26-06-2012, 10:16 PM
Plan na sobotę : Zverovka - Siodło pod Osobitą - Grześ - Rakoń - Wołowiec - Rakoń - Zverovka
Skład: tradycyjny tandem Ugodowy Marcin i Nerwowy Marian oraz nowa twarz a zarazem brat mój rodzony Gadatliwy Tadeusz.
Chłopina biedna nie była nigdzie od bardzo dawna i mimo ostrzeżeń zrezygnować nie chciała. Twarde bydlę!! Ale do rzeczy.
Odmienny nastrój panował już w drodze do Zverovki. Zazwyczaj jedziemy w ciszy. Te kilka zdań jakie pada w samochodzie dotyczy najczęściej wypełniającej przestrzeń muzyki. Tym razem było inaczej. Tadeusz nie dość, że gadał ciągle to jeszcze tak głośno jakby świeżo wrócił z warsztatów emisji głosu. Ale brata z auta nie wyrzucę. Tak chciał jechać. Po 2,5 godzinie jesteśmy na parkingu pod Brestovą. Miła niespodzianka - opłata w porównaniu z zeszłym rokiem bez zmian - 3Eur. Brat dalej nadaje. Przygotowujemy się do wyjścia i po chwili zmierzamy ku chacie Zverovka skąd zielony szlakiem pójdziemy na Siodło pod Osobitą. Brat dalej nadaje. Pierwsze metry płasko lub z górki. Brat ciągle nadaje. Wreszcie zaczyna się podejście. Brat cią... Wróć! Brat nie nadaje; brat sapie. Jest zatem na niego sposób. Trzeba chłopa zmęczyć.
Samo podejście całkiem przyjemne.Przypomina nieco te na Sivy Wierch. Po godzinie jesteśmy pod Osobitą. Widoki nie powalają. Niebo dosyć mocno zachmurzone, ale przynajmniej temperatura idealna. Już po 10 min pojawia się Brat. Łapie oddech i zaczyna gadać. Może on tak po prostu wyraża radość i podniecenie??
Idziemy dalej w stronę Grzesia. To z górki, to trochę w górę. Po prawej pojawiają się Trzy Kopy, Banikov i reszta składu, a na wprost nas Wołowiec - cel wycieczki; jeszcze w chmurach. Szlak totalnie pusty jeśli nie liczyć dwóch niedźwiedzich kup
. Na Grzesiu tradycyjnie już sporo turystów. Robimy 20 min przerwy. Brat idzie równo z nami i całkiem się już uspokoił. Ale i tak już wiadomo, że przydomek jego będzie "Gadatliwy".
Chmury opuszczają Wołowca, a my Grzesia i kierujemy się w stronę Rakonia. Znudzeni słabym tempem przyspieszamy. Przed samym podejściem decydujemy się nawet na krótki bieg
. Niemal 30 min później dociera Tadeusz. Jest wyrąbany maksymalnie. Jego ostatnią wolą jest pozostanie na Rakoniu i przypilnowanie naszych rzeczy gdy my skoczymy na Wołowca. Testament rzecz święta więc tak się też dzieje. Był to mój 5 raz na tym szczycie i minie trochę czasu zanim znów się tam pojawię. Jedynie spojrzenie na Ostrego Rohacza wywołało u mnie szybsze bicie serca. Jest to absolutnie piękna góra. Zatem na Wołowiec tak, ale tylko w drodze na kolejne spotkanie z Rohaczem
Wracamy szybko do Tadka, który w tym czasie pasł się na zboczach Rakonia i spoglądał na Rohackie Stawy. Stąd już na Siodło Zabrat i w dół do Tetlikovej Chaty i dalej na parking pod Brestovą.
[attachment=46086] [attachment=46087] [attachment=46088]
[attachment=46089] [attachment=46090] [attachment=46091]
[attachment=46092]
Skład: tradycyjny tandem Ugodowy Marcin i Nerwowy Marian oraz nowa twarz a zarazem brat mój rodzony Gadatliwy Tadeusz.
Chłopina biedna nie była nigdzie od bardzo dawna i mimo ostrzeżeń zrezygnować nie chciała. Twarde bydlę!! Ale do rzeczy.
Odmienny nastrój panował już w drodze do Zverovki. Zazwyczaj jedziemy w ciszy. Te kilka zdań jakie pada w samochodzie dotyczy najczęściej wypełniającej przestrzeń muzyki. Tym razem było inaczej. Tadeusz nie dość, że gadał ciągle to jeszcze tak głośno jakby świeżo wrócił z warsztatów emisji głosu. Ale brata z auta nie wyrzucę. Tak chciał jechać. Po 2,5 godzinie jesteśmy na parkingu pod Brestovą. Miła niespodzianka - opłata w porównaniu z zeszłym rokiem bez zmian - 3Eur. Brat dalej nadaje. Przygotowujemy się do wyjścia i po chwili zmierzamy ku chacie Zverovka skąd zielony szlakiem pójdziemy na Siodło pod Osobitą. Brat dalej nadaje. Pierwsze metry płasko lub z górki. Brat ciągle nadaje. Wreszcie zaczyna się podejście. Brat cią... Wróć! Brat nie nadaje; brat sapie. Jest zatem na niego sposób. Trzeba chłopa zmęczyć.
Samo podejście całkiem przyjemne.Przypomina nieco te na Sivy Wierch. Po godzinie jesteśmy pod Osobitą. Widoki nie powalają. Niebo dosyć mocno zachmurzone, ale przynajmniej temperatura idealna. Już po 10 min pojawia się Brat. Łapie oddech i zaczyna gadać. Może on tak po prostu wyraża radość i podniecenie??

Idziemy dalej w stronę Grzesia. To z górki, to trochę w górę. Po prawej pojawiają się Trzy Kopy, Banikov i reszta składu, a na wprost nas Wołowiec - cel wycieczki; jeszcze w chmurach. Szlak totalnie pusty jeśli nie liczyć dwóch niedźwiedzich kup
. Na Grzesiu tradycyjnie już sporo turystów. Robimy 20 min przerwy. Brat idzie równo z nami i całkiem się już uspokoił. Ale i tak już wiadomo, że przydomek jego będzie "Gadatliwy". Chmury opuszczają Wołowca, a my Grzesia i kierujemy się w stronę Rakonia. Znudzeni słabym tempem przyspieszamy. Przed samym podejściem decydujemy się nawet na krótki bieg
. Niemal 30 min później dociera Tadeusz. Jest wyrąbany maksymalnie. Jego ostatnią wolą jest pozostanie na Rakoniu i przypilnowanie naszych rzeczy gdy my skoczymy na Wołowca. Testament rzecz święta więc tak się też dzieje. Był to mój 5 raz na tym szczycie i minie trochę czasu zanim znów się tam pojawię. Jedynie spojrzenie na Ostrego Rohacza wywołało u mnie szybsze bicie serca. Jest to absolutnie piękna góra. Zatem na Wołowiec tak, ale tylko w drodze na kolejne spotkanie z Rohaczem
Wracamy szybko do Tadka, który w tym czasie pasł się na zboczach Rakonia i spoglądał na Rohackie Stawy. Stąd już na Siodło Zabrat i w dół do Tetlikovej Chaty i dalej na parking pod Brestovą.[attachment=46086] [attachment=46087] [attachment=46088]
[attachment=46089] [attachment=46090] [attachment=46091]
[attachment=46092]
Podejście pod Osobitą jest jednym z wielu. 
Nonstalgia to wredna rzecz.
To jakaś mystyfikacja.
Wszyscy byli już tam, gdzie nie powinni jeszcze być. 