17-07-2019, 08:46 PM
Ja mam nieco dłuższą opowieść weekendową niż Kasia z Wojtkiem...(ale Gratki dla nich, że się wyrwali
).
Zapraszam więc, może będziecie mieli ochotę zerknąć i pobyć ze mną w Beskidzie Śląsko - Morawskim swoimi oczami. W Beskidzkiej przyrodzie, siedzibie Głuszca, Rysia i Wilka.
Plany, planami - nie wszystko wychodzi, więc pierwszy padł - ale to co, będę znów siedzieć, sama w mokrym Krakowie? Może chociaż by człowiek z kimś się spotkał... a tu w południe, w piątek wiadomość od znajomej, jedziesz pod namiot w B. Ś-M na "weekend w Górach" ? .... pewnie, że jade
Może przyda się małe wyjaśnienie co to ten "weekend w Górach", prócz normalnego pojęcia, jest to cykl wyjazdów weekendowych organizowanych co jakiś czas przez SKPG Kraków - przez jednego przewodnika. Na kilku takich wyjazdach już byłam z tą właśnie znajomą, a znamy się prawie od dziecka i też jest przewodnikiem, ale tym razem była jako uczestnik i bez Rodzinki
Ogólnie wyjazdy się odbywają bez względu na pogodę, nawet jak jest choć jeden chętny uczestnik. Nas po kilku modyfikacjach i wpadkach była 5.
Wyjazd 0600 z dworca w kierunku Cieszyna... bilety kupione
Budzi mnie telefon... o Ewelina dzwoni ...( o kuźwa za 3 szósta??? ) halo - no gdzie jesteś? MASAKRA
pierwsza myśl - co ja teraz zrobie?
Nic - bede Was gonić
pierwszy raz zdarzyło mi się zaspać w Góry... zawsze budziłam się przed budzikiem ,a tym razem się nie obudziłam... bo budzik nie był nastawiony
, ale do śmiechu mi nie było; dobrze, że w miarę spakowana, powrzucałam resztę i na stacje, kolejny bus 0740, czyli mam niecałe 2h opóźnienia - zobaczymy co dzień przyniesie, + było to, że prawie godzinę czekali na pociąg z Cieszyna.
W Krakowie pada, po drodze pada, ale Słoneczko zaczyna nieśmiało się pokazywać
a noż. W międzyczasie przez neta studiuje dojazd i mapy szlaków w Beskidzie Śląsko-Morawskim: jak to ich gonić aby dogonić.
Przyjeżdżam do Cieszyna koło 10 - kurcze, pociag dopiero ok 12, ale z Czeskiego Cieszyna jeżdżą co pół godz i mam za 20 min, wiec szybko nie zastanawiając się i mając zaoszczędzoną kasę za bilet (bo Pan kierowca wpuścił mnie na bilet z godz 0600 - kochany
) do taxi i zaraz siedzę w pociągu w kierunku Frydek-Mistek, szybka przesiadka i zmierzam do Kunčic Pod Ondřejníkem - gdzie jak stwierdziła ekipa, poczekają w przystacyjnej knajpie Ogar.
Po drodze przepychanki sms-owe:
ja: siedzę w pociągu, ile to to jedzie ?
Ewel: za 25 min powinnaś być tutaj,... O ile wsiadłaś we właściwy pociąg
Gdy już dotarłam, sprawnie się zebraliśmy i ruszyliśmy w drogę, w końcu kawał szlaku nas czekało.
Ze stacji kolejowej kolejno: niebieski, żółty i czerwony szlak:
[attachment=85509] przeniesiona ze wschodu oryginalna cerkiew bojkowska
[attachment=85510] w drodze, [attachment=85511], [attachment=85512] i tym oto sposobem, z dobrymi nastrojami i błękitem nieba docieramy do Čertův mlýn (1205 m) [attachment=85513].
Kolejny etap, to szlaki: zielony i niebieski.
[attachment=85514] [attachment=85515]
PO drodze jagódki, jakieś weselicho nawet się bawiło, ale też spotkaliśmy ala rajd rowerowy, bo wyścig to to raczej nie był, ale bylo ich tam chyba z ponad 50 osób rozciągniętych.
I już schodząc na dół, zawisła czarna chmura, kilka kroków do końca szlaku i jak nie lunie... ale się schowaliśmy i jakieś ok. 20 min przeczekaliśmy: [attachment=85516] pod daszkiem Składu.
Można by rzec, że moje spóźnienie było plusem, bo deszcz był przed naszym wyjściem i w sumie po zejściu. A ja jeszcze zyskałam to, że spałam 2 godz dłużej, a wyszliśmy razem
Jeszcze jakieś ok 20 min i meldujemy się w końcu na biwaku: Kemp pod Pustevnami, Prostřední Bečva (https://www.podpustevnami.cz)
Chwila odsapnięcia, należy się
, a potem rozstaw namiotów i jedzonko
[attachment=85517] [attachment=85518]
Ogniska, czego bardzo ubolewam nie było, za to Pozdrowienia na koniec dnia ślę z wieczornego ławkowego koncertu, nie wiem czy za gitare i śpiew czy za co innego , ale dostaliśmy za darmo piwko od Pań z baru
[attachment=85519]
czas przejścia: ok 7h
ok godz 24 odmarsz do namiotów
dobranoc
cdn.
).Zapraszam więc, może będziecie mieli ochotę zerknąć i pobyć ze mną w Beskidzie Śląsko - Morawskim swoimi oczami. W Beskidzkiej przyrodzie, siedzibie Głuszca, Rysia i Wilka.
Plany, planami - nie wszystko wychodzi, więc pierwszy padł - ale to co, będę znów siedzieć, sama w mokrym Krakowie? Może chociaż by człowiek z kimś się spotkał... a tu w południe, w piątek wiadomość od znajomej, jedziesz pod namiot w B. Ś-M na "weekend w Górach" ? .... pewnie, że jade
Może przyda się małe wyjaśnienie co to ten "weekend w Górach", prócz normalnego pojęcia, jest to cykl wyjazdów weekendowych organizowanych co jakiś czas przez SKPG Kraków - przez jednego przewodnika. Na kilku takich wyjazdach już byłam z tą właśnie znajomą, a znamy się prawie od dziecka i też jest przewodnikiem, ale tym razem była jako uczestnik i bez Rodzinki
Ogólnie wyjazdy się odbywają bez względu na pogodę, nawet jak jest choć jeden chętny uczestnik. Nas po kilku modyfikacjach i wpadkach była 5.Wyjazd 0600 z dworca w kierunku Cieszyna... bilety kupione
Budzi mnie telefon... o Ewelina dzwoni ...( o kuźwa za 3 szósta??? ) halo - no gdzie jesteś? MASAKRA
pierwsza myśl - co ja teraz zrobie?

Nic - bede Was gonić
pierwszy raz zdarzyło mi się zaspać w Góry... zawsze budziłam się przed budzikiem ,a tym razem się nie obudziłam... bo budzik nie był nastawiony
, ale do śmiechu mi nie było; dobrze, że w miarę spakowana, powrzucałam resztę i na stacje, kolejny bus 0740, czyli mam niecałe 2h opóźnienia - zobaczymy co dzień przyniesie, + było to, że prawie godzinę czekali na pociąg z Cieszyna.W Krakowie pada, po drodze pada, ale Słoneczko zaczyna nieśmiało się pokazywać
a noż. W międzyczasie przez neta studiuje dojazd i mapy szlaków w Beskidzie Śląsko-Morawskim: jak to ich gonić aby dogonić.Przyjeżdżam do Cieszyna koło 10 - kurcze, pociag dopiero ok 12, ale z Czeskiego Cieszyna jeżdżą co pół godz i mam za 20 min, wiec szybko nie zastanawiając się i mając zaoszczędzoną kasę za bilet (bo Pan kierowca wpuścił mnie na bilet z godz 0600 - kochany
) do taxi i zaraz siedzę w pociągu w kierunku Frydek-Mistek, szybka przesiadka i zmierzam do Kunčic Pod Ondřejníkem - gdzie jak stwierdziła ekipa, poczekają w przystacyjnej knajpie Ogar. Po drodze przepychanki sms-owe:
ja: siedzę w pociągu, ile to to jedzie ?
Ewel: za 25 min powinnaś być tutaj,... O ile wsiadłaś we właściwy pociąg

Gdy już dotarłam, sprawnie się zebraliśmy i ruszyliśmy w drogę, w końcu kawał szlaku nas czekało.
Ze stacji kolejowej kolejno: niebieski, żółty i czerwony szlak:
[attachment=85509] przeniesiona ze wschodu oryginalna cerkiew bojkowska
[attachment=85510] w drodze, [attachment=85511], [attachment=85512] i tym oto sposobem, z dobrymi nastrojami i błękitem nieba docieramy do Čertův mlýn (1205 m) [attachment=85513].
Kolejny etap, to szlaki: zielony i niebieski.
[attachment=85514] [attachment=85515]
PO drodze jagódki, jakieś weselicho nawet się bawiło, ale też spotkaliśmy ala rajd rowerowy, bo wyścig to to raczej nie był, ale bylo ich tam chyba z ponad 50 osób rozciągniętych.
I już schodząc na dół, zawisła czarna chmura, kilka kroków do końca szlaku i jak nie lunie... ale się schowaliśmy i jakieś ok. 20 min przeczekaliśmy: [attachment=85516] pod daszkiem Składu.
Można by rzec, że moje spóźnienie było plusem, bo deszcz był przed naszym wyjściem i w sumie po zejściu. A ja jeszcze zyskałam to, że spałam 2 godz dłużej, a wyszliśmy razem
Jeszcze jakieś ok 20 min i meldujemy się w końcu na biwaku: Kemp pod Pustevnami, Prostřední Bečva (https://www.podpustevnami.cz)
Chwila odsapnięcia, należy się
, a potem rozstaw namiotów i jedzonko
[attachment=85517] [attachment=85518]
Ogniska, czego bardzo ubolewam nie było, za to Pozdrowienia na koniec dnia ślę z wieczornego ławkowego koncertu, nie wiem czy za gitare i śpiew czy za co innego , ale dostaliśmy za darmo piwko od Pań z baru

[attachment=85519]
czas przejścia: ok 7h
ok godz 24 odmarsz do namiotów
dobranoc
cdn.
Jedzonko klasyka Polaka w Republice Czeskiej. Camping na razie pusty. 