13-01-2015, 09:03 PM
09-01-2015 roku. Niebieskim szlakiem z Wołosatego na Tarnicę. Do Wołosatego dojechaliśmy przed godziną 10. Na parkingu przy samochodzie założyliśmy stuptuty, rozłożyliśmy kijki, założyliśmy czapki i rękawiczki i... w drogę. Do łąki, to znaczy idąc po ulicy było nieciekawie. Ot średnio odśnieżona ulica. Ale jak tylko weszliśmy w śnieg, okazało się, że jest go po kolana. Przed nami tylko jeden ludzki trop. Lekko już przykurzony śniegiem, ale zawsze to coś. Głęboki śnieg był do momentu wejścia do lasu. W lesie było znacznie mniej śniegu, więc znacznie łatwiej się szło. Ustał też wiatr. Zrobiło się cicho i przyjemnie.
[attachment=67367] [attachment=67368]
Takimi widokami przywitał nas las w drodze na szczyt. Puchowe poduszki śniegu na gałęziach drzew były tak przyjemne dla oczu, że trudno było nie napawać się ich widokiem.
[attachment=67369]
No ale trzeba iść dalej. Patrząc na górę z dołu. zanim jeszcze weszliśmy na łąkę widziałem, że wyżej jest mgła. Mgła w każdych górach nie wróży niczego dobrego. Tak też było i tym razem. Jednak puki się dawało, pstrykaliśmy trochę zdjęć.
[attachment=67374]
Później we mgle może nie być takich fajnych widoków. No i co!? No i jeszcze nie ma mgły na szlaku, więc kolejne foto.
[attachment=67377]
I dalej w górę. Miejscami podejścia są dosyć trudne. Szczególnie te bardziej strome gdzie są schody. Więc mieszczuchy takie jak ja muszą czasami złapać głęboki oddech. No dobra, kilka oddechów...
[attachment=67383]
Po wyjściu z lasu nie było jak robić zdjęć. Nie było jak bo gdybym wyjął aparat z plecaka to by mi go wyrwało w rąk. Zaczęło strasznie wiać. Wiało i sypało śniegiem podrywanym z ziemi. Widoczność w momencie spadła do kilku metrów. Skończył się las, skończyło się spacerowanie. To był czas na wzięcie się w garść i mocne trzymanie kijków w dłoniach. Zastanawiałem się nad zakupem kijków. Podpowiedzieliście mi, że to dobra sprawa więc kupiłem. Przydały się. Dlatego dziękuję Wam za namówienie mnie na zakup patyków. Tuż przed szlakowskazem który pokazał nam, że zostało 15 minut do szczytu dogonił nas człowiek. Chwilkę w górę szliśmy z nim. Spotkaliśmy też jeszcze 2 ludzi, prawie w tym samym momencie. Ale tamci nie byli zbyt rozmowni. To znaczy kompletnie nie byli rozmowni, bo nie przywitali się nawet. Ale tak to już bywa. Przy szlakowskazie mamy ostatnie zdjęcie na szlaku. Zrobił nam je telefonem poznany turysta. Wstawię je jak naładuję telefon. Pamiętam jak PiotrekDZ ostrzegał mnie przed wiatrem na Tarnicy. Piotrze miałeś rację, wiało jak...
Bardzo wiało.
Ale warto było.
Podczas schodzenia naszych śladów kompletnie już nie było widać aż do wejścia do lasu. W lesie znowu zmieniło się na tyle, że przestało wiać (jak to w lesie) i widzieliśmy już swoje ślady. Zdziwiłem się mocno jak spotkaliśmy turystów którzy szli na szczyt. Jakoś tak miałem wrażenie, że byli ubrani bardzo cienko. Ostrzegałem ich, że jak wyjdą z lasu to będzie mocna zmiana pogody, ale chyba mi nie uwierzyli i poszli dalej. Mam nadzieję, że dali sobie radę.
Do samochodu w Wołosatem dotarliśmy po prawie 6 godzinach.
Szkoda tylko, że widoczków których życzyła mi Hemli nie było. Może innym razem wejdziemy na Tarnicę jak będzie ładniejsza pogoda i lepsze widoki.
[attachment=67367] [attachment=67368]
Takimi widokami przywitał nas las w drodze na szczyt. Puchowe poduszki śniegu na gałęziach drzew były tak przyjemne dla oczu, że trudno było nie napawać się ich widokiem.
[attachment=67369]
No ale trzeba iść dalej. Patrząc na górę z dołu. zanim jeszcze weszliśmy na łąkę widziałem, że wyżej jest mgła. Mgła w każdych górach nie wróży niczego dobrego. Tak też było i tym razem. Jednak puki się dawało, pstrykaliśmy trochę zdjęć.
[attachment=67374]
Później we mgle może nie być takich fajnych widoków. No i co!? No i jeszcze nie ma mgły na szlaku, więc kolejne foto.
[attachment=67377]
I dalej w górę. Miejscami podejścia są dosyć trudne. Szczególnie te bardziej strome gdzie są schody. Więc mieszczuchy takie jak ja muszą czasami złapać głęboki oddech. No dobra, kilka oddechów...
[attachment=67383]
Po wyjściu z lasu nie było jak robić zdjęć. Nie było jak bo gdybym wyjął aparat z plecaka to by mi go wyrwało w rąk. Zaczęło strasznie wiać. Wiało i sypało śniegiem podrywanym z ziemi. Widoczność w momencie spadła do kilku metrów. Skończył się las, skończyło się spacerowanie. To był czas na wzięcie się w garść i mocne trzymanie kijków w dłoniach. Zastanawiałem się nad zakupem kijków. Podpowiedzieliście mi, że to dobra sprawa więc kupiłem. Przydały się. Dlatego dziękuję Wam za namówienie mnie na zakup patyków. Tuż przed szlakowskazem który pokazał nam, że zostało 15 minut do szczytu dogonił nas człowiek. Chwilkę w górę szliśmy z nim. Spotkaliśmy też jeszcze 2 ludzi, prawie w tym samym momencie. Ale tamci nie byli zbyt rozmowni. To znaczy kompletnie nie byli rozmowni, bo nie przywitali się nawet. Ale tak to już bywa. Przy szlakowskazie mamy ostatnie zdjęcie na szlaku. Zrobił nam je telefonem poznany turysta. Wstawię je jak naładuję telefon. Pamiętam jak PiotrekDZ ostrzegał mnie przed wiatrem na Tarnicy. Piotrze miałeś rację, wiało jak...
Bardzo wiało.
Ale warto było.
Podczas schodzenia naszych śladów kompletnie już nie było widać aż do wejścia do lasu. W lesie znowu zmieniło się na tyle, że przestało wiać (jak to w lesie) i widzieliśmy już swoje ślady. Zdziwiłem się mocno jak spotkaliśmy turystów którzy szli na szczyt. Jakoś tak miałem wrażenie, że byli ubrani bardzo cienko. Ostrzegałem ich, że jak wyjdą z lasu to będzie mocna zmiana pogody, ale chyba mi nie uwierzyli i poszli dalej. Mam nadzieję, że dali sobie radę.
Do samochodu w Wołosatem dotarliśmy po prawie 6 godzinach.
Szkoda tylko, że widoczków których życzyła mi Hemli nie było. Może innym razem wejdziemy na Tarnicę jak będzie ładniejsza pogoda i lepsze widoki.

