27-09-2013, 09:58 AM
Na Kasprowy Wierch! I troszeczke dalej...
07.07.2013
W Kuźnicach meldujemy się dosyć późno, już trochę po godzinie 9. Na parkingu roi się od ludzi i aut. Grozę budzi potężna i długa kolejka do kolejki na Kasprowy. My jednak wybieramy zielony szlak i narzucamy w miarę mocne tempo, by trochę zgubić wycieczkę szkolną, podążającą tym samym szlakiem. W górach nie byłem naoprawdę dawno, nic nie ćwiczyłem i teraz jestem pełen obaw o swoją kondycję. Wiadomo, opalanie się na tureckiej plaży, a później siedzący tryb pracy przed ponad 3 miesiące i zero ćwiczeń... ehh musiało to mieć swoje konsekwencje.
O dziwo do Myślenickich Turni docieram nawet żwawo,
[attachment=56820]
dotrzymując kroku moim towarzyszom, jednak to co się zaczęło dziać później było prawdziwym koszmarem. Wyżej, wyżej, co raz wyżej, pod górę, "lajtowych odcinków" (tak nazywam wypłaszczenia) brak.... Już ledwo zipie, ciężko łapiąc oddech, a Paweł i Maciek zapie... drałują aż miło
Więc robię sobie krótkie przerwy, a pod koniec drogi na szczyt już chyba te przerwy są dłuzsze od marszu.
[attachment=56821]
Tak czy inaczej wchodzę na samą górę. Pomyśleć, że tyle radości może sprawić człowiekowi widok znaku: "Kasprowy Wierch 1988".
Dłuuuuższy odpoczynek i obiadek, wśród tłumów... Widoki naprawdę cieszą oko, panorama jest prześliczna. Ruszamy dalej i granią jakoś mi się idzie o wiele raźniej. Na Suchej Przełęczy nieźle wieje i robi się znacznie chłodniej, więc zakładamy na siebie dodatkową warstwę ubrań i wchodzimy na Beskid. O TAK! PIERWSZY RAZ NA WYSOKOŚCI 2000 M!!! Tę niepowtarzalną chwilę psują nam ludziska, gdyż niemożliwe okazuje się zrobienie zdjęcia (zawsze w tle musi być jakiś mistrz drugiego planu). Idziemy dalej, podziwiając trochę się zmieniające widoki:
[attachment=56822] [attachment=56823]
Liliowe, Skrajna i Pośrednia Turnia (które omijamy), aż wkońcu wychodzimy na Świnicką Przełęcz.
[attachment=56824]
Tutaj turystów zdecydowanie mniej, więć czas na fotki ze Świnicą w tle.
[attachment=56825]
Patrzymy sobie na Świnicę i kusi... bardzo kusi... jednak rezygnujemy, jeszcze nie tym razem, nie tak od razu. Schodzimy czarnym szlakiem aż do Zielonego Stawu,
[attachment=56826]
i tam łamiemy prawo (karmimy kaczki, z ręki)
W Murowańcu powolutku sączymy piwko
[attachment=56827]
i planujemy trasę na następny dzień (patrz relację: "Kareta (Four of a Kind)"). Też bardzo nieśpieszne kierujemy się do Przełęczy między Kopami
[attachment=56828] [attachment=56829]
i z przyjemnością schodzimy żółtym szlakiem, aż na dno Doliny Jaworzynka. Pogoda jest nadzwyczaj ładna i nie chce się opuszczać tego miejsca. W Kuźnicach jesteśmy o 17 i ładujemy się do busa
07.07.2013
W Kuźnicach meldujemy się dosyć późno, już trochę po godzinie 9. Na parkingu roi się od ludzi i aut. Grozę budzi potężna i długa kolejka do kolejki na Kasprowy. My jednak wybieramy zielony szlak i narzucamy w miarę mocne tempo, by trochę zgubić wycieczkę szkolną, podążającą tym samym szlakiem. W górach nie byłem naoprawdę dawno, nic nie ćwiczyłem i teraz jestem pełen obaw o swoją kondycję. Wiadomo, opalanie się na tureckiej plaży, a później siedzący tryb pracy przed ponad 3 miesiące i zero ćwiczeń... ehh musiało to mieć swoje konsekwencje.

O dziwo do Myślenickich Turni docieram nawet żwawo,
[attachment=56820]
dotrzymując kroku moim towarzyszom, jednak to co się zaczęło dziać później było prawdziwym koszmarem. Wyżej, wyżej, co raz wyżej, pod górę, "lajtowych odcinków" (tak nazywam wypłaszczenia) brak.... Już ledwo zipie, ciężko łapiąc oddech, a Paweł i Maciek zapie... drałują aż miło
Więc robię sobie krótkie przerwy, a pod koniec drogi na szczyt już chyba te przerwy są dłuzsze od marszu. [attachment=56821]
Tak czy inaczej wchodzę na samą górę. Pomyśleć, że tyle radości może sprawić człowiekowi widok znaku: "Kasprowy Wierch 1988".

Dłuuuuższy odpoczynek i obiadek, wśród tłumów... Widoki naprawdę cieszą oko, panorama jest prześliczna. Ruszamy dalej i granią jakoś mi się idzie o wiele raźniej. Na Suchej Przełęczy nieźle wieje i robi się znacznie chłodniej, więc zakładamy na siebie dodatkową warstwę ubrań i wchodzimy na Beskid. O TAK! PIERWSZY RAZ NA WYSOKOŚCI 2000 M!!! Tę niepowtarzalną chwilę psują nam ludziska, gdyż niemożliwe okazuje się zrobienie zdjęcia (zawsze w tle musi być jakiś mistrz drugiego planu). Idziemy dalej, podziwiając trochę się zmieniające widoki:
[attachment=56822] [attachment=56823]
Liliowe, Skrajna i Pośrednia Turnia (które omijamy), aż wkońcu wychodzimy na Świnicką Przełęcz.
[attachment=56824]
Tutaj turystów zdecydowanie mniej, więć czas na fotki ze Świnicą w tle.
[attachment=56825]
Patrzymy sobie na Świnicę i kusi... bardzo kusi... jednak rezygnujemy, jeszcze nie tym razem, nie tak od razu. Schodzimy czarnym szlakiem aż do Zielonego Stawu,
[attachment=56826]
i tam łamiemy prawo (karmimy kaczki, z ręki)

W Murowańcu powolutku sączymy piwko
[attachment=56827]
i planujemy trasę na następny dzień (patrz relację: "Kareta (Four of a Kind)"). Też bardzo nieśpieszne kierujemy się do Przełęczy między Kopami
[attachment=56828] [attachment=56829]
i z przyjemnością schodzimy żółtym szlakiem, aż na dno Doliny Jaworzynka. Pogoda jest nadzwyczaj ładna i nie chce się opuszczać tego miejsca. W Kuźnicach jesteśmy o 17 i ładujemy się do busa

Ale i tak na pierwszy raz po pasibrzuchowych odpoczynkach było nieźle. Trzeba tylko tak dalej. 
