13-03-2014, 06:26 PM
Kroi się tydzień ładnej pogody i takich warunków- zachęca to ruszenia w jakieś górskie trasy spacerowe.
Za tą inspiracją w sobotni przedpołudnie z Tomkiem wyjeżdżamy z Wawki- pociągiem Intercity od Krakowa dalej Intercity tyle, że autobusem (komunikacja zastępcza w związku z zamknięciem linii kolejowej do Zakopanego).
[attachment=60891]
W zimowej stolicy Polski przesiadamy się do busika i wnet jesteśmy na Siwej Polanie. Właśnie zapada zmrok. Idąc w stronę schroniska staram się oszacować szkody wyrządzone przez grudniową wichurę w drzewostanie. Wydaje się , że nie jest tak źle- ale może dlatego, że jest ciemno.
W schronie składamy plecaki, jakaś późna kolacja, następnie posiad w miłym towarzystwie poznanych turystów (m.inn miałem okazję poznać naszego forumowicza Asyda -pozdrawiam)
Pełen spontan. Uczestnicy są pełni poświęcenia. Nie ma szkła- co za problem ? Z teleobiektywu też się da.
[attachment=60892]
Następnego dnia tak około 6 z rana wymarsz w górę. Pogoda na wysokości Polany Chochołowskiej mało zachęcająca
[attachment=60893]
- ale startujemy wzwyż na Grzesia pełni optymizmu, by na wysokości Czoła (ok.1500m) wybić się ponad chmury. Pięknie.
[attachment=60894][attachment=60895]
Dalej w stronę Rakonia i na Wołowiec. Warunki przednie i pełna lampa. Mało śniegu, a ten który jest-dobrze zmrożony. Pozostaje tylko napawać się widokami.
[attachment=60896][attachment=60897][attachment=60898]
Z Wołowca jeszcze szersze widoki.
[attachment=60899][attachment=60900]
Dalsza droga w stronę Jarząbczego Wierchu bez problemu. Na samej grani nawisy, ale mało imponujących rozmiarów. Taka zima. W rejonie Dziurawej Przełęczy również jakby mało śniegu i raki trochę drą o skałę.
[attachment=60901][attachment=60902][attachment=60903]
Od Niskiej Przełęczy-sama radość. Niekończące się podejście w łatwym acz mocno odśnieżonym terenie. Niewiadomo co lepsze - iść w rakach czy bez.
[attachment=60904]
Wreszcie jest i szczyt. Znowu jakieś foty, krótki odpoczynek - tym milszy, że jestem trochę zziajany.
[attachment=60905][attachment=60906]
Dzień jest ładny-to i w drodze spotykamy nieco turystów. Nie to-że jakiś tłok, ale jest np. trójka Słowaków podchodzących granią Otargańców.
Zejście w stronę Kończystego Wierchu urozmaicone bardziej, ale łatwe.
[attachment=60907][attachment=60908]
Ale, ale..
W pewnej chwili napotykam na grani nóżkę. Nóżka z kopytkiem , a od strony szynki dokładnie wylizana. Jestem głęboko wstrząśnięty. Wokół tyle piękna i harmonii a tu taka drama. Ktoś dokonał morderstwa.
[attachment=60909][attachment=60910]
Dokonujemy oględzin miejsca zbrodni. Wokół nóżki jakby tropy orła albo innego stworzenia latającego(choćby smoka). W bezpośredniej bliskości pasą się krewni ofiary. Spozieram z nadzieją, że nie stało się najgorsze i że pośród koziczek pasie się jakaś o trzech nóżkach. Ale to złudne nadzieje- wszystkie mają cztery kończyny.
[attachment=60911][attachment=60912]
Memento mori jak mawiał pan Wołodyjowski, albo z prochu powstałeś w proch się obrócisz...
Po niedługiej chwili docieramy (nomen omen od kończyny) na Kończysty Wierch. Właśnie słońce się chyli ku zachodowi. Ogarnia mnie wzruszenie i zaduma nad marnością egzystencji...
[attachment=60913]
Nie, nie mogę pisać dalej- zakończę relację w tym miejscu...

Za tą inspiracją w sobotni przedpołudnie z Tomkiem wyjeżdżamy z Wawki- pociągiem Intercity od Krakowa dalej Intercity tyle, że autobusem (komunikacja zastępcza w związku z zamknięciem linii kolejowej do Zakopanego).
[attachment=60891]
W zimowej stolicy Polski przesiadamy się do busika i wnet jesteśmy na Siwej Polanie. Właśnie zapada zmrok. Idąc w stronę schroniska staram się oszacować szkody wyrządzone przez grudniową wichurę w drzewostanie. Wydaje się , że nie jest tak źle- ale może dlatego, że jest ciemno.
W schronie składamy plecaki, jakaś późna kolacja, następnie posiad w miłym towarzystwie poznanych turystów (m.inn miałem okazję poznać naszego forumowicza Asyda -pozdrawiam)
Pełen spontan. Uczestnicy są pełni poświęcenia. Nie ma szkła- co za problem ? Z teleobiektywu też się da.

[attachment=60892]
Następnego dnia tak około 6 z rana wymarsz w górę. Pogoda na wysokości Polany Chochołowskiej mało zachęcająca
[attachment=60893]
- ale startujemy wzwyż na Grzesia pełni optymizmu, by na wysokości Czoła (ok.1500m) wybić się ponad chmury. Pięknie.

[attachment=60894][attachment=60895]
Dalej w stronę Rakonia i na Wołowiec. Warunki przednie i pełna lampa. Mało śniegu, a ten który jest-dobrze zmrożony. Pozostaje tylko napawać się widokami.

[attachment=60896][attachment=60897][attachment=60898]
Z Wołowca jeszcze szersze widoki.
[attachment=60899][attachment=60900]
Dalsza droga w stronę Jarząbczego Wierchu bez problemu. Na samej grani nawisy, ale mało imponujących rozmiarów. Taka zima. W rejonie Dziurawej Przełęczy również jakby mało śniegu i raki trochę drą o skałę.
[attachment=60901][attachment=60902][attachment=60903]
Od Niskiej Przełęczy-sama radość. Niekończące się podejście w łatwym acz mocno odśnieżonym terenie. Niewiadomo co lepsze - iść w rakach czy bez.

[attachment=60904]
Wreszcie jest i szczyt. Znowu jakieś foty, krótki odpoczynek - tym milszy, że jestem trochę zziajany.

[attachment=60905][attachment=60906]
Dzień jest ładny-to i w drodze spotykamy nieco turystów. Nie to-że jakiś tłok, ale jest np. trójka Słowaków podchodzących granią Otargańców.
Zejście w stronę Kończystego Wierchu urozmaicone bardziej, ale łatwe.
[attachment=60907][attachment=60908]
Ale, ale..

W pewnej chwili napotykam na grani nóżkę. Nóżka z kopytkiem , a od strony szynki dokładnie wylizana. Jestem głęboko wstrząśnięty. Wokół tyle piękna i harmonii a tu taka drama. Ktoś dokonał morderstwa.

[attachment=60909][attachment=60910]
Dokonujemy oględzin miejsca zbrodni. Wokół nóżki jakby tropy orła albo innego stworzenia latającego(choćby smoka). W bezpośredniej bliskości pasą się krewni ofiary. Spozieram z nadzieją, że nie stało się najgorsze i że pośród koziczek pasie się jakaś o trzech nóżkach. Ale to złudne nadzieje- wszystkie mają cztery kończyny.

[attachment=60911][attachment=60912]
Memento mori jak mawiał pan Wołodyjowski, albo z prochu powstałeś w proch się obrócisz...

Po niedługiej chwili docieramy (nomen omen od kończyny) na Kończysty Wierch. Właśnie słońce się chyli ku zachodowi. Ogarnia mnie wzruszenie i zaduma nad marnością egzystencji...
[attachment=60913]
Nie, nie mogę pisać dalej- zakończę relację w tym miejscu...


na takie widoczki