16-11-2012, 11:39 AM
Dzień dobry.
Nie lubię listopada. Zwykle jest ponury, liście w ogrodzie trzeba grabić. I jeszcze w tym miesiącu zmarło trzech moich bliskich znajomych, w tym dwóch w bardzo młodym wieku.
Lubię listopad. Moja mama się wtedy urodziła, raz za czas można trafić na fajną pogodę i ruszyć w góry.
Rok temu 1 listopada byłem na Pilsku. Rewelacyjne widoki na Tatry, Fatry, Beskidy ponad morzem chmur. Warto było. Teraz wybralismy się na Policę. Ogólnie pisząc - weszliśmy i zeszliśmy. Od Przełęczy Lipnickiej. I nic więcej. Poza tym , że wiało na ciepło więc doszliśmy do wnioslu, że w Tatrach też pewno wieje i za niedługo pogoda w Tatrach będzie sprzyjająca turystyce.
Była. Dawno się tak nie cieszyłem z wycieczki na klasyczny szczyt turystyczny. Dawno nie było tak pięknych widoków na Beskidy, Gorce a i może na Bieszczady. Piękne były kontrasty pomiędzy zielono - brązowymi stokami Żółtej Turni a czarno - białymi skałami na zboczach Orlej i Kościelców. Urocze były chmury atakujące raz za czas Kasprowy i Czerwone Wierchy.
Przybywamy do Zakopanego w okolicach 8.30, 3 listopada 2012 roku. Stajemy do ekumenicznej kolejki do kolejki i czekamy na godzinę 9. Wtedy otwierają sklepy monopolowe. Choć przez chwilę mielismy co do tego wątpliwości - wiało. I to zacnie. Ale kolejka twarda jest. Wnikamy pod kasę, ulga 10 % na kartę PTTK i jazda w górę. Z Kasprowego na lewo marsz - w zieleń Doliny Gąsienicowej. Już tu kontrasty kolorów pięknie się w oczy rzucały. My w dół, a w górę m.in. grupa plus / minus 25 osobowa mówiąca jak w Wieży Babel. Witamy gości ze świata. Wnikamy do Murowańca, herbata poranna, kawa poranna i burza mózgów. Zresztą krótka - Zadni Granat narzucał się nam już od czwartku. A wiadomo, że pierwsza myśl najlepsza. Ruszamy z kopyta. Dokładnie z czterech kopyt. Ten dzień był idealny dla osób, którym inni przeszkadzają w górach. Do Czarnego spotkalismy 5 osób, później przy rozstaju dróg na Skrajny dwie. I od tej pory do powrotu nad Czarny zero ludzi, turystów, świstaków, kozic, małp, niedźwiedzi, węży i krokodyli. Tylko nasze dwie sztuki i wiatr wyjący w Koziej Dolince. Wył konkretnie. Obchodzimy Czarny Staw ( bez lodu, a Zmarzły Staw jak to Zmarzły - już zmarzły ), dochodzimy do takiej skałki, przez którą wychodzi się "piętro wyżej" i dochodzi się do rozstaju dróg na Zawrat i Kozią Dolinkę. To miejsce było pierwszym, w którym trzeba było użyć rąk do wejścia. Rynna w lodzie, skalki obok suche. Takich miejsc będzie jeszcze ze cztery. Ale na spokojnie przechodziliśmy je, używając rąk i nóg. Na szlaku raz za czas płaty lodu ale raków nie zakładaliśmy. Albo dało się je obejść albo były tak krótkie, że nie groziły niebezpieczeństwem. Docieramy do rozstaju dróg na Zadni Granat i Żleb Kulczyńskiego i tam czas na wypoczynek. Krótki bo wiało okrutnie. I nas wywiało w górę. Od tego miejsca było już tylko jedno miejsce gdzie trzeba było zachować ostrożność i trzeba było użyć rąk górnych. A tak to trasa albo całkowicie sucha albo troszkę śniegu. Oczywiście od połączenia z czerwonym szlakiem, Orlą, śniegu było już więcej i stale. Wnikamy na sam szczyt szczytu i czas na podziwainie okolicy. A widać wszystko. Ali stwierdził, że chyba nawet Bieszczady widać. Stary jest, wierzę mu. Z bliższych elementów to zacnie było widać Koszystą, Skrajny, Pośredni, Żółtą, 5 Stawów Polskich, Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zawratową Turnię, oba szczyty Świnicy, Zamarłą Turnię, Gerlach, Ganek, Rysy, Wysoką, Tatry Bielskie, Miedziane, Mięguszowickie, Kasprowy, Giewonty, Czerwone, Kopę Magury, Czarny Staw Gąsinicowy. I inne. Np Kościelce. Szybka sesja, szybka rozmowa i czas w dół. Tego dnia nie wiało na ciepło ... Żeby było weselej to mijamy odbicie zielonego szlaku i zmierzamy w stronę Czarnego Mniszka. Ale zawróciliśmy. Do Koziej Dolinki schodzimy szybko, w jednym miejscu przy użyciu kończyn górnych. Potem kilka rynien z lodem, przechodzimy "mostek" nad Czarnym Potokiem, używamy rąk przy zejściu piętro niżej i nad brzegiem Czarnego Stawu, już rozluźnieni, gratulujemy sobie pięknych widoków i naszej epokowej odwagi, rozwagi i wagi. Do Murowańca mijamy już trochę więcej ludzi niż z rana. W schronisku czas na herbatę, kawę, dysputy. Ale szybkie bo 17 godziny jadalnia miała być nieczynna. Impreza dla TOPR - owców się szykowała.
Droga powrotna przez Boczań mija nam szybko. W lesie nic nie wyło, upiory poszły spać. Potem przez "pałac" Zamojskich i chodnikiem na Rondo Kuźnickie i jazda w dom.
Było pięknie.
[attachment=49013] [attachment=49014] [attachment=49015] [attachment=49016] [attachment=49017] [attachment=49018]
[attachment=49019] [attachment=49020] [attachment=49021] [attachment=49022] [attachment=49023] [attachment=49024]
[attachment=49025] [attachment=49026] [attachment=49027] [attachment=49028] [attachment=49029] [attachment=49030]
[attachment=49031] [attachment=49032] [attachment=49033] [attachment=49034] [attachment=49035] [attachment=49036]
[attachment=49037] [attachment=49038] [attachment=49039]
Nie lubię listopada. Zwykle jest ponury, liście w ogrodzie trzeba grabić. I jeszcze w tym miesiącu zmarło trzech moich bliskich znajomych, w tym dwóch w bardzo młodym wieku.
Lubię listopad. Moja mama się wtedy urodziła, raz za czas można trafić na fajną pogodę i ruszyć w góry.
Rok temu 1 listopada byłem na Pilsku. Rewelacyjne widoki na Tatry, Fatry, Beskidy ponad morzem chmur. Warto było. Teraz wybralismy się na Policę. Ogólnie pisząc - weszliśmy i zeszliśmy. Od Przełęczy Lipnickiej. I nic więcej. Poza tym , że wiało na ciepło więc doszliśmy do wnioslu, że w Tatrach też pewno wieje i za niedługo pogoda w Tatrach będzie sprzyjająca turystyce.
Była. Dawno się tak nie cieszyłem z wycieczki na klasyczny szczyt turystyczny. Dawno nie było tak pięknych widoków na Beskidy, Gorce a i może na Bieszczady. Piękne były kontrasty pomiędzy zielono - brązowymi stokami Żółtej Turni a czarno - białymi skałami na zboczach Orlej i Kościelców. Urocze były chmury atakujące raz za czas Kasprowy i Czerwone Wierchy.
Przybywamy do Zakopanego w okolicach 8.30, 3 listopada 2012 roku. Stajemy do ekumenicznej kolejki do kolejki i czekamy na godzinę 9. Wtedy otwierają sklepy monopolowe. Choć przez chwilę mielismy co do tego wątpliwości - wiało. I to zacnie. Ale kolejka twarda jest. Wnikamy pod kasę, ulga 10 % na kartę PTTK i jazda w górę. Z Kasprowego na lewo marsz - w zieleń Doliny Gąsienicowej. Już tu kontrasty kolorów pięknie się w oczy rzucały. My w dół, a w górę m.in. grupa plus / minus 25 osobowa mówiąca jak w Wieży Babel. Witamy gości ze świata. Wnikamy do Murowańca, herbata poranna, kawa poranna i burza mózgów. Zresztą krótka - Zadni Granat narzucał się nam już od czwartku. A wiadomo, że pierwsza myśl najlepsza. Ruszamy z kopyta. Dokładnie z czterech kopyt. Ten dzień był idealny dla osób, którym inni przeszkadzają w górach. Do Czarnego spotkalismy 5 osób, później przy rozstaju dróg na Skrajny dwie. I od tej pory do powrotu nad Czarny zero ludzi, turystów, świstaków, kozic, małp, niedźwiedzi, węży i krokodyli. Tylko nasze dwie sztuki i wiatr wyjący w Koziej Dolince. Wył konkretnie. Obchodzimy Czarny Staw ( bez lodu, a Zmarzły Staw jak to Zmarzły - już zmarzły ), dochodzimy do takiej skałki, przez którą wychodzi się "piętro wyżej" i dochodzi się do rozstaju dróg na Zawrat i Kozią Dolinkę. To miejsce było pierwszym, w którym trzeba było użyć rąk do wejścia. Rynna w lodzie, skalki obok suche. Takich miejsc będzie jeszcze ze cztery. Ale na spokojnie przechodziliśmy je, używając rąk i nóg. Na szlaku raz za czas płaty lodu ale raków nie zakładaliśmy. Albo dało się je obejść albo były tak krótkie, że nie groziły niebezpieczeństwem. Docieramy do rozstaju dróg na Zadni Granat i Żleb Kulczyńskiego i tam czas na wypoczynek. Krótki bo wiało okrutnie. I nas wywiało w górę. Od tego miejsca było już tylko jedno miejsce gdzie trzeba było zachować ostrożność i trzeba było użyć rąk górnych. A tak to trasa albo całkowicie sucha albo troszkę śniegu. Oczywiście od połączenia z czerwonym szlakiem, Orlą, śniegu było już więcej i stale. Wnikamy na sam szczyt szczytu i czas na podziwainie okolicy. A widać wszystko. Ali stwierdził, że chyba nawet Bieszczady widać. Stary jest, wierzę mu. Z bliższych elementów to zacnie było widać Koszystą, Skrajny, Pośredni, Żółtą, 5 Stawów Polskich, Kozi Wierch, Kozie Czuby, Zawratową Turnię, oba szczyty Świnicy, Zamarłą Turnię, Gerlach, Ganek, Rysy, Wysoką, Tatry Bielskie, Miedziane, Mięguszowickie, Kasprowy, Giewonty, Czerwone, Kopę Magury, Czarny Staw Gąsinicowy. I inne. Np Kościelce. Szybka sesja, szybka rozmowa i czas w dół. Tego dnia nie wiało na ciepło ... Żeby było weselej to mijamy odbicie zielonego szlaku i zmierzamy w stronę Czarnego Mniszka. Ale zawróciliśmy. Do Koziej Dolinki schodzimy szybko, w jednym miejscu przy użyciu kończyn górnych. Potem kilka rynien z lodem, przechodzimy "mostek" nad Czarnym Potokiem, używamy rąk przy zejściu piętro niżej i nad brzegiem Czarnego Stawu, już rozluźnieni, gratulujemy sobie pięknych widoków i naszej epokowej odwagi, rozwagi i wagi. Do Murowańca mijamy już trochę więcej ludzi niż z rana. W schronisku czas na herbatę, kawę, dysputy. Ale szybkie bo 17 godziny jadalnia miała być nieczynna. Impreza dla TOPR - owców się szykowała.
Droga powrotna przez Boczań mija nam szybko. W lesie nic nie wyło, upiory poszły spać. Potem przez "pałac" Zamojskich i chodnikiem na Rondo Kuźnickie i jazda w dom.
Było pięknie.
[attachment=49013] [attachment=49014] [attachment=49015] [attachment=49016] [attachment=49017] [attachment=49018]
[attachment=49019] [attachment=49020] [attachment=49021] [attachment=49022] [attachment=49023] [attachment=49024]
[attachment=49025] [attachment=49026] [attachment=49027] [attachment=49028] [attachment=49029] [attachment=49030]
[attachment=49031] [attachment=49032] [attachment=49033] [attachment=49034] [attachment=49035] [attachment=49036]
[attachment=49037] [attachment=49038] [attachment=49039]
kto by chciał w taki wypiździej po górach łazić..i to Tatrach 



:
Chyba źle z Tobą. Dziadziejesz jak ja. 