21-06-2013, 08:43 PM
Długo rozmyślałem o napisaniu tej relacji. 16.6.2013 przyszło nam odwiedzić kawałek z Beskidu Małego (Mały). Zmusiło nas do tego zyskanie naklejki do naszego Bekidzkiego turysty II. Ciężko się jednak pisze relację, kiedy w destynacji się jest pierwszy raz i na dodatek wokół jest pełno forumowiczów, którzy te tereny mają za domowskie miejsce. Jednak postaram się przez to wszystko wytworzyć jakieś wypociny, które odzwierciedlą moje przeżycia w tym regionie.
Jak już pisałem, naszym celem było zdobycie naklejki, która nas czekała w schronisku Leskowiec w Małym. Przyznam się, że dla mnie to jest destynacja, którą odwiedziłbym tylko, że jestem do tego zmuszony albo jestem tam zaproszony. Wyszło to pierwsze. Jednak odwiedziny tylko schroniska było za mało i dla takich szwędałów jak my, dlatego postanowiliśmy zrobić sobie mniejszy okrężek. Lądujemy w miejscu zwanym Targoszów. Stąd można wprost do schroniska, jednak ja z Tomturem wyruszam w drugą stronę - w kierunku na Czarną Górę. Tylko gdzieś hen tam dalej widać główny grzbiet, po którym będziemy później dreptać.
[attachment=52747]
Podejście na to kretowisko (808 m), w przewyższeniu chyba gdzieś 400 m, to i dla nas bułka z masłem. Trzeba się w kopcach trochę przegimnastykować. Na mapie były zaznaczone skały i dlatego, po tym drałowaniu, szukaliśmy coś skałopodobnego. Nawet zboczyliśmy ze szlaku, doszliśmy do najwyższego punktu i nic. Tylko parę zarośniętych kup kamieni.
[attachment=52748]
Nawet widoków nie było. Na to jesteśmy przygotowani, w Beskidach sporo się człowiek nadrepcze i widzi tak akurat las od wewnątrz. Po osiągnięciu Czarnego "Kopca" na dalszym planie było dojście do Smrekowicy, gdzie mieliśmy się już natknąć na główny grzbiet Małego. Jednak Tomtur miał jeden plan. Kiedy Tomtur planuje, to ja się mam na baczności. Ponieważ, jak Tomtur coś wymyśli, to człowiek ma potem pamiątkę na całe życie. Postanowił mi pokazać Grotę Komanieckiego. Co by nie zrobił dla Stasia, kiedy ten nieborak powtórnie zawita na zbocza Małego? Na razie drepczemy ?tomturowym? zielonym szlakiem w stronę Smrekowicy. Gdzieś tam ma być znakowane odbicie w stronę groty. Czas od czasu się nam między drzewami pokazują w dali kopczyki.
[attachment=52749] - tutaj Babia i Pilsko
Zbaczamy ze zielonego w lewo . Ku mojemu niezadowoleniu nabyta wysokość jest beznadziejnie tracona na rzecz odwiedzin groty. Gdzieś w tym lesie jest cudo natury, o którym wszyscy tubylcy opisują. Po czasie i nam jest zezwolone odwiedzić to miejsce - Grota Komanieckiego.
[attachment=52750]
Nie mogłem się ubronić uwiecznić się na tle tej piękności. Tomtur poszedł jeszcze dalej. Żeby ocenić jego wkład do wszystkich tych starań, postanowił wzbogacić kulturowo i historycznie te nasze górskie wycieczki. Z tego powodu musimy się cofnąć o parę tysięcy lat wstecz. Na niżej wyświetlonym filmiku Tomtur chciał pozazać, jak wyglądała poranna toaleta człowieka jaskiniowego:
http://www.youtube.com/watch?v=DM_q_aHOwhQ
Rzecz jasna, że to nie jest pokaz idealny, ponieważ w epoce człowieka jaskiniowego osobnik rodu męskiego był sporo owłosiony i dzisiejszym męczyznom brakuje tych typicznych sekundarnych znaków płciowych. Jako jedyny osobnik sztabu filmowego musiałem improwizować w myśl powiedzenia: "Na bezrybiu i rak ryba". Ciekaw jestem, jak by teraz, na tle Tomturowego wystąpienia, Paulina wyrównała ze swoim orzeczeniem z postu 34 w relacji:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthre...196&page=3
Przyznam, że lepiej by wyglądała poranna toaleta człowieczki jaskiniowej. No, nie wiem Paulina, jak się z tego wykupisz. Kąpiel albo podatek. Z nami masz przerąbane, sama zastawiłaś na siebie sidła. Czas podążać dalej. Najpierw powrót na szlak. Chodnik jest dobrze wyzanczony. Czerwone kwadraty na drzewach są akuratnie malowane i kończą się na zielonym szlaku tak około 500 m od połączenia z czerwonym na Smrekowicy (901 m)
[attachment=52751][attachment=52752]
Tutaj zaczyna być już więcej tłoczno. Szlak jest wciąż tomturowo nastawiony. Oprócz licznej rodziny osobników nam podobnych, zaczynają nas zajadle atakować osobniki z gromady owadów. Na szczęście polubiły wykąpanego Tomtura, który bez koszulki i oganianiem się kijkami starał się bezskutecznie oswobodzić od tych piękności. Muszę trochę zweryfikaować swoją wiedzę. Zawsze myślałem, że muchy zlatują się na coś bardziej śmierdzącego, w tym przypadku by to było na mnie, ale było całkiem ewidentne, że polubiły świeżo wymytego Tomtura. Na szczęście były to tylko nieszkodliwe owady gatunku Musca domestica a nie krwiożercze Tabanus bovinus. Przy takim nasileniu to byśmy chyba padli jeszcze przed schroniskiem z braku krwi.
[attachment=52753](foto 398)
Na grani odsłaniają się nam trochę widoki. To samo jest, kiedy przechodzimy dalsze kopczyki jak Beskid i Potrójna. Nic się zasadniczego nie dzieje. Dopiero ten najwyższy w okolicy - Leskowiec (992 m) daje nam trochę popatrzyć na wszystkie strony.
[attachment=52754]
Sporo też tu ludzików, którzy sobie na wierzchołku urządzają niedzeilny piknik. Powodem jest chyba opodal kopczyk Gróń JPII, gdzie odbywają się niedzielne nabożeństwa. Ludzi tutaj sporo. Jedni odpoczywają na Leskowcu, drudzy przy schronisku a trzecia grupa słucha słowa na posilenie duszy. My robimy to samo, tylko w odwrotnym kierunku. Z Leskowca do schroniska.
[attachment=52755]
Przy schronisku, rzecz jasna, posilenie ciała i na ostatek zostawiamy posilenie ducha.
[attachment=52756]
Zdjęcie jest zarówno zagadką dla spostrzegawczych. Kto z forumowiczów jest kierowcą? Dobrze nam wtedy było. Jednak trzeba jeszcze pokrzepić grzeszną duszę i dlatego udajemy się trochę dalej. Tutaj panuje inna atmosfera. Świeckie sprawy zostały przy schronisku. Luda tutaj sporo. Nawet się dziwiłem, że było aż tyle chętnych wygramolić się na mszę tak daleko.
[attachment=52757]
Po napełnieniu obu studnic, możemy z czystym sumieniem powrócić do miejsca startu. Wybieramy nalepszy wariant. Żółtym szlakiem prosto do Targoszowa.
[attachment=52758]
Po 5 godzinach spacerku, odpoczynku i napełnieniu jesteśmy u celu. Po drodze do domu mieliśmy jeszcze jeden przystanek. Trzeba nam było odwiedzić Stary Zamek w Żywcu. Tam jednak pogoda już nie wytrzymała i z nieba wylewali kubły wody. Wyjście z autka groziło totalnym zalaniem. Ja jednak w pewnym momencie nie wytrzymałem i z myślą, że nam zamkną kasę, wyleciałem między te porwozy deszczu. Tomtur miał, jak zawsze, więcej szczęścia. Deszcz, jak rychło się pojawił, tak szybko zniknął. On już na suchutko mógł sobie odebrać naklejkę.
[attachment=52759]
I tak zakończyły się nasze odwiedziny w Małym.
Jak już pisałem, naszym celem było zdobycie naklejki, która nas czekała w schronisku Leskowiec w Małym. Przyznam się, że dla mnie to jest destynacja, którą odwiedziłbym tylko, że jestem do tego zmuszony albo jestem tam zaproszony. Wyszło to pierwsze. Jednak odwiedziny tylko schroniska było za mało i dla takich szwędałów jak my, dlatego postanowiliśmy zrobić sobie mniejszy okrężek. Lądujemy w miejscu zwanym Targoszów. Stąd można wprost do schroniska, jednak ja z Tomturem wyruszam w drugą stronę - w kierunku na Czarną Górę. Tylko gdzieś hen tam dalej widać główny grzbiet, po którym będziemy później dreptać.
[attachment=52747]
Podejście na to kretowisko (808 m), w przewyższeniu chyba gdzieś 400 m, to i dla nas bułka z masłem. Trzeba się w kopcach trochę przegimnastykować. Na mapie były zaznaczone skały i dlatego, po tym drałowaniu, szukaliśmy coś skałopodobnego. Nawet zboczyliśmy ze szlaku, doszliśmy do najwyższego punktu i nic. Tylko parę zarośniętych kup kamieni.
[attachment=52748]
Nawet widoków nie było. Na to jesteśmy przygotowani, w Beskidach sporo się człowiek nadrepcze i widzi tak akurat las od wewnątrz. Po osiągnięciu Czarnego "Kopca" na dalszym planie było dojście do Smrekowicy, gdzie mieliśmy się już natknąć na główny grzbiet Małego. Jednak Tomtur miał jeden plan. Kiedy Tomtur planuje, to ja się mam na baczności. Ponieważ, jak Tomtur coś wymyśli, to człowiek ma potem pamiątkę na całe życie. Postanowił mi pokazać Grotę Komanieckiego. Co by nie zrobił dla Stasia, kiedy ten nieborak powtórnie zawita na zbocza Małego? Na razie drepczemy ?tomturowym? zielonym szlakiem w stronę Smrekowicy. Gdzieś tam ma być znakowane odbicie w stronę groty. Czas od czasu się nam między drzewami pokazują w dali kopczyki.
[attachment=52749] - tutaj Babia i Pilsko
Zbaczamy ze zielonego w lewo . Ku mojemu niezadowoleniu nabyta wysokość jest beznadziejnie tracona na rzecz odwiedzin groty. Gdzieś w tym lesie jest cudo natury, o którym wszyscy tubylcy opisują. Po czasie i nam jest zezwolone odwiedzić to miejsce - Grota Komanieckiego.
[attachment=52750]
Nie mogłem się ubronić uwiecznić się na tle tej piękności. Tomtur poszedł jeszcze dalej. Żeby ocenić jego wkład do wszystkich tych starań, postanowił wzbogacić kulturowo i historycznie te nasze górskie wycieczki. Z tego powodu musimy się cofnąć o parę tysięcy lat wstecz. Na niżej wyświetlonym filmiku Tomtur chciał pozazać, jak wyglądała poranna toaleta człowieka jaskiniowego:
http://www.youtube.com/watch?v=DM_q_aHOwhQ
Rzecz jasna, że to nie jest pokaz idealny, ponieważ w epoce człowieka jaskiniowego osobnik rodu męskiego był sporo owłosiony i dzisiejszym męczyznom brakuje tych typicznych sekundarnych znaków płciowych. Jako jedyny osobnik sztabu filmowego musiałem improwizować w myśl powiedzenia: "Na bezrybiu i rak ryba". Ciekaw jestem, jak by teraz, na tle Tomturowego wystąpienia, Paulina wyrównała ze swoim orzeczeniem z postu 34 w relacji:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthre...196&page=3
Przyznam, że lepiej by wyglądała poranna toaleta człowieczki jaskiniowej. No, nie wiem Paulina, jak się z tego wykupisz. Kąpiel albo podatek. Z nami masz przerąbane, sama zastawiłaś na siebie sidła. Czas podążać dalej. Najpierw powrót na szlak. Chodnik jest dobrze wyzanczony. Czerwone kwadraty na drzewach są akuratnie malowane i kończą się na zielonym szlaku tak około 500 m od połączenia z czerwonym na Smrekowicy (901 m)
[attachment=52751][attachment=52752]
Tutaj zaczyna być już więcej tłoczno. Szlak jest wciąż tomturowo nastawiony. Oprócz licznej rodziny osobników nam podobnych, zaczynają nas zajadle atakować osobniki z gromady owadów. Na szczęście polubiły wykąpanego Tomtura, który bez koszulki i oganianiem się kijkami starał się bezskutecznie oswobodzić od tych piękności. Muszę trochę zweryfikaować swoją wiedzę. Zawsze myślałem, że muchy zlatują się na coś bardziej śmierdzącego, w tym przypadku by to było na mnie, ale było całkiem ewidentne, że polubiły świeżo wymytego Tomtura. Na szczęście były to tylko nieszkodliwe owady gatunku Musca domestica a nie krwiożercze Tabanus bovinus. Przy takim nasileniu to byśmy chyba padli jeszcze przed schroniskiem z braku krwi.
[attachment=52753](foto 398)
Na grani odsłaniają się nam trochę widoki. To samo jest, kiedy przechodzimy dalsze kopczyki jak Beskid i Potrójna. Nic się zasadniczego nie dzieje. Dopiero ten najwyższy w okolicy - Leskowiec (992 m) daje nam trochę popatrzyć na wszystkie strony.
[attachment=52754]
Sporo też tu ludzików, którzy sobie na wierzchołku urządzają niedzeilny piknik. Powodem jest chyba opodal kopczyk Gróń JPII, gdzie odbywają się niedzielne nabożeństwa. Ludzi tutaj sporo. Jedni odpoczywają na Leskowcu, drudzy przy schronisku a trzecia grupa słucha słowa na posilenie duszy. My robimy to samo, tylko w odwrotnym kierunku. Z Leskowca do schroniska.
[attachment=52755]
Przy schronisku, rzecz jasna, posilenie ciała i na ostatek zostawiamy posilenie ducha.
[attachment=52756]
Zdjęcie jest zarówno zagadką dla spostrzegawczych. Kto z forumowiczów jest kierowcą? Dobrze nam wtedy było. Jednak trzeba jeszcze pokrzepić grzeszną duszę i dlatego udajemy się trochę dalej. Tutaj panuje inna atmosfera. Świeckie sprawy zostały przy schronisku. Luda tutaj sporo. Nawet się dziwiłem, że było aż tyle chętnych wygramolić się na mszę tak daleko.
[attachment=52757]
Po napełnieniu obu studnic, możemy z czystym sumieniem powrócić do miejsca startu. Wybieramy nalepszy wariant. Żółtym szlakiem prosto do Targoszowa.
[attachment=52758]
Po 5 godzinach spacerku, odpoczynku i napełnieniu jesteśmy u celu. Po drodze do domu mieliśmy jeszcze jeden przystanek. Trzeba nam było odwiedzić Stary Zamek w Żywcu. Tam jednak pogoda już nie wytrzymała i z nieba wylewali kubły wody. Wyjście z autka groziło totalnym zalaniem. Ja jednak w pewnym momencie nie wytrzymałem i z myślą, że nam zamkną kasę, wyleciałem między te porwozy deszczu. Tomtur miał, jak zawsze, więcej szczęścia. Deszcz, jak rychło się pojawił, tak szybko zniknął. On już na suchutko mógł sobie odebrać naklejkę.
[attachment=52759]
I tak zakończyły się nasze odwiedziny w Małym.

. No może prawie do końca 
. Pierwsza klasa.
Jak jet Msza nas GR JPII to zawsze jest sporo luda, ale czasem jak idę na Leskowiec to nie spotykam żadnego człeka.
Nigdy nie wpadło mi do głowy zrobić kąpieli pod wodospadem tak jak jaskiniowiec Tomasz.
Przypomniałeś mi, że muszę więcej dbać o odczytywanie nazw.
To tak samo, jak z tym Twoim Grojcem.
Ja już nic nie mówię, co by nie pogarszać swojej i tak już nieciekawej sytuacji, choć w zasadzie to chyba i tak już gorzej być nie może
