Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Mój Bobocie chmurnooki ...
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Dzień dobry.

Pogoda 2 kwietnia tego roku miała być przyjazna turyście. Tak pomiędzy ósmą rano, a czternastą. Była od okolic dziesiątej. Akurat wtedy jak wyszliśmy z lasu grzbietowego.

Panie i Panowie - Mała Fatra; Terchova Centrum - Biały Potok ( 575 m ) - Dolne Diery - Vrchpodziar ( 745 m ) - Boboty ( 1085 m ) - Tiesnavy ( 560 m ) - Male Noclahy na Sokoliach ( 1000 m ) - Obsivanky - Terchova Centrum. 7 godzin i 40 minut pracy ku chwale turystyki masowej ( byliśmy we dwóch ).

Czuj, czuj, czuwaj !!!



Wyjechaliśmy z Żywca o 6.04. We dwóch. Osobnik nr 3 ogłosił w nocy, że boli go serce, żołądek i ma gorączkę. Czyli zapił. Osobniczka nr 4 musiała wrócić wieczorem do pracy. Sekcje zwłok, wycinki, diagnozy, itd. Tak więc w składzie okrojonym ( ale ambitnym ) ruszyliśmy na Zwardoń co by potem najechać Słowację. Najechaliśmy kołami. W półtorej godziny meldujemy się na placu w Terchovej, obok Lidla.

Pogoda lekko paskudna, ale w nas wre wiara w prognozy. I w 24 minuty docieramy do parkingu przy Białym Potoku. Czas opuścić cywilizację i zagłębić się w pradawne lasy, skały, wąwozy, dzicz, przerażenie i elementy metalowe. Pisząc w skrócie - przed nami Diery.

Jakie Diery są to wielu wie. Ale się zmieniają - widoczne rosnące elementy metalowe są zapowiedzią zmian. Szlak poleci tuż nad potokiem. Tak mi się wydaje.













Opuszczamy Diery i meldujemy się na Vrchpodziar. Niestety ... Lokal gastronomiczny zamknięty ... A tam mieliśmy zakończyć dzień ...




Kolega w przypływie ataku szaleństwa poszedł rzucić okiem na rozstaj szlaków. No i wybrał ... Boboty. Nazwa lekko demoniczna. I poszliśmy ...

Na powitanie lekki liść w pysk. Szlak się podniósł. W okolicach strzałki na drzewie drugi liść. O wiele mocniejszy. Tak przy okazji - mogliby częściej malować znaki na drzewach. Przy śniegu przebieg ścieżki turystycznej nie jest jednoznaczny.

Podejście na grzbiet Bobotów jest radosne. Ale, k****, daliśmy radę !!!










Od okolic wierzchołka zaczyna się panowanie skał. Pojawiło się też zapowiedziane słońce. Jeszcze nie w pełni ale niosło nadzieję. Jak w Gwiezdnych Wojnach.




Skorzystałem i rzuciłem okiem na podwórko. Ładnie tam mają.




Szlak robi się kręty, śliski, podstępny, coraz ładniejszy, umajony skałami i paroma miejscami widokowymi. Spotkaliśmy też pięcioro Słowaków.










I tak oto docieramy w tereny, które nas zachwyciły. Ukulturalniły nas, wyrobiły nas towarzysko, pozwoliły nam na realizację artystyczną i dramatyczną. Pisząc już po mojemu a nie po Hłaskowemu - padliśmy na pyski z wrażenia.



































Docieramy na parking w Tiesnavach. Czas na zasłużony odpoczynek. W jego trakcie w oczy rzuciła mi sią mała turnia. Oto ona w oddali.




I z bliższa.




Jako, że tu też baru nie było to wpadliśmy w dalszy szał turystyczny. Przed nami powitalne schody w Sokolie. Jak Bobotów w ogóle wcześniej nie znałem to Sokolie znałem. Kilkadziesiąt pierwszych metrów Big Grin Do boju !























































Początek szlaku był bez śniegu. Liczne schody, zakręty, turniczki, punkty widokowe. Potem pojawił się śnieg.

W takich to oto warunkach dotarliśmy do punktu rozstaju szlaków. Male Noclahy ( 1000 m ). Postanowiliśmy zakręcić w prawo i stoczyć się w otchłań Obsivanek. Był to mądry pomysł. Nie chwaląc się.









































Wstyd ! Śmieci się zabiera ze sobą ! Wink

















Zeszliśmy na równinę. Przed nami 25 minut do miasta.







Koniec. Pisząc w skrócie - powrót latem obowiązkowy.

Dziękuję za uwagę.
Nooo, wycieczka godna uwagi, całkiem zachęcające foty ok
Nie wykluczone, że wykorzystamy twoja trasę w najbliższym czasie, jak będzie cieplej Smile
Lucky, Obsziwanki nie były zamknięte. uhm
Grabarzu, wyruszaj. Tam jest ładnie a Ty masz blisko.
Grabarz - idź jak śniegi zejdą. Wtedy piękno skał będzie w pełnej krasie.

Stasiu, a to one są zamykane ? Nie widzieliśmy żadnej informacji, za to widzieliśmy tam świeże ślady stóp. Ludzkich.
Przekierowanie