i podziwianie widoków. Pogoda słoneczna ale wietrzna więc trzeba siedzieć w kurtce. Po kanapkach z pasztetem które w górach i przy takich widokach smakują rewelacyjnie ruszamy dalej. Czerwonym szlakiem idziemy na Połoninę Wetlińską do Chatki Puchatka. W Chatce Puchatka zaplanowany jest dłuższy postój - przerwa obiadowa. Maszerujemy dzielnie 2/3 godziny może więcej. Szczęśliwi czasu nie mierzą więc dokładnie nie wiem ile czasu zajmowało nam pokonanie danego odcinka. Widoki jak z bajki. Wiaterek przyjemnie chłodził podczas marszu aczkolwiek jak dmuchnął mocniej to się nawet zimno robiło. Na trasie jedno mocniejsze podejście na Osadzki a tak to szlak cały czas bez większych zmian wysokości prowadzi. W okolicach Osadzkiego spotykamy naszych "znajomych" z Wołosatego - "Dzieci Kwiaty" Zamieniliśmy kilka słów i dalej w drogę. Po dojściu do schroniska przerwa na obiadek Adventure Food - rewelacja ale trochę mało (pisałem o tym w innym temacie) Po obiadku czas na deser. Kupiliśmy sobie pyszną czekoladę z bakaliami, którą postanowiliśmy zjeść na grani. Spotkaliśmy tam ratownika GOPR z Grupy Bieszczadzkiej - był prywatnie z rodziną. Oczywiście jako młody zapaleniec wtedy jeszcze stażysta nie odpuściłem takiej okazji i zasypałem go masą pytań. Gość okazał się bardzo sympatyczny i z chęcią odpowiedział mi na wszystkie pytania. Zaprosił też nas na swój fotoblog: http://pejzaz.blog.onet.pl/ Po tej miłej konwersacji każdy rusza w swoją stronę. Czerwonym szlakiem schodzimy do Brzegów Górnych. Na trasie niczym strusie pędziwiatry przegonili nas bracia mniejsi kapucyni. Widok kapitalnieprześmieszny. Ciężkie buty trekingowe, habity i plecaczki. Tempo na dół mieli niesamowite tak jakby jakiś świętych na nich czekał ![]() Po dotarciu do Ustrzyk wybieramy się na skromne (fundusze się kurczą) zakupy. Bułki, parówki, woda i piwo - piwo musi być. Kolacja mija nam sympatycznie. Niestety parówki szybko się kończą ale jest jeszcze bułka i piwo. Przeżyjemy! Cali uhahani upamiętniamy tę chwilę zdjęciem. Bułka z piwem takie cuda tylko w Bieszczadach ![]() ![]() Tak właśnie wygląda przygoda
RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 01-09-2009 11:39 AM A teraz kilka obiecanych zdjęć ![]() [attachment=25455] widok na Tarnicę z Wołosatego [attachment=25456] okolice przełęczy Bukowskiej. "Szturm na Ukrainę" i widoki na wschodnie Bieszczady [attachment=25457] Na granicy [attachment=25458] W drodze na Halicz [attachment=25459] W drodze na Tarnicę. Pod Kopą Bukowską [attachment=25460] Tarnica RE: Bieszczady expedition 2009 - zyraf - 01-09-2009 12:08 PM [attachment=25461] Szeroki Wierch - Widok na Połoninę Caryńską [attachment=25462]Kremenaros - narada bojowa ![]() [attachment=25463]Połonina Caryńska w chmurach [attachment=25464] My i nasz domek [attachment=25465] W drodze na przełęcz Orłowicza [attachment=25466] Smerek - widok na Połoninę Wetlińską [attachment=25467]Połonina Wetlińska - widok na Połoninę Caryńską [attachment=25468]Bułka z piwem też posiłek
RE: Bieszczady expedition 2009 - Anna - 01-09-2009 09:58 PM No Żyraf w końcu udało Ci się zapodać fotki Widzę,że trzeba kiedyś koniecznie przejść się po bieszczadzkich szlakach....Pisanie relacji wychodzi Ci jak bułka z masłem
|