Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Klettersteig Siega - bliźniacza siostra Hiasa
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Kiedy w tym roku uciekliśmy z Dolomitów z powodu niesprzyjającej pogodzy na wydrapywanie się po tamtejszych ferratach, zahaczyliśmy o Eldorado klettersteigów w paśmie Dachsteina. Jednak i tutaj pogoda nas nie rozpieszczała. We wtorek dnia 27.8.2013 otworzyło się trochę okienko pogodowe i trzeba było go jakoś wykorzystać. Na wyczynowe trasy to nie było, ale przypomniałem sobie o dwóch bliźniakach. Klettersteig Hias i Siega, które są w sam raz na zabicie czasu przy niepewnej pogodzie. Przebycie obu tras w jednym dniu nie przynosi wiele trudu. Przygody na Hiasie opisuję w innej relacji i dlatego skoncentruję się na Siedze.
Klettersteig "Siega" znajduje się w skałach po przejściu kanionu Silberkarklamm położonym w grupie Dachsteina i od prywatnego schroniska Silberkarhütte nas prowadzi oznaczona ścieżka do podnóża wieży (15 minut). Przewyższenie samotnego klettersteiga wynosi 140 m, co nie jest zbyt dużo, i ma twać 45 miut. Siega jest ciut ładniejsza i ciut lżejsza od swojego brata Hiasa. Obciążenia są "tylko" do stopnia "C/D" - coś między trudno i bardzo trudno. Nie jest tak siłowo nastawiona jak Hias. Szkoda, że jest trochę dalej ustawiona, ponieważ lepiej by było zrobić sobie najpierw rozgrzewkę na Siedze i potem dopiero pościskać Hiasa.
[attachment=55986]

Pozytywa:
+ krótka trasa, relaksyjna, rodzinna, kiedy naprz. mama z dziećmi sobie odpoczywa przy schronisku a tata w tym czasie ściska Siegę
+ w okolicy jest jeszcze jeden podobny (Klettersteig "Hias") i można oba połączyć,
+ łatwiejsza niż Hias i dlatego wygodny na wypróbowanie swoich sił; trzeba jednak myśleć, że i tutaj są dwa miejsca, które można oznaczyć więcej jak trudne,
+ schronisko, raczej coś w rodzaju bacówki, Silberkarhütte oferuje dla smakoszy dania regionalne, dla mnie daje osobisty urok; tutaj już sobie naplanowałem pierwszy i ostatni nocleg w wyprawie "Trans Dachstein",

Negatywa:
- wstęp do rokliny jest płatny - 3 EURO/os.,
- duże natężenie turystów, jak na normalce, tak i na klettersteigu,
- dle prawdziwych wilków ferratowych trochę za słaba herbatka.

Jak już wcześnie wspominałem, pisanie relacji rozpocznę od momentu, kiedy po odwiedzinach Hiasa dotarliśmy do chaty Silberkarhütte. Chciałem tutaj trochę odpocząć, żeby popatrzeć co mają miejscowi dobrego na obiad, ale współtowarzysze Tomtur i Doctore mi na to nie pozwolili. Nie chcieli się zatrzymywać i wnet za chatą nakierowali się na chodnik prowadzący pod ścianę.
[attachment=55977]
Chyba obawiali się, że woń unosząca się z chaty mnie wciągnie i będę chciał okosztować jakiego miejscowego specjału. Nie mam im tego za złe. Jeszcze są młodzi i nie są przyzwyczajoni do płacenia twardą walutą. Nie chciałem rozbijać gromady i z ciężkim sercem pognałem za tymi dwoma. Po chwili nam się wyłania nasza całkiem przystojna przyjaciółka.
[attachment=55978]
Za chwilę ta wieża nas będzie pieścić w swych ramionach. Kiedy dochodzimy do podnóża, zauważam, że nie jesteśmy sami. Już paru śmiałków dało się porwać do penetrowania ściany.
[attachment=55979]
Nam też zbytnio czasu nie zajmuje odpowiednio się ubrać na odwiedziny Siegi. Po chwili już pniemy ku górze. Nawet skała jest tutaj więcej przyjazna. Jest wysuszona przez słońce, co daje nam wygodniejsze warunki do wypróbowania stylu górolskiego (na tarcie).
[attachment=55980]
Nie musimy się nigdzie śpieszyć i dlatego co chwilę robię zdjęcia i rozglądam się po okolicy. W jednym łagodniejszym miejscu udaje mi się ująć zmagającego się Doctora na tle schroniska.
[attachment=55981]
W innym miejscu widać, że trzeba się było też trochę skoncentrować. Zwłaszcza na tych trudniejszych partiach. Silne nadgarstki i ramiona są wtedy przydatne.
[attachment=55982]
Doctore później powiedział, że zimą będzie musiał prawie te części ciała posilić. Po osiągnięciu wieżyczki, następuje jeszcze odcinek, który pozwala nam na całkowite wyluzowanie. Teraz się można kochać okolicznymi widokami do woli.
[attachment=55983]
Z tego miejsca schronisko nam poważnie zmalało. Wyśmiane buzie ferracistów zdradzają, że jesteśmy już na końcu naszej przygody.
[attachment=55984]
Jak szybko się wszystko rozpoczęło, tak szybko się też skończyło. 140 m wysokości nie ma co szeroko opisywać. Wąskim chodnikiem osiągamy normalną ścieżkę, która schodzi z nagórnej planiny. Jesteśmy odmienieni ładnym widokiem na zakończenie doliny Silberklam w postaci leja, ze schroniskiem w pośrodku. W tle dźwigają się pod chmurami wierzchołki Niskich Taurów.
[attachment=55985]
Kiedy dochodzimy do schroniska, znów się powtarza ten sam scenariusz. Schronisko mijamy w chodzie. Jest jednak ku temu inny powód. Musimy zdążyć na autobus. Już długo mi się nie przytrafiło przemieszczać się z punktu A do punktu B kłusem z plecakiem pełnego meneli (patrz filmik wprowadzający do relacji).

Zakończenie: Cała grupa Dachsteina zasługuje na większe zainteresowanie ze strony polskich turystów, zwłaszcza tych, którzy są już przesyceni Tatrami. Nawet nie jest to tak daleko. Z Cieszyna około 550 aż 600 km. Na obszarze podobnym jak Tatry jest zainstalowanych 14 klettersteigów (ferrat) od tych najłatwiejszych na Hooher Gjaldstein (liny są tutaj raczej jako poręczówki, będę jeszcze opisywał) aż po te najśmielsze - Johann albo Sky Walk. O grupie Dachsteina zaczyna się mówić jako Eldorado klettersteigów.
Fajna krótka trasa na rozruszanie kości.Zasadniczy jej plus- sucha skała.
Kilka zdjęć ode mnie:
[attachment=56006][attachment=56007][attachment=56008][attachment=56009][attachment=56010][attachment=56011][attachment=56012][attachment=56013][attachment=56014]

[attachment=56015][attachment=56016]
Doctore ok Nareszcie ktoś i mnie umieścił w akcji. Smile
Pięknie ! Smile
Miło poczytać i pooglądać. Czekam na ciąg dalszy!
Przekierowanie