Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: Tatry 24.07.2012 - 30.07.2012
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Kolejne wakacje i kolejny tydzień tatrzańskich wędrówek już za mną. Było wspaniale, jak zawsze chociaż na drodze do wyjazdu stawało kilka przeszkód - z jednej strony komuś nie pasuje termin wyjazdu, z drugiej mnie gonią terminy związane ze składaniem papierów na studia. Miałam też kłopot ze znalezieniem chętnych osób na wyjazd. Może robiłam to trochę na siłę, ale nie jestem zwolennikiem samotnych wędrówek - może jeden, dwa dni, ale cały tydzień to już nie za bardzo. Zamiast dwóch koleżanek pojechałam z jedną - Alicją i jej chłopakiem Marcinem i nie pod koniec sierpnia ale 24 lipca. Mieszkaliśmy w domach obok, także rano wychodziliśmy razem a wieczorami chodziliśmy na zimne piwko do knajpy obok.

Planów co do wędrówek nie robiłam. Co roku coś planuję i wiecie z moich poprzednich relacji co z tego wychodzi. Dlatego pozostawiłam to wszystko własnemu biegowi. Znacie mnie już trochę i wiecie, że nie nastawiam się nigdy na zdobywanie tylko po prostu na to żeby pochodzić trochę po szlakach. Może nie każdy to rozumie i nie dziwię się, ale mi takie spędzanie czasu zupełnie wystarczy.

Podróż do Zakopanego jak zwykle długa i męcząca. Korki i upał sprawiały, że jedenastogodzinna podróż wydawała się wiecznością. W Katowicach dosiadł się do nas kolega z pracy Marcina - Leszek, który góry kocha ponad wszystko i przez dwa dni to on dotrzymywał mi towarzystwa na szlaku.

25.07.2012 - zaczyna się nasza wakacyjna przygoda. Musieliśmy odespać podróż, więc wstaliśmy dopiero o 9 a o 10 byliśmy gotowi do drogi. Alicja z Marcinem Tatr nie znali więc wybór trasy pozostawili mi i Leszkowi. Wybraliśmy Kościeliską, Halę Stoły i zwiedzenie okolicznych jaskiń. Pogoda nie była sprzyjająca - było pochmurno, padał lekki deszczyk a gdzieś w oddali było słychać zbliżającą się burzę.

Około 11 dojechaliśmy do Kościeliskiej. Jak na tą porę nie było tu zbyt wielkich tłumów, co trochę mnie zdziwiło bo zwykle roi się tu od kolonii. Kupiliśmy bilety i ruszyliśmy w drogę. Narzuciliśmy dość szybkie tempo, więc po niecałych 30min odbiliśmy na interesujący nas szlak na Halę Stoły.

Szło się nam bardzo przyjemnie, humory dopisywały i dość długa droga pod górę i nie wydawała się tak męcząca. Z Hali rozciągał się ładny widok na Tatry, chociaż gdyby nie było tak wietrznie i deszczowo było by jeszcze lepiej. Zjedliśmy obfite śniadanko, wypiliśmy po kubku rozgrzewającej herbaty i zaczęliśmy schodzić na dół.

W Kościeliskiej kilka minut po płaskiej drodze i doszliśmy do szlaku do Mylnej i Raptawickiej. Było ślisko więc łańcuchy jak najbardziej się przydały. Co jakiś czas robił się mały przestój bo co poniektórzy mieli mały problem na łańcuchu, ale w końcu udało się nam dojść do celu. Nie zwiedzaliśmy jaskiń zbyt dokładnie, ponieważ Ala trochę się bała, ale było bardzo fajnie.

W drodze do domu, Ala zakomunikowała, że jutro robi sobie wolne. Nie stwarzałam ku temu przeszkód i uszanowałam jej decyzję. Wieczorem poszliśmy na piwo uczcić pierwszy dzień w górach a potem każdy rozszedł się do swoich pokoi.

[attachment=46656]

26.07.2012 - wstaję o 5. Godzinę później spotykam się z Leszkiem i ruszamy na dworzec autobusowy. Jedziemy do Palenicy ponieważ w planach mamy Szpiglasową. Jest ciepło i zapowiada się piękny dzień. Na drodze do Wodogrzmotów brak turystów, do Piątki również wędrujemy sami. Zrobiło się nieco chłodniej, zachmurzyło się i zaczęło padać. W schronisku zjedliśmy śniadanie i czekaliśmy na rozwój wypadków. Warunki nie były zbyt sprzyjające, ale zdecydowaliśmy się iść w góry. Przed nami szły tylko dwie osoby i kolonia, która na szczęście skręciła na Zawrat.

Szliśmy spokojnie, równym tempem. Widoki nie były zbyt zachęcające, ale uparcie szliśmy dalej. Na Szpiglasowej ubraliśmy się cieplej, bo było strasznie wietrznie. Odpoczęliśmy trochę i zaczęliśmy schodzić w kierunku Morskiego Oka.

Teraz już bez trudu ta droga daje się rozpoznać - tłumy klapkowiczów, kolonie, kilometrowe kolejki do bryczek. Po pół godzinie drogi zaczęło grzmieć i padać. Lało już do samych busów, więc byliśmy porządnie przemoczeni, ale zadowoleni z całego dnia.

[attachment=46661] [attachment=46657] [attachment=46658] [attachment=46659] [attachment=46660] [attachment=46662] [attachment=46663] [attachment=46664] [attachment=46665] [attachment=46666] [attachment=46667] [attachment=46668]

27.07.2012 - Dla mnie historyczna data, bo w końcu udało mi się wejść na Kościelec. Szczerze mówiąc do ostatniej chwili w to nie wierzyłam, bo scenariusz był taki sam jak co roku. O czym mówię?

Wychodząc rano z Leszkiem (Ala z Marcinem ponownie zostali w domu) wszystko zapowiadało się wspaniale. Pogoda piękna, na niebie ani jednej chmurki. Oczywiście coś w środku mi mówiło, że to się zmieni. Powiedziałam o tym Leszkowi - nie wierzył.

Słońce prażyło a Kościelec jak zawsze dumnie górował nad Gąsienicową. Pomyślałam, że tym razem ze mną nie wygra.

Pomarzyć każdemu wolno. Czarne chmurki zaczął do siebie wołać już nad Czarnym Stawem a na Karbie już nic nie było widać. Miałam wrażenie, że ta piekielna góra toczy ze mną grę, której ja nigdy nie mogę wygrać. Cała ta historia bardzo śmieszyła Leszka, mnie w sumie też, bo w końcu dało się przewidzieć jak to będzie wyglądać.

Na Karbie stwierdziliśmy, że jeśli się nie pogorszy to wchodzimy na górę. Tak też się stało. Pomyślałam - trudno, najwyżej z góry nic nie zobaczę, ale przynajmniej stanę na szczycie.

Droga była dla mnie może nie tyle co męcząca, ale stresująca. Miałam problem w niektórych miejscach, bo niektóre skały były dość wysokie i nie dawałam rady się podciągnąć, ale obudził się we mnie duch walki i nie było mowy o rezygnacji.

Na górze, tak jak podejrzewałam nic nie było widać. Były dwa przebłyski i udało mi się zrobić zdjęcie.

Schodzenie w porównaniu z wchodzeniem to istna masakra. Nie powiem, że się nie bałam bo nie widziałam gdzie mam postawić nogę. Jestem dość niska więc do pewnych skał po prostu nie dosięgałam i pozostało mi opuszczanie się dość mocno na rękach.

W połowie drogi do Zielonych Stawków złapał nas deszcz i znowu przemokliśmy do suchej nitki.

Nogi po prostu mi odpadały, byłam strasznie zmęczona.
Mimo, że widoków nie było dzień ten był dla mnie wspaniały. W końcu udało mi się pokonać Kościelec i w przyszłych latach już na pewno nie będzie dla mnie tak straszny.

[attachment=46669] [attachment=46670] [attachment=46671] [attachment=46672] [attachment=46673] [attachment=46674]

28.07.2012 - Odpoczywam

29.07.2012 - Nadszedł ostatni dzień. Moi towarzysze chcieli zobaczyć Morskie Oko, ale koniec końców wylądowaliśmy w Chochołowskiej z zamiarem wejścia na Grzesia.

Było gorąco, więc szło się dość ciężko, ale dobre humory dopisywały.

W schronisku zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę, bo w końcu nikomu się nie spieszy. Na niebie zaczęły zbierać się ciemne chmurki i chcieliśmy chwilę odczekać i zobaczyć co z tego wyjdzie.

Deszcz jednak złapał nas dopiero w połowie drogi na Grzesia a burza na szczycie. Zaczęliśmy szybko schodzić na dół uważając aby się nie poślizgnąć. Wszystko uspokoiło się dopiero na dole i w drodze do busa znów towarzyszyło nam słońce.

[attachment=46675] [attachment=46676] [attachment=46677] [attachment=46678] [attachment=46679] [attachment=46680]

To by było na tyle. Wakacje uważam za udane, Ala z Marcinem też są zadowoleni. Chcą jechać w przyszłym roku tym razem deklarując ambitniejsze chodzenie.

Ja oczywiście cieszę się ze zdobycia Kościelca, ale z pozostałych dni też pozostaną miłe wspomnienia. Może niektótrzy uznają, że znowu nic nowego nie widziałam, ale ja zawsze wychodzę z założenia, że wszystko jeszcze przede mną

Agnieszka napisał(a):
Ja oczywiście cieszę się ze zdobycia Kościelca, ale z pozostałych dni też pozostaną miłe wspomnienia.

Pięknie Agnieszko ! Jeszcze raz gratuluje Kościelca. ok
Szkoda , że nie zawitałaś w Tatry dwa dni wcześniej, 23-24.
Miałem piękną pogodę i pyszną słowacką gruszkówkę (okazja do integracji forumowej w schronisku Smile ).

Ja myślę, że dobrze miałaś dopasowane wycieczki co do pogody. Ze wszystkich wyciągnęłaś maksymum. ok Szkoda tylko, że nie udaje Ci się dobrać jaką większą grupkę jednakowo zaawansowanych młodych ludzi jak Ty. Dobrze, że do was dołączył kolega kolegi. ok
Może na studiach napotkasz jakie górołazy. Życzę kolejnych górskich sukcesów. ok

Ken_Kaniff

Gratuluję udanego wyjazdu.
Byłem w tym roku w zachodnich Tatrach. To co tam zobaczyłem przekroczyło moje oczekiwania. Było wspaniale i polecam, chociaż wcześniej warto trochę przygotować się fizycznie do chodzenia po zachodnich szczytach Smile
Gratuluje wyjazdu i Kościelca okSmile
Przekierowanie