22-04-2012, 11:37 AM
Piątek, godzina 10.00 wyjeżdżamy z okolic Krosna. Ma być typowa rekreacja. Znajomi chcą trochę pojeździć nowym autkiem. Proponuję Bieszczady. Zawsze to miło choćby zza okna szyby pooglądać górskie pejzaże.
Pierwszy cel, przez Komańczę i Cisną planujemy jechać do Wołosatego. Zjemy obiad, wypijemy piwko będzie fajnie
Z domu nie zabieram nic poza - tak na wszelki wypadek - butami górskimi
Wspomniana droga choć dość mocno podziurawiona jest bardzo wysoko postawiona w hierarchii moich ulubionych dróg. Ze względu na duże niezamieszkane przestrzenie jest tu po prostu klimat. Większość mijanych znaków to znaki ostrzegawcze. Uwaga zwierzyna leśna, uwaga zwierzęta domowe, duże tablice jak uwaga rysie czy w końcu uwaga niedźwiedzie. Raz też było uwaga dzieci
Aha no jeszcze popularnymi znakami są uwaga wyboje, uwaga koleiny, uwaga serpentyny
Wołosate wita niecodziennie. Drogowcy łatają ostatnie dziury na południowo-wschodnich krańcach Polski. Niestety "Bar pod Tarnicą" wita nas zamkniętymi drzwiami. Cóż zrobić. Jedziemy nad Solinę. Tam pewnie coś otwartego i dobrego znajdziemy.
[attachment=44796]* - Strażnica SG w Ustrzykach Górnych, w tle Połonina Caryńska
Na północ od Ustrzyk Górnych przypominam sobie nagle, że w ramach atrakcji moglibyśmy pojechać za Muczne. Jakieś torfowiska, gdzieś tam źródła Sanu, no i nietypowe ujęcia bieszczadzkich szczytów. Nietypowe bo widziane od drugiej strony niż widzi je zdecydowana większość bieszczadzkich turystów.
Dla niewtajemniczonych Muczne to już taki mały polski koniec świata. Tzn. takie miałem wrażenie na początku tego dnia. Na koniec dnia jednak już miałem inne odczucia, a właściwie dojeżdżając do Mucznego czułem się jakbym dotarł do cywilizacji
No ale po kolei.
Pogoda jakby się trochę psuje, na szybie jakieś krople deszczu. Kilka kilometrów dziurawej drogi za nami. Drogi przez las, gdzie można spotkać jedynie ludzi pracujących przy zrywce drewna lub przy wypalaniu węgla drzewnego. No można jeszcze napotkać funkcjonariuszy straży granicznej lub leśnej.
Do najbliższego większego niż kiosk sklepu jest stąd 18 km (Lutowiska) czy 36 km (Wetlina). To jest właśnie Muczne, liczące wg wikipedii 45 mieszkańców.
Jedziemy dalej. Droga się mocno zwęża, mosty nad potokami nie mają tu barierek, a każda boczna droga w las jest opatrzona znakiem zakaz ruchu. Pierwszym punktem programu okazuje się oznaczony punkt widokowy, do którego trzeba podejść kilkanaście minut. To tu zakładam po raz pierwszy buty górskie. Czas jednak pokazuje, że choć ładny to może nie jest fascynujący. Później będzie ciekawiej.
[attachment=44797]* - z punktu widokowego pomiędzy Mucznem a Tarnawą Niżną
Jedziemy dalej. Tarnawa Niżna, czyli kilka domów na krzyż (wg wikipedii 40 mieszkańców). Jest tu szyld sklepu ale okazuje się że dotyczy on tylko sezonu letniego. Wracamy zatem do Mucznego po uzupełnienie zapasów jedzenia i picia, po czym znów wita nas Tarnawa Niżna. Przejeżdżając tu już drugi raz stanowimy pewnie z połowę dzisiejszego ruchu samochodowego w tej miejscowości
Aaaaa, zaczyna się robić pięknie. Za Tarnawą Niżną pozostajemy sami z towarzystwem mocno pagórkowatych wielkich przestrzeni, w tym również tych znajdujących się za malowniczo płynącym tutaj Sanem. Ta jedna z większych rzek Polski jest tu tylko większym potokiem. Jest to też jednocześnie granica polsko-ukraińska. Tutaj człowiek czuje, że nagle znalazł się w dzikszej części Europy. Może zresztą i tej piękniejszej?
[attachment=44798]* - graniczny San
[attachment=44799]* - bobry urzędują
Na południu rysują się nieodległe bieszczadzkie połoniny, które gdzieniegdzie są jeszcze upstrzone mniejszymi i większymi płatami śniegu. Dookoła wypatruję czy gdzieś na horyzoncie nie pojawi się niedźwiedź, jeleń czy też inny ciekawy przedstawiciel dzikiej fauny. To człowiek tutaj jest gościem, a nie na odwrót.
Wkrótce asfalt zaczyna wykazywać tendencję do zanikania. Pojawia się żwirowa droga. Zmierzamy teraz w okolice nie istniejącej już obecnie wsi Bukowiec. Teraz nie ma tu nic, no poza niewielkim parkingiem gdzie należy pozostawić samochód. Dalej jechać nie wolno. Jest to około 10 km za Tarnawą Niżną.
Godzina trochę późna ale dająca nadzieję na powrót o zmroku. Naszym celem niespodziewanie stają się źródła Sanu. Na piechotę stąd to kolejne 10 km. Oczywiście jesteśmy tu sami.
[attachment=44800][attachment=44801][attachment=44802] - dzikie Bieszczady
[attachment=44803] - ponoć w tym miejscu była kiedyś wieś Beniowe, z tyłu bieszczadzkie połoniny.
Po pół godzinie mijamy stary cmentarz w okolicach nieistniejącej wsi Beniowe.
Droga do niego malownicza, cały czas w towarzystwie wijącego się tutaj między pagórkami niewielkiego Sanu. Trochę kropi, ale ostatecznie się wypogadza. Tak sobie myślę - niby mamy tu Polskę a jaki inny świat. Dawno nie czułem takiej dziczy dookoła mnie
[attachment=44804] - cmentarz w okolicy nieisniejącej wsi Beniowe
Jak dobrze, że wziąłem buty górskie. Jak dobrze, że w Wołosatem nie udało nam się zjeść obiadu. Jak dobrze wreszcie, że gdzieś tam zaświtała w ostatniej chwili myśl, że może odbić by w tę stronę z drogi głównej. Aha, tak w ogóle to przyjechaliśmy tu na jeden dzień, ale już wiemy że zostaniemy w Bieszczadach na noc. Nie mam nic ze sobą poza półbutami na zmianę ale to nie ważne. Czasem takie właśnie wyjazdy są najlepsze, czyli nieplanowane. Szkoda tylko, że aparat w komórce to mój jedyny aparat jaki mam przy sobie.
Za cmentarzem ścieżka wchodzi w las. No może precyzyjniej to na skraj lasu. Chwilami prześwituje po lewej i sporo poniżej szumiący, graniczny San. Cały czas wije się, tworzy malutkie stopnie wodne i zawirowania. Las, drzewa, cała przyroda... To wszystko jakieś tu inne. Niby w każdych górach Polski to mamy, ale nie takie jak tu. Nawet te popularne części Bieszczad są odmienne od tych stron. Ot, choćby znak szlaku niemal całkowicie przykryty porastającym drzewo mchem. Jak coś się przewróciło tutaj to leży i to nie to coś się przesuwa, żeby ścieżka biegła pierwotnym wariantem. To ścieżkę się zmienia, żeby to coś co się przewróciło mogło sobie leżeć dalej. Jest rewelacyjnie. Strasznie podoba mi się klimat tego miejsca.
[attachment=44805]*[attachment=44806]*[attachment=44819]
Po jakimś czasie ścieżka dochodzi z powrotem do opuszczonej wcześniej drogi. Ta jednak jest uczęszczana tylko przez służby graniczne i parkowe i to chyba też rzadko. Ten odcinek drogą jest najmniej ciekawym fragmentem wędrówki ku źródłom Sanu. Przenieśmy się więc kawałek dalej...
Znów odbijamy w ścieżkę. Znów idziemy w dół. Zresztą tutaj tak co chwila, to do góry to do dołu. Może nie ma jednorazowo wielkich przewyższeń ale spokojnie można to potraktować jako górską wędrówkę.
Mijamy niemal niewidoczne ruiny jakiegoś dworku. Właściwie to nawet ciężko ich się dopatrzeć, ale krążą po głowie myśli jak tu się kiedyś musiało żyć? Odpowiadając sobie na to pytanie pozostaje tylko wsłuchać się w ciszę panującą dookoła. Idziemy. Kolejne powalone i przełamane drzewa. Wiele z nich po prostu ze starości chyli się ku swojemu końcowi. Malownicze polanki, załomy pagórków, wszędzie wijące się wody malutkiego tutaj Sanu czy też jego malutkich dopływów. No i ta ciągła świadomość, że cały czas oddalamy się od parkingu, który i tak od najbliższej cywilizacji jest mocno oddalony...
[attachment=44807][attachment=44808][attachment=44809]*
[attachment=44810][attachment=44811]
W około 2 godziny dochodzimy do pochodzącego z końca XIX wieku grobu Klary i Franciszka Stroińskich - niegdyś tutejszych właścicieli ziemskich. Z tego co się później dowiedziałem wspomniany wcześniej dworek też był ich własnością.
[attachment=44812]*
Stąd znów w górę wąską ścieżką zarośniętą mocno pędami malin. Wchodzimy też w rejon pojedynczych pozostałych z zimy płatów śniegu. W końcu jest. Położona najbardziej na południowy-wschód polana w Polsce. Wszystko co widać dookoła to Ukraina. Jest ona zarówno na północy, wschodzie jak i południu. Nawet w prostej linii na zachód to z wyłączeniem najbliższych paru kilometrów to też Ukraina.
[attachment=44813][attachment=44814]*
Po drugiej stronie Doliny Sanu widać pierwszą wioskę ukraińską. W żadnej mierze jednak nie odbiera ona temu miejscu charakteru wszechobecnej tutaj bieszczadzkiej głuszy. Źródła Sanu to jednak ciągle nie tu. Teraz pojawia się na tabliczce informacja, że w związku z granicą państwową można iść wyłącznie i ściśle po oznakowanej ścieżce. Mija 15 minut i wyłania się na niewielkiej polance słupek graniczny. Najpierw ten biało-czerwony, później ten żółto-niebieski. Pomiędzy nimi krzyż, a 10 metrów poniżej, spod niewielkiego kamienia leniwie, a nawet ledwo widocznie wypływa z ziemi woda. Po 443 km swojego biegu jako już duża rzeka, szósta co do długości rzeka Polski połączy swe wody z wodami Wisły.
(Wg informacji znalezionych w Internecie miejsce w terenie oznaczone jako źródło Sanu to źródło pierwszego lewego dopływu Sanu. Właściwe źródło znajduje się około 200 metrów dalej w kierunku pd-zach, na terenie Ukrainy, około 30 m od granicy. Ze względu na przepisy graniczne nie ma możliwości legalnego dojścia do tamtego miejsca).
[attachment=44815]*[attachment=44816] - przy "turystycznych" źródłach Sanu
Jest godzina coś około 17.30. Trzeba wracać. Czas gdzieś przenocować, zjeść jakiś obiad... do samochodu mamy 10 km przez dzicz, a samochodem do Wetliny w której chcemy zjeść i przenocować około 50 km mijając na tym dystansie zaledwie parę wiosek położonych w lesie i parę samochodów, z czego chyba 3 ze straży granicznej. Przesympatyczny dzień. Na koniec tylko trochę perypetii ze znalezieniem gorącego posiłku i noclegu, ale o 22.00 jemy obiad a po 23.00 dostajemy łóżka do swojej dyspozycji. Dobranoc.
[attachment=44817]*
* - zdjęcia autorstwa moich znajomych
Pierwszy cel, przez Komańczę i Cisną planujemy jechać do Wołosatego. Zjemy obiad, wypijemy piwko będzie fajnie

Z domu nie zabieram nic poza - tak na wszelki wypadek - butami górskimi

Wspomniana droga choć dość mocno podziurawiona jest bardzo wysoko postawiona w hierarchii moich ulubionych dróg. Ze względu na duże niezamieszkane przestrzenie jest tu po prostu klimat. Większość mijanych znaków to znaki ostrzegawcze. Uwaga zwierzyna leśna, uwaga zwierzęta domowe, duże tablice jak uwaga rysie czy w końcu uwaga niedźwiedzie. Raz też było uwaga dzieci

Aha no jeszcze popularnymi znakami są uwaga wyboje, uwaga koleiny, uwaga serpentyny

Wołosate wita niecodziennie. Drogowcy łatają ostatnie dziury na południowo-wschodnich krańcach Polski. Niestety "Bar pod Tarnicą" wita nas zamkniętymi drzwiami. Cóż zrobić. Jedziemy nad Solinę. Tam pewnie coś otwartego i dobrego znajdziemy.
[attachment=44796]* - Strażnica SG w Ustrzykach Górnych, w tle Połonina Caryńska
Na północ od Ustrzyk Górnych przypominam sobie nagle, że w ramach atrakcji moglibyśmy pojechać za Muczne. Jakieś torfowiska, gdzieś tam źródła Sanu, no i nietypowe ujęcia bieszczadzkich szczytów. Nietypowe bo widziane od drugiej strony niż widzi je zdecydowana większość bieszczadzkich turystów.
Dla niewtajemniczonych Muczne to już taki mały polski koniec świata. Tzn. takie miałem wrażenie na początku tego dnia. Na koniec dnia jednak już miałem inne odczucia, a właściwie dojeżdżając do Mucznego czułem się jakbym dotarł do cywilizacji

No ale po kolei.
Pogoda jakby się trochę psuje, na szybie jakieś krople deszczu. Kilka kilometrów dziurawej drogi za nami. Drogi przez las, gdzie można spotkać jedynie ludzi pracujących przy zrywce drewna lub przy wypalaniu węgla drzewnego. No można jeszcze napotkać funkcjonariuszy straży granicznej lub leśnej.
Do najbliższego większego niż kiosk sklepu jest stąd 18 km (Lutowiska) czy 36 km (Wetlina). To jest właśnie Muczne, liczące wg wikipedii 45 mieszkańców.
Jedziemy dalej. Droga się mocno zwęża, mosty nad potokami nie mają tu barierek, a każda boczna droga w las jest opatrzona znakiem zakaz ruchu. Pierwszym punktem programu okazuje się oznaczony punkt widokowy, do którego trzeba podejść kilkanaście minut. To tu zakładam po raz pierwszy buty górskie. Czas jednak pokazuje, że choć ładny to może nie jest fascynujący. Później będzie ciekawiej.
[attachment=44797]* - z punktu widokowego pomiędzy Mucznem a Tarnawą Niżną
Jedziemy dalej. Tarnawa Niżna, czyli kilka domów na krzyż (wg wikipedii 40 mieszkańców). Jest tu szyld sklepu ale okazuje się że dotyczy on tylko sezonu letniego. Wracamy zatem do Mucznego po uzupełnienie zapasów jedzenia i picia, po czym znów wita nas Tarnawa Niżna. Przejeżdżając tu już drugi raz stanowimy pewnie z połowę dzisiejszego ruchu samochodowego w tej miejscowości

Aaaaa, zaczyna się robić pięknie. Za Tarnawą Niżną pozostajemy sami z towarzystwem mocno pagórkowatych wielkich przestrzeni, w tym również tych znajdujących się za malowniczo płynącym tutaj Sanem. Ta jedna z większych rzek Polski jest tu tylko większym potokiem. Jest to też jednocześnie granica polsko-ukraińska. Tutaj człowiek czuje, że nagle znalazł się w dzikszej części Europy. Może zresztą i tej piękniejszej?
[attachment=44798]* - graniczny San
[attachment=44799]* - bobry urzędują
Na południu rysują się nieodległe bieszczadzkie połoniny, które gdzieniegdzie są jeszcze upstrzone mniejszymi i większymi płatami śniegu. Dookoła wypatruję czy gdzieś na horyzoncie nie pojawi się niedźwiedź, jeleń czy też inny ciekawy przedstawiciel dzikiej fauny. To człowiek tutaj jest gościem, a nie na odwrót.
Wkrótce asfalt zaczyna wykazywać tendencję do zanikania. Pojawia się żwirowa droga. Zmierzamy teraz w okolice nie istniejącej już obecnie wsi Bukowiec. Teraz nie ma tu nic, no poza niewielkim parkingiem gdzie należy pozostawić samochód. Dalej jechać nie wolno. Jest to około 10 km za Tarnawą Niżną.
Godzina trochę późna ale dająca nadzieję na powrót o zmroku. Naszym celem niespodziewanie stają się źródła Sanu. Na piechotę stąd to kolejne 10 km. Oczywiście jesteśmy tu sami.
[attachment=44800][attachment=44801][attachment=44802] - dzikie Bieszczady
[attachment=44803] - ponoć w tym miejscu była kiedyś wieś Beniowe, z tyłu bieszczadzkie połoniny.
Po pół godzinie mijamy stary cmentarz w okolicach nieistniejącej wsi Beniowe.
Droga do niego malownicza, cały czas w towarzystwie wijącego się tutaj między pagórkami niewielkiego Sanu. Trochę kropi, ale ostatecznie się wypogadza. Tak sobie myślę - niby mamy tu Polskę a jaki inny świat. Dawno nie czułem takiej dziczy dookoła mnie

[attachment=44804] - cmentarz w okolicy nieisniejącej wsi Beniowe
Jak dobrze, że wziąłem buty górskie. Jak dobrze, że w Wołosatem nie udało nam się zjeść obiadu. Jak dobrze wreszcie, że gdzieś tam zaświtała w ostatniej chwili myśl, że może odbić by w tę stronę z drogi głównej. Aha, tak w ogóle to przyjechaliśmy tu na jeden dzień, ale już wiemy że zostaniemy w Bieszczadach na noc. Nie mam nic ze sobą poza półbutami na zmianę ale to nie ważne. Czasem takie właśnie wyjazdy są najlepsze, czyli nieplanowane. Szkoda tylko, że aparat w komórce to mój jedyny aparat jaki mam przy sobie.
Za cmentarzem ścieżka wchodzi w las. No może precyzyjniej to na skraj lasu. Chwilami prześwituje po lewej i sporo poniżej szumiący, graniczny San. Cały czas wije się, tworzy malutkie stopnie wodne i zawirowania. Las, drzewa, cała przyroda... To wszystko jakieś tu inne. Niby w każdych górach Polski to mamy, ale nie takie jak tu. Nawet te popularne części Bieszczad są odmienne od tych stron. Ot, choćby znak szlaku niemal całkowicie przykryty porastającym drzewo mchem. Jak coś się przewróciło tutaj to leży i to nie to coś się przesuwa, żeby ścieżka biegła pierwotnym wariantem. To ścieżkę się zmienia, żeby to coś co się przewróciło mogło sobie leżeć dalej. Jest rewelacyjnie. Strasznie podoba mi się klimat tego miejsca.
[attachment=44805]*[attachment=44806]*[attachment=44819]
Po jakimś czasie ścieżka dochodzi z powrotem do opuszczonej wcześniej drogi. Ta jednak jest uczęszczana tylko przez służby graniczne i parkowe i to chyba też rzadko. Ten odcinek drogą jest najmniej ciekawym fragmentem wędrówki ku źródłom Sanu. Przenieśmy się więc kawałek dalej...
Znów odbijamy w ścieżkę. Znów idziemy w dół. Zresztą tutaj tak co chwila, to do góry to do dołu. Może nie ma jednorazowo wielkich przewyższeń ale spokojnie można to potraktować jako górską wędrówkę.
Mijamy niemal niewidoczne ruiny jakiegoś dworku. Właściwie to nawet ciężko ich się dopatrzeć, ale krążą po głowie myśli jak tu się kiedyś musiało żyć? Odpowiadając sobie na to pytanie pozostaje tylko wsłuchać się w ciszę panującą dookoła. Idziemy. Kolejne powalone i przełamane drzewa. Wiele z nich po prostu ze starości chyli się ku swojemu końcowi. Malownicze polanki, załomy pagórków, wszędzie wijące się wody malutkiego tutaj Sanu czy też jego malutkich dopływów. No i ta ciągła świadomość, że cały czas oddalamy się od parkingu, który i tak od najbliższej cywilizacji jest mocno oddalony...
[attachment=44807][attachment=44808][attachment=44809]*
[attachment=44810][attachment=44811]
W około 2 godziny dochodzimy do pochodzącego z końca XIX wieku grobu Klary i Franciszka Stroińskich - niegdyś tutejszych właścicieli ziemskich. Z tego co się później dowiedziałem wspomniany wcześniej dworek też był ich własnością.
[attachment=44812]*
Stąd znów w górę wąską ścieżką zarośniętą mocno pędami malin. Wchodzimy też w rejon pojedynczych pozostałych z zimy płatów śniegu. W końcu jest. Położona najbardziej na południowy-wschód polana w Polsce. Wszystko co widać dookoła to Ukraina. Jest ona zarówno na północy, wschodzie jak i południu. Nawet w prostej linii na zachód to z wyłączeniem najbliższych paru kilometrów to też Ukraina.
[attachment=44813][attachment=44814]*
Po drugiej stronie Doliny Sanu widać pierwszą wioskę ukraińską. W żadnej mierze jednak nie odbiera ona temu miejscu charakteru wszechobecnej tutaj bieszczadzkiej głuszy. Źródła Sanu to jednak ciągle nie tu. Teraz pojawia się na tabliczce informacja, że w związku z granicą państwową można iść wyłącznie i ściśle po oznakowanej ścieżce. Mija 15 minut i wyłania się na niewielkiej polance słupek graniczny. Najpierw ten biało-czerwony, później ten żółto-niebieski. Pomiędzy nimi krzyż, a 10 metrów poniżej, spod niewielkiego kamienia leniwie, a nawet ledwo widocznie wypływa z ziemi woda. Po 443 km swojego biegu jako już duża rzeka, szósta co do długości rzeka Polski połączy swe wody z wodami Wisły.
(Wg informacji znalezionych w Internecie miejsce w terenie oznaczone jako źródło Sanu to źródło pierwszego lewego dopływu Sanu. Właściwe źródło znajduje się około 200 metrów dalej w kierunku pd-zach, na terenie Ukrainy, około 30 m od granicy. Ze względu na przepisy graniczne nie ma możliwości legalnego dojścia do tamtego miejsca).
[attachment=44815]*[attachment=44816] - przy "turystycznych" źródłach Sanu
Jest godzina coś około 17.30. Trzeba wracać. Czas gdzieś przenocować, zjeść jakiś obiad... do samochodu mamy 10 km przez dzicz, a samochodem do Wetliny w której chcemy zjeść i przenocować około 50 km mijając na tym dystansie zaledwie parę wiosek położonych w lesie i parę samochodów, z czego chyba 3 ze straży granicznej. Przesympatyczny dzień. Na koniec tylko trochę perypetii ze znalezieniem gorącego posiłku i noclegu, ale o 22.00 jemy obiad a po 23.00 dostajemy łóżka do swojej dyspozycji. Dobranoc.
[attachment=44817]*
* - zdjęcia autorstwa moich znajomych





