17-08-2015, 08:02 PM
Time for level up.
Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku uda mi się sfinalizować plan przejścia wszystkich szlaków w Tatrach Polskich, z Orlą Percią na koniec. Powoli zaczynam myśleć o dalszych celach i ambitniejszych wyzwaniach.
Osobną sprawą pozostaje chodzenie po Tatrach zimowych. W styczniu tego roku zapoznałam się z tematem chodząc po szlakach łatwych, w marcu byłam na kursie turystyki zimowej poznając z bliska kwestię raków, czekana, asekuracji lotnej, a nawet liznęłam wspinaczki po lodzie (o mało nie porywczawszy się z bezsilnej złości w trakcie). Na ten rok planuję nieco ambitniejsze wejścia, takie z rakami i czekanem, ale niekoniecznie zaraz z asekuracją, bo zwyczajnie - póki co - nie ma mnie kto asekurować.
To będzie pytanie dotyczące przyszłego lata (sierpień) albo i jeszcze nastepnego. Co polecilibyście jako następny stopień trudności po Tatrach?
Jeśli chodzi o wysokość, to myślę o wejściu na coś pomiędzy 3 a 4 tysiące, żeby sprawdzić, jak mój organizm zareaguje na brak tlenu (oczywiście nie od razu, tylko z aklimatyzacją,. najpierw na 3 tysiące, potem troszkę wyżej...).
Co do trudności, to jak dotąd najtrudniejszym szlakiem, który przeszłam, był ten na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem i to w nieco trudnych warunkach - plus kilka stopni w czerwcu, po mokrej i śliskiej skale w mżawce, we mgle (choć to akurat mogło być ułatwienie - nie musiałam w przepaść zaglądać), ze zgrabiałymi z zimna dłońmi. Byłam też trzy razy na Świnicy (latem z obu stron, zimą - w ramach kursu - od Świnickiej Przełęczy z asekuracją, grzbietem), na Granatach (też z w ramach kursu, z asekuracją), na Koziej Przełęczy (kierunek Gąsienicowa-Pięć Stawów) i na Rysach (latem).
Swoich umiejętności w asekuracji lotnej nie jestem pewna - cały czas chodziłam jako ta trzecia, uwiązana na środku jak koza na sznurku i tyle mająca do powiedzenie w kwestii punktów asekuracyjnych. Oczywiście mam o niebo większe pojęcie, niż przed kursem, ale i tak nie mogę powiedzieć, że umiem tę asekurację stosować i mogłabym iść jako pierwsza. Z czekanem i rakami umiem się obchodzić jako tako. Wiem, czym się różni repik od ekspresu, a ósemka od kluczki
Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku uda mi się sfinalizować plan przejścia wszystkich szlaków w Tatrach Polskich, z Orlą Percią na koniec. Powoli zaczynam myśleć o dalszych celach i ambitniejszych wyzwaniach.
Osobną sprawą pozostaje chodzenie po Tatrach zimowych. W styczniu tego roku zapoznałam się z tematem chodząc po szlakach łatwych, w marcu byłam na kursie turystyki zimowej poznając z bliska kwestię raków, czekana, asekuracji lotnej, a nawet liznęłam wspinaczki po lodzie (o mało nie porywczawszy się z bezsilnej złości w trakcie). Na ten rok planuję nieco ambitniejsze wejścia, takie z rakami i czekanem, ale niekoniecznie zaraz z asekuracją, bo zwyczajnie - póki co - nie ma mnie kto asekurować.
To będzie pytanie dotyczące przyszłego lata (sierpień) albo i jeszcze nastepnego. Co polecilibyście jako następny stopień trudności po Tatrach?
Jeśli chodzi o wysokość, to myślę o wejściu na coś pomiędzy 3 a 4 tysiące, żeby sprawdzić, jak mój organizm zareaguje na brak tlenu (oczywiście nie od razu, tylko z aklimatyzacją,. najpierw na 3 tysiące, potem troszkę wyżej...).
Co do trudności, to jak dotąd najtrudniejszym szlakiem, który przeszłam, był ten na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem i to w nieco trudnych warunkach - plus kilka stopni w czerwcu, po mokrej i śliskiej skale w mżawce, we mgle (choć to akurat mogło być ułatwienie - nie musiałam w przepaść zaglądać), ze zgrabiałymi z zimna dłońmi. Byłam też trzy razy na Świnicy (latem z obu stron, zimą - w ramach kursu - od Świnickiej Przełęczy z asekuracją, grzbietem), na Granatach (też z w ramach kursu, z asekuracją), na Koziej Przełęczy (kierunek Gąsienicowa-Pięć Stawów) i na Rysach (latem).
Swoich umiejętności w asekuracji lotnej nie jestem pewna - cały czas chodziłam jako ta trzecia, uwiązana na środku jak koza na sznurku i tyle mająca do powiedzenie w kwestii punktów asekuracyjnych. Oczywiście mam o niebo większe pojęcie, niż przed kursem, ale i tak nie mogę powiedzieć, że umiem tę asekurację stosować i mogłabym iść jako pierwsza. Z czekanem i rakami umiem się obchodzić jako tako. Wiem, czym się różni repik od ekspresu, a ósemka od kluczki



). Do wyboru jest sporo fajnych, lufiastych ferrat - jeżeli ktoś nie ma skoków adrenaliny na Orlej, to wejście ubezpieczoną trasą na Mojstrovkę, Jalovec czy Prisojnik to czysta przyjemność. Włoska część tych gór ma sporo ciekawych tras tego typu, szczególnie w masywie Jof di Montasio.