Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Najpierw jagnię, potem baran przez ławkę i rohatkę na grzbiet polaków - Tatry, paździ
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Długo przymierzałem się na tą wyprawę. Trzeba mi było jeszcze spłacać długi w postaci zabrania kolegów z pracy. W Tatry chciałem jechać o dogodnej porze i dogodnej pogodzie. U mnie najlepsza pora na Taterki jest właśnie październik. Dlaczego? Pogoda, jak chwyci, jest stabilna no i wreszcie wszystkim skończyły się wakacje, nawet studentom wyższych uczelni i ich belfrom, co przyczynia się do mniejszego ruchu na szlakach i w schroniskach. W tym roku jako dodatkowy bonus był brak śniegu. Nie miałem uprzednio zaplanowanego terminu. Czekałem tylko na prognozę pogody. Sygnał nadszedł we wtorek - weekend będzie na kopczykach słoneczny, ciepły z domieszką inwersji. Natychmiast pada decyzja o odwiedzinach Taterów w dniach 19. - 21.10.2012. Plan był następujący:
1. dzień - dojście do Schroniska Przy Zielonym Jeziorze (SPZJ), wyjście na Jagnięcy i przenocowanie w schronisku.
2. dzień - ... .
3. dzień - przejście przez Rohatkę, Polski Grzebień z wyjściem na Małą Wysoką i zejście do Tatrzańskiej Polanki przez Wielicką Dolinę.
Plan był prosty, ale i tak później musieliśmy go trochę zweryfikować ze względów mniejszej odporności fizycznej jednego członka załogi. Jeszcze w domu próbuję załatwić jakieś spanie w schroniskach. Dowiaduję się, że takie zamysły ma pełno dalszych góromanów. Przy Zielonym mamy zarezerwowane miejsce w budowie gospodarczej, we Zbójnickiej nam niczego nie ślubują. Nas to jednak nie odradza, pakujemy menele i wyruszamy.

1. dzień - Biały Woda - SPZJ - Jagnięcy Szczyt - SPZJ

Wcześnie rano wyruszamy pociągiem w relacji Czeski Cieszyn - Poprad i dalej autobusem Poprad - Biała Woda (921 m). Co za podróżowanie. To całkiem co innego niż o tydzień później jechać w Karkonosze. Na miejscu jesteśmy już o 9:00.
[attachment=48991]
Z taką pogodą nas góry natychmiast porwały. Chwilę jeszcze za chodu robimy zdjęcia, zwłaszcza Łomnicy i wchodzimy w las. Sporo Was zna, że czeka nas około 3 godzin dreptania do schroniska. Nie jest to jakieś wielkie drałowanie pod górkę, ale człowieczyna jest nacieszony na widoki górskie a tu długo jest wałęsania po lesie. Czas od czasu robimy przerwę, żeby zapozować do fotografii i dolać do żył żywej wody.
[attachment=48992]
Nawet robimy dobry skutek. Znajdujemy fotoaparat, który oddajemy właścicielowi. Ta przygoda nawet nam umili życie. Właściciel zagubionego aparatu nie tylko, że nas poczęstuję gruszczóweczką, ale jest członkiem grupy wysokogórskiej i następny dzień wieczorem w schronisku nas zaopatrzy w sporą wiedzę. Taki słowacki DrE. Po przejściu więcej jakj połowy trasy, droga robi takie małe ?S? i szerokim łukiem w lewo wchodzi do Doliny Zielonego Jeziora. Dotychczasowa temperatura potna powietrza gwałtownie się mieni na temperaturę dreszczową. Ciekawa anomalia. Chyba więcej jak 10 stopni. Chodnik jest tutaj śliski, trawa wokoło oroszona i kałuże zamarznięte.
[attachment=48993]
Akurat, jak trzeba uważać, to góry uchylają widoki. Ja głównie zaczynam spozierać na nasz najważniejszy jutrzejszy cel - Baranią Przłęcz.
[attachment=48994]
Dochodzimy do końca doliny. SPZJ (1551 m) najpierw czuję i dopiero później widzę. Ostatnim czasem zmysł powonienia zaczyna u mnie wychodzić na pierwszeństwo. Powodem są do tego już przepracowane zmysły wzroku i słuchu i także zmysł powonienia jest połączony ze zmysłem smaku i często u mnie dochodzi do wyzwolenia czegoś, czemu się mówi refleks Pawłowa. I nie zawsze to musi być woń jedzenia. U mnie ten sam refleks wywołuje woń spalanego drewna unosząca się z komina schroniska.
[attachment=48995]
Zyskujemy czasową rezerwę, kiedy wchodzimy do schroniska na dopełnienie energii. Oferta kuchni jest kusząca. Jednak wszystkie miejsca są zajęte. Jakaś wycieczka młodzieży wypełniła jadalnię po okraj. Decydujemy się najpierw na załatwienie kwatery. Jak nam obiecano, czekały na nas palandy na piętrze w budynku gospodarczym (6 Euro/noc/osoba).
[attachment=48996]
Na parterze nie były ustajone jagnięta ani barany, ale z otwartych wrót wydobywał się ryk agregatu prądotwórczego. Byliśmy zapewnieni, że agregat jest na noc wyłanczany. Szkoda tylko, że nocleżnicy z przeszłego dnia nie umieli napalić w naszej noclegowni. Było zimno jak w buźnicy. Para od buzi szła. No nic, dzisiaj my tu też śpimy i damy napewno piecu popalić. Ze schroniska dziatwę gdzieś poniosło i nareszcie możemy zająć miejsca w jadalni w celu nabrania większych sił. Mamy cynk, że tutaj niebezpiecznie gotują. Można z tutejszego pobytu odejść z więcej Joulami niż się ich przyniosło. Na popołudnie mamy w głowach jasno. Na pierwszy relaksacyjny plan pójdzie Jagnię. Nie trzeba na trasie zbytnio rozmyślać, tylko drałować do góry żółtym szlakiem. Wyruszamy od schroniska w samo południe. Szlak nas od początku nie rozpieszcza. Od razu podnosi się do góry, co powoduje znane zmiany termiczne w organizmie. Po wydrałowaniu pionowych 50 m dochodzi znów do drastycznej zmiany izotermy cieplnej. Z chłodu do ciepła. Teraz czym wyżej, tym cieplej. Z utęsknieniem patrzę na przeciwległe zbocze. Mały Keżmarski. Może kiedyś?
[attachment=48997]
Jasne, że nie tą ścianą. Po paru minutach (dla mnie to było w sumie 40) dochodzimy do Czerwonej Dolinki z jeziorkiem o tej samej nazwie (1811 m).
[attachment=48998][attachment=48999]
Krótki odpoczynek, ponieważ moje czoło orosiło się jak kufel z zimnym piwem. Czasu mamy sporo. Nie trzeba się śpieszyć. Od tego miejsca otwiera się nam widok na dalszą część chodnika. Nic trudnego, tylko w zakończeniu wyjścia na grań jest trochę łańcuchów. Podchodzimy do nich z dalszą zadyszką. W takich warunkach nie są problematyczne, ale kiedy zaśnieży i tutaj jest potem niebezpiecznie. Mnie raczej przeszkadzają kijki. Trzymać w jednej ręce kijki i w drugiej łańcuch, to chyba maksymum mych możliwości utrzamania się na chodniku. Czym się potem chwycić, kiedy jeszcze trzeba zdjęcie z tych wygibasów pstryknąć?
[attachment=49000][attachment=49001][attachment=49002]
Wyjście na grań (2118 m), to już inna kawa. Tutaj nam się otwierają widoki na pełną buzię. Zwłaszcza w północną stronę, gdzie wyższe szczyty nie zasłaniają widoki na podtatrzańskie kotliny i znane pagóry za nimi.
[attachment=49003]
Mamy za sobą 1,5 godziny drałowania. Na uwiecznienie odwiedzin trzeba się jeszcze pół godziny pomęczyć. Dla nas to gradka, zwłaszcza, że widoki stają otworem. Jagnię (2229 m) długo nie stawiało oporu i o 14:15 dało się pogłaskać po ciemieniu. Znowu następuje znana euforia. Bieganie po wierzchołku z aparatem i szukanie najlepszej pozycji do zdjęcia. Okoliczne kopczyki obstrykuję od podstawy po wierzchołek. Z tąd najlepiej wypadają jednak Bielskie.
[attachment=49004]
Żaden kopczyk ich nie zasłania. Tak nas przyciągają, że chwilę walczymy z chciwością pójścia z tąd wprost do Kopskiego. Może innym razem? Dzisiejszy dzień powoli chyli się ku końcowi i nam trzeba zmykać do schroniska. Słońce obniża się coraz to niżej. Tylko amatorzy uwiecznienia zachodów słońca dopiero teraz prą w górę. Mnie się nie chce czekać na to zjawisko i pstrykam od niechcenia szczyt Koziego (2111 m), odnogi Jagnięcego, z ładnym cieniem czegoś.
[attachment=49005]
Można zgadywać od jakiego szczytu ten cień. Ja typuję na Czarny Szczyt. Powrót na wysokość schroniska znaczy powrót do zimnicy.
[attachment=49006]
Teraz już wiem dlaczego doliny nad Zielonym zwią Wielką i Małą Zmarzłą. Na szczęście warunki w SPZJ są komfortowe - gorący prysznic i zimne piwko. Gorący prysznic daję zaraz po powrocie. Jest tak gorący, że jeszcze ze mnie paruje, kiedy przechodzę prawie na golasa z łazieńki schroniska do naszej noclegowni. Tam szybko do suchego ubrania, ale jeszcze nie czas na poniewierkę. Trzeba jeszcze wygrzać pomieszczenie. Nikt z młodych się ku temu nie miał i dlatego stare chłopy musiały się zająć tym zaszczytnym zadaniem. Przyznam, że byłem do tego zmuszony okolicznościami. Nikogo i niczego do grzania nie miałem. Tylko wkładkę do śpiwora. Na początku piecyk się stawiał i trochę kopcił. Jednak, kiedy rura kominowa się rozgrzała, to ciepło roprostrzęło się po izbie jak w starej chałupie. Czas na zimne piwko. W jadalni schroniska jest ku temu sposobność. Kiedy powracamy do noclegowni, musimy lawirować nad różnymi bebechami, nim dostajemy się do właściwych łóżek.
[attachment=49007]
Jeszcze trzeba naplanować następny dzień przy odrobinie żywej i już nic nam nie broni w zasłużonym odpoczynku. Dobranoc.

Cdn. Trasa 2 dnia w tylko dla wybranych innocent
Taki to był piękny czas w Tatrach, dobrze Stasiu mówisz, że

Stasiu napisał(a):
...
najlepsza pora na Taterki jest właśnie październik. Dlaczego? Pogoda, jak chwyci, jest stabilna no i wreszcie wszystkim skończyły się wakacje, nawet studentom wyższych uczelni i ich belfrom, co przyczynia się do mniejszego ruchu na szlakach i w schroniskach. W tym roku jako dodatkowy bonus był brak śniegu.


Ja ten weekend 20 -21. X. 2012 też na długo będę pamiętać Rolleyes Smile

Muszę Ci Stasiu powiedzieć, że zawsze gdy jestem w Zielonym Plesie to zmarznę i "sople wiszą mi u nosa", nawet w lecie Smile taki już chyba urok tego zakątka Big Grin He Big Grin

Na początku września tego roku tak mi dolało na Jagnięcym i obtłukło mnie gradem, ze gdy przyszłam do schroniska w Zielonym, to wypiłam na raz dziewięć gorących herbat, które są tam naprawdę pyszne Rolleyes i dopiero doszłam do siebie blink Smile

Ładną mieliście wycieczkę, a i wesoło Wam było zapewne, wieczór i relaks po rozgrzewającej kąpieli błogi i zasłużony Big Grin

Fajne foto z Pilskiem i Babią:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/attachme...?aid=49003 Smile

paulina napisał(a):
(...)Muszę Ci Stasiu powiedzieć, że zawsze gdy jestem w Zielonym Plesie to zmarznę i "sople wiszą mi u nosa", nawet w lecie Smile taki już chyba urok tego zakątka Big Grin He Big Grin (...)

Widzę Paulina, że zaliczasz się do osób, które raczej noszą ciepły śpiwór i chodzą ze soplem u nosa. Masz jednak szczęście, że jesteś z tej piękniejszej połowy ludzkości. Ci drudzy by się mieli starać, żeby było ciepło w chałupie. Nie wiem jak było w pokojach w schronisku, ale my jak się zabraliśmy do roboty, to było przyjemnie.

Jednym słowem Stasiu trzeba chodzić z porządnymi Chłopami w góry Big Grin
Znać grzeczny byłeś-skoro Ci niebiosa taką pogodę dały. uhm Big Grin

Stasiu napisał(a):
Cdn. Trasa 2 dnia w tylko dla wybranych innocent

No to czekam na c.d "w tylko dla orłów"-jakby napisał Alistair MacLean. Wink Big Grin Big Grin Big Grin Big Grin Big Grin

dr.Etker napisał(a):
Znać grzeczny byłeś-skoro Ci niebiosa taką pogodę dały. uhm Big Grin (...)


Ty się nie masz na co skarżyć. Co relacja od Ciebie w tym roku z Taterów, to lazurowiejsze niebo. Na szczęście zostawiłeś trochę dla pozostałych. Wink Co do drugiego dnia. Na razie wgrywam na YT filmik z ruchomymi obrazkami.

ehhh... zazdroszczę, że w Taterki macie tak blisko ....
Przyjemną rozgrzewkę miałeś Stasiu przed Karkonoszami Smile
3. dzień - Terynka - Czerwona Ł. - Zbójnicka - Rohatka - Polski G. - Śląski - Polanka

Mamy następną przespaną noc w kopczykach. Tym razem nieplanowanie w Terynce. Cena położenia głowy na poduszce kosztuje 16 Euro ze śniadaniem. Oba schroniska miały jedną wspólną pozytywę. Śniadańka podają już o 7:00. Można wtedy wcześnie wystartować. Co też czynimy. Jeszcze, że chociaż tutaj słońce nas odprowadza na trasę.
[attachment=49114]
Bardzo jestem ciekawy podejścia na Czerwoną. Nie dreptałem to baaardzo długo. Opuszczamy Dolinę Jezior i wgryzamy się w Pfinową Kopę. Takie to zagrzanie maszyny na roboczą temperaturę. Pierwszych 45 minut idziemy tym samym szlakiem co na Lodową. Kiedy mijamy obrzeża Kopy oba siodła nam się pokazują w pełnej krasie.
[attachment=49115] - Czerwona Ł., Szeroka Wieża (2461 m) i Lodowa P.
Podejścia na oba siodła się trochę różnią. Kiedy na Lodowe można wyjść wysprawowanym chodnikiem, to na Czerwoną gramoli się chwilkę usypiskiem i potem w prawo po skale z podciąganiem się na łańcuchach. Usypisko nie jest takie męczące, cztery zygzaki i jesteśmy pod skałą. Dopiero tutatj możemy wyprówać swoje siły. Nie wiem czy się mylę, ale kiedyś chyba łańcuchy zaczynały się trochę wyżej. Teraz mi się wydawało, że gramolenie po nich jest jakieś dłuższe.
[attachment=49116]
Zestaw łańcuchowy jest dobrze usytuowany. Umocowany tam, gdzie trzeba i żadne zbędne ogniwo. Mamy młodą godzinę, ale i tak już sporo adeptów do przejścia Czerwonej.
[attachment=49117]
Ja to sobie w pełni używam. Nie wiadomo, czy będzie mi w tym miejscu i o takiej pogodzie jeszcze dane tu raz przebywać.
[attachment=49118]
Tyle jest tego do przejścia. W połowie ściany łańcuchy przechodzą z pionu do skosu.
[attachment=49119][attachment=49120]
Jednak stopień trudności się nie mieni. Później oceniam całe to wyjście na ferratowych A/B, miejscami B. W normalnych warunkach jest do przejścia i dla zwykłych taterników. Tutaj nie są żadne powietrzne miejsca i żadne wspiny "po górolsku", które zapierają dech w piersiach. Nawet na trochę gładszych skałach są zamocowane klamry, żeby użytkownik czuł się wygodnie i bezpiecznie bez użycia dodatkowych sił.
[attachment=49121][attachment=49122]
Po 1,5 godzinie od wyjścia ze schroniska nie ma o czym gadać. Jesteśmy na Czerwonej Ławce (2352 m). Trzeba jakoś uczcić wyjście na to miejsca i z uśmiechem na ustach chętnie pozuję do zdjęcia uwieszony na ostatnim łańcuchu.
[attachment=49123]
Nie mamy czasu na zbyt i dlatego długo nie balangujemy tutaj. Trzeba drałować wytrwale dalej. Zbójnicka wygląda jak by była blisko, jednak to tylko pozory.
[attachment=49124]
Ma to na sumieniu profil Doliny Staroleśnej. Schronisko z tego miejsca jest położone na drugim brzegu doliny i szlak biegnie na około, żeby nie schodzić w dół i następnie do góry. Jest to taka typiczna tatrzańska droga relaksowa.
[attachment=49125]
Jedanak trzeba też patrzeć pod nogi, żeby gdzie nie wpaść i nie nabić sobie buzi. W szybkim tempie osiągamy Zbójnicką (1960 m). To był nasz wczorajszy cel. Jest 10:00 i my właściwie mieliśmy być już gdzieś na Polskim G. Szkoda. Lubię raczej atmosferę Zbójnickiej niż Terynki. Z tego powodu zamawiam sobie klasyczną kapuśnicę i piwko. Może mi to w następnej wędrówce przedłuży krok. Kapuśnica była faktycznie dobra. Zdjęć z tego miejsca nie robiłem, ponieważ tak czyniłem w zeszłym roku. Tylko sobie uwieczniłem Świstowy (2382 m) i jego przełęcz.
[attachment=49126]
Od dłuższego czasu jest w planie jego odwiedzenie. Szkoda, że Doctore mnie już wyprzedził. Chociaż tutaj miał bym pierwszeństwo. Kiedy mi się tutaj uda następnym razem przespać, wtedy na pewno na niego nie zapomnę. Czas wyruszyć dalej. Czeka nas wyciąg - Rohatka. Jest to praktycznie powtórka z zeszłego roku. Mam możliwość porównać różnorakość wyjścia, ponieważ w zeszłym roku było co nieco śniegu a w tym roku zero.
[attachment=49127] - 29.10.2011
[attachment=49128] - 21.10.2012
W zeszłym roku byliśmy zmuszeni pójść wariantem Pauliny tzn. prosto drałować rygolem na przełęcz. W tym roku poszliśmy za szlakiem, który prowadzi w prawo od rynny, po skale spadającej z tej małej Wieży nad Rohatką. Było to wyjście innego charakteru. Jak zmienne mogą być warunki, które mają wpływ na taktykę podejścia mogę poznać na własnej skórze.
[attachment=49129]
Podchodzenie na Rohatkę od Zbójnickiej jest typiczną dreptówą z częstym użyciem rąk jako dodatkowego napędu. Całkiem inaczej, niż na Czerwoną. Zdało by się, że nudnawo. Jednak przechodzenie szlaku z dreszczykiem dopiero nastąpi przy zejściu. Rohatka (2373 m) - to już druga przełęcz tego dnia. Opuszczamy słoneczną Dolinę Staroleśną i czeka nas zejście do ponurej Litwornej. Trochę łańcuchów, klamer i dla niektórych dreszczyku.
[attachment=49130]
Jeszcze, że nie mamy w planie Dolinę Białki. Raz jedank będzie trzeba, ponieważ ile razy można na Polski G? Tym razem jesteśmy zmuszeni okolicznością. Pociąg odjeżdża nam w wyznaczonym czasie a z Łysej Polany daleko do niego. Kiedy schodzimy pod skrzyżowanie pod Polskim G., zauważam, że więcej turystów drepcze w odwrotnym kierunku. Jeszcze ten kierunek nie próbowałem. Jest dalszy powód na przespanie w Zbójeckiej.
[attachment=49131]
Spoglądam za siebie. Faktycznie Rohatka z drugiej strony też wygląda zachęcająco. Będzie trzeba jaki plan z tym podejściem obmyślić. Na Polskim G. (2199 m) jesteśmy o 12:00. Pierwotnie plan nasz przewidywał wyjście na Małą Wysoką. Jednak nieplanowane nocowanie na Terynce nie dało nam szans dotrzeć z tymi odwiedzinami na czas do pociągu. Siły na to były. Sporo ludzi w taką pogodę wychodziło na M. Wysoką i robiło nam smaka. Po wyjściu na Polski G. ogarnął mnie smutek. Powoli dobiegała końca wyprawa, która przyniosła nam nowe przeżycia w Taterkach. Szkoda, że nie mogłem przenocować i zostać tutaj trochę dłużej. Parę łańcuszków i dalsza przełęcz jest za nami.
[attachment=49132]
Cały czas Taterki były dla nas przychylne. Przedkładały nam same wyśmienite widoki.
[attachment=49133]
Nawet taki moloch, jak Śląski, nie był w stanie zakłócić tych naturalnych obrazów. Dziękowałem też za ciepłą pogodę, ponieważ nie musiałem to turystyczne z pianką wyżłopywać w pomieszczeniach Śląskiego typu Fast Food, ale na zewnątrz z widokiem do Doliny Popradzkiej.
[attachment=49134]
Zejście z gór i całą wyprawę kończymy w Tatrzańskiej Polance w jednej spelunie o 16:45. Zamawiamy jedno, ale tym razem za 0,8 Euro. Przyjemnie mnie to zaskoczyło.

Zakończenie: Przyznam, że mnie samego już wkurzają relacje z Taterek. Ciężko się opisuje przeżycia z trasy, którą się przeszło wiele razy. Pachnie potem nudą. Jednak wystarczy tutaj przyjechać i człowiek jest znowu w euforii. Dla mnie te góry to nostalgia. To coś, jak powrót do swoich lat młodzieńczych, kiedy życie było mniej ustarane. Jedno wiem na pewno. Będę tutaj tak często przyjeżdżał, do kiedy mnie nogi poniosą i trochę czasu i kasy zaoszczędzę.

KONIEC unsure

Stasiu napisał(a):
Zakończenie: Przyznam, że mnie samego już wkurzają relacje z Taterek. Ciężko się opisuje przeżycia z trasy, którą się przeszło wiele razy. Pachnie potem nudą.

Fakt.Za dużo błękitu było na niebie.
Gdyby chociaż mała burza albo zamieć śnieżna.... Toungue
Albo przygoda z kosodrzewiną gęsto rosnącą. Big Grin

Doctore, sam wiesz, że w górach to jak na sinusoidzie. Za tydzień pokazały nam Karki, jaką pogodę można namieszać. innocent
Miałem napisać, że jakąś nostalgią czuć

Cytat:
...ogarnął mnie smutek. Powoli dobiegała końca wyprawa

a Ty Stasiu sam to w "zakończeniu" ująłeś Smile

Pogoda wyśmienita na takie wycieczki, kilka fajnych zdjęć zamieściłeś. Zawsze szczególnie wspominam Polski Grzebień i Rohatkę, pierwszy wspólny wyjazd z Bogusią w Wysokie Tatry Rolleyes tylko pogoda była ciut inna, szlakiem brodziło się w potoku wody, i zdjęć mało zrobionych bo wtedy jeszcze rządziły klisze.

Przekierowanie