Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Jak nam Stanisław góry pokazywał.
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Wybór tego pięknego dnia padł na ferratę Brigata Tridentina (trudność C). Opis ferraty
http://www.bergsteigen.com/sites/default...g_topo.pdf

Ruszamy wcześnie w stronę Selli. Celem naszym jest prawie Passo Gardena. Dojeżdżamy na najbliższy parking przed przełęczą. Stanisław miał być tą osobą, która nam tą piękną ferratę pokaże. Na miejscu okazało się, że Lidka w ubiegłym roku była tu z ekipą z forum w czasie, gdy my ze Stanisławem krążyliśmy po Sorapisie. Przez chwilę dylemat co dalej. Decyzja zapadła na tak. Tym samym miałem dwóch przewodników! Smile Jak już wspomniałem, pogoda była przednia, co automatycznie przy dużej popularności samej ferraty, przekładało się na spory tłok. Praktycznie cały szlak pokonywaliśmy w sznureczku Sad (np. za dzieckiem - Stanisław coś o tym wie). Nie przeszkadzało nam to zbytnio, dzięki temu mogliśmy podziwiać widoki. A było co. Sama ferrata do trudnych nie należy. Chyba najwięcej problemów sprawił pierwszy odcinek ferraty, który pokonywaliśmy w głębokim cieniu a po skale spływała woda. Było okropnie ślisko. kwasny Potem spacer ścieżką. [attachment=76341]Potem piękny wodospad.[attachment=76342] Bez większego kłopotu pokonuje się kolejne fragmenty.[attachment=76343][attachment=76344] A pod koniec i ładny mostek się trafił. [attachment=76345]Po zakończeniu ferraty sjesta[attachment=76346] (w oddali widoczne schronisko).Tutaj widok na skałę, na której widoczne są ludziki i mostek.[attachment=76347] Potem spacerkiem do Rifugio F. Cavazza al Pisciadu (2587).[attachment=76348][attachment=76349] Pora schodzić.[attachment=76350] Zejście przez Valsetus. [attachment=76351]Sam początek fatalny. Sad Obsuwające się podłoże daje się mocno we znaki. Potem już normalna dreptówa w dół. [attachment=76352]Wycieczka ze wszech miar udana. Zwłaszcza dla mnie. Big Grin
cdn.
Stach to pewnie zna każdy kamień na tej feracieBig Grin to i ja byłem 2 razy taka dolomitowa klasyka Big Grin
Kolejny dzień minął nam na przeprowadzce do Styrii przy pięknej, słonecznej pogodzie. Żal się było ruszać z Włoch. Ale dobra pogoda pozwoliła nam na sucho złożyć obóz w Palafaverze i rozbić go na kempingu Zirngast w Schladming (Austria).[attachment=76355] A to w górach nie byle co. W Schladming zdecydowanie cieplej. Zjechaliśmy w końcu z 1500m w Palafaverze na 745m w Schladming. Przeprowadzka została zainicjowana przez Stanisława do miejsca znanego mu od lat. Jak się okazało, decyzja była strzałem w dziesiątkę, gdyż pogoda w Dolomitach tuż po naszym wyjeździe się popsuła. Wieczorkiem zapoznawanie się z lokalną specjalnością.[attachment=76356]Wink

Zaczęliśmy z grubej rury. Pierwszego dnia Stanisław od razu zarządził Dachstein (2996). Co by się pogoda nie rozmyśliła. Smile W dniu przyjazdu zarezerwowaliśmy wjazd/zjazd kolejką (bez wcześniejszej rezerwacji nie ma możliwości wjazdu, o czym Stanisław wiedział) na konkretną godzinę. Usługę rezerwacji świadczą także na kempingu. Jak się okazało, godzinę wjazdu kolejką wszyscy skrupulatnie przestrzegają ale godzina zjazdu traktowana jest swobodniej. Podjazd na parking pod kolejkę autkiem. Wjazd kolejką (1000 metrów w górę), odbyliśmy na dachu wagonika [attachment=76357](oj nieźle wiało). Na górze (Hunerkogel 2700) dużo chłodniej. [attachment=76358]W końcu w pobliżu lodowiec (najdalej na wschód położony lodowiec w Alpach). Szlak początkowo prowadzi w dół. Spokojnie podchodzimy pod skałę[attachment=76360] po wyratrakowanym śniegu [attachment=76359]i dalej ferratą na górę.[attachment=76361] Ferrata nietrudna. [attachment=76362]Taka żeby nie zmarznąć.[attachment=76378] Trochę ludzi przed nami,[attachment=76363] (na szczycie widoczny krzyż) ale nie śpieszymy się, mamy duży zapas czasu. I w końcu jesteśmy![attachment=76364] Mimo, iż nie jest to jakaś wysoka ani trudna góra, satysfakcja ogromna. Wpis,[attachment=76365] krótki popas [attachment=76366]i w dół. Zejście początkowo tą samą drogą, a później decydujemy się na wcześniejsze zejście po lodowcu. Przy tej początkowej stromiźnie nie było łatwe,[attachment=76367] ale im dalej tym bardziej płasko.[attachment=76368] Kroki nasze skierowaliśmy w stronę jedynego w pobliżu schroniska Seethalerhütte (2740)[attachment=76369] [attachment=76370]na herbatkę. [attachment=76371]Tu Stanisław spotkał znajomego Szerpę. Big Grin Potem kierujemy się w stronę stacji kolejki.[attachment=76372] Tam focimy[attachment=76373][attachment=76374] i serwujemy sobie kawkę. Zjazd o trochę innej godzinie niż planowaliśmy. I wielka radocha na dole.[attachment=76379] Popołudniem udajemy się na spacer, [attachment=76376]trafiając nie wiedzieć jak, uhm[attachment=76377]w znane nam z poprzedniego dnia miejsce.
Dzionek wyjątkowy. Ładna ta Austria. Big Grin
cdn.
Janusz, zapomniałeś opisać Collaz. giggle
Musisz się Stasiu cofnąć trochę dalej. Nic nie opuściłem. Big GrinToungue
No tak mnie trzy razy tam wyciągną i nie wlazłem ,a was za pierwszym razem co jest graneuhm Szepa ten sam[attachment=76381]
Wiesz Tomaszu jak to jest - raz wpuści a raz nie. Smile
Po pierwszym kultowym miejscu jakim jest Dachstein Stanisław zabrał nas w drugie takie miejsce. Udaliśmy się do Riesachfall w dolinie Untertal w Schladming Tauern. Jedziemy tym razem komunikacją zbiorową (super rzecz - Sommercard Schladming Dachstein ok ). Szlak prowadzi w górę potoku Riesachbach,[attachment=76382] tworzącego liczne wodospady [attachment=76383] i kaskady wodne.[attachment=76384] Przez kilka mostków[attachment=76385] szlak prowadzi nas to na jedną[attachment=76386] to na drugą stronę wąwozu.[attachment=76387] Przy słonecznej pogodzie i rozpylanej wodzie,[attachment=76388] gra świateł i tęcze momentami są nieprawdopodobne. Niekiedy w pokonywaniu drogi wspomagają nas strome schody. Ludzi tutaj niestety dużo ale to cena za bycie w takim miejscu. Poruszanie się nie jest jednak bardzo uciążliwe, gdyż w zasadzie obowiązuje tu ruch jednokierunkowy. Po jakimś czasie wychodzimy z wąwozu na otwartą przestrzeń i oczom naszym ukazuje się niecodzienny widok na jezioro Riesachsee (1338)[attachment=76389] i otaczające je góry. Nasza droga prowadzi najpierw wzdłuż jeziora.[attachment=76393] Po drodze mijamy Stasiowe marzenie.[attachment=76390] Big Grin Dalej wyciskającym pot podejściem wznosimy się ku schronisku Preintalerhütte (1656). Tu krótka sjesta [attachment=76391]i decyzja, że idziemy tak daleko jak się da, żeby jednak zdążyć na powrotny autobus. Udało się dojść do Unterer Sonntagskarsee (1962).[attachment=76392] Po drodze kolejne wodospady. Towarzyszy nam ten sam potok co w wąwozie.[attachment=76394] Pięknie tu i dziko. Mamy miłe towarzystwo, to grupa Polek. Chwila relaksu i pora wracać. [attachment=76395][attachment=76396]W drodze powrotnej zatrzymujemy się na postój, lecz tym razem w Waldhorn Ulm [attachment=76397]gdzie skosztowaliśmy moszczu. Lekko nas rozmiękczył. Big Grin Potem już tylko w dół, [attachment=76398]w dół,[attachment=76399] w dół. Na przystanku fura luda. Mamy nawet obawy czy się wszyscy zmieścimy. Ale daliśmy radę. Wrażeń dzisiaj moc. Dolina przepiękna, takie trochę przerośnięte Tatry Zachodnie. Cudnie.
cdn

tomtur napisał(a):
No tak mnie trzy razy tam wyciągną i nie wlazłem ,a was za pierwszym razem co jest graneuhm Szepa ten sam

Ja nie wiem czy to ten sam? uhm
[attachment=76400]
Chyba nie. Mój jest jeszcze mniejszy niż Twój.

No tak nie wysocy ale pamiętasz jak z 22 kg butlą pomykał
22kg to w ich ojczyźnie dzieci w tornistrach noszą.. 60~80kg tragarze potrafią..

[attachment=76401]
Kolejny dzień pogodowo rozpoczął się nie najlepiej, od deszczyku. Wyruszyliśmy około 9-tej. Planów szczególnych zatem nie było. Stanisław zarządził wjazd kolejką na Planai (1906).[attachment=76410] Stąd niezła panorama na Dachstein i okolice (na tyle na ile chmury jej nie przesłaniały). Na Planai zdecydowaliśmy, [attachment=76402]że pomaszerujemy szlakiem w stronę gór. Był nawet moment, że zastanawiałem się nad Höchstein (2543) ale musiałbym pędzić żeby zdążyć na kolejkę, a nie chciało mi się potem drałować prawie 1300m w dół z Planai na kemping. Nie spiesząc się wchodzimy na Krahbergzinken (2134). [attachment=76403]Podejście dosyć ostre, dające się we znaki. Chmury to odsłaniają słoneczko, to groźnie straszą. Panorama ze szczytu okazała.[attachment=76404] W tle z krzyżem Seerieszinken. Dookoła góry. Po krótkim postoju decydujemy o dalszym marszu. Kroki nasze kierujemy ku Seerieszinken (2221). O ile szlak na Krahbergzinken to łazikowanie po górskiej ścieżce, o tyle dalej to już górska perć,[attachment=76405] niekiedy zabezpieczana stalową liną.[attachment=76406] Tu jednak pogoda (jak się okazało na krótko) zaczęła pokazywać swoje pazurki strasząc nam Lidkę. Zdecydowała się powoli wracać a my rozglądając się poszliśmy dalej. Pogoda jak szybko się popsuła, tak szybko się poprawiła pozwalając nam dotrzeć na szczyt. [attachment=76407]Trochę nas wymęczył ale warto było.[attachment=76408] W tle Krahbergzinken, dalej Planai i w tle Dachstein. Górskie widoki w słońcu! Z Lidką spotykamy się na Planai. Tutaj dłuższa sjesta na fajnych bujakach.[attachment=76409]Cool Tu widok na nasze dzisiejsze dokonania z Hochsteinem w tle. [attachment=76411] A tu lokalni kamikadze. [attachment=76412]Big Grin Widok na Schladming.[attachment=76413] Dzionek luzacki, rekreacyjny. Potrzebny po tylu dniach w górach. ok
cdn
Tym samym dotarliśmy do ostatniego dnia naszego pobytu. Sad Jutro wyjazd. Rano trochę pada. Stanisław nam dzisiaj zafundował ekstra bonus w postaci austriackich kletersztajgów. ok Dopiero będąc tutaj dowiedziałem się ile tu jest ferrat i to o zróżnicowanych trudnościach. Niektórym spośród nich udało się nam przyjrzeć podczas wjazdu kolejką na Dachstein. Johann (D/E) czy Sky Walk (D/E) robiły naprawdę niesamowite wrażenie. blink Nas Stanisław zabrał do uroczej doliny Silberkarklamm (transportem lokalnym).[attachment=76414] W samej dolinie znajdują się trzy naprawdę ciekawe ferraty. Stanisław wybrał się dzisiaj na lekko. Zdecydował, że tego dnia będzie się jedynie przyglądał naszym poczynaniom samemu oddając się słodkiemu lenistwu. Wcześniej był już tu na Hias i Siega. Co prawda jak zobaczył Rosinę (nowa ferrata otwarta w 2014) to nabrał ochoty na wspinaczkę, ale było za późno. Dolina początkowo wąska[attachment=76415] z rwącym potokiem tuż obok.[attachment=76416] [attachment=76417]Zaraz na początku odbicie na Hias. Trochę wyżej Rosina (trudność D), podobno najlepsza ferrata w dolinie. Opis ferraty http://www.bergsteigen.com/sites/default...topo_0.pdf

Ściana wygląda okazale. Stanisław nie ma sprzętu a Lidka się nie decyduje, więc idę sam. Po deszczowym poranku mam trochę mieszane uczucia ale okazało się, że skała jest ok. Początek to dość osobliwy mostek. Dalej to już w zasadzie pionowo.[attachment=76418] Tam gdzie trzeba ułatwienia, ale rączki się pocą. Big Grin Powietrza pod butkami nie mało. Bardzo pięknie! [attachment=76419]Tu dość osobliwy austriacki patent. Zejście z ferraty trochę kłopotliwe, można się zgubić na wydeptanych ścieżkach. Kieruję swoje kroki w kierunku schroniska Silberkarhütte (1250),[attachment=76420] gdzie czekają już na mnie Lidka ze Stasiem. Tam trochę się posilamy i Stanisław wysyła nas na Siegę (trudność C/D). Opis ferraty http://www.bergsteigen.com/sites/default...g_topo.pdf

Spod schroniska to niedaleko. Stanisław odprowadza nas wzrokiem. Podejście pnie się ostro w górę. Po drodze mała wtopa, pakujemy się jedną z licznie wydeptanych ścieżek w ślepą uliczkę. Drobna korekta i jesteśmy na starcie.[attachment=76421] Przyznać muszę, że od początku trudności jakich się nie spodziewałem.[attachment=76422] A i dalej są momenty. [attachment=76423]Trzeba się naprawdę wysilić żeby ją przejść. Ale pięknie. [attachment=76424]Tu trzeba wspomnieć, że ani na Rosinie ani tutaj nie ma ludzi. Na jednej i na drugiej raptem po jednej osobie. O tyle to dziwne, że wszystkie ferraty w tej dolinie dostępne są bez większego wysiłku. Po prostu idąc doliną wchodzi się na nie wprost ze ścieżki. Powrót z ferraty pod schronisko po małej pętelce. [attachment=76425] Tutaj w tle nasze wczorajsze dokonania. Smile I taka mała uwaga - liny w Austrii są grubsze niż we Włoszech. uhm Zarządzamy odwrót. Niespiesznie schodzimy opadającą doliną. Po drodze Lidka chciała zobaczyć jeszcze wiszący mostek z bliska.[attachment=76426] Jej też się podobało. Dalej podążamy w dół i powrót na bazę. Ostatnim epizodem to wspólna wizyta na Planai. Odwiedzamy schronisko Schladmingerhütte [attachment=76427]żeby po raz ostatni zakosztować lokalny specjał. [attachment=76428]Tym akcentem kończymy tegoroczne wakacje.

I to by było na tyle co nam Stanisław pokazał. Big Grin Dziękujemy Ci Stasiu za wspólne górskie bytowanie. Za uśmiech, pot i bolące nogi. Może jeszcze kiedyś cdn.
Lidka i Janusz

P.S.
Po drodze chyba Fazika auto widziałem. To chyba jego rower. Big Grin[attachment=76429]
Janusz, jeszcze nie mamy zamknięte wspólne porachunki. Smile Ten Königsjodler i Antalao. Jednak rozmarzyłem się pochodzić coś więcej trekingowo jak po Dolomitach, tak i Niskie Taury i Dachstein. Jednak ferraty wżarły się do mnie głęboko. Już znowu mi brakują.
No, zobaczymy w następnym roku. Może mnie kto skusi. uhm
Lidka, Janusz, dzięki, że mnie uratowaliście od samotności i przebaczcie, kiedy nie było wszystko tak, jak sobie przedstawialiście. Ja wierzę, że jeszcze wspólnie na południe podrepczemy.
Nie, to nie mój rower Smile
Ani moje auto, uczyć się, zapamiętać i pozdrawiać Wink
[attachment=76430][attachment=76431][attachment=76432][attachment=76433]
Stron: 1 2 3
Przekierowanie