Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat
Kolory górskiej jesieni - Wersja do druku

+- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum)
+-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18)
+--- Forum: Planowane wyprawy, wieści z gór, relacje tematyczne (/forumdisplay.php?fid=5)
+--- Temat: Kolory górskiej jesieni (/showthread.php?tid=1431)


Kolory górskiej jesieni - Pablo - 25-09-2008 09:30 AM

Nowa pora roku - nowy temat Wink
Kto chce - tu umieszcza swoje informacje i relacje.
W górach to krótka pora roku, pewnie skończy się na październiku, gdyż zima nadchodzi wielkimi krokami. Więc jeśli ktoś wybierze się w rakach i z czekanem na szlak będzie to już zimowa relacja, bez czekania na datę kalendarzowej zimy Smile
pozdr


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 29-09-2008 04:31 PM

W końcu nadeszła ta oczekiwana sobota, kiedy mogłem wybrać się na przywitanie z Beskidem Sądeckim jesienną porą!
Pewne wieczorne zobowiązania ?imprezowe? Big Grin wpłynęły na delikatną korektę trasy, która początkowo miała obejmować całe pasmo Radziejowej, a teraz skróciła się jedynie do okolic Obidzy i Wielkiego Rogacza.

Około godziny 9-tej, wraz z towarzyszącą mi w ten dzień mamą stanęliśmy na parkingu w Kosarzyskach. Czerwony szlak z Piwnicznej wspina się stąd asfaltową drogą do Suchej Doliny, a następnie do przysiółka Obidzy. Wizja spacerowania tą samą trasą po raz pewnie sto pięćdziesiąty ósmy kwasny spowodowała, że postanowiłem ruszyć w prawo doliną potoku Czercz, by jedną z dróg gospodarczych dobić do szlaku już w okolicach Obidzy. Rześkie powietrze i wesoło szumiący strumyk od razu postawiły nas na nogi. Troszkę zabłoconą drogą ostro wspięliśmy się przez jodłowy las w kierunku południowym. Po chwili, skutecznie obszczekani przez miejscowe kundle dołączyliśmy do znaków czerwonych by po ostatnim podejściu zrobić sobie kawusiową przerwę w bacówce na Obidzy. W dole widzieliśmy Suchą Dolinę, dalej Piwniczną i pasmo Jaworzyny Krynickiej, jednak chmury wciąż jeszcze trzymały się szczytów jak rzep psiego ogona i widoczność była raczej średnia.

Z bacówki ruszyliśmy w stronę Wielkiego Rogacza, mijając rodzinkę ceprów narzekających na stan bitej drogi i brak żadnych atrakcji (no żeby chociaż jakąś galerię lub cinema plaza tu postawili...giggle).
Z tego fragmentu trasy zazwyczaj pięknie widać łańcuch Tatr, jednak dziś widoczność ograniczała się tylko do Małych Pienin i szczątków Podhala Sad Szeroką drogą weszliśmy na Rogacza, gdzie przywitało nas dwóch rowerzystów i urocza kupka śmieci. kwasny Stamtąd plan zakładał krótkie zejście czerwonym, by po kilkuset metrach odbić w kolejną drogę leśną przez Radziejówki w kocioł potoku Czercz. Mimo, że nigdy wcześniej tędy nie szedłem udało się zejść dokładnie tam, gdzie chcieliśmy i po godzinnym spacerze bardzo ciekawą trasą wylądowaliśmy na dnie doliny. A jako że oboje z mamą posiadamy grzybowe skrzywienie Toungue nie obeszło się bez buszowania po lesie w celu wydobycia smakowitych okazów kurek i rydzów. Big Grin

Usmarowani błockiem po kolana, ale za to z zapasem leśnego runa doczłapaliśmy do autka. Moje przywitanie z Beskidem można było udać za udane!

Fotki:
1. widok z Obidzy w kierunku Tatr
2. z Rogacza na południe
3. Radziejowa z wieża obserwacyjną
4. wodospadzik okryty w dolinie Czercza
5. tartak


RE: Kolory górskiej jesieni - Agnieszka.S - 29-09-2008 07:35 PM

Bardzo ładnie Mallaidh!Smile Piękna górska jesień..


Gosia3kowo - Mallaidhowe spotkanie na szczycie - Mallaidh - 29-09-2008 09:14 PM

Ale wstałeś ? tymi słowami obudziła mnie matula w ten piękny niedzielny poranek.

Była 7.49, a godzinę temu byłem umówiony na dworcu sądeckiego PKS z Gosia3kiem. Tam właśnie miała się rozpocząć nasza pierwsza wspólna wędrówka z Wierchomli przez Runek, Łabowską, a potem gdzieś w dół...
Szybki rzut oka w lustro i znajomy trampek w gębie potwierdził moje przypuszczenia...znowu się spiłem i nie nastawiłem budzika (chociaż i tak nie wierzę, że dałby radę mnie ocknąć)kwasny
Wczorajsze spotkanie ze znajomymi ze studiów mogło mieć tylko jeden skutek....Shy
Nic to, myślę sobie, Gosia3ek już tam pewnie atakuje Wierchomlę, trzeba działać! Wysłałem smsa, że ruszę z Rytra na czołówkę. Szczęśliwie wiedziałem iż pewni znajomi jechali akurat też do Wierchomli i szybko zaaranżowałem transport w góry.
O godzinie 9.45 wysiadłem w Rytrze z zamiarem uderzenia na czerwony główny szlak beskidzki i wyjścia Gosia3kowi naprzeciw. Z obliczeń wynikało, że ona na Łabowskiej Hali będzie około 1-szej co mi pozostawiało 3 godziny czasu (celem zdążenia na piwo). Tabliczki wskazują 5 godzin...oj, trzeba się będzie sprężyć.blink
Pogoda jest piękna, lekka mgiełka nad Popradem powoli unosi się w górę, a buki na stokach Makowicy przyjmują kolory jesieni. Rozkładam kije i ruszam asfaltem przez Suchą Strugę, a następnie leśną drogą przez młodą buczynę. Po lewej stronie majaczy ryterski zamek, ale nawet nie chce mi się robić zdjęcia - kacor uchodzi ze mnie w najgorszy sposób. Głowa boli, w uszach szumi, hektolitry potu zalewają czoło. Masz za swoje głupku jeden, mówię do siebie i idę do góry. Po 45 minutach mijam Cyrlę, bardzo przyjemne schronisko z sielskim klimatem. Po 11stej robię przerwę na szczycie grzbietu próbując skontaktować się z Gosia3kiem lecz bez sukcesu.
Mknę więc dalej klnąc na siebie pod nosem ale chwalę przy okazji nowe kije Vipola, czuję inną jakość chodzenia. Mijam Zadnie Góry i Pisaną Halę. Jak dobrze być znowu "u siebie"! Co wyżej położone buczki szumią już złotymi liśćmi, w dole jednak jeszcze chowa się lato. Jest trochę ludzi na szlaku, jednak bez tłoku. Co chwilę łykam nieco wody i robię zdjęcia. Nie widać Tatr, mgiełka zasłania wszystko co dalej niż Pieniny, a szkoda. Jeszcze chwila i wchodzę w las pokrywający Wierch nad Kamieniem. Stąd na Halę już niedaleko. Dostaję smsa, że Gosia3kowi na Łabowskiej było za ciasno i poszedł się wydziczyć na skałki ukryte na stokach Wierchu. Jako że nie znam dokładnie drogi proszę ją o powrót na Łabowską, gdyż w duchu stwierdzam, że bez piwa się nie obejdzie. Kilka minut po 1szej staję przed schroniskiem.
Uff, euforia, rekord życiowy przejścia tego odcinka i stan przed zawałowy w jednym! Rzeczywiście ludzi sporo, trochę rowerzystów, rodzinki z dziećmi, jak to w niedzielę... Padam na ławkę i czekam na Gosia3ka. Po 10-ciu minutach wynurza się z lasu...

Tu koniec mojej części. Co działo się dalej i jak wyglądała poranna połowa trasy Gosia3ka, musimy poczekać na konsultacje, gdyż jak stwierdziła - w razie potrzeby utłucze...

CDN


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 29-09-2008 09:18 PM

Kilka fotek z pierwszej części trasy:


RE: Kolory górskiej jesieni - Hella - 30-09-2008 07:07 AM

A teraz poprosimy o zdjatko Mallaidha z Gosia3kiem. Tak do forumowej statystyki - kto z kim na szlaku wędrował...

A tak na marginesie - może to nie byłby zły pomysł na nowy wątek w00t - wspólne forumowe wędrowania - gdzie moglibyśmy wrzucać nasze wspólne zdjęcia? Poprzerzucajcie kochani swoje archiwa Smile
Bo ja specjalnie nie mam się czym pochwalić Shy, ale wszystko jest do nadrobienia Big Grin


RE: Kolory górskiej jesieni - przemo - 30-09-2008 07:33 AM

ja proponuję żeby każdy kto chce umieszczać opisy wypraw, miałby swój własny wątek gdzie mógłby je wrzucać. i w ten sposób nie było by czegoś takiego że każda nowa wyprawa każdego forumowicza to osobny temat. porządek byłby większy


RE: Kolory górskiej jesieni - Pedro - 30-09-2008 08:08 AM

Przemo (jak już być może zauważyłeś) my tutaj mamy taką organizację, że wraz z nastaniem nowej pory roku pojawia się nowy wątek - czyli jak łatwo policzyć, 4 na rok Smile

W tych wątkach każdy może zamieścić swoją relację. Jeśli natomiast ktoś uzna, że jego wycieczka była w czymś nadzywczajna to nie widzę przeszkód aby utworzyć nowy wątek. Tak było do tej pory, choć nie upieram się że tak też musi pozostać. Myślę jednak że to nie jest zły system.


RE: Kolory górskiej jesieni - Edyta85 - 30-09-2008 08:23 AM

Hella napisał(a):
Bo ja specjalnie nie mam się czym pochwalić Shy, ale wszystko jest do nadrobienia Big Grin

Hella napisał(a):

KasiaA napisał(a):
.... Kto z Was jeszcze nie był?


I ja dopisuję się do listy
W tym roku podeszłam tylko kawałek szlakiem, ale czasu nie starczyło To plan na przyszły rok.

Ps. Margit, Edyta - babska wyprawa?


to co może pomyślimy na wiosnę o wyprawie??


RE: Kolory górskiej jesieni - Edyta85 - 30-09-2008 08:26 AM

a mowa był o Mięguszowieckiej Przełęczy pod Chłopkiem


RE: Kolory górskiej jesieni - przemo - 30-09-2008 09:03 AM

Pedro - To mi się rozjaśniło teraz wszystko.Smile
Dołączam się do babskiej wyprawySmile....e zartowałemSmile


RE: Kolory górskiej jesieni - Pablo - 30-09-2008 09:45 AM

Mallaidh napisał(a):
...
stwierdziła - w razie potrzeby utłucze...
...

To Ona tak wszystkim grozi rękoczynami w00t
Lekko się czytało Twoją relację - fajnie napisane, prosimy o więcej fotek Wink


Hella napisał(a):
A teraz poprosimy o zdjatko Mallaidha z Gosia3kiem. Tak do forumowej statystyki - kto z kim na szlaku wędrował...

A tak na marginesie - może to nie byłby zły pomysł na nowy wątek w00t - wspólne forumowe wędrowania - gdzie moglibyśmy wrzucać nasze wspólne zdjęcia? Poprzerzucajcie kochani swoje archiwa Smile
...

fajny pomysł Madzia Smile może nie relacje ale jakaś galeria i króciutki opis do zdjęcia

przemo napisał(a):
ja proponuję żeby każdy kto chce umieszczać opisy wypraw, miałby swój własny wątek gdzie mógłby je wrzucać. i w ten sposób nie było by czegoś takiego że każda nowa wyprawa każdego forumowicza to osobny temat. porządek byłby większy

czasami jest kilka osób z forum na jednej wycieczce a relację pisze jedna osoba, inna daje zdjęcia itd. i byłby problem kto ma zamieścić relacje.
natomiast poza górskie opowieści "dziwnej treści" Wink zamieszczamy w Tematy nie tylko górskie i tam może każdy stworzyć swój jakiś temat, np o swojej okolicy, czy innych zainteresowaniach, tak jak Doktor pisze o przygodzie z wodą itp.


RE: Kolory górskiej jesieni - Hella - 30-09-2008 10:59 AM

Pablo napisał(a):

Hella napisał(a):
... A tak na marginesie - może to nie byłby zły pomysł na nowy wątek w00t - wspólne forumowe wędrowania - gdzie moglibyśmy wrzucać nasze wspólne zdjęcia? Poprzerzucajcie kochani swoje archiwa Smile
...

fajny pomysł Madzia Smile może nie relacje ale jakaś galeria i króciutki opis do zdjęcia


No właśnie o coś takiego mi chodziło Smile
Tylko może niezbyt jasno się wyraziłam Shy


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 30-09-2008 11:47 AM

Hella napisał(a):
A teraz poprosimy o zdjatko Mallaidha z Gosia3kiem. Tak do forumowej statystyki - kto z kim na szlaku wędrował...


Ho ho ho ale tu tłoczno dziś Wink

Zdjęcia ni ma, ogólne warunki na szlaku uniemożliwiły pozowanie Wink

Może następnym razemunsure


RE: Kolory górskiej jesieni - Edyta85 - 30-09-2008 02:59 PM

przemo napisał(a):
Pedro - To mi się rozjaśniło teraz wszystko.Smile
Dołączam się do babskiej wyprawySmile....e zartowałemSmile


No możesz się dołączyć, ale wtedy zmienimy nazwę na koedukacyjną wyprawę Big Grin


RE: Kolory górskiej jesieni - Hella - 30-09-2008 05:57 PM

Edyta85 napisał(a):

przemo napisał(a):
Pedro - To mi się rozjaśniło teraz wszystko.Smile
Dołączam się do babskiej wyprawySmile....e zartowałemSmile


No możesz się dołączyć, ale wtedy zmienimy nazwę na koedukacyjną wyprawę Big Grin


Nie no - babska wyprawa jak najbardziej! A jakiś Pan do noszenia cięższego ekwipunku też by się przydał...
Przemku pomyśl, pomyśl - gwarantujemy towarzystwo i wikt giggle

Psssssss.... ale dość offtopiku, bo nas Admini prześwięcą.

Wracamy do pięknej górskiej jesieni


RE: Kolory górskiej jesieni - mieciur - 30-09-2008 08:32 PM

Jak wracamy do jesieni to wracamy Smile
Maciek, bardzo fajnie piszesz te relacje. Wycieczki też fajne, szkoda, że akurat w tamtą niedziele miałem zjazd na studiach i nie mogliśmy razem wędrować - ale myśle, że szybko naprawimy ten błąd. Ta Twoja sobotnia wycieczka w okolice Kosarzysk też super - jak Ci pewnie Gośka mówiła to nam bardzo dobrze znzne tereny Smile Kiedyś pójdziemy pod bunkier Smile
he he
No i się ciesze, że mamy już kolejną osobę na forum co lubi chodzić po moim Beskidzie Sądeckim !
pozdrawiam Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 01-10-2008 01:51 AM

co do opcji dodawania nowych relacji czy też zdjęć - myślę że dotychczasowe opcje w zupełności wystarczą...

A Mieciurku, Tobie odpowiem tak:
ZDSGS oBS - czyli Zespół Desantowo Szturmowy Górskiego Świata oddział Beskidzko Sądecki - będzie działał mam nadzieję mocno i przyczyni się do popularyzacji zdrowej i bezalkoholowej turystyki na beskidzkich szlakach...amen. innocent

PZDR


RE: Kolory górskiej jesieni - mieciur - 01-10-2008 05:52 PM

Maciek, he he no nieźle to wykombinowałeś Smile Też myśle, że wszystkie szlaki nasze ! A z tą popularyzacją zdrowej turystyki się jak najbardziej zgodzę, gorzej z tą bezalkoholową - ten problem przemilcze - jak wiesz człowiek ma słabą wolę no i różnie to bywa...
pozdro Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - tomtur - 01-10-2008 06:21 PM

OT jak dobrze madrego posłuchac Shy


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 01-10-2008 09:12 PM

Posłuchać a wykonać - duża różnica Wink


RE: Kolory górskiej jesieni - Zoe - 02-10-2008 01:24 PM

I mamy piękną jesień. Marzyło mi się, że przejdę pięknymi Czerwonymi Wierchami w kolorze czerwonym, że opalę buzię w jesiennym słońcu. Takie były plany. Niestety moje plany mają to do siebie, że w 99% się nie realizują. No cóż. Sypnęło śniegiem. giggle
Po dłuższej dyskusji z moim wewnętrznym ja, przekonałam siebie, że śnieg wcale nie jest be, łe i fe, można np. bałwana ulepić Wink

W piątkowy wieczór siedziałam w szwagierku, zażerając się przez ponad 3 godziny jazdy żelkami i marudząc na polskie drogi, korki, samochody i polityków. Szybkie meldowanko na kwaterze, spacer po Zakopanem (pierwszy raz miałam okazję przyjrzeć się bliżej Krupówkom, zamiast rozpychać się łokciami w dzikim tłumie - szukałam powodów atrakcyjności tego miejsca; niestety nie znalazłam). Wróciłam hmm.. późno Wink
Rano pobudka. Szybkie spojrzenie na mapę. Następnie na lustro. Później znów na mapę. "Eee.. Kościeliska?". Dlaczego nie? Big Grin

I ruszyliśmy. Najpierw powoli, jak żółw ociężale.. a później było już tylko gorzej Wink Pierwsze co mnie uderzyło. Gdzie jest ten śnieg?! Nie ma! Ha! Ale był, na szczęście wysoko. O, tam:

Po dotarciu do schroniska, niezwykle szybkim jak na żółwi krok, zjadłam odpowiednią ilość bułeczek z kiełbasą popiłam herbatą z sokiem malinowym i się rozmarzyłam Wink "Gdzie dalej?", "Chodźmy nad Staw" i rozpędziłam się jak struś pędziwiatr i nagle, zupełnie niespodziewanie, nieprzewidywalnie i przez zaskoczenie zaatakował mnie śliski kamień. Walczyłam dzielnie machając rękami, nogami i czym popadło, ale przegrałam i przywarłam do gleby. Po dolinie rozniósł się głuchy odgłos. Drzewa się zatrzęsły. Ale szybko się podniosłam, rozejrzałam, czy aby nikt nie widział chwili mojego upadku i popędziłam dalej, lekko kuśtykając Wink
Pierwszy raz widziałam Smreczyński Staw. Ładnie tam. Jak przyszliśmy to było kilka osób. Cisza i spokój to pierwsze na co zwróciłam uwagę. No i widoki.

Ciszą i spokojem nacieszyłam się niestety przez niedługą chwilę, bo szumnie i gwarnie do stawu przybył dziki tłum krupówkowy, opowiadając coś o dolinie 3 Stawów (gdzie to? Wink ) i narzekając na brak zasięgu w telefonach. Szybko zapadła decyzja o odwrocie. Więc marsz na dół. Zemściłam się na felernym kamieniu kopiąc go boleśnie i przyglądając się strumyczkom udaliśmy się w kierunku Krakowa.

Piękny ten Wąwóz. Taki baśniowy, jak zaczarowany. Nikogo nie było pustka. Słychać było tylko szum wody kapiącej ze skał. Słońce delikatnie świeciło do środka, lekka mgiełka. Nic tylko miało się wrażenie, że za rogiem spotka się jednorożca Wink Wink Jednorożca nie było, ale pojawiła się drabina, która wywołała podobny zachwyt Wink Kilka kroków do góry, kilka chwytów żelastwa i siup, jesteśmy w Smoczej Jamie. A tam ciemno jak.. po prostu ciemno Wink Ponieważ mam koszmarna klaustrofobię i wejście do każdej dziury wywołuje u mnie stan przedzawałowy, więc obeszliśmy ją bokiem. I tak już krokiem spacerowym, z przerwami na wcinanie czekolady, wróciliśmy do Kir.

CDN


RE: Kolory górskiej jesieni - gosia3ek - 02-10-2008 01:44 PM

Widzę że czas stworzyć obiecaną już przez Malladiha relację z mojej części wędrówki.

Po pierwsze chciałam powiedzieć, że wszystkie plotki mówiące o tym, że używałam wobec Malladiha gróźb karalnych są nieprawdziwe Smile

A teraz do rzeczy:
Po dwóch tygodniach stale padającego deszczu niedziela zapowiadała się wreszcie słoneczna.. wiedziałam, że jakaś górska wycieczka będzie na pewno, niestety , Mieciur z powodu zjazdu na uczelni nie mógł mi towarzyszyć - cóż, pójdę sama, poplątam się po kochanym Sądeckim Beskidzie, gdzie od dość dawna mnie nie nosiło. Ogólny zarys trasy pojawił się już kilka dni wcześniej - okolice Wierchomli, gdzie bardzo lubię sobie łazić po halach i dalej, w stronę Hali Łabowskiej, a potem - gdzie mnie poniesie... Skoro trasę miałam już zaplanowaną; dałam jeszcze znać Malladihowi ... i pozostało czekać do niedzieli.

6.00 zwleka mnie budzik, szybko się zbieram i uciekam na busa. Na dworcu PKS czekam na Maćka, który niestety się nie pojawia - widzę że skazana jestem na samotną wędrówkę. Wsiadam do busa, który każdym obrotem kół przybliża mnie do Wierchomli. Spodziewając się błotnych warunków na szlaku - stuptuty zakładam już w busie żeby nie marnować czasu.
Ostatni przystanek, wysiadam. Szybka kontrola pogody - jest optymistycznie nawet bardzo. i uciekam na czerwony gminny szlak. Żegna mnie zdanie, wypowiedziane przez jedną z kilku turystek górskich jadących razem ze mną w busie "Mam dwa kijki, to o jeden za dużo, mogę się podzielić" Toungue

Podejście dosyć strome, zacienione, i a jakże - po błotku. Wzdłuż wyciągu, a raczej bezpośrednio pod nim; mozolnie zdobywam wysokość. Najgorsze ze wszystkiego jest poranne ostre słońce cały czas świecące mi w twarz- no cóż, nie wszystko jednak przewidziałam. Oprócz tego denerwuje mnie trochę oznakowanie szlaku - typowo "pod zejście" - czyli że ceper wyjedzie wyciągiem a potem sobie złazi... może i fajnie, ale ja podchodząc prawie dostałam stałego skrętu karku Toungue

Nareszcie na grzbiecie, patrzę na zegarek - eee, dobry czas, udało mi się mimo wszystko coś jeszcze "urwać". W międzyczasie kontaktuję się z Malladihem i nie zaskakuje mnie info, że zapił i zaspał Toungue umawiamy się, że jak dotrę do Łabowskiej to dam znać. I czas na szlak. Mimo że to trochę nadkładanie trasy, udaję się do kapliczki pod Pustą Wielką - jednego z moich najbardziej ulubionych miejsc w Beskidzie. To w sumie kilkaset metrów, ale słów, które rzucałam na tej trasie ; nie sposób na Forum powtórzyć. Ich adresatem byli właściciele quadów, crossów i tego typu ustrojstw, którzy rozjeździli grzbiet hali i zafundowali mi "błotną kąpiel". Na dojściu straszę swoją osobą stadko koni i wdaję się w rozmowę z ich właścicielem (wbrew sytuacji - bardzo miłąToungue). Docieram do kapliczki, fotografuję zamgloną dolinę Popradu i Pasmo Radziejowej i z powrotem po błotkuSmile Grzbietem bardzo szybko docieram do bacówki pod Wierchomlą, nie ma jeszcze 9.30. Pod sama bacówką zostaję "obszczekana" przez dwa groźnie wyglądające owczarki podhalańskie biegające sobie luzem, więc wchodzę "z hukiem":P Szybkie śniadanko i stwierdzam że na dobry początek dzionka mogę spożyć napój chmielowy niskoprocentowy Toungue Pijąc zupkę chmielową przyglądam się przepędzaniu dużego stada owiec kilka metrów ode mnie.

Ale wszystko co dobre szybko się kończy. Gdy w butelce ujrzałam dno, stwierdziłam - czas ruszać dalej. Nie wiem czy to piwo, czy co innego - do Runka docieram po połowie przewidzianego na mapie czasu. Na trasie spotykam ostatnich do Łabowskiej turystów. Na Runku szybki 5min postój, i przygotowanie psychiczne na dobre 7km po lesie. Dłuży mi się ten fragment do Łabowskiej zawsze niemiłosiernie, nie inaczej było i tym razem. Chociaż i tak jestem przyjemnie zaskoczona ilością oznakowań - zarówno narciarskich jak i pieszych szlako wskazów, czyli jakichś punktów odniesienia na tym długim fragmencie szlaku. W międzyczasie robię sobie postój w wiacie Parku Krajobrazowego i przeżywam mały kryzys przed ostatnim podejściem. Na ostatnim kilometrze do schroniska znudzona liczę kroki- 1268Toungue W końcu wyłania się ONO Toungue.

dosyć dawno nie byłam na Łabowskiej i już zdążyłam zapomnieć, jak tu nie ma "górskiego" klimatu i że to miejsce ceprowycieczek. Tłumy przy schronisku i ubogie menu skutecznie zniechęcają mnie do postoju, nawet nie robię fotek. dlaczego?? - Bo wiem, że ok. kilometra od schroniska jest wychodnia skalna z przepięknym widokiem, akuratna na postój obiadowy i spożycie piwkaSmile odbijając ze szlaku myślę, czy się do Malladiha nie odezwać, ale stwierdzam że mam jeszcze dużo czasu zanim on do Łabowskiej dotrze i napiszę smska z postoju. Nóżki moje już się domagają postoju więc na skałkę dochodzę autentycznie uchachana, wyciągam metalowy walec i już mam pociągnąć za zawleczkę, kiedy Maciek dzwoni, mówiąc, że minął Wierch i dochodzi schroniska. Nie pozostaje mi nic innego jak spakować moje zasłużone piwko z powrotem do plecaka, wytachać się pod górę i wrócić jak Bozia przykazała na szlak. Oczywiście wynurzając się ze środka lasu budzę zdziwienie pojedynczych turystów. I z powrotem w stronę ceproschroniska, Malladih taki jakiś "wczorajszy" już czekaToungue

cdnSmile


RE: Kolory górskiej jesieni - gosia3ek - 02-10-2008 01:50 PM

a z tą bezalkoholową turystyką - hiehie Malladih, masz pewne, jeszcze Ci to wypomnę Toungue


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 02-10-2008 02:11 PM

No to żeby zakończyć tą długą niedzielną relację - oto epilog wydarzeń:
(według niemych świadków) Wink

Po przywitaniu się i wymienieniu formułek grzecznościowych na temat pogody i posiadanego sprzętu Gosia3ek i Mallaidh przeszli do sedna sprawy, tzn. otworzenia puszek z gazowanym napojem...
Wlewając w gardła życiodajny płyn postanowili uzgodnić dalszy plan wycieczki. Pierwsza opcja zgłoszona przez Gosia3ka zakładała zejście do Bączej, ewentualnie Frycowej w dolinie Kamienicy. Istniała szansa, że w tamtych rejonach mógł buszować swoim samochodem inny beskidzki wyjadacz, Mieciur. ok Nie namyślając się długo wędrowcy ruszyli na szlak prowadzący na Wierch nad Kamieniem.
Jako, że rozmowa kleiła się wcale nie gorzej niż podkoszulek do pleców, kolejne metry czerwonego szlaku szybko znikały za nimi. W rejonie Hali Barnowiec, z której roztacza się dorodny widok na Kotlinę Sądecką, a krzewy borówek wciąż kusiły dojrzałymi owocami, Gosia3ek odebrał smutną wiadomość iż Mieciur nie jest w stanie wyjechać im naprzeciw ... zmogła go atakująca często w niedzielę choroba dnia następnego...giggle

Wtedy w głowie Mallaidha, w której wciąż dzwoniło jak z kościelnej wieży, zrodził się pomysł by zejść do Rytra, zatrzymując się na popas w schronisku na Cyrhli. O dziwo, propozycja ta spotkała się z radosnym przyjęciem przez Gosia3ka i wędrowcy żwawo ruszyli do przodu zatrzymując się jeszcze tylko na krótką sesję zdjęciową na Pisanej Hali.

Kilkadziesiąt minut później oboje siedzieli już na ławeczkach przed schroniskiem. Gosia3ka zachwycił wylegujący się na parapecie kocur, Mallaidh zaś ślinił się na widok piwa nie gorzej niż kundel na kość. Oboje zamówili sławną kiełbasę po łabowsku i zabrali się za jedzenie przy akompaniamencie odgłosów tętniącego życiem schroniska. Było już grubo po szóstej, gdy zaaferowani rozmową zauważyli, iż słońce chyli się ku zachodowi, a powietrze zrobiło się bardzo rześkie. Jeszcze tylko krótki rzut oka na góry i ruszyli z powrotem na szlak. Po drodze Mallaidh próbował upolować obiektywem kilka spłoszonych saren ale z marnym skutkiem. Nieco lepiej wyszła sesja zachodu słońca, choć tu Gosia3ek ponarzekał trochę na włażące mu w kadr kable wysokiego napięcia. giggle

Schodzenie odbyło się bez przeszkód i nawet obyło się bez wybicia zębów na stromych stokach Makowicy. Gdy zeszli do Rytra, było już ciemno, i mimo że Mallaidh ledwo włóczył nogami uparty Gosia3ek przegonił go jeszcze pół kilometra do następnego przystanku. kwasny
Tam po godzinie siódmej wsiedli do autobusu, zwanego przez niektórych sardynkiem, który zawiódł ich do Nowego Sącza. Wielką radość sprawiła im wiadomość iż stan Mieciura poprawił się na tyle, że odwiezie ich do domów swoim pojazdem. Księżyc świecił już całkiem wysoko, gdy strudzeni wędrowcy szli spać. Cool


RE: Kolory górskiej jesieni - Edyta85 - 02-10-2008 02:19 PM

Ale zaroiło się dziś od relacji Smile

Ładnie, ładnie. Bezalkocholowa turystyka króluje giggle


RE: Kolory górskiej jesieni - Zoe - 02-10-2008 02:32 PM

Dzień nr dwa: Big Grin




Trochę opisu będzie wieczorem jak zdążę. Wink

A więc i kilka zdań.
To było moje pierwsze spotkanie ze śniegiem w Tatrach, jestem totalnie zauroczona i zachwycona. ZaczynamWink Początkowo były plany posiedzenia sobie w schronisku na Hali Kondratowej, co też pośpiesznie z rana uczyniliśmy. Zaśnieżone góry robiły ogromne wrażenie. Poleniuchowaliśmy troszkę, coś tam przegryźliśmy i nagle zaświtał pomysł, że troszkę sobie podejdziemy do góry, ale jak tylko spotkamy śnieg to wracamy, bla bla bla itd.
Ruszyliśmy w kierunku przełęczy Kondrackiej. Początkowo laskiem, wartkim krokiem z uśmiechami od ucha do ucha. Spotkaliśmy żmiję wygrzewającą się na kamyczku Smile Mam jakieś szczęście do tych zwierzątek. Podobno swój do swego ciągnie Wink
Gdzieś w okolicach Piekiełka zaczął się śnieg, początkowo mokry, roztopiony, bardziej przypominał jakąś maź, ale twardo maszerowaliśmy do góry, aż do momentu kiedy skończył się szlak. Lekka konsternacja. Gdzieś musi być. Pod śniegiem. Ale gdzie? Rozpoczęła się walka wewnętrzna, iść do góry przez śnieg, czy wracać, a może spróbować strumyczkiem do góry, gdzie już widać było mniej więcej jak iść. Spojrzenie na mapę. Chwila zastanowienia. Wybór: strumień.
W zasadzie tak było najbezpieczniej, przynajmniej wtedy tak mi się wydawało. Powoli pięłam się do góry, rękawiczki mi zamokły, ale buty na szczęście ładnie się trzymały. Kroczek po kroczku, aż nagle stając nieodpowiednio zrzuciłam na dół kilka sporych kamieni, szybki krzyk ostrzegawczy, towarzysz się usunął i na szczęście nic się nie stało. Kiedy wyszłam już na górę, wiedziałam, że tą drogą na pewno nie wrócimy. No nic trzeba iść dalej. Już po ubitym śniegu dotarliśmy na przełęcz Kondracką. Po prawej Giewont, po lewej Kopa. Piękne widoki Big Grin Chwila odpoczynku i ruszyłam z w kierunku Kopy. Prezentowała się majestatycznie z tej strony. Śnieg był zmrożony i twardy jak kamień. Pięknie błyszczała w słońcu, byliśmy zachwyceni. Powoli krok po kroku po wydeptanej ścieżce zbliżaliśmy się do szczytu. Odsłaniały się coraz piękniejsze widoki. Słońce sprawiło nam niesamowitą niespodziankę. Szliśmy zupełnie sami, nikogo po drodze nie spotkaliśmy, dopiero na Kopie kilka osób. Tam już było mniej śniegu, trawka wystawała momentami. Przez dłuższy czas podziwialiśmy widoki, aż niestety przyszedł czas powrotu. Zeszliśmy do przełęczy pod Kopą Kondracką, gdzie zamieniliśmy kilka słów z innymi turystami. Powoli ruszyliśmy zakosami w dół. Było bardzo dużo śniegu, twardego jak kamień, a szlak to istna ślizgawka. Przyznam szczerze, że zaczęłam się bać, każdy krok groził wywrotką i długim zjazdem. Chwila wahania i zeszliśmy ze szlaku. W dół pionowo prowadził wyraźny wydeptany ślad butów. Więc krok za krokiem, podążaliśmy po głębokich śladach naszego poprzednika. Nic się nie osuwało, więc na początku bardzo delikatnie, ostrożnie, a później już troszkę szybciej schodziliśmy w dół. Cały czas byłam zdenerwowana widząc, że idziemy koło szlaku i zastanawiając się po czym tak na prawdę idę i w co za chwilę wejdę. Ale udało się, doszliśmy do miejsca gdzie pokrywa śnieżna była mniejsza, zrobiło się grząsko, trzeba było jakoś wrócić na szlak i tu zrobiło się znów nieprzyjemnie. Śnieg wymieszany z kamieniami to samo zło. Idzie się koszmarnie, w pewnym momencie o mało nie skręciłam nogi.
Kiedy doszłam do schroniska byłam ledwo żywa, to nie było zmęczenie fizyczne, może trochę dramatyzuję Wink , bo to moje pierwsze spotkanie z śniegiem, ale wracając z przełęczy musiałam się skupiać na każdym kroku i to mnie wykończyło psychicznie.

Podsumowując śnieg w górach jest cudowny, piękny i jestem totalnie zachwycona. Na pewno jeszcze wrócę w Tatry zimową porą. Dreszczyk emocji dodaje uroku każdej wycieczce, ale trzeba uważać. Bo góry zimą są zupełnie inne.


RE: Kolory górskiej jesieni - Pablo - 02-10-2008 02:46 PM

Dzięki Zoe za miły początek, dzięki Gosia3ek za kontynuację (innej historii) i Mallaidhowi za koniec poprzedniej Big Grin (trochę zawile napisałem?)

ps. jeszcze jestem trochę w pracy więc... piszcie Wink


RE: Kolory górskiej jesieni - Snieshka - 02-10-2008 03:01 PM

nooo ten wątek jesiennych kolorów wyjątkowo biały Toungue
Zoe, ładne te ośnieżone fotoski, zaraz mi sie moja wędrówka czerwonymi przypomniała Smile

hahahahha Big Grin
"Jako, że rozmowa kleiła się wcale nie gorzej niż podkoszulek do pleców..." Mallaidh piękne porównanie ,Sylwestrze, do słownika z nim!

Świetnie opisane, jakbym książkę przygodową czytała Big Grin Nie skap ani trochu takich literek Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - mieciur - 02-10-2008 05:22 PM

ehhh Mallaidh, ja normalnie stpuje z piciem teraz - z tych relacji to wynika, że wszyscy w Beskidzie Sądeckim chleją bez opamientania ! grrr
A relacja bardzo ciekawa i wycieczka też ! Aż, się boję pomyśleć co będzie jak się wybieżemy na szlak w pełnym składzie !! Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 02-10-2008 07:27 PM

Pora na jakieś odpowiedzi, hehe.

Po pierwsze, dziękuję za miłe słowa.

Zoe: super relacja i wypasione fotki - pomyśleć, że te dwa opisywane tu wypady dzieliło tylko kilkadziesiąt kilometrów a toczyły się w zupełnie innych porach roku.

Mieciur: a gdzie Ty wyczytałeś jakieś słowo o jakimś spożywaniu alkoholu przez Ciebie? Chyba masz już jakąś pomroczność jasną Wink

Gosia3ek: nie marudź na swój aparat bo przecie bardzo ładnymi fotkami okrasiłaś/eś (już nie wiem jak Cię wołaćBig Grin) równie udaną relację. I nawet nie pojechałaś po mnie zbyt mocno. WOW Wink

Pozdrawiam!


RE: Kolory górskiej jesieni - Zoe - 02-10-2008 07:40 PM

Obiecałam, więc uzupełniłam zdjęcia o kilka słów Wink

Mallaidh to jest właśnie niesamowite. Nawet nie kilkadziesiąt kilometrów, ale tuż pod Tatrami piękna jesień. Wasz wypad też superowy. Muszę kiedyś zobaczyć coś innego niż te Tatry Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 02-10-2008 07:57 PM

I jeszcze celem uzupełnienia tej niedzielnej telenoweli kilka zdjęć:

1-2: Beskid szykujący się do jesieni

3 - karma turystyczna ok

4-5: a tu Beskid idzie spać.

I ja z nim, dobranoc!


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 02-10-2008 07:59 PM

Zoe napisał(a):
Muszę kiedyś zobaczyć coś innego niż te Tatry Smile


a ja muszę kiedyś w końcu zobaczyć te Tatry Wink


RE: Kolory górskiej jesieni - mieciur - 04-10-2008 04:29 PM

POPOŁUDNIOWA WYCIECZKA NA MOGIELICĘ

W piątek popołudniu wybrałem się z gosia3kiem na Mogielicę (1173 m.n.p.m.) w Beskidzie Wyspowym. Na Mogielicy parę razy już byliśmy ale, że potrzebujemy dobre zdjęcie na szczycie do KGP to postanowiliśmy wybrać się tam ponownie. Oczywiście jak na złość przez cały tydzień było ładnie to akurat w piątek przyszedł deszcz. Ale nic, trudno się mówi -jedziemy. Początkowy plan zakładał wyjechanie samochodem na przełęcz pod Mogielcą skąd jest tylko 2 km na szczyt. Niestety droga była zbyt zabłocona a moje autko nie ma napędu 4 x 4. Więc szybko trzeba było zmienić plany i postanowiliśmy wystartować z przełęczy Rydza - Śmigłego i pójść zielonym szlakiem. Po dotarciu na ową przełęcz zostawiamy autko, szybkie przepakowanie i ruszamy w drogę. Mamy iść zielonym szlakiem, wg tabliczki czas przejścia to 2h 30 min - z racji, że ciągle pada, jest godzina 16:45 a za 2 godziny się zacznie ściemniać zaczynamy mieć wątpliwości. Ale trudno, mimo wszystko postanawiamy spróbować. Początkowo idziemy drogą gruntową przez wieś i po jakiś 15 minutach mijamy ostatnie zabudowania i dochodzimy do polany na której juhas piluje swoich owieczek Smile po drodze spotykamy jeszcze 2 myśliwych lub leśników którzy zjeżdzają do wsi swoją ternówką. Zatrzymują się, i śmieją się z nas pytając czy nie boimy się wilków - odpoiadamy, że nie i ruszamy dalej. W tym momencie deszcz zaczyna padać mocniej, ja zaczynam mieć wątpliwości ale Gośka skutecznie je rozwiewa - "jeśli już tu przyjechaliśmy to chodzmy ! " no i maszerujemy dalej. Tempo mamy dość dobre, dochodzimy do miejsca gdzie szlak przecina leśną drogę. Tutaj łyk wody, patrze na mapę i okazuje się, że do szczytu jeszcze jakieś niecałe 2 km. energicznie ruszamy dalej. Podejście jest dość strome i kamieniste. Najciekawsze jest to, że biegnie tędy szlak rowerowy ale ani na zjazd ani na wyjazd szans nie widzimy. Idąc przez las, narzekamy na fatalne oznakowanie szlaku - znaki są bardzo rzadko i na rozejściach dróg brak oznakowania. Jakimś cudem nie gubimy jednak szlaku i dochodzimy do polan tuż pod szczytem. Tutaj przy ładnej pogodzie są napewno piękne widoki ale dzisiaj widać tylko mgłę i deszcz - dlatego nawet się nie zatrzymujemy. Wkońcu nasz zielony szlak łączy się z niebieskim prowadzącym z Jurkowa na Mogielice. Wiemy, że z tego miejsca szczyt jest o przysłowiowy "rzut beretem". Na samym szczycie czekała na nas niespodzianka. Ja idę jako pierwszy, Goska trzyma się kilka metrów za mną. W pewnej chwili z za drzew wyłania się wieża widokowa - pytam się gosia3ka " tutaj była jakaś wieża widokowa? " Przez chwile żartujemy, że pomyliliśmy szczyty Smile Oczywiście, okazało się, że wieża została postawiona w tym roku przez władze gminy a nam ten fakt umknął. Pomysł wybudowania takiej wieży, uważam za jak najardziej trafny bo wcześniej szczyt ten był zalesiony i poza kupą śmieci i kapliczką niczego tam nie było. Zgodnie stwierdzamy, że trzeba będzie się tutaj koniecznie wybrać przy lepszej pogodzie bo widoki muszą być przepiękne. Stojąc pod wieżą i robiąc sobie wspomniane wcześniej zdjęcia ucieszył nas fakt, że przejście od przełęczy na szczyt zajeło nam 1 h. Oczywiście szliśmy dość szybko ale czas podawany na tabliczakach (2h30min) jest grubo przesadzony i warto o tym pamiętać. Dzięki tak szybkiemu przejściu, udało nam się dotrzeć do wsi jeszcze za jasności - co prawda końcową częśc trasy szliśmy już na "czuja" Smile Po dotarciu do auta, nasz wygląd pozostawiał wiele do życzenia : buty ubłocone i przemoknięte to samo z ochraniaczami i spodniami. Ale co tam ciemno było więc szczególnie się tym nie przejeliśmy. Po paru minutach przepakowania lekko zmęczeni ale zadowoleni z siebie ruszamy powoli do domu. A potem to już poszło z górki- czyli najpierw drogę przebiegł nam lis, potem Goska kupiła sobie piwo a ja jako kierowca musiałem się obejść smakiem a na końcu pojechaliśmy na pizze Smile
Wycieczkę zaliczam do kolejnej udanej "małej wyprawy" a że padało, trudno się mówi - chodząc po górach też trzeba brać taką możliwość pod uwagę.
O zdjęcia to męczcie gosia3ka choć zawiele ich nie ma. Ogólnie to chury deszcz i błoto Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - Pedro - 04-10-2008 07:29 PM

No i fajnie Krzysiek - ważne że było spotkanie z górami i poruszaliście się trochę. A pogodę to Wy jeszcze przecież nie raz będziecie mieli Smile

Z tą wieżą to ciekawa sprawa, widoki na pewno są stamtąd ładne. Byłem tam raz zimą i z okolicznych polan były widoki na Tatry, Babią Górę i trochę innych beskidzkich szczytów. I jeszcze co najważniejsze - ani jednego człowieka na szlaku przez cały dzień, a śnieg w postaci nienaruszonej, trzeba było zakładać ślad. Jednym słowem pięknie Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - Stasiu - 04-10-2008 08:10 PM

Mieciur z Gosią jak zwykle pozytywnie dokonali oględzin naszej przyrody. Foteczki mgły i deszczyku też mogą być fajne, tylko jakoś się spóźniają. ok


RE: Kolory górskiej jesieni - Pedro - 05-10-2008 10:15 AM

Wrzucam dla chętnych dość sporą i dawno obiecaną lekturę: Smile
http://www.gorskiswiat.pl/szlaki/trasa41/trasa41.php

Zapraszam do czytania Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - mieciur - 05-10-2008 06:18 PM

Bartek, masz racje - wieża to ciekawa sprawa - byliśy oboje bardzo zaskoczeni. Szczyt napewno zyska na atrakcyjności, z wiez jest na pewno wspaniała panoramka 360 stopni na okoliczne pasma i na Tatry Smile A no i na szlaku też nikogo nie spotkaliśmy - ale to chyba przez porę dnia i pogodę ! Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - gosia3ek - 05-10-2008 10:36 PM

Stasiu, bo Ty to byś od razu wszystko chciał Toungue

no już, już... obiecane przez Mieciurnego fotki ze ślicznej i bardzo widokowej wycieczki na Mogielicę... (jak ktoś lubi błoto, mgłę i deszczToungue)

gwoli wyjaśnienia, 2 h przed wyjazdem pisałam do mieciura smsa z nadzieją że ze względu na pogodę odpuści wycieczkę... ehhh jak się okazuje "nadzieja matką głupich" bo mówiąc szczerze nie chciało mi się nosa ruszyć z domu na taką pogodę...

ale wieżyczka ciekawa - dużo wyższa niż np na Radziejowej, teraz mnie zaczyna skęcać żeby się na nią wybrać w ładny dzień Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - Hella - 06-10-2008 07:12 AM

Pedro napisał(a):
Wrzucam dla chętnych dość sporą i dawno obiecaną lekturę: Smile
http://www.gorskiswiat.pl/szlaki/trasa41/trasa41.php

Zapraszam do czytania Smile


Hmmmmm - do śniadania jak znalazł - dziękujemy w00t


RE: Kolory górskiej jesieni - Agnieszka.S - 06-10-2008 03:52 PM

Pedro napisał(a):
Wrzucam dla chętnych dość sporą i dawno obiecaną lekturę: Smile
http://www.gorskiswiat.pl/szlaki/trasa41/trasa41.php

Zapraszam do czytania Smile


Nie zdążyłam jeszcze przeczytać, ale obejrzałam fotki-super! Tworzycie z Łukaszem niezłą drużynę!ok


RE: Kolory górskiej jesieni - maciek - 08-10-2008 06:10 PM

Pedro napisał(a):
Wrzucam dla chętnych dość sporą i dawno obiecaną lekturę: Smile
http://www.gorskiswiat.pl/szlaki/trasa41/trasa41.php

Zapraszam do czytania Smile

Ale Wam się udało te pięć dni w Tatrach. Zdążyliście jeszcze nacieszyć się bezśnieżnymi górami. Trasy ciekawe. Dużo fajnych wspomnień. Pozazdrościć. Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - mar.an - 09-10-2008 07:06 AM

Pedro napisał(a):
Wrzucam dla chętnych dość sporą i dawno obiecaną lekturę: Smile
http://www.gorskiswiat.pl/szlaki/trasa41/trasa41.php

Zapraszam do czytania Smile


Super zdjęcia z KieżmarskiegoToungue


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 10-10-2008 12:49 PM

Jesienny spacerek na Radziejową (B. Sądecki)

Na czwartek wraz z długoletnim towarzyszem wypraw Damianem, umówiliśmy się na lekki spacer na Radziejową. Każdy z nas miał tym swój własny cel, ja - zobaczenie wieży widokowej, którą postawiona tam podczas mojej nieobecności, on - kolejny etap rozkochiwania w górach swojej narzeczonej ok

Około godziny ósmej pędziłem już (a może dopiero) pekasem w kierunku Piwnicznej, umilając sobie podróż pogawędką z podążającym w tym samym kierunku górołazem. Wymieniając się spostrzeżeniami na górskie tematy jednym okiem zezowałem na szczyty pasma Radziejowej, pięknie odcinające się na tle gęstych porannych mgieł. Po cichu liczyłem, że zdążymy jeszcze złapać je w obiektyw nim rozpłyną się bez śladu.

Z Piwnicznej mieliśmy udać się przez Suchą Dolinę na przełęcz Obidzy. Tym razem zapadła decyzja, która jeszcze kilka lat temu byłaby nie do pomyślenia - do bacówki wyjeżdżamy samochodem. Shy No co?! W końcu asfalt został tam położony dla czterech kółek, a nie po to by męczyć na nim drogocenne nogi innocent

Gdy mijamy puste szubienice narciarskich wyciągów, naszym oczom ukazuje się wciąż zasłana kołdrą mgieł dolina Popradu i skąpane w słońcu wierzchołki pasma Jaworzyny. Szybko parkujemy autko za bacówką i pędzimy na punkt obserwacyjny by nacieszyć oczy i aparaty tym pięknym widokiem.

[attachment=15634] [attachment=15636] [attachment=15637]

Jest po dziewiątej, a słoneczko przygrzewa już tak, że przepoczwarzamy się z polarów i kurtek w bardziej letnie stroje i ruszamy w kierunku Wielkiego Rogacza. Nie uszliśmy nawet 5 minut, gdy po halach Obidzy rozeszły się radosne wycia z powodu jeszcze lepszego widoku. Między Beskidem a Tatrami morze mgieł, po którym powoli pchane wiatrem pływały okręty Pienin. Choć przejrzystość powietrza już nie najlepsza spędzamy tam dobre pół godziny robiąc foty lub po prostu patrząc przed siebie z anielskim wyrazem twarzy Wink

[attachment=15638] [attachment=15639] [attachment=15640]

W końcu zbieramy manatki i żwawszym krokiem ruszamy za niebieskimi znakami. Zgodnie stwierdzamy, że nasze tempo woła o pomstę do nieba, ale co zrobić gdy raz po raz nasze oczy i aparaty przykuwają do siebie szerokie panoramy gór lub czerwono-złociste buki i dęby. Cóż, w końcu nigdzie nam się nie śpieszy. Mijamy pusty szczyt Rogacza (znowu sesja)

[attachment=15641][attachment=15642][attachment=15643]

i postanawiamy zaatakować Radziejową od drugiej strony, trochę z lenistwa, trochę chcąc zobaczyć jaki widoczek zafunduje nam Długa Hala. Szeroką nartostradą trawersujemy strome stoki Radziejowej i wchodzimy na przełęcz. Ja długo stoję z niedowierzaniem patrząc na przerastające mnie świerczki, które pamiętam jeszcze jako malutkie sadzonki. Ich gęste zastępy skutecznie ograniczają dobre widoki więc ruszamy w kierunku Radziejowej. Na niej stoi dorodna drewniana wieża i bez zbędnych ceregieli rozpoczynamy atak na szczyt.

CDN


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 10-10-2008 01:06 PM

Jesienny spacerek na Radziejową (B. Sądecki) - CD

Strome to ustrojstwo jest, trzeba przyznać, jak diabli, ale tak dobrze w końcu mieć ten sam widok co świerkowe szyszki Wink Pod nami drzewa salutują jak armia, a dookoła 360 stopni górskich pasm, w tym oczywiście Tatry.

[attachment=15645][attachment=15647][attachment=15648]

Stwierdzamy, porównując je z bezkresem otaczających nas gór, że są one rzeczywiście niewielkim pasmem, ale nie przeszkadza im to dumnie stać na czele wszystkich pozostałych. Po tych naszych "odkrywczych" rozważaniach schodzimy wyrypą w stronę Rogacza. Na szlaku zaczyna się ruch. Kilka osób zdobywa Radziejową, pozdrawia nas ich rytmiczne sapanie. Na przełęczy Żłobki słyszymy okropny hałas, coś jakby na długiej przerwie w szkole, krzyki jakieś, piski, muzyka.
Chodu! - krzyczymy w tym samym momencie i przyśpieszamy kroku by uniknąć spotkania oko w oko z rozwrzeszczaną stonką, narzekając przy okazji że nie mamy granatów zaczepnych lub chociaż małej procy kwasny

W końcu powoli toczymy się w okolice Obidzy, gdzie w towarzystwie widoków na Jaworzynę kończymy wycieczkę chłodząc rozgrzane silniki chmielowym napojem.

I jeszcze trochę kolorów górskiej jesieni:

[attachment=15649][attachment=15650][attachment=15651][attachment=15652][attachment=15653]

Wieczorem docieram Sącza, gdzie spotykam się na piwko z forumową bandą sądecką w składzie Gosia3ek i mieciur. Po krótkiej gierce w bilarda postanawiam iż następnym razem zagram kijami trekingowymi - ot, co by dać im jakieś szanse... Wink
(tak, tak, dalej się złościcie???)giggle
(zdjęcia nie ma...basz nie wyraźnegiggle)


RE: Kolory górskiej jesieni - Edyta85 - 10-10-2008 01:53 PM

o kurcze, jak się tam pozmieniało.
W sierpniu było zielono a teraz cala gama barw widoczna. Niektórym to fajnie że mają tak blisko w górki. Godzinka czy dwie jazdy i są już na miejscu.
Fajna relacja, miło było powspominać miejsca które tak niedawno odwiedziłam


RE: Kolory górskiej jesieni - mieciur - 10-10-2008 03:14 PM

Maciek, fajna relacja a fotki super ! Ale trafiłeś z pogodą ! Te świerki to fakt, szybko rosną ja tam reguralnie chodzę, to co roku coraz mniej widać.
Edytko, no fakt że mamy blisko w górki. Akurat pod Radziejowa mi dojazd zajmuje od 40min do 1h czasu - w zależności od korków.


RE: Kolory górskiej jesieni - mzak - 10-10-2008 04:12 PM

Kilka impresji z jesiennego spaceru po Górach Sowich

w wodzie


jesienny kot



jesień














RE: Kolory górskiej jesieni - Stasiu - 10-10-2008 06:21 PM

Mallaidh napisał(a):
Jesienny spacerek na Radziejową (B. Sądecki)

Na czwartek wraz z długoletnim towarzyszem wypraw Damianem, umówiliśmy się na lekki spacer na Radziejową. Każdy z nas miał tym swój własny cel, ja - zobaczenie wieży widokowej, którą postawiona tam podczas mojej nieobecności, on - kolejny etap rozkochiwania w górach swojej narzeczonej ok


No fajnie Mallaidh ok. Bozia się znowu zmiłowała nad Forumową bracią. Nawet Twój przyjaciel miał ułatwione zadanie w rozkochiwaniu swojej narzeczonej. Dopiero jednak kiedy dziewczyna pozna co to zawierucha i zamieć śnieżna albo taniec błyskawic doprowadzony gradobiciem i będzie nadal rozkochana, to Damian może świętować zwycięstwo. clap

Mzak nie jest zbyt często między nami, ale kiedy foteczki wrzuci na necik to jest jak zawsze - miodzio ok


RE: Kolory górskiej jesieni - Stasiu - 12-10-2008 05:49 PM

Moje dzisiejsze wędrowanie w okolicach Filipki:
[attachment=15688] - dom wypoczynkowy firmy Walmark (znanna też w Polsce z reklam) pod Łączką,
[attachment=15689] - Stożek z pod Filipki
[attachment=15690] - moja ulubiona gospoda pod Filipką, dzisiaj była oblężona i dlatego uciekłem bez odwiedzin
[attachment=15691][attachment=15692] - chata celników pod Filipką


RE: Kolory górskiej jesieni - mirek - 12-10-2008 08:24 PM

Stasiu, może się mineliśmy.To moja fotka.


RE: Kolory górskiej jesieni - tomtur - 12-10-2008 08:32 PM

Ano widze Stasiu że też sprawdzałes kondyche przed biba ja dzisiaj wybrałem sie na Barania od Ciekowa potem przez Przysłóp Stecówke Kubalonke Kozińce i nowa osadę zamknąłem kółko przy aucie .Pogoda wspaniała a tak same NUDY.
Mały prezydent był dzisiaj u siebie w zameczku o czym informowały mieszkańców syreny wszystkich służb szkoda że dzwony nie biły bo byłby cyrk jak ludzie by panikowali że chyba wojna wybuchła ,żeby mału k....el przejechał zakorkowali Wisłe .
No i spotkałem na dzrodze naszych nowych forumowiczów Sokoła z mażonką.


RE: Kolory górskiej jesieni - mar.an - 13-10-2008 03:03 PM

tomtur napisał(a):
,żeby mału k....el przejechał zakorkowali Wisłe .


korek był jak diablikwasny
do domu zajechalismy na 22...

tomtur napisał(a):
No i spotkałem na dzrodze naszych nowych forumowiczów Sokoła z mażonką.


Cool


RE: Kolory górskiej jesieni - Sokół - 13-10-2008 06:52 PM

idę spokojnie sobie asfaltem i zagle slysze pisk hamulców, otwierają się drzwi i gośc pyta...

"jedno małe pytanko, czy spotkalem sokoła?" heheheheh


RE: Kolory górskiej jesieni - Stasiu - 13-10-2008 07:06 PM

Sokole, czy to dobrze, czy źle, że natrafiłeś na żywego Forumowicza? Tomasz jest już taki.


RE: Kolory górskiej jesieni - mar.an - 13-10-2008 08:15 PM

Stasiu napisał(a):
Sokole, czy to dobrze, czy źle, że natrafiłeś na żywego Forumowicza? Tomasz jest już taki.


Bardzo dobrze, przynajmniej Tomtur wie, że nie jestem żadnym MarianemWink
Może w grudniu uda nam się poznać jeszcze innych ForumowiczówBig Grin


Złota polska jesień - Mordimer - 13-10-2008 08:15 PM

Dzięki wspaniałej pogodzie zadecydowałem o zmianie planów. Po raz drugi skusiłem się na wypad na Czerwone.
Start 8:00 Kiry 12 złotych opłaty za postój na
"nie strzeżonym, ale bezpiecznym" jak to rzekł pan góral, parkingu.
Dolinę Kościeliską choćbym tam bywał co roku zawsze mile wspominam. Jest po prostu przepiękna.

[attachment=15784][attachment=15785]

Jedyny minus to toi-toje. Jeszcze tych brzydali nie widać a już czuć smród tej chemii której używa się również w kolejowych toaletach. FUJ !
Po jakiejś godzinie byliśmy w Tomanowej Dolinie.
Tam rozgrzewając mięśnie i docierając płucka po kolejnej godzince minęliśmy rozwidlenie kierujące do Cichej Doliny przez Tomanową Przełęcz. Całe podejście od końca Kościeliskiej było przyjemne, a trasa oferowała wspaniałe widoki. Do samego Ciemniaka podziwialiśmy m.i.n. Kominiarski i Starorobociański Wierch, Bystrą, Kamienistą, Rohacze, a nawet Babią i Pilsko.

[attachment=15786][attachment=15787][attachment=15788]

Na szczycie dosyć tłoczno, ale jakie widoczki. Tatry Wysokie odsłoniły swoje oblicze z Krywaniem na czele. Dalej Hrube, Wysoka, Mięgusz, Rysy, bliżej Świnica, a w oddali Lodowy. Miodzio.

Zrobiliśmy około pół godziny przerwy na papu, fotki i kilka telefonów.

[attachment=15789][attachment=15790][attachment=15791]

Na Krzesanicy spędziliśmy tylko moment, podziwiając głównie północne stoki.
Z Małołączniaka skierowaliśmy się niebieskim szlakiem w kierunku Przysłopu Miętusiego.
Mozolnie się schodziło ( raz w śniegu, raz po drobnych osuwających się kamieniach )
Nogi odetchnęły dopiero w lesie kiedy upad zelżał. Z Przysłopu skierowaliśmy się na ostatni etap czyli na czerwony szlak prowadzący do Nędzówki. Fajna ścieżka na finisz. Troszkę pod górkę, potem z górki i po chwili wylądowaliśmy na Drodze pod Reglami. Stamtąd już tylko 10 minut do samochodu.

Całość około 9 godzin spokojnego marszu z wieloma przerwami na obcowanie z naturą?
Niestety powrót do domu naszymi zakorkowanymi drogami zepsuł mi na chwilę nastrój, ale
już mi przeszło?


RE: Złota polska jesień - Mordimer - 13-10-2008 08:21 PM

jeszcze kilka fotek.

[attachment=15792][attachment=15793][attachment=15794][attachment=15795]


RE: Złota polska jesień - Edyta85 - 14-10-2008 08:20 AM

Mordimer napisał(a):
Niestety powrót do domu naszymi zakorkowanymi drogami zepsuł mi na chwilę nastrój, ale już mi przeszło?


Zazdroszczę wam że macie tak blisko na szlaki. Dla mnie wypad w góry to już dłuższa wyprawa- co najmniej jakieś 10 h w pociągu kwasny
fajna wyprawa Big Grin i co najważniejsze pogoda wam dopisała


RE: Kolory górskiej jesieni - Pedro - 14-10-2008 09:14 AM

No Mordimer pogoda była rewelacyjna, barwy jesieni też - ja byłem w tym czasie na Bystrej Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - Mordimer - 14-10-2008 02:20 PM

Pedro napisał(a):
No Mordimer pogoda była rewelacyjna, barwy jesieni też - ja byłem w tym czasie na Bystrej Smile


hehe gdybym wiedział to bym pomachał Smile


RE: Złota polska jesień - Mordimer - 14-10-2008 07:49 PM

Edyta85 napisał(a):
Zazdroszczę wam że macie tak blisko na szlaki. Dla mnie wypad w góry to już dłuższa wyprawa- co najmniej jakieś 10 h w pociągu kwasny
fajna wyprawa Big Grin i co najważniejsze pogoda wam dopisała


No 10 godzin to sporo, jednak nawet mieszkając tak blisko jak ja, często mam problem zwłaszcza z powrotami do domu. W niedziele z Kir do domu czyli uogólniając Górny Śląsk jechaliśmy 5 godzin Sad

Średnia 40km/h giggle


RE: Kolory górskiej jesieni - mieciur - 14-10-2008 09:42 PM

GORCO ? PIENINY Czyli złota polska jesień w górach Smile

W ostatnim tygodniu udało nam się w końcu natrafić na super pogodę do chodzenia po górach. Ucieszyło mnie to tym bardziej, że od ponad 3 tyg. ile razy miałem dzień wolny to padało. Ale do rzeczy.
Z gosia3kiem umówiłem się, parę minut po 6 rano. Szybko się pakujemy do autka, Gośka jakaś taka trochę zaspana ? ale czego wymagać jak się balowało poprzedniego wieczora na panieńskim wieczorku. Ale potem na szlaku trzymała się dzielnie więc nie mam co się czepiać. Zresztą obydwoje nie byliśmy w pełni sił, każde z nas w ostatnich dniach miało nawał obowiązków, spotkań wyjazdów i niewyspania ale czego się nie robi dla gór ? Smile
Ruszamy, pierwszym etapem jest dojazd do Krościeńka n/d Dunajcem bo naszym pierwszym celem jest Lubań na który zamierzamy wyruszyć właśnie z tej miejscowości. Droga mija nam bez przygód i o 7 rano jesteśmy na miejscu ? standardowo parkujemy pod kościołem. Tutaj jemy pyszne śniadanko czyli suchar bieszczadzki z herbatką ? zresztą to nasze standardowe pożywienie o wczesnych porach na wyprawach górskich. O 7:15 w końcu się wyzbieraliśmy i ruszamy na szlak. Idziemy czerwonym szlakiem, dojście na Lubań (1225 m.n.p.m.) zajmie nam wg mapy ok. 3 h. Początkowo idziemy przez zamglone Krościenko. Szlak prowadzi nas coraz wyżej, mijamy ostatnie zabudowania i tutaj czeka na nas pierwsza niespodzianka. Osiągnęliśmy już taką wysokość, że mgły są poniżej nas i otwierają się przed nami przepiękne widoki na zamglone doliny i wznoszące się ponad morze mgieł szczyty Beskidu Sądeckiego. Tutaj oczywiście robimy kilka zdjęć i w świetnym nastroju idziemy dalej. Na polanie powyżej ostatniego gospodarstwa mamy zaplanowany postój ? wiemy, że w tym miejscu ma być ławeczka i tak jest i tym razem. Tutaj już jemy normalniejsze śniadanie ? czyli kanapki. Po ok. 10 minutach ruszamy dalszą drogę. I znowu niespodzianka ? obracamy się za siebie i widzimy Tatry. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że widać je bardzo wyraźnie i do tego wszystkiego nie spodziewaliśmy się tak dobrej widoczności. I tutaj zaczyna się najprzyjemniejsza część wycieczki ? przez ponad godzinę idziemy przez jesienne lasy mając co chwilę widok albo na Tatry albo na Beskid Sądecki. Jest po prostu cudnie. Idąc ciągle nie możemy się nacieszyć. Normalnie cieszymy się jak dzieci z tak pięknej widoczności, pogody i dnia. Mijamy pierwszy tego dnia punkt kontrolny ? szczyt Marszałek (828 m.n.p.m.) znajdujący się w ok. 1/3 odległości do Lubania. Szczyt nie odznacza się niczym szczególnym ? jest zalesiony. Następnie przez jakiś czas idziemy lasem bukowym, z którego wychodzimy na niezwykle widokową polanę. Tutaj robimy sobie wspólne zdjęcie na tle Tatr. Zatrzymujemy się na chwilę, sprawdzamy na mapie gdzie jesteśmy i po chwili ruszamy dalej. Do Lubania już niedaleko. Teraz idziemy już cały czas lasem, podejście się robi coraz bardziej strome. Ale nam to różnicy nie robi ? tryskamy pozytywną energią i naładowani tak pięknymi widokami gór już po chwili dochodzimy do początku zielonego szlaku schodzącego do Tylmanowej. Stąd wg tabliczki mamy 10 minut na Lubań. A to, że z tych 10 min. zrobiło się 5 to już nikogo nie dziwi. Jesteśmy na Lubaniu. Spotykamy tutaj ku naszemu zaskoczeniu całą rodzinę górołazów. Jak się okazało, biwakowali tutaj tej nocy a teraz szykują się do dalszej drogi. Bardzo się nam spodobał i byliśmy pod wrażeniem takiego sposobu spędzania wolnego czasu z rodziną. Po krótkiej rozmowie, Gośka robi im pamiątkowe zdjęcie przy słynnym krzyżu postawionym tutaj w 50 rocznicę (2004 rok) pobytu naszego papieża w Gorcach. Trzeba wiedzieć, że na Lubaniu było kiedyś schronisko a obecnie działa tam (sezonowo czerwiec-lipiec) studencka baza namiotowa. A ze schroniska zostały tylko fundamenty gdyż uległo ono spaleniu. Na szczycie zajmujemy najlepszą miejscówkę i cieszymy oczy widokiem Tatr i jeziora Czorsztyńskiego.
Po dłuższym odpoczynku ruszamy w dalszą drogę. Teraz naszym celem jest przełęcz Snożka (653 m.n.p.m.). Idziemy niebieskim szlakiem. Jeszcze na Lubaniu Gośka przewiązuje buta co później okaże się zbawienne w skutkach. Początkowo dość stromym zejściem dochodzimy do źródełka będącego jedynym punktem pobierania wody dla wspomnianej wcześniej bazy namiotowej. Następnie dochodzimy do ruin drugiego już schroniska gdzie znajduje się rozejście szlaków. Zielony szlak tutaj odbija w lewo i prowadzi do wsi Grywałd a nasz niebieski w prawo na ową przełęcz. Nie zatrzymujemy się tutaj tylko od razu podążamy w swoją stronę. Na zejściu spotkaliśmy jeszcze parę ludzi z dość dużym psem. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby pies nie miał uczulenia na kijki trekingowe Smile I rzeczywiście właściciele tego czworonoga dość szybko odeszli na kilka metrów od szlaku w las i dużo wcześniej nas o tym fakcie informowali. Ale jakimś cudem udało nam się uniknąć pożarcia przez krwiożerczą bestię i raźno idziemy sobie dalej borem ? lasem. I nagle zdarza się nam a raczej Goście nie miły wypadek. Bez wyraźnej przyczyny na dość prostym odcinku ścieżki Gośka tak niefortunnie się potyka lub stawia stopę (sami nie wiemy do końca jak to się stało), że nogę wykręca o jakieś 90 stopni, zwija się z bólu i prawie upada na ziemię. Strasznie się przestraszyliśmy ? ona z powodu wizji nogi w szynie czy gipsie, a ja z powodu że jakoś trzeba będzie ją sprowadzić na dół no i co dalej będzie z naszymi planami górskimi i nie tylko. Na szczęście po chwili dochodzi do siebie, jak się okazało but górski ją uratował usztywniając kostkę ? jak zgodnie stwierdziliśmy, że nasze motto ?bucior górski najlepszym przyjacielem jest? jest jak najbardziej słuszne. Po paru minutach ruszamy dalej. Tego dnia trzeba było już więcej uważać na to po czym się chodzi. Dalsza część tego szlaku mija nam już bez przeszkód i po jakieś godzinie idąc na końcu na przełaj przez pola przecinamy drogę wojewódzką przechodzącą przez przełęcz. W tym momencie opuszczamy Gorce a wchodzimy w Pieniny. Zgodnie postanawiamy dalej podążać niebieskim szlakiem, dojść do Czorsztyna ? zakupić tam piwo ( w moim przypadku pepsi ? domyślcie się dlaczego).Po minięciu wsi, wstępujemy do Pawilonu Wystawowego Pienińskiego Parku Narodowego. Oglądamy dość ciekawą makietę Pienin ale z powodu, że już tu wcześniej byliśmy po chwili ruszamy dalej. Po paru minutach jesteśmy na Majerzu (689 m.n.p..m) jest to bardzo urokliwy szczyt a w zasadzie wzniesienie. Jest on cały wylesiony a na jego stokach pasą się stada owiec. Jedno takie stado właśnie po drodze rozpraszamy co za bardzo nie podobało się kilku psom pasterskim ? Ale co tam, dotarliśmy do miejsca odpoczynku, Gośka otwiera piwo, ja pepsi ? siedzimy, a w zasadzie leżymy na ławeczkach, słoneczko świeci, góry są, fajnie się nam rozmawia ceprów brak ? jednym słowem jest super. ( Gośka ? dzięki za wycieczkę ? tego mi było trzeba ?) Z powodu, że było tam tak miło i przyjemnie z planowanego 20 minutowego postoju zrobiła się nam ponad godzina. W końcu postanawiamy się zebrać. Naszym celem jest teraz dojście do Krościenka przez przełęcz Szopka i Czerteź. Pieniny jesienią są przepiękne ? tego kontrastu białych skał, czerwonych czy żółtych liści i do tego intensywnie niebieskiego nieba nie odda żadne zdjęcie ? to trzeba zobaczyć. Idąc przez Pieniny nic szczególnego się nie dzieje aż do momentu wejścia na obszar występowania ceprów czyli okolic przełęczy Szopka znajdującej się pod Okrąglicą. Sielanka się szybko kończy ? krzyki, ryki i bieganina ceprów skutecznie uprzykrzają wędrówkę. Byliśmy świadkami ciekawej sytuacji na szlaku z ceprową rodzinką w roli głównej. Siedzimy sobie na ławce przy rozejściu szlaków, dzieciaki gonią dookoła nas zrywają wilcze jagody (pewien nie jestem). Jak wiecie tu jest Park Narodowy więc jest to zabronione. No i w tym samym momencie zjawia się strażnik Parku. No oczywiście się pyta czemu to zrobili, że to zabronione i że mandat 500 zł będzie. My oczywiście śmiech, Gośka się śmieje ? ja proponuje, żeby za kare cała rodzinka sprzątała Park a strażnik patrząc na nas, widząc jak jesteśmy ubrani ( wiadomo swój swego pozna ) a że do tego młody był to też ma przysłowiową ?jazdę? Smile Oczywiście cała sytuacja skończyła się ochrzanieniem owych ceprów i na tym się skończyło. O taki ciekawy epizod. My dalej ruszamy w stronę Czertezika ? chcemy zejść zielonym szlakiem Do Krościenka bo nim jeszcze nie schodziliśmy. Raczej myślałem, że od razu zejdziemy do auta z powodu problemów Gośki z nogą ale, jak pewnie wiecie, że Gośka to uparta i zawzięta dziewczyna i łatwo się nie poddaje więc idziemy dalej. Pójcie tym szlakiem miało jeden duży plus ? nie spotkaliśmy tam nikogo. W końcu ok. godziny 18 jesteśmy w aucie. Po chwili odpoczynku już wracamy do domu.
Podsumowując, była to bardzo udana wycieczka w czasie bardzo urokliwej pory roku. Pieniny jak góry może nie powalają wysokością ale są przepiękne. Każdy kto kocha góry na pewno też pokocha Pieniny. Nasza trasa wyniosła dokładnie 29,4 km (wg mapy). Podejścia nie są ani długie ani męczące, w Gorcach jest ich troche więcej i są dłuższe ale też nie sprawiają kłopotów. Ale wierzcie mi naprawdę warto tutaj przyjechać !! Smile

Aha! A o fotki standardowo męczcie gosia3ka Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - gosia3ek - 14-10-2008 11:18 PM

mieciur napisał(a):
Aha! A o fotki standardowo męczcie gosia3ka Smile


dla odmiany nie musicie mnie męczyćSmile
parę fotek:


RE: Kolory górskiej jesieni - gosia3ek - 14-10-2008 11:40 PM

mieciur napisał(a):
Gośka jakaś taka trochę zaspana - ale czego wymagać jak się balowało poprzedniego wieczora na panieńskim wieczorku.

alkohol wrógBig Grin brrrr Smile ale z panieńskiego miłe wspomnienia mam Smile

mieciur napisał(a):
idziemy czerwonym szlakiem, dojście na Lubań (1225 m.n.p.m.) zajmie nam wg mapy ok. 3 h.

w rzeczywistości wolnym leszczem z postojami jakieś 2.30

mieciur napisał(a):
Normalnie cieszymy się jak dzieci z tak pięknej widoczności, pogody i dnia.

mała rzecz a cieszy Toungue

mieciur napisał(a):
Trzeba wiedzieć, że na Lubaniu było kiedyś schronisko a obecnie działa tam (sezonowo czerwiec-lipiec) studencka baza namiotowa. A ze schroniska zostały tylko fundamenty gdyż uległo ono spaleniu.

Mieciur wspomniał w dalszej części relacji - poniżej Lubania było jeszcze drugie schronisko. a to na szczycie zostało spalone podczas II wojny swiatowej przez Niemców.

mieciur napisał(a):
Na szczycie zajmujemy najlepszą miejscówkę i cieszymy oczy widokiem Tatr i jeziora Czorsztyńskiego.

Czorsztyńskie było we mgle ale nie żebym się czepiała Smile

mieciur napisał(a):
Jeszcze na Lubaniu Gośka przewiązuje buta co później okaże się zbawienne w skutkach.

przekonuję sie o tym 10 min później

mieciur napisał(a):
Na zejściu spotkaliśmy jeszcze parę ludzi z dość dużym psem. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby pies nie miał uczulenia na kijki trekingowe Smile I rzeczywiście właściciele tego czworonoga dość szybko odeszli na kilka metrów od szlaku w las i dużo wcześniej nas o tym fakcie informowali.

po prostu pies nie lubi kijkowców - wolny krajBig Grin w sumie jazdę mieliśmy, że kupimy sobie takiego samego , a był to chyba dog angielski (bydle straszne) i wyszkolimy go żeby tak samo nie lubił quoadowców czy crossowcówToungue

mieciur napisał(a):
I nagle zdarza się nam a raczej Gośce nie miły wypadek. Bez wyraźnej przyczyny na dość prostym odcinku ścieżki Gośka tak niefortunnie się potyka lub stawia stopę (sami nie wiemy do końca jak to się stało), że nogę wykręca o jakieś 90 stopni, zwija się z bólu i prawie upada na ziemię.

nie prawie, tylko całkiem, pokładałam się po ziemi i miałam świeczki w oczach... po raz pierwszy w mojej górskiej karierze taka akcja... myślę że podjechałam na wilgotnym korzeniu.

mieciur napisał(a):
Strasznie się przestraszyliśmy ona z powodu wizji nogi w szynie czy gipsie,

nie nie, z powodu tego, że w sobotę na weselu sobie nie potańcuję Big Grin

mieciur napisał(a):
siedzimy, a w zasadzie leżymy na ławeczkach, słoneczko świeci, góry są, fajnie się nam rozmawia ceprów brak - jednym słowem jest super. ( Gośka ? dzięki za wycieczkę ? tego mi było trzeba

Smile fajnie było Smile totalne wybyczanieSmile

mieciur napisał(a):
dzieciaki gonią dookoła nas zrywają wilcze jagody

to był czarny bez, i to nawet nie dzieciaki zrywały - ich matka im zerwała bo prosiły... bezmyślność.

mieciur napisał(a):
że Gośka to uparta i zawzięta dziewczyna i łatwo się nie poddaje

POWAŻNIE????? nie wiedziałam Toungue



i parę słów z mojej strony, w sumie nie ma za wiele co dodawać. może tylko tyle, że na początku naszej górskiej kariery robiliśmy tą samą trasę i chcieliśmy ją sobie teraz powtórzyć, gdyż wcześniej nie mieliśmy aparatu. i okazało się, że mimo dłuższego podejścia, dłuższych postojów, wybyczania i takich tam doszliśmy do krościenka wcześniej niż kilka lat temu. no i w zupełnie odmiennym stanie - to świadczy o tym, jak się wyrabia kondycha Smile


BUCIOR GÓRSKI NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM JEST Big Grin Toungue Big Grin


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 15-10-2008 10:49 AM

Bardzo ładnie, szkoda, że mnie tam nie było kwasny

Choć pewnie przy moim stanie na skręceniu kostki by się nie skończyło giggle


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 15-10-2008 11:12 AM

A teraz krótka foto-relacja z wtorkowego wypadu w Beskid Sądecki:

Już któryś raz zapowiadali w tv, że to ostatnie podrygi babiego lata, a zima uderzy bez uprzedzenia, więc ten wtorek znowu postanowiłem spędzić w górach.
Plan wycieczki zakładał dojazd do Kosarzysk i szturm na naszych południowych sąsiadów przez graniczny szczyt Eliaszówki, a następnie dalej bezdrożami w kierunku Pienin. Jednakże opcja ta uległa zmianie, gdy do wycieczki postanowiła dołączyć się jeszcze mama - trzeba było zafundować coś bardziej "dla ludzi". giggle

Około ósmej jechaliśmy już busikiem w stronę Barnowca, wsi położonej w północnych dolinach Pasma Jaworzyny. Trasa miała stamtąd poprowadzić nas drogą gospodarczą w stronę Hali Barnowiec, następnie szlakiem przez Pisaną Halę do Rytra. Jako że przechodziłem ten odcinek niespełna 3 tygodnie temu z gosia3kiem postanowiłem urozmaicić go na wszelkie możliwe sposoby. Podejście na szczyt pasma zafundowałem nam na przełaj lasem i ścieżkami wydeptanymi przez jego mieszkańców, celem odnalezienia ciekawych form skalnych w okolicy Wierchu nad Kamieniem. Po godzinie plątania się po jego zboczach, porośniętych zresztą bardzo klimatycznym bukowym lasem, udało się odkryć kilka ciekawych miejsc jednak najwyższa wychodnia pozostała wciąż do odkrycia. Sad
[attachment=15936]
W końcu dobiliśmy do głównego beskidzkiego i ruszyliśmy w kierunku Pisanej Hali.
[attachment=15937]
Przy pierwszej okazji zboczyłem ze szlaku na trawersującą szczyt nartostradę, co okazało się całkiem dobrym pomysłem - naszym oczom ukazały się piękne panoramy w kierunku południowo-wschodnim.
[attachment=15938]
Obwodnica (jak nazywam takie nartostrady) biegła słonecznym halami więc rozsiadaliśmy się w trawach opalając uchachane twarze.
[attachment=15945]
Buki na szczycie pasma już mocno łysiejące, liści na ziemi miejscami po kolana. Ewidentnie góry mają się ku zimie...jak widać na zdjęciu, niedźwiedzie zakopują się do snu...uhm
[attachment=15940]
Z Zadnich Gór pięknie pokazały się Tatry wystające zza Pasma Radziejowej.
[attachment=15941]
Na szlaku praktycznie nie było nikogo, jeden rowerzysta i jeden ludek. Spokojnym krokiem doczłapaliśmy do schroniska Cyrhli na zwyczajowy popas. Cool
[attachment=15943]
Stamtąd, po napełnieniu brzuszków, żółtym gminnym poszliśmy w stronę Rytra. Okazało się, że w ten dzień mamy farta nie tylko do pogody - transport w dół zaoferowali nam swoim jeepkiem robotnicy leśni (swoją drogą ciekawe przeżycie tak pomykać wyrypami rozwalającym się pojazdem), a do Nowego Sącza zabrał nas napotkany wcześniej na Cyrhli turysta. ok
[attachment=15944]


RE: Kolory górskiej jesieni - mieciur - 15-10-2008 06:56 PM

gosia3ek napisał(a):


i parę słów z mojej strony, w sumie nie ma za wiele co dodawać. może tylko tyle, że na początku naszej górskiej kariery robiliśmy tą samą trasę i chcieliśmy ją sobie teraz powtórzyć, gdyż wcześniej nie mieliśmy aparatu. i okazało się, że mimo dłuższego podejścia, dłuższych postojów, wybyczania i takich tam doszliśmy do krościenka wcześniej niż kilka lat temu. no i w zupełnie odmiennym stanie - to świadczy o tym, jak się wyrabia kondycha Smile


BUCIOR GÓRSKI NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM JEST Big Grin Toungue Big Grin



Tak sobie myślałem, że częściowo masz rację - ciągle sie chodzi to i kondycja lepsza. Z drugiej jednak strony nie pamiętam o jakiej porze roku wcześniej tam byliśmy. Bo weź np lato, duchotę i upał to na Snożce byś już miała dosyć Smile

Maciek, super wyprawa. Jesień w górach pełną parą - szkoda że już pewnie nie zdąże sie wybrać zanim się skończy. A trase też super zrobiliście - trzeba będzie się kiedyś wybrać pobuszować po tych lasach Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - margit - 17-10-2008 03:18 PM

piękne fotki, przecudne kolory , najpierw obejrzałam, a teraz poczytam Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - Pedro - 18-10-2008 08:17 PM

Bystra z ostatniej niedzieli:
http://www.gorskiswiat.pl/szlaki/trasa46/trasa46.php


RE: Kolory górskiej jesieni - tomtur - 11-11-2008 09:47 AM

Babia Góra 10.11.08 parę fotek z wycieczki.
trasa:Krowiarki niebieski Markowe ,Markowe żółty Perć Akademików ,Babia czerwony Krowiarki.


RE: Kolory górskiej jesieni - tomtur - 11-11-2008 10:22 AM

-Markowe Szczawiny w budowie[attachment=16747]
-PerćAkademików[attachment=16748][attachment=16749][attachment=16750]
-Szczyt[attachment=16751][attachment=16752][attachment=16753]
-Powrót[attachment=16754][attachment=16755]


RE: Kolory górskiej jesieni - Fazik - 11-11-2008 10:38 AM

Cholerka Tomi, a mi się nie udało no, deptałbym twoje ślady ale nocą, gratulacje.


RE: Kolory górskiej jesieni - paaulo - 11-11-2008 10:46 AM

Piękne spotkanie z Królową Beskidów.
No i gratuluję wytrwałości na odcinku Krowiarki - Markowe, nie lubię tego fragmentu, dłuży mi się strasznie.


RE: Kolory górskiej jesieni - Mordimer - 11-11-2008 02:17 PM

11.11.2008
Pobudka 3:00 oczywiście A.M. Wink i wyjazd na południe
Dotarłem do Korbielowa około 5:30. Wychodzę z auta a tam nie dość że ciemno jak...wiadomo gdzie to piździ jak... też wiadomo Big Grin
Ubrałem się na cebulkę, odpaliłem czołówkę i w drogę.
Z początku szedłem asfaltem, później żółtym szlakiem i tak jakoś fajnie mi się dreptało ok. 45 minut. Wtedy się pokapowałem że sztucznego światła już nie trzeba i zrobiłem sobie przerwę na kanapkę. Dalej piąłem się delikatnym podejściem w górę aż dotarłem do rozwidlenia szlaków.
Tam po raz pierwszy ukazała się największa polska baba.
Bynajmniej nie była to Maryla Rodowicz laugh
Towarzyszyła mi już do samego końca wyprawy ukazując swoje wdzięki raz odziane w delikatne chmury tudzież całkiem na golasa Shy
Do schroniska wstąpiłem dosłownie na chwilkę blink
Potem żółtym szlakiem wspiąłem się w pasmo kosodrzewiny i stamtąd już prosto na szczyt.
Miałem tylko 10 minut dobrej widoczności bo wiatr przygonił chmury i znalazłem się w mleku. A wiało jak cholera Smile Dobrze że się poubierałem bo mogłoby się skończyć L4. Korzystając z chwili kiedy nie było chmur podziwiałem wcześniej wspomnianą Babią, Tatry, Beskid Śląski ze Skrzycznem na czele, oraz resztę Żywieckiego. Ponadto swoją taflą lśniło przepięknie jezioro Oravskie. Niestety zero fotek na południowy wschód bo słońce waliło dokładnie z nad Taterków. Po jakiś 30 minutach zdecydowałem o zejściu na dół. Nawet jedną glebę zaliczyłem, ujeżdżając na zmarzniętej ziemi, ale skończyło się bez kontuzji. Minąłem schronisko, dotarłem do rozwidlenia i w towarzystwie niezliczonej ilości wyciągów zszedłem do Korbielowa.

wg mapy 5:20 ja zrobiłem w 4:00 nie pędząc zbytnio
Fajna trasa. Następnym razem zabiorę tam żonkę Smile


RE: Kolory górskiej jesieni - Mordimer - 11-11-2008 02:27 PM

[attachment=16771] [attachment=16772] [attachment=16773]
[attachment=16774] [attachment=16775] [attachment=16776]
[attachment=16777] [attachment=16778] [attachment=16779]


RE: Kolory górskiej jesieni - Mordimer - 11-11-2008 03:06 PM

[attachment=16780] [attachment=16781][attachment=16782]
[attachment=16783][attachment=16784][attachment=16785]
[attachment=16786][attachment=16787][attachment=16788]


RE: Kolory górskiej jesieni - tomtur - 11-11-2008 06:17 PM

Mijajac to schronisko to dużo nie straciłeś ,już na forum rozmawialismy o MiziowejShyBig Grin,bedąc wczoraj na Babiej Pilsko też było pod chmura mało widoczne .


RE: Kolory górskiej jesieni - Stasiu - 11-11-2008 06:24 PM

Znowu mi się przypomniało Pilsko i Babia. Jak ja lubię te okolice. Może mi się uda jeszcze w tym roku wyrwać. Dzięki Mordimerze ok


GORCE - TURBACZ 02.11.2008 r. - mieciur - 12-11-2008 05:07 PM

Poniżej zamieszczam I z trzech części relacji z ostatniej wycieczki w Gorce. Pozostałe dwie zamieszczą gosia3ek i mallaidh.

Start ? Gorc 1228 m. n.p.m.
Niedziela 02.11.2008 r. ? Zaduszki.
Normalni ludzie w ten dzień chodzą po cmentarzach itd. ale nie my. Właśnie wtedy postanowiliśmy się wybrać w góry. Wybór był dość trudny bo nie chcieliśmy jechać za daleko a w okolicy w większości miejsc byliśmy i jakoś trudno było wybrać jakąś ciekawą opcję. W końcu wybór padł na Turbacz.
Nasza wycieczka rozpoczyna się w sposób standardowy. Czyli pobudka o bliżej nie określonych godzinach porannych i wyjazd. Parę minut po 6 rano zgarniamy Malladiha i już w pełnym Sądeckim składzie czyli gosia3ek, Mallaidh i ja ruszamy w drogę. Najpierw tankujemy autko na pobliskiej stacji i w końcu możemy ruszać w te Gorce. Gośka prowadzi, Maciek (Mallaidh) wygląda trochę na niewyspanego a ja szukam na mapie miejsca do zaparkowania auta na cały dzień. Jednym słowem nic się nie dzieje. Po 7 godzinie docieramy do Rzek gdzie w okolicach budynku dawnej Dyrekcji Gorczańskiego Parku Narodowego parkujemy auto. Dość sprawnie przebieramy buty, przepakowujemy plecaki i po kilkunastu minutach ruszamy na szlak. Wybieramy niebieski szlak prowadzący nas na Gorc ? pierwszy poważniejszy punkt kontrolny naszej wycieczki. Po przejściu kilkuset metrów zapada decyzja o przerwie śniadaniowej. Jako miejsce wybieramy budkę robotników leśnych która oczywiście jest zamknięta ? trudno będą musiały nam wystarczyć okoliczne deski i kamienie jako wyposażenie naszej jadalni. Kolejne 20 minut z głowy. Wreszcie naprawdę ruszamy w drogę. Sił mamy pod dostatkiem więc na początku przyśpieszamy. Niestety już na początku pojawiają się schody ? straszliwe błoto na szlaku. Zastanawia nas skąd ono się wzięło w takich ilościach ? przecież w ostatnich dniach prawie nie padało. Dochodzimy do wniosku, że tak po prostu jest a swoje robi północno ? wschodnia ekspozycja stoku. Zapadając się po kostki i ześlizgując się co chwilę nasze tempo bardzo się spowalnia. Ale nie poddajemy się idziemy dalej. Już się śmiejemy, że jak dojdziemy do schroniska to nas nie wpuszczą bo będziemy wyglądać jakbyśmy tydzień w lesie spali. Ogólnie na podejściu nic ciekawego się nie dzieje ? przez większą część czasu idziemy lasem. Dochodzimy do początku czarnego szlaku prowadzącego do Szczawy. Jest on zlokalizowany na niewielkiej polanie ale żadnych ciekawych widoków nie ma. Tutaj robimy tylko chwilę przerwy na wodę. Po 2 minutach ruszamy dalej. Stan ścieżki nieco się polepsza, błota trochę mniej idzie się o wiele przyjemniej. Po niedługim czasie dochodzimy do polany Świnkówka. Jest to bardzo ładna i widokowa polana. Z niej widzimy Bulandową Kapliczkę na Jaworzynie Kamienickiej ? będziemy tamtędy przechodzić ale o tym w dalszych częściach relacji. Będąc na tej polanie widzę, że GPN w bardzo dobry sposób podchodzi do ochrony przyrody. Polana jest wykaszana, ustawiono tutaj także tabliczkę informacyjną i ławeczki. Wszystko jest ładnie wkomponowanie w krajobraz. Nie ma tutaj zakazów i tekstów typu ?nie schodź ze szlaku...? itd. Jeśli chodzi o Parki Narodowe to ten lubię najbardziej. Ale wracamy do relacji. Po paru minutach ruszamy dalej. Najpierw przechodzimy przez Gorc Kamienicki żeby po ok. 20 minutach dotrzeć do Gorca. Sam szczyt mijamy bokiem przez łąkę nie wchodząc na sam szczyt. Widoki są całkiem przyjemne choć jednogłośnie stwierdzamy, że dzisiaj dobrej widoczności nie ma. Góry są po prostu zamglone. Ale trudno nie można mieć wszystkiego, i tak się cieszymy, że nie pada. Na owym Gorcu nawet się nie zatrzymujemy, tylko Maciek robi parę fotek i idziemy dalej. Chwilę później docieramy do zielonego szlaku którym udamy się w stronę Długiej Hali a co za tym idzie na sam Turbacz. Ale o tym już w dalszych częściach relacji.


RE: Kolory górskiej jesieni - gosia3ek - 12-11-2008 07:44 PM

Część II

Szczyt Gorca właściwego(1228 m) znajdujący się w obumarłym lesie mijamy niejako z rozpędu. Panorama ze szczytu nie zachwyca - zarówno ze względu na wcinające się fragmenty drzew, jak i na słabą przejrzystość powietrza. 300 metrów za szczytem dochodzimy do odbicia zielonego szlaku w stronę Ochotnicy. Tutaj sie chwile zatrzymujemy. Od tej pory podążać będziemy zielonym grzbietowym szlakiem w stronę Turbacza. Jako ze ten szlak wydawał nam się zle na mapie oznaczony, ze czas przejścia jest za krotki - postanawiamy sprawdzić to na własnej skórze i włączamy stopery. Następuje "odpalenie silników" Big Grin i uciekamy na szlak. Oczywiście tempo normalne - bez szaleństw. Zejście z Gorca na przełęcz to prawie 200 metrów w pionie i faktycznie, daje się to odczuć, jest bardzo ostre, kolanka krzyczą z bólu Sad dzielnie jednak śmigamy dalej, osiągamy przełęcz bez nazwy (1046 m) a potem rozpoczynamy powolne wznoszenie. Mijamy kolejne polany, nie zatrzymujemy się zbyt wiele, żeby nie fałszować wskazań stopera. Nie ma nawet czasu żeby zdjąć kurtki, które na polanach w przypiekającym słoneczku nie oddychają a raczej grzeją. Osiągamy pierwszy punkt kontrolny czyli dojście żółtego szlaku z hawiarskiej koliby .. budzą się w nas mile wspomnienia z tego miejsca, chciałoby się tam pójść, ale dzis to niestety niemożliwe. Czas przejścia bardzo szybkiego - 37 min (wg mapy 45) robimy sobie przerwę śniadaniowa, słoneczko grzeje, można się wyłożyć w trawie? nie chce się ruszaćSmile w końcu jednak trzeba, odpalenie stoperów i dalej w drogę.
Szlak staje się praktycznie nieuciążliwy, prowadzi lasem delikatnie w gore, w dol, ale bez szaleństw, przez kolejne polany - milo tak plątać się po Gorcach w dobrym towarzystwie. W międzyczasie zaznajamiamy się z tablicami GPN i komentujemy błędy na nich (np. wg jednej z bulandowej tabliczki na Turbacz jest 1,5 h Toungue, nam to zajęło samo 0,5 hSmile wspomniana kapliczkę osiągamy praktycznie bezboleśnie, zatrzymujemy się - miało być na chwile, a wyszło nam z tego prawie pol godzinki, tak się fajnie siedziało i focilo Big Grin Niestety zimny wiatr wygania nas z tej przyjemnej miejscowy, teraz już schronisko na Turbaczu przyciąga... zielony szlak po 15 min zmienia się na czerwony.. na dojściu moja ulubiona tabliczka - Kroscienko 9 hToungue dziś nie w ta stronę. Na czerwonym spotykamy dziwnego osobnika - chłopak szedł sobie sam i na cały głos słuchał radia z krótkofalówki... zazwyczaj ludzie idac w gory samotnie szukają wyciszenia - ten jak widac nie . komentujemy. Hala długa i wyłaniający się nasz dzisiejszy cel - Turbaczowe schronisko. Maciek zostaje żeby coś pofotografowac - ja jako ze bylam tu 4 tyg wcześniej - odpuszczamSmile.
Na całym szlaku zielonym nie spotkaliśmy żywej duszy, za to tłum pod schroniskiem nam to oddaje z nawiązką - można tu spotkać turystów wszelakiej maścikwasny. Montujemy się na ostatnia wolna ławkę, spożywamy obiadek (tzn kanapkiToungue) i napój turystyczny. Nad schroniskiem zbierają się czarne chmury, co wypłasza cala resztę ludzkości, zostajemy praktycznie sami. Zbieramy się bo w koncu trzeba chociaż tak się nie chce... i z powrotem ruszamy na szlak...


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 12-11-2008 09:25 PM

W przerwie na turbaczowskim schronisku opróżniliśmy plecaki z jedzonka, co by nóżkom lżej było, a i brzuszki nie mruczały o pokarm. Od zachodu niebo zaczęło się delikatnie chmurzyć, ołowiane chmury spowodowały, że większość pasących się pod schroniskiem turystów pierzchnęła na schodzące w doliny drogi. I my postąpiliśmy podobnie, ruszając na żółty szlak w kierunku Czoła Turbacza. Dorodne brązowe błoto nakładało się kolejną warstwą na naszych buciorach, tworząc naturalne barwy ochronne i impregnat w jednym.

Po kilku minutach stanęliśmy pod pomnikiem i ołtarzem upamiętniającym dzień, w którym Karol Wojtyła odprawił pierwszą mszę stojąc przodem do wiernych - towarzyszy swoich wędrówek. Mała sesja fotograficzna i już ruszamy zrytymi przez dziki polanami w kierunku granicy lasu. Rozpościerające się stamtąd widoki na północny zachód jakoś nie pozwalały Gosia3kowi skupić się na marszu. Kopytki poczęły plątać się jej z kijkami, głowa uciekała na prawo, a wzrok z wyczekiwaniem błądził gdzieś po horyzoncie. Kiszta pieron ? przecież to nie może być zmęczenie?! Wszystko staje się jasne, gdy zza drzew wynurza się nieco zamglony masyw królowej Beskidów. Okazuje się, że te dwie baby ciągnie ku sobie niewidzialna siła i gdyby tylko gosia3ek miał przy sobie miotłę lub chociaż szczoteczkę do zębów, zapewne pomknąłby na zachód jak strzała. Jednak jeszcze nie tym razem...

Zanurzamy się w świerkowy las porastający południowe stoki Mostownicy. Do przełęczy Borek mamy około godziny. Dłużył się ten odcinek okropecznie i wszyscy zgodnie zaczęliśmy mruczeć różne świństewka pod nosem. W końcu ścieżka sprowadziła nas łaskawie na pokrywającą przełęcz polanę. Ciekawe jest to miejsce, bo już na wysokości 1000m pojawia się sporych rozmiarów potok Kamienicki i widać jeszcze, jak w kilku miejscach odchodzą inne strumienie. Robimy krótką przerwę, parę fotek, po czym ruszamy na niebieski szlak wprowadzający we wnętrze dzikiej doliny Kamienicy. Rzeka najpierw towarzyszy nam po prawej stronie, lecz po chwili słychać jedynie jak mozolnie toruje sobie drogę przez kamienie. Szlak pozostawia teraz dno doliny trawersując stoki Kudłonia. Miejscami od rzeki dzieli nas strome, kilkunastometrowe urwisko, z którego ześlizgnięcie niechybnie skończyło by się zimną kąpielą. Liściastym dywanem suniemy dalej, i chociaż wydaje się, że kolejne kilometry całkiem szybko uciekają spod nóg, jakoś wcale nie widać, byśmy tracili wysokość.

W pewnym momencie prowadzący naszą karawanę mieciur zatrzymuje się i daje znak ręką. Kilka metrów przed nami przebiegają dwie dzikie świnki, zapewne zaskoczone w drodze na wieczorną wyżerkę na polanach Kudłonia. Niestety, nie udało się nam nawet pomyśleć o ustrzeleniu ich ryjków aparatem, a co dopiero dobyć ?broni? nim żwawe zwierzątka zniknęły w krzaczorach. Po chwili i my robimy krótką przerwę na wyjedzenie wszelkich okruszyn z plecaków i dopicie ostatnich kropel wody. Słońce zniknęło za grzbietem Turbacza, a w dolinę wkradł się półmrok rozsiadając się na gałęziach drzew. Gosia3ek i mieciur przygotowują czołówki do boju. W szarówce osiągamy dno doliny wyłożone na przemian asfaltem i kamieniami, a do smaku posmarowane błotnistą mazią. W blasku latarek widzimy dwa czerwone światełka. To znicze palące się obok Papieżówki - miejsca gdzie przyszły Papież, jeszcze jako kardynał w tajemnicy spędził pustelnicze dwa tygodnie. Dopalamy zgaszone światełko świecy i ruszamy dalej. Do autka jeszcze około godzinki, a tu noc rozsiadła się na dobre. Przy dźwiękach szumu wody i stukotu kijków docieramy do zabudowań, by po chwili zakończyć trasę przy drzemiącym w mroku Ticusiu. Szybkie doprowadzenie się do jako takiego stanu i odpalamy pomarańczową rakietę mieciura w kierunku Nowego Sącza. Na stan naszego (a przynajmniej mojego) zmęczenia niech świadczy fakt, iż nawet nie zatrzymaliśmy się, by zrobić sobie zastrzyk z płynu turystycznego!
Skandal, no! giggle


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 12-11-2008 10:04 PM

I jeszcze dokumentacja fotograficzna :

Gorczańskie polany
[attachment=16820][attachment=16821][attachment=16825]
Bulandowa kapliczka
[attachment=16823]
Odpalanie mieciura na szlaku
[attachment=16822]
GS Sqad
[attachment=16824]


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 12-11-2008 10:16 PM

I jeszcze Gorce:
[attachment=16826][attachment=16827]
[attachment=16829][attachment=16830]

Przy schronisku
[attachment=16832]

Pod ołtarzem
[attachment=16828]

Zwłoki turystyczne
[attachment=16831]


RE: Kolory górskiej jesieni - Mordimer - 12-11-2008 10:52 PM

fajna wycieczka i super 3 częściowa relacja.
Każdy z Was ma inny styl pisania i bardzo fajnie się to czyta.
Byłem w tym roku na Turbaczu także mogłem się wczuć
okSmile


RE: Kolory górskiej jesieni - mar.an - 18-11-2008 12:26 PM

Pilsko, tak jak i Babią Górę, miałam okazję zadeptać w warunkach zimowych - nigdy w innej porze roku. Dlatego też fotki Mordimera obejrzałam z ciekawościąSmile. No i relację - krótką ale treściwą - też oczywiście przeczytałam.
A tak na marginesie - Diablaka zawsze widziałam z jedną, "typową";) chmurką, nigdy w takiej obstawie jak na zdjęciu 6. i 9.


RE: Kolory górskiej jesieni - Mallaidh - 18-11-2008 08:49 PM

Mordimer - widzę, że wielu z nas poniosło owego czasu w Żywiecki!

Fajnie tam, nie da się ukryć i Twój wypad też na taki wygląda!

PZDR


RE: Kolory górskiej jesieni - Mordimer - 18-11-2008 08:54 PM

Mallaidh napisał(a):
Mordimer - widzę, że wielu z nas poniosło owego czasu w Żywiecki!

Fajnie tam, nie da się ukryć i Twój wypad też na taki wygląda!

PZDR


a ponosi mnie czasami Smile a w Żywieckim potwierdzam... bardzo fajnie ok

od przyszłego roku jednak skupię się na innych pasmach bo Korona Polski kusi Big Grin