26-06-2017, 10:05 PM
Trasa: Dolina Strążyska - Przełęcz w Grzybowcu - Giewont - Kopa Kondracka - Małołączniak - Krzesanica - Ciemniak - Cudakowa Polana - Kiry.
Długość: 16.5 km
Czas : 9.5 godz.
8 czerwca 2017, późnym popołudniem wyjeżdżamy w stronę Tatr Zachodnich...
Po nocy spędzonej w naszym mobilnym łożu, meldujemy się na parkingu w Dolinie Strążyskiej gdzie akurat trwały prace z cyklu - budujemy polskie drogi
Nigdzie nie było żadnych zakazów wjazdu, czy informacji że droga będzie zamknięta lub nieprzejezdna...
6.00 rano wchodzimy na szlak, na wejściu miła niespodzianka, budka kasowa zamknięta na cztery spusty
Po chłodnej nocy, poranek też nie jest zbyt ciepły i lekko zmarznięci próbowaliśmy się zagrzać przyspieszając nieco tempo, ale cieplej zrobiło się dopiero po wyjściu z lasu.
Po wyjściu z lasu nie tylko słonce nam się pokazało, ale i widok na nasze zamiary
Kręta dróżka przyklejona do zboczy Giewontu doprowadziła nas wprost na Wyżnią Kondracką Przełęcz, tam uznaliśmy że Iza zostanie z plecakami na przełęczy, a ja i Lea na lekko wejdziemy na Giewont
[attachment=78130][attachment=78131][attachment=78132][attachment=78133][attachment=78134][attachment=78135][attachment=78136][attachment=78137][attachment=78138]
Wizyta na Giewoncie była poświęcona nauce i obyciu się córki z łańcuchami, a mnie samemu sprawiło wiele frajdy i przypomniało pierwszą wizytę na szczycie, która była pierwszą wycieczką w Tatry
Lea radziła sobie całkiem dobrze, ale jeszcze sporo czasu minie zanim będziemy spokojnie patrzeć na jej poczynania w takich chwilach...
Zadowoleni zeszliśmy z powrotem na przełęcz do naszej trzeciej połówki
Ciekawa sytuacja miała miejsce na przełęczy, mianowicie był tam młody chłopaczek który sprzedawał napój turystyczny, skrzętnie pilnując żeby nikt nie zrobił mu zdjęcia
ciekawy pomysł na zarobek, pewnie długo to nie potrwa, ale pomysł na biznes jest 
Po wypiciu świeżej pysznej kawy zrobionej pod Giewontem, ruszyliśmy w stronę Kopy Kondrackiej.
[attachment=78139][attachment=78140][attachment=78141][attachment=78142][attachment=78143][attachment=78144][attachment=78145]
Całe Czerwone Wierchy z daleka wyglądają jak łagodne pagórki porośnięte trawą, po których będziemy się przechadzać jak po parku...
Niestety tak nie jest, mozolne podejście na Kopę szybko pokazuje prawdziwe oblicze tych kopców
góra dół, góra dół aż łamie się oddech, a kolejne krople potu leją się po naszych czołach...
Równolegle z nami szli dwaj starsi panowie z którymi miałem okazję trochę pogaworzyć podczas drogi, myślałem że obydwaj są w świetnej formie i idą na pewniaka, niestety w miarę upływu czasu jeden z nich robił się coraz słabszy a na wysokości Chudej Przełączki wręcz zaczynał włóczyć nogami i nie wyglądało to zbyt kolorowo, a do końca trasy było jeszcze daleko, jego kolega jakby nigdy nic szedł dalej, co jakiś czas czekając na towarzysza podróży, jak się to skończyło nie wiadomo, oby dobrze
Nasza podróż przebiegała zgodnie z przewidywaniami, choć ból w kolanach nie był planowany
cała drogę powrotną towarzyszył nam Rycerz, którego nie znaliśmy jeszcze z tej strony, ale jak to jest z Giewontem z każdej strony jest tak samo cudny
[attachment=78146][attachment=78147][attachment=78148][attachment=78149][attachment=78150][attachment=78151][attachment=78152][attachment=78153][attachment=78154]
Resztkami sił dowlekliśmy się do Kir, skąd busem ruszyliśmy w krótką przejażdżkę w stronę Strążyskiej.
Idąc w stronę parkingu zobaczyliśmy maszyny które "robiły" asfalt na tym odcinku drogi, odniosłem dziwne wrażenie że nie wyjedziemy dopóki nie skończą, eeee nie możliwe pomyślałem
Dobrze że mieliśmy w planie przerwę przed wyjazdem, bo nieźle bym się wku... faktem że nigdzie nie pojedziemy
Fakt ten oznajmił nam parkingowy, któremu przerwaliśmy drzemkę spowodowaną brakiem ruchu
z pełnym spokojem poinformował nas, że tak za godzinę to najwcześniej uda się przejechać...
A jak już wspomniałem na początku, nie było żadnej informacji ani znaku...
Tak więc kończąc relację miłym akcentem happy endu, w górach mogą spotkać nas różne przygody
I taka to była wycieczka.
Długość: 16.5 km
Czas : 9.5 godz.
8 czerwca 2017, późnym popołudniem wyjeżdżamy w stronę Tatr Zachodnich...
Po nocy spędzonej w naszym mobilnym łożu, meldujemy się na parkingu w Dolinie Strążyskiej gdzie akurat trwały prace z cyklu - budujemy polskie drogi

Nigdzie nie było żadnych zakazów wjazdu, czy informacji że droga będzie zamknięta lub nieprzejezdna...
6.00 rano wchodzimy na szlak, na wejściu miła niespodzianka, budka kasowa zamknięta na cztery spusty

Po chłodnej nocy, poranek też nie jest zbyt ciepły i lekko zmarznięci próbowaliśmy się zagrzać przyspieszając nieco tempo, ale cieplej zrobiło się dopiero po wyjściu z lasu.
Po wyjściu z lasu nie tylko słonce nam się pokazało, ale i widok na nasze zamiary

Kręta dróżka przyklejona do zboczy Giewontu doprowadziła nas wprost na Wyżnią Kondracką Przełęcz, tam uznaliśmy że Iza zostanie z plecakami na przełęczy, a ja i Lea na lekko wejdziemy na Giewont

[attachment=78130][attachment=78131][attachment=78132][attachment=78133][attachment=78134][attachment=78135][attachment=78136][attachment=78137][attachment=78138]
Wizyta na Giewoncie była poświęcona nauce i obyciu się córki z łańcuchami, a mnie samemu sprawiło wiele frajdy i przypomniało pierwszą wizytę na szczycie, która była pierwszą wycieczką w Tatry

Lea radziła sobie całkiem dobrze, ale jeszcze sporo czasu minie zanim będziemy spokojnie patrzeć na jej poczynania w takich chwilach...
Zadowoleni zeszliśmy z powrotem na przełęcz do naszej trzeciej połówki

Ciekawa sytuacja miała miejsce na przełęczy, mianowicie był tam młody chłopaczek który sprzedawał napój turystyczny, skrzętnie pilnując żeby nikt nie zrobił mu zdjęcia
ciekawy pomysł na zarobek, pewnie długo to nie potrwa, ale pomysł na biznes jest 
Po wypiciu świeżej pysznej kawy zrobionej pod Giewontem, ruszyliśmy w stronę Kopy Kondrackiej.
[attachment=78139][attachment=78140][attachment=78141][attachment=78142][attachment=78143][attachment=78144][attachment=78145]
Całe Czerwone Wierchy z daleka wyglądają jak łagodne pagórki porośnięte trawą, po których będziemy się przechadzać jak po parku...
Niestety tak nie jest, mozolne podejście na Kopę szybko pokazuje prawdziwe oblicze tych kopców
góra dół, góra dół aż łamie się oddech, a kolejne krople potu leją się po naszych czołach...Równolegle z nami szli dwaj starsi panowie z którymi miałem okazję trochę pogaworzyć podczas drogi, myślałem że obydwaj są w świetnej formie i idą na pewniaka, niestety w miarę upływu czasu jeden z nich robił się coraz słabszy a na wysokości Chudej Przełączki wręcz zaczynał włóczyć nogami i nie wyglądało to zbyt kolorowo, a do końca trasy było jeszcze daleko, jego kolega jakby nigdy nic szedł dalej, co jakiś czas czekając na towarzysza podróży, jak się to skończyło nie wiadomo, oby dobrze

Nasza podróż przebiegała zgodnie z przewidywaniami, choć ból w kolanach nie był planowany
cała drogę powrotną towarzyszył nam Rycerz, którego nie znaliśmy jeszcze z tej strony, ale jak to jest z Giewontem z każdej strony jest tak samo cudny
[attachment=78146][attachment=78147][attachment=78148][attachment=78149][attachment=78150][attachment=78151][attachment=78152][attachment=78153][attachment=78154]
Resztkami sił dowlekliśmy się do Kir, skąd busem ruszyliśmy w krótką przejażdżkę w stronę Strążyskiej.
Idąc w stronę parkingu zobaczyliśmy maszyny które "robiły" asfalt na tym odcinku drogi, odniosłem dziwne wrażenie że nie wyjedziemy dopóki nie skończą, eeee nie możliwe pomyślałem

Dobrze że mieliśmy w planie przerwę przed wyjazdem, bo nieźle bym się wku... faktem że nigdzie nie pojedziemy

Fakt ten oznajmił nam parkingowy, któremu przerwaliśmy drzemkę spowodowaną brakiem ruchu
z pełnym spokojem poinformował nas, że tak za godzinę to najwcześniej uda się przejechać...A jak już wspomniałem na początku, nie było żadnej informacji ani znaku...

Tak więc kończąc relację miłym akcentem happy endu, w górach mogą spotkać nas różne przygody

I taka to była wycieczka.
Wtedy "nie czuć" tych gór.
