20-07-2012, 09:40 AM
Witam ponownie!
Kolejny raz piszę relację z niemal tygodniowym opóźnieniem. Cóż jednak począć? Obowiązków i zajęć tak wiele, a czasu tak mało. Trzeba było bardziej luźnego dnia w pracy, aby wreszcie wysmarować kolegom i koleżankom forumowiczom pyszną relacyję.
Pierwotnie trasa ta była zaplanowana na 2 dni z noclegiem w schronisku na Hali Miziowej. Jak to się stało, że z planów dwudniowych zrobiła się jednodniowa droga przez mękę pisać tutaj nie będę. Może towarzysz mój Arrakis sam napiszę poniżej
Ale do rzeczy:
Początek trasy do miejscowość Bystra gdzie wraz z ostatnim przystankiem PKS rozpoczyna się niebieski szlak w kierunku Romanki. Po krótkiej rozgrzewce byliśmy gotowi do drogi. Była godzina 5:45. I już na początku problemy. Zgubiliśmy szlak. Mapa pokazywała jasno: do końca asfaltem i odbicie w prawo. Tak też zrobiliśmy. Asfalt był i owszem. Nawet drwali sztuk klika, ale szlaku nie było. Nie ma to jak solidny wkurw zaraz z rana. Trzeba zatem wrócić. W sumie już na starcie pół godziny w plecy. W końcu jest!! Niebiesko przed oczyma!! Oznakowanie totalnie beznadziejne!! Idąc z dołu trzeba by mieć oczy z tyłu głowy. Totalny syf. Ale nic to! Ważne, że wreszcie na szlaku. Szlaku?? Widać, że bardzo rzadko uczęszczany. Trawa do pasa + obfita rosa = mokro wszędzie. Co to będzie?? Po dwóch godzinach jesteśmy na Stacji Słowianka. Pół godziny straty odrobione. Słońce obdarza promieniami, w których suszymy gacie, buty, a twarze opalamy. Teraz na czerwony i w stronę Schroniska Rysianka. Romanka prezentuję się z gracją. Jeszcze będzie o niej mowa. Jest też coś dla naszego Stasia - ślady misia, którego wielkim fanem jest nasz forumowy kolega
. Jest czas na sesję zdjęciową więc docieramy do schroniska z lekkim poślizgiem. Nie jesteśmy tam sami. Zebrały się także chmury oraz wiatr w solidnej mocy. Jakoś zimno też zajrzało. A przed nami jeszcze tyle drogi. No nic; ruszamy dalej. Hejże na Pilsko!! Włączają nam się turbiny. Idziemy ostro do przodu, pod górę, czasem w bok na jagody. Ważne, że ostro i szybko. W naszym własnym niepowtarzalnym stylu. No i jest! Pilsko! Dla mnie wyczekiwane miejsce dłuższego odpoczynku. Po jednej godzinie snu łaknąłem choćby 15 minut drzemki. Tatr jednak nie widać i to jest minus kategorii poważnej. Drzemka była pół godzinna, potem sesyja zdjęciowa i na Halę Miziową! Tam znów pół godziny w towarzystwie złocistego napoju z angielska zwanego birem. Ta godzina błogiego relaksu uśpiła nieco nasze poczucie czasu w kwestii reszty trasy. Przed nami jeszcze kawał drogi a jest już 14:00. Na dodatek but lewy zaczął uciskać mnie w okolicach kostki w sposób absolutnie haniebny. Nie wiem czy mu to jeszcze kiedyś wybaczę. Idziemy zielonym, a następnie czarnym na Przysłopy. Stamtąd kolorem maści żółtej do Sopotni. Ścigamy się z czasem. W tym momencie następuje najbardziej dramatyczny rozdział tej wycieczki. Podejście na Kotarnicę. Nienawidzę tej góry!! Momentalnie znalazła się na mojej czarnej liście nielubianych gór i zajmuje tam 1 miejsce. Uwierzcie mi! Po 8 godzinach dreptania takie podejście wypruwa z człeka ostatnie cząsteczki energii. Oj sypały się k*r*y. Ze wstydem przyznać to muszę. Żeby jeszcze na szczycie jakieś oznaczenie było; jakiś słupeczek dumnie się prężący. A tu nic. Góra ma nas w dupie i tyle. Idziemy dalej na Romankę. Mówiłem, że jeszcze się pojawi. Tu podejście już bez łez złorzeczenia. Uruchomiłem skrywaną do tej pory turbinę, o której nawet nie miałem pojęcia, że istnieje. Na Romance spotykamy widziane już dzisiaj chmurzyska. Im też humor wyraźnie się popsuł. Do Bystrej jeszcze 3 godziny. No i zaczyna lać. Peleryny i pokrowce na start, a zejście dosyć niebezpieczne. Tak to zatacza się koło historii: na mokro zaczęliśmy i na mokro kończymy. Swoista pętla wilgoci. Bez przystanku na Stacji Słowianka, totalnie wyczerpani o obolali docieramy do samochodu po godz. 19:00. Pękło 13 godzin i sporo, sporo kilometrów. A w niedzielę chciałem iść na rower. Nie lubię zmieniać planów. Co za syf 
Kilka zdjęć zamieszczę popołudniem.
Jak to mawia Łukasz: dziękuję za uwagę.
Kolejny raz piszę relację z niemal tygodniowym opóźnieniem. Cóż jednak począć? Obowiązków i zajęć tak wiele, a czasu tak mało. Trzeba było bardziej luźnego dnia w pracy, aby wreszcie wysmarować kolegom i koleżankom forumowiczom pyszną relacyję.

Pierwotnie trasa ta była zaplanowana na 2 dni z noclegiem w schronisku na Hali Miziowej. Jak to się stało, że z planów dwudniowych zrobiła się jednodniowa droga przez mękę pisać tutaj nie będę. Może towarzysz mój Arrakis sam napiszę poniżej

Ale do rzeczy:
Początek trasy do miejscowość Bystra gdzie wraz z ostatnim przystankiem PKS rozpoczyna się niebieski szlak w kierunku Romanki. Po krótkiej rozgrzewce byliśmy gotowi do drogi. Była godzina 5:45. I już na początku problemy. Zgubiliśmy szlak. Mapa pokazywała jasno: do końca asfaltem i odbicie w prawo. Tak też zrobiliśmy. Asfalt był i owszem. Nawet drwali sztuk klika, ale szlaku nie było. Nie ma to jak solidny wkurw zaraz z rana. Trzeba zatem wrócić. W sumie już na starcie pół godziny w plecy. W końcu jest!! Niebiesko przed oczyma!! Oznakowanie totalnie beznadziejne!! Idąc z dołu trzeba by mieć oczy z tyłu głowy. Totalny syf. Ale nic to! Ważne, że wreszcie na szlaku. Szlaku?? Widać, że bardzo rzadko uczęszczany. Trawa do pasa + obfita rosa = mokro wszędzie. Co to będzie?? Po dwóch godzinach jesteśmy na Stacji Słowianka. Pół godziny straty odrobione. Słońce obdarza promieniami, w których suszymy gacie, buty, a twarze opalamy. Teraz na czerwony i w stronę Schroniska Rysianka. Romanka prezentuję się z gracją. Jeszcze będzie o niej mowa. Jest też coś dla naszego Stasia - ślady misia, którego wielkim fanem jest nasz forumowy kolega
. Jest czas na sesję zdjęciową więc docieramy do schroniska z lekkim poślizgiem. Nie jesteśmy tam sami. Zebrały się także chmury oraz wiatr w solidnej mocy. Jakoś zimno też zajrzało. A przed nami jeszcze tyle drogi. No nic; ruszamy dalej. Hejże na Pilsko!! Włączają nam się turbiny. Idziemy ostro do przodu, pod górę, czasem w bok na jagody. Ważne, że ostro i szybko. W naszym własnym niepowtarzalnym stylu. No i jest! Pilsko! Dla mnie wyczekiwane miejsce dłuższego odpoczynku. Po jednej godzinie snu łaknąłem choćby 15 minut drzemki. Tatr jednak nie widać i to jest minus kategorii poważnej. Drzemka była pół godzinna, potem sesyja zdjęciowa i na Halę Miziową! Tam znów pół godziny w towarzystwie złocistego napoju z angielska zwanego birem. Ta godzina błogiego relaksu uśpiła nieco nasze poczucie czasu w kwestii reszty trasy. Przed nami jeszcze kawał drogi a jest już 14:00. Na dodatek but lewy zaczął uciskać mnie w okolicach kostki w sposób absolutnie haniebny. Nie wiem czy mu to jeszcze kiedyś wybaczę. Idziemy zielonym, a następnie czarnym na Przysłopy. Stamtąd kolorem maści żółtej do Sopotni. Ścigamy się z czasem. W tym momencie następuje najbardziej dramatyczny rozdział tej wycieczki. Podejście na Kotarnicę. Nienawidzę tej góry!! Momentalnie znalazła się na mojej czarnej liście nielubianych gór i zajmuje tam 1 miejsce. Uwierzcie mi! Po 8 godzinach dreptania takie podejście wypruwa z człeka ostatnie cząsteczki energii. Oj sypały się k*r*y. Ze wstydem przyznać to muszę. Żeby jeszcze na szczycie jakieś oznaczenie było; jakiś słupeczek dumnie się prężący. A tu nic. Góra ma nas w dupie i tyle. Idziemy dalej na Romankę. Mówiłem, że jeszcze się pojawi. Tu podejście już bez łez złorzeczenia. Uruchomiłem skrywaną do tej pory turbinę, o której nawet nie miałem pojęcia, że istnieje. Na Romance spotykamy widziane już dzisiaj chmurzyska. Im też humor wyraźnie się popsuł. Do Bystrej jeszcze 3 godziny. No i zaczyna lać. Peleryny i pokrowce na start, a zejście dosyć niebezpieczne. Tak to zatacza się koło historii: na mokro zaczęliśmy i na mokro kończymy. Swoista pętla wilgoci. Bez przystanku na Stacji Słowianka, totalnie wyczerpani o obolali docieramy do samochodu po godz. 19:00. Pękło 13 godzin i sporo, sporo kilometrów. A w niedzielę chciałem iść na rower. Nie lubię zmieniać planów. Co za syf 
Kilka zdjęć zamieszczę popołudniem.
Jak to mawia Łukasz: dziękuję za uwagę.



