31-01-2013, 05:43 PM
Zaczyna być tradycją chodzenia z Tomturem, że nasze weekendowe wycieczki rozpoczynamy w sobotę popołudniu z celem dotarcia do schroniska i w niedzielę potem główny punkt programu - odwiedziny jakiegoś kopczyka. Tym razem padło na Pilsko. Powodem do jego odwiedzenia było włączenie go do nowego zmagania się w zdobywaniu odznaki Beskidy II. Główny cel był wyznaczony. Trzeba było jeszcze wybrać miejsce do spania. Schronisko na Miziowej odpada. O tej porze są tutaj rzesze zwoleników wykorzystywania przyciągania ziemskiego do szybkiego poruszania się za pomocą desek, które dawniej zwano ski i dzisiaj się temu wyniośle mówi narty. Wiadomo, że jadalnia i ewentualny pokój do spania były by ciasne, zarówno dla mnie, jak i dla wyznawców tego sportu. Schronisko na Lipowskiej było wybrane jako idealny punkt startowy do odwiedzenia Pilska.
Dzień pierwszy, 26.1.2013
Najpierw trzeba dotrzeć do Sopotni Wielkiej, wiochy, która nam na swym terenie pozwoli zaparkować bolid Tomtura. Jest z tąd równie daleko na Miziową i Rysiankę. Po drodze musimy jeszcze odwiedzić Chatę na Szańcach w Koniakowie. Dalsze miejsce naklejkowe do odznaki Beskidy II. Tomtur mi zamawia napój turystyczny w karczmie a ja tym czasem odwiedzam mini muzeum na piętrze. Głównym artykułem wystawnym są znane koronki koniakowskie. Mym oczom nie unika zwłaszcza jeden rodzaj ubioru z koronek a to damskie stringi. Gospodarz chętnie pokazuje mi nawet fotografie modelek z tym artykulikiem na właściwym miejscu. Nie jestem pewny sukcesu, jakim bym osiągnął, gdybym coś takiego kupił żonie i dlatego nie ulegam namowom sprzedawcy. Ponoć są nawet haftowane stringi i dla panów. Tutaj nie muszę się wogóle zastanawiać. Wystarczy kiedy spojrzę w lustro i wiem, że nie mam co w tej dziedzinie eksperymentować. Zostanę raczej przy tradycji. Kupuję naklejki i szybko zmykam z tego lokalu. Dla ochłody daję sobie piwko i zmykamy do naszej Sopotni. Wiocha jest spora, ale miejsc do parkingu po skromniutku. Na szczęście znalazło się (za małą opłatą) przy zajaździe Śnieżka w Sopotni Wielkiej - Kolonia.
[attachment=50564]
Opuszczamy ciepłe wnętrze autka, w zajaździe posilamy się (jedzenie tylko na uprzednie zamówienie) i możemy wyruszyć niebieskim szlakiem na Halę Rysianka. Należycie uzbrojeni w rakiety rozpoczynamy 1,5 dniową wycieczkę.
[attachment=50565]
Od zaraz droga jest dla nas łaskawa. Mamy wypłużone i wcale nie musimy się obawiać jakiegoś brodzenia w głębokim śniegu.
[attachment=50566]
Dochodzimy do miejsca, gdzie droga ostro skręca w prawo i po paru metrach tabliczka przybita na drzewie pokazuje nam zimowy skrót na Halę Rysianka. Jest to normalna prostopadła przecieka aż na polanę. Jakieś przyjazne dusze i tutaj nam porządnie przetarły szlak. Czujemy się jak jakieś panusie, którym pod stopami wymiatają ostatnie źdźbło trawy. Nawet nie zauważamy, że trzeba już pokonywać większe nachylenie. Szybko wychodzimy nad górny pułap lasu i zaczynają się nam odkrywać widoki.
[attachment=50567]
Pokazuje się też nasz przyszły cel - Pilsko. Po niespełna 1,5 godzinie wychodzimy na Halę Rysianka. Tutaj mamy zaplanowany pierwszy postój na zwalczenie mieszczuchowych dolegliwości. W okolicy schroniska jest pełno. Jakaś ekipa sobie naordynowała zimowy tabor pod namiotami. Mają moje uznanie. Ja nie wiem co by mi musiano zaoferować, żebym dał się namówić do tego typu wyprawy?
[attachment=50568]
W schronisku wyglądało na to, że bywalcy namiotowi też lubią posiedzieć w ciepełku. Szybko zjedliśmy namiastkę późnego obiadu i wyruszamy na Lipowską, do której docieramy już po ciemku. Dobrze, że tutaj nikomu nie wpadł w pomysł urządzić sobie zimowy obóz. Atmosfera w schronisku całkiem odmienna. Tylko parę osób podobnego pokroju jak my. Wieczór spędzamy wymywaniem problemów z mózgu. Na sam koniec podziwiamy jeszcze przed schroniskiem stajnię śnieżnych zaprzęgów
[attachment=50569]
i możemy z wyluzowaną myślą udać się do wyrka.
Dzień drugi, 27.1.2013
Rano z niecierpliwością wyglądam z okna. Prognozy zapowiadały słońce. Nie myliły się. Słońce wygania nas ze schroniska. Szybko pałaszujemy śniadanie i z tupetem wypadamy na zewnątrz przygotowani do spełnienia dzisiejszego zadania. Z Rysianki to jest na Miziową 2,5 godziny, to znaczy z Lipowskiej o 10 minut dłużej i przez Pilsko to będzie jeszcze o 45 minut. Na termometrze -10 stopni i śnieg skrzypi pod nogami. Takie są dane dnia. Przed dotarciem na Rysiankę spostrzegamy w dali wabienie Babiej.
[attachment=50570]
Dla tej pani jednak nie mamy teraz czas. Dzisiaj odwiedzamy jej sąsiadkę. Ta się nam wnet pokazuje w całej swej krasie. Dla mnie jeden z najładniejszych widoków w Beskidach.
[attachment=50571]
Widok obu kopczyków z Hali Rysianki jest otumiający. Tutaj nie starczą zdjęcia to trzeba widzieć na własne oczy. Muszę też raz zdobyć się na wyprawę, na której odwiedzę obie sąsiaski, żeby nie było zazdrości między nimi. A to jeszcze nie wspominam o słowackich pięknościach. Trzeba nam opuścić te widoki i rozpocząć wykonywnie zadania. Trzy Kopce na początek nie kładą nam żadnego oporu. Takie sobie rozgrzanie mięśni . Szlak jest ujeżdżony skutrami śnieżnymi. Nie wiem czy się mam cieszyć, czy smucić. Z jednej strony nam się wygodnie idzie, ale z drugiej strony jakim kosztem był ten śnieg ujeżdżony. Praktycznie skutrostrada prowadzi od Rysianki do Miziowej.
[attachment=50572]
Trzy Kopce nie zasługują na zbytnią uwagę. Zaznaczam tylko, że dochodzi tutaj granica ze Słowacją. Tam dalej jest Krawców Wierch z bacówką godną też do odwiedzenia. Następuje Palenica. Trochę się zadyszymy, ale wynagrodzi nas w postaci bliższych widoków na Pilsko i Babią.
[attachment=50573]
Przed nami jeszcze jeden pagórek, który polski szlak omija północną ścianą a słowacki kopiuje jego ciemię. Wybieramy lżejszy polski wariant. Potem znów kawałek razem, żeby ostatecznie na Cudzichowej polski zbaczał na Miziową a słowacki prosto na szczyt. Teraz dla odmiany przychodzi kolej na słowacki szlak. Między nami i Pilskiem już teraz nie stało nic na przeszkodzie. Ostateczne podejście koło górnych stacji wyciągów orczykowych. Małego i wielkiego. Rozglądam się do okoła. Na trasie było ludzików po skromnu, ale tutaj zaczyna pachnieć więcej człowieczyzną. Zwłaszcza tej na sztachetach. Mnie jednak więcej smuci, że finiszujemy na odwiedziny Pilska a słoneczko nam się schowało za chmury.
[attachment=50574] - na głównym planie Romanka i w dali zarysy Skrzycznego
Trzeba się nam z tego powodu śpieszyć i trochę widoków urwać z wierzchołka. Za chodu staram się uwiecznić okoliczne kopczyki. Chmury zaczynają całkowicie zasłaniać góry od stronęy Rysianki. Widać jak przechodzą nad nami i po czasie docierają do widocznych jeszcze Tatr i Babiej.
[attachment=50575][attachment=50576]
Dla nas jednak odwiedziny kończą się dopiero na właściwym wierzchołku, który jest już całkowicie na Słowacji. Warunki pogodowe się zmieniają. Następuje klasyczna zima z wiaterkiem. Na szczęście Pilsko nie jest całkowicie negatywnie na nas nastawione i daje trochę posmakować z ołtarza.
[attachment=50577]
Z pokorą sobie przypominam zeszłoroczną wyprawę jednego kolegi, który miał tutaj ze swoją ekipą problemy orientacyjne. Trzeba przyznać, że reliew wierzchołka na Pilsku musi dawać dużo po tyłku, kiedy widzimy ledwo na koniec własnego nosa. Mówi się temu biała ćma. Nam też nie chce się zanadto cieszyć z odwiedzin wierzchołka. Nie robimy żadnych podstawowych czynności wierzchołkowych i zmykamy do schroniska. Mamy tam do spełnienia miłe zadanie. Spotkać się z naszą miłą forumową współtowarzyszką - Pauliną. Po 3,5 godzinach od wyruszenia z Lipowskiej i odwiedzenia Pilska, lądujemy w schronisku na Miziowej.
[attachment=50578]
Tutaj całkowicie inna atmosfera. Istny rozgardiasz. Jednak muszę przekąsić to, że schronisko służy też dla ludzi z innym stylem wypoczynku. Co można na ten temat jeszcze powiedzieć? Cieszy mnie, że w takich warunkach mogłem chociaż poznać osobiście dalszą forumowiczkę. Myślę, że Tomturowi też było miło. Szkoda tylko, że nie było więcej czasu na rozmowy. W jednym jestem utwierdzony. Poznanie prawdziwej górskiej przyjaźńi można tylko zaznać przez osobiste spotkania. Te wirtualne są tylko możliwością zgrupowania się ludzi o wspólnym wyznaniu i punktem startowym do osiągnięcia dalszej, wyższej platformy. Fajnie się gadało, ale czas myśleć na zakończenie naszej wędrówki.
[attachment=50579]
Paulinę pochłonęła masa narciarska a ja z Tomturem szybko zmykam z tego, dla mnie zbyt ruchliwego, miejsca. Podłączamy się do zielonego szlaku prowadzącego do Sopotni. Gdzieś w okolicy Buczynki i Hali Jałowcowej robimy sobie skrót w Dolinę Potoku Cebulowego. Tomtur na ochotnika przeciera nowy szlak a ja go ubezpieczam jako drugi. Dziewiczym chodnikiem staramy się przedostać w dół, gdzie według naszego rozpoznania ma prowadzić leśna droga.
[attachment=50580]
Na szczęście nas instynkty nie zawodzą i, chociaż się musimy jeszcze sporo namęczyć, przed 15:00 znów pijemy herbatkę w zajaździe Śnieżka.
Zakończenie: Dla mnie tereny koło Rysianki są bardzo lubiane. Ponoć widok z Rysianki jest najładniejszy w całych Beskidach. Wycieczkę w te okolice mogę polecić tym, co lubią spokojne i ładne miejsca w górach bez zaliczania wyczynów górskich.
Dzień pierwszy, 26.1.2013
Najpierw trzeba dotrzeć do Sopotni Wielkiej, wiochy, która nam na swym terenie pozwoli zaparkować bolid Tomtura. Jest z tąd równie daleko na Miziową i Rysiankę. Po drodze musimy jeszcze odwiedzić Chatę na Szańcach w Koniakowie. Dalsze miejsce naklejkowe do odznaki Beskidy II. Tomtur mi zamawia napój turystyczny w karczmie a ja tym czasem odwiedzam mini muzeum na piętrze. Głównym artykułem wystawnym są znane koronki koniakowskie. Mym oczom nie unika zwłaszcza jeden rodzaj ubioru z koronek a to damskie stringi. Gospodarz chętnie pokazuje mi nawet fotografie modelek z tym artykulikiem na właściwym miejscu. Nie jestem pewny sukcesu, jakim bym osiągnął, gdybym coś takiego kupił żonie i dlatego nie ulegam namowom sprzedawcy. Ponoć są nawet haftowane stringi i dla panów. Tutaj nie muszę się wogóle zastanawiać. Wystarczy kiedy spojrzę w lustro i wiem, że nie mam co w tej dziedzinie eksperymentować. Zostanę raczej przy tradycji. Kupuję naklejki i szybko zmykam z tego lokalu. Dla ochłody daję sobie piwko i zmykamy do naszej Sopotni. Wiocha jest spora, ale miejsc do parkingu po skromniutku. Na szczęście znalazło się (za małą opłatą) przy zajaździe Śnieżka w Sopotni Wielkiej - Kolonia.
[attachment=50564]
Opuszczamy ciepłe wnętrze autka, w zajaździe posilamy się (jedzenie tylko na uprzednie zamówienie) i możemy wyruszyć niebieskim szlakiem na Halę Rysianka. Należycie uzbrojeni w rakiety rozpoczynamy 1,5 dniową wycieczkę.
[attachment=50565]
Od zaraz droga jest dla nas łaskawa. Mamy wypłużone i wcale nie musimy się obawiać jakiegoś brodzenia w głębokim śniegu.
[attachment=50566]
Dochodzimy do miejsca, gdzie droga ostro skręca w prawo i po paru metrach tabliczka przybita na drzewie pokazuje nam zimowy skrót na Halę Rysianka. Jest to normalna prostopadła przecieka aż na polanę. Jakieś przyjazne dusze i tutaj nam porządnie przetarły szlak. Czujemy się jak jakieś panusie, którym pod stopami wymiatają ostatnie źdźbło trawy. Nawet nie zauważamy, że trzeba już pokonywać większe nachylenie. Szybko wychodzimy nad górny pułap lasu i zaczynają się nam odkrywać widoki.
[attachment=50567]
Pokazuje się też nasz przyszły cel - Pilsko. Po niespełna 1,5 godzinie wychodzimy na Halę Rysianka. Tutaj mamy zaplanowany pierwszy postój na zwalczenie mieszczuchowych dolegliwości. W okolicy schroniska jest pełno. Jakaś ekipa sobie naordynowała zimowy tabor pod namiotami. Mają moje uznanie. Ja nie wiem co by mi musiano zaoferować, żebym dał się namówić do tego typu wyprawy?
[attachment=50568]
W schronisku wyglądało na to, że bywalcy namiotowi też lubią posiedzieć w ciepełku. Szybko zjedliśmy namiastkę późnego obiadu i wyruszamy na Lipowską, do której docieramy już po ciemku. Dobrze, że tutaj nikomu nie wpadł w pomysł urządzić sobie zimowy obóz. Atmosfera w schronisku całkiem odmienna. Tylko parę osób podobnego pokroju jak my. Wieczór spędzamy wymywaniem problemów z mózgu. Na sam koniec podziwiamy jeszcze przed schroniskiem stajnię śnieżnych zaprzęgów
[attachment=50569]
i możemy z wyluzowaną myślą udać się do wyrka.
Dzień drugi, 27.1.2013
Rano z niecierpliwością wyglądam z okna. Prognozy zapowiadały słońce. Nie myliły się. Słońce wygania nas ze schroniska. Szybko pałaszujemy śniadanie i z tupetem wypadamy na zewnątrz przygotowani do spełnienia dzisiejszego zadania. Z Rysianki to jest na Miziową 2,5 godziny, to znaczy z Lipowskiej o 10 minut dłużej i przez Pilsko to będzie jeszcze o 45 minut. Na termometrze -10 stopni i śnieg skrzypi pod nogami. Takie są dane dnia. Przed dotarciem na Rysiankę spostrzegamy w dali wabienie Babiej.
[attachment=50570]
Dla tej pani jednak nie mamy teraz czas. Dzisiaj odwiedzamy jej sąsiadkę. Ta się nam wnet pokazuje w całej swej krasie. Dla mnie jeden z najładniejszych widoków w Beskidach.
[attachment=50571]
Widok obu kopczyków z Hali Rysianki jest otumiający. Tutaj nie starczą zdjęcia to trzeba widzieć na własne oczy. Muszę też raz zdobyć się na wyprawę, na której odwiedzę obie sąsiaski, żeby nie było zazdrości między nimi. A to jeszcze nie wspominam o słowackich pięknościach. Trzeba nam opuścić te widoki i rozpocząć wykonywnie zadania. Trzy Kopce na początek nie kładą nam żadnego oporu. Takie sobie rozgrzanie mięśni . Szlak jest ujeżdżony skutrami śnieżnymi. Nie wiem czy się mam cieszyć, czy smucić. Z jednej strony nam się wygodnie idzie, ale z drugiej strony jakim kosztem był ten śnieg ujeżdżony. Praktycznie skutrostrada prowadzi od Rysianki do Miziowej.
[attachment=50572]
Trzy Kopce nie zasługują na zbytnią uwagę. Zaznaczam tylko, że dochodzi tutaj granica ze Słowacją. Tam dalej jest Krawców Wierch z bacówką godną też do odwiedzenia. Następuje Palenica. Trochę się zadyszymy, ale wynagrodzi nas w postaci bliższych widoków na Pilsko i Babią.
[attachment=50573]
Przed nami jeszcze jeden pagórek, który polski szlak omija północną ścianą a słowacki kopiuje jego ciemię. Wybieramy lżejszy polski wariant. Potem znów kawałek razem, żeby ostatecznie na Cudzichowej polski zbaczał na Miziową a słowacki prosto na szczyt. Teraz dla odmiany przychodzi kolej na słowacki szlak. Między nami i Pilskiem już teraz nie stało nic na przeszkodzie. Ostateczne podejście koło górnych stacji wyciągów orczykowych. Małego i wielkiego. Rozglądam się do okoła. Na trasie było ludzików po skromnu, ale tutaj zaczyna pachnieć więcej człowieczyzną. Zwłaszcza tej na sztachetach. Mnie jednak więcej smuci, że finiszujemy na odwiedziny Pilska a słoneczko nam się schowało za chmury.
[attachment=50574] - na głównym planie Romanka i w dali zarysy Skrzycznego
Trzeba się nam z tego powodu śpieszyć i trochę widoków urwać z wierzchołka. Za chodu staram się uwiecznić okoliczne kopczyki. Chmury zaczynają całkowicie zasłaniać góry od stronęy Rysianki. Widać jak przechodzą nad nami i po czasie docierają do widocznych jeszcze Tatr i Babiej.
[attachment=50575][attachment=50576]
Dla nas jednak odwiedziny kończą się dopiero na właściwym wierzchołku, który jest już całkowicie na Słowacji. Warunki pogodowe się zmieniają. Następuje klasyczna zima z wiaterkiem. Na szczęście Pilsko nie jest całkowicie negatywnie na nas nastawione i daje trochę posmakować z ołtarza.
[attachment=50577]
Z pokorą sobie przypominam zeszłoroczną wyprawę jednego kolegi, który miał tutaj ze swoją ekipą problemy orientacyjne. Trzeba przyznać, że reliew wierzchołka na Pilsku musi dawać dużo po tyłku, kiedy widzimy ledwo na koniec własnego nosa. Mówi się temu biała ćma. Nam też nie chce się zanadto cieszyć z odwiedzin wierzchołka. Nie robimy żadnych podstawowych czynności wierzchołkowych i zmykamy do schroniska. Mamy tam do spełnienia miłe zadanie. Spotkać się z naszą miłą forumową współtowarzyszką - Pauliną. Po 3,5 godzinach od wyruszenia z Lipowskiej i odwiedzenia Pilska, lądujemy w schronisku na Miziowej.
[attachment=50578]
Tutaj całkowicie inna atmosfera. Istny rozgardiasz. Jednak muszę przekąsić to, że schronisko służy też dla ludzi z innym stylem wypoczynku. Co można na ten temat jeszcze powiedzieć? Cieszy mnie, że w takich warunkach mogłem chociaż poznać osobiście dalszą forumowiczkę. Myślę, że Tomturowi też było miło. Szkoda tylko, że nie było więcej czasu na rozmowy. W jednym jestem utwierdzony. Poznanie prawdziwej górskiej przyjaźńi można tylko zaznać przez osobiste spotkania. Te wirtualne są tylko możliwością zgrupowania się ludzi o wspólnym wyznaniu i punktem startowym do osiągnięcia dalszej, wyższej platformy. Fajnie się gadało, ale czas myśleć na zakończenie naszej wędrówki.
[attachment=50579]
Paulinę pochłonęła masa narciarska a ja z Tomturem szybko zmykam z tego, dla mnie zbyt ruchliwego, miejsca. Podłączamy się do zielonego szlaku prowadzącego do Sopotni. Gdzieś w okolicy Buczynki i Hali Jałowcowej robimy sobie skrót w Dolinę Potoku Cebulowego. Tomtur na ochotnika przeciera nowy szlak a ja go ubezpieczam jako drugi. Dziewiczym chodnikiem staramy się przedostać w dół, gdzie według naszego rozpoznania ma prowadzić leśna droga.
[attachment=50580]
Na szczęście nas instynkty nie zawodzą i, chociaż się musimy jeszcze sporo namęczyć, przed 15:00 znów pijemy herbatkę w zajaździe Śnieżka.
Zakończenie: Dla mnie tereny koło Rysianki są bardzo lubiane. Ponoć widok z Rysianki jest najładniejszy w całych Beskidach. Wycieczkę w te okolice mogę polecić tym, co lubią spokojne i ładne miejsca w górach bez zaliczania wyczynów górskich.

Patrzyłam w Waszą stronę



ale lepiej nosić niż torować
