02-07-2014, 10:33 PM
Sławuś raz na prawo, raz na lewo
Wszystko zaczęło się w sobotę - 24 maja 2014, w sumie normalny dzień z tą różnicą, że trzeba wstać o 2 rano żeby jak zwykle o 2.30 ruszyć w Taterki. No ale cóż... miłość wymaga poświęceń. Tylko gdy tak się zastanowię, to dla żadnej innej "Miłości" nigdy bym nie wstawała w środku nocy.
Wpadłam po znajomego, wypiłam na stacji małą kawkę i nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się na parkingu w Smokowcu. Trochę to zastanawiające, bo za każdym kolejnym razem gdy jadę na słowackie Podtatrze to droga wydaje mi się krótsza... hmm...

Szlak na Hrebienok pozwolił się wstępnie rozruszać, zaś podejście stokiem narciarskim do niebieskiego szlaku prowadzącego na Sławkowski to już tak mnie rozgrzało, że cały czas chodził mi po głowie Tomturowy prysznic jaskiniowy.
Z utęskinieniem wypatrywałam pierwszych śniegów by trochę się w nich wytarzać, bo słońce grzało bezlitośnie, a duchota robiła się z każdym krokiem coraz większa. I tak gramoląc się powoli do góry, cykając zdjęcia, przegryzajac coś niecoś, kontemplując przyrodę i wzdychając do otaczajacego nas świata na parę minut przed 12.00 stanęliśmy na szczycie. Jaka była ma radość gdy zobaczyłam te boskie śniegi wokół, wreszcie się trochę ostudziłam.
Nie minęło nawet 15 minut od wejścia na szczyt i ostudziłam się już na dobre...
Zaczęło się chmurzuć, wiać, padać, potem lać, sypać śniegiem, obrzucać nas gradem wielkości czereśni i rozpętała się taka burza, że nigdy w życiu bym nie sądziła, że na Sławku doznam takiego przypływu adrenaliny gdy błyskawice śmigały mi przed nosem podczas zejścia ramieniem. Intensywnie lało całą drogę powrotną. Gdy przyszłam na parking z butów wylałam wodę jak z wiaderka, a parkingowy tak się wzruszył na nasz widok, że nawet nie skasował mi za postój.
Dobrze, że to wszystko tak się skończyło bo nic mnie tak nie stresuje jak nagłe nadejście burzy. Owszem, idąc na szczyt słyszelismy ją, że błąka się gdziś po Niżnych Tatrach, ale nic nie wskazywało na to, że w ciagu 15 minut przygoni ją nad nasze głowy.
Zatem kilka kadrów wycieczkowych:
[attachment=63057][attachment=63058][attachment=63059][attachment=63060][attachment=63061]
[attachment=63062][attachment=63063][attachment=63064][attachment=63065][attachment=63066]
[attachment=63067][attachment=63068][attachment=63069][attachment=63070][attachment=63071]
[attachment=63072][attachment=63073][attachment=63074][attachment=63075]
I ostatnie foto przed załamaniem pogody:
[attachment=63076]
Pomijając burkę, dzień był cudowny i gdy tak patrzyłam przez moment ze szczytu w północno - zachodnim kierunku to sobie "w duchu" obiecałam, że w tym roku jeszcze tu przyjdę. Nie minął miesiąc i przyszłam z tej strony, z której Staroleśna patrzy na Sławka, a różnica była taka:
[attachment=63053][attachment=63054]
24 maj & 19 czerwiec
:[attachment=63055][attachment=63056]
24 maj & 19 czerwiec



to już przegięcie i stres dla każdego... nieee lubię.
, burzy nie zazdroszczę, faktycznie Was bardzo szybko dopadła . Parkingowy na medal 
Ja raczej doceniam walory planowania wycieczki wieczorem przed wyprawą gdzieś w schronisku. 