21-05-2012, 01:11 PM
Dzień dobry.
Jak się rzeklo Słowacja szykowała się do meczu. Wykupili flagi, flaszki, zarżneli owieczki i baranki. Ale nie wszystkie ... dwa barany poszły w niedzielę na Baraniec ...
W okolicach czwartku umawiam się z jednym z GAC - owców na niedzielną przechadzkę po Tatrach. Zachodnich Słowackich. Plan mówił - Otargańce. Plan się zmienił. Już w sobotę ( w momencie gdy przedzierałem się przez kosodrzewinę w Zielonej Dolinie Gąsienicowej ) zadzwonił GAC i poinformował mnie , że w Tatrach jest śnieg ( "oglądam kamerki i jest biało" ). No to ja Go poinformowałem, że jestem właśnie powyżej kolan w tym śniegu. Trochę Go zaskoczyłem. Myślał, Bydlak, że leniuchuję w Żywcu. Po dodaniu do siebie widoku z kamer i mej relacji live GAC zaczął myśleć nad tymi Otargańcami. Ja też. I z tego myślenia wyszła zmiana planu. Te same Tatry, grań leżakująca obok Otargańców - czyli Baraniec. 2185 metrów ponad poziomem morza. Przyszykowalismy się jak na styczniowy atak Świnicy. Raki, czekany, nawet w aucie znalazł się kask. I buty zimowe ... Moje Scarpy akurat ważą kilogram. Prawy but kilogram i lewy but kilogram ...
No i ruszamy. Bardzo ostrożnie ponieważ Słowacja wygrała z Czechami i może być wesoło na ulicach. I, owszem, przenikały tubylce z flagami i radością na twarzach. Nikogo nie przejeżdżając zbliżamy się do Tatr Zachodnich. Tylko gdzie ten śnieg na zboczach ...
Był ... ale na zboczach Niżnych Tatr
Szosa widokowo cudna - Choczańskie, Tatry Zachodnie, Niżne Tatry ( z drogi na Baraniec było też widać Małą Fatrę ). Po ponad dwóch godzinach docieramy do miejscowości Ziar. Około 900 metrów nad poziomem morza. Znaczy się na Baraniec będzie niecałe 1300 m w górę. Nic to - do boju !!!!! Boju bezśnieżnego
Południowa wystawa wysuszyła całkowicie trasę na szczyt. Raki, czekany, kask do bagażnika. Butki jednak na stópki. I w las. Z lasu tego wyszliśmy po 70 minutach. Wyszliśmy żeby wejść w kosodrzewinę. A z kosodrzewiny wyszliśmy na Goły Wierch. Wreszcie zaczeły się widoki. Na Niżne, Fatry, Choczańskie i grań prowadzącą na Barańca. Długą grań ... I suchą ... Tam jak ktoś latem zapomni wody to anielski orszak ... My wodę mamy ... i tak oto docieramy o równej 12 ( ruszylismy o 8.30 - zmieścilismy się w czasie !!! ) na szczyt. Wita nas obeliks i powalający widok na grań Rohaczy, kominiarski w oddali, grań Otargańców po prawej, Siwy Wierch po lewej, Raczkową Czubę Łopatę, Wołowiec schowany częściowo za Rohaczem. I w oddali po prawej Tatry Wysokie. I jescze z bardziej znanych ładnie widać Bystrą. Jest tak sielankowo , że na szczycie spędzamy 38 minut. Tak jak koncertówka Kata
Sielanka wręcz. Ale czas wracać. Wracamy tak jak weszliśmy. W dobrym czasie. Przenikamy przez Goły, kosodrzewinę, las i wchodzimy na parking. Uffff ... 6 i pół godziny za nami. Piękna góra, wspaniałe widoki ... Ale nigdy więcej nie wejdę tam tym szlakiem.
Dobranoc.
P.s. Opowieść tą dedykuję pewnemu Baranowi.
Jak się rzeklo Słowacja szykowała się do meczu. Wykupili flagi, flaszki, zarżneli owieczki i baranki. Ale nie wszystkie ... dwa barany poszły w niedzielę na Baraniec ...
W okolicach czwartku umawiam się z jednym z GAC - owców na niedzielną przechadzkę po Tatrach. Zachodnich Słowackich. Plan mówił - Otargańce. Plan się zmienił. Już w sobotę ( w momencie gdy przedzierałem się przez kosodrzewinę w Zielonej Dolinie Gąsienicowej ) zadzwonił GAC i poinformował mnie , że w Tatrach jest śnieg ( "oglądam kamerki i jest biało" ). No to ja Go poinformowałem, że jestem właśnie powyżej kolan w tym śniegu. Trochę Go zaskoczyłem. Myślał, Bydlak, że leniuchuję w Żywcu. Po dodaniu do siebie widoku z kamer i mej relacji live GAC zaczął myśleć nad tymi Otargańcami. Ja też. I z tego myślenia wyszła zmiana planu. Te same Tatry, grań leżakująca obok Otargańców - czyli Baraniec. 2185 metrów ponad poziomem morza. Przyszykowalismy się jak na styczniowy atak Świnicy. Raki, czekany, nawet w aucie znalazł się kask. I buty zimowe ... Moje Scarpy akurat ważą kilogram. Prawy but kilogram i lewy but kilogram ...
No i ruszamy. Bardzo ostrożnie ponieważ Słowacja wygrała z Czechami i może być wesoło na ulicach. I, owszem, przenikały tubylce z flagami i radością na twarzach. Nikogo nie przejeżdżając zbliżamy się do Tatr Zachodnich. Tylko gdzie ten śnieg na zboczach ...
Był ... ale na zboczach Niżnych Tatr
Szosa widokowo cudna - Choczańskie, Tatry Zachodnie, Niżne Tatry ( z drogi na Baraniec było też widać Małą Fatrę ). Po ponad dwóch godzinach docieramy do miejscowości Ziar. Około 900 metrów nad poziomem morza. Znaczy się na Baraniec będzie niecałe 1300 m w górę. Nic to - do boju !!!!! Boju bezśnieżnego
Południowa wystawa wysuszyła całkowicie trasę na szczyt. Raki, czekany, kask do bagażnika. Butki jednak na stópki. I w las. Z lasu tego wyszliśmy po 70 minutach. Wyszliśmy żeby wejść w kosodrzewinę. A z kosodrzewiny wyszliśmy na Goły Wierch. Wreszcie zaczeły się widoki. Na Niżne, Fatry, Choczańskie i grań prowadzącą na Barańca. Długą grań ... I suchą ... Tam jak ktoś latem zapomni wody to anielski orszak ... My wodę mamy ... i tak oto docieramy o równej 12 ( ruszylismy o 8.30 - zmieścilismy się w czasie !!! ) na szczyt. Wita nas obeliks i powalający widok na grań Rohaczy, kominiarski w oddali, grań Otargańców po prawej, Siwy Wierch po lewej, Raczkową Czubę Łopatę, Wołowiec schowany częściowo za Rohaczem. I w oddali po prawej Tatry Wysokie. I jescze z bardziej znanych ładnie widać Bystrą. Jest tak sielankowo , że na szczycie spędzamy 38 minut. Tak jak koncertówka Kata
Sielanka wręcz. Ale czas wracać. Wracamy tak jak weszliśmy. W dobrym czasie. Przenikamy przez Goły, kosodrzewinę, las i wchodzimy na parking. Uffff ... 6 i pół godziny za nami. Piękna góra, wspaniałe widoki ... Ale nigdy więcej nie wejdę tam tym szlakiem. Dobranoc.
P.s. Opowieść tą dedykuję pewnemu Baranowi.



