28-01-2013, 09:50 AM
Ave.
Weekend - czyli trzeba rozruszać kości i ości. Tydzień temu, w niedzielę, byłem na Skrzycznem. Taaa ... schronisko widziałem, gór nie widziałem, nogami poruszałem. Ale nic to - nie zawsze jest miło.
Na ten weekend plan był podwójny - sobota miejscow, niedziela tatrzańska. Plany został zrealizowany bez ofiar w ludziach. Chociaż dziko było ...
Sobota, godzina 9.30, ruszamy spod mego domu, sztuki dwie, kolega też jest pracownikiem Domu Dobroci. Kierujemy się na Zespół Pałacowo - Parkowy zwany w skrócie Parkiem. Tym Parkiem. Ale lekko nie było. Po drodze zostajemy zaatakowani przez Dziady. Oczywiście nie te od tego oszołoma Mickiewicza tylko przez Dziady tubylcze. Panie i Panowie - w te dni obchodzimy w Żywcu tak zwane Gady Żywieckie zwane też Godami Żywieckimi. Zapraszam w przyszłym roku. Oto rys tego wydarzenia : http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/4...l?cookie=1
Udaje nam się uniknąć wysmagania biczami i wnikamy bramą na dziedziniec między Zamkiem Komorowskich, a Pałacem Habsburgów. Polecam. Następnie przenikamy parkowymi alejkami w stronę Mini Zoo ( koń machał do nas kopytem ), wychodzimy z Parku i wnikamy na kładkę na rzece Koszarawie. Grałem kiedyś w drużynie Koszarawa Żywiec. Nikogo z nas nie zamknęli we Wrocławiu. No i czas udać się w górę. Żółty szlak, ponure chmury, narciarze na stoku Malego Grojca, turystów zero. Wchodzimy na Mały, Średni Grojec, oglądamy stojące za chmurami Skrzyczne i Babią i dzielnie walczymy ze straszliwymi śniegami. Tak z 85 cm śniegu było. Makabra. Ale pokonujemy przeciwności losu i wkraczamy na szczyt. 612 metrów. Czyli prawie jak Lodowy Szczyt. Tyle, że na Grojcu jest trudniej. Rzut oka ( na lepiej widoczne ) Pilska, Romanki, Lipowskie i Rysianki i czas w dół. w stronę Browaru. Czyli startowaliśmy w dzielnicy Śródmieście, przeszliśmy przez dzielnicę Sporysz a zejdziemy do dzielnicy Zabłocie. W międzyczasie idąc przez miejscowość Wieprz. I most nad rzeką Sołą. Grałem kiedyś w drużynie Soła Żywiec. Nikt z nas nie siedzi we Wrocławiu. Mijamy ogródki działkowe, halę Browaru na miejscu dawnego stadionu Górala Żywiec ( nie grałem tam, wielu "kibiców" Górala siedzi w więzieniach ) i wchodzimy do Piwiarni Żywieckiej. Jak stała otwarta to weszliśmy. I symbolicznym piwem ( sztuk jedna na pysk ) uczciliśmy pierwsze w tym roku wyjście na Grojec.
Dziękuję za uwagę.
Weekend - czyli trzeba rozruszać kości i ości. Tydzień temu, w niedzielę, byłem na Skrzycznem. Taaa ... schronisko widziałem, gór nie widziałem, nogami poruszałem. Ale nic to - nie zawsze jest miło.
Na ten weekend plan był podwójny - sobota miejscow, niedziela tatrzańska. Plany został zrealizowany bez ofiar w ludziach. Chociaż dziko było ...
Sobota, godzina 9.30, ruszamy spod mego domu, sztuki dwie, kolega też jest pracownikiem Domu Dobroci. Kierujemy się na Zespół Pałacowo - Parkowy zwany w skrócie Parkiem. Tym Parkiem. Ale lekko nie było. Po drodze zostajemy zaatakowani przez Dziady. Oczywiście nie te od tego oszołoma Mickiewicza tylko przez Dziady tubylcze. Panie i Panowie - w te dni obchodzimy w Żywcu tak zwane Gady Żywieckie zwane też Godami Żywieckimi. Zapraszam w przyszłym roku. Oto rys tego wydarzenia : http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/4...l?cookie=1
Udaje nam się uniknąć wysmagania biczami i wnikamy bramą na dziedziniec między Zamkiem Komorowskich, a Pałacem Habsburgów. Polecam. Następnie przenikamy parkowymi alejkami w stronę Mini Zoo ( koń machał do nas kopytem ), wychodzimy z Parku i wnikamy na kładkę na rzece Koszarawie. Grałem kiedyś w drużynie Koszarawa Żywiec. Nikogo z nas nie zamknęli we Wrocławiu. No i czas udać się w górę. Żółty szlak, ponure chmury, narciarze na stoku Malego Grojca, turystów zero. Wchodzimy na Mały, Średni Grojec, oglądamy stojące za chmurami Skrzyczne i Babią i dzielnie walczymy ze straszliwymi śniegami. Tak z 85 cm śniegu było. Makabra. Ale pokonujemy przeciwności losu i wkraczamy na szczyt. 612 metrów. Czyli prawie jak Lodowy Szczyt. Tyle, że na Grojcu jest trudniej. Rzut oka ( na lepiej widoczne ) Pilska, Romanki, Lipowskie i Rysianki i czas w dół. w stronę Browaru. Czyli startowaliśmy w dzielnicy Śródmieście, przeszliśmy przez dzielnicę Sporysz a zejdziemy do dzielnicy Zabłocie. W międzyczasie idąc przez miejscowość Wieprz. I most nad rzeką Sołą. Grałem kiedyś w drużynie Soła Żywiec. Nikt z nas nie siedzi we Wrocławiu. Mijamy ogródki działkowe, halę Browaru na miejscu dawnego stadionu Górala Żywiec ( nie grałem tam, wielu "kibiców" Górala siedzi w więzieniach ) i wchodzimy do Piwiarni Żywieckiej. Jak stała otwarta to weszliśmy. I symbolicznym piwem ( sztuk jedna na pysk ) uczciliśmy pierwsze w tym roku wyjście na Grojec.
Dziękuję za uwagę.






Może jestem kulturowy barbarzyńca, ale ja na tego rodzaju imprezach potrzebuję do pełnego zasmakowania miejscowego folkloru posmakować miejscowych specjałów a o tym Lucky ani słowa. 
Zero ludzkich odruchów 