Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Hawiarska droga i walka z wiatrakami
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Tatry. Czerwiec 2016. Dzień 2.
Po powrocie z Trzech Koron sprawdzamy prognozę i ma być dobrze, a więc Tatry nas zapraszają. Spodziewaliśmy się tego, że Pienińska rozgrzewka niewiele pomoże i 9-miesięczna przerwa w górskich wędrówkach zemści się na nas. Tatry zawsze dają w kość, a Zachodnie w szczególności.
Wybór szlaku nie był przypadkowy ani też spontaniczny. Już od dłuższego czasu myślałem o tym by przejść jedną z najstarszych tras w Tatrach Zachodnich. Poza tym kolejnym argumentem za tym przemawiającym, był fakt, że mieszkaliśmy na kwaterze, ulokowanej na samym końcu Drogi do Walczaków, a więc jakieś 10 minut spaceru od wylotu Doliny za Bramką. Nie było więc konieczności dopasowywać czasu wyjścia do odjazdu pierwszego busa, co w czerwcu jest niemałym atutem, gdyż wiadomo jak kapryśna może się zrobić pogoda popołudniu.
A więc Hawiarska droga... "Oryginalny przebieg, pyszna sceneria, bogactwo roślinności, oto walory tego szlaku, jednego z najciekawszych w Tatrach Zachodnich. W górnej części fragmenty mylne, w środkowej umiarkowane trudności, tylko dla zaawansowanych turystów..." W taki sposób opisywał tę perć Józef Nyka.

Pobudka o 4:00 i szybko się zbieramy do wyjścia. Nieco zaspani i małomówni maszerujemy w stronę parku ulicą Mraźnica, aż po kilku minutach trafiamy na drogę pod Reglami. Szybkim krokiem mijamy wejście do Doliny za bramka i już po 30 minutach meldujemy się przy samiutkim początku niebiesko-żółtego szlaku, a więc w Groniku. Budka TPN'u zamnięta rzecz jasna na cztery spusty i jeszcze na kłódkę. Idziemy dalej, aż do miejsca, gdzie nasz niebieski szlak odłącza się od żółtego i zaczyna zdecydowanie piąć się lasem do góry w kierunku Przysłopu Miętusiego. Tutaj decydujemy się na krótki postój i śniadanie. Panuje półmrok i las wygląda całkiem tajemniczo, w oddali słychać nawet odgłosy jakiegoś zwierzęcia. Pełni sił i energii w szybkim tempie docieramy na skąpaną w promieniach porannego słońca przełęcz. Czas też na pierwsze fotki i możemy popatrzyć na piętrzące się przed nami Czerwone Wierchy albo na Kominiarski Wierch po naszej prawej.
[attachment=74302][attachment=74303][attachment=74304]
Opuszczając Przysłop Miętusi znów wkraczamy do lasu. Idzie się nadzwyczaj przyjemne, możemy też podziwiać miejscową faunę, w postaci sarny i jelenia z naprawdę imponującym porożem. Po jakimś czasie ścieżka robi się bardziej mozolna, a przed nami już pojawiają się zerwy Czerwonego Grzbietu i Małołączniaka. Robi się coraz ciekawiej. Podchodzimy zakosami, łańcuchy w Kobylarzowym Żlebie są jak najbardziej przydatne, gdyż skała jest wilgotna, pewnie pozostałości po topniejącym śniegu.
[attachment=74305][attachment=74306]
Cisza...Słychać jedynie szum wiatru w kosodrzewinie. Dodatkowym walorem tego szlaku jest duża szansa na samotną wędrówkę. Dopiero tutaj po raz pierwszy tego dnia napotykamy ludzi. Troszeczkę zmęczeni wreszcie wydostajemy się na Czerwony Grzbiet, skąd czeka nas jeszcze ponad 30 minut monotonnego podejścia. Rozglądamy się, kapitalnie się prezentuje Giewont, a po drugiej stronie ściana Krzesanicy.
[attachment=74307][attachment=74308][attachment=74309]
Wiele słyszałem i czytałem o tym miejscu, które było świadkiem kilkudziesięciu tragedii, spowodowanych fatalną widocznością i zgubieniem ścieżki, niezliczoną ilość razy było areną walki o życie. Małołączniak -- trawiasty łagodny szczyt, i jednocześnie bardzo groźny, straszący licznymi urwiskami po Polskiej stronie grani.

Wejście na wierzchołek jest dosyć męczące. Nie pomaga również coraz bardziej wzmagający się wiatr. Zakładamy polary i kurtki i pniemy się dalej. Nareszcie znak... chowamy się przed wiatrem po właściwej stronie zbocza. Nadchodzi chwila relaksu, połączona ze spożyciem batonika musli i napawaniem się pięknym krajobrazem. Kilka fotek i obieramy kierunek na Kopę Kondracką.
[attachment=74310][attachment=74311]
W planach mamy przejście granią aż do Świnickiej Przełęczy, jednak jak pokaże przyszłość opuścimy ją sporo wcześniej. Niebo nieskazitelnie błękitne, ale daje się we znaki coś innego. Podczas wchodzenia na Kopę często musimy się nawet schylać, by się oprzeć huraganowym podmuchom lodowatego wiatru. Odnosimy wrażenie, że wcale nie zamierza słabnąć i będzie się wciąż wzmagał. Właściwie bez zatrzymywania się od razu schodzimy na Przełęcz pod Kopą Kondracką i zastanawiamy się czy warto iść dalej, gdyż walka z wiatrakami staje się coraz trudniejsza. Oliwy do ognia też dodają turyści nadchodzący od strony Kasprowego i mówiący: o tam to dopiero wiatr szaleje!
[attachment=74312]
Dajemy za wygraną i schodzimy na Halę Kondratową, a później przez Kalatówki do Kuźnic. Na dole jest dosyć zacisznie i upalnie. Odczuwamy jednak spory niedosyt, ale nie mamy wątpliwości iż postąpiliśmy słusznie. Spoglądając ze schroniska w stronę grani aż ciężko uwierzyć, że tam na górze ktoś uruchomił ogromne wiatraki.
Ot klasyczna nuda tatrzańskaBig Grin
No, lodowaty wiatr to by się teraz przydał. A od zdjęć z cienia w Kobylarzowym Żlebie ciągnie przyjemnym chłodem!
Znajdziecie na pewno i spokojniejszy dzień na dalszą część graniok
Przekierowanie