04-02-2008, 10:03 PM
04-02-2008, 10:05 PM
Witaj Ustrik

04-02-2008, 10:13 PM
Ustrik napisał(a):
hej, dawno mnie nie było, ale będzie relacja za moment
No to czekamy
04-02-2008, 11:44 PM
4 stycznia wybrałem się złożyć życzenia noworoczne mojej ukochanej – jaśnie wielmożnej Pani Caryńskiej. Jako że sylwestra spędzałem w Cisnej to postanowiłem wracając do domu ją odwiedzić. Jakimś cudem dostałem się do Wetliny. Pogoda była nieziemska – ciepło, pełno śniegu i diamentowo czyste niebo. W planach miałem dotarcie do Berehów Górnych, skąd dalej wygramolić się na połoninę. Zdawałem sobie sprawę, że czeka mnie całkiem długi spacer. Niemniej jednak uporczywie trzymałem się nadziei obiema dłońmi, że ktoś akuratnie będzie jechał w moją stronę i będzie na tyle uprzejmy by się zatrzymać. Wyliczyłem, żeby o wyprawie wspominać lepiej niż dobrze musiałem wystartować ok. 14 na szlak. Szczerze mówiąc? Dawałem sobie jedyne 20% szans na spełnienie tego zamierzenia, ale nie poddawałem się. Szedłem sobie pomalutku. Nie jechał nikt... długo nikt nie jechał... ani jeden samochód, aż w końcu usłyszałem za sobą silnik. Uszy postawiłem do góry i wyczuliłem wzrok. Z oddali zbliżał się ku mnie jakiś czarny obiekt. Wystawiłem grabę i zacząłem nią machać. Zbliżył się. Zauważyłem, ze w środku jest sam kierowca. Musi mnie wziąć – pomyślałem ... źle myślałem. Nawet nie spojrzał. Cóż... Na szczęście nie musiałem długo czekac i miłe małżeństwo aż z Gdyni podwiozło mnie do celu. Rozstaliśmy się na rozdrożu. Oni do chatki Puchatka, ja przez Caryńską do Górnych. Punkt druga ruszyłem na szlak.
Przez las szło się dobrze, ale ostatnie dni zabawy szybko objawiły swoje efekty. Dość cięzko mi się oddychało. Uda tez szybko zaczęły pobolewać. Przyznam – zacząłem się zastanawiać. Nie trwało to jednak długo. Widok Wetlińskiej z polanki, na której miało to miejsce, raz dwa mi uświadomił, że nie warto się wycofywać. Dlategoteż ruszyłem w górę. Podtrzymywany herbatką doszedłem do kolejnej, znacznie większej polany. Wtedy doszło do mnie, że mamy inwersję. Nie mogłem oderwać oczu od wschodniej strony świata. Pikuj, Ostra Hora, a za nimi Borżawa i w oddali Gorgany. Góry te nabrały wyjątkowego błękitu, co w połączeniu z ciemniejącym niebem szkliło spojrzenie. Doprawdy, nie chciało się oczu odciągać z tego obrazka, ale pragnienie wyjścia wyżej niczym instynkt pchało mnie dalej. Czułem już nęcące mnie perfumy mojej Pani. Kątem oka wypatrzyłem jak Jej jasna suknia pobłyskuje między drzewami. Zaczęła do mnie śpiewać... i jak tu nie ulec takiej pokusie? W jednej chwili znalazłem się już w Jej objęciach. Jednak Caryńska pozostała Caryńską i wodząc mnie zamroczonego za nos podśmiewała się bezczelnie ilekroć zapadałem się w jej śniegach. Taki już Jej charakterek. Jest w tym jednak niezwykła słodycz, która nie pozwala mi mieć Jej tego za złe, toteż szedłem dalej. dumny, zadowolony, a jednak i zawstydzony moim człowieczym kalectwem. Na szczęście Połoninka potrafiła to docenić i przestała już mnie nękać. Śnieg był na tyle zmrożony, bym mógł spokojnie po nim iść na sam szczyt. Kiedy go zdobyłem, Pani mnie pocałowała. Co za rozkosz. Za mną Wetlińska w pełnej swej gracji – jakby zazdrosnym okiem spoglądała na nas spod płaszcza swej dumy. Po prawej Rawki zatopione w purpurowej pianie sennego już nieba. Po lewej Niezmierzone lasy aż po horyzont, a z przodu ... ech. Z przodu był cały ten Górski Świat. W pierwszym planie Korona Bieszczad z perłową Tarnicą jako główny kamień. Za nią Ukraińskie Bieszczady, potem Borżawa a dalej za nią Gorgany. Coś niezwykłego.
Słońce niestety było bardzo punktualne i , jak to wcześniej zapowiedziało, poszło spać. Musiałem pożegnać się z Caryńską. O 17:50 odjeżdżał mój autobus z Górnych. Musiałem iść. Caryńska zarumieniła się gdy odchodziłem. Czuć było już romantyczną tęsknotę po obu naszych stronach. Jej lokaj, Ciemno - granatowe niebo również pokłonił mi się w pas żegnając pomarańczowym uściskiem od strony Rawek. Wzruszenie. Aż się chciało płakać, ze się miało oczy. Trzeba było jednak wracać. Nim się obejrzałem zrobiło się bardzo ciemno. Na szczęście okazałem się dość przewidujący by wziąć z sobą czołóweczkę.
Zejście w dół trwało kilka chwil. Właściwie to w podskokach dotarłem do Górnych. Ok. 17 byłem na przystanku. Niestety wszystko było pozamykane. Musiałem czekać na autobus. Zmarzłem jak diabeł z kotła na mróz wyjęty. Na szczęście wspomnienie o niedawnych jeszcze minutach z moją Panią nie pozwoliło mi całkiem skostnieć. Kiedy wszedłem do autobusu i usiadłem – zasnąłem. Na szczęście jakaś uprzejma pani przebudziła mnie tuż przed Ustrzykami i mogłem wrócić cały do domku
Przez las szło się dobrze, ale ostatnie dni zabawy szybko objawiły swoje efekty. Dość cięzko mi się oddychało. Uda tez szybko zaczęły pobolewać. Przyznam – zacząłem się zastanawiać. Nie trwało to jednak długo. Widok Wetlińskiej z polanki, na której miało to miejsce, raz dwa mi uświadomił, że nie warto się wycofywać. Dlategoteż ruszyłem w górę. Podtrzymywany herbatką doszedłem do kolejnej, znacznie większej polany. Wtedy doszło do mnie, że mamy inwersję. Nie mogłem oderwać oczu od wschodniej strony świata. Pikuj, Ostra Hora, a za nimi Borżawa i w oddali Gorgany. Góry te nabrały wyjątkowego błękitu, co w połączeniu z ciemniejącym niebem szkliło spojrzenie. Doprawdy, nie chciało się oczu odciągać z tego obrazka, ale pragnienie wyjścia wyżej niczym instynkt pchało mnie dalej. Czułem już nęcące mnie perfumy mojej Pani. Kątem oka wypatrzyłem jak Jej jasna suknia pobłyskuje między drzewami. Zaczęła do mnie śpiewać... i jak tu nie ulec takiej pokusie? W jednej chwili znalazłem się już w Jej objęciach. Jednak Caryńska pozostała Caryńską i wodząc mnie zamroczonego za nos podśmiewała się bezczelnie ilekroć zapadałem się w jej śniegach. Taki już Jej charakterek. Jest w tym jednak niezwykła słodycz, która nie pozwala mi mieć Jej tego za złe, toteż szedłem dalej. dumny, zadowolony, a jednak i zawstydzony moim człowieczym kalectwem. Na szczęście Połoninka potrafiła to docenić i przestała już mnie nękać. Śnieg był na tyle zmrożony, bym mógł spokojnie po nim iść na sam szczyt. Kiedy go zdobyłem, Pani mnie pocałowała. Co za rozkosz. Za mną Wetlińska w pełnej swej gracji – jakby zazdrosnym okiem spoglądała na nas spod płaszcza swej dumy. Po prawej Rawki zatopione w purpurowej pianie sennego już nieba. Po lewej Niezmierzone lasy aż po horyzont, a z przodu ... ech. Z przodu był cały ten Górski Świat. W pierwszym planie Korona Bieszczad z perłową Tarnicą jako główny kamień. Za nią Ukraińskie Bieszczady, potem Borżawa a dalej za nią Gorgany. Coś niezwykłego.
Słońce niestety było bardzo punktualne i , jak to wcześniej zapowiedziało, poszło spać. Musiałem pożegnać się z Caryńską. O 17:50 odjeżdżał mój autobus z Górnych. Musiałem iść. Caryńska zarumieniła się gdy odchodziłem. Czuć było już romantyczną tęsknotę po obu naszych stronach. Jej lokaj, Ciemno - granatowe niebo również pokłonił mi się w pas żegnając pomarańczowym uściskiem od strony Rawek. Wzruszenie. Aż się chciało płakać, ze się miało oczy. Trzeba było jednak wracać. Nim się obejrzałem zrobiło się bardzo ciemno. Na szczęście okazałem się dość przewidujący by wziąć z sobą czołóweczkę.
Zejście w dół trwało kilka chwil. Właściwie to w podskokach dotarłem do Górnych. Ok. 17 byłem na przystanku. Niestety wszystko było pozamykane. Musiałem czekać na autobus. Zmarzłem jak diabeł z kotła na mróz wyjęty. Na szczęście wspomnienie o niedawnych jeszcze minutach z moją Panią nie pozwoliło mi całkiem skostnieć. Kiedy wszedłem do autobusu i usiadłem – zasnąłem. Na szczęście jakaś uprzejma pani przebudziła mnie tuż przed Ustrzykami i mogłem wrócić cały do domku

04-02-2008, 11:51 PM
fotki jutro 

04-02-2008, 11:58 PM
Great come back Ustrik
wiem, wiem (byłeś) ale ja Cię nie widziałem 
Bardzo fajnie napisane, rusza wyobraźnię i bez fotek, nawet bardziej... Musiały być naprawdę piękne widoki.
pozdrawiam
p
wiem, wiem (byłeś) ale ja Cię nie widziałem 
Bardzo fajnie napisane, rusza wyobraźnię i bez fotek, nawet bardziej... Musiały być naprawdę piękne widoki.
pozdrawiam
p
05-02-2008, 12:02 AM
Tytuł nie kłamie-pełne intymności spotkanie z górami
Gratulacje dla pomysłu i realizacji-opis bieszczadzkiej przygody-jak zwykle piękny w Twoim wydaniu Ustriku. Z tym większą ciekawością czekam na fotki.

Gratulacje dla pomysłu i realizacji-opis bieszczadzkiej przygody-jak zwykle piękny w Twoim wydaniu Ustriku. Z tym większą ciekawością czekam na fotki.

05-02-2008, 12:08 AM
Świetne Ustrik. Życzę więcej takich randek 

05-02-2008, 06:22 AM
Brakowało tu tych Twoich Bieszczad, dobrze, że wróciłeś, a określenie: "Zmarzłem jak diabeł z kotła na mróz wyjęty" zrzuciło mnie z fotela.
05-02-2008, 07:38 AM
Piękna relacja
Na sam początek miłego dnia.
Czekam na zdjęcia...
Na sam początek miłego dnia. Czekam na zdjęcia...
05-02-2008, 07:50 AM
KasiaA napisał(a):
Piękna relacja
Na sam początek miłego dnia.
Czekam na zdjęcia...
Na sam początek miłego dnia. Czekam na zdjęcia...
Co fakt, to fakt...
Dziękuję Ustrik, można brać się za pracę!
05-02-2008, 08:18 AM
Wspaniała randka
Barwny opis.Masz chłopie wenę .Przyjemnie się czytało .Uśmiech zagościł na mej twarzy.
Ustrik ,więcej takich randek i relacji
Pozdrawiam
Barwny opis.Masz chłopie wenę .Przyjemnie się czytało .Uśmiech zagościł na mej twarzy.Ustrik ,więcej takich randek i relacji
Pozdrawiam
05-02-2008, 08:31 AM
Re we la cja.
Ustrik napisał(a):
Zmarzłem jak diabeł z kotła na mróz wyjęty.
Czyżby powiedzenie "zimno jak diabli" miało swoje korzenie w Bieszczadach? 
05-02-2008, 12:28 PM
Już mnie ciekawi, czy to tylko zauroczenie, czy może głębsze uczucie z tego się rozwinie.... Bo jak tam "diabeł z kotła" zamiesza to ho, ho .....
05-02-2008, 05:14 PM
Bardzo poetycka, ruszająca wyobraźnię relacja, pięknie czytało się Ustrik, Bieszczady są cudowne..Ja również czekam na jakieś zdjęcia z Twojej wyprawy, choć oczyma wyobraźni widziałam to wszystko o czym pisałeś..

Stron: 1 2