Ave.
Tradycja to tradycja. Piąty raz ruszyliśmy na szlak z okazji wolnego dnia zwanego też w pewnych kręgach dniem Trzech Króli. Skład osobowy - GAC. Miejsce dramatu: Kasprowy - Beskid - Liliowe - Skrajna Turnia - prawie Pośrednia Turnia - powrót na Kasprowy - zejście do Murowańca - zejście do Kuźnic. Było bardzo miło pogodowo - do tej pory mam dygot z zimna. Jak wychodziliśmy z Kasprowego to było - 16 stopni. W wietrze było blisko 30. Ale jako, że wiało to chmury przewiało. I było miło widokowo. W schronisku posiedzieliśmy, wypoczeliśmy, pogadaliśmy mądrze i na temat.
Do kolejnego roku !
P.s. Czytam czasami na forach wypowiedzi o sprzęcie, o świadomości turystycznej, o doświadczeniu, itd. Spotkaliśmy po drodze grupę ( chyba 8 osób ) idącą ( ponoć ) na Świnicką Przełęcz. Ubrani we wszystko co można mieć na sobie zimą. W tym w łopaty lawinowe założone NA plecaki. Tak plus minus z 2 tys. za sprzęt na osobie. Typy te nie wiedziały gdzie są.
Amen i ave.
Łukaszu, to ja biedna laiczka zapytam: co się prawidłowo robi z łopatą? Umieszczenie jej na plecaku jest nierozumne z tego względu, że w razie ogarnięcia przez lawinę należy odrzucić sprzęt i próbować ruchów pływackich - czy dobrze mi się wydaje?
Lawina zapewne zedrze z plecaka wszystko co na nim jest. A w wielu przypadkach zedrze też plecak. Dlatego lepeij w terenach zagrożonych nie zapinać na sobie przednich pasów plecaka.
Ale tę łopatę to jak nosić? W zębach?
O tak...najlepiej w zębach...a na głowę ze dwa kaski ubrać...

lawina jak takiego zobaczy,to z powrotem do góry zawróci

Merytorycznie to... niektóre zdjęcia to Ci nawet wyszły, jak zwykle.
A nie merytorycznie to do noszenia rożnych rzeczy trzeba mieć swojego Szerpę
A tak naprawdę to wkłada się prawie wszystko do środka, tzn plecaka, jak się da oczywiście. Moja naprawdę jebitna łycha od łopaty wchodzi do środka plecaka.
Ludzi, których Łukasz spotkał wyobrażam sobie jako zachowujących tzw. sportową stylówę

Kanonem ostatnimi czasy jest obwieszanie się wszystkim czym można i paradowanie w tym. Szczególnie zalecane, np. na schroniskowej jadalni. Ciuch nie może być z zeszłego sezonu, np. detektor, czy tam jakiś gps obowiązkowo NA kurtce. Łopata a la przenośna antena satelitarna na plecaku. Kamerę na kasku można wyłączyć dopiero po osiągnięciu schroniskowego pokoju itd. itp.
Ludzi, których Łukasz spotkał wyobrażam sobie jako zachowujących tzw. sportową stylówę

Kanonem ostatnimi czasy jest obwieszanie się wszystkim czym można i paradowanie w tym. Szczególnie zalecane, np. na schroniskowej jadalni. Ciuch nie może być z zeszłego sezonu, np. detektor, czy tam jakiś gps obowiązkowo NA kurtce. Łopata a la przenośna antena satelitarna na plecaku. Kamerę na kasku można wyłączyć dopiero po osiągnięciu schroniskowego pokoju itd. itp.
Mnie też to śmieszy, że najpierw ludzie zamierzają zacząć chodzić po górach, wykupują pół sklepu (tak samo z biegaczami), a dopiero potem idą z tym wszystkim na "wyprawę" na Nosal. Ale widzę w tym jeden plus - coraz więcej ludzi ma jednak ten sprzęt. Lepiej w tą, niż w drugą stronę. Następny krok to sprawić, żeby potrafili się nim posługiwać 
Może jestem oldschoolowa, ale jednak cieszę się, że zostałam wychowana w duchu "najpierw umiejki, potem gadżety". W ten sposób nie jestem drugoplanową bohaterką ogłoszeń typu "sprzedam flet Yamaha 211 za 1500zł, w sklepie kosztował 2500, ale dziecku znudziły się lekcje". I tak oto raki i czekan nabędę sobie PO pierwszych zimowych przejściach w Tatrach, gdy już na własnej skórze poznałam różnicę między szlakami, na kt?rych wystarczy zaciśnięcie zębów, by je przetrzeć, a takimi, gdzie wypadałoby użyć raków, by się głupawo nie sturlać.
A i tak nad Czarny Staw pod Rysami dotarłam z gołymi rękami i butami, ani razu nie tracąc równowagi i przyczepności. Jestem z siebie dumna

Powiem tak jak możesz mieć z sobą w zimie raki i czekan to mniej. wielu ludzi już dawno się przekonało że się przydają,oczywiście sprzęt przynajmniej w moim przypadku zbierałem przez dłuższy czas,ale jak kogoś stać kupić wszystko i jechać w góry to bardzo dobrze .A to że z ubranym duposporem ,ekspresami na plecaku,czekanem wchodzi na Nosala to taki koloryt ,on sam po takiej wycieczce zorientuje się że jest celem dziwnych spojrzeń,dziwnych uśmieszków

Okazywało się nieraz że po poznaniu bliżej takiego''Dziwaka''w schronisku miałem dużo zabawy

Co do "Dziwaków", to nie zapomnę, jak kiedyś w Chochołowskiej słyszałam, jak pewien mocno wyekwipowany Pan opowiadał, jak to był na Grzesiu, Rakoniu i... Wieprzowcu

A ja nie zapomnę gościa spacerującego w iście letni, wyjątkowo pogodny dzień z czekanem przy plecaku.
Jestem zdania, że zimowy ekwipunek nie jest (np. na graniach Tatr Zachodnich) niezbędny, wszystko zależy od pogody i warunków śniegowych. Ale z reguły lepiej go mieć

W moim przypadku - gdybym miała raki w plecaku, to bym je wtedy założyła. Ale nie miałam. Zakup planowany.