19-01-2016, 09:54 PM
W ramach zimowych nudów w domu, postanowiłem coś napisać 
W listopadzie wybraliśmy się z żoną w Tatry zachodnie, o które z resztą pytałem wcześniej, jako że było to nasze pierwsze spotkanie z zachodem, to wzięliśmy to na lekko
Pogoda tego dnia nie była zbyt życzliwa, jak przyjechaliśmy to było zimno i padało. Siedzieliśmy w aucie pół godziny z nadzieją, że przestanie padać i tym razem się opłaciło, deszcz minął a my mogliśmy ruszać w drogę
Pierwsze wrażenie całkiem miłe, duża przestrzeń z ośnieżonymi szczytami w tle, drzewa które barwą cieszą oko, że aż trudno je oderwać...
Następnie skręciliśmy do wąwozu Kraków i przeszliśmy przez smoczą jamę, która nas rozśmieszyła swoją" wielkością"
sam wąwozu zrobił za to super wrażenie, bardzo fajne miejsce, szkoda że taki krótki...
Dotarliśmy do schroniska,gdzie spotkaliśmy kogoś,kto tak jak i my lubi chodzić własnymi ścieżkami
po wypiciu godnej porcji herbaty z goździkiem i pomaranczą ruszyliśmy w stronę przełęczy, na jej szczycie pierwszy śnieg tego roku (zeszłego) droga na szczyt dość mozolna i męcząca, podczas schodzenia zobaczyliśmy ogrom spustoszenia, jaki po sobie zostawił wiatr, drzewa połamane jak zapałki.
Dolina chochołowska za pierwszym razem robi wrażenie, piękne miejsce z pięknym widokiem. Pozalepiałem otarte pięty i ruszyliśmy w drogę powrotną, dziś już wiem że przy kolejnej wizycie, na pewno skorzystamy z rowerów
bo droga powrotna się jakoś ciągnęła, na sam koniec rzut oka, na śpiącego rycerza i resztkami sił marsz w stronę Kir gdzie został samochód. Taki to miała przebieg, ta nasza wyprawa
[attachment=72521][attachment=72522][attachment=72524][attachment=72525][attachment=72526][attachment=72527][attachment=72528][attachment=72529][attachment=72530][attachment=72531][attachment=72532][attachment=72533][attachment=72534][attachment=72535][attachment=72536][attachment=72537]

W listopadzie wybraliśmy się z żoną w Tatry zachodnie, o które z resztą pytałem wcześniej, jako że było to nasze pierwsze spotkanie z zachodem, to wzięliśmy to na lekko
Pogoda tego dnia nie była zbyt życzliwa, jak przyjechaliśmy to było zimno i padało. Siedzieliśmy w aucie pół godziny z nadzieją, że przestanie padać i tym razem się opłaciło, deszcz minął a my mogliśmy ruszać w drogę
Pierwsze wrażenie całkiem miłe, duża przestrzeń z ośnieżonymi szczytami w tle, drzewa które barwą cieszą oko, że aż trudno je oderwać...Następnie skręciliśmy do wąwozu Kraków i przeszliśmy przez smoczą jamę, która nas rozśmieszyła swoją" wielkością"
sam wąwozu zrobił za to super wrażenie, bardzo fajne miejsce, szkoda że taki krótki...Dotarliśmy do schroniska,gdzie spotkaliśmy kogoś,kto tak jak i my lubi chodzić własnymi ścieżkami
po wypiciu godnej porcji herbaty z goździkiem i pomaranczą ruszyliśmy w stronę przełęczy, na jej szczycie pierwszy śnieg tego roku (zeszłego) droga na szczyt dość mozolna i męcząca, podczas schodzenia zobaczyliśmy ogrom spustoszenia, jaki po sobie zostawił wiatr, drzewa połamane jak zapałki. Dolina chochołowska za pierwszym razem robi wrażenie, piękne miejsce z pięknym widokiem. Pozalepiałem otarte pięty i ruszyliśmy w drogę powrotną, dziś już wiem że przy kolejnej wizycie, na pewno skorzystamy z rowerów
bo droga powrotna się jakoś ciągnęła, na sam koniec rzut oka, na śpiącego rycerza i resztkami sił marsz w stronę Kir gdzie został samochód. Taki to miała przebieg, ta nasza wyprawa
[attachment=72521][attachment=72522][attachment=72524][attachment=72525][attachment=72526][attachment=72527][attachment=72528][attachment=72529][attachment=72530][attachment=72531][attachment=72532][attachment=72533][attachment=72534][attachment=72535][attachment=72536][attachment=72537]
