11-08-2013, 07:31 PM
Tomtur tydzień wcześniej szwędał się gdzieś po Barańcu i zamiast dać sobie wolne od tego typu kopczyków, jego oko spoczęło na następnej grani. Ciekawość była większa od umoru, który już od połowy lipca zmusza nas do siedzenia na tyłku pod słonecznikiem. Co gorsza, mnie namówił do udziału w tej eskapadzie.
Jakubina (2193,7 m) - najwyższy szczyt odnogi w Tatrach Zachodnich, który wychodzi na południe z Jarząbczego Wierchu. Odziela dwie doliny od siebie - Jamnicką i Raczkową.
Do odwiedzenia tej górki musimy należycie się przygotować, zwłaszcza wcześnie wyruszyć na trasę i tak trochę przedgonić tą spiekotę. W tym celu już w sobotę dnia 3.8.2013 dojeżdżamy do kampingu w Raczkowej Dolinie, gdzie planujemy spędzić noc. Zamiast spokojnego kampingu, wjeżdżamy prosto w imprezę - Route 66 tj. zlotu słowackich motocyklistów. Setki motocykli i ich miłośników rozsadziło się na placu. Wnet wiedziałem, że spokojna noc poleciała przed nami w kopczyki. Ciekawość nasza była jednak większa i z Tomturem bez problemów przenikamy do tej mieszanki ludzi i motocykli. Na szczęście nie trzeba było pochwalić się własnym cackiem. I było na co patrzeć.
[attachment=55383]
Maskujemy się zakupem napoju turystycznego i ukradkiem, między poszczególnymi kawałkami muzyki country, zerkamy do wylotu doliny, gdzie w zachodzącym słońcu w pełnej paradzie pokazuje się nam jutrzejsza grań.
[attachment=55382]
Och! Będzie ciężko. Najpierw na pierwszy zaprzęg 800 m podejścia i potem górska huśtawka dalszych 400 m. Wcześnie wstajemy i dlatego też z kurami się kładziemy do spania. Ja na ławie, Tomtur w samochodzie. Motocykliści mnie mile zaskoczyli. Umią się bawić z kulturą i wiedzą, kiedy skończyć. To chyba dlatego, że to już poważni ludzie a nie banda rozwrzaskanych hultajów. Rano nie mamy problemów ze wstawaniem. O 5:30 zostawimy autko ze zbędnymi menelami w kampingu. Wylot Doliny Raczkowej na nas już czeka.
[attachment=55384]
Znowu dajemy się unieść temu wezwaniu. Według drogowskazu mamy 30 minut na lekkie rozchodzenie mięśni i nastawienie serca i płuc do stanu największej gotowości. Po wyznaczonym czasie, na drodze ktoś postawił nam sćianę lasu. Możemy iść w lewo do Jamnickiej albo w prawo do Raczkowej. My głupole wybraliśmy trzeci wariant ? wydrapać się na tę ścianę płaczu przed nami.
[attachment=55385]
Wysokość zdobywa się szybko. Szlak prowadzi zakosami w przerzedzonym lesie, co daje dla płuc trochę luzu. Rano mieliśmy obawy, że w takim terenie nasza sapiąca dwójka będzie coś w rodzaju budzika dla misia. Jednak nic błędnego. Było gorzej. Nasze nogi rozchylały obok chodnika rosnącą trawę. A w trawie czyhał na nas gorszy zwierz. Miliony owadów. Misie rzadko atakują turystów. Owady zawsze. Na szczęście nie były to te z gatunku krwiożerczego, ale tylko gatunku dokuczliwego. Pot się z nas lał ciurkiem i zapach naszych spoconych ciał był dla nich jak perfum Chanel 5. Po 1,5 godzinie drałowania pod górkę powoli poznajemy, że nabraliśmy porządnie na wysokości. Ścieżka zaczyna się wypłaszczać i las zamienia się w kosówkę. Co za tym idzie? No, nareszcie otwierają się nam widoki na kopczyki, lekki wiaterek daje trochę ochłody i jako dobry przyjaciel przepędza tą niepożądaną chmarę.
[attachment=55386] - Baraniec, Smrek i wszystkim chyba znane Płaczliwy i Ostry R.
[attachment=55387] - początek Raczkowej Doliny z Niżnymi Tatrami w tle
To niesympatyczne drałowanie do góry mamy za sobą. Teraz nas czeka następna próba - górska huśtawka z podchodzeniem. Mniej znane kopczyki dają się poznać - Niżna Magura, Ostredok, Wyżna Magura, w końcu Jakubina i Jarząbczy.
[attachment=55388] - tutaj widzimy tylko pierwsze trzy
Czym więcej odwiedzamy następny kopczyk, tym więcej nam się odkrywają pełniejsze widokina Zachodnie. Na Niżnej Magurze zarządzamy dłuższy postój. Nawet pierwszy raz nam się pokazuje Jakubina.
[attachment=55389]
Rzecz jasna, piękne widoki są zwłaszcza na prawo i lewo. Z jednej strony pasmo Barańca a z drugiej pasmo Bystrej. Dla polskiego turysty, który sporo drepcze z drugiej strony głównego grzbietu to coś innego.
[attachment=55390] - rozwidlenie Raczkowej Doliny na Gaborową Dolinę i znane kopczyki Jakubina, Starorobociański i Bystra
Trzeba się trochę natrudzić, żeby było poznać postęp do przodu. Dla górskiego smakosza idealny szlak i warunki. Tutaj człowiek się nie nudzi. Do góry, w dół, na prawo lub na lewo i co chwila inne widoki. Człowiek sobie może z tego rozglądania łeb ukręcić. Powoli jednak wzrok stabilizuje się na jednym. Na naszym dzisiejszym celu w postaci kopczyska o nazwie Jakubina.
[attachment=55391] - Wołowiec, Łopata, Jarząbczy i Jakubina, w tyle Babia
I tak sobie powolutku i polekutku dochodzimy do naszej znajomej. Trwało nam to 4,5 godziny. Na mapie to tak nie wygląda, ale faktycznie trzeba się trochę pomęczyć. Jakubina nie daje z tej strony nic za darmo. W tym dniu była jednak w dobrym nastroju. Pozwoliła nam pokochać się swoimi widokami. Całe Zachodnie jak na dłoni a z Wysokich i Niżnych też sporo tego do widzenia. Po regenarcji sił i pokochaniu się widokami, zaczynamy rozmyślać o wariancie powrotnej drogi. Najpierw na Jarząbczy i z niego wprost w dół do Jamnickiej albo przez Kończystą do raczkowej. Kiedy widziałem to spadochronowe zejście do Jamnickiej, pomyślałem o swoich kolanach i dlatego ten wariant był odrzucony. Pozostał nam wariant odwiedzić Kończystego i zejść do Raczkowej.
[attachment=55392] - Kończysty z Jakubiny z widoczną zejściową ścieżką, w tle się uśmiechają Bobrowiec i Kominiarski
Z Jakubiny na Jarząbczy to bułka z masłem. Nasuwa się tutaj pytanie ile turystów podczas przechodzenia główną granią odskakuje w bok i odwiedzena Jakubinę.
[attachment=55393]
Kiedy zbaczamy w kierunku Kończystego, cieszę się, że wybraliśmy ten wariant. Jest dla nóg miłosierny. Od Kończystej Jakubina wygląda najpiękniej i jakoś tak potężniej. Szkoda tylko, że Tomtur nie podał zdjęcia z Barańca. Można by było porównywać grzbiet z drugiej strony.
[attachment=55394]
Jest 11:30 i dopiero teraz na szlaku pojawia się więcej turystów. Najwięcej ich nadchodzi od Trzydniowiańskiego. Dla mnie to jest zaskoczenie. Liczyłem na masówkę, ale tutaj tylko sporadyczne grupki. Żeby w takim upale nikomu się nie chciało na grań Zachodnich i wszyscy siedzieli w zacienionych dolinach? No, mnie to nie przeszkadzało. I tak zaraz za Kończystym szlak prowadzi nas do doliny a większość drałuje na Starorobociański. Nie zazdroszczę. Ja już dzisiaj mam dosyć pokonywania grawitacji górskiej. Mieliśmy też jeden problem. Tomtur był na suchu, ja miałem jeszcze 0,5 l wody. Dobrze się na wycieczkę przygotowałem. Zabrałem 3,5 l, ale i tak mało. Człowiek w takich warunkach to by musiał za sobą ciągnąć cystrernę. Na szczęście kopczyki były i w tym dla nas łaskawe. Na zboczu pod Raczkowym Siodłem natknęliśmy się na źródło. Zasługiwało na dodatek "życiodajne". Lodowa woda syczała na naszych głowach i wszystkie nasze zbiorniki znowu były napełnione. Od teraz nie musieliśmy oszczędzać i mogliśmy się oddawać wodnej libacji.
[attachment=55395]
Górska woda nam oddała jeszcze jedną przysługę. W potoku pod Raczkowymi Jeziorami wymoczyliśmy nogi. Na wymoczenie resztki ciała nie mieliśmy. I tak wystarczyło. Lodowata woda nam dosłownie wyrywała palce z nóg.
[attachment=55396]
Po takim rytuale wiedzieliśmy, że teraz już dotrzemy do celu. Ja się po tej kuracji czułem jak osiemnastolatek. Po zejsćiu z progu pod jeziorami, przy zejściu Raczkowej i Gaborowej Doliny pokazała się nam Koliba pod Klinom.
[attachment=55397]
Byłem na nią ciekawy, ponieważ Doctore o niej coś wspominał w sprawie ewentualnego noclegu. No, co się moich spostrzeżeń odnośnie tego objektu dotyczy, to są one jednoznaczne. Warunki do noclegu są mniej jak skromne. Możliwość spania jest na jednej palandzie, która ma nad sobą celtę ze względu na to, że dach jest dziurawy jak durszlok. Założyć ognisko w środku da się tylko raz. Wtedy spłonie i cała chałupa.
[attachment=55398][attachment=55399]
Hotel pod Choczem ma lepsze zaplecze. Jednak muszę przyznać, że czas od czasu ktoś w kolibie urządza sobie romantyczną noc pod gwiazdami. Są tam jednoznaczne ślady. Później, jak już powracaliśmy do domu, to powiedziałem Tomturowi, że to była do kitu wycieczka, ponieważ nie było po drodze żadnego schroniska. On się oburzył na mnie, że przecież było. Koliba pod Klinom. To, że ostatni baca z owcami odszedł przeszło 40 lat temu, to już nie jego sprawa. Od koliby czeka nas górska klasyka. Drałowanie niekończącą się doliną. Chwilę nam się jeszcze pokazuje dominanta doliny - Starorobociański
[attachment=55400]
i dajemy nura w las. Trochę cieniu nam nie zaszkodzi. Już teraz wiem, że wieczorem moja g..a będzie miała zdrowy górski kolor. Na schodzenie tego typu dolinami jest tylko jedna rada - włączenie Mieciurowego autopilota. To nam umożliwia najpierw połączyć się z Jamnicką i na koniec być wyplunięty po 9 godzinach i 25 km u wylotu Raczkowej.
P.S. Wspaniała górska impreza. Głównie można polecić, i nie tylko odnogę Jakubiny, tym nieszczęśnikom, co lubią dać sobie w kość podczas chodzenia po kopczykach, znudziły im się widoki Zachodnich od polskiej strony i wyszukują samotności. Raz słyszałem, że Jakubina miała się raczej nazywać Gękubina - od zdania: "Niech ją gęś kopnie" (przesadzam).
Jakubina (2193,7 m) - najwyższy szczyt odnogi w Tatrach Zachodnich, który wychodzi na południe z Jarząbczego Wierchu. Odziela dwie doliny od siebie - Jamnicką i Raczkową.
Do odwiedzenia tej górki musimy należycie się przygotować, zwłaszcza wcześnie wyruszyć na trasę i tak trochę przedgonić tą spiekotę. W tym celu już w sobotę dnia 3.8.2013 dojeżdżamy do kampingu w Raczkowej Dolinie, gdzie planujemy spędzić noc. Zamiast spokojnego kampingu, wjeżdżamy prosto w imprezę - Route 66 tj. zlotu słowackich motocyklistów. Setki motocykli i ich miłośników rozsadziło się na placu. Wnet wiedziałem, że spokojna noc poleciała przed nami w kopczyki. Ciekawość nasza była jednak większa i z Tomturem bez problemów przenikamy do tej mieszanki ludzi i motocykli. Na szczęście nie trzeba było pochwalić się własnym cackiem. I było na co patrzeć.
[attachment=55383]
Maskujemy się zakupem napoju turystycznego i ukradkiem, między poszczególnymi kawałkami muzyki country, zerkamy do wylotu doliny, gdzie w zachodzącym słońcu w pełnej paradzie pokazuje się nam jutrzejsza grań.
[attachment=55382]
Och! Będzie ciężko. Najpierw na pierwszy zaprzęg 800 m podejścia i potem górska huśtawka dalszych 400 m. Wcześnie wstajemy i dlatego też z kurami się kładziemy do spania. Ja na ławie, Tomtur w samochodzie. Motocykliści mnie mile zaskoczyli. Umią się bawić z kulturą i wiedzą, kiedy skończyć. To chyba dlatego, że to już poważni ludzie a nie banda rozwrzaskanych hultajów. Rano nie mamy problemów ze wstawaniem. O 5:30 zostawimy autko ze zbędnymi menelami w kampingu. Wylot Doliny Raczkowej na nas już czeka.
[attachment=55384]
Znowu dajemy się unieść temu wezwaniu. Według drogowskazu mamy 30 minut na lekkie rozchodzenie mięśni i nastawienie serca i płuc do stanu największej gotowości. Po wyznaczonym czasie, na drodze ktoś postawił nam sćianę lasu. Możemy iść w lewo do Jamnickiej albo w prawo do Raczkowej. My głupole wybraliśmy trzeci wariant ? wydrapać się na tę ścianę płaczu przed nami.
[attachment=55385]
Wysokość zdobywa się szybko. Szlak prowadzi zakosami w przerzedzonym lesie, co daje dla płuc trochę luzu. Rano mieliśmy obawy, że w takim terenie nasza sapiąca dwójka będzie coś w rodzaju budzika dla misia. Jednak nic błędnego. Było gorzej. Nasze nogi rozchylały obok chodnika rosnącą trawę. A w trawie czyhał na nas gorszy zwierz. Miliony owadów. Misie rzadko atakują turystów. Owady zawsze. Na szczęście nie były to te z gatunku krwiożerczego, ale tylko gatunku dokuczliwego. Pot się z nas lał ciurkiem i zapach naszych spoconych ciał był dla nich jak perfum Chanel 5. Po 1,5 godzinie drałowania pod górkę powoli poznajemy, że nabraliśmy porządnie na wysokości. Ścieżka zaczyna się wypłaszczać i las zamienia się w kosówkę. Co za tym idzie? No, nareszcie otwierają się nam widoki na kopczyki, lekki wiaterek daje trochę ochłody i jako dobry przyjaciel przepędza tą niepożądaną chmarę.
[attachment=55386] - Baraniec, Smrek i wszystkim chyba znane Płaczliwy i Ostry R.
[attachment=55387] - początek Raczkowej Doliny z Niżnymi Tatrami w tle
To niesympatyczne drałowanie do góry mamy za sobą. Teraz nas czeka następna próba - górska huśtawka z podchodzeniem. Mniej znane kopczyki dają się poznać - Niżna Magura, Ostredok, Wyżna Magura, w końcu Jakubina i Jarząbczy.
[attachment=55388] - tutaj widzimy tylko pierwsze trzy
Czym więcej odwiedzamy następny kopczyk, tym więcej nam się odkrywają pełniejsze widokina Zachodnie. Na Niżnej Magurze zarządzamy dłuższy postój. Nawet pierwszy raz nam się pokazuje Jakubina.
[attachment=55389]
Rzecz jasna, piękne widoki są zwłaszcza na prawo i lewo. Z jednej strony pasmo Barańca a z drugiej pasmo Bystrej. Dla polskiego turysty, który sporo drepcze z drugiej strony głównego grzbietu to coś innego.
[attachment=55390] - rozwidlenie Raczkowej Doliny na Gaborową Dolinę i znane kopczyki Jakubina, Starorobociański i Bystra
Trzeba się trochę natrudzić, żeby było poznać postęp do przodu. Dla górskiego smakosza idealny szlak i warunki. Tutaj człowiek się nie nudzi. Do góry, w dół, na prawo lub na lewo i co chwila inne widoki. Człowiek sobie może z tego rozglądania łeb ukręcić. Powoli jednak wzrok stabilizuje się na jednym. Na naszym dzisiejszym celu w postaci kopczyska o nazwie Jakubina.
[attachment=55391] - Wołowiec, Łopata, Jarząbczy i Jakubina, w tyle Babia
I tak sobie powolutku i polekutku dochodzimy do naszej znajomej. Trwało nam to 4,5 godziny. Na mapie to tak nie wygląda, ale faktycznie trzeba się trochę pomęczyć. Jakubina nie daje z tej strony nic za darmo. W tym dniu była jednak w dobrym nastroju. Pozwoliła nam pokochać się swoimi widokami. Całe Zachodnie jak na dłoni a z Wysokich i Niżnych też sporo tego do widzenia. Po regenarcji sił i pokochaniu się widokami, zaczynamy rozmyślać o wariancie powrotnej drogi. Najpierw na Jarząbczy i z niego wprost w dół do Jamnickiej albo przez Kończystą do raczkowej. Kiedy widziałem to spadochronowe zejście do Jamnickiej, pomyślałem o swoich kolanach i dlatego ten wariant był odrzucony. Pozostał nam wariant odwiedzić Kończystego i zejść do Raczkowej.
[attachment=55392] - Kończysty z Jakubiny z widoczną zejściową ścieżką, w tle się uśmiechają Bobrowiec i Kominiarski
Z Jakubiny na Jarząbczy to bułka z masłem. Nasuwa się tutaj pytanie ile turystów podczas przechodzenia główną granią odskakuje w bok i odwiedzena Jakubinę.
[attachment=55393]
Kiedy zbaczamy w kierunku Kończystego, cieszę się, że wybraliśmy ten wariant. Jest dla nóg miłosierny. Od Kończystej Jakubina wygląda najpiękniej i jakoś tak potężniej. Szkoda tylko, że Tomtur nie podał zdjęcia z Barańca. Można by było porównywać grzbiet z drugiej strony.
[attachment=55394]
Jest 11:30 i dopiero teraz na szlaku pojawia się więcej turystów. Najwięcej ich nadchodzi od Trzydniowiańskiego. Dla mnie to jest zaskoczenie. Liczyłem na masówkę, ale tutaj tylko sporadyczne grupki. Żeby w takim upale nikomu się nie chciało na grań Zachodnich i wszyscy siedzieli w zacienionych dolinach? No, mnie to nie przeszkadzało. I tak zaraz za Kończystym szlak prowadzi nas do doliny a większość drałuje na Starorobociański. Nie zazdroszczę. Ja już dzisiaj mam dosyć pokonywania grawitacji górskiej. Mieliśmy też jeden problem. Tomtur był na suchu, ja miałem jeszcze 0,5 l wody. Dobrze się na wycieczkę przygotowałem. Zabrałem 3,5 l, ale i tak mało. Człowiek w takich warunkach to by musiał za sobą ciągnąć cystrernę. Na szczęście kopczyki były i w tym dla nas łaskawe. Na zboczu pod Raczkowym Siodłem natknęliśmy się na źródło. Zasługiwało na dodatek "życiodajne". Lodowa woda syczała na naszych głowach i wszystkie nasze zbiorniki znowu były napełnione. Od teraz nie musieliśmy oszczędzać i mogliśmy się oddawać wodnej libacji.
[attachment=55395]
Górska woda nam oddała jeszcze jedną przysługę. W potoku pod Raczkowymi Jeziorami wymoczyliśmy nogi. Na wymoczenie resztki ciała nie mieliśmy. I tak wystarczyło. Lodowata woda nam dosłownie wyrywała palce z nóg.
[attachment=55396]
Po takim rytuale wiedzieliśmy, że teraz już dotrzemy do celu. Ja się po tej kuracji czułem jak osiemnastolatek. Po zejsćiu z progu pod jeziorami, przy zejściu Raczkowej i Gaborowej Doliny pokazała się nam Koliba pod Klinom.
[attachment=55397]
Byłem na nią ciekawy, ponieważ Doctore o niej coś wspominał w sprawie ewentualnego noclegu. No, co się moich spostrzeżeń odnośnie tego objektu dotyczy, to są one jednoznaczne. Warunki do noclegu są mniej jak skromne. Możliwość spania jest na jednej palandzie, która ma nad sobą celtę ze względu na to, że dach jest dziurawy jak durszlok. Założyć ognisko w środku da się tylko raz. Wtedy spłonie i cała chałupa.
[attachment=55398][attachment=55399]
Hotel pod Choczem ma lepsze zaplecze. Jednak muszę przyznać, że czas od czasu ktoś w kolibie urządza sobie romantyczną noc pod gwiazdami. Są tam jednoznaczne ślady. Później, jak już powracaliśmy do domu, to powiedziałem Tomturowi, że to była do kitu wycieczka, ponieważ nie było po drodze żadnego schroniska. On się oburzył na mnie, że przecież było. Koliba pod Klinom. To, że ostatni baca z owcami odszedł przeszło 40 lat temu, to już nie jego sprawa. Od koliby czeka nas górska klasyka. Drałowanie niekończącą się doliną. Chwilę nam się jeszcze pokazuje dominanta doliny - Starorobociański
[attachment=55400]
i dajemy nura w las. Trochę cieniu nam nie zaszkodzi. Już teraz wiem, że wieczorem moja g..a będzie miała zdrowy górski kolor. Na schodzenie tego typu dolinami jest tylko jedna rada - włączenie Mieciurowego autopilota. To nam umożliwia najpierw połączyć się z Jamnicką i na koniec być wyplunięty po 9 godzinach i 25 km u wylotu Raczkowej.
P.S. Wspaniała górska impreza. Głównie można polecić, i nie tylko odnogę Jakubiny, tym nieszczęśnikom, co lubią dać sobie w kość podczas chodzenia po kopczykach, znudziły im się widoki Zachodnich od polskiej strony i wyszukują samotności. Raz słyszałem, że Jakubina miała się raczej nazywać Gękubina - od zdania: "Niech ją gęś kopnie" (przesadzam).



. Jak tam idę to mam zawsze z 5l ze sobą.