Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Moja "wyprawa" czyli Puchatek na szlaku
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Obiecałam Sylwestrowi, więc odstawiam garniec z miodem i spróbuję opisać moje zmagania z samą sobą i górami...
Odkąd pamiętam, los pchał mnie w góry, choć ja stawałam mu okoniem....jakoś nie mogłam załapać tej pasji, tej miłości do gór...Zawsze byłam puckiem i kondycha raczej słaba u mnie była, więc może dlatego.Nie lubiłam się zbytnio męczyć.Wszystkie moje wycieczki szkolne, kolonie, obozy były w górach. I to nie dlatego, że ja tak chciałm, tak poprostu się trafiało. Gdy mogłam już sama decydować o moich wakacjach, urlopach, wybierała każde inne miejcse, byle nie góry. Po wileu, wielu latach los znowu rzucił mnie w góry, tym razem w Pieniny, na długi weekend. Nie, jeszcze wtedy tego nie poczułam. Ale pamiętam jak płynełam tratwą po Dunajcu i patrzyłam na maciupeńkie postacie które wdrapywały się na Trzy Korony. Pomyślałam, że ja nigdy nie dam rady się wdrapać na taką górę, że to ponad moje siły. Bakcyla złapałam, co pewnie wyda Wam się dziwne, w Ogrodzieńcu. Znowu podczas długiego weekednu,wdrapując się na skałki wokół zamku oraz "zdobywając" jakiś "szczytek". Nawet nie pamiętam, jak on się nazywał. Zmachałam się, a jakże, ale poczułam tak ogromną satysfakcję i radość, zobaczyłam świat z  zupełnie innej perspektywy...To było wspaniałe... No i się zaczeło...Najpierw wypad na parę dni w Karkonosze...Udało mi się wejść na Kopę i Śnieżkę...Zejście z doliny pod Śnieżką czerwonym szlakiem był poprostu dla mnie horrorem...Tak to ja się chyba jeszcze nigdy nie bałam (dodam tu że niestety jestem posiadaczką lęku przestrzeni- Hi hi hi). Te wszystkie skałki, przepastki i jeszcze do tego jakaś taka licha kładka nad potokiem...wieczór zapada...a ja w lesie ( dosłownie i w przenośni) no poprostu horror*... No ale jak już zeszłam i doszłam, to byłam taka happy...że ochhhhh...
Potem jeszcze Kotły Małego i Wielkiego Stawu....no i już po mnie ...Wsiąkłam całkowicie.... Rok później były Pieniny z Sokolicą, Wąwozem Homole, Wysoką, Bereśnikiem, szlakiem z Polanicy na Wysoką, spływem na piechotę - czyli drogą pienińską,  i oczywiście Trzema Koronami. Tymi samymi na które wydawało mi się, że nigdy nie wejdę...Mam nadzieję że wyobrażację sobie jakie były moje uczucia, tam, na galerii widokowej na Okrąglicy...czułam się jak jakiś Heros...
W tym roku, mam nadzieję, już za parę tygodni jadę "zdobywać" Beskid Śląski...W następnych latach resztę Beskidu,potem może wróce do Sudetów, Bieszczady...Mamy troszkę tych gór...Marzą mi się oczywiście Tatry, ale nie czuję się jeszcze na siłach...Może za jakieś 5 lat w niższe partie...Na szczęście to forum podniosło mnie na duchu... W końcu góry nie są tylko dla młodych ciałem...są też dla tych młodych duchem....

*
dot. zejścia z równi pod Śnieżką przez Kocioł Łomniczki /pzdr/
Beciorku-liczy się zapał do turystyki Smile-wrażenia i kolejne pasma górskie-to już kwestia czasu.
pozdrawiam
Gratuluję "złapania" bakcyla górskiego"
Ach gdyby tak moje córki.......
Ale z Twojej wypowiedzi wynika ,że wszystko jest możliwe.

A Tatry nie takie straszne jak Sobie wyobrażasz
Pozdrawiam Spoko

Beciorek napisał(a):
Obiecałam Sylwestrowi, więc odstawiam garniec z miodem i spróbuję opisać moje zmagania z samą sobą i górami...


Bardzo mi miło, teraz napisz ciąg dalszy i o górach i o swoich przemyśleniach dotyczących gór, a ja za to zadedykuję Ci relację z wyściskania Bogusi i Majki/Maryhy pod Zakopiańskim FIS-em co nastąpi niebawem  Wink

Przekierowanie