Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Alpy Delfinackie
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Porcja fotek z trasy na lodowiec Blanc






















Fantastyczne zdjęcia Gouter, taki surowy górski klimat z nich przenika Smile

Relacja jakaś będzie...? Smile

paulina napisał(a):
Fantastyczne zdjęcia Gouter, taki surowy górski klimat z nich przenika Smile

Relacja jakaś będzie...? Smile

Nie wiem ,czy jest o czym pisać, były to tylko trzy dni w górach, przejścia szlakami bez niewiadomo jakich ekstremów, ale spróbuje się zmóc i coś tam naklepać klawiaturą.

Widoki piękne, a i kolega włochaty świetny (tak blisko go chwyciłeś, czy to takie zbliżenie duże... uhm). Jakbym taką żywą maskotkę dorwała ojoj Rolleyes, tak bym go wypuczyła, że mój kot wreszcie by miał trochę spokoju giggle
skubaniec, nic się nie bał, tutaj dowody
https://www.facebook.com/photo.php?v=708263279239802
Chyba liczył, że coś dobrego na ząb dostanie i dlatego szlaku się trzymał i do turystów się wdzięczył Smile
No ale akcja zabawna, ok fajnie że udało się go jeszcze sfilmować he Smile
Parę słów o wycieczce, dzień wcześniej 19 godzin jazdy do Francji, kemping w La Vachette - nawiasem mówiąc - beznadziejny, drogi i za wszystko trzeba dodatkowo płacić, np. 1 godzina wi-fi - 4 Euro!!! Po deszczowej nocy, rankiem przestało padać. Na śniadanie - szturmżarcie - w moim wykonaniu to żupka chińska z wkładem trzech parówek. Jedziemy przez Briancon - ponoć najwyżej położone miasto w Europie, z wieloma ufortyfikowaniami, wpisane na listę UNESCO. Plan jest taki, idziemy po schroniska Glacier Blanc, żeby chociaż dojśc do czoła lodowca - w przypadku deszczu - La Salette, a jak bedzie znośnie, w górę - ile się da.
GPS prowadzi nas krótszą, ale wąska i krętą droga przez Vallouise, Pelvoux aż do Ailefroide i do końca drogi. Tutaj, koło schroniska cezanne jest parkin - 1,5 godziny za darmo, albo 3 Euro, ważne na trzy dni. Ta druga opcja to pewnie ukłon dla osób zdobywających Barre Des Ecrins. Meteorologicznie nie jest źle, chmury się podnoszą i ukazują się ogromne ściany Mont Pelvoux. Znów Alpy zachwycają, który to już raz? Teraz ścieżką przez piękny, modrzewiowy las, do doliny potoku St. Pierre. To typowa rzeka anastomozująca, czyli rozlewające się na wiele odnóg. W górę dolin szlak się rozdwaja, w lewo - na Lodowiec Noir - czyli czarny. Rzeczywiscie, cały zasypane rumoszem, i gdyby się nie wiedziało, możnaby nie zauważyć, że on tam jest. Nalge chmury się podniosły i ukazło się całe otoczenie lodowca - Masyw Pelvoux, Pic Coolidge, charakterystyczna turnia le Fitre i jedyny czterotysięcznik w Alpach Delfinackich, zarazem najbardziej wysunięty na południe oraz na zachód. Podchodząc, spotykamy świstaka - żebraka, zachowywał się jak znajomy piesek i liczył na małe co, nieco. Sam Pelvoux jest tak duży, że nie mieści się w jednym kadrze, robię serię 6 ujęć w dwóch rzędach, i dopiero w domu, po żłożeniu mozna go zobaczyć na jednej fotce. Teraz juz idziemy w stronę lodowca Blanc - czyli białego. Chmury spowiły go prawie całkowicie, widac jedynie czoło i wodospad, opadający z jego końca. Krótkie, ubezpieczone odcinki - moim zdaniem, niepotrzebne, ale wiele osób robi sobie wycieczkę do schroniska Glacier Blanc - więc to ukłon w ich stronę, często są to rodziny z dziećmi. Generalnie dominują Francuzi więc trzeba się przyzwyczaić do częstego bonjour, sporadycznie - holendrzy. Może ktoś powie, że przecież to normalne, bo to Francja, ale w innych częściach Alp częście spotyka się w górach obcokrajowców, niż "tubylców". Schronisko osiągamy po około dwóch godzinach, po drodze mijamy schron Tuckett i małe jeziorko, ale widoki słabe. Cały czas martwię się o lewe kolano, które na poczatku wakacji zaczęło mi doskwierać, ale na razie OK, staram się go za bardzo nie obciążać. Po posiłu pod schroniskiem idziemy wyżej, teraz widzimy już tylko wyekwipowane zespoły, idące w stronę lodowca. Mam nadzieję, że odsłoni się Barre des Ecrins od strony lodowcowej. Osiągamy wysokość ponad 3000 m, na chwilę schodzimy na lodowiec, jest bardzo mocno uszczeliniony, więc szybciutko go opuszczamy, chociaż kilku alpinistów przed nami idzie nie powiązanych. Przy okazji obserwujemy szkolenie lodowcowe. Wspinamy sie na wystep skalny i czekamy, czy coś się ukaże. W oddali widać schronisko Ecrins, esteśmy prawie na równej z nim wysokości. czekamy prawie godzinę, ale niestety, widoczność nie poprawiła się na tyle, żeby Ecrins się pokazał, widzimy - powiedzmy 3/4 bez wierzchołka. Z powrotem nie schodzimy już na lodowiec, lecz trawersujemy skałami, okazuje się, ze na morenie jest oznaczony szlak, omijający lodowiec, ale bardzo łatwo go zgubić. W drodze powrotnej widocznośc poprawia się na tyle, że widać prawie cały Mont Pelvoux i dolną część lodowca, ale po pewnym czasie zaczyna sypać śnieg, który niżej zamienia się w deszcz. Znów na spotkanie wyszedł świastak, ale tym razem zaraz się schował, pewnie przed deszczem. Po zejściu stwierdzamy, że i tak mieliśmy szczęście - bo przez około godzine mielismy niezłe widoki, a mogło byc cały czas, jak przy zejściu - mgła i deszcz.
Świstak świetny ok Big Grin

Strasznie lubię te zwierzaki, dla mnie absolutny numer jeden wśród góskich czworonogów ok
No to jeden dzień, teraz poproszę o kolejne relacje. Wink Fotki ukazują niesamowite miejsca ok, a jeszcze jak dodasz opis, to już pełnia szczęścia ok.

Pedro napisał(a):
Świstak świetny ok Big Grin

Strasznie lubię te zwierzaki, dla mnie absolutny numer jeden wśród góskich czworonogów ok


A miś?:-)

Gdzie tam misiowi do świstaka Big Grin
Piękne widoki! Aż chce się zobaczyć na żywo!

Oliwka napisał(a):
No to jeden dzień, teraz poproszę o kolejne relacje. Wink Fotki ukazują niesamowite miejsca ok, a jeszcze jak dodasz opis, to już pełnia szczęścia ok.


Z racji, że już nie moge edytować pierwszego postu, jeszcze raz foto z opisami


Ogromny masyw Pelvoux

Glacier Blanc

Otoczenie lodowca Noir

Pointe Louise i występ skalny ze schroniskiem Ecrins

formy erozyjne koło Briancon

skalne oblicze Barre des Ecrins

Wodospad potoku Glacier Blanc

czoło lodowca Noir

Petit Pelvoux czyli mały Pelvoux

Fearless świstak

Montages des Agneaux

Turnia le Fitre

od lewej Pic Coolidge, le Fitre i Barre des Ecrins

pogorszenie pogody przyszło od doliny torrent St. Pierre

dolna część lodowca Blanc

Pic de Dormilouisse

groza

szkolenie

nie podchodzić!

poza strefą zagrożenia

prawidłowo

3/4 Barre des Ecrins

Pic de Sans Nom

Glacier Blanc w okazałości

Pointe Serre Sourbeyran

lekcja

Pelvoux ze schroniska Glacier Blanc

Schronisko Glacier Blanc

Od Pelvoux do Ecrins

Dolina St.Pierre

Zaraz za parkingiem w Ailefroide

Oliwka napisał(a):
No to jeden dzień, teraz poproszę o kolejne relacje. Wink Fotki ukazują niesamowite miejsca ok, a jeszcze jak dodasz opis, to już pełnia szczęścia ok.


OK, może to już nie w Alpach Delfinackich, a w Kotyjskich, ale Delfinackie widać

Nastepny dzień po calonocnej ulewie zaczął się jednak obiecująco, niebo nad La Vachette (co po francusku znaczy "krowa") zaczęło się przecierać. Znów zupka chińska plus trzy parówki i można mysleć o górach. Wymeldowywujemy się z kempingu i teraz pytanie - Col di Galibier i stamtąd na Wielkiego Glaibiera lub Pic Blanc du Galibier, albo le Grand Area. Decydujemy się na tą ostanią możliwość, ze względu na rozległą panoramę ze szczytu. Zatrzymujemy się na chwilę w Briancon, żeby pofotografowac wspaniałe forty. W Saint Chaffrey skręcamy na drogę wyprowadzającą na Col du Granon - powyżej 2400 m n p m. My jednak nie wyjedziemy na nią, lecz wcześniej zatrrzymujemy się na wysokości około 2000. Widoki ładne, aczkolwiek pułap chmur dośc niski, niewiele powyżej 3000, a leżące po drugiej stronie doliny Alpy Delfinackie sięgają blisko 4 tys. Mamy nadzieję, że w ciagu dnia chmurzyska się podniosą. Wokół trasy wiele wspaniałych miejsc, nadających sie na "dziki biwak". Zatrzymujemy się poniżej le Grand Area, przez okno wszystko wyglądało pieknie, ale po otwarciu drzwi, okazało sie, że jest zimno i do tego wieje bardzo mocny wiatr. Zakładamy więc ubraniową opcję na zimno, część przemokniętych po wczroajszym dniu rzeczy zostawiamy na kamieniach, do wyschnięcia. Podejście gdyby nie wiatr, bardzo przyjemne, przez ukwiecone alpejskie łąki, brakuje tu krów, spotykanych masowo w Szwajcarii, Austrii czy Włoszech. Chwilami wiatr cichnie, i robi się gorąco. Po troche więcej niż ogdzinie osiągamy grzbiet, a tu już wieje mocniej, tak, że mi porywa czapkę. Szwagie na szczęscie zauważył dokąd poleciała i schodze po piargu po nią. Chmury, zamiast się podnosić, wręcz opadają i tworzą się na dowietrznym stoku, a dalej, w dolinie aż czarno od mgieł i chmur. Teraz pozostało około godzinki do szczytu, po drodze ciągłe bonjour, szczyt jest dośc popularnym celem. Dla osłody, zamiast Alp Delfinackich, mamy widoki na Alpy Kotyjskie, w tym najwyższy Monviso - już po włoskiej stronie, i co ciekawe, zaśnieżony po nocnych opadach Mont Chaberton, mimo, iż okoliczne szczyty są wyższe, a pozbawione śniegu. Na szczycie, wiadomo, wieje najmocniej, a widoki na półnosną stronę ograniczone przez tworzące się chmury. Siedzimy na szczycie około godzinę, ale nic się nie poprawia, widzimy jedynie niższą, wschodnią część Delfinatów, a najwyśze - czyli Barre des Ecrins, la Meije, Grande Ruine i wiele innych skrywa gęsta kołdra chmur. Chyba le Grand Area (2869 m) to był i tak lepszy wybór, bo Col di Galibier w ogóle nie jest widoczna, więc stamtąd nie zobaczylibyśmy w ogóle nic.
Schodzimy niżej, tu już cieplej i czekamy kolejną godzinę, nic się nie zmienia, postanawiamy zejść w dół, do samochodu i kierujemy się do Włoch. Zaraz za Turynem opuszczamy autostradę, zeby nie płacić horrendalnych stawek, a mamy sporo czasu. Jedziemy wolno przez włoskie miasteczka u wlotu do Valle d`Aosta. Na poboczach w polach kukurydzy swoje usługi oferują czarnoskóre panie. Doloina Aosty też spowita chmurami, widoczne są tylko niższe partie. Jakoś nie wyobrażałem sobie, że jest ona tak długa, w dodatku naszpikowana zamkami, nie widziałem nigdzie w Europie takiego ich zagęszczenia. W wyobraźni widze dalej w bocznych dolinach Motterhorn czy Monte Rosa, tak stąd do nich blisko. My jedziemy jednak na kemping w Cogne - którego tu nie ma, lae dalej, w Valnotey za to jest, w dodatku w przepięknej scenerii, i niedrogi - za na czwórkę 41 Euro, 15 Euro taniej niż we Francji, a widoki i standard o wiele lepszy, i darmowe WiFi. Wieczorem chmury zaczynają się rozrywać i widzimy dolinę zamkniętą lodowcowymi szczytami grupy Gran Paradiso.



FOTO

Alpy Kotyjskie i Monviso

Zaśnieżona po nocnych opadach grupa Monviso

podszczytowa panorama

Fortyfikacje w Briancon

panorama szczytowa

le Grand Area

Alpy Kotyjskie ponad Briancon

czy to Monviso? - nie - to Pic de Rochebrune

Niższa część Delfinatów - Point de l`Ailgliere - 3300 m

zaśnieżony Mont Chaberton, szczyt taki płaski, bo tam jest wybudowany włoski fort

w drodze na le Grand Area

Alpy Delfinackie - rejon le Sirac

z Chaberton w tle

tyle widać na północ

tutaj najwyższy Aiguille de Chambeyron

widok w kierunku Mont Thabor - ale sam szczyt nie był widoczny

Roche Brouchard

Alpy Delfinackie - la Blanche

widok na zachmurzone Alpy Delfinackie

ooo i teraz jest super, dzięki ok:ok
Stron: 1 2
Przekierowanie