Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat

Pełna wersja: 21-22.04 śniegowe manewry (H.Gąsienicowa, szlak na Krzyżne, D. Pańszczyca)
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Plan pierwotny: do Pięciu Stawów przez Krzyżne i ewentualne dalsze działania w obrębie okolicznych szlaków

W sobotę 7 rano dzięki dobrodziejstwom podróży wygodnym i tanim Polskim Busem (wreszcie koniec koszmarnych dojazdów nocnym pociągiem rzeźnią Smile) lądujemy w Zakopcu w całkiem niezłej kondycji, od razu łapimy busika do Kuźnic. I.... juz na samym początku duuuży błąd, chcąc znaleźć się jak najszybciej na szlaku rezygnujemy z wypożyczalni przy Rondzie Kuźnickim (mła nie ma raków Toungue) i zaglądamy do tej najbliżej szlaków. Negocjacje cenowe z panem kończą się niepowodzeniem (doba kosztuje 25 zł, gdy pytamy ile bedzie jak zejdziemy jutro na 12tą, pan mówi że policzy "tylko" 40 zł, hmmm mi wychodzi, że przeliczając proporcjonalnie powinnam dopłacić jakieś 5 zł, ale ok, nie ja tu rządzę, ale też nie muszę przepłacać...pan zabiera raki, dziękuję, do widzenia). Gdybym wzięła raki przy Rondzie mogłabym je oddać w 5 Stawach. Lenistwo zostało wkrótce ukarane, jak się potem okazało musieliśmy kompletnie zmienić plany Devil

Przemierzamy szybko Jaworzynkę, po drodze zrzucając kolejne warstwy ubrań, jako że słoneczko w swej łaskawości postanowiło chwilę nam poświecić. Dzień jest ciepły, ale przez 90% czasu pochmurny/bardzo pochmurny. Pogoda dba, żeby się nam nie nudziło: to nas poleje deszczykiem, to poprószy śniegiem. Po przetartych szlakach idzie się łatwo, ale za chwilę okaże się, że w miejscach mniej uczęszczanych zalegający mokry śnieg wymyślił sobie (prawdopodobnie z nudów, bo ile można tak zalegać) wesołą zabawę w ? pułapkę na nogę?.

Na drzwiach Murowańca kartka ? W dniu dzisiejszym nie mamy miejsc noclegowych? (Memoriał w skialpinizmie)..ok i tak nie liczyliśmy na nie za bardzo WinkWchodzimy i akurat turyści pytają dyżurującego goprowca o warunki na Krzyżnem, mówi że raki konieczne Sad Małe śniadanko (w moim wypadku pół czekolady mlecznej z bakaliami Shy), herbata z cytryną i ruszamy dalej. Postanawiamy pójść drogą pod Krzyżne i zobaczyć jak to tam wygląda.

Na żołtym szlaku widzimy nieco przysypane ślady jakiegoś wielkiego osobnika (sądząc po rozmiarze buta giggle), które pomagają nam zlokalizować drogę. Idzie się do pewnego momentu nieżle, potem dość cięzko z powodu wyżej wspomnianych śniegowych zabaw Toungue Idzie sobie człowiek spokojnie, pewnie i nagle łups noga wpada do pół uda w śnieg i to perwersyjnie zawsze jest to jedna noga Toungue Cięzki nadtapiający się śnieg jak już złapie, to w sekundy zaciska swoją łapę wokoł kostki tam w dole i nieraz muszę zrzucać plecak, żeby nie walczyć dodatkowo z jego ciężarem podczas uwalniania się ze śniegowych macek. W czasie tych zabaw robi się nieźle gorąco, ale dla odmiany nadpływają czarne chmury i zaczyna padać śnieg z desczem.

Wychodzimy mniej więcej na wysokość, z której odchodzi czarny szlak do Doliny Pańszczyca, czas podjąć decyzję co dalej. Z ciężkim sercem stwierdzamy, że nie idziemy dalej pod Krzyżne, bo ewentualny odwrót może zająć nam zbyt dużo czasu w tych warunkach.

Żeby wynagrodzić sobie to rozczarowanie zjeżdzamy sobie z góry w dolinę na czterech literach. Szlaku za bardzo nie widać, kierujemy się mapą i nie dokońca rozszyfrowaną aplikacją trekbuddy w Nokii oraz widocznymi na śniegu śladami.
Do tej pory wycieczka była naprawdę świetna, teraz zaczynają się nudy krążenia po leśnych szlakach, udaje nam się nieco pobłądzić (przez pewnego upartego muła, czyli mła Shy Gdy w końcu jesteśmy w stanie zlokalizować się na mapie, okazuje się że jesteśmy gdzieś w połowie odcinka czerwonego szlaku pomiędzy Psią Trawką a Wielką Pańszczycką Młaką. Wracamy się i w chlupoczących butach schodzimy w miarę ubitym szlakiem czerwonym mijając mglistą Waksmundzką Rówień i jeszcze bardziej mglistą o zmierzchu Polanę pod Wołoszynem.

Na tym odcinku spotykamy jednego turystę, który przyjechał z Warszawy samochodem i wystartował wczesnym popołudniem chcąc dojść do Murowańca, ale zrezygnował poinformawany przez nas o braku możiwości noclegowych, później spotkamy jego i jeszcze jedną parę zapoznaną w tej okolicy, w schronisku w Roztoce.

Wreszcie Wodogrzmoty Mickiewicza i za chwilę Roztoka, pyszna zupa borowikowa z domowymi kluseczkami, piwo (niestety baaardzo kiepskie, wodniste, faktem jest, że wzięłam z kija nie pytając co to).

Na drugi dzień słoneczko postanowiło nam chyba zrobić na złość i pokazać, że w kwietniu może być jak w lato. My w planach mamy skosztowanie w Krakowie naprawdę dobrego piwa (polecam Flying Doga, bardzo ciekawe piwko typu IPA (w kilku odsłonach), my dorwaliśmy je w Strefie Piwa, gdzie baramanem jest entuzjasta wyrobów browarniczych, który z pasją opowiada o tym co serwuje Piwko

W Roztoce żegnają nas pierwsze wiosenne, mocno jeszcze zaspane żaby, a tuż przy Łysej Polanie pasąca się spokojnie sarna Smile
Podsumowując z pierwotnych planów niewiele wyszło, ale przebieżka się udała ok

Linka do zdjęć (zdecydowanie bardziej kronikarskich niż artystycznych, gdyż słaby ze mnie fotograf) zamieszczę w przyszłym tygodniu, jak odzyskam aparat Cool
Fajnie się czytało o Twoich śnieżnych manewrach Verso ok. Kwietniowe przepadające śniegi mogą się dać we znaki. Rolleyes
Moim zdaniem verso jest nadziejnym narybkiem w pisaniu relacji na naszym forum. ok Fajnie si czyta nowy nie sprofanowany styl. Tylko to "pwo kiepskie, wodniste". Przyznam, że już sporo tego moku wypiłem, ale nie wiem co to "wodniste piwo" Shy uhm Verso będzie mi to musiała sama pokazać, jak ją kieedy w Taterach spotkam. Wink

verso napisał(a):
Na żołtym szlaku widzimy nieco przysypane ślady jakiegoś wielkiego osobnika...

To zapewne yeti. giggle

verso napisał(a):
Idzie sobie człowiek spokojnie, pewnie i nagle łups noga wpada do pół uda w śnieg i to perwersyjnie zawsze jest to jedna noga Toungue Cięzki nadtapiający się śnieg jak już złapie, to w sekundy zaciska swoją łapę wokoł kostki tam w dole i nieraz muszę zrzucać plecak, żeby nie walczyć dodatkowo z jego ciężarem podczas uwalniania się ze śniegowych macek.

Nie dość, że za każdym razem tą samą nogą wpadasz w grząski śnieg, to na dodatek przy próbie jej wyciągania druga noga zapada się dla towarzystwa, prawda? Big Grin

Zamieszczaj te zdjęcia jak najszybciej! Pańszczyca, to jedna z moich ulubionych dolin. Smile

"Mokra wycieczka" ciekawie napisana, ale chlupotania w butach to nie lubię Wink
Również czekam na fotki.

Polski Bus - też zostałem jego fanem, udało mi się nawet za 11pln przejechać Zakopane-Gdańsk.

BTW
Twoja strona www (goldenline -tak?) nie otwiera się
A 75' to dobry rocznik ok

maciek napisał(a):
(...)
Nie dość, że za każdym razem tą samą nogą wpadasz w grząski śnieg, to na dodatek przy próbie jej wyciągania druga noga zapada się dla towarzystwa, prawda? Big Grin (...)

Wiesz Maciek, to jest ten mniejszy problem. Ale kiedy po chwilce zmagania wyciągasz nogę i potrzysz na skarpetkę, to dopiero jest problem. Nie wszyscy noszą ze sobą łopatę lawinową. Toungue

Pablo napisał(a):
(...)
A 75' to dobry rocznik ok

A ja słyszałem, że zeszłoroczny rocznik jest bardzo dobry. Mówimy chyba o winie. uhm

Stasiu napisał(a):

Pablo napisał(a):
(...)
A 75' to dobry rocznik ok

A ja słyszałem, że zeszłoroczny rocznik jest bardzo dobry. Mówimy chyba o winie. uhm

urodzinowy rocznik Toungue

Ale Wy młodzi jesteście !!!!!!!

P.s. Ładna wycieczka. Czas na opublikowanie fotomontaży.
Dzięki za wielce łaskawe przyjęcie mojej "relacji" prawie live (a co najważniejsze kolejny raz alive) Wink

.. Albo napiszę tak, zgodnie z kulturą dalekiego wschodu, która mnie zawsze fascynowała :"dzięki, że zechcieliście zwrócić Wasze szlachetne spojrzenia na moją niegodną pisaninę giggle)

Za fotki za to dostanę pewnie kilka gromów Shy, niemniej mam zamiar odważnie zamieścić linka do nich, jak tylko odzyskam aparat.

Co do zapadania się nogi nr 2, to z tym bywało różnie Big Grin u mnie zazwyczaj była to jedna noga, ale raz tak skutecznie, że doszło do odkopywania uwięzionego buta Big Grin ,...tak... przydałaby się ta łopata lawinowa

Link do mojej stronki na goldenline poprawiłam, dzięki za zwrócenie uwagi! Na rocznik 75 nie narzekam, ale pozdrawiam też wszystkie inne rocznikiok

Co do wodnistego piwa, w Roztoce było naprawdę makabryczneScary
Będzie okazja to oczywiście pokażę o co chodzi, chociaż wolałbym demonstrować na przykładach pozytywnych, ale to chyba na Birofilii w Żywcu (może ktoś się wybiera Smile
Nie wiem jakie jest w MOKu, chyba nie próbowałam nigdy ??
Oczywiście nie spodziewam się rewelacyjnego wyboru piwek regionalnych w schronisku, ale żeby jakiś posmak słodu i chmielu był...jako kuliminacja zacnie spędzonego na górskich szlakach dnia. Na pewno nauczka kolejna, żeby brać butelkowe Cool
Wybieram się na Birofili.

verso napisał(a):
.. Albo napiszę tak, zgodnie z kulturą dalekiego wschodu, która mnie zawsze fascynowała :"dzięki, że zechcieliście zwrócić Wasze szlachetne spojrzenia na moją niegodną pisaninę giggle)

Za fotki za to dostanę pewnie kilka gromów Shy, niemniej mam zamiar odważnie zamieścić linka do nich, jak tylko odzyskam aparat.

Bądź dobrej myśli. Smile
Jeśli zdjęcia dorównają relacji to----> przeżyjesz.... Wink Toungue

Z dużym poślizgiem (to po zimie Shy) wrzucam linkę do kilku fotek z wyjazdu.

https://picasaweb.google.com/11734263974...o4Svhbj6CQ

A co do Birofilii, to bilety na pks kupione i będę tam 16ego, jakby ktoś z forum chciał wznieść toast Smile Na drugi dzień albo w Beskid Żywiecki albo na kajaki do Tresnej, zależnie kiedy będziemy wracać.
Przekierowanie