Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Lipowska i Pilsko - dobry start na tegoroczny sezon
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Zaczyna być tradycją chodzenia z Tomturem, że nasze weekendowe wycieczki rozpoczynamy w sobotę popołudniu z celem dotarcia do schroniska i w niedzielę potem główny punkt programu - odwiedziny jakiegoś kopczyka. Tym razem padło na Pilsko. Powodem do jego odwiedzenia było włączenie go do nowego zmagania się w zdobywaniu odznaki Beskidy II. Główny cel był wyznaczony. Trzeba było jeszcze wybrać miejsce do spania. Schronisko na Miziowej odpada. O tej porze są tutaj rzesze zwoleników wykorzystywania przyciągania ziemskiego do szybkiego poruszania się za pomocą desek, które dawniej zwano ski i dzisiaj się temu wyniośle mówi narty. Wiadomo, że jadalnia i ewentualny pokój do spania były by ciasne, zarówno dla mnie, jak i dla wyznawców tego sportu. Schronisko na Lipowskiej było wybrane jako idealny punkt startowy do odwiedzenia Pilska.

Dzień pierwszy, 26.1.2013

Najpierw trzeba dotrzeć do Sopotni Wielkiej, wiochy, która nam na swym terenie pozwoli zaparkować bolid Tomtura. Jest z tąd równie daleko na Miziową i Rysiankę. Po drodze musimy jeszcze odwiedzić Chatę na Szańcach w Koniakowie. Dalsze miejsce naklejkowe do odznaki Beskidy II. Tomtur mi zamawia napój turystyczny w karczmie a ja tym czasem odwiedzam mini muzeum na piętrze. Głównym artykułem wystawnym są znane koronki koniakowskie. Mym oczom nie unika zwłaszcza jeden rodzaj ubioru z koronek a to damskie stringi. Gospodarz chętnie pokazuje mi nawet fotografie modelek z tym artykulikiem na właściwym miejscu. Nie jestem pewny sukcesu, jakim bym osiągnął, gdybym coś takiego kupił żonie i dlatego nie ulegam namowom sprzedawcy. Ponoć są nawet haftowane stringi i dla panów. Tutaj nie muszę się wogóle zastanawiać. Wystarczy kiedy spojrzę w lustro i wiem, że nie mam co w tej dziedzinie eksperymentować. Zostanę raczej przy tradycji. Kupuję naklejki i szybko zmykam z tego lokalu. Dla ochłody daję sobie piwko i zmykamy do naszej Sopotni. Wiocha jest spora, ale miejsc do parkingu po skromniutku. Na szczęście znalazło się (za małą opłatą) przy zajaździe Śnieżka w Sopotni Wielkiej - Kolonia.
[attachment=50564]
Opuszczamy ciepłe wnętrze autka, w zajaździe posilamy się (jedzenie tylko na uprzednie zamówienie) i możemy wyruszyć niebieskim szlakiem na Halę Rysianka. Należycie uzbrojeni w rakiety rozpoczynamy 1,5 dniową wycieczkę.
[attachment=50565]
Od zaraz droga jest dla nas łaskawa. Mamy wypłużone i wcale nie musimy się obawiać jakiegoś brodzenia w głębokim śniegu.
[attachment=50566]
Dochodzimy do miejsca, gdzie droga ostro skręca w prawo i po paru metrach tabliczka przybita na drzewie pokazuje nam zimowy skrót na Halę Rysianka. Jest to normalna prostopadła przecieka aż na polanę. Jakieś przyjazne dusze i tutaj nam porządnie przetarły szlak. Czujemy się jak jakieś panusie, którym pod stopami wymiatają ostatnie źdźbło trawy. Nawet nie zauważamy, że trzeba już pokonywać większe nachylenie. Szybko wychodzimy nad górny pułap lasu i zaczynają się nam odkrywać widoki.
[attachment=50567]
Pokazuje się też nasz przyszły cel - Pilsko. Po niespełna 1,5 godzinie wychodzimy na Halę Rysianka. Tutaj mamy zaplanowany pierwszy postój na zwalczenie mieszczuchowych dolegliwości. W okolicy schroniska jest pełno. Jakaś ekipa sobie naordynowała zimowy tabor pod namiotami. Mają moje uznanie. Ja nie wiem co by mi musiano zaoferować, żebym dał się namówić do tego typu wyprawy?
[attachment=50568]
W schronisku wyglądało na to, że bywalcy namiotowi też lubią posiedzieć w ciepełku. Szybko zjedliśmy namiastkę późnego obiadu i wyruszamy na Lipowską, do której docieramy już po ciemku. Dobrze, że tutaj nikomu nie wpadł w pomysł urządzić sobie zimowy obóz. Atmosfera w schronisku całkiem odmienna. Tylko parę osób podobnego pokroju jak my. Wieczór spędzamy wymywaniem problemów z mózgu. Na sam koniec podziwiamy jeszcze przed schroniskiem stajnię śnieżnych zaprzęgów
[attachment=50569]
i możemy z wyluzowaną myślą udać się do wyrka.

Dzień drugi, 27.1.2013

Rano z niecierpliwością wyglądam z okna. Prognozy zapowiadały słońce. Nie myliły się. Słońce wygania nas ze schroniska. Szybko pałaszujemy śniadanie i z tupetem wypadamy na zewnątrz przygotowani do spełnienia dzisiejszego zadania. Z Rysianki to jest na Miziową 2,5 godziny, to znaczy z Lipowskiej o 10 minut dłużej i przez Pilsko to będzie jeszcze o 45 minut. Na termometrze -10 stopni i śnieg skrzypi pod nogami. Takie są dane dnia. Przed dotarciem na Rysiankę spostrzegamy w dali wabienie Babiej.
[attachment=50570]
Dla tej pani jednak nie mamy teraz czas. Dzisiaj odwiedzamy jej sąsiadkę. Ta się nam wnet pokazuje w całej swej krasie. Dla mnie jeden z najładniejszych widoków w Beskidach.
[attachment=50571]
Widok obu kopczyków z Hali Rysianki jest otumiający. Tutaj nie starczą zdjęcia to trzeba widzieć na własne oczy. Muszę też raz zdobyć się na wyprawę, na której odwiedzę obie sąsiaski, żeby nie było zazdrości między nimi. A to jeszcze nie wspominam o słowackich pięknościach. Trzeba nam opuścić te widoki i rozpocząć wykonywnie zadania. Trzy Kopce na początek nie kładą nam żadnego oporu. Takie sobie rozgrzanie mięśni . Szlak jest ujeżdżony skutrami śnieżnymi. Nie wiem czy się mam cieszyć, czy smucić. Z jednej strony nam się wygodnie idzie, ale z drugiej strony jakim kosztem był ten śnieg ujeżdżony. Praktycznie skutrostrada prowadzi od Rysianki do Miziowej.
[attachment=50572]
Trzy Kopce nie zasługują na zbytnią uwagę. Zaznaczam tylko, że dochodzi tutaj granica ze Słowacją. Tam dalej jest Krawców Wierch z bacówką godną też do odwiedzenia. Następuje Palenica. Trochę się zadyszymy, ale wynagrodzi nas w postaci bliższych widoków na Pilsko i Babią.
[attachment=50573]
Przed nami jeszcze jeden pagórek, który polski szlak omija północną ścianą a słowacki kopiuje jego ciemię. Wybieramy lżejszy polski wariant. Potem znów kawałek razem, żeby ostatecznie na Cudzichowej polski zbaczał na Miziową a słowacki prosto na szczyt. Teraz dla odmiany przychodzi kolej na słowacki szlak. Między nami i Pilskiem już teraz nie stało nic na przeszkodzie. Ostateczne podejście koło górnych stacji wyciągów orczykowych. Małego i wielkiego. Rozglądam się do okoła. Na trasie było ludzików po skromnu, ale tutaj zaczyna pachnieć więcej człowieczyzną. Zwłaszcza tej na sztachetach. Mnie jednak więcej smuci, że finiszujemy na odwiedziny Pilska a słoneczko nam się schowało za chmury.
[attachment=50574] - na głównym planie Romanka i w dali zarysy Skrzycznego
Trzeba się nam z tego powodu śpieszyć i trochę widoków urwać z wierzchołka. Za chodu staram się uwiecznić okoliczne kopczyki. Chmury zaczynają całkowicie zasłaniać góry od stronęy Rysianki. Widać jak przechodzą nad nami i po czasie docierają do widocznych jeszcze Tatr i Babiej.
[attachment=50575][attachment=50576]
Dla nas jednak odwiedziny kończą się dopiero na właściwym wierzchołku, który jest już całkowicie na Słowacji. Warunki pogodowe się zmieniają. Następuje klasyczna zima z wiaterkiem. Na szczęście Pilsko nie jest całkowicie negatywnie na nas nastawione i daje trochę posmakować z ołtarza.
[attachment=50577]
Z pokorą sobie przypominam zeszłoroczną wyprawę jednego kolegi, który miał tutaj ze swoją ekipą problemy orientacyjne. Trzeba przyznać, że reliew wierzchołka na Pilsku musi dawać dużo po tyłku, kiedy widzimy ledwo na koniec własnego nosa. Mówi się temu biała ćma. Nam też nie chce się zanadto cieszyć z odwiedzin wierzchołka. Nie robimy żadnych podstawowych czynności wierzchołkowych i zmykamy do schroniska. Mamy tam do spełnienia miłe zadanie. Spotkać się z naszą miłą forumową współtowarzyszką - Pauliną. Po 3,5 godzinach od wyruszenia z Lipowskiej i odwiedzenia Pilska, lądujemy w schronisku na Miziowej.
[attachment=50578]
Tutaj całkowicie inna atmosfera. Istny rozgardiasz. Jednak muszę przekąsić to, że schronisko służy też dla ludzi z innym stylem wypoczynku. Co można na ten temat jeszcze powiedzieć? Cieszy mnie, że w takich warunkach mogłem chociaż poznać osobiście dalszą forumowiczkę. Myślę, że Tomturowi też było miło. Szkoda tylko, że nie było więcej czasu na rozmowy. W jednym jestem utwierdzony. Poznanie prawdziwej górskiej przyjaźńi można tylko zaznać przez osobiste spotkania. Te wirtualne są tylko możliwością zgrupowania się ludzi o wspólnym wyznaniu i punktem startowym do osiągnięcia dalszej, wyższej platformy. Fajnie się gadało, ale czas myśleć na zakończenie naszej wędrówki.
[attachment=50579]
Paulinę pochłonęła masa narciarska a ja z Tomturem szybko zmykam z tego, dla mnie zbyt ruchliwego, miejsca. Podłączamy się do zielonego szlaku prowadzącego do Sopotni. Gdzieś w okolicy Buczynki i Hali Jałowcowej robimy sobie skrót w Dolinę Potoku Cebulowego. Tomtur na ochotnika przeciera nowy szlak a ja go ubezpieczam jako drugi. Dziewiczym chodnikiem staramy się przedostać w dół, gdzie według naszego rozpoznania ma prowadzić leśna droga.
[attachment=50580]
Na szczęście nas instynkty nie zawodzą i, chociaż się musimy jeszcze sporo namęczyć, przed 15:00 znów pijemy herbatkę w zajaździe Śnieżka.

Zakończenie: Dla mnie tereny koło Rysianki są bardzo lubiane. Ponoć widok z Rysianki jest najładniejszy w całych Beskidach. Wycieczkę w te okolice mogę polecić tym, co lubią spokojne i ładne miejsca w górach bez zaliczania wyczynów górskich.
Zdrowy, piękny, górski, zimowy spacer, zazdraszczam fest bo moja kondycja zostałaby z pewnością auta pilnować Smile
Pozdrawiam.

Stasiu napisał(a):
...
Zaczyna być tradycją chodzenia z Tomturem, że nasze weekendowe wycieczki rozpoczynamy w sobotę popołudniu z celem dotarcia do schroniska i w niedzielę potem główny punkt programu - odwiedziny jakiegoś kopczyka.
...


Bardzo fajny pomysł z tym sobotnio - wieczornym wędrowaniem i niedzielnym kopczykowaniem. ok
Z resztą atmosfera wieczorno - nocnego łazikowania ma niepowtarzalne uroki, choć z widokami to w tych godzinach różnie bywa Wink Smile

Stasiu napisał(a):
...
Rano z niecierpliwością wyglądam z okna. Prognozy zapowiadały słońce.
...


Słonko z rana faktycznie rewelacyjne! Wyjechałam pierwszym orczykiem pod szczyt Pilska, było cudnie, bajkowo, śnieg skrzył, niebo błękitne, słonko grzało. Rolleyes Patrzyłam w Waszą stronę Smile zastanawiając się czy już jesteście z Tomturem po śniadaniu uhm Big Grin

Stasiu napisał(a):
...
Dla mnie jeden z najładniejszych widoków w Beskidach.
Widok obu kopczyków z Hali Rysianki jest otumiający. Tutaj nie starczą zdjęcia to trzeba widzieć na własne oczy.
...


Całkowicie się z Tobą zgadzam Stasiu Smile


Stasiu napisał(a):
...
Cieszy mnie, że w takich warunkach mogłem chociaż poznać osobiście dalszą forumowiczkę. Myślę, że Tomturowi też było miło. Szkoda tylko, że nie było więcej czasu na rozmowy.
...


I mnie miło było poznać dwóch tak sympatycznych Foruminków Smile
Myślę, że czas na rozmowy jeszcze się nadarzy Smile


Stasiu napisał(a):
...
W jednym jestem utwierdzony. Poznanie prawdziwej górskiej przyjaźńi można tylko zaznać przez osobiste spotkania. Te wirtualne są tylko możliwością zgrupowania się ludzi o wspólnym wyznaniu i punktem startowym do osiągnięcia dalszej, wyższej platformy.
...



Ładnie i bardzo trafnie powiedziane Smile



Reasumując - przyjemna ta Wasza wycieczka, szkoda tylko, że weekend to tylko 2 dni bo, pewnie i sąsiadka Babia doczekałaby odwiedzin Smile
Myślę, że dobry start na dobry sezon Chłopaki ok

Stasiu napisał(a):
Trzeba przyznać, że reliew wierzchołka na Pilsku musi dawać dużo po tyłku, kiedy widzimy ledwo na koniec własnego nosa. Mówi się temu biała ćma.

Taki stan nazywa się dotknięciem pustki......białej pustki....
Obłok znienacka zstępuje na szczyt, totalnie nic nie widać, mylą się kierunki, nie bardzo wiadomo gdzie jest ziemia, a gdzie niebo....... która ręka jest prawa a która lewa.... blink
Wyjący wiatr szarpie psyche.
Idący tam jeśli powróci- to już nie taki sam jak poszedł..... Huh
Czytałem o przypadku gdy turysta po powrocie z tych nerwów począł kreślić gazety kolorowymi pisakami... uhm a i uskuteczniać różne dziwne sztuki. uhm

Tym większy szacun dla Was - Stasiu i Tomtur za wejście na ten szczyt. ok

No taki weekend to ja rozumiem Smile a najbardziej podobało by mi się te zejście skrótem, uciec trochę od tej cywilizowanej ceprostrady ok

ps. a tam już rakiet używaliście?
Sobotni wieczór w schronisku ,był tak miły ,że dzisiaj przyszedł polecony z lipowskiej z moim dowodem osobistymShy
Paweł rakiety nam tym razem służyły jako balast kwasnyale lepiej nosić niż torowaćgiggle

tomtur napisał(a):
Sobotni wieczór w schronisku ,był tak miły ,że dzisiaj przyszedł polecony z lipowskiej z moim dowodem osobistymShy
...

Może ktoś zdążył jakiś kredyt wziąć uhm

Ty mnie nie strasz,myślisz że to tak szybko działauhm

dr.Etker napisał(a):
(...) totalnie nic nie widać, mylą się kierunki, nie bardzo wiadomo gdzie jest ziemia, a gdzie niebo....... która ręka jest prawa a która lewa.... blink(...)

Doctore, ja też to znam, tylko w innych sytuacjach. giggle

Pablo napisał(a):
(...) ps. a tam już rakiet używaliście? (...)

Rakiety tym razem mieliśmy, żeby nam dodały na ważności Rolleyes Pablo, jak Tomtur ratrakuje w przodzie, to rakiety są niepotrzebne. Smile

tomtur napisał(a):
Sobotni wieczór w schronisku ,był tak miły ,że dzisiaj przyszedł polecony z lipowskiej z moim dowodem osobistymShy
(...)

Nie wiem jak Ty, ale ja wtedy nie byłem w takim stanie, który trochę wyżej opisuje Doctore. Toungue

Stasiu napisał(a):

dr.Etker napisał(a):
(...) totalnie nic nie widać, mylą się kierunki, nie bardzo wiadomo gdzie jest ziemia, a gdzie niebo....... która ręka jest prawa a która lewa.... blink(...)

Doctore, ja też to znam, tylko w innych sytuacjach. giggle

Doczytałem już-że niepogoda zaskoczyła Was na Hali Lipowskiej. Toungue

Stasiu napisał(a):
Wieczór spędzamy wymywaniem problemów z mózgu.

Dwa lata później

Minęły dwa lata, mamy 3.1.2015 i ponownie otwieram z Tomturem sezon wyjściem na Lipowską i próbą odwidzenia Pilska. Faktycznie musi z nami być źle, kiedy drepczemy te same trasy. Na te dalekie nie ma czasu a te bliskie już sporo zdreptane. Pamiętamy, że dobre miejsce na parkowanie autka jest przed pensjonatem Śnieżka w Sopotni Wielkiej - Kolonia. Trzeba tylko zapłacić 10 zł. Warunki pogodowe podobne i plan na dziesiejsze popołudnie to same. Wygramolić się na Rysiankę i dodreptać na Lipowską. Zimowy szlak jest krótszy niż letni, za to można sobie podejściem na krechę nieźle sprawdzić kondycję po świątecznym wypasie.
[attachment=67285]
Przyznam, nieoszczędzaliśmy się. No, były przystanki, powiedzmy w celu zmiany koni, ale czas ubiegł szybko i za podejściową przesieką objawiła się nam Hala Rysianka.
[attachment=67286]
Nie mogę nie pożalić się. Pilsko i Babia były ukryte w chmurach. Nie było dane nam długo smucić. Lodowaty wiatr napierał z całej siły na nasze spocone cielska. Na to jest wypróbowana jedyna rada. Schronić się w ogrzanym schronisku. Dobry pomysł, ale taki sam miało i kilkunastu innych straceńców jak my. Rysianka od wewnątrz pękała w szwach. Nie było nam dane chociaż zmoczyć usta w napoju turystycznym. Schronisko w takim stanie przypominało mi gospodę "U Bociana". Dla tych co nie pojmują to wyświetlę. W takiej gospodzie jest tylu luda, że człowiek może tam przy spożywaniu napojów tylko stać jak bocian na jednej nodze. Na drugą nogę miejsca nie ma. Dajemy szybki wycof z wiarą, że na Lipowskiej będzie lepiej.
[attachment=67287]
Dla pokrzepienia naszych nastrojów nam na drogę spoza mgły zaświecił księżyc. Czy to jest nadzieja na następny dzień? Zobaczymy. Ku naszej uldze w Lipowskiej jest miejsce przy stole. Od tej pory pełny relaks. Mamy cały wieczór na regenerację utraconych sił. Nawet poznaliśmy dwóch panów, którzy nas wyszkolili w dziale myślistwa i tropienia zwierząt. Wieczór nam zleciał i trzeba było myśleć na odpoczynek. Dobranoc.

Budzimy się rano dnia 4.1. Akurat pora na spakowanie bebechów do wora i żeby zdążyć, nie na pociąg, ale na śniadanie. Pogoda nas jednak nie rozpieszcza.
[attachment=67288]
Sypie śniegiem i widoki bez szału. Jest jasne, że dzisiejsza wycieczka jest tylko dla tych co góry nie mają tylko od podziwiania dalekich widoków przy azurowym niebie lub do pokonywania grawitacji na sztachetach. Później się dowiaduję, że w tym czasie trwa akcja ratunkowa na Babiej. Czterej biwakowicze nie potrafili zejść z góry do Markowych. My startujemy z otwartym końcem. Zajdziemy na Miziową i potem się zobaczy czy wierzchołek, czy też nie.
[attachment=67289]
Na Trzech Kopcach nic się nie zmienia. Jedyne pozytywum jest takie, że o tej porze roku mamy relatywnie jeszcze mało śniegu i na trasie zapadamy się do nowego puchu maksymalnie po kostki. Dalej kontynuacja nudnej górskiej huśtawki od 3Kopców, przez Plenicę
[attachment=67290]
i obchodzenie Munczolika. W takich warunkach był dostatek czasu na zasianie ziarenka wątpliwości w mej główce. Ma sens się pchać na szczyt Pilska? Nic nie widać, przedmucha mnie i co nowego mogę za trzecim razem widzieć na wierzchołku. Z ziarenka wątpliwości zrodziło się postanowienie, że dzisiaj sobie odpuszczę. Może nawet przemówiła do mnie następna negatywna właściwość górołaza mego pokroju - lenistwo? Tomtur się trochę rzucał na moje postanowienie ominęcia wierzchołka, ale sporo tego nie mmiał do wyboru. Samemu mu się nie chciało.
[attachment=67291]
Po 2:45 godzinie od Lipowskiej ujrzeliśmy Schronisko na Miziowej. Bardzo mnie zdziwiło, że nie było w oblężeniu sztacheciaży. Dla mnie to był plus. Nie będę musiał się przepychać z nimi przy stolikach i przy barze. Z ciepłego schroniska wyglądamy przez okno, czy przypadkiem aura nie będzie dla nas łaskawa i odsłoni kawałek wierzchołka. To może bym się skusił. Jednak dzisiaj bez szans. Pilsko się na nas nadal chmurzyło. Po niespełna dwu godzinach opuszczamy przyjazne mury schroniska w celu zejścia do doliny.
[attachment=67292]
Nawet nam nie jest żal, przed schroniskiem jeszcze większa zadymka niż sobie myśleliśmy. Mamy jedno zadanie do zrobienia. Zejść pozaszlakowo do doliny gdzieś w miejscu potoka Cebulowego. Latem bez problemów, ale teraz? Trzeba znaleźć jakąś leśną drogę, która nas zaprowadz w dół i to bez wykutalania się w śniegu. Kawałek śledzimy zielony do Sopotni W. i potem na Hali pod Buczynką na wyczucie skręcamy w lewo. Mamy farta i napotykamy na starą, już niemal zarośniętą, drogę do zwózki drewna. Przecieramy nowy szlak.
[attachment=67293]
I tak powolutku dziką doliną, ale już uczęsczanymi drogami docieramy do cywilizowanych miejsc. Koło się po dwu dniach zamyka. Jesteśmy znów w punkcie wyjścia.
Zazdroszczę i tej wyprawy sprzed 2 lat, i obecnej. Widok cudny z Rysianki podziwiałam 16 lat temu - ale wciąż go pamiętam.
Ostatnimi czasy też mam lenia jak aura nie dopisuje. A jak już byliście na szczycie kilka razy to trzeba by mieć silną wolę, żeby się tam w psią pogodę pchaćSmile

Prawidłowy wariant powrotny!ok
Wiesz szewczyku, może jak byś robił na szczycie swoją górską jajecznicę, to bym się niechał skusić.
Wasylo, lepiej było przed dwoma laty. Na Miziowej czekała na nas Paulina, co dla nas dwu, którzy wciąż nawzajem patrzą tylko na swoje g...y, było niezmiernym wrażeniem.
Fajne było Stachu i tyle ,ok
Stron: 1 2
Przekierowanie