Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Orla Perć - intymna przygoda
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Pogoda ostatnio niezmiennie rozpieszcza. Znowu zatęskniłem za górami, ale Ukochana stwierdziła, że ma już przesyt i mogę sobie jechać sam. Stwierdziłem, że skoro tak, to wyskoczę w Tatry przypomnieć sobie jak wygląda Orla Perć. Kiedyś był to mój ulubiony szlak, niestety w ostatnich latach jakoś tak wypada, że rzadko się tam pojawiam. Postanowiłem poważnie podejść do problemu i nastawiłem budzik na 2:00, co poskutkowało tym, że fotkę rozpoczynającą pod autem w Zakopcu zrobiłem o 4:39, a następnie ruszyłem z buta do Kuźnic.



Na dzień dobry wybrałem szlak niebieski przez Skupniów Upłaz, kiedy wyszedłem ponad las zaczynało szarzeć i można było schować czołówkę. Wschód słońca oglądałem jedząc drugie śniadanie na ławeczkach powyżej schroniska. Tam też spotkałem pierwszych turystów, którzy mieli w planie Orlą + Świnicę na początek. Mój plan był zacząć od Przełęczy Krzyżne, iść sobie niespiesznie robiąc dużo zdjęć i skończyć tam gdzie akurat wypadnie - sielanka. Ruszyłem więc całkowicie zacienioną Doliną Pańszczycy, podziwiając pięknie oświetlone szczyty. Dopiero na przełęczy znowu zobaczyłem słońce.



W całkowitej samotności rozpocząłem wędrówkę. Początkowo Orlą idzie się jak zwykłym szlakiem. Było cieplutko, bezwietrznie, niskie słońce przepięknie oświetlało góry.



Wkrótce pojawiły się łańcuchy. Naprzemiennie, dół i w górę, strome żleby, przepaście. Fajnie się szło, bo zupełnie pusto.



Ruch zaczął się dopiero przy Granatach, ale nie jakiś masakryczny. Spotkałem troje turystów, z których spotkałem rano o wschodzie. Szybko im poszło z tą Świnicą. Zażartowałem, że ja też muszę zaliczyć Świnicę, skoro oni dali radę.



Całą drogę starałem się dokładnie analizować trudności, żeby wyczaić jakieś odcinki, na które mógłbym zabrać Ukochaną. Niewiele by się tego znalazło, np. od Skrajnego Granatu do Zadniego - co miałem już na oku wcześniej, ale teraz wyczaiłem jeszcze jeden prosty odcinek: wyjść Żlebem Kulczyńskiego na Kozi Wierch i zejść do Piątki. Pozostałe odcinki, niestety nie dla Ukochanej.



Na Kozim Wierchu zastanawiałem się co dalej. Teoretycznie szlak robi się jednokierunkowy i nie można zejść na Kozią Przełęcz. Wracać się do Koziej Dolinki trochę mi się nie chciało. Czasowo wyglądało, że mógłbym spokojnie dość nawet do Zawratu i w ten sposób zaliczyć całość Orlej, co było kuszące. Posiedziałem, pojadłem, popiłem, pogadałem z ludźmi, porobiłem zdjęcia. Przekonałem nawet dwóch chłopaków, którzy szli od Kasprowego, żeby się nie napinali, na przejście Orlej do końca. Jeden czuł się mocny i kozaczył przed drugim, że do 19:00 dojdą na Krzyżne, najtrudniejszy odcinek za nimi, za za granatami nie ma już łańcuchów. Uświadomiłem, że są... dużo łańcuchów.



W końcu zdecydowałem się pójść pod prąd. Wiem nieładnie, ale przepuszczałem wszystkich, co jeszcze bardziej spowolniło moje i tak wolne tempo. Faktycznie odcinek Kozi - Kozia można uznać za najtrudniejszy kawałek Orlej Perci, ale widoki w stronę Świnicy wynagradzają wszystko.



W okolicach Koziej na szlaku było już bardzo mało ludzi. Na dodatek odniosłem wrażenie, że ci którzy tutaj jeszcze są, bardzo tego żałują. Chłopak z dziewczyną, on klnie na czym świat stoi, żali mi się: "rozjebałem zegarek, rozleciały mi się adidasy", co za skurwiel wymyślił te łańcuchy!", "pierwszy raz na orlej?" pytam... "tak, pierwszy i k**** ostatni". Kawałek dalej słyszę, że się pokłócili, tak na serio. Dziewczyna zaczęła śmigać po łańcuchach w górę, a on stał i rzucał za nią kurwami.



Od Koziej do Zawratu nie ma już nikogo na szlaku, więc poruszam się dość szybko. Jednak coraz częściej myślę o Świnicy - wszystko przez tych spotkanych po drodze i mój rzucony na granatach żart. Na Zawracie jestem 17:15, tabliczka pokazuje 2h do Murowańca, czyli zdążyłbym tam zejść przed zmrokiem, a potem z czołówką do Zakopca. Ostatnie spojrzenie na góry. Słońca pod wieczór coraz więcej. Piękny byłby zachód na Świnicy. No ale brakło czasu. No jak to, kurde... mnie brakło czasu? Sam idę i nie zdążyłem? Co jest ze mną nie tak starość? Nie no, jakbym poszedł na dół, to niskie morale by mnie dobiło. Idę na Świnicę Smile



Dosłownie moment i już jestem. Powietrze mocno nieprzejrzyste, ale jest dobrze Smile Jem sobie kolację. Na kolację miałem dokładnie to samo co na obiad i śniadanie Wink Na szczycie jest jeszcze gościu z mamą, mają nocleg w Piątce. Zbierają się, zostaję sam.



W końcu i ja się zbieram i nagle szok. Na szczyt wychodzą chłopaczek z dziewuszką. Bardzo młodzi, 15-16 lat na oko. Wychodząc na górę minąłem ich 5 minut przed szczytem. Wyglądało na to, że oni te 5 minut robili w pół godziny. Dziewuszka ma bardzo niewyraźną minę, jakby się miała rozpłakać. Chłopaczek rozgląda się dookoła i pyta "czy wie pan, którędy schodzi czerwony szlak na dół?". Odpowiadam, że dokładnie tak jak wyszli, rozwidlenie do przełęczy Liliowe jest trochę pod szczytem i pokazuję palcem. Dziewuszka patrzy przerażona, na łańcuchy, po których przed chwilą tu weszła i mówi, że tędy nie zejdzie. Stoimy tak we trójkę, chłopaczek mówi, żebym szedł przodem, a oni jakoś powoli dadzą radę. Idę, ale w głowie mam milion myśli... Przecież nie można ich tak zostawić? Czy mają chociaż czołówki? Jedzenie, picie, coś więcej do ubrania? Stanąłem na rozwidleniu, patrzę wstecz - oni ciągle na górze, zaplątani w łańcuchy, dziewuszka trzyma się kurczowo rękami i zębami, chłopaczek ciągnie ją za nogę w dół. Na szczęście objawił się jakiś koleś. Zamieniłem z nim parę słów, zamierza nocować na szczycie, ma porządny sprzęt foto, nastawia się na fotografowanie zachodu i wschodu. Pojawia się jeszcze para, przygotowana na biwak w namiocie. Idą na zachód na szczyt, a potem rozbiją się gdzieś niżej. Z ulgą pozostawiam młodych pod ich opieką i postanawiam ratować siebie. Dzień kończy się piękną grą światła.



Powrót idzie mi dobrze. Jestem już przy schronisku. Zmęczony ale zadowolony z siebie. Spotykam chłopaków, którym na Kozim uświadamiałem trudy parcia na Krzyżne. Okazało się, że dopiero po 18:00 byli na Skrajnym Granacie i mając w głowie moje ostrzeżenia zeszli w dół. Razem schodzimy do Zakopanego rozmawiając o górach. 21:30 jestem przy aucie. Przed północą w domu. Warto było Big Grin



Jeżeli komuś mało zdjęć to link do sporej galerii tutaj: https://goo.gl/photos/ttJEBwnRDb7m9N2G8

Ogólnie zrobiłem 364 zdjęcia (takie, które zostają), a migawka klapneła mi 1436 razy... to chyba mój jednodniowy rekord, ale wycieczka była długa - 17 godzin, to chyba też nowy rekord Wink
No... Brak mi słów !
To się nazywa forma,Wielki szacunek ! ok
Wydawało mi się że 12 godzin to już jest jakiś kosmiczny wynik,ale 17 to jest hardcor ! Wow !
Oczywiście zdjęcia super,gratuluję ok
Świetne zdjęcia Sprocket73 ok zaczęły się najładniejsze barwy Tatr Smile
Gratuluję, szczególnie decyzji o pójściu na Świnicę Big Grin
Heh, była to decyzja trochę desperacka. Pod koniec dnia w górach zostały dwie grupy ludzi. Tacy, którzy dokładnie wiedzą czego chcą (np. para szykująca się do biwaku) oraz ci, którzy kompletnie nie wiedzą co robią i w co się wpakowali (np. młodzi chłopaczek z dziewuszką). Sam nie wiem do której grupy należałoby zaliczyć mnie Wink
Chyba do tej która wie czego chce, wiedząc co robi Wink
Świetne zdjęcia, gratulacje trasy.
Sprocketa nie trzeba chwalić za zdjęcia. On takie wyśmienite ujęcia robi tak samo lekko, jak my normalne.ok Takiego znam od początku. Dla mnie raczej było zaskoczeniem, że zaczyna coraz więcej ciekawie opisywać swoje zdjęcia. Nic dodać, nic ująć. ok

Stasiu napisał(a):
Sprocketa nie trzeba chwalić za zdjęcia.

Nie zgodzę się... każdorazowo bardzo miło jest mi przeczytać chociaż najdrobniejszą pochwałę Rolleyes

No tak, ale na pochwałę trzeba zasłużyć porządną pracą, a Ty fota strzelasz od pasu. giggle
dołączam się do ochów i achów nad zdjęciami. Oraz chylę czoła przed formą Smile
Ja też muszę za zdjęcia pochwalić. Choć u Sprocketa to tak właściwie żadna nowość. Dawno już nie widziałem zdjęć z OP które tak by mnie zainteresowały. Te nocne są dla mnie w szczególności niezwykłe.
Ekstra kadry i fajnie opisany przekrój turystów na Orlej, chociaż zdjęcie z galerii tej dziewczyny schodzącej wieczorem ze Świnicy mówi więcej o całej sytuacji niż opis w relacji. Gdyby na szlaku nie było takich osób jak Sprocket, które uświadamiają innych w odpowiednim momencie, TOPR pewnie zaliczałby więcej nocnych wycieczek.
Jedna z piękniejszych relacji jaką w życiu czytałem, zdjęcia są takie, że postanowiłem nawet nie pokazywać Wam moich z przedwczorajszej wyprawy na Świnicę i Zawrat.

Tak czytam i obserwuję i nie wiem czy Mięguszowiecka przełęcz pod chłopkiem nie jest jednak trudniejsza- bardziej niebezpieczna niż Orla Perć ?
MPpCh na pewno nie jest trudniejsza od całej OP, jest tego przede wszystkim krócej i mniej.
Moim zdaniem również MPpCH jest o stopień niżej trudnościowo od OP. Oczywiście jeśli rozpatrujemy porównanie całej OP.
Stron: 1 2
Przekierowanie