28-08-2007, 12:22 PM
Ranek wita nas nie najlepszą pogodą-nad Tatrami nisko zawieszone chmury...Mimo to nie zrażeni postanawiamy udać się do Szczyrbskiego Plesa- nie mamy w planach większych wędrówek, stopy nasze wymagają jeszcze odpoczynku po wcześniejszych trudach a poza tem ta barowa pogoda... Ot-jakiś spacer na browara do knajpki. Dlatego jesteśmy wyposażeni dość relaksacyjnie – ja dla przykładu jestem obuty w tzw „lakierki” (dla nie wiedzących-to takie miejskie półbuty z lekkim połyskiem).Zębatka szybko nas wynosi z Tatrzańskiej Szczyrby nad pleso .Na peronie stwierdzamy że widoczność uległa dalszemu pogorszeniu-nie widać na dobrą sprawę(czy złą ?) końca składu niedługiego przecież pociągu. W tej sytuacji(w gęstej mgle można przecież nie zauważyć szklanki z piwem na stoliku), rychło wsiadamy do następnej kolejki- tym razem „elektriczki”- która nas uwozi do Popradu. Tam po zakupie mapy Spiszu i szybkiej analizie- decydujemy się na odwiedzenie Spisskiego Hradu- podobno wielce malowniczego i okazałego zamczyska spiskiego. Jeszcze spacer na miejscowy dworzec autobusowy i jesteśmy w drodze .O dziwo, w miarę jak się oddalamy od Tatr –pogoda ulega zdecydowanej poprawie, a nawet słońce nięśmiało wyłania się zza chmur. W drodze nudzić się nie pozwala zmienny krajobraz spiskiej krainy, pełnej zabytkowych miejsc-choćby jak miasto Lewocza- skrząca się od pięknych, pamiętających lata budowli. Spisz – miejsce niegdyś spotkania wielu kultur , wielu ludzi- Madziarów, Niemców Spiskich, Polaków, Słowaków, Zydów, ludności romskiej. Obecnie na skutek zawirowań historii Spisz stał się bardziej zwarty etnicznie-choć silnie jest zaznaczona obecność tutejszych Romów, ale nie tylko. W dniu wczorajszym przy pilsnerze –miałem okazję pogawędzić z Friedrichem Neuhausem –właścicielem kawiarni „Soleil”(i ciekawego przepisu na etiopską kawę) w Szczyrbie- którego niegdyś zauroczyła ta spiska dziedzina i nie tylko. W latach siermiężnego komunizmu sprowadziła go na Słowację -z Bundesrepubliki- atencja do pewnej słowackiej dziewczyny. Człowiek niesłychanej erudycji, kopalnia wiedzy o historii Spisza, właściciel 100 kilogramowego meteorytu żelazowego i wielu ciekawych pamiątek z licznych podróży. W pewnym sensie renesansowy obywatel „świata”- co potwierdza ,że w wypowiedzianych zdaniach przezeń -rzadko się spotykają słowa tego samego języka.
Tak sobie myślę o tych zawiłościach dziejowych w drodze-zbliżając się do miejscowości Spisskie Podhradie, położonej u stóp zamku.
Autobus zatrzymuje się na zastawce w centrum nieco podupadłej mieściny-wysiadamy, rozglądamy się ciekawie. Właściwie to też perełka architektury, niektóre domy odremontowane , niektóre niestety –chyba nie do uratowania. Miasteczko posiada akcent polski w swej historii-od 1412 r wchodziło w skład tzw. zastawu spiskiego. Sporo ludności cygańskiej-jedna knajpka piwna. Pokrzepiwszy się browarkiem ruszamy zdobywać górujący 200metrów nad miastem-zamek.. Twierdza osadzona na wapiennej skale o wysokości 634 m.n.p.m –dominuje nad okolicą. Cały kompleks o powierzchni około 4 ha- pamięta czasy średniowiecza. Okrągłą wieżę rozpoczęto budować w 1230 r. Zamek oparł się licznym najazdom, m.inn obronił się w czasie najazdu tatarskiego, który tak spustoszył Polskę., później przechodził zmienne koleje losu-jako siedziba żupy królewskiej, siedziba rodów Zapoly’a, Turzon, Csaky.
Dążąc do zamczyska ,mylimy drogę i w końcu przychodzi nam polami podchodzić pod ruiny-ma to swoje uroki...Na suchych i wygrzanych murawach pod zamkowymi murami napotykamy liczne stanowiska kwitnącego właśnie dziewięćsiła bezłodygowego.
Jest i brama wejściowa na okazały dziedziniec-wstęp 120 SK od głowy, dalej same atrakcje...Przy ławkach amfiteatru okazała kolonia susła. Sprytne te zwierzątka-zachęcone orzeszkami pistacji, nie okazują specjalnego lęku i prowadzą nader aktywne i wesołe życie rodzinne. Dziedziniec górnego zamku-zapełniony jest stoiskami z pamiątkami, jest parę punktów gastronomicznych, bezpłatne WC(podkreślam to-bo świadczy o kulturze osób odpowiedzialnych za utrzymywanie i zabezpieczenie ruin Spiskiego Hradu),wyżej kolejna brama ,w wyższej części zamczyska-ciekawa ekspozycja militariów z epoki w odresteurowanym pomieszczeniu.. Wchodzimy wreszcie po ciasnych schodkach na okrągłą wieżę, najwyżej położony bastion. Rozciąga się stąd wspaniała panorama na pasma górskie okalające ten rejon Spiszu. W drodze powrotnej trafiamy na inscenizację średniowiecznych sztuk walki(i nie tylko średniowiecznych).Demonstratorzy w strojach z epoki, ukazują różne formy ówczesnych zmagań-miecz vs miecz, miecz vs siekierka bojowa(bodaj rapier), siekierka bojowa vs gołe ręce etc. Koniec pokazu to istny horror. Wyciągają z tłumu zwiedzających dziewczę z pobliskiej Lewoczy imieniem Martina, chcąc zademonstrować średniowieczną profesję katowską. Jest nawet parę przymiarek miecza do kształtnej szyji. Na szczęście wszystko kończy się szczęśliwie-średniowiecznym obyczajem –wszyscy składamy się po parę koron, na okup będący zadośćuczynieniem domniemanych win dziewczęcia.
I tym optymistycznym akcentem kończę tą zamkową opowieść-zachęcając jednocześnie do odwiedzenia Spisskiego Hradu.

Tak sobie myślę o tych zawiłościach dziejowych w drodze-zbliżając się do miejscowości Spisskie Podhradie, położonej u stóp zamku.
Autobus zatrzymuje się na zastawce w centrum nieco podupadłej mieściny-wysiadamy, rozglądamy się ciekawie. Właściwie to też perełka architektury, niektóre domy odremontowane , niektóre niestety –chyba nie do uratowania. Miasteczko posiada akcent polski w swej historii-od 1412 r wchodziło w skład tzw. zastawu spiskiego. Sporo ludności cygańskiej-jedna knajpka piwna. Pokrzepiwszy się browarkiem ruszamy zdobywać górujący 200metrów nad miastem-zamek.. Twierdza osadzona na wapiennej skale o wysokości 634 m.n.p.m –dominuje nad okolicą. Cały kompleks o powierzchni około 4 ha- pamięta czasy średniowiecza. Okrągłą wieżę rozpoczęto budować w 1230 r. Zamek oparł się licznym najazdom, m.inn obronił się w czasie najazdu tatarskiego, który tak spustoszył Polskę., później przechodził zmienne koleje losu-jako siedziba żupy królewskiej, siedziba rodów Zapoly’a, Turzon, Csaky.
Dążąc do zamczyska ,mylimy drogę i w końcu przychodzi nam polami podchodzić pod ruiny-ma to swoje uroki...Na suchych i wygrzanych murawach pod zamkowymi murami napotykamy liczne stanowiska kwitnącego właśnie dziewięćsiła bezłodygowego.
Jest i brama wejściowa na okazały dziedziniec-wstęp 120 SK od głowy, dalej same atrakcje...Przy ławkach amfiteatru okazała kolonia susła. Sprytne te zwierzątka-zachęcone orzeszkami pistacji, nie okazują specjalnego lęku i prowadzą nader aktywne i wesołe życie rodzinne. Dziedziniec górnego zamku-zapełniony jest stoiskami z pamiątkami, jest parę punktów gastronomicznych, bezpłatne WC(podkreślam to-bo świadczy o kulturze osób odpowiedzialnych za utrzymywanie i zabezpieczenie ruin Spiskiego Hradu),wyżej kolejna brama ,w wyższej części zamczyska-ciekawa ekspozycja militariów z epoki w odresteurowanym pomieszczeniu.. Wchodzimy wreszcie po ciasnych schodkach na okrągłą wieżę, najwyżej położony bastion. Rozciąga się stąd wspaniała panorama na pasma górskie okalające ten rejon Spiszu. W drodze powrotnej trafiamy na inscenizację średniowiecznych sztuk walki(i nie tylko średniowiecznych).Demonstratorzy w strojach z epoki, ukazują różne formy ówczesnych zmagań-miecz vs miecz, miecz vs siekierka bojowa(bodaj rapier), siekierka bojowa vs gołe ręce etc. Koniec pokazu to istny horror. Wyciągają z tłumu zwiedzających dziewczę z pobliskiej Lewoczy imieniem Martina, chcąc zademonstrować średniowieczną profesję katowską. Jest nawet parę przymiarek miecza do kształtnej szyji. Na szczęście wszystko kończy się szczęśliwie-średniowiecznym obyczajem –wszyscy składamy się po parę koron, na okup będący zadośćuczynieniem domniemanych win dziewczęcia.

I tym optymistycznym akcentem kończę tą zamkową opowieść-zachęcając jednocześnie do odwiedzenia Spisskiego Hradu.
Martina zachowała głowę.