07-04-2014, 11:58 AM
Robota jaka jest taka jest, niestety najczęściej w związku z nią nie ma mnie w domu co wiąże się z niemożnością bycia w górach kiedy bym tylko chciał.
Jako że ostatnio nie wyjeżdżam na dłużej postanowiłem wreszcie pójść na górski spacer zabierając ze sobą małżonkę i przyczepić się do przewodnika Tomtura z Bożeną małżonką jego
Sobotnie konsultacje stają na Szczyrku i okolicy.
Niedziela, budzik jak zwykle odzywa się kiedy śpi się najlepiej...
Śniadanie z kawą i kierunek Jastrzębie Zdrój, tam przesiadka do Tomturowozu i wspólnie jedziemy do Szczyrku gdzie wsiadamy do autobusu wywożącego nas na Biały Krzyż skąd zaczynamy obcowanie z naturą i przestrzenią
W innych okolicznościach przyrody zapewne pojechałbym w tatry które kocham chyba najbardziej (zaraz po żonie oczywiście
) ale bez kondycji i z kontuzją stopy zdaję się na Tomka który dba żeby było "raczej z górki" choć potem okazuje się że pod górkę idzie mi się zdecydowanie lepiej 
Szlak nie jest jak pisałem jakimś extremum więc pisać za wiele nie ma o czym, zaczynamy na Białym Krzyżu zahaczając o Jaskinię Salmopolską bez zaglądania do jej wnętrza i dalej idziemy radośnie czerwonym szlakiem przez Grabową, Kotarz, Hyrce, przechodząc "ścieżkowo-pozaszlakowo" przez Beskid bo prawdziwym górołazom nie wypada omijać szczytów bokiem
schodzimy do Świniorki i przez Biłą do centrum Szczyrku gdzie zostawiliśmy Tomturowóz.
Od Haty Wuja Toma do której nie zachodzimy zejście do Szczyrku jest najgorszym kawałkiem dzisiejszej wędrówki, beton i ostro w dół daje naszym nogom zdrowo w D...
Zwieńczeniem dnia jest powrót do Tomka i wspólny uroczysty obiad u państwa Turbiak ze świetnymi Pyzami z mięsem ze skwarkami i śmietaną, pycha
Brakowało mi tylko złocistego napoju który musiał poczekać na mój powrót do domu gdzie dokończyłem dzieła spożycia
Jako że ostatnio nie wyjeżdżam na dłużej postanowiłem wreszcie pójść na górski spacer zabierając ze sobą małżonkę i przyczepić się do przewodnika Tomtura z Bożeną małżonką jego

Sobotnie konsultacje stają na Szczyrku i okolicy.
Niedziela, budzik jak zwykle odzywa się kiedy śpi się najlepiej...
Śniadanie z kawą i kierunek Jastrzębie Zdrój, tam przesiadka do Tomturowozu i wspólnie jedziemy do Szczyrku gdzie wsiadamy do autobusu wywożącego nas na Biały Krzyż skąd zaczynamy obcowanie z naturą i przestrzenią

W innych okolicznościach przyrody zapewne pojechałbym w tatry które kocham chyba najbardziej (zaraz po żonie oczywiście
) ale bez kondycji i z kontuzją stopy zdaję się na Tomka który dba żeby było "raczej z górki" choć potem okazuje się że pod górkę idzie mi się zdecydowanie lepiej 
Szlak nie jest jak pisałem jakimś extremum więc pisać za wiele nie ma o czym, zaczynamy na Białym Krzyżu zahaczając o Jaskinię Salmopolską bez zaglądania do jej wnętrza i dalej idziemy radośnie czerwonym szlakiem przez Grabową, Kotarz, Hyrce, przechodząc "ścieżkowo-pozaszlakowo" przez Beskid bo prawdziwym górołazom nie wypada omijać szczytów bokiem
schodzimy do Świniorki i przez Biłą do centrum Szczyrku gdzie zostawiliśmy Tomturowóz.Od Haty Wuja Toma do której nie zachodzimy zejście do Szczyrku jest najgorszym kawałkiem dzisiejszej wędrówki, beton i ostro w dół daje naszym nogom zdrowo w D...
Zwieńczeniem dnia jest powrót do Tomka i wspólny uroczysty obiad u państwa Turbiak ze świetnymi Pyzami z mięsem ze skwarkami i śmietaną, pycha

Brakowało mi tylko złocistego napoju który musiał poczekać na mój powrót do domu gdzie dokończyłem dzieła spożycia

[
[


No, ale czego się człowiek nie poświęci dla własnej żony.