Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Zimowe Tatry
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Witam.
We wtorek, 12-tego lutego, około 11-tej melduję się w Zakopanem. Bar Semafor, a potem na kwaterę na Ciągłówki. Po rozpakowaniu idę na Nosal.
Środa. Idziemy do schronu na Kondratowej podjąć próbę wejścia na Giewont. W schronie około 10-tej. Chwila na odsapnięcie i w górę. W lesie śniegu po pas, miękki. Co chwila zapadam się. Doszliśmy do końca lasu tylko. Pogoda też nie najlepsza. Decyzja wycof. Przede mną wyszło ze schronu w odstępach półgodzinnych dwoje facetów. Jak później gadaliśmy w schronie, to oni też zrobili wycof. W tym dniu już nikt więcej nie próbował na Giewont. Wracam na kwaterę.
Czwartek. Plan był dotarcia z Kasprowego na Ciemniak. Około 9-tej na Kasprowym, ale jak spojrzałem w kierunku Czerwonych to już wiedziałem. Podszedłem kawałek. Ślad nie założony. Widziałem na przełęczy pod Pośrednim Goryczkowym dwójkę turystów, ale oni stamtąd też zrobili wycof. Wróciłem na Kasprowy i w drugą stronę. Beskid i dalej. Przy zejściu z Beskidu trzeba się trochę skupić. W sumie doszliśmy do Skrajnej Turni. Nie chciało mi schodzić do Przełęczy Świnickiej. Zresztą byłem tak zimą rok temu. Podczas powrotu spotkałem na Beskidzie tą dwójkę turystów co próbowali na Czerwone. Mówili, że nie da się sami zakładali ślad i że trudno. Powrót na kwaterę przez Murowaniec i Upłazem Skupniów.
Piątek. Luzik. Idziemy spowrotem na Kondratową, żeby w sobotę z rana spróbować drugi raz na wejść na Giewont.
Sobota. Godzina siódma wymarsz. Śnieg bardziej przyjazny, widoczność żadna. Tym razem udało się dojść. Stanęliśmy na Giewoncie około 11.30. Godzinkę na szczycie i w dół. Przy zejściu zrobiło się takie mleko, że momentami traciłem orientacje. Na Giewont ktoś założył ślad, ale chyba nie do końca dobrze, bo od razu na Wyżnią Kondracką prowadzi. Kawałek po wyjściu z lasu odbija pionowo w górę i biegnie przez kosówkę. Dalej jeszcze gorzej bo zakosami do przełęczy. Wiedząc o tym, wracając doszedłem do Kondrackiej Przełęczy. Od spotkanego chłopaka dowiedziałem się, że szlak w dół jest parę metrów za szlakowskazem. Trochę bałem tego zejścia, bo trzeba było zejść przez nawis. W schronie jakoś po piątej.
Niedziela. Przejście do Chochołowskiej z zamiarem wejścia w poniedziałek na Wołowca. Wieczorem w schronie.
Poniedziałek. Siódma rano wyjście. Chmury skończyły się przed Grzesiem. U góry lampa. Do góry pięć godzin. W końcu Wołowiec. Piszę w końcu, bo o ile latem byłem trzy razy. To zimą trzy razy próbowałem i nie dało się. Raz to nawet do Grzesia nie doszedłem. Dopiero za czwartym razem udało się. Godzinę na szczycie i w dół. Jest założony ślad przez Wyżnią Chochołowską, ale jak zobaczyłem, że będę miał nad głową masyw Wołowca z tonami śniegu to odpuściłem. I powrót przez Grzesia. Tego dnia sami byliśmy na Wołowcu. Trochę ludzi na Rakoniu. Na Długim Upłazie moje widmo brockenu. W schronie wieczorem.
Wtorek. Zejście z Chochołowskiej i powrót pociągiem do rzeczywiści.
Powiem, że były momenty, że naprawdę się bałem. Lawinowa 3 oraz te ogromne masy śniegu potrafią człowieka zablokować.
Widzę Romanie, że zabrałeś urlop, żeby w Tatrach przcierać zimą szlaki. giggle Jednak chyba jesteś zadowolony, udreptałeś sporo śniegu. Może drugim razem by nie zaszkodziło chociaż rakiety taszczyć. uhm
Życzę powodzenia. ok
Witaj Roman. Z tą Kondratową to się rozminęliśmy bo my w środę wieczór dotarliśmy do schroniska a w piątek rano w dół z niego schodziliśmy. W okolicach schronu działaliśmy w rakietach.

Natomiast co do śladu na Wyżnią Kondracką... no to Ty nim szedłeś a nie ja więc może czegoś nie wiem... Niemniej ja w zimie 100 razy wolałbym iść na Wyżnią od razu niż na Kondracką P. Tam na/z Kondrackiej Przełęczy jest lawiniasto. Myślę, że ktoś wiedział co robi, albo przynajmniej próbował wiedzieć Wink
Cześć Roman. To się rozmijaliśmy w Tatrach o włos.

Pedro napisał(a):
Natomiast co do śladu na Wyżnią Kondracką... no to Ty nim szedłeś a nie ja więc może czegoś nie wiem... Niemniej ja w zimie 100 razy wolałbym iść na Wyżnią od razu niż na Kondracką P. Tam na/z Kondrackiej Przełęczy jest lawiniasto. Myślę, że ktoś wiedział co robi, albo przynajmniej próbował wiedzieć Wink

Ano.
Dodatkowo zdjęcie z czwartku w/w rejonu. [attachment=50756]

Pedro napisał(a):
Natomiast co do śladu na Wyżnią Kondracką... no to Ty nim szedłeś a nie ja więc może czegoś nie wiem... Niemniej ja w zimie 100 razy wolałbym iść na Wyżnią od razu niż na Kondracką P. Tam na/z Kondrackiej Przełęczy jest lawiniasto. Myślę, że ktoś wiedział co robi, albo przynajmniej próbował wiedzieć Wink

Wiesz Pedro trochę racji masz, że lepiej od razu na Wyżnią. Jednak tam wtedy było tak: O ile z początku ślad szedł pionowo chyba grzbietem Świńskiego Żlebu, po kosówce i krzakach wszelkiej maści to i dobrze, bo śnieg "miał się czego trzymać". Jednak dalej na otwartej przestrzeni na tej ogromniej połaci pustego śniegu już szedł zakosami do góry aż pod przełęcz, a mógł dalej iść prosto, czy nawet lekko w lewo. Dlatego poszedłem na Przełęcz Kondracką, bo mimo, że bardziej lawiniasto, to jednak pionowo w dół.Tak myślałem wtedy.
PS. A może ktoś faktycznie wiedział co robi, tylko nie do końca te zakosy przemyślał.
PS'. Musieliśmy się faktycznie minąć, bo ja we środę wracałem z Kondratowej, a piątek tam szedłem ponownie. Doctore też napisał, że się rozmijaliśmy o włos. Póki co nie napisał gdzie dreptał śnieg.

roman.d napisał(a):

Pedro napisał(a):
Natomiast co do śladu na Wyżnią Kondracką... no to Ty nim szedłeś a nie ja więc może czegoś nie wiem... Niemniej ja w zimie 100 razy wolałbym iść na Wyżnią od razu niż na Kondracką P. Tam na/z Kondrackiej Przełęczy jest lawiniasto. Myślę, że ktoś wiedział co robi, albo przynajmniej próbował wiedzieć Wink

Wiesz Pedro trochę racji masz, że lepiej od razu na Wyżnią. Jednak tam wtedy było tak: O ile z początku ślad szedł pionowo chyba grzbietem Świńskiego Żlebu, po kosówce i krzakach wszelkiej maści to i dobrze, bo śnieg "miał się czego trzymać". Jednak dalej na otwartej przestrzeni na tej ogromniej połaci pustego śniegu już szedł zakosami do góry aż pod przełęcz, a mógł dalej iść prosto, czy nawet lekko w lewo. Dlatego poszedłem na Przełęcz Kondracką, bo mimo, że bardziej lawiniasto, to jednak pionowo w dół.Tak myślałem wtedy.
PS. A może ktoś faktycznie wiedział co robi, tylko nie do końca te zakosy przemyślał.
PS'. Musieliśmy się faktycznie minąć, bo ja we środę wracałem z Kondratowej, a piątek tam szedłem ponownie. Doctore też napisał, że się rozmijaliśmy o włos. Póki co nie napisał gdzie dreptał śnieg.

Oj zdecydowanie iść po w miarę płaskim w głąb kotliny ( przy 3 lawinowej jak płasko -może nie wyjedzie po tym co się idzie, a później wbić się w tą grzędę prowadzącą na Wyżnią Kondracką.)
Sam tak miałem w kwietniu zimowym- co prawda rozdarłem spodnie zahaczając rakiem przy wywrotce na kosówkach- ale to były jedyne straty.
Patrz na zdjęcie które wyżej zamieściłem. Wink

Stasiu napisał(a):
Widzę Romanie, że zabrałeś urlop, żeby w Tatrach przcierać zimą szlaki. giggle Jednak chyba jesteś zadowolony, udreptałeś sporo śniegu. Może drugim razem by nie zaszkodziło chociaż rakiety taszczyć. uhm
Życzę powodzenia. ok

O rakietach pomyślę, bo same raki i czekan to niekiedy za mało.Shy A śniegu trochę udreptałem. Smile Ciekawe gdzie Doctore udreptywał śnieg

roman.d napisał(a):

Stasiu napisał(a):
Widzę Romanie, że zabrałeś urlop, żeby w Tatrach przcierać zimą szlaki. giggle Jednak chyba jesteś zadowolony, udreptałeś sporo śniegu. Może drugim razem by nie zaszkodziło chociaż rakiety taszczyć. uhm
Życzę powodzenia. ok

O rakietach pomyślę, bo same raki i czekan to niekiedy za mało.Shy A śniegu trochę udreptałem. Smile Ciekawe gdzie Doctore udreptywał śnieg

Zdjęcie które zamieściłem-zrobione z grzbietu Łopaty. A chodzenie w rakietach w przypadku kopnych śniegów to spore ułatwienie i daje dużo zadowolenia-przynajmniej po lesie.Wink

Przekierowanie