14-12-2012, 12:04 PM
Bry wieczór.
Ucha, ha, nasza zima zła. I zimna. Tak zimna, że wręcz zapraszająca na spacery górskie. Po sobotnio - niedzielnym spacerowaniu po Grojcu i Beskidzie Żywieckim w czwartek 13 grudnia 2012 przyszedł czas na Beskid Śląski.
Czyli kolejna odsłona szukania dziury w całym lub skał na zboczach i grzbietach Beskidu Śląskiego. Odsłona udana.
Poranek standardowy - bus o 6.45 spod dworca PKP w Żywcu do Ostrego. Obywatel Zdziczały wsiada w Leśnej i od razu atakuje mnie pomysłem czekania na wschód słońca. Obok Hotelu Zimnik w Ostrym występuje górka. Mała, bez nazwy ale za to z krzyżem. Takim kiczowatym - ze światełkami. No dobra - można poczekać, krzyż nam nie groźny. Przy podejściu ładnie Skrzyczne i Ostre widać. Zwłaszcza góra Ostre wygląda dostojnie. W końcu Beskid Śląski to nie byle pasmo. Zdobywamy szczyt i czekamy. k****, czekamy ... Czekamy, k**** ... Doczekaliśmy się . Około 7.40. Dodam, że niżej było około minus 16 stopni, a na tym pagórku jeszcze milusi wietrzyk delikatnie otulił nasze oblicza. Nie ważne - Zdobywcy są dzielni jak 4 pancerni. Uwieczniamy słońce i okolice i czas na atak. Staczamy się i wtaczamy się do Doliny Zimnika. Perły okolicy. Jak kogoś nie interesują góry to dodam, że tą doliną płynie Leśnianka. Służąca do produkcji w Browarze Żywieckim. Idziemy szosą, uzbrojeni w raki, langusty, czekany lodowe ( po dwa ) i śruby oraz steki z kanguruf. Jako Zdobywcy jesteśmy przygotowani na wszystko i nawet więcej. Zima zła nie jest nam groźna. Idziemy i oglądamy okolicę. Po lewicy kły szczerzy Szczyt Zdziczałego Dobromiła. Okrutne zerwy skalne ( K2 wyłania się za jednej z ambon ) błyszczą się lodem. Na wprost leżakują Malinowska Skała i Zielony Kopiec. I pewno jeszcze kilka innych, wypitnych szczytów. Ale chwilowo ich nie widać. Mgła smoleńska je otuliła. Natomiast po prawej ... Niebo błękitne nad nami, a wino gronowe w nas. Coś pięknego i wspaniałego. Drzewa w bieli, niebo w niebieskim, trawa też w bieli. Aaaaaa !!! Żeby jednak nie było za milusio to dodam, że cały żółty szlak idący na Malinowską Skałę był nietknięty ludzką ręką i nogą. Jeno zwierza tam różne grasowały . Czyli przedzieramy się przez zaspy, pola lodowe i inne. Dwa czekany techniczne do czegoś się przydają. Makabra ... No dobra - cel dnia już w miarę blisko. Docieramy do rozstaju dróg i szlaku. Na Malinowską na lewo, my ostro w prawo, wyraźną drogę prowadzącą na szczyt besti Kościelec ( 8925 metrów nad poziomem morza ). Straszna to bestia. U góry z drzewkami na łysej głowie, z boku ze skałami. Licznymi wysokimi i groźnymi. Tak wygląda szczyt. Natomiast, jak wieść gminna niosła, na ramionach idących w dół inne wychodnie też występują. I to nawet z jaskiniami mieszkalnymi. Zwierząta ponoć uciekły lata temu. W Tatry, bo tam mogą odpocząć. Tak więc ruszamy ze szczytu w prawo, w dół. Swoją drogą dobrze , że jest śnieg ( w wielu momentach powyżej kolan ) bo dzięki temu nie widzimy po czym idziemy. A mogłoby to być straszne ... Idziemy i oto nasze czujne oczy wypatrują pierwszy kamień wystający ze zbocza. Taki Strażnik Beskidu. Niby mały, niepozorny a pewno groźny. Przechodzimy mu po łbie i staczamy się dalej. I oto ... Po prostu cudo. Całe miasteczko skalne. Od bydlaków po 10 metrów wysokości, po kurduple leżące i ledwo widoczne. REWELACJA. Aż radość zagościła na naszych marsowych, profesjonalnych, himalaistycznych obliczach. Kręcimy się tam sporo czasu, zaglądamy nawet wewnątrz jednej z ambon. Ale tylko do przedpokoju. Nie byliśmy tego dnia zaproszeni. A i czas gonił. Uwieczniamy okolicę i zboczem ( z widokiem na Ostre, Murońkę, Dolinę Zimnika, zbocza Skrzycznego, Beskid Żywiecki w oddali, Himalaje z bliska ) zdążamy w kierunku dna Doliny Zimnika. Po drodze wyłaniają się jeszcze ze 4 skały skaliste. I tak z 5 tysięcy pni leżących. Takim to terenem docieramy do ekumenicznego szlaku. Na szczęście jacyś debile tam wcześniej szli i można było iść po ich śladach. Ostatnie zdjęcia na zbocze Szczytu Zdziczałego Dobromiła i sprint drogą na busa. Oczywiście , jako profesjonalni Zdobywcy docieramy na przystanek w momencie gdy opóźniony o trzy minuty autobus tam wjeżdża. Bierzcie z nas przykład.
Podsumowując - rewelacyjna wycieczka krajoznawcza. Latem tam wrócimy.
Dziękuję, do usłyszenia.
[attachment=49684] [attachment=49685] [attachment=49686] [attachment=49687] [attachment=49688] [attachment=49689]
[attachment=49690] [attachment=49691] [attachment=49692] [attachment=49693] [attachment=49694] [attachment=49695]
[attachment=49696] [attachment=49697] [attachment=49698] [attachment=49699] [attachment=49700] [attachment=49701]
[attachment=49702] [attachment=49703] [attachment=49704] [attachment=49705] [attachment=49706] [attachment=49707]
[attachment=49708] [attachment=49709] [attachment=49710] [attachment=49711] [attachment=49712] [attachment=49713]
Ucha, ha, nasza zima zła. I zimna. Tak zimna, że wręcz zapraszająca na spacery górskie. Po sobotnio - niedzielnym spacerowaniu po Grojcu i Beskidzie Żywieckim w czwartek 13 grudnia 2012 przyszedł czas na Beskid Śląski.
Czyli kolejna odsłona szukania dziury w całym lub skał na zboczach i grzbietach Beskidu Śląskiego. Odsłona udana.
Poranek standardowy - bus o 6.45 spod dworca PKP w Żywcu do Ostrego. Obywatel Zdziczały wsiada w Leśnej i od razu atakuje mnie pomysłem czekania na wschód słońca. Obok Hotelu Zimnik w Ostrym występuje górka. Mała, bez nazwy ale za to z krzyżem. Takim kiczowatym - ze światełkami. No dobra - można poczekać, krzyż nam nie groźny. Przy podejściu ładnie Skrzyczne i Ostre widać. Zwłaszcza góra Ostre wygląda dostojnie. W końcu Beskid Śląski to nie byle pasmo. Zdobywamy szczyt i czekamy. k****, czekamy ... Czekamy, k**** ... Doczekaliśmy się . Około 7.40. Dodam, że niżej było około minus 16 stopni, a na tym pagórku jeszcze milusi wietrzyk delikatnie otulił nasze oblicza. Nie ważne - Zdobywcy są dzielni jak 4 pancerni. Uwieczniamy słońce i okolice i czas na atak. Staczamy się i wtaczamy się do Doliny Zimnika. Perły okolicy. Jak kogoś nie interesują góry to dodam, że tą doliną płynie Leśnianka. Służąca do produkcji w Browarze Żywieckim. Idziemy szosą, uzbrojeni w raki, langusty, czekany lodowe ( po dwa ) i śruby oraz steki z kanguruf. Jako Zdobywcy jesteśmy przygotowani na wszystko i nawet więcej. Zima zła nie jest nam groźna. Idziemy i oglądamy okolicę. Po lewicy kły szczerzy Szczyt Zdziczałego Dobromiła. Okrutne zerwy skalne ( K2 wyłania się za jednej z ambon ) błyszczą się lodem. Na wprost leżakują Malinowska Skała i Zielony Kopiec. I pewno jeszcze kilka innych, wypitnych szczytów. Ale chwilowo ich nie widać. Mgła smoleńska je otuliła. Natomiast po prawej ... Niebo błękitne nad nami, a wino gronowe w nas. Coś pięknego i wspaniałego. Drzewa w bieli, niebo w niebieskim, trawa też w bieli. Aaaaaa !!! Żeby jednak nie było za milusio to dodam, że cały żółty szlak idący na Malinowską Skałę był nietknięty ludzką ręką i nogą. Jeno zwierza tam różne grasowały . Czyli przedzieramy się przez zaspy, pola lodowe i inne. Dwa czekany techniczne do czegoś się przydają. Makabra ... No dobra - cel dnia już w miarę blisko. Docieramy do rozstaju dróg i szlaku. Na Malinowską na lewo, my ostro w prawo, wyraźną drogę prowadzącą na szczyt besti Kościelec ( 8925 metrów nad poziomem morza ). Straszna to bestia. U góry z drzewkami na łysej głowie, z boku ze skałami. Licznymi wysokimi i groźnymi. Tak wygląda szczyt. Natomiast, jak wieść gminna niosła, na ramionach idących w dół inne wychodnie też występują. I to nawet z jaskiniami mieszkalnymi. Zwierząta ponoć uciekły lata temu. W Tatry, bo tam mogą odpocząć. Tak więc ruszamy ze szczytu w prawo, w dół. Swoją drogą dobrze , że jest śnieg ( w wielu momentach powyżej kolan ) bo dzięki temu nie widzimy po czym idziemy. A mogłoby to być straszne ... Idziemy i oto nasze czujne oczy wypatrują pierwszy kamień wystający ze zbocza. Taki Strażnik Beskidu. Niby mały, niepozorny a pewno groźny. Przechodzimy mu po łbie i staczamy się dalej. I oto ... Po prostu cudo. Całe miasteczko skalne. Od bydlaków po 10 metrów wysokości, po kurduple leżące i ledwo widoczne. REWELACJA. Aż radość zagościła na naszych marsowych, profesjonalnych, himalaistycznych obliczach. Kręcimy się tam sporo czasu, zaglądamy nawet wewnątrz jednej z ambon. Ale tylko do przedpokoju. Nie byliśmy tego dnia zaproszeni. A i czas gonił. Uwieczniamy okolicę i zboczem ( z widokiem na Ostre, Murońkę, Dolinę Zimnika, zbocza Skrzycznego, Beskid Żywiecki w oddali, Himalaje z bliska ) zdążamy w kierunku dna Doliny Zimnika. Po drodze wyłaniają się jeszcze ze 4 skały skaliste. I tak z 5 tysięcy pni leżących. Takim to terenem docieramy do ekumenicznego szlaku. Na szczęście jacyś debile tam wcześniej szli i można było iść po ich śladach. Ostatnie zdjęcia na zbocze Szczytu Zdziczałego Dobromiła i sprint drogą na busa. Oczywiście , jako profesjonalni Zdobywcy docieramy na przystanek w momencie gdy opóźniony o trzy minuty autobus tam wjeżdża. Bierzcie z nas przykład.
Podsumowując - rewelacyjna wycieczka krajoznawcza. Latem tam wrócimy.
Dziękuję, do usłyszenia.
[attachment=49684] [attachment=49685] [attachment=49686] [attachment=49687] [attachment=49688] [attachment=49689]
[attachment=49690] [attachment=49691] [attachment=49692] [attachment=49693] [attachment=49694] [attachment=49695]
[attachment=49696] [attachment=49697] [attachment=49698] [attachment=49699] [attachment=49700] [attachment=49701]
[attachment=49702] [attachment=49703] [attachment=49704] [attachment=49705] [attachment=49706] [attachment=49707]
[attachment=49708] [attachment=49709] [attachment=49710] [attachment=49711] [attachment=49712] [attachment=49713]


Wystarczy, że Wy byliście i jeszcze tam pójdziecie. 