01-07-2014, 09:39 AM
Maj. Śniegu coraz mniej. Coraz bardziej zielono. Tatry kuszą. To może by się tak wybrać tam... gdzie nas jeszcze nie było? 
Początek dnia nie nastraja jakoś optymistycznie. A miało być ładnie! Miało słonecznie! Opuszczamy deszczowy Zuberec i kierujemy się w kierunku Huciańskiej Przełęczy.

Nasze modły zostają wysłuchane. Przejaśnia się! Tylko gdzie ta cholerna przełęcz... Okazuje się, że odszukanie zachodniego krańca Tatr wcale nie jest takie proste.

Jest! W końcu, jak nasze buty toną już w błocie, udaje nam się ją odnaleźć. A przynajmniej taką mamy nadzieję. Stajemy więc na Huciańskiej Przełęczy

A więc czas na podbój głównej grani
Zanim dojdziemy do szlaku, stajemy jeszcze na paru niezbyt znaczących głównogarniowych obiektach.

Tyle radości

I trochę ładnych widoków.
Wkraczamy na czerwony szlak, opuszczając jednocześnie Główną Grań. Początek oczywiście wita nas błotem. Cierpliwości... Jeszcze trochę i na nią wrócimy

Na grani postanawiamy trochę rozejrzeć się po okolicy.

Widoki dość nietypowe. Nie do takich nas Tatry przyzwyczaiły. Tym bardziej więc dzisiejsza wycieczka przypada nam do gustu

Widoki urozmaicają przybielone Niżne Tatry na horyzoncie.

Na zachód z kolei kraina zieleni z Wielkim Choczem na czele.

Przed nami najciekawszy odcinek tej grani - Rzędowe Skały. Labirynt, wśród którego przyjdzie nam wędrować.


Zastanawiam się, kiedy komuś przyjdzie do głowy zrobić tutaj rezerwat


Na naszej drodze pojawiają się co raz nawet jakieś łańcuchy. Szczególnie jeden dość potrzebny, wyślizganej skały jakoś buty nie chcą się trzymać.

Z drugiej strony, w ramach kontrastu, kraina kosówki i góra, którą nazywają - Ostra.

Ostatnie parę metrów i tadaaam! Jesteśmy na Siwym Wierchu!

Widoki zacne. Pofarciło nam się - jeszcze z dwie godziny temu moglibyśmy podziwiać co najwyżej czubek własnego nosa
Na szczycie klimaty bardzo słowackie. Wpada mi w ucho rozmowa pewnego słowackiego turysty z paroletnim synem, który w skupieniu wysłuchuje opowieści Taty o widokach na otoczenie. Szczególnie przypadają mu do gustu Salatyny, a jak tata mówi mu, że dzisiaj tam nie pójdą, zawiedziony pyta: prečooo?
Pozazdrościć ambitnego syna 

Nasza dalsza droga też jest pod znakiem kosówki, która w tej części Tatr ma się baardzo dobrze
Praktycznie bezwidokowo schodzimy do Palenicy Jałowieckiej. Tam chwila namysłu i postanawiamy podejść jeszcze dzisiaj na Brestową.

A na Brestowej trochę wietrznie, pusto, a na horyzoncie w końcu Tatry Wysokie! Było warto

Chciałoby się pójść dalej... Ale niestety, to nie dziś

Z Małej Brestowej mamy dość ciekawy widok na Kominiarski Wierch. Ale on płaski!


W Tatrach Wysokich jeszcze trochę śnieżnie...

My jednak dzisiaj przemieszczamy się w łagodniejszej scenerii
Z Palenicy już tylko w dół. W stronę Zuberca.

Z Zuberca patrząc w górę aż nie chce się wierzyć, że jeszcze jakiś czas temu byliśmy taaam na górze...

Ale jednak. Opuszczamy tą spokojną krainę i wracamy grzecznie na stronę polską. Tam też ładnie, ale o spokoju chyba dawno wszyscy zapomnieli

I tak kończymy pierwszy tatrzański dzień. Być może C.D.N...

Początek dnia nie nastraja jakoś optymistycznie. A miało być ładnie! Miało słonecznie! Opuszczamy deszczowy Zuberec i kierujemy się w kierunku Huciańskiej Przełęczy.

Nasze modły zostają wysłuchane. Przejaśnia się! Tylko gdzie ta cholerna przełęcz... Okazuje się, że odszukanie zachodniego krańca Tatr wcale nie jest takie proste.

Jest! W końcu, jak nasze buty toną już w błocie, udaje nam się ją odnaleźć. A przynajmniej taką mamy nadzieję. Stajemy więc na Huciańskiej Przełęczy


A więc czas na podbój głównej grani
Zanim dojdziemy do szlaku, stajemy jeszcze na paru niezbyt znaczących głównogarniowych obiektach.
Tyle radości

I trochę ładnych widoków.
Wkraczamy na czerwony szlak, opuszczając jednocześnie Główną Grań. Początek oczywiście wita nas błotem. Cierpliwości... Jeszcze trochę i na nią wrócimy


Na grani postanawiamy trochę rozejrzeć się po okolicy.

Widoki dość nietypowe. Nie do takich nas Tatry przyzwyczaiły. Tym bardziej więc dzisiejsza wycieczka przypada nam do gustu


Widoki urozmaicają przybielone Niżne Tatry na horyzoncie.

Na zachód z kolei kraina zieleni z Wielkim Choczem na czele.

Przed nami najciekawszy odcinek tej grani - Rzędowe Skały. Labirynt, wśród którego przyjdzie nam wędrować.


Zastanawiam się, kiedy komuś przyjdzie do głowy zrobić tutaj rezerwat



Na naszej drodze pojawiają się co raz nawet jakieś łańcuchy. Szczególnie jeden dość potrzebny, wyślizganej skały jakoś buty nie chcą się trzymać.

Z drugiej strony, w ramach kontrastu, kraina kosówki i góra, którą nazywają - Ostra.

Ostatnie parę metrów i tadaaam! Jesteśmy na Siwym Wierchu!

Widoki zacne. Pofarciło nam się - jeszcze z dwie godziny temu moglibyśmy podziwiać co najwyżej czubek własnego nosa

Na szczycie klimaty bardzo słowackie. Wpada mi w ucho rozmowa pewnego słowackiego turysty z paroletnim synem, który w skupieniu wysłuchuje opowieści Taty o widokach na otoczenie. Szczególnie przypadają mu do gustu Salatyny, a jak tata mówi mu, że dzisiaj tam nie pójdą, zawiedziony pyta: prečooo?
Pozazdrościć ambitnego syna 

Nasza dalsza droga też jest pod znakiem kosówki, która w tej części Tatr ma się baardzo dobrze

Praktycznie bezwidokowo schodzimy do Palenicy Jałowieckiej. Tam chwila namysłu i postanawiamy podejść jeszcze dzisiaj na Brestową.

A na Brestowej trochę wietrznie, pusto, a na horyzoncie w końcu Tatry Wysokie! Było warto


Chciałoby się pójść dalej... Ale niestety, to nie dziś


Z Małej Brestowej mamy dość ciekawy widok na Kominiarski Wierch. Ale on płaski!


W Tatrach Wysokich jeszcze trochę śnieżnie...

My jednak dzisiaj przemieszczamy się w łagodniejszej scenerii

Z Palenicy już tylko w dół. W stronę Zuberca.

Z Zuberca patrząc w górę aż nie chce się wierzyć, że jeszcze jakiś czas temu byliśmy taaam na górze...


Ale jednak. Opuszczamy tą spokojną krainę i wracamy grzecznie na stronę polską. Tam też ładnie, ale o spokoju chyba dawno wszyscy zapomnieli


I tak kończymy pierwszy tatrzański dzień. Być może C.D.N...




